Trener Lecha popadł w poważne tarapaty

Porażka Lecha Poznań z Wisłą Płock w 17. kolejce ekstraklasy rozgrzała do czerwoności nastroje w poznańskim klubie. W mediach zaroiło się od spekulacji na temat rychłej dymisji trenera Dariusza Żurawia. Temat nie przestał być aktualny nawet po zapewnieniu ze strony władz klubu, że posada szkoleniowca jest niezagrożona.

Kolportowane uporczywie plotki głoszą, że prezesi Lecha Poznań (klub formalnie ma ich dwóch, Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka) na razie jedynie wstrzymali się z decyzją o dymisji Dariusza Żurawia, a naprawdę wiążącą decyzję w jego sprawie podejmą dopiero po niedzielnym meczu ze Śląskiem Wrocław w 18. kolejce ekstraklasy. Brak wiary w prawdziwość zapewnień działaczy, że trener ma ich pełne poparcie, ma swoje mocne uzasadnienie. Ekipa „Kolejorza” ma za sobą serię sześciu ligowych meczów z rzędu bez zwycięstwa i tylko dwa zdobyte punkty w trzech tegorocznych spotkaniach ekstraklasy, a na dodatek tylko cudem wygraną potyczkę w 1/8 finału Pucharu Polski z Radomiakiem Radom (1:1 po 120 minutach, 4:3 w rzutach karnych).
Efektem jest zaledwie 19 punktów na koncie i dopiero 12. miejsce w tabeli – ze stratą 16 punktów do prowadzącej w rozgrywkach Pogoni Szczecin i tylko pięciu „oczek” przewagi nad zajmującą ostatnią, spadkową lokatę Stalą Mielec. To najgorszy wynik na tym etapie rozgrywek od sezonu 2015/2016. Wtedy utratą posady zapłacił za to Maciej Skorża, którego zastąpił Jan Urban, ale strat nie udało się odrobić i lechici zakończyli zmagania na siódmym miejscu.
Oceniając trudną sytuację „Kolejorza” trudno nie winić za ten stan rzeczy trenera Żurawia, bo w jego obronie nie przemawiają nie tylko słabe wyniki, ale też marna jakość gry zespołu. Lechici w tej chwili mocno odbiegają poziomem od prezentowanego wczesną jesienią biegłego roku, gdy walczyli w fazie grupowej Ligi Europy.
Prawdą jest, że Żuraw stracił w tym sezonie z powodu transferów kilku kluczowych graczy – przede wszystkim reprezentantów Polski Kamila Jóźwiaka, Jakuba Modera i Roberta Gumnego, ale też poznański klub był jednym z najaktywniejszych w zimowym oknie transferowym. Sprowadził z Djurgardens 25-letniego Szweda Jespera Karlstroma, ze SPAL 2013 29-letniego stopera Bartosza Salamona, z Anderlechtu 26-letniego chorwackiego obrońcę Antonio Milicia, z kazachskiego Toboła Kustanaj 28-letniego gruzińskiego pomocnika Nikę Kwekweskiriego, a ostatnio jeszcze z Hammarby Amerykanina islandzkiego pochodzenia Arona Johannssona, 30-letniego napastnika z doświadczeniem także w Bundeslidze oraz w ligach duńskiej i holenderskiej.
Wielkim problemem Lecha są także liczne kontuzje. Z ich powodu w kadrze zabrakło Bartosza Salamona, Lubomira Satki, Thomasa Rogne, Mikaela Ishaka i Niko Kaczarawy. Ale na najbliższy mecz ze Śląskiem do kadry wrócą Salomon i Rogne, być może także Ishak, który ma w czwartek przejść badania kontrolne. Bliski powrotu do gry jest też Satka, a pod uwagę będzie też mógł być brany pozyskany niedawno Johannsson. Żuraw nie będzie więc mógł się juz tłumaczyć kłopotami kadrowymi, bo okazało się też, że urazy odniesione przez Marchwińskiego i Szymczaka w spotkaniu z Wisłą Płock nie okazały się poważne i w niedzielę będą gotowi do gry.
Jeśli „Kolejorz” wygra ze Śląskiem, do zmiany trenera na pewno nie dojdzie i Dariusz Żuraw dostanie czas na wyprowadzenie zespołu z kryzysu. Na zdobycie w tym sezonie mistrzostwa Polski Lech nie ma już żadnych szans, ale jest w ćwierćfinale Pucharu Polski i na wygraniu tych rozgrywek zależy teraz władzom klubu, bo to najpewniejsza szansa na występ w europejskich pucharach w następnym sezonie. Do Górnika Zabrze, który zajmuje aktualnie czwartą lokatę w tabeli, lechici mają już osiem punktów straty, do trzeciego Rakowa dziewięć, a drugiej Legii czternaście.
Niewiadomą jest dalszy rozwój wydarzeń w przypadku porażki z wrocławskim zespołem, bo ona może wywołać trudną do opanowania falę niezadowolenia wśród fanów „Kolejorza”. Tym bardziej, że kolejne ligowe spotkanie Lecha to będą derby Poznania, a Warta już teraz, po raz pierwszy od 27 lat, jest w tabeli ekstraklasy wyżej od lechitów, co dla kibiców tej drużyny jest nie do zaakceptowania.
Innym problemem ekipy „Kolejorza”, najbardziej też dotyczącym trenera Żurawia, jest uporczywe trzymanie się stosowanych już w poprzednim roku schematów taktycznych, które rywale, także z polskiej ligi, dawno już rozszyfrowali i wymyślili sposoby na ich zneutralizowanie. Siła zespołu Lecha w kwalifikacjach Ligi Europy opierała się na tercecie pomocników – Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez. Jak już zostało wcześniej wspomniane, po nagłym skróceniu przez Brighton & Hove Albion okresu wypożyczenia Modera, kreatywne jądro zespołu przestało istnieć, zwłaszcza że Tiba i Ramnirez mocno obniżyli loty. A bez tego zaczęły się też problemy z grą przy wykorzystaniu skrzydłowych, do których doszła wymuszona kontuzjami rotacja w linii obronnej. Grę Lecha można dzisiaj łatwo przewidzieć i zdezorganizować, co pokazała w minionej kolejce nawet grająca toporny futbol ekipa „Nafciarzy” z Płocka.
Nie można oczywiście wykluczyć, że trener Żuraw doskonale widzi te wszystkie problemy i nawet ma już gotowe recepty na ich rozwiązanie. Ma tylko jeden kłopot – nie ma zbyt wiele czasu. Uratować go przed niechybną dymisją mogą tylko wygrane ze Śląskiem i Wartą. Prawdopodobne porażki czy nawet remisy pozbawią jego szefów resztek skrupułów.