Festiwal Michaiła Gorbaczowa we współczesnej Polsce

Wszystko zaczęło się od publikacji artykułu prof. dr hab. Grzegorza Kołodki, który ukazał się jako pierwszy z tego swoistego cyklu dnia 20 lutego 2021 roku na lamach dziennika „Rzeczpospolita” pt. „Wielki błąd, który popłaca”. Był pierwszym w tym cyklu swoistych panegiryków dotyczących zapomnianego już M. Gorbaczowa.

Publikowanych w prasie polskiej w 90 rocznice jego urodzin. Potem ukazał się w tym swoistym „cyklu” dnia 27 lutego b.r., wywiad z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem , pod znamiennym tytułem „Człowiek, który zmienił świat” na łamach jego gazety. Ostatnim elementem tego festiwalu ku czci i chwały M. Gorbaczowa, był artykuł prof. dr hab. Jerzego Wiatra „Michaiła Gorbaczowa rola w historii Rosji i świata”, opublikowany w „Trybunie” na pełnych dwóch kolumnach tej gazety, dnia 1-2 marca 2021 roku.
Faktycznie rzecz biorąc, wszystkie przytoczone publikacje, to jeden wielki panegiryk na temat wspomnianego polityka, może z tą różnicą miedzy różnymi elementami tej panegirycznej kampanii , że prof. G. Kołodko nieśmiało i z pewnym zażenowaniem już w samym tytule zdobył się na łagodną krytykę jubilata oceniając , że obchodzący właśnie 90- lecie radziecki przywódca popełnił „wielki błąd”. Ale zaraz po jego odnotowaniu zwrócił uwagę już też w samym tytule artykułu, że był to błąd, który ostatecznie „opłacał się”. Nie bardzo przy tym precyzując, komu naprawdę opłacał się. A szkoda. Bo na pewno, jak wynika z przytoczonych przez G. Kołodkę danych, nie narodowi rosyjskiemu, który w porównaniu nie tylko z Chinami, ale z Polską, nie może się wylegitymować we współczesnej rzeczywistości zbyt wielkimi sukcesami, zwłaszcza gospodarczymi osiągniętymi w ostatnich dziesięcioleciach.
Ale też przemianami ustrojowymi, które satysfakcjonowałyby rzeczywiście naród rosyjski. Jeśli zaś chodzi o naród polski, to w zakresie osiągnięć uzyskanych po części dzięki Gorbaczowowi, to można co prawda skonstatować większe sukcesy, niż te, które dotyczyły narodu rosyjskiego, ale o wiele mniejsze, niż mogły wynikać z potencjalnych możliwości naszego narodu. Zwłaszcza ukazuje się to wyraźnie, jeśli nie ograniczymy się do tego, że będziemy porównywać sukcesy narodu polskiego, do narodu rosyjskiego i innych narodów, tylko ograniczając się do suchego przytoczenia wzrostu PKB w obu krajach, zastanawiać się, jakie znaczenie dla tych sukcesów naszego narodu ma fakt, że po 1989 roku, nie bez wpływu na to wszystkich mocarstw zachodnich na czele z USA, naród polski nie dopracował się własnej konstrukcji komputera, drukarki, nie mówiąc już o samochodzie czy samolocie.
Tym bardziej, że wymiana handlowa pomiędzy krajami kapitalistycznymi najbardziej rozwiniętymi i średnio rozwiniętymi oraz słabo rozwiniętymi, realizuje współcześnie swoisty mało widoczny i dość zakamuflowany neokolonializm. Realizuje on zwłaszcza wtedy gdy narody rozwinięte monopolizują produkcję, w której zamrożona jest wysokokwalifikowana nowoczesna myśl wynalazcza i wysoko kwalifikowana praca siły roboczej, a produkty innych narodów takiego zamrożenia wspomnianych nowoczesnych po prostu kwalifikacji nie posiadają. Innymi słowy, zarówno w publikacji G. Kołodki, jak i A. Michnika oraz J. Wiatra obraz świata wykreowany po „pierestrojce” M. Gorbaczowa, nie uwzględnia ważnego, a może nawet wręcz najważniejszego elementu tego krajobrazu współczesnej Europy i świata.
Jeszcze bardziej można to dostrzec, jeśli się uwzględni w tym krajobrazie już dokonane i dokonane i dokonujące się przeobrażenia w Chinach. Nie tylko chodzi tu o to, że w nowym ustroju PKB w Rosji od zmian wzrosło 140 proc. , jak podaje G. Kołodko, natomiast w Polsce o 280 proc. , a w Chinach aż 1870 proc. . Ale chodzi też o to, że Chiny coraz skuteczniej współzawodniczą z czołowymi potęgami kapitalistycznego świata na czele z USA , w dziedzinie kreacji produktów zamrażających w sobie wysokie kwalifikacje człowieka, nie tylko zastosowane bezpośrednio, ale poprzez wykorzystanie do tego celu też sztucznej inteligencji. Z tego punktu widzenia w krajobrazie, którego pierestrojka Gorbaczowa odegrała dominującą rolę, nasz naród nie tylko wbrew temu, co mówił na ten temat w wywiadzie A. Michnik, nie osiągnął zbyt wielkich sukcesów, ale można uznać, że został uplasowany w pozycji światowej dla siebie niekorzystnej. Nie tylko w obecnych, ale i w nadchodzących czasach. W dużej mierze to też tłumaczy zwycięskie wykorzystanie tego niewątpliwego kryzysu naszego narodu, przez orientację populistyczno- nacjonalistyczną, która nie tylko doszła w Polsce do władzy i twa w niej drugą kadencje ale łącząc tą orientację ze swoistą próbą uczynienia z tego swoistego kolonializmu który realizuje współcześnie Polska naszą „cnotę narodową”.
Uniemożliwia to bowiem naszemu narodowi osiągnięcie pozycji, dającą mu szansę rzeczywistych sukcesów na miarę możliwości i potrzeb XXI wieku.
U źródeł interesujących prezentacji Gorbaczowa przez Adama Michnika
Jeśli prezentowanie przez prof. G. Kołodkę wspomnianego Gorbaczowa na łamach „Rzeczpospolitej” ma wyłącznie towarzysko-okazjonalny i reklamowy charakter to wywiad na kilku kolumnach „Gazety Wyborczej” na ten sam temat ma szerszy kontekst.
Ma on pokazać polskie przeobrażenia dokonane przy znacznym udziale A. Michnika w nieco innym świetle niż rzeczywiście to miało miejsce a co ostatnio ujawnił historyk niekorzystnie dla wspomnianego autora cytowanego wywiadu.
Okazuje się bowiem, że wspomniany autor wywiadu nawiązał kontakt z radzieckim przywódcą w historycznych okolicznościach w których Jakub Berman-jak lubiła mówić o nim jego żona-niekoronowany „król Polski” w latach 1948-1956- już wcześniej przygotował warunki w ramach których jego „frakcja” w PZPR zyskała możliwość nie tylko generalnego przeorientowania się społeczno –politycznego ale też ideologicznego.
Frakcja PZPR którą konsekwentnie i stanowczo on wtedy apodyktycznie zarządzał. Mianowicie ta „szara eminencja” wszystkich rządów w Polsce lat 1948-1956 poleciła podległej mu ówczesnej polskiej służbie bezpieczeństwa umożliwić wiosną 1956 r. Ewie i Juliusza Garsteckich ( Juliusz Garstecki posługiwał się też nazwiskiem Wilczur i figuruje na znanej liście Bronisława Wildsteina jako agent UB i to obok jego żony pracownicy „Trybuny Ludu”) uruchomienie na początku w ich mieszkaniu a potem w Klubie Kultury na Starym Mieście w Warszawie Klubu Krzywego Koła.
Przy tym informacje na ten temat podał znany historyk współczesnego Uniwersytetu Jagiellońskiego i jej ukazanie przeszło w naszej ojczyźnie dość niepostrzeżenie.
Ta drogą dowiedzieliśmy się jednak wszyscy, że pierwsze kroki zorganizowania na szerszą skale opozycji antykomunistycznej w Polsce w końcu lat siedemdziesiątych nie był Adam Michnik tylko małżeństwo Garsteckich i to pod protektoratem mistrza nad mistrzami jakim niewątpliwie był Jaku Berman. Natomiast gdy na podstawie rożnych wiarygodnych źródeł wiadomo ,że bardzo młody jeszcze Adam Michnik zyskiwał swoiste „ostrogi” we wspomnianym klubie Krzywego Koła to można uznać ,że zanim jeszcze wszedł w rozmowy tak rzewnie wspominanym wywiadzie Gorbaczowem przeszedł w bardzo młodym wieku ale zwłaszcza pod koniec działania wspomnianego Klubu ostrą i skuteczną szkołę antykomunizmu i przygotowywania części zwłaszcza elity PZPR. Szkoda tylko ,ż jego najnowszy biograf w swoim dziele pod wyjątkowo „skromnym” tytułem „demiurg” mimo, że poświęcił mu w nim aż 679 str. o tak fundamentalnej informacji po prostu „zapomniał”.
Przy tym, aby zrozumieć całą specyficzność i po części paradoksalność bliskich stosunków Michnika z Gorbaczowem, należy zwrócić szczególną uwagę, na cechy i właściwości faktycznego twórcy Krzywego Kola- Jakuba Bermana. Ważne jest też uwzględnienie w tej sprawie zasadniczych różnic między Bermanem i Gomułką w powojennej Polsce. Jakub Berman w czasie emigracji z ZSRR, po wyprowadzeniu przez Andersa sformułowanej na ziemi radzieckiej armii polskiej, był radykalnym przeciwnikiem powołania w ZSRR wojska polskiego przy boku armii radzieckiej.
Oczywiście uważał, że Polacy przebywający w ZSRR powinni włączyć się do walki z hitlerowskim najeżdżą, ale wyłącznie w postaci polskim batalionów w radzieckich pulkach. Wynikało to z jego ogólnej orientacji i całego środowiska zgromadzonego wokół niego, w sprawach przyszłych stosunków polsko- radzieckich, w wyzwolonej przez Armie Radziecką Europie. Ich sposobem rozwiązania miała być nie odrodzona, choć związana z ZSRR Polska, tylko nasza ojczyzna jako siedemnasta republika radziecka.
Takie poglądy nie tylko reprezentował Berman, ale też jego najbliżsi współpracownicy w tym : Hilary Minc, Roman Zambrowski, Edward Ochab i wielu innych. Taki nurt myślenia występował też w części komunistów polskich przebywających w kraju, znajdującym się pod okupacją niemiecką. Jednakże komuniści przebywający w kraju w przytłaczającej większości opowiadali się za zbudowaniem powojennej Polski, jako kraju sojuszniczego wobec ZSRR, ale o względnie dużej samodzielności w stosunku do radzieckiego partnera.
Ludzie Bermana i z nim związani, przyczynili się do tego, że komuniści w Polsce walczący z hitlerowskim okupantem, nie otrzymali odpowiedniego wsparcia, zwłaszcza w zrzutach z bronią, niezbędnej do walki z hitlerowskim okupantem. W powojennej Polsce w latach 1944- 1948, w Polsce istniała faktycznie dwu władza. Narodowo zorientowani komuniści konsekwentnie umacniający współpracę z ZSRR na czele z W. Gomułką i tak zwana orientacja internacjonalistyczna na czele z J. Bermanem.
Ta druga ostatecznie w pełni przejęła władzę w 1948 roku odsuwając i Gomułkę i jego zwolenników oraz aresztując i izolując ich. Symbolem wtedy istniejących stosunków polsko- radzieckich było sprzedawanie przez Polskę węgla wydobywanego w Polsce za 20 proc. wartości światowej. Śmierć Stalina i powrót Gomułki do władzy źle rokowała Bermanowi i jego elicie władzy w Polsce.
I w takiej to sytuacji, podjął on decyzję o uruchomieniu Klubu Krzywego Koła, którego ostatecznym celem miało być reorientacja naszego kraju z bliskich stosunków z ZSRR na przeorientowanie naszej ojczyzny na sojusz z krajami Europy Zachodniej i USA. A przynajmniej rozpoczęcie działalności służącej tworzenia umysłowo- intelektualnych i ideologicznych przesłanek zapewnienia takiej reorientacji narodu polskiego.
W takiej to sytuacji i w wyniku takich indoktrynacji, powstawała w Polsce anty ustrojowa opozycja i przygotowywane zostały warunki wyprowadzenia naszej ojczyzny z systemu państw socjalistycznych. Odpowiednio przygotowany w Krzywym Kole w „klubie raczkujących rewizjonistów” oraz w drużynach harcerskich imienia generała Waltera- Świerczewskiego, Michnik i cały zespół ludzi z reguły związanych z taką orientacją Bermana, szykowali i zrealizowali w Polsce przewrót ustrojowy w 1989 roku, nie wprowadzając faktyczne zaplanowane cele wielomilionową rzeszę Polaków, słusznie nader krytycznie odnoszących się do funkcjonowania na naszym terytorium ustroju nazywanym przez siebie socjalistycznym.
Przy tym zbuntowane masy narodu polskiego były raczej za reformą tego ustroju, natomiast organizująca ich grupa na czele z Michnikiem i Kuroniem, tę orientację wykorzystała nie tylko do obalenia dotychczasowego ustroju czy jego reformy , ale przejęcia władzy zarówno przez A. Michnika, jak i wielu jego stronników. I inne siły prokapitalistyczne. Przy jej przejmowaniu oraz po jej zdobyciu, A. Michnik nie bez dużego zdziwienia ze swej strony, chętnie podjął bliskie stosunku z M. Gorbaczowem i posłużył się przyjaźnią i współpracą z nim w dużej mierze dla zakamuflowania charakteru dokonywanego przewrotu i jego stabilizacji.
Czynnikiem ułatwiającym to wszystko było to, że Wojciech Jaruzelski, pod przemożnym wpływem niezadowolenia polskich ludzi pracy, zgodził się na bliską współpracę i stosunkowo głębokie związki z ideologicznym przywódcą i intelektualnym promotorem sil, które przejęły władze w naszej ojczyźnie, protegując dodatkowo do współpracy z A. Michnikiem M. Gorbaczowa. Jak wynika z przytoczonego wywiadu, Michnik długo wahał się i wykazywał głęboką niewiarę w to, że może obalając ustrój socjalistyczny w Polsce, pod pretekstem jego reformy, wejść w bliską zażyłość z przywódcą radzieckim, który wierzył, że odsłonięcie wad ustroju socjalistycznego, automatycznie go zreformuje.
Jego iluzje niezwykle chętnie wykorzystał w dużej mierze korzystając z jego protektoratu w tej sprawie W. Jaruzelskiego, aby w ostatecznym efekcie doprowadzić do tego, że Polska nie tylko porzuciła dotychczasowy ustrój nie podejmując skutecznych prób jego reformowania, ale weszła na drogę kapitalistycznych przeobrażeń ustrojowych, które obok pewnych sukcesów przyniosły narodowi polskiemu, tylko ograniczone sukcesy, świetnie wykorzystane ostatecznie przez siły populistyczno- nacjonalistyczne, które dwa razy przejmowały władzę w Polsce, rządząc do dziś naszym krajem z wielką szkodą dla naszych narodowych interesów.
Natomiast intelektualna niezdolność Gorbaczowa wypracowania takich reform w ZSRR, które pozbawiłyby ustrój radziecki jego zasadniczych wad i podobna niezdolność W. Jaruzelskiego, nie tylko bardzo ułatwiła zorganizowane przez głownie Michnika i Kuronia opozycji zdobycia władzy w naszym kraju, ale w dużym też stopniu stała się źródłem stabilizacji władzy orientacji pro kapitalistycznej, która w przeciwieństwie do przywódców chińskich, nie potrafiła zbudować skutecznych alternatywnych rozwiązań ustrojowych w stosunku do rozwiązań kapitalistycznych.
Jednocześnie zarówno reformatorzy, jak i opozycjoniści w stosunku do rozwiązań ustrojowych funkcjonujących w ZSRR i PRL, nie potrafili znaleźć takiej formuły ustrojowej, która dawała szansę odrobienia zacofania gospodarczego i sprostania w stosunku do ustroju kapitalistycznego, nie tylko wdrażając pomyślnie rozwiązania równorzędne, ale kształtując rozwiązania stwarzające możliwość osiągnięcia techniczno- ekonomicznej przewagi i w wielu innych zakresach. Od 1978 roku Chińczycy na czele z Deng Xiaoping pokazali, że reforma ustroju socjalistycznego, jest nie tylko możliwa i realna i że można tak zreformować ustrój dotychczasowy, iż osiągnie on ostateczną przewagę nad ustrojem kapitalistycznym, a we współzawodnictwie pokojowym ChRL może osiągnąć szansę na osiągniecie przewagi rozwojowej w stosunku do USA.
Jednakże w udzielonym wywiadzie swojej własnej gazecie, z tej zmiany sytuacji Michnik nie potrafi wyciągnąć odpowiednich wniosków. Ciągle wydaje mu się, ze tylko kapitalizm mógł i dalej może być jedyną alternatywą do dawnego ustroju socjalistycznego, całkowicie przegapiając historyczną sytuację, w ramach której na ziemi chińskiej tak przebudowano dotychczasowy ustrój socjalistyczny, że osiąga on korzystną przewagę nad ustrojem kapitalistycznym.
Trzeci uczestnik jubileuszu
Jeśli Grzegorz Kołodko zaprezentował w „Rzeczpospolitej” Michaiła Gorbaczowa w 90 rocznicę jego urodzin, równie dlatego, aby pokazać swoje osobiste koneksje mające mu przynieść chwałę, to Adam Michnik, udzielił na ten temat wywiadu albowiem to w pewnym sensie neutralizuje, zwłaszcza te elementy nie udanej polskiej reformy, które zaowocowały, przy walnym jego udziale w efekcie obalono władzę nie tylko Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ale też rzeczników liberalnego kapitalizmu i ukształtowano na jej miejsce rządy populistyczno- nacjonalistyczne, których on sam jest dość zdecydowanym przeciwnikiem.
Natomiast Jerzy Wiatr, nie ma tak ważnych jak inni uczestnicy tego jubileuszu powodów, aby wychwalać pod niebiosa impotentnego intelektualnie radzieckiego przywódcę, który podobnie jak Wojciech Jaruzelski, faktycznie wykazywał impotentną niezdolność reformowania tego ustroju i zmuszeni byli obaj oddać władzę nie tylko adwersarzom ustrojowym, ale rzecznikom rozwiązań ustrojowych, przeciwstawnych tym, które dotąd realizowali.
Jeśli jednak można znaleźć pełne usprawiedliwienie, dla W. Jaruzelskiego powodujące że zawodowy żołnierz w postaci W. Jaruzelskiego nie mógł zrozumieć szansy, jaką otwierała reforma Denga Xiaoping, to trudno znaleźć usprawiedliwienie na to, dla Jerzego Wiatra, jako dyrektora Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu – Leninizmu, zawodowego naukowego socjologa ,który nie był w stanie zrozumieć, iż iluzją jest to, że nie można tego ustroju zreformować i osiągnąć w jego zreformowanym kształcie istotną przewagę nad ustrojem kapitalistycznym.
Można to tylko wytłumaczyć sytuacją nadmiernej fascynacji wspomnianego uczonego, doświadczeniem amerykańskim i kompletną nieznajomością oraz świadomą ignorancją rozwiązań chińskich.
Jak bardzo trudno było zrozumieć Wojciechowi Jaruzelskiemu chińską reformę gospodarczą 1978, mogłem się przekonać, gdy na prośbę przyjaciół chińskich, w związku z przygotowaniem w Polsce przez chińskiego wydawnictwa książki „Polska- ojczyzna Chopina”, miałem okazję 21.09.2010 roku, przeprowadzić wielogodzinną rozmowę z Wojciechem Jaruzelskim, w ramach której starałem mu się przedstawić po moim długim pobycie w Chinach, chińską reformę i zwrócić mu uwagę, jak istotną szansę zmarnował, nie korzystając z doświadczeń chińskich przy podejmowaniu polskich reform ustrojowych.
Podobnie jak wcześniej tłumaczył to Gorbaczow Kołodce, twierdził on wówczas, że reforma była w Polsce niemożliwa z tej racji, iż silna nomenklatura sprawująca różne funkcje w Polsce do tego by nie dopuściła. Uważał też, że mimo tego, iż Chiny osiągnęły poważne sukcesy w swoich zmianach ustrojowych w Polsce było to nierealne.
Na moje trudne pytania, czy próbował coś w tej sprawie zrobić, czy głębiej przestudiował chińskie doświadczenia reformatorskie, czy podjął choćby ograniczone zamiary przebudowy polskiego, ówczesnego ustroju, Jaruzelski upierał się, że po prostu to co było w Chinach do zrobienia, było niewykonalne w Polsce, co w pewnym sensie łączyło go z M. Gorbaczowem, który podobnie uważał na temat ZSRR. Na moje wątpliwości, że w Chinach nomenklatura państwowa i partyjna nie była jeszcze silniejsza niż w ZSRR i PRL, nie potrafił znaleźć poważnych argumentów. Zasłanianie się większą zdolnością i chęcią podporządkowania się chińskich kadr tamtejszym przywódcom, niczego też nie wyjaśniało.
Wszystko wskazywało, że Jaruzelski podobnie jak Gorbaczow, po prostu nadmiernie ugrzęźli w schemacie dotychczasowych rozwiązań i rozwiązania chińskie były dla nich niepojęte i wręcz uznane zostały za niemożliwe do realizacji. W efekcie rozmowa ta, nie przyniosła możliwości dojścia do konsensusu między nami albowiem trudno się było przyznać W. Jaruzelskiemu, że po prostu „przegapił” historyczną możliwość i to w jeszcze większym stopniu niż Michaił Gorbaczow.
Zakończyło się więc wszystko tak, że ja tylko napisałem w cytowanej książce chińskiej krótkie sprawozdanie z tej rozmowy. Natomiast oba nasze kraje, przyjęły odmienne rozwiązania ustrojowe, które po dziś dzień powodują, że przechodzimy jako naród i kraj od kryzysu do kryzysu natomiast Chiny szturmują dziś pozycję pierwszego mocarstwa współczesnego świata.
Natomiast na zakończenie naszej rozmowy Wojciech Jaruzelski wręczył mi ostatnią swoją książkę z następującą dedykacją: „Panu profesorowi Wojciechowi Pomykale z szacunkiem, pozdrowieniami i najlepszymi życzeniami Wojciech Jaruzelski. Dnia 21.10.2010 roku”.
Muszę też skonstatować, że na temat polskich możliwości naśladownictwa chińskich rozwiązań oraz uniknięcia tak dramatycznego kryzysu, jaki teraz przeżywamy, nie miałem nigdy okazji, ani też ochoty rozmawiać z prof. dr hab. Jerzym Wiatrem albowiem znam jego publikacje na te tematy, łącznie z ostatnią w „Trybunie”, którą cytuję, a które wskazują, że ani klęski i dramatu Gorbaczowa nie rozumie, ani polskich szans zmarnowanych przez W. Jaruzelskiego nie rozumie on tym bardziej.

Michaiła Gorbaczowa rola w historii Rosji i świata

Ostatni przywódca Związku Radzieckiego kończy 2 marca dziewięćdziesiąt lat. Ta data to dobry pretekst, by zastanowić się nad rolą, jaką odegrał w historii własnej ojczyzny i całego świata. Ten wielki przywódca, jeden z najważniejszych polityków drugiej połowy ubiegłego wieku, nie potrzebuje urodzinowych laurek. W pełni zasługuje na poważną refleksję nad jego osiągnięciami a także nad przyczynami jego przegranej.

W długim, niemal trzydziestoletnim, okresie od rozwiązania Związku Radzieckiego i tym samym końca roli Michaiła Gorbaczowa jako ostatniego przywódcy tego supermocarstwa, wyraźnie ukształtowały się dwie, diametralnie różne, oceny jego roli w historii najnowszej. W jego własnej ojczyźnie Gorbaczow jest najczęściej oceniany negatywnie. Jedni mają do niego pretensję, że swymi reformami doprowadził do upadku ZSRR, co prezydent Władimir Putin nazwał kiedyś „największą katastrofą geopolityczną dwudziestego wieku”, a także o to, że doprowadził do antysocjalistycznej „kontrrewolucji”. Inni winią go o to, że nie był dostatecznie radykalny w swych reformach, że usiłował ocalić wielonarodowe państwo (w zasadniczo zmienionej postaci) i reformować, a nie demontować system socjalistyczny. Wśród krytyków polityki Gorbaczowa znaleźli się także jego dawni bliscy współpracownicy Aleksander Jakowlew (1923-2005) i Walentin Falin (1926-2018), którzy w swoich książkach przedstawili jego politykę w czarnych barwach. Wprawdzie rozmaite kierunki krytyki wyraźnie różnią się doborem formułowanych zarzutów, ale łączy je wysoce negatywna ocena polityki Gorbaczowa. Stosunkowo nieliczne są oceny pozytywne, pochodzące zwłaszcza od dawnych współpracowników Gorbaczowa, którzy pozostali mu wierni, jak Andriej Graczow (Gorbaczew, Moskwa 2001) i Wadim Miedwiediew (W komandie Gorbaczewa: wzgląd izwnutri, Moskwa 1994). Obaj ci autorzy dają ciekawy, nie pozbawiony akcentów krytycznych, obraz tego niezwykłego polityka i osąd jego działań. W Rosji są oni jednak raczej odosobnieni.
Poza Rosją dominuje natomiast radykalnie inna narracja. Poważni historycy i politolodzy podnoszą zasługi Gorbaczowa dla świata, widzą w nim tego polityka, który uruchomił proces zakończenia zimnej wojny i w pełni zasłużył na przyznaną mu w 1991 roku Pokojową Nagrodę Nobla. „Gorbaczow – pisał wybitny brytyjski historyk Archie Brown – ma silny tytuł do uznania go za jednego z największych reformatorów w historii Rosji i tego, kto wywarł największy wpływ na historię świata w drugiej połowie dwudziestego wieku” ( The Gorbachev Factor, Oxford 1996, s. 317). Ofiarowując mi swoją świeżo wydaną książkę autor ten powiedział mi o swoim wielkim uznaniu dla radzieckiego polityka, którego stawiał nieporównanie wyżej niż ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.
Zarówno osiągnięcia, jak i porażki Gorbaczowa możemy lepiej zrozumieć teraz – gdy jesteśmy uzbrojeni w doświadczenie następnych trzydziestu lat. Zasługują one na poważną refleksję – bez laurkowego zachwytu, ale także bez jednostronnej krytyki. Wielcy ludzie, których działania zmieniają bieg historii, nie są pozbawieni ludzkich słabości i błędów. To nie one jednak decydują o tym, jak zostają zapamiętani, lecz to, co udało im się zdziałać dla zmienienia biegu dziejów. Dotyczy to także dzisiejszego jubilata. Ma rację Grzegorz Kołodko nazywając Gorbaczowa „Kolumbem transformacji” („Kołumb transformacji: wielikaja oszibka M. Gorbaczewa”, Mir Pieremien, 2020, nr.4, s. 73-77). Dotarł nie tam, gdzie zamierzał, ale zmienił losy świata.
Moja ocena historycznej roli Gorbaczowa nie jest całkowicie bezstronna. Nie jest taka z dwóch powodów. Po pierwsze: jako obywatel państwa, które w wielkiej mierze dzięki polityce Gorbaczowa uwolniło się od narzuconej mu w wyniku powojennego podziału Europy hegemonii radzieckiej, a także jako ktoś, kto od wielu lat angażował się w próby reformowania skostniałego systemu, mam powody do uznania i wdzięczności wobec polityka, którego działania uczyniły możliwym to, co dla tak wielu z nas wydawało się nieosiągalną utopią. Po drugie: poznałem Gorbaczowa osobiście (w 1994, gdy już nie był u władzy) a potem miałem z nim interesujący kontakt (w sprawach związanych z sejmowym postępowaniem w sprawie stanu wojennego, a następnie w czasie redagowania księgi pamiątkowej dla uczczenia dziewięćdziesięciolecia Wojciecha Jaruzelskiego). Wyniosłem z tych kontaktów dla niego wielki szacunek i nieco lepiej zrozumiałem dylematy, przed jakimi stał, gdy sprawował władzę.
Oceniając historyczną rolę Gorbaczowa zależy oddzielić dwa jej główne aspekty: międzynarodowy i krajowy. Nagrodę Nobla radziecki prezydent otrzymał za wkład w radykalną zmianę sytuacji podzielonego świata, a zwłaszcza za to, że swą polityka położył ostateczny kres ponurej – ale przez wiele lat traktowanej jako bardzo realna – perspektywie nowej wojny światowej, która musiałaby stać się nuklearną zagładą. „Nikt – pisze wybitny amerykański historyk Melvyn P. Leffler – nie jest bardziej odpowiedzialny za zakończenie Zimnej Wojny niż radziecki przywódca. Reagan był bardzo ważny, ale to Gorbaczow był niezbędnym sprawcą zmiany…Użył on swej władzy, by wycofać potęgę radziecką w sposób, który dla jego poprzedników był nie do pomyślenia” (For the Soul of Mankind: The United States, the Soviet Union, and the Cold War, New York 2007, s. 466). Wielu historyków tego okresu podziela tę opinię – moim zdaniem, słusznie.
By zrozumieć rolę Gorbaczowa w zakończeniu Zimnej Wojny, trzeba pamiętać o jej genezie. Nie była ona po prostu konsekwencją podziału Europy na strefy wpływu wielkich zwycięzców. Sam ten podział nie oznaczał nieuchronnego konfliktu. Wprost przeciwnie! U korzeni porozumień zawartych w Jałcie i w Poczdamie w 1945 roku leżała zgoda USA i Wielkiej Brytanii na to, ze nasza część Europy znajdzie się na dziesięciolecia pod hegemonią ZSRR. Zgoda ta wynikała z przekonania amerykańskich polityków, że tą drogą zapewniają światu trwały pokój. W Polsce było to przez bardzo wielu odbierane jako zdradzenie nas przez zachodnich sojuszników, co między innymi otwarcie przyznał pierwszy ambasador USA w powojennej Polsce Arthur Bliss-Lane (I Saw Poland Betrayed, Indianapolis 1948).
Zimna Wojna wynikła z przyjęcia przez stalinowski ZSRR strategii konfrontacyjnej w stosunku do Zachodu i w odpowiedzi na to – sformułowania przez Stany Zjednoczone doktryny „powstrzymywania” (containment), której istotą była gotowość udzielenia zbrojnej pomocy każdemu państwu zagrożonemu radziecką agresją. Rezultatem był wyścig zbrojeń – kosztowny dla obu stron, ale zabójczy dla słabszej gospodarki ZSRR i jego sojuszników. Rezultatem był także klimat trwale grożącej zagłady, co znalazło wyraz w licznych utworach literackich i filmach z tego okresu (jak choćby w sławnym „Ostatnim brzegu” Stanleya Kramera z 1959 roku). Rezultatem także były kolejne wojny lokalne – od koreańskiej (1950-1953) i wietnamskiej (1954-1975) po radziecką interwencję w Afganistanie (1979-1988).
Gorbaczow był jedynym przywódcą radzieckim, który nie tylko zrozumiał zgubne skutki Zimnej Wojny dla społeczeństwa radzieckiego, ale także miał odwagę dokonać zasadniczej rewizji radzieckiej doktryny stosunków międzynarodowych. Odrzucił komunistyczny dogmat o nieuchronnym konflikcie między państwami socjalistycznymi i światem kapitalistycznym, a także – co szło jeszcze dalej – o istocie stosunków międzynarodowych jako części walki klasowej w skali światowej. W jego miejsce sformułował koncepcję „wspólnego europejskiego domu” i stosunków międzynarodowych opartych na wspólnych wartościach humanistycznych. Nawiązywał tu do idei inspirujących helsińską konferencję na temat bezpieczeństwa w Europie (1975), ale to on – a nie jego poprzednicy – potraktował te idee z całą powagą. Ortodoksyjni komuniści nie bez powodu uznali to za frontalne odejście od marksizmu-leninizmu. Tyle, że było to odejście w kierunku dla ludzkości zbawiennym.
Nie były to tylko słowa. Gorbaczow zakończył interwencję w Afganistanie i wycofał tak zwaną „doktrynę Breżniewa” ideologicznie uzasadniającą radziecką interwencję zbrojną w „bratnich” państwach socjalistycznych, a tym samym stworzył warunki dla uruchomienia przemian demokratycznych – najpierw w Polsce, a następnie w innych państwach socjalistycznych w Europie (a poza Europą także w Mongolii). Bez zmiany polityki radzieckiej nie byłoby polskiego „okrągłego stołu”, wyborów czerwcowych i rządu Tadeusza Mazowieckiego. Podkreślał to wielokrotnie w rozmowach ze mną Wojciech Jaruzelski. Grzegorz Kołodko, sam głęboko zaangażowany w polski proces przemian, trafnie zauważył (i to nie w Polsce a na konferencji w Moskwie), że „gdyby nie ten gorbaczowowski epizod pierestrojki i głasnosti, to nie byłoby polskiego Okrągłego Stołu i nie tak przebiegałyby procesy polskich przemian” (Droga do Teraz, Warszawa 2014, s. 262-263). Nie byłoby także zjednoczenia Niemiec. Były to zmiany fundamentalne, o wręcz rewolucyjnym charakterze dla powstania nowego ładu międzynarodowego. Świat zawdzięcza Gorbaczowowi to, ze od ponad trzydziestu lat nie wisi nad nami groźba katastrofy nuklearnej. Gdy dziś prezydent Biden podejmuje wysiłek na rzecz powrotu do porozumień amerykańsko-rosyjskich o ograniczeniu broni strategicznych, można w tym widzieć echo tej polityki, którą starał się realizować Michaił Gorbaczow.
Nie spełniło się jednak marzenie Gorbaczowa o nowej erze światowej współpracy. Pojawiły się nowe zagrożenia i wyzwania: amerykański hegemonizm z jednej, a światowy terroryzm z drugiej strony. Regionalne mocarstwa, do których należy także dzisiejsza Rosja, nadal starają się wykorzystywać swą przewagę w stosunkach ze słabszymi sąsiadami. Nie żyjemy w świecie, który on sobie wymarzył, ale mimo wszystko – w świecie znacznie bezpieczniejszym niż ten, który Gorbaczow zastał, gdy obejmował władzę na Kremlu. W tej historycznej zmianie jego rola jest bezsporna. Na pokojowego Nobla zasłużył, jak mało kto.
Bardziej skomplikowana jest sprawa jego roli w przekształceniu systemu radzieckiego – czyli, mówiąc wprost – w zakończeniu wielkiego eksperymentu historycznego, jakim była władza partii bolszewickiej na obszarze dawnego państwa rosyjskich carów. Gorbaczow zainicjował proces przekształcania radzieckiego systemu politycznego – jednopartyjnej dyktatury z wciąż silnymi pozostałościami stalinowskiego totalitaryzmu – w demokratyczne państwo prawa. Efektem jego polityki było nie tylko radykalne zerwanie z polityką politycznych represji, ale także zaakceptowanie pluralizmu politycznego, zwłaszcza w postaci frontów narodowych (z których najgłośniejszym był litewski Sajudis) i coraz liczniejszych stowarzyszeń i organizacji obywatelskich. Wybory do ogólnozwiązkowego Zjazdu Deputowanych w 1989 roku, a zwłaszcza wybory do rad najwyższych republik związkowych w 1990 roku były jedynymi demokratycznymi wyborami, jakie państwo to znało od 1917 roku. Jeśli jednym z podstawowych warunków istnienia demokracji jest to, że rządzący mogą przegrać wybory i po ich przegraniu wynik taki akceptują, to w 1990 roku ZSRR test taki przeszedł. W sześciu republikach (na 15) partia komunistyczna wybory przegrała na rzecz frontów narodowych. Były to Armenia, Gruzja, Estonia, Litwa, Łotwa i Mołdowa. Co więcej, w wyborach do Rady Najwyższej Rosji wygrał, kierowany przez Borysa Jelcyna, blok radykalnych reformatorów (w większości jeszcze wtedy należących do KPZR),a on sam został wybrany przewodniczącym tej rady pokonując kandydata popieranego przez Gorbaczowa i kierownictwo partii komunistycznej. Mimo coraz silniejszego oporu skrzydła konserwatywnego, KPZR pod kierownictwem Gorbaczowa stopniowo zmierzała w kierunku przekształcenia się w partię typu socjaldemokratycznego, lub – co wydawało się bardziej realne – w kierunku rozłamu. Planowano dokonać tego w listopadzie 1991 roku – na kolejnym kongresie KPZR. Czasu na to nie starczyło. Ten kierunek demokratyzacji został przerwany puczem sierpniowym (1991 roku), pokonanym dzięki odważnemu oporowi mieszkańców Moskwy i Leningradu, a także stanowisku części sił zbrojnych. Historycy tego okresu wskazują na to, ze odmowa legitymizowania puczu przez prezydenta Gorbaczowa (uwięzionego w jego rezydencji na Krymie) walnie przyczyniła się do sparaliżowania przewrotu i do jego fiaska. Pucz sierpniowy przyniósł jednak załamanie stopniowej reformy realizowanej przez Gorbaczowa, delegalizacje partii komunistycznej i początek tego, co jest często uważane za dwudziestowieczny odpowiednik okresu wielkiej „smuty” – chaotyczne, łączące elementy autokracji i anarchii rządy Borysa Jelcyna. Z perspektywy trzydziestu lat krótki okres rządów Gorbaczowa jawi się jako najbardziej demokratyczny epizod w historii Rosji co najmniej od 1917 roku, gdyż tylko w tym krótkim okresie opozycja była w stanie wygrywać wybory.
Niepowodzeniem skończyły się próby zreformowania gospodarki radzieckiej. W reformatorskiej polityce Gorbaczowa gospodarka zajmowała wyraźnie dalsze miejsce w porównaniu ze zmianami politycznymi, czym jego reformy zasadniczo różniły się od – realizowanych owocnie już od 1978 roku – reform chińskich. Wycofanie się Gorbaczowa, pod naciskiem sił konserwatywnych, z reformatorskiego (ale zawierającego liczne błędy) programu „pięciuset dni” autorstwa zespołu Grigorija Jawlinskiego było prawdopodobnie błędem, gdyż nie przedstawiono realistycznej alternatywy reform. Nie zmienia tej oceny fakt, że radykalnie wolnorynkowa „szokowa terapia” zastosowana przez członka tego zespołu Jegora Gajdara – gdy został on premierem u boku prezydenta Jelcyna – przyniosła Rosji chaos i masowe zubożenie ludności. Brak poprawy sytuacji gospodarczej stał się jednym z powodów słabnięcia poparcia dla Gorbaczowa a tym samym zagrożeniem dla jego polityki reform.
Uważam jednak, że znaczna część winy spada na ówczesne rządy zamożnych państw zachodnich, ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Zakończenie Zimnej Wojny stwarzało unikatową szansę pozyskania w zreformowanym Związku Radzieckim cennego sojusznika na nadchodzące dziesięciolecia. Wymagało to jednak poparcia polityki Gorbaczowa nie tylko słownymi deklaracjami (tych nie brakowało) lecz także potężnym zastrzykiem pomocy finansowej, jak to po wojnie zrobiono wobec pokonanych Niemiec. Nigdy nie dowiemy się, jak potoczyłaby się historia, gdyby Gorbaczowowi pomożono w przekształceniu ZSRR w demokratyczne i gospodarczo stabilne, a wobec Zachodu przyjazne, mocarstwom regionalne.
Ostatecznie jednak o przegranej radzieckiego przywódcy zdecydowała kwestia narodowa. Gorbaczow początkowo nie doceniał jej znaczenia, o czym dobitnie świadczy poświęcony problemowi narodowemu niewielki fragment jego podstawowej publikacji pod tytułem „Pierestrojka”, gdzie pisze on nawet, iż w ZSRR problem narodowy został rozwiązany dzięki kierowaniu się leninowskimi zasadami. Już wkrótce po ukazaniu się tej pracy konflikty na tle narodowym w Kazachstanie i Azerbejdżanie pokazały, że rzeczywistość daleko odbiega od tak optymistycznej oceny.
Problem narodowy w dawnym ZSRR był odziedziczony po carskiej Rosji, nie bez racji nazywanej „więzieniem narodów”. Bolszewicy tego problemu nie stworzyli, ale go też nie rozwiązali. Sloganom o internacjonalizmie i o powstaniu jednego „narodu radzieckiego” towarzyszyła w czasach rządów Stalina brutalna polityka rusyfikacji i prześladowania tak zwanych „nacjonalizmów” w łonie partii komunistycznej. Po śmierci Stalina najbardziej brutalne elementy tej polityki zostały zarzucone, ale wciąż daleko było do zaspokojenia aspiracji narodowych narodów nierosyjskich.
Sytuację komplikowały dwie okoliczności. Cztery republiki (Estonia, Litwa, Łotwa, Mołdowa) zostały wcielone do ZSRR w 1940 roku, w czasie współpracy z hitlerowskimi Niemcami, w wyniku brutalnego dyktatu i wbrew woli zainteresowanych narodów. Nie było przypadkiem, że właśnie tam najsilniej i najwcześniej do głosu doszły żądania niepodległościowe, na które Gorbaczow nie był przygotowany i którym początkowo usiłował zapobiegać. Drugą okolicznością komplikującą proces wychodzenia z dotychczasowego systemu było istnienie znacznych mniejszości rosyjskich w kilku nierosyjskich republikach. Etniczni Rosjanie stanowili 37.8 proc. ludności Kazachstanu, 34 proc. ludności Łotwy, 30.3 proc. ludności Estonii, 22.1 proc. ludności Ukrainy, 16,7 proc. proc. ludności Kirgistanu, 13 proc. ludności Mołdowy, 9.4 proc. ludności Litwy. Oderwanie tych republik od Rosji musiało budzić opory także z tego powodu.
Nigdzie zresztą demontaż wielonarodowego imperium nie odbywał się gładko, by chociażby przypomnieć losy kolonialnego imperium Francji, którego likwidacja przyniosła wiele lat wojen w Indochinach (1945-1954) i Algierii (1954-1962), a także wojskowy zamach stanu w maju 1958 roku i wieloletnią terrorystyczną kampanię konspiracyjnej organizacji nacjonalistycznej OAS. W porównaniu tym demontaż imperium radzieckiego wygląda na stosunkowo łagodny.
Był on jednak przekreśleniem ciekawego planu Gorbaczowa przekształcenia dawnego państwa radzieckiego w swego rodzaju konfederację dziewięciu „suwerennych republik”, przy zaakceptowaniu odejścia sześciu małych republik wyraźnie niezainteresowanych pozostaniem we wspólnocie – nawet bardzo zreformowanej. Porozumienie o utworzeniu „Związku Suwerennych Republik Radzieckich” miało być podpisane 21 sierpnia 1991. Przeszkodził temu pucz sierpniowy, a wkrótce potem rozwiązanie ZSRR. Nigdy już nie dowiemy się, czy realizacja planu Gorbaczowa wyszłaby dawnym republikom radzieckim na korzyść. Dla niego samego oznaczało to przedwczesny koniec sprawowania władzy.
Tracąc ją Gorbaczow miał uzasadnione poczucie krzywdy wyrządzonej mu przez mściwego rywala (Jelcyna) i zdradzieckich byłych współpracowników. Nie składał broni. Początkowo próbował – bezskutecznie – stworzyć w Rosji nowoczesną partię socjaldemokratyczną. Pozostał czynny na arenie międzynarodowej – już nie jako głowa państwa, ale jako wielki, szanowany w świecie autorytet. Podzielam opinię Adama Daniela Rotfelda (z jego wstępu do polskiego wydania wspomnianej wyżej książki Graczowa), że „nawet to, co – w jego rozumieniu – było niepowodzeniem, okazało się sukcesem”. Sukcesem nie dla niego osobiście, ale dla świata. Ten świat dzięki Gorbaczowowi stał się mniej niebezpieczny i nieco lepszy w wielkiej mierze dlatego, że radziecki prezydent miał odwagę podjąć się zadania przerastającego siły nawet tak wybitnego, jak on, polityka. Za to należy mu się wdzięczność następnych pokoleń.
Ad multos annos, Panie Prezydencie.