Piłka ręczna: Polacy wciąż w grze o medale MŚ 2021

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych mile zaskoczyła kibiców swoją postawą w rozgrywanych w Egipcie mistrzostwach świata. Biało-czerwoni w grupie B tylko minimalnie przegrali z mistrzami Europy Hiszpanami, natomiast pewnie pokonali Tunezję oraz Brazylię i z drugiego miejsca awansowali do drugiej fazy turnieju,
w której o prawo gry w ćwierćfinale bić się będą w grupie I z Węgrami i Niemcami.

Nasi szczypiorniści w Egipcie przypomnieli światu, że reprezentacja Polski ma na koncie wicemistrzostwo świata. Wprawdzie pokolenie zawodników, które osiągnęło ten sukces pod wodzą trenera Bogdana Wenty już z kadry odeszło, ale ich następcy też potrafią grać w piłkę ręczną na wysokim pozimie. Wymianę pokoleniową zaczął w 2017 roku Piotr Przybecki, a teraz kontynuuje ją Patryk Rombel. Władze naszej federacji szczypiorniaka nie oczekiwały od niego natychmiastowych sukcesów, jego zadaniem jest zbudowanie klasowego zespołu na mistrzostwa świata w 2023 roku, których Polska będzie współgospodarzem na spółkę ze Szwecją.
Pierwsze realne symptomy poprawy były widoczne już podczas ostatnich mistrzostw Europy, bo pomimo trzech porażek udało się podczas przygotowań do tej imprezy wyselekcjonować grupę zawodników z którą można było wiązać nadzieje na przyszłość. Dołączył do niej rekonwalescent po zerwaniu więzadeł Tomasz Gębala, ale oprócz niego i wykluczonego z powodu zakażenia koronawirusem Kamila Syprzaka, do Egiptu poleciała kadra bez istotnych zmian w składzie. Trener Rombel nie miał wytyczonego celu sportowego, poza chęcią ogrania drużyny w światowym czempionacie.
A warto wiedzieć, że biało-czerwoni są jedną z najmłodszych drużyn występujących w egipskim turnieju – zawodników mających mniej niż 26 lat można zestawić niemal całą siódemkę. Maciej Majdziński, Arkadiusz Moryto czy Michał Olejniczak to w realiach piłki ręcznej jeszcze młodziankowie, ale może właśnie dzięki młodzieńczej fantazji nie czuli lęku stając do walki z aktualnymi mistrzami Europy Hiszpanami.
Niewiele zabrakło, żeby wygrali ten mecz, ale chociaż ostatecznie przegrali, to po tym wyrównanym spotkaniu uwierzyli w swoje siły tak dalece, że w ostatniej grupowej potyczce, z Brazylią, bynajmniej nie outsiderem w światowym szczypiorniaku, tylko zespołem, który w poprzednim światowym czempionacie zajął dziewiątą lokatę, pokonując m.in. Chorwację i Islandię. Z starciu z biało-czerwonymi canarinhos, którzy wcześniej w egipskim turnieju zremisowali z Hiszpanami, nie mieli nic do powiedzenia i zostali rozgromieni 23:33.
W Polsce żadna wielka stacja telewizyjna nie skusiła się na kupienie praw telewizyjnych do egipskiego turnieju, ale mimo to zainteresowanie występami szczypiornistów rosło po każdym ich udanym występie. I będzie pewnie nadal rosło, bo telewizja publiczna sięgnęła do kabzy i ogłosiła nabycie praw do pokazywania meczów biało-czerwonych. W myśl tego oświadczenia polscy fani szczypiorniaka mogli zobaczyć występ ekipy Patryka Rombla już w czwartek, w spotkaniu z niemal amatorską drużyną Urugwaju, która do drugiej fazy turnieju awansowała jedynie dlatego, że Republika Południowego Przylądka musiała z powodu koronawirusa wycofać swój zespół z turnieju.
Zwycięstwo Polaków w potyczce z Urugwajczykami było więc formalnością i zgodnie z oczekiwaniami zakończyło się ich wygraną 30:16, ale o ewentualnym awansie biało-czerwonych do ćwierćfinału przesądzą dopiero sobotni mecz z Węgrami i poniedziałkowy z Niemcami. Dla przypomnienia – w drugiej fazie turnieju Polacy rywalizują w grupie I, którą utworzyły po trzy najlepsze zespoły z grup A i B fazy wstępnej. Do wyników w drugiej fazie zaliczają się rezultaty bezpośrednich spotkań, zatem biało-czerwoni awansowali mając na koncie porażkę z Hiszpanią i zwycięstwo z Brazylią. Do ćwierćfinału awansują po dwa najlepsze zespoły z czterech sześciozespołowych grup drugiej fazy turnieju. W „polskiej” grupie I w najlepszej sytuacji są Hiszpanie i Węgrzy mający po dwa zwycięstwa. Wniosek z tego płynie oczywisty – nadzieję na ewentualny awans dają Polakom tylko wygrane z Niemcami i Węgrami.
Niemiecki zespół w fazie grupowej przegrał walkę o pierwsze miejsce w grupie z Węgrami. Trener Alfred Gislason przed wyborem kadry na MŚ 2021 pozwolił zawodnikom zadecydować o tym, czy do Egiptu chcą jechać. Kilku podstawowych graczy przestraszyło się pandemii i zostało w domu, kilku wyłączyły kontuzje lub brak formy, lecz to wciąż mocny rywal, ale jak przekonali się Węgrzy, przy odpowiednim nastawieniu i maksymalnym zaangażowaniu można z nim wygrać. Skoro dokonali tej sztuki Madziarzy, mający przecież zespół wcale nie lepszy od naszego, to o pokonanie niemieckiej ekipy mogą też pokusić się Polacy.

Awans szczypiornistów w bardzo kiepskim stylu

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych po straszliwych męczarniach zdołała wywalczyć awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Ale sukcesu w nich nie odniesie.

Po tym co nasi szczypiorniści pokazali w eliminacjach do mistrzostw Europy, które w przyszłym roku odbędą się w Austrii, Norwegii i Szwecji, fani tego sportu w Polsce nie mają co liczyć na ich sukcesy. Miarą upadku reprezentacji Polski jest wrzucenie jej przed losowaniem grup do czwartego koszyka, w którym znalazły się najsłabsze europejskie drużyny. Degrengolada trwa od kilku lat i zaczęła się jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Tałanta Dujszebajewa, a jego następca, Piotr Przybecki, zamiast powstrzymać zjazd po równi pochyłej, tylko go przyspieszył. Na jesieni ubiegłego roku biało-czerwoni pod jego wodzą skompromitowali się przegrywając na wyjeździe z na poły amatorską ekipą Izraela, za co Przybecki zapłacił utratą posady.

Jego miejsce w lutym 2019 roku zajął Patryk Rombel, ale nowy selekcjoner miał mało czasu, żeby cokolwiek poprawić w grze zespołu. Nikt nawet nie miał do niego pretensji za dwie porażki z najmocniejszą w naszej grupie eliminacyjnej reprezentacją Niemiec, ale oczekiwano, że nasi szczypiorniści pewnie pokonają na wyjeździe amatorski zespół Kosowa oraz u siebie wygrają w rewanżu z Izraelem. Dwa zwycięstwa zapewniały awans do mistrzostw Europy. Niestety, w Kosowie biało-czerwoni z trudem wywalczyli remis, a w spotkaniu z Izraelem długo przegrywali i dopiero w końcówce spotkania zdołali przechylić szalę na swoją korzyść (26:23).

Przyszłoroczne mistrzostwa Europy po raz pierwszy zostaną rozegrane z udziałem 24 zespołów. Dzięki temu do imprezy zakwalifikowały się ekipy z europejskiej drugiej ligi, jak Portugalia, Łotwa czy Holandia. Podziału na koszyki dokonano jednak wedle niejasnych kryteriów, które niezbyt starannie odzwierciedlają aktualny układ sił w tej dyscyplinie sportu na naszym kontynencie. Dla polskiego zespołu nie ma to większego znaczenia, bo został umieszczony w ostatnim, czwartym koszyku i w losowaniu, które odbędzie się 28 czerwca, trafi do jednej z sześciu grup jako najsłabszy w stawce.

Podział na koszyki:
Koszyk 1: Hiszpania, Szwecja, Francja, Dania, Chorwacja, Czechy;
Koszyk 2: Norwegia, Słowenia, Niemcy, Macedonia Północna, Węgry, Białoruś;
Koszyk 3: Austria, Islandia, Czarnogóra, Portugalia, Szwajcaria, Łotwa;
Koszyk 4: Polska, Rosja, Serbia, Ukraina, Bośnia i Hercegowina, Holandia

 

Pochopna dymisja selekcjonera

Związek Piłki Ręcznej w Polsce poinformował, że Piotr Przybecki przestał pełnić funkcję trenera męskiej reprezentacji. Umowa ze szkoleniowcem została rozwiązana za porozumieniem stron. Oficjalnym powodem dymisji było podpisanie przez szkoleniowca kontraktu z drugoligowym niemieckim klubem VfL Luebeck-Schwartau.

Oficjalny komunikat zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej ZPRP wyjaśnia sprawę tak: „Zarząd przychylił się do nowego stanowiska Rady Trenerów, zgodnie z którym obowiązkiem trenera reprezentacji Polski jest stała praca w strukturach związku i konieczność nadzoru wszystkich reprezentacji narodowych w pionie męskim. Piotr Przybecki, ze względu na sytuację osobistą, nie ma możliwości realizacji tych uwarunkowań”. Do czasu znalezienia nowego selekcjonera kadrę maja poprowadzić na spółkę Patryk Rombel i Sławomir Szmal.

Czas ma tu znaczenie, bowiem już za niespełna dwa miesiące biało-czerwoni zmierzą się z Niemcami w kwalifikacjach do mistrzostw Europy w 2020 roku. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 10 kwietnia w Gliwicach, zaś rewanż trzy dni później w Halle. Potem nasz zespół czekają jeszcze mecze z Kosowem i kluczowy dla wywalczenia ewentualnego awansu rewanżowy mecz z Izraelem. Pierwszy nasi szczypiorniści sensacyjnie przegrali 24:25 i u siebie w czerwcu muszą pokonać Izraelczyków różnicą co najmniej dwóch bramek, co i tak może okazać się niewystarczające, jeśli jakimś cudem rywale wyszarpią punkty w starciu z Niemcami.
W tej sytuacji zwolnienie Przybeckiego nie wygląda na przemyślane posunięcie. Były już selekcjoner przez ostatni rok pracował wyłącznie z reprezentacją Polski, ale wcześnie tyle samo czasu godził te obowiązki z pracą trenera Orlenu Wisły Płock. Dostał ofertę z VfL Luebeck-Schwartau i zanim podjął negocjacje, zapytał o zgodę prezesa związku. Andrzej Kraśnicki nic przeciwko temu nie miał, sam przecież siedzi na dwóch posadach, jako prezes ZPRP i PKOl, wyraził więc zgodę. Co się zatem stało, że po niespełna miesiącu zmienił radykalnie zdanie? Przekonała go ponoć opinia Rady Trenerów ZPRP, która w swojej opinii wyraziła przekonanie, iż łączenie funkcji przez Przybeckiego zaszkodzi kadrze Polski. I zasugerowała Kraśnickiemu dymisję szkoleniowca, na co prezes, nie bacząc na swoje wcześniejsze przyzwolenie, ostatecznie przystał. Niezbyt to z jego strony eleganckie zachowanie, ale w sportowym światku bynajmniej wcale nie wyjątkowe.

Gdyby Przybeckiego zwolniono zaraz po ubiegłorocznej październikowej porażce z Izraelem, pewnie nikt by wtedy nawet palcem nie kiwnął w jego obronie, taka była na niego złość za przegraną potyczkę z outsiderem światowego szczypiorniaka. Teraz widocznie ktoś w ZPRP nie spojrzał na daty. bo Przybecki podpisał kontrakt z niemieckim klubem obowiązujący dopiero od lipca tego roku, a wtedy kadra będzie miała już za sobą eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Teraz zrobi się kłopot, bo nowy selekcjoner będzie miał mało czasu na skonstruowanie zespołu zdolnego wywalczyć awans do europejskiego czempionatu.

 

Ostre strzelanie w Ostrowcu

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych w pierwszym meczu el. mistrzostw Europy 2020 rozgromiła w Ostrowcu Świętokrzyskim drużynę Kosowa 37:13.

 

Nasi szczypiorniści dominowali od pierwszej do ostatniej akcji meczu i rozbili rywali różnicą aż 24 bramek. Już po kwadransie gry potwierdziły się prognozy, że ten mecz będzie najłatwiejszy w eliminacjach, bowiem biało-czerwoni prowadzili już 10:1, a w po kolejnych akcjach tylko powiększali prowadzenie.

Trener gości Taip Ramadani miał do dyspozycji tylko 13 zawodników, lecz żaden z nich nie dorównywał umiejętnościami naszym zawodnikom, a poza tym drużyna Kosowa ma ogromne braki w organizacji gry. Kolejne spotkanie biało-czerwoni zagrają w niedzielę z Izraelem i będzie to na pewno bardziej wymagający przeciwnik.

Reprezentacja Polski rywalizuje w grupie z Niemcami, Izraelem i Kosowem. Awans do mistrzostw Europy uzyskają po dwie najlepsze drużyny z każdej z ośmiu grup. Na mistrzostwach w Szwecji, Norwegii i Austrii zagrają też cztery zespoły z trzecich miejsc. W sumie z 32 uczestników eliminacji na turniej finałowy pojedzie aż 20 ekip. Pewne gry w imprezie planowanej na styczeń 2020 roku są już Hiszpania, która będzie broniła tytułu oraz zespoły gospodarzy turnieju.

 

Reprezentacja szczypiornistów gra z Kosowem

Dopiero od poniedziałkowego popołudnia reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych mogła trenować w pełnym składzie przed zaplanowanym na środę 24 października meczem z Kosowem w eliminacjach ME 2020.

 

W poniedziałek 22 października do kadry dołączyło siedmiu graczy z klubów zagranicznych oraz Jan Czuwara, który zastąpił kontuzjowanego Paweł Gendę. Pozostali kadrowicze trenowali od 19 października w Szczyrku, szlifując formę na czekające ich wkrótce dwa mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy, najpierw z Kosowem, a cztery dni później na wyjeździe z Izraelem.
Przez pierwsze trzy dni zgrupowania trener Piotr Przybecki musiał zatem wobec mocno okrojonego liczebnie składu kadry (miał do dyspozycji tylko dziesięciu graczy) zapraszać na zajęcia zawodników z również przebywającej w tym czasie w Szczyrku kadry B. Z pierwszą drużyną ćwiczyli głównie rozgrywający Szymon Sićko i Kamil Adamczyk oraz obrotowi Jan Klimków i Łukasz Rogulski.

W poniedziałek reprezentacja naszych szczypiornistów przeniosła się do Ostrowca Świętokrzyskiego, a tam dołączyli do niej gracze występujący na co dzień w klubach zagranicznych: występujący w niemieckiej 1. Bundeslidze Piotr Chrapkowski, Piotr Wyszomirski, Maciej Gębala i Maciej Majdziński oraz grający w 2. Bundeslidze Patryk Walczak, w lidze francuskiej Rafał Przybylski i w lidze hiszpańskiej Kamil Syprzak.

Kadra w pełnym składzie będzie mogła przeprowadzić raptem dwa treningi, bo już środę o godz. 18:00 zmierzy się w hali ostrowieckiego MOSiR-u z reprezentacją Kosowa. Cztery dni później zagra w Tel Awiwie z Izraelem. Będą to pierwsze mecze biało-czerwonych w eliminacjach mistrzostw Europy.
Kolejne spotkania nasza reprezentacja rozegra dopiero na wiosnę, mierząc się dwukrotnie z Niemcami. Awans do finałów mistrzostw Europy w 2020 roku wywalczą dwie najlepsze drużyny w grupie.
Gospodarzami mistrzostw naszego kontynentu za dwa lata będą trzy kraje – Austria, Norwegia i Szwecja, a to oznacza, że ich reprezentacje już mają udział w turnieju zapewniony. Podobnie jak szczypiorniści Hiszpanii, którzy będą bronić mistrzowskiego tytułu z 2018 roku.

 

Kadra na październikowe mecze w el. ME 2020

 

Bramkarze:

Mateusz Kornecki (NMC Górnik Zabrze), Adam Malcher (Gwardia Opole), Piotr Wyszomirski (TBV Lemgo, Niemcy)

 

Lewoskrzydłowi:

Jan Czuwara (NMC Górnik Zabrze), Przemysław Krajewski (Orlen Wisła Płock)

 

Rozrywający:

Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg, Niemcy), Paweł Krupa (Sandra SPA Pogoń Szczecin), Antoni Łangowski (Gwardia Opole), Adrian Kondratiuk (Energa Wybrzeże Gdańsk), Michał Potoczny (MMTS Kwidzyn), Maciej Majdziński (Bergischer HC, Niemcy), Paweł Paczkowski (Motor Zaporoże, Ukraina), Rafał Przybylski (Fenix Toulouse, Francja);

 

Prawoskrzydłowi:

Michał Daszek (Orlen Wisła Płock), Arkadiusz Moryto (PGE VIVE Kielce);

 

Kołowi:

Maciej Gębala (SC DHfK Lipsk, Niemcy), Kamil Syprzak (FC Barcelona Lassa, Hiszpania), Patryk Walczak (TuS N-Luebbecke, Niemcy).