Dychotomia procesowa

Sprawa Janka Śpiewaka doskonale oddaje nastroje w szeregach Koalicji Obywatelskiej, lub szerzej, w środowisku tzw. demokratycznej opozycji. Jeśli nie popierasz w całej rozciągłości argumentacji o zamachu na władzę sądownicza w Polsce oraz o przetrącaniu kręgosłupa prawom i wolnościom przez nieludzką tyranię – popierasz PiS. Kto mówi, że jest inaczej, to sprzedajny symetrysta.

Moja znajoma opowiadała mi, że pewnego razu, kiedy poszła do lasu z psem na spacer, pośrodku niczego, na polnej dróżce, siedział sobie po turecku blondwłosy kawaler. Wzrok miał mętny. W jednej ręce trzymał papierosa, w drugiej otwarte piwo. Sprawiał wrażenie zmęczonego. I piwem i życiem. Na pytanie, czy nic mu nie jest i czy można mu jakoś pomóc, zaciągnął się głęboko, odwrócił oczy ku słońcu i wydusił z siebie: „Mi już nikt i nic nie może pomóc”, po czym upił łyk i kontynuował siedzenie.

Jan Śpiewak, którego cenię za upór w dążeniu do celu i pryncypialność w głoszeniu mało popularnych tez, został prawomocnie skazany za pomówienie. W tle wyroku mamy sprawę dzikiej reprywatyzacji, córkę byłego ministra, 120-letniego właściciela kamienicy i kuriozalny wyrok, do tego utajniony. O sprawie Janka Śpiewaka wie prezydent. Zaprosił go do Pałacu, żeby pogadać, a Janek zaproszenie przyjął. Prezydent obiecał pomyśleć nad ułaskawieniem Janka, jeśli wniosek do niego wpłynie i będą podstawy. Janek w mediach społecznościowych dał wyraźnie do zrozumienia, że nie jest fanem dobrej zmiany, a próby majstrowania przy sądowej niezawisłości są dlań bardzo na wyrost, a przynajmniej tempo oraz sposób ich wdrażania.

Mam tak samo jak Janek. I podobnie jak On wiem, że nie jest wcale tak, że władza sądownicza jest w Polsce kryształowa i bez skazy, a zła pisowska bolszewia chce ją sprowadzić do roli kagańcowego psa. Za dużo naczytałem się o wyrokach z kapelusza i za dużo nasłuchałem się opowieści o tym, jak jedną decyzją sąd polski potrafił człowieka puścić z torbami; zaliczyć do grona grupy przestępczej; podeptać marzenia o własnym biznesie albo skazać na infamię i społeczny ostracyzm.

Jest w Olsztynie sędzia, który pierwszy zaczął mówić o tym, że listy poparcia do KRS wciąż są niejawne i to rzeczywiście skandal. Bo te procedury, jak każde inne, jawnymi być powinny, jeśli chcemy mieć w tym kraju jako taki porządek. Ale przy okazji można było się dowiedzieć, że ten sam sędzia z Olsztyna przyklepał komorniczą egzekucję za kwotę wadium, po której tonący w długach właściciel gospodarstwa targnął się na własne życie. Że pisał pisma, jakoby z żoną jednego z policjantów prowadzących śledztwo łączyła go zażyłość, czemu ta kategorycznie zaprzeczyła. Jeśli już pojawiają się takie kwiatki, to darujcie Państwo, ale naprawdę dużo mniej mnie obchodzi, co pan sędzia sądzi o reformie sądownictwa. Znacznie bardziej zależy mi na tym, aby ustosunkował się do informacji, czy jego wyroki przyczyniły się do tragedii człowieka.

Z polskim systemem sprawiedliwości jest trochę jak z pijakiem na polnej dróżce. Załamuje ręce, że nagle władza brutalnie go pacyfikuje i nie ma już dla niego żadnego ratunku, no chyba że w Brukseli, choć prawda jest dużo bardziej banalna. Odstawić chlanie, oporządzić się, wstać. Podobnie jest z próbą narzucenia ludziom dychotomii wyborów i postaw: jak nie popierasz PiS-u, musisz chodzić z nami na marsze, bo „kasty” ruszyć nie wolno, gdyż to Bóg i historia postawiły ją w tym miejscu. Albo: przepędzić z sądów warcholstwo i wyrugować komusze złogi, bo orzekają aparatczycy mianowani jeszcze za Jaruzela, choć prawda jest taka, że tych z rodowodem z poprzedniej epoki jest niewielu. Tak jakby w PRL-u nie wykładano prawa rzymskiego, tylko sam „Kapitał”.
Janek Śpiewak, ja zresztą też, mówimy inaczej; jest w sądach w Polsce bardzo dużo patologii, co nie znaczy, że trzeba je zbudować i zaprzysiąc na nowo; sądy w Polsce złamały niejeden życiorys; niejeden wylądował przez nie na bruku. Ale można w sądach w Polsce wydrapać sobie sprawiedliwość-i trzeba to pokazywać w dwójnasób. Co niniejszym czynię/czynimy.