Do urzędu przez internet

Coraz więcej spraw załatwia się za pomocą komputera. Nie zawsze działa to bez zarzutu i nie dla wszystkich jest wygodne.
Wystąpienie pandemii COVID-19 i wprowadzenie przez rząd Prawa i Sprawiedliwości szeregu ograniczeń w funkcjonowaniu państwa spowodowało, że w wielu przypadkach internetowy oraz pisemny kontakt z administracją publiczną był jedynym naprawdę możliwym. Siłą rzeczy rośnie więc liczba osób zainteresowanych e-usługami udostępnianymi przez administrację publiczną. Służą do tego platforma ePUAP (Elektroniczna Platforma Usług Administracji) oraz Profil Zaufany. Ich utrzymaniem i rozwojem zajmuje się Ministerstwo Cyfryzacji.
Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła jednak nieprawidłowości w zarządzaniu przez Ministerstwo Cyfryzacji i Centralny Ośrodek Informatyki systemami ePUAP i PZ – głównie przy obliczaniu ich dostępności, która okazywała się niewystarczająca. Z kolei w urzędach miast i gmin nieprawidłowości dotyczyły przede wszystkim niepełnej informacji o e-usługach i trudności w ich znajdowaniu na stronach internetowych.
Ponadto, w większości tych urzędów nie zapewniono należytej organizacji zapewnienia ochrony informacji, co może stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa przetwarzanych informacji i ciągłości pracy urzędów.
Pandemia koronawirusa spowodowała znaczący wzrost liczby spraw załatwianych z wykorzystaniem platformy ePUAP oraz Profilu Zaufanego. W 2016 r. było ich w sumie w całej Polsce zaledwie 265 tys., w 2019 r. wielokrotnie więcej bo 137, 4 miliona spraw, zaś w pierwszej połowie 2020, pandemicznego już roku, liczba spraw urzędowych załatwianych przez internet osiągnęła prawie 99,5 miliona.
Rosnące zainteresowanie e-usługami wpływa na coraz większe obciążenie platformy ePUAP. „Dotychczas występowały wielokrotnie sytuacje, gdy była ona mało stabilna lub czasowo niedostępna” – stwierdza NIK.
Zapewnienie nieprzerwanego i sprawnego działania e-usług jest więc kluczowe dla prawidłowego funkcjonowania administracji publicznej oraz państwa polskiego w przestrzeni cyfrowej. Dla obywateli ważne jest zaś udostępnienie przez państwo jak największej liczby usług elektronicznych obejmujących najbardziej istotne sprawy przez nich załatwiane.
Jak wyglądał rozwój internetowych usług administracyjnych w Polsce? Otóż liczba rodzajów e-usług udostępnionych przez centralne organy administracji państwowej na terenie naszego kraju wzrosła z 72 (wedle stanu na 1 stycznia 2016 r.) do 148 (na 30 czerwca 2020 r.).
Podstawą określenia tego, jakie usługi elektroniczne należy przede wszystkim rozwijać, stało się badanie społeczne z 2016 r. Wskazano wówczas, że dla 61 proc. respondentów najważniejsze do załatwienia w Internecie było wydanie bądź wymiana dokumentów, dla 51 proc. były to sprawy związane ze zdrowiem (zapisy do lekarza, konsultacje online, recepta elektroniczna), a dla 45 proc. sprawy związane z rejestracją pojazdów.
Ponadto, 79,8 proc. badanych wskazało, że chciałoby otrzymywać od administracji publicznej powiadomienia o upływie terminu ważności dokumentu, a 69,9 proc. powiadomienia o dokumencie gotowym do odbioru. Wśród udostępnionych e-usług przez ePUAP najpopularniejsza była: „Sprawdź historię pojazdu”.
Jednocześnie, od 2016 r. ponad trzynastokrotnie wzrosła liczba osób posiadających profil zaufany. Minister Cyfryzacji kilkakrotnie przeprowadził kampanie promujące założenie takiego profilu. W kwietniu 2020 r., w związku z epidemią COVID-19, ministerstwo umożliwiło założenie tymczasowego profilu zaufanego, którego ważność wynosiła trzy miesiące. Było to możliwe za pośrednictwem Internetu, bez konieczności wizyty w urzędzie, jak też bez konieczności uwierzytelnienia się za pośrednictwem systemów bankowych. Weryfikacja tożsamości następowała w formie video-rozmowy z urzędnikiem. Do 30 czerwca 2020 r. założono 12 tys. takich tymczasowych profili zaufanych – które oczywiście już dawno stały się nieważne.
Natomiast w maju 2020 r. uruchomiona została aplikacja eDO App. umożliwiająca założenie i potwierdzenie profilu zaufanego oraz logowanie do usług e-administracji z wykorzystaniem e-dowodu oraz smartfona. Jak podaje NIK, do początków lipca 2020 r. tę aplikację pobrano 44 tys. razy i dokonano 3,8 tys. potwierdzeń profilu zaufanego za pomocą e-dowodu, a liczba logowań e-dowodem do usług administracji wyniosła 41 tys.
W sumie, liczba profili zaufanych w naszym kraju zwiększyła się z 654,7 tys. w 2016 r. do około 9 milionów obecnie.
Najwyższa Izba Kontroli podkreśla, że mimo dużego zaangażowania w tworzenie systemów ePUAP i profili zaufanych, Ministerstwo Cyfryzacji nie ustrzegło się nieprawidłowości. Przede wszystkim nie zapewniło niezależnej oceny prawidłowości, przygotowanych przez Centralny Ośrodek Informatyki, kalkulacji zwiększających koszty umowy na utrzymanie i rozwój ePUAP. W rezultacie zawartego aneksu do umowy dotyczącej m.in. utrzymania i rozwoju ePUAP oraz profilu zaufanego, koszty wzrosły o prawie 70 mln zł. Nie było to poparte żadnymi dokumentami potwierdzającymi przeprowadzenie weryfikacji wyceny przez pracowników ministerstwa lub przez ekspertów zewnętrznych niezależnych od COI. Zdaniem NIK, brak takiej wyceny i bazowanie wyłącznie na kalkulacji sporządzonej przez wykonawcę usługi stanowiły działania nierzetelne.
Nieprawidłowo przygotowano też zasady obliczania dostępności ePUAP oraz Profilu Zaufanego w umowach między Ministerstwem Cyfryzacji a Centralnym Ośrodkiem Informatyki. W umowach na utrzymanie tych systemów dostępność określono na poziomie 98 proc. dla systemu ePUAP oraz 99 proc. dla PZ.
Przyjęcie takich wartości oznacza możliwość zaistnienia całkowitej niedostępności każdej z usług przez 7,3 dnia w ciągu roku dla ePUAP oraz przez 3,6 dnia dla systemu PZ. Tymczasem, w opinii NIK, systemy ePUAP i Profilu Zaufanego, z uwagi na istotne znaczenie dla obywateli i dla funkcjonowania administracji publicznej, powinny mieć zagwarantowaną w umowach dostępność o wartości zbliżonej do bankowych systemów informatycznych, czyli wynoszącą 99,9 proc. – co jest szczególnie ważne w sytuacji epidemii COVID-19.
W umowach na utrzymanie obu tych systemów przyjęto zbyt wąską, zdaniem NIK, definicję „incydentu krytycznego”. Powoduje to, że awaria uzasadniająca klasyfikację jakiegoś zakłócenia jako incydentu krytycznego jest w praktyce trudna do zaistnienia. W rezultacie, przypadki istotnych utrudnień w dostępie użytkowników do systemów, bynajmniej nie były ujmowane jako incydenty krytyczne wpływające na poziom dostępności systemów. Według oficjalnych enuncjacji systemy te funkcjonowały zatem niemal bez zarzutu, zgodnie z PiS-owską propagandą sukcesu.
Ponadto, w umowach na utrzymanie systemów ustalono zbyt długie, maksymalne czasy obsługi problemów zgłoszonych przez użytkowników. Może to utrudnić korzystanie z ePUAP i PZ zarówno przez obywateli jak i urzędy.
Kolejną nieprawidłowością w zarządzaniu tymi systemami było niepełne wdrożenie w COI Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji. NIK nie kwestionuje starań Centralnego Ośrodka Informatyki co do pełnego wdrożenia wymaganej normy bezpieczeństwa. Liczy się jednak rezultat, którego wciąż brak. Dlatego Izba zwraca zwraca uwagę, że mimo upływu ponad czterech lat, tej normy wciąż nie wdrożono. COI nie przeprowadził też kompletnych testów bezpieczeństwa platformy ePUAP i Profilu Zaufanego. Tymczasem, w opinii NIK przeprowadzenie pełnych testów jest niezbędne dla potwierdzenia, że użytkowane systemy są bezpieczne. NIK zauważa jednak także, że przyjęte przez COI rozwiązania techniczne i organizacyjne zapewniają ciągłość działania systemów ePUAP i PZ w sytuacji „wystąpienia znaczącej awarii lub katastrofy”.
Oprócz Ministerstwa Cyfryzacji i Centralnego Ośrodka Informatyki kontrola NIK objęła też szereg urzędów miast i gmin. „Urzędy te udostępniały obywatelom od 10 do 232 usług na platformie ePUAP a sprawy wniesione drogą elektroniczną załatwiane były bez zarzutu” – stwierdza NIK. Warto przy tym zauważyć, że świadczenie przez jednostki samorządu terytorialnego e-usług, poza wyjątkami wynikającymi z ustaw, nie jest obligatoryjne – a jednak samorządy dążą zwiększania liczby internetowych usług administracyjnych, biorąc pod uwagę sprawy najczęściej załatwiane przez obywateli.
Pewnym problemem jest jednak brak w urzędach samorządowych Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji. Często w urzędach nie przeprowadzono obowiązkowych audytów bezpieczeństwa informacji. Samorządy miały wprawdzie własne regulacje dotyczące bezpieczeństwa, nie obejmowały jednak one wszystkich informacji jakie są przetwarzane w urzędach – i dotyczyły głównie ochrony danych osobowych. Zdarzało się też, że pracownicy, którzy już zakończyli pracę w samorządach, nadal mieli dostęp do systemów informatycznych tych urzędów, a ich konta były wciąż aktywne. Tymczasem, zgodnie z prawem takie uprawnienia powinny być odebrane im bezzwłocznie.
W trakcie kontroli ustalono też, że część pracowników miała możliwość zainstalowania na komputerach dowolnego oprogramowania, mimo że nie byli oni pracownikami służb informatycznych. „Taka sytuacja może grozić nieświadomym zainstalowaniem złośliwego oprogramowania np. w czasie przeglądania stron internetowych” – stwierdza NIK.
Izba wnioskuje do Ministra Cyfryzacji (którego zadania wykonuje obecnie premier Mateusz Morawiecki), aby przede wszystkim zmienił sposoby obliczania dostępności platformy ePUAP i Profilu Zaufanego, zmienił definicje incydentu krytycznego dla obu systemów oraz zapewnił rzetelną weryfikację kalkulacji kosztów projektów informatycznych. Można mieć jednak wątpliwości czy zapracowany premier, osłabiany dodatkowo walkami szarpiącymi obóz zjednoczonej prawicy, znajdzie czas na te pożądane działania.

Nie daj się wykluczyć (nowym podatkiem)

Planowane rozszerzenie opłaty reprograficznej, prowadzące do wzrostu cen urządzeń elektronicznych, zwiększy wykluczenie cyfrowe Polaków.
4,51 mln Polaków w wieku 16 – 74 lata (czyli 15,5 proc. tej grupy) nigdy nie korzystało z internetu. Jeszcze więcej osób z tego przedziału wiekowego (4,78 mln) nigdy w ogóle nie posługiwało się komputerem.
Pandemia SARS-CoV-2 spowodowała przeniesienie wielu aktywności do przestrzeni wirtualnej – co powinno spowodować, że poprawiają się kompetencje cyfrowe Polaków. Federacja Konsumentów twierdzi jednak, że stało się inaczej. Jak wskazuje ta organizacja, lockdown, a także inne ograniczenia życia społecznego i gospodarczego jakie miały miejsce w czasie pandemii pogłębiły cyfrowe wykluczenie mieszkańców naszego kraju.
Największe problemy z komunikowaniem się i korzystaniem z informacji za pośrednictwem komputera mają seniorzy, a także uczniowie, mieszkańcy wsi i niepełnosprawni. Mówi o tym raport Federacji Konsumentów pt. „Wykluczenie cyfrowe podczas pandemii. Dostęp oraz korzystanie z internetu i komputera w wybranych grupach społecznych”.
Pod względem wykluczenia cyfrowego w Unii Europejskiej gorsza sytuacja niż w Polsce jest jeszcze w sześciu państwach (Portugalia, Grecja, Rumunia, Chorwacja, Bułgaria i Włochy), ten sam wynik co my ma Litwa, a lepsza sytuacja jest w aż 19 krajach UE, w tym – jak widać – w niemal wszystkich z naszego regionu.
Wynik Polski (15 proc. mieszkańców niekorzystających nigdy z internetu) jest znacznie poniżej średniej dla państw UE, wynoszącej 9 proc. Pod względem liczby osób, które nigdy nie korzystały z komputera także zajmujemy 20. miejsce. Za nami jest ta sama szóstka państw, tylko w innej kolejności. Tu wynik Polski (19 proc.) również jest znacznie poniżej średniej unijnej wynoszącej 14 proc.
Najbardziej na wykluczenie narażone są oczywiście gospodarstwa domowe o najniższych miesięcznych dochodach (poniżej 2500 zł netto). Dominują one wśród wszystkich polskich gospodarstw nie posiadających dostępu do technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT).
Problem braku lub nieużywania komputera dotyczy w Polsce większej liczby osób niż problem braku dostępu lub nie korzystania z internetu. Wynika to z faktu, że w Polsce komputer stacjonarny nie jest już najpopularniejszym narzędziem do korzystania z internetu. 73 proc. internautów wykorzystuje do tego urządzenia mobilne, najczęściej smartfony. Wśród najczęściej wymienianych przyczyn braku dostępu do internetu w domu należy zauważyć zbyt wysokie koszty sprzętu (21,6 proc.) oraz zbyt wysokie koszty dostępu do sieci (14,7 proc.).

  • W ostatnich latach temat wykluczenia cyfrowego w Polsce nie był poruszany często, ponieważ trendy w tym zakresie były pozytywne. Jednak sytuacja zmieniła się w roku 2020 w wyniku zmian w życiu społecznym i gospodarczym. Naszą intencją jest pokazanie kto i dlaczego w Polsce nie ma dostępu i nie korzysta z technologii informacyjno-komunikacyjnych oraz w jaki sposób na ten stan rzeczy wpłynęła pandemia koronawirusa – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.
    Najbardziej spektakularnym przykładem wymuszonego wkraczania w wirtualną rzeczywistość było przestawienie niemal z dnia na dzień całego systemu edukacji z trybu stacjonarnego na zdalny.
    4,6 mln uczniów i 1,2 mln studentów zostało zmuszonych okolicznościami do udziału w lekcjach i wykładach wprost ze swoich domów. Do tego celu w zdecydowanej większości musieli wykorzystać własny sprzęt elektroniczny i łącza internetowe. Jak wskazuje Federacja Konsumentów, problem w tym, że aż 50-70 tys. uczniów w Polsce nie posiadało w domu żadnego komputera lub tabletu. 25 proc. uczniów (czyli ponad 1 mln uczniów) musiało współdzielić urządzenia z rodzeństwem, które w tym samym czasie miało lekcje on-line lub z pracującymi zdalnie rodzicami. Uniemożliwiało im to pełny udział w zdalnej edukacji.
    81 proc. dyrektorów szkół wskazało w badaniu FK, że główny problem edukacji zdalnej polegał właśnie na braku dostępu uczniów do odpowiedniego sprzętu. Zbyt wysokie koszty sprzętu i dostępu stanowiły barierę w posiadaniu dostępu do internetu w domu zwłaszcza dla gospodarstw domowych w mniejszych miastach i na wsiach.
  • Dziś ceny urządzeń w Polsce są niższe niż w państwach Europy Zachodniej, a mimo to dla wielu Polaków są jeszcze za drogie. To niezwykle ważna informacja z uwagi na planowane rozszerzenie opłaty reprograficznej na nowe urządzenia, takie jak smartfony, tablety, laptopy i komputery stacjonarne. Jakakolwiek podwyżka uderzy właśnie w najbiedniejszych, a to spowoduje, że próby ograniczenia wykluczenia cyfrowego będą skazane na porażkę. Od wielu miesięcy wskazujemy, że obecny czas w szczególny sposób nie sprzyja wprowadzaniu nowych obciążeń, w tym tzw. podatku od smartfonów – podkreśla Kamil Pluskwa-Dąbrowski.
    Dodaje on, że Federacja Konsumentów apeluje o porzucenie pomysłu obciążenia urządzeń elektronicznych nową daniną, która uderzy w polskich konsumentów. Co więcej, nie ma ona żadnego logicznego uzasadnienia, co zostało wypunktowane w liście do wicepremiera Piotra Glińskiego, dlatego tym bardziej mogą dziwić prace nad „podatkiem od smartfonów”.
    Wspomniany list Federacji Konsumentów zwracał uwagę, że bardzo niepokojąca jest zapowiedź wprowadzenia nowego podatku od urządzeń elektronicznych: smartfonów, tabletów, laptopów czy telewizorów z funkcją smart.
    Nowa opłata nałożona na smartfony, tablety, komputery i telewizory smart uderzy w konsumentów i zwiększy skalę wykluczenia cyfrowego Polaków. Tymczasem, sytuacja związana z pandemią pokazała, że nie do końca jako społeczeństwo jesteśmy technicznie przygotowani na włączenie się w system pracy, nauki czy po prostu codziennego funkcjonowania w trybie on-line. Stąd apel FK o całościowe przemyślenie systemu opłat reprograficznych.
    Jest to reakcja organizacji chroniącej prawa konsumentów na postulat Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, by wymienione urządzenia objąć opłatą reprograficzną. Miałaby ona trafiać do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (czyli głównie właśnie do ZAiKS-u), a za ich pośrednictwem częściowo do artystów. ZAiKS postuluje, by opłata wynosiła nawet 6 proc. i znalazła się w projekcie ustawy o zawodzie artysty zawodowego. „To oznacza niebotyczne i nieakceptowalne koszty dla polskiego społeczeństwa” – wskazuje Federacja Konsumentów.
    Za sprawą rozszerzenia opłaty reprograficznej do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi miałaby trafiać rocznie bardzo duża kwota sięgająca około 1 mld zł rocznie. To oznacza, że te pieniądze zostaną zabrane z naszych domowych budżetów.
  • W sytuacji, w której wszyscy się teraz znaleźliśmy, kiedy jeden laptop w domu okazuje się niewystarczający, te sprzęty stały się dobrem pierwszej potrzeby. To już nie jest jakieś ekskluzywne dobro służące rozrywce, każde gospodarstwo domowe go potrzebuje – i to często więcej niż jednej sztuki. Uważamy, że sięganie do kieszeni Polaków w takiej sytuacji jest mocno niepokojące – uważa prezes Federacji Konsumentów.
    W liście do ministra kultury FK stwierdziła, iż z niepokojem przyjęła jego publiczną deklarację, dotyczącą obłożenia konsumentów nowym podatkiem. Potrzebna jest rzetelna debata w tej sprawie, ponieważ w przekazach medialnych pojawiają się manipulacje, które wprowadzają społeczeństwo w błąd. Nieprawdą jest na przykład, że tylko w Polsce nie została wprowadzona opłata na smartfony i tablety. Na taki ruch nie zdecydowała się np. Łotwa, gdzie po przeprowadzeniu badań dotyczących rzeczywistego poziomu kopiowania dzieł na własny użytek, stwierdzono brak uzasadnienia do wprowadzenia podatku. W Wielkiej Brytanii oraz Finlandii podobny podatek został zniesiony i zastąpiony alternatywnymi rozwiązaniami. Również w Hiszpanii zbliżone rozwiązanie zostało już wycofane.
    Proponowana opłata będzie w rzeczywistości oznaczać kolejne opodatkowanie tego, za co już płacą konsumenci. Poza podatkami, z których artyści otrzymują dotacje, odbiorcy samodzielnie wybierają i opłacają przecież platformy streamingowe (np. Tidal, Spotify, Apple Music). Wypłacają one część zysku artystom, a ponadto polski rząd obciążył niedawno platformy VoD (np. Netflix, Ipla, Player) nowym podatkiem w wysokości 1,5 proc. W niedalekiej przyszłości czeka nas również implementacja przepisów dotyczących podatku cyfrowego, nad którymi pracuje Komisja Europejska i który będzie regulował kwestie dotyczące pozostałych platform.
    Sektor cyfrowy generuje coraz większe wynagrodzenia dla twórców, a honoraria autorskie w 232 organizacjach zrzeszonych w CISAC-u (Międzynarodowa Konfederacja Związków Autorów i Kompozytorów) osiągnęły rekordową wartość 9,7 miliarda euro. Kompozytor Jean-Michel Jarre, prezes CISAC-u, podkreślił w raporcie z listopada 2019 roku, że „Cyfrowa jest nasza przyszłość”.
    Nowe prawo w istocie dotknie przede wszystkim konsumentów, co będzie prowadzić do wzrostu cyfrowego wykluczenia, zwłaszcza w rodzinach mniej zamożnych. W dodatku to głębokie sięgnięcie do kieszeni Polaków ma nastąpić w momencie, kiedy konsumenci są w okresie wielkiej niepewności o swoje dochody na progu kryzysu gospodarczego. Urządzenia elektroniczne są potrzebne do zdalnej pracy, szukania możliwości zarobkowych. Miliony polskich dzieci potrzebują sprzętu typu laptop lub tablet do zdalnej nauki. Jedno takie urządzenie, zwłaszcza w rodzinach wielodzietnych, już nie wystarcza w rzeczywistości kształtowanej przez COVID-19.
    Ponadto możliwości finansowego wsparcia artystów już istnieją. Obecnie konsumenci płacą organizacjom artystów ponad 30 milionów złotych rocznie tylko z tytułu tzw. czystych nośników, czyli na przykład pendrive’ów czy dysków twardych. Ta danina dotyczy nawet papieru do kserokopiarek. W dodatku sam ZAiKS dysponuje obecnie około miliardem złotych wolnych środków, z których w ramach działalności statutowej tej organizacji mógłby uruchomić fundusz wsparcia artystów w czasie pandemii COVID-19. Jednak zdaniem FK, zarządzanie tymi środkami jest po prostu nieefektywne.
    Co więcej, pod rządami PiS trzeba pamiętać, że raz wprowadzony para-podatek zostanie z nami na zawsze. Opłata reprograficzna dotyczy rekompensowania konkretnych strat twórców. Co do zasady ma rekompensować twórcom straty ponoszone z powodu tego, że konsumenci zamiast kupować treści kopiują je i przechowują na użytek własny. Stąd trudno jest zrozumieć konkretne straty artystów, związane z zakupem i używaniem telefonów czy telewizorów. „Smartfony, tablety, laptopy czy telewizory nie są w obecnych czasach urządzeniami wykorzystywanymi do kopiowanie sztuki” – podkreśla Federacja Konsumentów.
    W rezultacie, nie ma logicznego związku pomiędzy zakupem smartfona a szkodą, którą poniesie jakikolwiek artysta. Konsumenci używają laptopów czy smartfonów do zupełnie innych celów. Korzystają głównie z treści pobieranych online z Internetu, komunikacji mailowej czy za pośrednictwem komunikatorów. Potwierdza to szybki rozwój platform cyfrowych.
  • W dzisiejszych czasach mało kto trzyma pliki muzyczne na swoim telefonie. Środowisko, które proponuje to rozwiązanie, w ogóle nie uwzględnia tych argumentów. Opiera się na stereotypie i opinii wyrobionej kilkanaście lat temu, kiedy nie mieliśmy powszechnego dostępu do internetu i kiedy podstawowym narzędziem była MP3. Ale ta sytuacja się już zmieniła, świat się scyfryzował – twierdzi prezes Kamil Pluskwa-Dąbrowski.
    Biorąc to wszystko pod uwagę, FK apeluje o sprawiedliwe traktowanie różnych branż i środowisk, szczególnie w kontekście finansowania z planowanego para-podatku funduszu emerytalnego artystów. I pyta, czy inne grupy społeczne też mogą liczyć na analogiczne rozwiązania?
    Dziś chodzi przede wszystkim o przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu w Polsce, co wymaga współpracy wielu podmiotów i środowisk. Niezbędne jest współdziałanie państwa, samorządów, sektora prywatnego i organizacji pozarządowych. Działania te powinny pomóc w zwiększaniu dostępu do sprzętu i infrastruktury (przede wszystkim wśród grup zagrożonych wykluczeniem) oraz zwiększaniu kompetencji cyfrowych Polaków.