Jaka PiS-owska afera może zostać ujawniona tym razem?

NIK chce skontrolować Polską Fundację Narodową. Fundacja to uniemożliwia – i publikuje kuriozalne oświadczenie, że PFN jest podmiotem prywatnym, nie dysponującym środkami publicznymi (!).
Najwyższa Izba Kontroli zawiadomiła 6 kwietnia prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd państwowej Polskiej Fundacji Narodowej. Przestępstwem tym ma być to, że władze PFN uniemożliwiły NIK-owi skontrolowanie finansów fundacji. Dodajmy, że finansów mocno kontrowersyjnych.
Polska Fundacja Narodowa to z każdego punktu widzenia instytucja tak bardzo PiS-owska, jak sobie tylko można wyobrazić. Została powołana z inicjatywy prominentów PiS, a mówiąc dokładniej, na polityczne polecenie nowej władzy. 16 listopada 2016 r. utworzyło ją (i finansuje jej istnienie) 17 spółek państwowych, od Enei po Polskie Koleje Państwowe (alfabetycznie licząc). Spółki te zostały uprzednio obsadzone przez nominatów PiS, więc nikt z ich nowych prezesów nie dyskutował z polityczną dyrektywą, nakazującą wykładanie publicznej kasy na PFN.
Działalność Polskiej Fundacji Narodowej ma służyć umacnianiu władzy Prawa i Sprawiedliwości, i jego zwycięstwu w kolejnych wyborach, poprzez uprawianie propagandy polskiego sukcesu i chwalenie rzekomych dokonań obecnej władzy na tej niwie. A także umożliwiać zarabianie sporych pieniędzy z publicznej kiesy przez PiS-owskich krewnych i znajomych królika.
PFN ma zatem sławić rozmaite polskie dokonania, dbać o dobre imię i honor Polski (a jak wiemy od ponad 80 lat, honor jest rzeczą bezcenną) – i prowadzić w tym celu działania, którymi kierują zaufani (i sowicie wynagradzani) ludzie obecnej ekipy. Pierwsze słowa na stronie internetowej PFN są następujące: „Dla nas Polaków nie ma rzeczy niemożliwych – tak jest od zawsze. Chcemy pokazać naszą solidarność, wrażliwość, gościnność, przedsiębiorczość, kreatywność, pracowitość i determinację. Pragniemy promować nasze sukcesy w nauce, bogatą kulturę, wspaniałą historię i niepowtarzalną przyrodę. Taką misję ma Polska Fundacja Narodowa”.
Nieco śmieszne jest to, że PFN chce reklamować te cechy Polaków, które są raczej mało obecne. Przede wszystkim warto jednak zauważyć, że zamiary PFN są opisane w czasie przyszłym. Władze PFN mówią o tym, co chcą i pragną robić – a nie o tym, co rzeczywiście robią. I słusznie, bo faktyczna działalność PFN jest znikoma i mało zauważalna w stosunku do pieniędzy, jakie otrzymuje fundacja i jej ekipa. Jeden Aleksander Doba, przepływając trzy razy kajakiem Atlantyk zrobił znacznie więcej dla promowania korzystnego wizerunku Polski niż cała Polska Fundacja Narodowa przez ponad cztery lata swego istnienia. Na marginesie – nikt w PFN nie raczył zająć się wykorzystaniem dokonań Doby dla promocji naszego kraju, co dobitnie pokazuje, jakie są kompetencje i pracowitość tej ekipy. Ale kasa ze środków publicznych, otrzymywana przez PFN jest jak najbardziej realna i obfita.
W rezultacie, od samego początku istnienia Polskiej Fundacji Narodowej pojawiają się informacje o rozrzutności władz fundacji, o przeznaczaniu publicznych środków na cele polityczne PiS, o braku profesjonalizmu, przemilczaniu szczegółów swoich wydatków organizowanych poza kontrolą. Jednym z przykładów może być finansowanie przez PFN prorządowej, opierającej się na przekłamaniach i manipulacji kampanii „Sprawiedliwe sądy” (nazwa typowo orwellowska, tak jak Ministerstwo Miłości), której faktycznym celem było podporządkowanie sądów PiS-owskiej władzy. Ciekawe, jak to się miało do misji PFN, która ma „pokazać naszą solidarność, wrażliwość, gościnność, przedsiębiorczość, kreatywność, pracowitość” i tak dalej.
Oczywiście wszystkie te zarzuty spływały dotychczas po władzach PFN jak woda po psie, bo wiadomo było, że gdy rządzi PiS, nikomu z władz fundacji nie spadnie włos z głowy. Ale dopóty dzban wodę nosi… Polską Fundacją Narodową zajęła się bowiem Najwyższa Izba Kontroli.
Działalność NIK mocno bulwersuje Jarosława Kaczyńskiego i innych PiS-owskich dygnitarzy. Przecież nie po to obsadza się NIK swoim człowiekiem, żeby potem Izba zabierała się za kontrolowanie PiS-owskich instytucji. Jednak szef NIK Marian Banaś boleśnie odczuł to, że władze PiS zwróciły się przeciwko niemu, gdy wybuchły kontrowersje związane z wynajmem jego kamienicy, zatajeniem faktycznego stanu majątkowego oraz z nieudokumentowanymi źródłami dochodu. Banaś, prywatnie twardy karateka, zapewne powiedział sobie wtedy: „Chcieliście wojny, no to ją macie” – i skierował siły kontrolne NIK przeciwko PiS-owskim urzędom i instytucjom. PiS postanowiło natomiast wyeliminować Banasia, co jednak bez zmiany Konstytucji będzie trudne do przeprowadzenia.
Polska Fundacja Narodowa stała się oczywistym celem dla NIK – bo wydaje się pewne, że wnikliwe skontrolowanie jej finansów może doprowadzić do ujawnienia szkodliwych dla PiS afer, których już nie uda się zatuszować. Władze PFN zastosowały więc jedyny środek ratunkowy – i po prostu uniemożliwiły kontrolę inspektorom NIK. Marian Banaś jednak nie odpuścił, uznał to za przestępstwo i zawiadomił prokuraturę.
PIS-owska prokuratura najprawdopodobniej stwierdzi, że oczywiście nie ma mowy o żadnym przestępstwie władz Polskiej Fundacji Narodowej – ale pozostaje jeszcze opinia publiczna, która naturalnie została zawiadomiona przez NIK. A informacja o tym, że władze Polskiej Fundacji Narodowej próbują unikać kontroli, jest mocno kompromitująca dla PiS.
Polska Fundacja Narodowa (zapewne realizując swą misję) zaczęła atakować izbę. Władze PFN oświadczyły, iż ogłaszanie opinii publicznej przez NIK, że w związku z prowadzoną kontrolą ujawniono fakty uzasadniające podejrzenie popełnienie przestępstwa przez zarząd Polskiej Fundacja Narodowej jest „niestosowne”, bo żadne „przestępstwo nie zaistniało”.
W kuriozalnym oświadczeniu władz Polskiej Fundacji Narodowej znalazły się słowa, że Polska Fundacja Narodowa to podmiot prywatny, niedysponujący środkami publicznymi (sic!), który „nie dysponuje w działalności majątkiem lub środkami państwowymi” – a więc nie podlega kontroli NIK. PFN zarzuca, że Najwyższa Izba Kontroli w dotychczasowej korespondencji z Polską Fundacją Narodową, nie wykazała „swojej kompetencji kontrolnej wobec PFN”, pomimo żądań ze strony fundacji.
Najwyższa Izba Kontroli rozbija w puch te zdumiewające wywody władz PFN. NIK przypomina najpierw, że dysponuje także prawem kontroli podmiotów niepowiązanych wprost z aparatem władzy państwowej, ale korzystających ze środków o charakterze publicznym w każdej formie i wielkości. Dlatego zwykło się określać Najwyższą Izbę Kontroli jako strażnika publicznego grosza.
NIK stwierdza także to, co każdy widzi: iż PFN to jednostka organizacyjna, która jest zasilana środkami ze spółek Skarbu Państwa. Izba zrwaca uwagę, że siedemnaście dużych spółek działających z udziałem Skarbu Państwa dokonało wpłat na fundację – i dokonuje ich dalej na działalność PFN (co będzie trwać jeszcze co najmniej przez sześć lat). Polska Fundacja Narodowa powinna otrzymać do 2026 r. łącznie ponad 633 mln zł.
NIK zauważa także, że istnieje „konieczność zaprowadzenia większej transparentności wydatków Polskiej Fundacji Narodowej”, co jest częstym tematem dyskusji publicznej oraz przedmiotem zastrzeżeń części przedstawicieli klasy politycznej czy urzędników państwowych.
Izba chce więc pomóc władzom PFN w osiągnięciu tej transparentności – i dlatego postanowiła w listopadzie 2020 r. podjąć kontrolę w Polskiej Fundacji Narodowej.
Niestety, władze PFN jakoś nie kwapią się do skorzystania z tej pomocy. NIK wskazuje, że pomimo upływu kolejnych wyznaczanych terminów, zarząd PFN nie zapewnił kontrolerom Izby dostępu do dokumentów umożliwiających przeprowadzenie czynności kontrolnych. Dlatego właśnie Najwyższa Izba Kontroli postanowiła złożyć zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na udaremnieniu (a także utrudnianiu) przeprowadzenia kontroli.
Chodzi o przestępstwo wskazane w art. 98 ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli: „Kto osobie uprawnionej do kontroli, o której mowa w niniejszej ustawie, lub osobie przybranej jej do pomocy, udaremnia lub utrudnia wykonanie czynności służbowej, w szczególności przez nieprzedstawienie do kontroli dokumentów lub materiałów, nie informuje bądź niezgodnie z prawdą informuje o wykonaniu wniosków pokontrolnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.”.
Czy ziści się wizja posadzenia szefów PFN za kratkami? Nie da się ukryć, że niezależnie od niechęci do poddania się kontroli, władze PFN wykazują też brak entuzjazmu do szczerego informowania o swych wydatkach. Nie bez powodu. Trudno przecież, na przykład, obronić to, że władze Polskiej Fundacji Narodowej wypłaciły amerykańskiemu przedsiębiorstwu ponad 5,5 mln dol. pod pretekstem promowania wizerunku Polski w Stanach Zjednoczonych. Pod pretekstem – bo tylko tak można określić skromne działania, jakie za te pieniądze wykonywała od października 2017 r. firma o dumnej nazwie White House Writers Group.
WHWG dostawała najpierw za swoje usługi 45 tys. dol. miesięcznie, potem ta kwota dwukrotnie wzrosła. Co robiła za te sumy? Wysyłała dziennikarzom różnych amerykańskich redakcji informacje prasowe i komentarze dotyczące naszego kraju. Prowadziła też poświęcony Polsce serwis na Twitterze, mający niespełna 6 tys. obserwatorów (szybko został zlikwidowany, „osierocając” tę, rzekomo obserwującą go grupę) – oraz dwa profile internetowe. Oba niespecjalnie popularne. Pierwszy, na Instagramie, obserwowało regularnie „aż” 51 osób. Drugi, na YouTubie, miał 13 subskrybentów. Tylu zainteresowanych było na całym świecie (wedle stanu na połowę września 2019 r.). Prawdopodobnie to grono składało się z pracowników polskiego personelu dyplomatycznego i ich rodzin. Dla porównania – 20-letnia polska blogerka Littlemooonster miała 1,5 mln obserwatorów. Dokonania WHGW osiągnęły pewien rozgłos, gdy na jednym z profili prowadzonych przez tę firmę piękny zachód słońca w Polsce ilustrowało zdjęcie zrobione w Pradze, a Zakopane zostało przedstawione jako Zakapone – ale firmie z USA mogło się przecież pomylić, bo w Warszawie też jest Praga, a Al Capone mógł w końcu być w Zakopanem. W innym miejscu gratulacje dla Kamila Stocha za zdobycie Pucharu Świata 2018 zilustrowano zaś zdjęciem jakiegoś narciarza freestyle’owego wykonującego akrobację.
WHWG organizowała też niekiedy konferencje i dyskusje, a żeby nikt nie miał pretensji, że ich odzew jest niezauważalny, w umowie między WHWG a Polską Fundacją Narodową przezornie zapisano, że amerykańska firma nie gwarantuje żadnych konkretnych rezultatów. Ówcześni szefowie PFN chętnie przystali na takie postanowienie – no i rezultatów nie było. W rezultacie, w majestacie prawa działalność promocyjna WHWG mogła przynosić zerowe efekty, a Polska musiała za nią płacić (ta narracja jest zresztą dość powszechnie stosowana przez PFN, która informuje nie o tym, co osiągnęła, lecz czym się zajmowała).
WHWG wśród swoich działań wymieniała imprezy, których bynajmniej nie organizowała – jak choćby dwa spotkania w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie – ale to nikomu nie przeszkadzało. PFN zwracała też koszty wykazywane przez WHWG, co oznaczało tylko w 2019 r. wydatki sięgające niemal 3 mln dol. To kwota robiąca wrażenie, w porównaniu np. z kampanią „polski hydraulik”, która w dobrym świetle zaprezentowała Polskę w całej Europie (nie tylko we Francji) i kosztowała grosze, mieszcząc się w zwykłym budżecie Polskiej Organizacji Turystycznej.
Prawne relacje między PFN a WHGW były takie, że PFN nie miała wpływu na wydatki WHWG. Mogła tylko je pokrywać z pieniędzy polskich podatników. Mimo mało zauważalnych efektów, z oświadczeń Polskiej Fundacji Narodowej wynikało, iż władze PFN były zadowolone ze współpracy z WHWG.
Chyba jeszcze bardziej zadowolony był związany z PiS historyk, prof. Marek J. Chodakiewicz. Profesor, pracujący w waszyngtońskim Instytucie Polityki Światowej, będący też członkiem rady historycznej związku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, to dobry znajomy Macieja Świrskiego, który był wiceprezesem PFN w chwili gdy fundacja nawiązywała współpracę z WHWG. Zrozumiałe więc, że np. profesor dostał 1 tys. dol. za to, że wziął udział w konferencji na temat współpracy Ronalda Reagana i Jana Pawła II. Było to sztandarowe (gdyż niemal jedyne) dokonanie PFN na amerykańskim gruncie. Ponadto w WHWG podjęła pracę siostra prof. Chodakiewicza, Anna Chodakiewicz-Wellisz, która zarabiała rocznie 120 tys. dol., a przede wszystkim korzystała ze zwrotu kosztów. Przelewy z WHWG otrzymywała także małżonka, Monika Jabłońska-Chodakiewicz.
W sumie, jak obliczył red. Stankiewicz z Onetu, państwo Chodakiewiczowie na współpracy z PFN zarobili ponad 250 tys. dol. w ciągu dwóch lat. I to był chyba najbardziej konkretny i mierzalny rezultat działalności promocyjnej Polskiej Fundacji Narodowej w Stanach Zjednoczonych.
W przeszłości Polska Fundacja Narodowa niejednokrotnie angażowała się w poczynania, delikatnie mówiąc, mało skuteczne, za to kosztowne, które możnaby określić jako złe gospodarowanie publicznymi pieniędzmi. Tak było np. z rejsem jachtu o nazwie „I love Poland”, nabytym za 0,9 mln euro. Polska jest ponoć potęgą w produkcji jachtów, ale kupiono używaną jednostkę zagraniczną. Zaplanowano, że w stulecie odzyskania niepodległości popłynie po morzach i oceanach, szkoląc polskich żeglarzy regatowych i promując nasz kraj. Jednak 14 godzin po rozpoczęciu wyprawy, złamał się maszt, rejs przerwano, a jacht na wiele miesięcy został wyłączony z użytkowania. Dotychczasowe koszty związane z jachtem idą już w grube miliony.
Trudno także pojąć sens gruntownej modernizacji i rozbudowy za sprawą PFN muzeum gen. Ryszarda Kuklińskiego w Warszawie (jest takie!). Szefowie muzeum na stronie internetowej żartobliwie informują, że to „najbardziej efektywne muzeum nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce”. Ciekawe, ilu gości z Zachodu dotychczas zawitało do tego muzeum i jak wpłynęło ono na poprawę wizerunku Polski w ich oczach? Albo jak miało się przysłużyć dobrej marce naszego kraju za granicą wydanie w Polsce przez PFN śpiewnika pieśni żołnierskich i legionowych?
PFN zorganizowała też konkurs dla mazowieckich uczniów, zatytułowany „Odkrywanie śladów historii 1944-1989” (oczywiście z uwzględnieniem martyrologii, „żołnierzy wyklętych” i opozycji antykomunistycznej). Wprawdzie Mazowsze, niczego mu nie ujmując, to jednak nie zagranica, więc żeby nikt się nie czepiał, zmieniono statut Polskiej Fundacji Narodowej, wpisując weń upowszechnianie w kraju wiedzy o historii Polski. Od tego czasu PFN może wydawać publiczne pieniądze praktycznie na to, na co chce.
Biorąc to wszystko pod uwagę – a także i wiele innych, dotychczas nieujawnionych przykładów – można zrozumieć, że szefowie Polskiej Fundacji Narodowej bardzo nie chcą, aby NIK skontrolowała ich poczynania finansowe.

Bigos tygodniowy

Na nazwę projektu ustawy o ubezwłasnowolnieniu i prześladowaniu sędziów zasługuje kuriozalny, brutalny, haniebny projekt, które znienacka przygotowała i ogłosiła grupa posłów władzy. Nie używam słowa „posłów PiS” ponieważ twarzami tego projektu są w pierwszym rzędzie młodzi hunwejbini-ziobryści, Kanthak i Kaleta. Podpisali się pod nim także rdzenni pisowcy kaczyści, tacy jak Suski czy Ast. Jednak trudno ustrzec się od pytań i wątpliwości jakie jest źródło tego frontalnego, bez osłonek zamachu na wolność sędziów. Mam dwie zasadnicze hipotezy. Pierwszą taką, może być to projekt w pełni legitymizowany przez Przewodniczącego Mało. Drugą taką, że to samodzielna inicjatywa ziobrystów i wskutek burzy, krajowej i międzynarodowej, wokół projektów skończy się tak, jak z ziobrystowską (Jaki Patryk) ustawą o IPN ze stycznia 2017 roku, z której reżym Przewodniczącego Mało wycofywał się szybko i z podkulonym ogonem. Może być i tak, że inicjatywa wyszła od ziobrystów, a Przewodniczący Mało ze swoimi ludźmi się do tego dołączył. Tak czy inaczej, ten gwałtowny i brutalny napad pisiorów i pisoidów na sędziów warty jest wszechstronnej analizy. Jedna tylko próbka z tego projektu: „zakazane jest podejmowanie uchwał wyrażających wrogość wobec innych władz RP i jej konstytucyjnych organów, a także krytykę podstawowych zasad ustroju RP”.
*****
Morawiecki nie zgodził się na przystąpienie Polski do paktu antysmogowego do roku 2050. Polacy będą dłużej truć i będą dłużej truci niż mieszkańcy innych krajów Unii Europejskiej. W reakcji na to Macron zapowiada wyłączenie Polski z „solidarności finansowej”. PiS prowadzi nas do większego zatrucia i większej biedy.
****
Rozprysł się kryształowy Banaś i odłamkami poranił PiS. Daleko jesteśmy od sytuacji, w które Karczewski Stanisław, ex-marszałek Senatu nazywał Banasia „człowiekiem kryształowym”. Dziś już dla PiS Banaś kryształowy nie jest, przeciwnie, jest kolejnym wrogiem publicznym (numer do ustalenia). Bo Banaś nie chce ustąpić ze stanowiska prezesa NIK, a nawet kontratakuje i to ostro. Wnioski NIK do prokuratury godzą w pierwszym rzędzie w ziobrystów: Jakiego i Kępę Beatę.
*****
Zdradliwa Genka, czyli Grabowska Genowefa, niegdysiejsza parlamentarzystka SLD ostro poszła do przodu na drodze osiągania maksimum służalczości wobec PiS i w TVPiS pochwaliła wspomniany projekt. Wstyd i hańba, proszę Pani Profesor prawa. Teraz czas na pójście śladem Jakubowskiej Aleksandry i otwarte objęcie roli propagandystki PiS na portalu Kranowskich, lejtnantów Przewodniczącego Mało.
*****
„Abortion Support Network”, organizacja pomagająca kobietom w skorzystaniu prawa do aborcji rozpoczęła działalność w Polsce. Będzie finansowo pomagała kobietom, które zechcą dokonać aborcji za granicą. Może to oznaczać, że europejska organizacja broniąca praw kobiet bezpośrednio bierze w swoje ręce pomoc w realizowaniu ich praw. W 2003 roku na fale Bałtyku u polskiego wybrzeża wpłynął duński bodajże okręt „Langenort”, którego załoga rozdawała tabletki poronne. Był to jednak tylko jednorazowy epizod i na tym się skończyło. Jest nadzieja, że tym razem będzie to działanie systemowe, niezbędne do czasu, gdy kobiety w Polsce odzyskają pełnię praw do swoich ciał.
*****
Nawet wojewoda małopolski, czyli pisowski wezwał w trybie ultymatywnym radnych Zakopanego, aby przyjęli konwencję antyprzemocową. Zakopane jest jedyną gminą w Polsce, która nie wdrożyła ustawy z 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. W przeciwnym razie wojewoda rozwiąże radę. Od tego co się zdarzy zależy także to, czy moja noga kiedykolwiek ponownie, po wieloletniej przerwie postanie w miasteczku pod Giewontem. Od dzieciństwa lubiłem Zakopane (byłem tu po raz pierwszy, jako dziecko, na Mistrzostwach Świata w Skokach Narciarskich FIS 1962 i na własne oczy widziałem kilka skoków z pozycji siedzącej na karku ojcowskim), znam jego historię i tradycję kulturalną (Witkacy i inni), a zaprzestałem jeżdżenia tam, gdy dotarło do mnie, że zamiast po świeże powietrze, jeżdżę do komory gazowej pod chmurką i jeszcze muszę za to uiszczać opłatę klimatyczną. Utwierdziłem się w swojej postawie, gdy dowiedziałem się, że w Zakopanem dewiza, że gdy się „baby nie bije, to jej wątroba gnije”, jest nie tylko kultywowana przez górali, ale legitymizowany przez władze miasta. Górole! Ludziska Kochane! Chcecie znów moich dudków? Wiem, że chcecie. To zmieńcie swoją postawę. Świat się zmienia i Zakopane nie może bez końca pozostawać kopalnym skansenem obyczajowym.
*****
Polskiej Fundacji Narodowej i jej najważniejszemu beneficjentowi „Aby życie miało smaczek, raz Janninger, raz Misieczek”
*****
Co Jędraszewski Marek, arcybiskup krakowski, który mówił o „tęczowej zarazie” i zagrożeniu neomarksistowskim, na to, że kardynał-przewodniczący episkopatu Niemiec nazywa się Marx. Reinhard Marx? Widmo, nie tylko „tęczowej zarazy”, krąży po Europie?
*****
Niejaki Muszyński Wojciech z IPN dokonał na fejsbuku wpisu niedwuznacznie życzącego działaczom Partii Razem losu lewicowców Chile po zamachu stanu Pinocheta w 1973 roku. Byli oni mordowani przez wyrzucanie z samolotów na wysokości kilku kilometrów. Taka ekspresja mogła wyrosnąć tylko na żyznej w swej nienawiści glebie IPN.

Za co PiS płaci Amerykanom?

Beata Szydło, gdy jeszcze była premierem, tak mówiła o Polskiej Fundacji Narodowej (PFN) – „wykorzystując siłę i energię spółek skarbu państwa, będzie budowała polską markę”. Cóż, niezupełnie tak to wygląda.

Dziennikarze portalu Onet dotarli do informacji, z których wynika, że organizacja ta powołana przez luminarzy IV RP do sławienia jej dobrego imienia zagranicą w szaleńczym tempie drenuje polską publiczną kiesę. I jak przystało na porządki wprowadzone przez Kaczyńskiego, beneficjentami muszą być oczywiście jankesi.
Polska Fundacja Narodowa w ciągu nieco ponad roku wydała ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — na promowanie Polski kraju w USA. Forsę przytuliła amerykańska firma PR-owa. W ramach usługi było m.in. za utworzenie w mediach społecznościowych viralowych profili o Polsce. Na całym świecie obserwuje jednak po kilkanaście, czy kilkadziesiąt osób. Anglojęzyczny serwis @Polish_Fndtn obserwuje na Twitterze niespełna 6 tys. osób, czyli mniej niż profil PFN po polsku. A to bodaj najlepszy wynik!
„W korespondencji z Polską Fundacją Narodową, Amerykanie nazywają swe serwisy internetowe hubem informacyjnym dla Polski. Przekonują też, że współtworzą strategiczną infrastrukturę informacyjną, którą Polska będzie mogła wykorzystywać przez lata” – czytamy w artykule w portalu Onet.
Chodzi o firmę White House Writers Group (WHWG). To właśnie ją kierownictwo PFN wybrało jako partnera do kreowania i poprawy wizerunku Polski w Stanach Zjednoczonych. Kontrakt został zawarty niemal dwa lata temu, ale PFN utajnia jego ustalenia i rozliczenia z Amerykanami. Dziennikarze Onetu poznali je dzięki dostępności do tego rodzaju informacji, którą gwarantuje prawo w USA.
„Robienie przez PFN tajemnicy z kontraktu z WHWG jest jednak nieroztropne z bardzo prostego powodu. Amerykańska ustawa o lobbingu FARA, uchwalona jeszcze przed II wojną światową, nakłada bowiem na wszystkie amerykańskie firmy, organizacje, a nawet na osoby prywatne obowiązek składania rozliczeń z pieniędzy otrzymywanych od zagranicznych rządów” – piszą m.in. dziennikarze portalu Onet.
WHWG oraz jej współpracownicy zobowiązani się do szczegółowych spowiedzi z działalności Departamentowi Sprawiedliwości, w tym także o kolejnych rozliczeniach z Polską Fundacją Narodową. Transakcje te są więc w USA dostępne publicznie. Nietrudno więc prześledzić współpracę tej firmy z PFN. Dziennikarze Onetu twierdzą, że z informacji tych wynika jasno, że White House Writers Group zarabiają krocie z pieniędzy polskiego podatnika za działania przynoszące zerowe lub nadzwyczaj znikome korzyści dla Polski.
Firma WHWG początkowo otrzymywała 45 tys. dol. miesięcznie, a dziś inkasuje dwa razy tyle. Do tego PFN wypłaca różne zwroty kosztów dla tej firmy (Najwięcej kosztował przyjazd trójki pracowników firmy do Polski: bilety lotnicze – 5 tys. USD i hotele – 3,5 tys. USD, pomoc prawna – 6 tys. USD), które są bardzo wysokie i sięgają milionów dolarów. Tymczasem strona amerykańska zarządza m.in. profilami o Polsce na Instagramie i YouTube. Pierwszy obserwuje 51 osób, drugi ma 13 subskrypcji!

PFN, na którą pieniądze wyłożyło 17 największych spółek skarbu państwa, dysponuje gigantycznym budżetem. W założeniu miała promować image Polski na świecie, ale szybko okazała się kolejną PiS-owską szczujnią. O Polskiej Fundacji Narodowej zrobiło się głośno przy okazji nagonkowej kampanii atakującej sędziów. A teraz okazuje się jeszcze, że jest to przepompownia polskich publicznych pieniędzy do amerykańskich korporacji.