Srebrny medal Fiodorow

Nasi lekkoatleci ze zmiennym szczęściem rywalizują w trwających od piątku mistrzostwach świata w Katarze. W sobotę pierwsze trofeum dla biało-czerwonych wywalczyła Joanna Fiodorow, zdobywając srebrny medal w rzucie młotem. Kompletnym fiaskiem zakończył się natomiast występ Piotra Małachowskiego w rzucie dyskiem. Dwukrotny srebrny medalista olimpijski nie zakwalifikował się nawet do finału.

Japończyk Yusuke Suzuki z bardzo słabym czasem 4:04.20 jako pierwszy przekroczył metę nad ranem w niedzielę, kilka minut po godzinie 3:30 czasu lokalnego, wygrywając chód sportowy mężczyzn na dystansie 50 km podczas mistrzostw świata w Dausze. O medale walczyło trzech Polaków, a najlepsze 13. miejsce zajął Rafał Augustyn. Polak miał jednak na mecie ogromne pretensje do arbitrów, bo przez ich niekompetencję musiał zaliczyć dodatkową dwukilometrową pętlę. „Takiego bałaganu na imprezie tej rangi jeszcze nie widziałem” – skomentował incydent obserwujący rywalizację chodziarzy czterokrotny mistrz olimpijski w tej dyscyplinie sportu Robert Korzeniowski.

To tylko jeden z wielu krytycznych opinii o odbywających się w tych dniach mistrzostwach świata w Katarze. Pod adresem organizatorów zewsząd spływają pretensje, głównie za nie najlepsze warunki jakie zapewnili uczestnikom światowego czempionatu. Także w polskiej ekipie nie brakuje głosów. Na kiepskie wyżywienie żaliła się na przykład nasza skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko. Inni skarżyli się na fatalne warunki sanitarne w kwaterach.
Ostatecznie jednak najistotniejsze są wydarzenia dziejące się na stadionie. W sobotnich zmaganiach nasi lekkoatleci radzili sobie ze zmiennym szczęściem. Najlepiej wypadał młociarka Joanna Fiodorow, która wywalczył srebrny medal. To pierwsze trofeum zdobyte na tej imprezie przez naszych lekkoatletów. Triumfowała Amerykanka DeAnna Price, a trzecia była Chinka Zheng Wang. To pierwszy medal dla Polski na tegorocznych mistrzostwach globu.

Polka już w pierwszej próbie posłała młot na odległość 76,35 m, co jest jej rekordem życiowym. To wystarczyło do zajęcia miejsca na podium. Amerykanka Price wygrała z wynikiem 77,54 m. Trzecia w rywalizacji Chinka Wang rzuciła 74,76 m. W eliminacjach odpadła Malwina Kopron. 30-letnia Fiodorow to dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw Europy. Na podium stawała w 2014 roku w Zurychu i cztery lata później w Berlinie.

W innych konkurencjach wiodło sie naszym sportowcom różnie. Adam Kszczot zajął piąte miejsce w swojej serii biegu na 800 m, ale szczęśliwie przeszedł do półfinału. Awans dał mu rezultat 1.46,20. Do półfinałów kwalifikowało się bezpośrednio trzech najlepszych z sześciu serii oraz pozostałych sześciu najszybszych zawodników. Najszybciej w eliminacjach pobiegł Kenijczyk Emmanuel Kipkurui – 1.45,16. Półfinały tej konkurencji odbyły się w niedzielę po zamknięciu wydania. Klęską zakończył się natomiast występ trzech naszych dyskoboli. Piotr Małachowski uzyskał 17. rezultat kwalifikacji (62,20 m), Bartłomiej Stój 22. (61,79 m), a Robert Urbanek 23. (61,78 m). Zawiódł zwłaszcza Małachowski. Forma byłego mistrza świata i Europy oraz dwukrotnego srebrnego medalisty olimpijskiego, w ostatnim czasie wyraźnie szła w górę, a na treningach miotał dysk regularnie na odległości 68 m.

Dlaczego w sobotę zawiódł? „Myślałem o odległościach, a nie o tym, jak poprawnie powinienem wykonać rzut. Po raz kolejny nie potrafiłem sobie poradzić. Dlatego po wojskowych mistrzostwach świata w Wuhan muszę się zastanowić, czy dalej trenować. Może już szkoda na mnie pieniędzy podatników. Są młodzi, w których warto inwestować” – stwierdził podłamany słabym występem Małachowski. Ciekawe, ilu zawodników w polskiej ekipie po tym czempionacie najdzie podobna refleksja…

 

Ostatnie starcia w Diamentowej Lidze

Ostatni w tym sezonie mityng Diamentowej Ligi, w Brukseli, startujący w nim polscy lekkoatleci zakończyli bez zwycięstwa. Najlepsze miejsce w rozegranych w miniony piątek zawodach uzyskała Kamila Lićwinko w skoku wzwyż, która z wynikiem 1,95 m wywalczyła czwartą lokatę.

Lićwinko konkurs rozpoczęła od wysokości 1,80 m, a pierwszą zrzutkę zaliczyła na 1,89 m. Kolejne wysokości – 1,93 m i 1,95 m, pokonywała w pierwszych w drugich podejściach. Czwarte miejsce w Brukseli to najlepszy wynik naszej brązowej medalistki mistrzostw świata uzyskany po powrocie na skocznie po przerwie macierzyńskiej. Konkurs skoku wzwyż kobiet wygrała startująca pod neutralną flagą Rosjanka Maria Lasickiene wynikiem 1,99 m. Konkurs dyskoboli wygrał Szwed Daniel Stahl (68,68 m), a Piotr Małachowski, dwukrotny wicemistrz olimpijski, zajął piątą lokatę z wynikiem 64,78 m. Nasz lekkoatleta wciąż jest daleki od swojej najlepszej dyspozycji, ale zapewnia, że wszystko jest w porządku i do mistrzostw świata w Dosze jego forma będzie na odpowiednim poziomie.

Szósty w biegu na 1500 m Lewandowski popisał się niezłą końcówką, ale to nie wystarczyło aby nawiązać walkę ze zwycięskim Kenijczykiem Timothym Cheruiyotem (3.30,22). Rekordzista Polski na tym dystansie w mistrzostwach świata raczej na medale nie ma co liczyć. Dzień wcześniej w centrum Brukseli odbył się konkurs w pchnięciu kulą. Wygrał go Nowozelandczyk Tomas Walsh znakomitym wynikiem 22,30 m. Czwarte miejsce zajął Konrad Bukowiecki (21,91 m), a szóste Michał Haratyk (20,91 m).
To był ostatni mityng Diamentowej Ligi w sezonie 2019. Lekkoatleci sezon zakończą startem w mistrzostwach świata w Dausze, które rozpoczną się 27 września i potrwają do 7 października.

 

Polacy w kadrze Europy

PZLA poinformował, że w kadrze Europy na spotkanie z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, które odbędzie się w dniach 9-10 września w Mińsku, znalazło się 16 polskich lekkoatletów.

Do reprezentacji Starego Kontynentu powołano zawodników z 31 krajów. Najliczniej w kadrze Europy reprezentowana będzie Wielka Brytania (24 lekkoatletów), ale druga siłą będą w niej biało-czerwoni. Gospodarze zawodów, Białorusini, wystawią 10 zawodników. PZLA poinformował, że w grupie wybranej do udziału w meczu z ekipą Stanów Zjednoczonych znaleźli się Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Adam Kszczot, Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski, Michał Haratyk czy Piotr Małachowski.

Mecz Europa – USA zostanie rozegrany 9 i 10 września na stadionie Dynama Mińsk. Relację z imprezy pokaże Telewizja Polska. Polscy lekkoatleci powołani do kadry Europy na spotkanie z USA w Mińsku: Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Karol Zalewski (bieg na 400 metrów), Adam Kszczot (bieg na 800 m), Sofia Ennaoui (bieg na 1500 m), Karolina Kołeczek (biega na 100 m ppł), Patryk Dobek (400 m ppł), Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski (skok o tyczce), Paulina Guba, Konrad Bukowiecki, Michał Haratyk (pchnięcie kulą), Piotr Małachowski (rzut dyskiem), Joanna Fiodorow, Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki (rzut młotem).

W Mińsku w każdej konkurencji indywidualnej rywalizować będzie czwórka Amerykanów i czwórka Europejczyków. Startujący zawodnicy, oprócz niekwestionowanego prestiżu, mogą też liczyć na sute premie. Pula nagród w każdej z indywidualnych konkurencji wynosi 23 000 euro. Z tej kwoty dla zwycięzcy przewidziano nagrodę w wysokości siedmiu tysięcy euro.

 

Dyskobole odpadli bez walki

W rozpoczętych w poniedziałek mistrzostwach Europy w Berlinie nasi lekkoatleci spisują się na ogół zgodnie z oczekiwaniami. Poza dyskobolami Piotrem Małachowskim i Robertem Urbankiem, którzy skompromitowali się z kretesem.

 

Większą przykrość fanom królowej sportu sprawił Piotr Małachowski, bo przecież w Berlinie bronił mistrzowskiego tytuły wywalczonego dwa lata temu w Amsterdamie. Aktualnemu mistrzowi, zwłaszcza tak doświadczonemu, wręcz nie wypada odpadać w kwalifikacjach konkursu bez choćby jednej udanej próby. A zasady kwalifikacji do finału rzutu dyskiem były proste – trzy próby i minimum 64 metry do osiągnięcia. Ostatecznie można się było dostać do finałowej dwunastki zawodników z gorszym rezultatem, jeśli w stawce finalistów nie wszyscy uzyskali 64 m. Dlatego mimo słabszej nawet dyspozycji warto było wykonać choćby jeden mierzony rzut, tak jak to zrobił w kwalifikacjach choćby kulomiot Konrad Bukowiecki, bo chociaż nie przekroczył 20 metrów, to mimo to awansował do finałowego konkursu. A Bukowiecki na dodatek ma alibi dla słabszej postawy, bo tuż przed mistrzostwami skręcił stopę i właściwie pojechał do Berlina na własną odpowiedzialność.

Małachowskiego nic nie tłumaczy, bo chociaż ostatnio nie uzyskiwał oszałamiających rezultatów, to rzucić dyskiem w granicach 64 metrów na pewno był w stanie. W pierwszej próbie rzucił poniżej 60 metra i celowo spalił rzut. Ale w drugiej trafił dyskiem w siatkę i nagle zrobiło się nerwowo, bo został mu już tylko jeden rzut. W swojej ostatnie próbie Małachowski posłał dysk tuż za linię 60 metra, ale taka odległość nie dawała awansu do finału konkursu, więc pan dyskobol ostentacyjnie spalił próbę i w efekcie nie zostanie nigdzie zachowane, że w Berlinie mistrz Europy z 2016 roku odstawał tak znacznie od najlepszych zawodników w stawce.

Męczarnie Małachowskiego z trybun obserwował jego przyjaciel, a obecnie wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Po nieudanych próbach kręcił głową z dezaprobatą, ale potem starał sie pocieszyć wyraźnie przybitego niespodziewaną klęską Małachowskiego.
35-letni dyskobol ma w swoim dorobku dwa złote medale w wywalczone w mistrzostwach Europy, złoto wywalczone w mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku oraz dwa srebra zdobyte w światowych czempionatach w 2009 i 2013 roku. Poza tym Małachowski jest też dwukrotnym wicemistrzem olimpijskim (2008 i 2016).
Tylko odrobinę lepiej wypadł w Berlinie drugi z naszych dyskoboli, Robert Urbanek. On także nie przeszedł kwalifikacji, ale przynajmniej zaliczył rzuty. Ostatecznie zakończył rywalizację na 14. miejscu z wynikiem 62,00 m. Obaj nasi zawodnicy podzielili los medalistów olimpijskich z Rio de Janeiro – Christopha Hartinga i Daniela Jasinskiego. Kwalifikacje w rzucie dyskiem przyniosły bowiem pogrom zawodników o znanych nazwiskach.

 

Rekordowo liczna kadra na ME 2018 w Berlinie

Polski Związek Lekkiej Atletyki pokazał moc. Wysyła na 24. mistrzostwa Europy w Berlinie najliczniejszą reprezentację w historii europejskich czempionatów. O medale w stolicy Niemiec powalczy 50 zawodników i 36 zawodniczek.

 

W Berlinie szóstka naszych lekkoatletów bronić będzie mistrzowskich tytułów sprzed dwóch lat. W Amsterdamie biało-czerwoni zwyciężyli w klasyfikacji medalowej zdobywając 6 złotych, 5 srebrnych i jeden brązowy medal. „Nie chcę prognozować, ile medali tegorocznych mistrzostwach Europy zdobędziemy, ale nasi zawodnicy są naprawdę dobrze przygotowani do startu i stawiają sobie tylko ambitne cele” – zapewnia dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki. W składzie reprezentacji zabrakło halowego mistrza i rekordzisty świata w sztafecie 4×400 m Jakuba Krzewiny (WKS Śląsk Wrocław), który w sezonie letnim zmagał się z problemami zdrowotnymi i nie zdołał osiągnąć odpowiedniej formy.

Z tego samego powodu w Berlinie nie wystąpi również legitymująca się drugim wynikiem w tym roku w Europie (66,53) oszczepniczka Marcelina Witek (AML Słupsk). Lekkoatletka zmagała się w ostatnich tygodnia z kontuzją i kierownictwo PZLA uznało, że nie ma po co jechać do stolicy Niemiec. Witek ma jednak w tej kwestii odmienne zdanie. „Spełniłam wszystkie kryteria. Po co one są wyznaczane, skoro nie mają żadnego znaczenia? – twierdzi 23-letnia zawodniczka, która swój najlepszy wynik – 66,53 m, uzyskała 5 maja w Białogardzie. Tydzień później podczas zawodów Diamentowej Ligi w Szanghaju rzuciła 64,49 m, lecz później zmagała się z kontuzją barku i do rywalizacji wróciła dopiero 5 lipca w Lozannie, gdzie osiągnęła 56,72 m. Niedawno w mistrzostwach Polski w Lublinie wygrała wynikiem 55,97 m. Oszczepniczka jest rozżalona decyzją PZLA, bo chociaż nie osiąga jeszcze wyników sprzed kontuzji, to jednak trenuje na pełnych obrotach i do mistrzostw miała nadzieję wrócić do optymalnej formy.

W kadrze na ME w Berlinie nie ma innej oszczepniczki. Daleka od najlepszej dyspozycji po kontuzji jest rekordzistka kraju i czwarta zawodniczka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro Maria Andrejczyk, która w lubelskich MP była dopiero piąta z wynikiem 50,76 m.

 

Kadra Polski na ME 2018

Kobiety: 100 m, 4×100 m – Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice); 200 m, 4×100 m – Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Martyna Kotwiła (RLTL ZTE Radom); 400 m, 4×400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Małgorzata Hołub-Kowalik (KL Bałtyk Koszalin), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice); 800 m – Anna Sabat (CWKS Resovia); 800 m, 1500 m – Angelika Cichocka (SKLA Sopot); 1500 m – Sofia Ennaoui (MKL Szczecin); 5000 m – Paulina Kaczyńska (Pomorze Stargard); 5000 m, 10000 m – Katarzyna Rutkowska (KS Podlasie Białystok); maraton – Izabela Trzaskalska (AZS UMCS Lublin); 100 m ppł – Karolina Kołeczek (AZS UMCS Lublin), Klaudia Siciarz (AZS AWF Kraków); 400 m ppł – Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław), Justyna Saganiak (UKS 55 Łódź); 3000 m z przeszkodami – Alicja Konieczek (WMLKS Nadodrze Powodowo), Matylda Kowal (CWKS Resovia), Katarzyna Kowalska (LKS Vectra Włocławek); skok o tyczce – Justyna Śmietanka (AZS AWF Warszawa); trójskok – Anna Jagaciak-Michalska (OŚ AZS Poznań); pchnięcie kulą – Paulina Guba (AZS UMCS Lublin), Klaudia Kardasz (KS Podlasie Białystok); rzut dyskiem – Daria Zabawska (KS Podlasie Białystok); rzut młotem – Anita Włodarczyk (RKS Skra Warszawa), Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań), Malwina Kopron (AZS UMCS Lublin); chód na 20 km – Katarzyna Zdziebło (LKS Stal Mielec); chód na 50 km – Joanna Bemowska (AZS UMCS Lublin), Agnieszka Ellward (WKS Flota Gdynia); 4×100 m – Kamila Ciba (OŚ AZS Poznań), Magdalena Stefanowicz (MKS MOSM Bytom), Karolina Zagajewska (AZS Łódź); 4×400 m – Martyna Dąbrowska (UKS 19 Bojary Białystok), Natalia Kaczmarek (AZS AWF Wrocław), Patrycja Wyciszkiewicz (OŚ AZS Poznań).

Mężczyźni: 100 m, 4×100 m – Dominik Kopeć (KS Agros Zamość), Remigiusz Olszewski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL), Przemysław Słowikowski (WKS Flota Gdynia); 400 m, 4×400 m – Dariusz Kowaluk (AZS AWF Warszawa), Łukasz Krawczuk (WKS Śląsk Wrocław), Karol Zalewski (AZS AWF Katowice); 800 m – Adam Kszczot (RKS Łódź), Mateusz Borkowski (RKS Łódź); 800 m, 1500 m – Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL), Michał Rozmys (UKS Barnim Goleniów); maraton – Błażej Brzeziński (WKS Śląsk Wrocław), Arkadiusz Gardzielewski (WKS Śląsk Wrocław), Mariusz Giżyński (WKS Grunwald Poznań), Artur Kozłowski (MULKS MOS Sieradz), Yared Shegumo (AZS AWF Warszawa), Henryk Szost (WKS Grunwald Poznań); 110 m ppł – Damian Czykier (KS Podlasie Białystok), Artur Noga (SKLA Sopot); 400 m ppł – Patryk Dobek (MKL Szczecin), Jakub Mordyl (AZS AWF Kraków); 3000 m z przeszkodami – Krystian Zalewski (UKS Barnim Goleniów); skok w dal – Tomasz Jaszczuk (WLKS Iganie Nowe); trójskok – Karol Hoffmann (MKS Aleksandrów); skok wzwyż – Sylwester Bednarek (RKS Łódź), Maciej Grynienko (UKS Orlica Domaniów); skok o tyczce – Piotr Lisek (OSOT Szczecin), Robert Sobera (AZS AWF Wrocław), Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); pchnięcie kulą – Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn), Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała), Jakub Szyszkowski (WKS Śląsk Wrocław); rzut dyskiem – Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), Robert Urbanek (MKS Aleksandrów); rzut młotem – Paweł Fajdek (KS Agros Zamość), Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok); rzut oszczepem – Marcin Krukowski (KS Warszawianka), Cyprian Mrzygłód (AZS-AWFiS Gdańsk), Bartosz Osewski (AZS-AWFiS Gdańsk); dziesięciobój – Paweł Wiesiołek (KS Warszawianka); chód na 20 km – Artur Brzozowski (AZS AWF Katowice), Dawid Tomala (AZS AWF Katowice); chód na 50 km – Rafał Augustyn (LKS Stal Mielec), Adrian Błocki (AZS AWF Katowice), Rafał Sikora (AZS AWF Katowice); 4×100 m – Krzysztof Grześkowiak (OŚ AZS Poznań), Eryk Hampel (OŚ AZS Poznań), Karol Kwiatkowski (AZS AWF Katowice); 4×400 m – Kajetan Duszyński (AZS Łódź), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Mateusz Rzeźniczak (RKS Łódź).

 

Lekkoatleci obiecują grad medali w Berlinie

Do najważniejszej w tym roku lekkoatletycznej imprezy, mistrzostw Europy w Berlinie, coraz bliżej. Pu Pucharze Świata w Londynie i mistrzostwach Polski w Lublinie apetyty kibiców „królowej sportu” wyostrzyły się. Działacze PZLA nie stonują tych oczekiwań i śmiało obiecują dwucyfrową liczbę medali.

 

Z dwóch ostatnich czempionatów Starego Kontynentu – w 2014 roku w Zurychu i 2016 roku w Amsterdamie – biało-czerwoni przywozili po dwanaście medali. W Berlinie, w dniach 6-12 sierpnia, ta liczba jest możliwa do osiągnięcia po raz trzeci z rzędu. Po krajowym czempionacie w Lublinie nasi lekkoatleci rozjechali się do ośrodków treningowych, żeby w nich doszlifować formę. Ostateczną kadrę na mistrzostwa Europy PZLA ogłosi wkrótce, ale jej kluczowi zawodnicy nie muszą obawiać się o nominacje. W jakich konkurencjach mamy prawo oczekiwać medali? Na pewno w konkurencjach rzutowych.

Anita Włodarczyk już w Lublinie pokazała, że uporała się z lekkim kryzysem z początku sezonu i uzyskała najlepszy wynik w tym roku na świecie (79,59 m). Nasza mistrzyni olimpijska tym zwycięstwem stłumiła falę krytyki, jaka na nią ostatnio spadła po rezygnacji z zawodów ku pamięci Kamili Skolimowskiej we Władysławowie i Chorzowie. „W Berlinie chcę ponownie poprawić rekord świata” – obiecuje Włodarczyk. Ale na medalowy łup liczą też dwie pozostałe młociarki w naszej ekipie – Joanna Fiodorow (w Lublinie rzuciła 74,25 m) i Malwina Kopron, która ma na koncie rzuty powyżej 75 metrów. Przy odrobinie szczęście w tej konkurencji nasza ekipa może zgarnąć komplet medali.

O kolejne dwa krążki, w tym ten z najcenniejszego kruszcu, z pewnością powalczą też nasi młociarze – Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. W mistrzostwach Polski o 12 centymetrów lepszy był ten pierwszy, ale na rzutni w Berlinie równie dobrze kolejność może być odwrotna. Oby tylko nie dali się pokonać zawodnikom z innych krajów.
W pchnięciu kulą znakomitą formę w tym sezonie demonstruje Michał Haratyk. 26-letni kulomiot z Cieszyna wygrał w Lublinie wynikiem 21,85 m, ustanawiając nowy rekord mistrzostw Polski. To także czwarty wynik w tym roku w Europie. W Berlinie stuprocentowej gwarancji na medal nie daje, ale Haratyk już w tym roku przekroczył barierę 22 metrów.

W coraz lepszej formie jest też drugi z naszych mistrzów kuli Konrad Bukowiecki. W mistrzostwach Polski przegrał co prawda z Haratykiem, ale też przekroczył granicę 21 metrów (21,04 m). Piotr Małachowski mimo 35 lat na karku zdobył 12. tytuł mistrza Polski w rzucie dyskiem. Wynik 65,78 m pozwala z optymizmem czekać na jego występ w Berlinie, gdzie będzie bronił tytułu mistrza Europy.

Liczymy też na medale dwóch naszych najlepszych średniodystansowców – Adama Kszczota w biegu na 800 m i Marcina Lewandowskiego na 1500 m, sztafetę mężczyzn 4×400 m, tyczkarzy.
Dwa lata temu w ME Amsterdamie po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy zajęliśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. Jak będzie tym razem?

 

Popis Małachowskiego w Lublinie

Rozegrane w Lublinie mistrzostwa Polski w lekkiej atletyce zgodnie z oczekiwaniami okazały się znakomitym sprawdzianem formy naszych lekkoatletów przed europejskim czempionatem, który odbędzie się na początku sierpnia w Berlinie.

 

Wśród licznych bohaterów trzydniowych zmagań w Lublinie na szczególne wyróżnienie zasłużył wyczyn 35-letniego dyskobola Piotra Małachowskiego, który odzyskał prymat w swojej konkurencji zdobywają po raz dwunasty w karierze mistrzostwo Polski. Faworytem konkursu w rzucie dyskiem panów był broniący tytułu Robert Urbanek, który przed zawodami legitymował się najlepszym wynikiem na tegorocznych listach. Małachowski zaskoczył swojego najgroźniejszego konkurenta w czwartej próbie posyłając dysk na odległość 65,78 m. Urbanek nie był w stanie skutecznie odpowiedzieć i musiał zadowolić się srebrem. Małachowski w klasyfikacji wszech czasów w liczbie mistrzowskich tytułów ustępuje jedynie legendarnemu Edmundowi Piątkowskiemu, dominującemu w rzucie dyskiem w latach 50. i 60. XX wieku, który zdobył łącznie 16 medali – 13 złotych, 2 srebrne i 1 brązowy). Małachowski ma o jeden krążek mniej (12 złotych, 2 srebrne, 1 brązowy).

Kapitalne widowisko stworzyli też dwaj nasi młociarze, Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. Od pierwszej kolejki prowadził Nowicki, potwierdzając, że nie bez powodu jest liderem światowej listy tegorocznych wyników. W Lublinie uzyskał 80,26 i o 12 cm okazał się lepszy od Fajdka. „Bardzo dobrze, że nasza rywalizacja jest taka zacięta i mam nadzieję, że w Berlinie to my zajmiemy dwa pierwsze miejsca, a który z nas będzie pierwszy, to nie ma większego znaczenia” – podsumował rywalizację Nowicki.

Najwyższy w historii krajowego czempionatu poziom miał konkurs oszczepników. Aż czterech zawodników przekroczyło granicę 80 metrów, a ta odległość była minimum PZLA na ME 2018. Pojechać do Berlina może tylko trzech naszych zawodników i pewnie będą to medaliści, czyli Marcin Krukowski (82,87 m), Cyprian Mrzygłód (80,76 m) i Dawid Kościów (80,64 m). Faworyci nie zawiedli też na 1500 m. Wśród panów tytuł obronił wicemistrz globu na 800 m Adam Kszczot (3.46,24), a u pań Sofia Ennaoui (4.13,32).

Na 400 m ppł już w eliminacjach Justyna Saganiak wypełniła minimum PZLA na mistrzostwa Europy. 23-letniej lekkoatletce zmierzono 56,87 s. Sprint kobiet wygrała Ewa Swoboda z rekordem życiowym 11,12 s, ale ten wynik nie zostanie uznany z powodu silnego wiatru w plecy. Mistrzynią Polski w trójskoku z najlepszym wynikiem sezonu (14.24) po raz piąty z rzędu została Anna Jagaciak-Michalska. W biegu na 400 m wśród pań nieoczekiwanie triumfowała Małgorzata Hołub-Kowalik (51,18 s), przed Justyną Święty-Ersetic (51,26 s), natomiast wśród panów Karol Zalewski (45,53 s).

 

Caster Semenya za Anitę Włodarczyk

Ostentacyjna rezygnacja Anity Włodarczyk ze startu w Memoriale Kamili Skolimowskiej na Stadionie Śląskim w Chorzowie przyniosła korzyść kibicom, bo będą mogli obejrzeć zawody z udziałem innych gwiazd królowej sportu za darmo.

 

Kibicom, którzy już kupili bilety na Memoriał Kamili Skolimowskiej (22 sierpnia na Stadionie Śląskim) pieniądze zostaną zwrócone, bo wstęp na stadion będzie bezpłatny. To zasługa Anity Włodarczyk, która zrezygnowała ze startu w zawodach. Organizatorzy tak tłumaczą swoją decyzję: „Z wielką przykrością przyjęliśmy informację o rezygnacji Włodarczyk z udziału w Memoriale. Zdajemy sobie sprawę, że wielu kibiców może czuć się jej decyzją bardzo zawiedzionych. Anita mocno angażowała się w promocję rozgrywanego po raz pierwszy na Stadionie Śląskim Memoriału, uczestniczyła m. in. w konferencji inaugurującej sprzedaż biletów. Zawsze była bardzo ważną postacią Memoriału, współtworzyła jego historię. To podczas zawodów poświęconych pamięci Kamili Skolimowskiej po raz pierwszy rzuciła młotem ponad 80 m i ustanowiła rekord świata. Kibice mieli pełne prawo liczyć na emocjonujący konkurs z udziałem światowej dominatorki także w legendarnym Kotle Czarownic. Dlatego też Fundacja podjęła decyzję, że wstęp dla kibiców na 9. Memoriał Kamili Skolimowskiej będzie bezpłatny. Oczywiście wszyscy, którzy dotychczas kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy” – napisali w oficjalnym komunikacie organizatorzy.

Mistrzyni olimpijska w rzucie młotem o rezygnacji z udziału w Memoriale poinformowała kilka dni temu za pośrednictwem Twittera. „Podjęcie takiej decyzji było dla mnie bardzo trudne. Kamila zostanie w moim sercu. Żadne formy nacisku, perswazji a nawet próby szantażu nie będą miały wpływu na zmianę mojej decyzji”. Jej odmowa startu w imprezie to efekt konfliktu, jaki sprowokował kulomiot Konrad Bukowiecki, który promując w mediach społecznościowych Festiwal Rzutów w Cetniewie, zamieścił fotomontaż, na którym zasłonił wizerunek Włodarczyk ramką z tekstem. Mistrzyni olimpijska uznała to za brak szacunku i postawiła organizatorom ultimatum, że jeśli nie wykreślą Bukowieckiego z listy startowej, to ona nie weźmie udziału w zawodach w Cetniewie. A ponieważ tego nie zrobili i jeszcze na dodatek ją skrytykowali, w rewanżu zrezygnowała także ze startu w sierpniowym Memoriale Skolimowskiej w Chorzowie.

Jej nieobecność organizująca mityng Fundacja Kamili Skolimowskiej próbuje teraz załatać zapraszając na zawody światowe gwiazdy królowej sportu. Zaproszenie przyjęła m.in. mistrzyni i wicemistrzyni olimpijska w biegu na 800 metrów Caster Semenya. Liderka światowych list, która wygrała 26 biegów z rzędu i jest niepokonana od września 2015 roku, na Stadionie śląskim zamierza wystartować w biegu na 400 metrów. Kibice, którzy 22 sierpnia wybiorą się na Stadion Śląski, na pewno zobaczą też w akcji mistrza świata w pchnięciu kulą Tomasa Walsha i nasze rodzime gwiazdy – m. in. Wojciecha Nowickiego, Pawła Fajdka i Piotra Małachowskiego.