„Tajemnice” aktu oskarżenia

Lata 1980-1981 nie były okresem zmagań „aniołów z diabłami”, ale milionów dobrych i mniej dobrych, mądrych i mniej mądrych ludzi, uwikłanych w historyczny los, z dwóch stron ówczesnej barykady. Przeciwstawiam się tworzeniu czarno-białego wizerunku: anielskie hufce „Solidarności” i diabelskie hordy władzy, „komuny”. Przeciwstawiam się też odwrotnej kwalifikacji.
Generał Wojciech Jaruzelski – SKOK, 22 listopada 1992

Prezentację książki Petera Rainy „Zdrada czy konieczność? Jaruzelski i inni przed sądem” („DT”, 30 sierpnia – 1 września 2019), kończyłem zapowiedzią zatrzymania Państwa uwagi na głównych wątkach aktu oskarżenia oraz procesu sądowego. Generalnie rzecz biorąc, sprowadza się do odpowiedzi na podstawowe pytanie – kogo i o co oskarżono, jak się bronił. Już w tym momencie Państwo wiecie, że głównym oskarżonym był gen. Wojciech Jaruzelski, a mowa obrończa przed Sądem składana przez kilka dni w 2008 r. została wydana książką „Być może to ostatnie słowo”. Wielu Rodaków podczas różnych spotkań z Generałem ma tę i inne książki z dedykacjami, niektórzy przychodzili do Szpitala Wojskowego na Szaserów w Warszawie. Mieli okazję poznać serdeczność troski personelu medycznego wobec Chorego. Do wszystkich kieruję słowa wdzięczności, przez prof. Cezarego Szczylika i płk dr W. Jandę.
O co był oskarżony Generał
Prokurator, aktem oskarżenia sygn. akt S 101/04/Zk, Katowice, z 16 kwietnia 2007 r. objął łącznie 9 osób: Generała, gen. Tadeusza Tuczapskiego, Stanisława Kanię, gen. Floriana Siwickiego, gen. Czesława Kiszczaka, Emila Kołodzieja, Krystynę Marszałek – Młyńczyk, Eugenię Kemparę i Tadeusza Skórę. Autor, Peter Raina, akt ten zamieścił w książce na s. 415-546. Doręczano każdemu, a oskarżeni byli wzywani przez prokuratora i indywidualnie zapoznawani ze stawianymi zarzutami. Tu ciekawostka. Prokurator przesłuchiwał Generała od godz. 9.30, 31 marca 2006 r., zakończył o godz. 10.15, ale 30 marca 2006 (taki drobiazg). Warto poznać oświadczenie Generała (s. 386-387 książki) – „Zrozumiałem treść postanowienia o postawieniu zarzutów. Nie przyznaję się do popełnienia tych czynów. Odmawiam składania wyjaśnień w tej sprawie w dniu dzisiejszym. Chcę po uzyskaniu uzasadnienia zarzutów przygotować się do składania wyjaśnień oraz rozważyć potrzebę pomocy adwokata. W związku z powyższym w dniu dzisiejszym nie mam nic więcej do dodania”.
Generał długo nie dał się przekonać do korzystania z pomocy adwokata. Nie była to kwestia kompetencji obrońcy, a honoru żołnierskiego munduru. Uważał, iż czytelne poczucie odpowiedzialności na wszystkich stanowiskach wojskowych i państwowych oraz wszędzie prezentowana godność osobista, także służbowa, jako reprezentanta Polski poza granicami kraju, do tego – jak często mawiał – zaszczytny tytuł żołnierza i stopień wojskowy, są rękojmią wystarczającą. Z kilku osobistych rozmów wiem, iż sam akt oskarżenia uważał za osobistą obrazę, najcięższą hańbę, (wspomniał nawet kilka dni przed śmiercią), ranę na wielowiekowej rodzinnej tradycji, za upokorzenie milionów Polaków z PRL, do czego „nowa władza” użyła Jego autorytetu, żołnierskiej godności. Zabraniał mówić o tym publicznie, kilka razy sam zwierzył się na kombatanckich spotkaniach- był wśród swoich. Zobowiązał mnie, by zadbać o napis „ŻOŁNIERZ” na grobie, powiedział o tym napisie w wywiadzie Teresy Torańskiej.
Jednakże z uwagi na różne uwarunkowania, powody procesowe i organizacyjne, które prezentowane były Generałowi przez osoby bliskie, np. Mieczysława Rakowskiego, obrońcę Kazimierz Łojewskiego i innych (nazwiska pominę), a także osoby prywatne, np. panią Zofię Gąszczołowską, przyjął panią mecenas Mariolę Teklińską-Kucińską. Pani Mecenas ze swej, jakże złożonej roli – zawodowym profesjonalizmem, osobistym taktem i stanowczością wobec różnych „podejść”, np. ze strony mediów i „potrzeb procesowych”, gdy Generał był ciężko chory, osobistą kulturą i wrażliwością niosła – mówię to z całą świadomością – „ulgę dla ducha” Generała, w tym najszlachetniejszym pojęciu.
Choć cierpienia zadanego w „majestacie prawa” nie mogła w żaden sposób złagodzić. Nie tylko ONA! Wdzięczność i szacunek Pani Mecenas.
Prokurator postawił Generałowi trzy zarzuty:
I. że, w okresie od 27 marca 1981 r. do 12 grudnia 1981 r. w Warszawie i całej Polsce, jako funkcjonariusz państwa komunistycznego (to określenie stosuje obficie, gdzie się tylko da) – Prezes Rady Ministrów, MON oraz I Sekretarz KC PZPR (choć był nim dopiero od 18 października, nie przeszkadzało prokuratorowi pisać od 27 marca – „drobiazg”) „dopuścił się zbrodni komunistycznej(często stosowane) polegającej na kierowaniu zorganizowanym związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, w skład którego wchodzili Stanisław Kania, Florian Siwicki, Tadeusz Tuczapski, Czesław Kiszczak i inni(dokładność nie stała na przeszkodzie by napisać w akcie oskarżenia „i inni”). Celem tego związku było „popełnianie przestępstw polegających na pozbawieniu wolności przez internowanie, wykonywanie kar za czyny wcześniej niekaralne oraz innych przestępstw przeciwko wolności…wobec osób z NSZZ Solidarność, nadzorowanie opracowywania aktów normatywnych oraz planów… dot. nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego”. Proszę zwrócić uwagę – czy internowania już trwały od 27 marca? – też taki „drobiazg”;
II. że w dniu 12 grudnia, jako funkcjonariusz… „podżegał członków Rady Państwa do przekroczenia uprawnień”, przez uchwalenie znanych – tu wymienionych – dekretów Rady Państwa, „w sprawie wprowadzenia stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa”;
III. że, od 13 grudnia 1981 do 31 grudnia 1982 (data zawieszenia stanu wojennego), jako funkcjonariusz… tu dodatkowo „jako Sekretarz KOK (był nim od 12 lutego 1981 r., gdy został Prezesem Rady Ministrów), Główny Inspektor Obrony Terytorialnej i Wiceminister Obrony Narodowej (Generał nigdy nim nie był!) wspólnie z Wojciechem Jaruzelskim (czyli z sobą samym, też drobiazg), Czesławem Kiszczakiem, Florianem Siwickim i innymi dopuścił się zbrodni komunistycznej… że działał w zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym mającym na celu popełnianie przestępstw” – powtórzone z zarzutu I oraz dodane „wykonywanie nielegalnie wydanych dekretów z 12 grudnia 1981 roku”…
Zachęcam Państwa do przeczytania całego aktu oskarżenia, to trudna lektura, nie tyle na słownictwo, co pokrętność logiki wywodu, doboru faktów sensowności komentarza.
„Uśmierceni”
Kilka miesięcy temu przez media przebiegła sensacyjna wiadomość, że Generał ukrywał przed prokuratorem winnych, że ktoś „pomagał” w tym „zabiegu”. Nie trudno było odczytać intencję żądnych sensacji dziennikarzy, posługiwano się nazwiskiem gen. Michała Janiszewskiego. Odesłanie ciekawskich do książki Generała „Ostatnie słowo” wyciszyło tę sprawę. Faktem jest, akt oskarżenia na s. 145 „uśmierca” gen. Michała Janiszewskiego (zmarł 3 lutego 2016 r., czyli 9 lat po jego wydaniu, spoczywa w Poznaniu). Prokurator w zażaleniu na Postanowienie Sądu Okręgowego „uśmierca” gen. Zbigniewa Nowaka. Generał podczas obrony powiedział – „pragnę podzielić się z Panem Prokuratorem dobrą wiadomością. Jeden i drugi żyją – i oby jak najdłużej”.
„Mowa obrończa” Generała
Wspomniałem wyżej, iż „mowa obrończa” została wydana jako książka, liczy ponad 300 stron tekstu. Peter Raina zamieszcza ją w książce, wzbogacając o kilka protokołów sądowych, różnych pism i zażaleń ważnych dla oskarżonych. Ale czy dla Sądu – jak Państwo myślicie? Stąd skrótowe zaprezentowanie Państwu, z konieczności ograniczam do wątków ważących na zrozumieniu złożoności oskarżenia i ówczesnej sytuacji w Polsce – gospodarczej, politycznej, społecznej i wojskowej oraz w Europie. Szczególnie wewnętrznej Polski lat 1980-1981, jak trafnie i obrazowo ujął to Generał w ocenie („anioły i diabły”) przypomnianej na otwarcie tej publikacji. I tu pojawia się pierwszy, wręcz nie do pokonania problem, wprost stalowa bariera. To bark materiałów w aktach do oceny tych sytuacji, czego domagał się Generał. Stąd pytam dobitnie-dlaczego w akcie oskarżenia nazywany jest „zbrodniarzem”? Bo zginęli ludzie, a kto ich nakłaniał do „walki”, oporu, łamania prawa po wprowadzeniu tego stanu, czy nie ostrzegano o użyciu broni? – też wymaga przypomnienia (pisałem w tekście „Kopalnia”). Bo był „sługusem Moskwy”? Przypomnę Państwu – „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą”. Czy Papież nie wiedział co i kiedy, w jakich okolicznościach politycznych, gospodarczych itp. mówi-wyciągnijcie Państwo wnioski z zestawienia: „zbrodniarz” – „patriota”. Jak te słowa należało rozumieć wtedy i dziś, po 36 latach, dlaczego Episkopat, wiadomi politycy je skrywają? Czyżby „ciemny lud” nie był zdolny pojąć sensu, ludzkiego i politycznego znaczenia? A teraz kilka kluczowych kwestii.
„Zorganizowany związek przestępczy o charakterze zbrojnym” – to nie tylko kilka osób wymienionych w akcie oskarżenia na czele z Generałem. Prokurator w „Uzasadnieniu” o nich napisał, że „w działalności przestępczej owa grupa używa broni lub zakłada jej użycie w przyszłości i w tym celu broń posiada i ją gromadzi”. Generał powiedział krótko przed Sądem – że posiadanym uzbrojeniem siedzących na ławie oskarżonych i to nie wszystkich, była broń osobista – pistolet. „Ja zaś z czasów frontowych zgromadziłem ponadto szablę”. Oceńcie Państwo sami jak „pasuje” do bandy przestępczej? Czy ten „związek” obejmował Wojskową Radę Ocalenia Narodowego(WRON) – co Państwo o tym myślicie? Otóż zdaniem prokuratora nie – ale to ciekawy temat na oddzielną publikację.
Z prokuratorskiego „Uzasadnienia” aktu oskarżenia jasno wynika, iż obejmował siły MSW oraz Wojsko Polskie. Generał zwrócił uwagę przed Sądem, że wówczas ponad 50 proc. żołnierzy służby zasadniczej przed wcieleniem do Wojska należało do Solidarności. Jej członkami były ich rodziny, osoby bliskie, przyjaciele… W szczególnie krzywdzącym, wręcz obraźliwym świetle akt oskarżenia stawia wszystkich, szeroko rozumianych funkcjonariuszy publicznych, w tym kadrę wojskową, żołnierzy zawodowych – od podoficera do generała.. Obiektywnie rzecz biorąc, sytuuje ich w ten sposób symbolicznie, moralnie na tej ławie”. Czy prokurator nie wiedział, że taką oceną bezpodstawnie krzywdzi kilka milionów Polaków. Ten właśnie „związek” w ocenie prokuratora miał za cel popełniać przestępstwa polegające m.in. na internowaniu działaczy Solidarności i karaniu za czyny dotychczas nie karalne i szerokim zaplanowaniu działań organów państwa, przeciwko Solidarności. Nasuwa się pytanie – po co?
Drugi zarzut – nakłanianie członków Rady Państwa do popełniania przestępstwa. Czy rozmowę Generała z Henrykiem Jabłońskim 8 grudnia można nazwać nakłanianiem? Oczywiście, ktoś powie, przecież każda rozmowa ma jakiś cel, zaprzeczycie Państwo. Nikt tu nie wchodzi w treść Czy warto zwracać uwagę na taki „drobiazg”, że prokurator tę rozmowę z Przewodniczącym „rozciąga” na całą Radę? Generał przypomniał-Przewodniczący i członkowie Rady Państwa składali zeznania przed SKOK (4 i 25 listopada 1992 i 13 stycznia 1993. Poza Ryszardem Reiffem nikt nie uważał, że był nakłaniany czy „podżegany”. Pan prof. Reiff 24 grudnia 1981 r. pisze w liście, że „ogarnia coraz lepiej ogrom zadań, które Pan Generał w imię najwyższego poczucia odpowiedzialności za los narodu i państwa wziął na swe barki… Sprawa ocalenia Polski – to brzemię nadludzkie. Trzeba jeszcze ogromnej siły i odporności, by doprowadzić do sytuacji, która przyniesie wytchnienie Pana sercu, a Ojczyźnie stabilizację i nowe perspektywy rozwojowe”. Po 12 latach zmienił zdanie – może!
Trzeci zarzut – że w stanie wojennym działał w związku przestępczym, dopuszczał się internowań, przestępstw przeciwko wolności obywateli i wykonywał dekrety Rady Państwa. Kwestia internowania działaczy Solidarności to temat zasługujący na odrębną analizę. Tu tylko pytanie- czy Premier Rządu, jako organ władzy wykonawczej miał nie wykonywać tych dekretów? O logikę zarzutu nie pytam.
„Tajemnica” aktu oskarżenia
Konstrukcja myślowa aktu oskarżenia kieruje uwagę Czytelnika, na swoistą „podłość” władzy, która tworzy „związek przestępczy”; przygotowuje główne organy państwa, tj. rząd, Wojsko, siły MSW; śledzi, internuje i karze więzieniem działaczy i członków Solidarności. Prokurator, często używając określenia „kontrrewolucja”, sprytnie tworzy wrażenie poniżania „związku” przez władze. Tu przypomnę Państwu, iż „kontrrewolucją” nasi sąsiedzi, głównie ZSRR wcześniej, bo w 1970 r. określali wydarzenia w Gdańsku. Generał podczas pracy nad „mową obrończą”, zwierzył się – „jeszcze teraz dźwięczą mi w uszach słowa Breżniewa u was kontra, nada wziat’ za mordu, my pamożem”(używali je i inni działacze KPZR, władz ZSRR, także NRD oraz CSRS w rozmowach z naszymi przedstawicielami).
Trudno oprzeć się pytaniu czym „związek” ten „zasłużył” sobie na takie nazywanie i traktowanie? Czym NSZZ był, że cała władza jest do niego negatywnie nastawiona? Generał przed Sądem m.in. mówił – „Linię przewodnią oskarżenia, str. 15, 22, 131 stanowi założenie, iż władze – od początku powstania Solidarności, z całą determinacją i premedytacją planowały jej likwidację. Na str. 142 nazywa to inaczej, bo „unieszkodliwieniem”. A na str. 27-28 jakościowo inna formuła, a mianowicie, że chodziło o „spacyfikowanie Solidarności” – co jak wiadomo – nie jest tożsame z „likwidacją”… Zwracam się do Wysokiego Sądu z wnioskiem, ażeby zechciał spowodować wyjaśnienie przez Prokuraturę, które z trzech wyżej wskazanych pojęć chce uznać – a przede wszystkim dlaczego – za swe ostateczne stanowisko”.
Szanowni Czytelnicy, proszę zastanowić się – tych trzech pojęć prokurator używa przez nieuwagę, roztargnienie, zamiennie, gdyż nie może się zdecydować czy świadomie? Sądzę, że świadomie, by odbiorca, tj. „zwykły obywatel” niezbyt wgłębiając się w treść, sens pojęcia, a słuchający i czytający prasę nabrał przekonania o różnych, oczywiście drańskich, łajdackich „chwytach” władzy. Po drodze, by sami oskarżeni też się w tym pogubili. By nie mogli „dojść prawdy” jaki ten „związek” w rzeczywistości był i jest. Wówczas, w latach 1980-1981, później w 1991 r. gdy zgłoszono wniosek powołania w Sejmie Komisji Odpowiedzialności i postawienie przed nią tzw. autorów stanu oraz w latach 2004- 2014 gdy trwało przygotowanie i sam proces sądowy, wiąż była nagłaśniana teza, że Solidarność walczy o dobro robotnika o wolność i niepodległość Polski, o zrzucenie „sowieckiego jarzma” przez odebranie PZPR, (pogardliwie nazywaną „komuną”) władzy, a nawet, że obaliła mur berliński itp. Że mogło to się stać o wiele szybciej, gdyby nie stan wojenny, „oszustwo i zdrada” przy Okrągłym Stole (te fałszerstwa i różne obelgi było słychać przy okazji 30 rocznicy). Czy zaprzeczycie, że teza ta nie tylko znalazła posłuch ale głośne i znaczące „oprzyrządowanie” naukowe oraz wsparcie Kościoła.
Proszę wczytać się w te tezy jeszcze raz, kto zaprzeczy, np. że 21 postulatów nie zmierzało do poprawy płacy i życia robotników, ograniczenia cenzury, itp. Tak, to prawda – problem tkwi w szczegółach – jakimi metodami i jakim kosztem, czy strajki były właściwym środkiem? Proszę sięgnąć pamięcią – dlaczego tak trudno było zdobyć artykuły spożywcze na kartki, nawet mleko dla dzieci. Bo „władza ukrywała” – jak głosili „wodzowie” Solidarności – czy strajki, powodowały braki na rynku i zakłócenia w dostawach? Tu jest sedno rzeczy. Nie wierzycie Państwo – dowód, jeden z wielu – prof. Jan Szczepański, Przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej Sejmu ds. kontroli realizacji porozumień sierpniowo-wrześniowych, jeszcze w lipcu 1981 roku informował, że wartość około 700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów przekroczyła dwukrotnie poziom dochodu narodowego kraju. Lawina pieniądza pustoszyła rynek. Związana z tym panika poprzez wykupywanie „na zapas”, pojawiających się niektórych towarów, pogłębiała niedobory. Szalała spekulacja. W konsekwencji nie kończące się kolejki, puste półki, brak elementarnych artykułów, zakłócenia nawet w zaopatrzeniu kartkowym. Trzeba przypomnieć długotrwałe protesty i strajki, żądające niezwłocznego wprowadzenia wszystkich wolnych sobót. Przeczytajcie Państwo jeszcze raz, zastanówcie się chwilę i wyobraźcie to sobie dziś, w 2019 r.- żądania już lipcu (połowa roku) 2 razy przekraczają roczny dochód Polski. Za ile lat można będzie je spełnić – pomyślcie! Solidarność chce spełnienia teraz, już, a nie „kiedyś”! Profesor Andrzej Paczkowski: (Droga do mniejszego zła, Wyd. Literackie, Kraków 2002) pisze-powstał „oczywisty mechanizm …można go określić jako „spiralę radykalności”: im przeciwnik jest mniej chętny do ustępstw, tym dalej idące żądania wysuwa się pod jego adresem. Jeśli zaś ustępuje, uważa się go za słabego, co także wyzwala nowe pomysły żądań”. Czy znacie Czytelnicy dobitniejszą, jaśniejszą ocenę tamtej sytuacji? Z kolei prof. Bronisław Geremek mówi – „kraj znajduje się w sytuacji zagrożenia narodowego, jakich było niewiele w historii Polski. Grozi nie tylko interwencja, ale i upadek z przyczyn wewnętrznych (…) Katastrofa jest faktem oczywistym. Jest to katastrofa wciągająca. Nikt, z siedzących przy tym stole nie wie jak wyjść z kryzysu” (spotkanie w Redakcji „Robotnika”, sierpień 1981). I co z tego, że Lech Wałęsa jesienią 1981 r. jeździł po kraju i „gasił strajki”- jaki osiągnął efekt- sami oceńcie. Zaś 10 listopada 1980 r., podczas rejestracji NSZZ w Sądzie powiedział dziennikarzom: „Nie kwestionujemy socjalizmu. Na pewno nie wrócimy do kapitalizmu, ani nie skopiujemy żadnego wzorca zachodniego, bo tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie, ale kontrolowany. Współudział związków powinien być pełniejszy. Niech panowie zapiszą, że nie będziemy wysuwać programów politycznych, a w żadnym wypadku ich realizować”. I co, sięgnijcie pamięcią – jak Wałęsa i kierownictwo Solidarności odnosiło się do władzy, do PZPR. Tu taki przykład – „Solidarność miała wówczas (jesień 1981 r.) poczucie siły, potęgi. Padały nawet ze związkowego wysoka słowa „czapkami was nakryjemy”. Opozycja była w ofensywie. Władzę widziała jako słabą, rozkojarzoną, w istocie bezradną. Taki pogląd, taka ocena stosunku sił nie stanowi zachęty do kompromisu. Chcąc do niego doprowadzić, niejako go wymusić – my, władza, też musieliśmy prężyć muskuły, a więc i przygotowywać, zbyt zresztą tego nie kryjąc, siłowy wariant. W ten sposób dawaliśmy również sygnał: porozumienie, kompromis – tak, destabilizacja, degradacja państwa – nie. Do ostatniej chwili, do godziny 14 – tej 12 grudnia to był koszmar wahań, bolesnych rozterek, oporów. I wciąż nadziei. Nie przebieraliśmy nogami do tego skrajnego rozwiązania” – oceniał Generał. To zresztą osobny temat publikacji „Generał-Solidarność”.
Jak groźna dla samych Polaków była sytuacja wewnętrzna, świadczy taka ocena 181 Konferencji Episkopatu Polski (obradowała w dniach 25-26 listopada 1981 r.): „Kraj nasz znajduje się w obliczu wielu niebezpieczeństw, przemieszczają się nad nim ciemne chmury, grożące bratobójczą walką”. Wówczas i dziś nikt chyba nie zakładał, że ta ocena Episkopatu była „na wyrost”, by kogoś „postraszyć”, nie daj Boże wprowadzić w błąd. Kilka dni później, podczas obrad w Radomiu padły słynne zawołania – „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”… „Porozumienia nie będzie… nie ma się z kim porozumieć, będzie targanie po szczękach”. Nikt z nich nie pomyślał, że może wisieć, dostać w „szczenę”? Wczytajcie się Państwo w sens i treść tych „złotych myśli”. Proszę nie podejrzewać mnie o „złe rady”, jeśli zachęcam, do wyobraźni tamtej sytuacji w 2019. Władysław Frasyniuk na posiedzeniu KKP obrazowo ocenia: „Marzą się nam zaszczyty poselskie. Rulewski zostawia władzom alternatywę – albo staniecie do walki i wam przypieprzymy, a jak stchórzycie i nie staniecie, to i tak wam dopieprzymy”. Bogdan Lis – w relacji z 1 stycznia 1984r (jest w książce pt. „Konspira”) m.in., mówi: „Panowało u nas poczucie komfortu psychicznego, iż praktycznie nic nam nie grozi. Główną słabość Solidarności, szczególnie pod koniec 1981roku, widziałbym w bufonadzie działaczy, często szczebla zakładowego. Nie dotyczy to może większości, ale ton nadawali ci, którzy potrafili głośno mówić i w odpowiednim momencie bić pięścią w stół”. Bogdan Borusewicz: „Kwitł kult wodzostwa. Najpierw wódz najwyższy – Wałęsa, którego nie można było krytykować, potem wodzowie w każdym województwie, niemal w każdym zakładzie… Powstało w Solidarności skrzydło porównywalne tylko z „Grunwaldem” czy „Rzeczywistością”. Różnicę widziałem tylko jedną – stosunek do komunizmu. „Prawdziwi Polacy” z Solidarności też reprezentowali ideologię totalitarną, tylko w kolorze innym niż czerwony. Co dziwniejsze – skrzydło to wywarło duże wpływy wśród robotników… Nastąpił amok. Przestano myśleć kategoriami politycznymi, a zaczęto mistycznymi – że jak się powie słowo, to stanie się ono ciałem, czyli jak powiemy „oddajcie władzę”, to władza znajdzie się w naszych rękach” („Konspira”, zapis z 11 października 1983 r.)
Z kolei„Posłanie do narodów Europy” tzw. jastrzębie we władzach ZSRR uznali za „wezwanie do interwencji” we wrześniu 1981 r. – że na szczęście dla nas do niej nie doszło, to jeszcze tajemnica archiwów ZSRR. Dlatego Generał wzywał – nie jeden raz – by „Rachunek sumienia trzeba zawsze zaczynać od siebie. W realiach ostrego podziału Europy i świata, nasza „bijatyka” nie mogła skończyć się dobrze. Nie od dziś podkreślam, że biorę odpowiedzialność na siebie”. Jedynie prof. Karol Modzelewski mówił: „I choć wiele rzeczy mogliśmy zrobić lepiej albo gorzej, nie sądzę, abyśmy byli w stanie uniknąć dramatycznego finału (stanu wojennego). Ale odpowiadamy za ten finał, bo do wszystkiego przykładaliśmy rękę, po obu stronach. I nie w jedną pierś trzeba się uderzyć… (mówiąc o tragedii w kopalni „Wujek”) Ja też ponoszę moralną odpowiedzialność za śmierć tych ludzi. Odpowiedzialność, od której nikt z nas, biorących czynny udział w podejmowaniu decyzji, nie może się wykręcić i nie powinien składać jej wyłącznie na kogoś innego (w XX-lecie stanu wojennego).
To tylko kilka przykładów „patriotycznego” działania Solidarności. Ujawnienie przed Sądem i Polakami wielu dokumentów „otworzyłoby oczy”, że Polacy przez Solidarność stali się groźni sami dla siebie! Tak, sami sobie! Takich dowodów nie chciał ani prokurator, ani Sąd – dlaczego? tajemnica! – „Przerażenie wywołuje lektura orzeczenia Warszawskiego Sądu Okręgowego w sprawie oskarżenia osób odpowiedzialnych za stan wojenny w Polsce. Przerażenie wynika z ignorancji, niewiedzy, „naiwności” czy niesprawności Sądu w przedstawieniu orzeczenia wyroku. Fakty w oskarżeniu są zafałszowane”. Nie tylko do tego wniosku doszedł Peter Raina w swojej nowej książce. Warto po nią sięgnąć, zachęcam!