Wyniki 37. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki ostatniej 37. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Legia Warszawa – Pogoń Szczecin 1:2

Gole: Damian Warchoł (90) – Marcin Listkowski (38), Adam Frączczak (81).
Żółte kartki: Slisz, Stolarski – Drygas, Matynia, Frączczak.
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk).
Widzów: 5500.
Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 4:0
Gole: Pedro Tiba (6), Christian Gytkjaer (13, 39), Jakub Kamiński (31).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 8483.
Piast Gliwice – Cracovia 1:1
Gole: Tomasz Jodłowiec (74) – Mateusz Wdowiak (29). Żółte kartki: Loshaj, Van Amersfoort, Dytiatjew (Cracovia).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 1961.
Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk 1:2
Gole: Krzysztof Mączyński (19) – Omran Haydary (17), Mark Tamas (56 samobójcza). Żółte kartki: Celeban – Makowski, Ze Gomes. Sędziował: Mariusz Złotek (St. Wola).
Widzów: 6723.
Grupa spadkowa:
Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 0:2

Gole: Bartosz Białek (13), Filip Starzyński (67 karny). Żółte kartki: Matuszek – Balić.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 4217.
Raków Częstochowa – Wisła Płock 2:1
Gole: Sebastian Musiolik (84), Felicio Brown Forbes (90) – Alan Uryga (39).
Żółte kartki: Petrasek, Tudor, Kun – Pawlak, Szwoch, Kamiński, Sheridan, Garcia.
Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok).
Widzów: 783.
Wisła Kraków – Arka Gdynia 0:1
Gol: Oskar Zawada (41). Żółte kartki: Boguski – Bergqvist. Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 4263.
Korona Kielce – ŁKS Łódź 2:0
Gole: Iwo Kaczmarski (72), Daniel Szelągowski (89). Żółte kartki: Żubrowski, Spychała, Gardawski – Wolski.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 1519.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 37 69 70:35
  2. Lech 37 66 70:35
  3. Piast 37 61 41:32
  4. Lechia 37 56 48:50
  5. Śląsk 37 54 51:46
  6. Pogoń 37 54 37:39
  7. Cracovia 37 53 49:40
  8. Jagiellonia 37 52 48:51
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 37 53 51:47
  10. Raków 37 53 51:56
  11. Zagłębie 37 53 61:53
  12. Wisła P. 37 51 45:54
  13. Wisła K. 37 45 44:56
  14. Arka 37 40 39:57
  15. Korona 37 35 29:48
  16. ŁKS Łódź 37 24 33:68

Na dole wszystko jasne

Zwycięstwo Wisły Płock 1:0 z Górnikiem Zabrze zapewniło „Nafciarzom” utrzymanie w ekstraklasie. Tym samym na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek wyłoniono wszystkich spadkowiczów, co po raz ostatni zdarzyło się 26 lat temu. Z PKO Ekstraklasą co najmniej na jeden sezon żegnają się Arka Grynia, Korona Kielce i ŁKS Łódź.

W piątek spod topora uciekła krakowska Wisła, która na wyjeździe wygrała z już wcześniej zdegradowanym ŁKS Łódź 2:1 i zapewniła sobie utrzymanie w ekstraklasie. Tego samego dnia Arka Gdynia zremisował w Kielcach z Koroną 1:1 i tym rezultatem definitywnie pozbawiła kielecki zespół szans na utrzymanie. Gdynianie też już byli w beznadziejnej sytuacji, ale mieli jeszcze matematyczne szanse na wyprzedzenie Wisły Płock. „Nafciarze musieliby jednak przegrać wszystkie mecze do końca rozgrywek, co wydawało się mało prawdopodobne, zaś Arka wszystkie wygrać, co było dla tej drużyny zadaniem niewykonalnym.
W poniedziałek sprawa definitywnie się wyjaśniła, bo płocczanie zwyciężyli na własnym stadionie Górnik Zabrze 1:0 i tym wynikiem sprawili, że Arka Gdynia podzieliła los Korony i ŁKS-u. Tak wcześnie komplet spadkowiczów wyłoniono 26 lat temu, w sezonie 1993/1994, kiedy to z ekstraklasą pożegnały się zespoły Wisły Kraków, Polonii Warszawa, Siarki Tarnobrzeg i Zawiszy Bydgoszcz.
Z trójki tegorocznych spadkowiczów najkrócej z występów w ekstraklasie cieszyli się piłkarze beniaminka ŁKS Łódź. Dla tego klubu nie będzie to wielką tragedią, bo ma solidne zaplecze sponsorskie, wiernych kibiców, a władze miasta dotrzymują zobowiązań z budową nowego stadionu, który w przyszłym roku ma zostać w całości oddany do użytku. Niewykluczone zatem, że po roku pobytu w I lidze ełkaesiacy ponownie zawitają na boiskach ekstraklasy.
Arka Gdynia spadła po czterech sezonach występów w PKO Ekstraklasie. Najlepszy z nich w jej wykonaniu był pierwszy, 2016/2017, kiedy to „żółto-niebiescy” nie tylko bez problemu utrzymali się w lidze, a sensacyjnie zdobyli też Puchar Polski po wygranej w finale z Lechem Poznań 2:1. Gdynianie dzięki temu w następnym sezonie zagrali w kwalifikacjach Ligi Europy i nie przynieśli wstydu, ale odpadli po wyrównanej walce z przeciętnym duńskim zespołem FC Midtjylland. Latem 2017 roku klub zmienił właściciela przechodząc pod zarząd rodziny Midaków.
W maju 2018 roku zespół ponownie awansował do finału Pucharu Polski, ale nie sprostał Legii Warszawa i przegrał 1:2. Nowi właściciele uznali ten wynik za porażke i zwolnili trenera Leszka Ojrzyńskiego, zastępując go Zbigniewem Smółką. Nowy szkoleniowiec nie poradził sobie z wyzwaniem i po serii 13 meczów bez wygranej został zwolniony.
Zatrudniony w jego miejsce Jacek Zieliński zdołał jakimś cudem utrzymać drużynę w ekstraklasie, ale postępującego kryzysu już nie udało się zahamować. Jego apogeum było ogłoszenie na początku roku 2020 decyzji prezydenta Gdyni o zaprzestaniu finansowego wspierania Arki z budżetu miasta.
Rodzina Midaków w końcu wycofała się z Arki oddając po wybuchu pandemii swoje udziały w ręce agenta piłkarskiego Jarosława Kołakowskiego, który posadę trenera powierzył znanemu z pracy w Jagiellonii Białystok Ireneuszowi Mamrotowi. Po restarcie rozgrywek zespół grał wprawdzie znacznie lepiej, nie na tyle jednak, żeby odrobić straty i wybronić się przed degradacją. Dalsze losy klubu w dużej mierze zależą teraz od hojności władz miejskich Gdyni.
Najdłużej z tercetu spadkowiczów grała w ekstraklasie Korona, bo z roczną przerwą na karną degradację za udział w futbolowej korupcji od sezonu 2005/2006. W 2017 roku 72 procent akcji kieleckiego klubu wykupił za niewielka kwotę słynny przed laty niemiecki bramkarz Dieter Burdenski (pozostałe 28 procent zachowało miasto), ale 30 października 2018 roku odsprzedał je niemieckiej spółce „Korona Investment GmbH”, na czele której stoi Andreas Hundsdoerfer, który został nowym właścicielem klubu. Czy będzie nim nadal po spadku z ekstraklasy, przekonamy się niebawem.

Piast poskromił Legię

Trener Piasta Waldemar Fornalik niedawno w jednej z publicznych wypowiedzi stwierdził, że koronowanie Legii na mistrza już w marcu jest stanowczo przedwczesne. Były selekcjoner reprezentacji Polski uzasadnił swoją opinię w 26 kolejce, ogrywając stołeczny zespół na jego stadionie 2:1.

Drużynie Piasta co prawda trochę pomógł sędzia Jarosław Przybył, wyrzucając z boiska już w 10. minucie napastnika Legii Jose Kante, ale chociaż była to mocno kontrowersyjna decyzja, wynik, jak to się mówi, poszedł w świat. I jakimś specjalnym zaskoczeniem chyba nie jest, bo legioniści w tym sezonie przegrali z gliwiczanami już po raz drugi. W rundzie jesiennej, dokładnie 6 października ub. roku, Piast pokonał ich na własnym boisku 2:0, po golach Piotra Parzyszka i Jorge Felixa. Potem jednak stołeczny zespół zwarł szeregi i w kolejnych spotkaniach z 42 możliwych do zdobycia punktów wywalczył 34, co dało mu zasłużony awans na pierwsze miejsce. Piast przerwał ten zwycięski marsz i niewykluczone, że ośmieli tym inne zespoły.
Tu pojawia się ciekawostka – w poprzednim sezonie, w którym mistrzostwo ligi zdobył Piast, to Legia w sezonie zasadniczym dwukrotnie okazała się lepsza od gliwiczan, wygrywając z nimi na wyjeździe 3:1 (12 sierpnia 2018), a u siebie 2:0 (15 grudnia 2018). Ale w fazie play off warszawianie przegrali niespodziewanie na Łazienkowskiej 0:1. Tak na marginesie w poprzednim sezonie w siedmiu dodatkowych kolejkach w grupie mistrzowskiej zespół Waldemara Fornalika nie przegrał ani razu, notując sześć zwycięstw i jeden remis, natomiast Legia na finiszu wygrała tylko dwa spotkania, dwa zremisowała, a aż trzy przegrała.
W tym sezonie taki scenariusz rzecz jasna nie musi się powtórzyć, ale może. Do zakończenia rundy zasadniczej zostały cztery kolejki, zatem 12 punktów do zdobycia oraz siedem kolejek w fazie play off, czyli kolejne 21 „oczek”, co w sumie daje 33 punkty. A Legia po 26. kolejce przewodzi z dorobkiem 51 punktów i przewagą ośmiu nad drugim Piastem, dziewięciu nad kolejnymi w tabeli ekipami Cracovii, Śląska i Lechii oraz dziesięciu nad szóstą w stawce Pogonią. W takim ujęciu realne szanse na włączenie się do walki o mistrzostwo będą miały nawet dwa ostatnie zespoły w grupie mistrzowskie.
Podobnie rzecz się ma z rywalizacja w grupie spadkowej. Po 26 kolejkach wydaje się, że najmniejsze szanse na uniknięcie degradacji ma Łódzki Klub Sportowy, zwłaszcza po poniedziałkowej porażce 0:1 w Kielcach z Koroną. Łodzianie okupują ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 20 punktów i wprawdzie do 15. Arki mają tylko pięć, a do 14. Korony sześć „oczek” straty, lecz ponieważ z ligi spadną trzy ostatnie drużyny, to dla tego tercetu punktem odniesienia jest punktowy dystans do zespołu zajmującego pierwszą bezpieczną lokatę. W tej chwili wymarzone dla nich 13. miejsce zajmuje Wisła Kraków z przewagą pięciu punktów nad Koroną, sześciu na Arką i aż 11 nad ŁKS-em. Teoretycznie te straty są do odrobienia, ale ekipa „Białej Gwiazdy” musiałaby zacząć przegrywać mecze, podobnie jak wyprzedzające ją ekipy Górnika i Zagłębia. Aż takich cudów w polskiej piłce nie należy się jednak spodziewać.
Teoretycznie jednak wciąż jeszcze wszystko jest jeszcze możliwe, o ile rzecz jasna rozgrywki uda się doprowadzić do końca, co wobec dynamicznie rozwijającej się także w naszym kraju epidemii koronawirusa nie jest już takie oczywiste.