Nominacje do nagrody Złotej Piłki

Tegorocznego laureata plebiscytu organizowanego przez redakcję „France Football” poznamy 29 listopada podczas uroczystej gali w Theatre du Chatelet w Paryżu. Na razie ogłoszono nominacje do nagrody „Złotej Piłki”. W gronie 30 piłkarzy znalazł się tylko jeden Polak – Robert Lewandowski.

Półki z trofeami zdobytymi przez Roberta Lewandowskiego uginają się pod ciężarem, ale w jego bogatej kolekcji wciąż brakuje „Złotej Piłki”. Przed rokiem, gdy zgarnął dosłownie wszystkie indywidualne i zespołowe laury, był murowanym faworytem do tej cenionej w pikarskiej branży nagrody. Ale francuski tygodnik odwołał swój plebiscyt pod pretekstem pandemii. Kapitanowi reprezentacji Polski na pocieszenie został bezdyskusyjny triumf w „FIFA The Best”, lecz jego marzenie, aby zostać pierwszym polskim laureatem „Ballon d’Or” pozostaje niespełnione. W tym roku nie udało mu się powtórzyć wyczynów z sezonu 2019/20. Triumfował z Bayernem tylko w Bundeslidze, a z Ligi Mistrzów odpadł już w ćwierćfinale i nie wygrał klasyfikacji strzelców Champions League. Pobił jednak strzelecki rekord Gerda Muellera, zdobywając 41 ligowych bramek, ale w kwietniu Bayern odpadł z Ligi Mistrzów i szanse Lewandowskiego na „Złotą Piłkę” zmalały, chociaż Champions League nie wygrał żaden z faworytów – Kylian Mbappe, Neymar, Leo Messi, Cristiano Ronaldo czy Erling Haaland.
W tych okolicznościach mistrzostwo Niemiec i tytuł króla strzelców Bundesligi zyskały na znaczeniu, bo żaden z wyżej wymienionych nie mógł się pochwalić taką kombinacją sukcesów. Tak więc przed rozpoczęciem mistrzostw Europy „Lewy” znów był jednym z faworytów do „Złotej Piłki”, ale odpadnięcie reprezentacji Polski już po fazie grupowej mocno obniżyło jego notowania, mimo iż wkrótce po nim z Euro 2020/21 odpadli też Cristiano Ronaldo, Mbappe czy N’Golo Kante, który wygrał z Chelsea Ligę Mistrzów.
W roku wielkich turniejów sukcesy klubowe schodzą na dalszy plan – dla jurorów liczy się przede wszystkim wynik na mistrzostwach Europy bądź świata. Wśród finalistów Euro 2020, Anglików i Włochów, próżno jednak szukać kandydata na laureata „Złotej Piłki”, choć w obu ekipach są zwycięzcy Ligi Mistrzów z Chelsea. Ostatnią przeszkodą Lewandowskiego na drodze do upragnionej nagrody jest Leo Messi, który w czerwcu poprowadził zespół Argentyny do triumfu w Copa America. Barcelona zdobyła co prawda tylko Puchar Króla, zaś z Champions League odpadła jeszcze wcześniej niż Bayern, lecz Messi z 30 golami został królem strzelców hiszpańskiej ekstraklasy, a w sumie zdobył dla zespołu „Dumy Katalonii” 38 bramek w 48 meczach i dorzucił 14 asyst.
Z osiągnięciami klubowymi Lewandowskiego Messi nie może się jednak równać. Polak strzelił 48 goli i zaliczył 9 asyst w 40 spotkaniach Bayernu. Argentyńczyk niedawno na łamach dziennika „L’Equipe” wyjawił, na kogo, jako kapitan reprezentacji Argentyny, odda swój głos w plebiscycie. „W Paris Saint-Germain jest dwóch piłkarzy, na których oddałbym głos – Neymar oraz Mbappe. Potem są zawodnicy, którzy mieli świetny sezon na poziomie indywidualnym, jak Lewandowski. Trudno stwierdzić, kto wygra” – przyznał skromnie Leo Messi.

Lista nominowanych:
Cesar Azpilicueta (Hiszpania, Chelsea Londyn), Nicolo Barella (Włochy, Inter Mwdiolan), Karim Benzema (Francja, Real Madryt), Leonardo Bonucci (Włochy, Juventus Turyn), Bruno Fernandes (Portugalia, Manchester United), Kevin De Bruyne (Belgia, Manchester City), Giorgio Chiellini (Włochy, Juventus Turyn), Cristiano Ronaldo (Portugalia, Juventus Turyn/Manchester United), Gianluigi Donnarumma (Włochy, AC Milan/Paris Saint-Germain), Phil Foden (Anglia, Manchester City), Pedri Gonzalez (Hiszpania, FC Barcelona), Erling Haaland (Norwegia, Borussia Dortmund), Jorginho (Włochy, Chelsea Londyn), Harry Kane (Anglia, Tottenham Hotspur), N’Golo Kante (Francja, Chelsea Londyn), Simon Kjaer (Dania, AC Milan), Robert Lewandowski (Polska, Bayern Monachium), Romelu Lukaku (Belgia, Inter Mediolan/Chelsea Londyn), Riyad Mahrez (Algieria, Manchester City), Lautaro Martinez (Argentyna, Inter Mediolan), Kylian Mbappe (Francja, Paris Saint-Germain), Leo Messi (Argentyna, FC Barcelona/Paris Saint-Germain), Luka Modrić (Chorwacja, Real Madryt), Gerard Moreno (Hiszpania, Villarreal CF), Mason Mount (Anglia, Chelsea Londyn), Neymar (Brazylia, Paris Saint-Germain), Ruben Dias (Portugalia, Manchester City), Mohamed Salah (Egipt, FC Liverpool), Raheem Sterling (Anglia, Manchester City), Luis Suarez (Urugwaj, Atletico Madryt).

Książka Roku „Brakująca Litera” 2020

W styczniu rozpoczęła się kolejna, czwarta już edycja niezależnego plebiscytu na polską Książkę Roku „Brakująca Litera” 2020, której patronuje Trybuna.

Większość książkowych rankingów opiera się na ilości sprzedanych egzemplarzy, napędzanej promocją danej publikacji. Najczęściej przy współudziale liczących się na rynku Wydawnictw oraz dzięki nie zawsze obiektywnym recenzjom. Zdarza się, że z powodu braku należytego rozgłosu wiele wartościowych książek przechodzi bez echa. Bywa, że dopiero czysty przypadek sprawia, że trafiają one, często po latach, do rąk Czytelników. Dlatego mając na względzie ów smutny fakt, organizatorzy wcielają w życie pomysł, krążący w świecie literackim od wielu lat, i kolejny raz prowadzą konkurs literacki w formie rankingu, zupełnie inny i niezależny od pozostałych.
Pragną dać szansę KAŻDEJ polskiej publikacji wydanej w minionym 2020 roku, nie tylko tej promowanej. Każdej, która z subiektywnych względów zapadła w serce Czytelników. Toteż zwracają się z gorącą prośbą o czynny udział w tym nietypowym przedsięwzięciu.
Pomóżcie zdecydować, które tytuły spod piór rodzimych twórców zgłoszonych w I etapie znajdą się w konkursowej TOPowej Dziesiątce polskich książek opublikowanych w 2020 roku. Nad wyłonioną głosami czytelników TOP10 pochylą się głowy jury, które wybierze spośród nich najlepszą pozycję roku 2020.
Zasady głosowania w II etapie:
• należy odszukać zakładkę Głosowanie na stronie plebiscytu: http://brakujaca-litera.pl/glosowanie-na-2020/
• głos oddaje się przez kliknięcie “lajka” po wcześniejszym najechaniu myszką na wybraną książkę;
• można oddać głos na jedną lub więcej książek;
• głosowanie jest dostępne z komputerów stacjonarnych, laptopów oraz tabletów, jest niedostępne z telefonów ze względu na ich zmienne adresy IP.
W tegorocznej edycji uczestniczy 114 książek. Na odwrocie każdej książki jest widoczna liczba oddanych na nią dotąd głosów. Lista 20 książek z aktualnie największą liczbą głosów jest widoczna poniżej menu po lewej stronie. Koniec II etapu upływa ostatniego dnia lutego, tak więc finałową dziesiątkę poznamy już niebawem.Więcej szczegółów można znaleźć zaglądając na stronę http://brakujaca-litera.pl/ oraz na Facebook https://www.facebook.com/brakujacalitera

Pisk myszy wyborczej

Kandydowałem w wyborach od 1997 roku. Wielokrotnie do Sejmu i do Parlamentu Europejskiego, ostatnio do Rady Dzielnicy, teraz do Rady Miasta Warszawy. Trzy razy byłem wybrany do Sejmu RP. Kampanie wyborcze zawsze aktywnie prowadziłem, wspierałem też innych kandydatów w czasie ich kampanii wyborczych.

 

Zawsze miałem poczucie i przekonanie, że uczestniczę w wyborach. Że ktoś chce poznać mnie i mój program. Zawsze byłem zapraszany na spotkania z Wyborcami. Dyskusje kandydatów publicznie prezentujących swoje programy i krytykujących konkurencyjne propozycje.
Dziennikarze i organizacje pozarządowe zawsze zmuszały mnie do wypełniania ankiet pozwalających społeczeństwu poznać mój program, kwalifikacje, charakter mój nawet.
Podczas wręczania moich ulotek wyborczych na bazarkach, piknikach, przy stacjach metra nieraz słyszałem emocjonalne komentarze pod moim adresem i liderów mojego ugrupowania.

 

Teraz poczułem, że nie uczestniczę w wyborach,

tylko w plebiscycie. Ankiet nie musiałem wypełniać, bo nikt nie proponował. Nie musiałem na pytania odpowiadać, nawet kiedy podczas konferencji prasowych zgłaszałem taką gotowość. Wyglądało na to, że potencjalni Wyborcy nie chcieli spotkać się ze mną. I z wieloma kandydatami również.
Rozdawane na ulicach gazetki, ulotki potencjalni Wyborcy przyjmowali, choć częściej odmawiali. Zwykle milcząco, bez komentarzy. Czasem bywałem rozpoznamy. „O pana to z telewizji znam” – i wtedy proponowano mi wspólną focie. Raz na koniec usłyszałem: „Bardzo pana lubię, panie Bryndal”.
Oczywiście można rzec, że taki jest los kandydującego do drugorzędnej Rady Miasta Warszawy. Z listy partii uznanej w mediach za trzeciorzędną. Robiącego kampanię w stołecznym Wilanowie i Ursynowie, dzielnicach uchodzących za siedliska sytych, odpornych na proponowane im „eventy”, anty lewicowych Warszawiaków.
Ale podobne poczucie braku zainteresowania mediów i wyborców słyszałem od innych kandydatów. Startujących nie tylko z listy „SLD – Lewica Razem”, ruchów miejskich, czy PSL. Także PO, a nawet PiS. Kandydujących nie tylko w Warszawie.
W Warszawie tegoroczne kampanie wyborcze żyły na poziomie wyborów na prezydenta miasta i wyborców do rad dzielnicowych.
Najczęściej na ulicach widoczni byli kandydaci do dzielnic. I ich materiały wyborcze. To oni zwykle stali z ulotkami lub zawieszali swoje plakaty na słupach. To ich ludzie nocami zrywali plakaty konkurentów.
Plakaty zwykle niezwykle podobnie do siebie. Bo zwykle komitetów lokalnych. O nazwach zwykle zawierających Ursynów lub Wilanów okraszony swojskim przymiotnikiem. Zwykle w tonacjach zielonych, uznanych w tym sezonie za „bezpartyjne”, i przyjaznych dla oczu. Z podobnymi, bo silnie retuszowanymi, zdjęciami kandydatów.
I podobnymi programami, czasem identycznymi, bo podobnie diagnozującymi najważniejsze potrzeby mieszkańców.
Kampania wyborcza do sejmików wojewódzkich nie istniała w mediach i na ulicach. Kandydujący tam najczęściej uśmiechali się z billboardów umieszczonych na tablicach i autobusach.
Kampanii wyborczej do Rady Miasta w mediach nie było, poza lakonicznymi informacjami. Na ulicach kandydatów było jak na lekarstwo, podobnie jak ich wizerunków na billboardach.
Poza Warszawą kandydaci do sejmików najłatwiej mogli się prezentować za pomocą billboardów, bo tam takie kampanie były tańsze niż w stolicy. Ale kampanie billboardowi są najmniej merytoryczne. Dlatego w krajach o wyższym stopniu demokracji są zakazane.
Po raz pierwszy nie miałem poczucia, że uczestniczę w wyborach.
Dlatego, że tegoroczne wybory  s a m o r z ą d o w e  zostały przez dwie największe partie polityczne, PiS i koalicję skupiona wokół PO, zredukowane do

 

politycznego plebiscytu.

Do wyboru pomiędzy partią pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego a koalicją Grzegorza Schetyny.
Plebiscytu toczonego na poziomie stołecznym przez bój wyborczy Rafał Trzaskowski – Patryk Jaki. Wzbogacanego mniej prestiżowymi, ale też politycznie ważnymi, plebiscytami w Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Lublinie, Białymstoku.
Wszędzie tam, a zwłaszcza w Warszawie, pozostali kandydaci zwykle prezentowani byli przez media, i te narodowo – katolickie i te liberalne, komercyjne, jedynie jako ewentualni przyszli sojusznicy dwóch najważniejszych kandydatów. W przyszłych drugich turach wyborczych.
Tak było przede wszystkim w Warszawie. Ale podobnie było też w innych miastach.
Wszędzie kampanie do sejmików wojewódzkich i innych samorządów przebiegały w cieniu politycznych plebiscytów. Kandydaci PiS na prezydentów miast kontra kandydaci koalicji anty PiS.
Wszędzie tam też żywa kampania toczyła się na szczeblach najniższych, czyli gmin, dzielnic, rad miejskich. Tam wybory miały rzeczywiście samorządowy charakter.
Plebiscytowy charakter wyborów sprawiał, że radykalnie zmalały szanse ugrupowań lewicowych, ruchów miejskich, PSL, Kukiz15 i radykalnej prawicy. Bo efektem plebiscytowego charakteru tych wyborów będzie zapewne wyższa, niż zwykle, frekwencja wyborcza. Co przy większościowym systemie liczenia głosów doprowadzi do podziału miejsc w samorządach przede wszystkim pomiędzy kandydatów PiS i PO+.
Zwłaszcza w sejmikach wojewódzkich.
Tu zgodne milczenie mediów wspierających PiS i mediów wspierających koalicję PO+ wywołuje podejrzenie, że obie konkurencyjne strony zawarły niepisaną zmowę polityczną. Skierowaną przeciwko wszystkim pozostałym partiom i ugrupowaniom wyborczym.
Takie splebiscytowanie wyborów samorządowych PO i PiS przećwiczyły wcześniej. Obie partie złamały ordynację i kodeks wyborczy zgłaszając wcześniej swych kandydatów na prezydenta Warszawy i wspierając ich bezprawną kampanię wyborczą.
Taki plebiscyt wyborczy napompował szanse koalicji PO+ i PIS. Redukował pozostałe partie i komitety wyborcze do roli biednych myszy wyborczych.
Jeśli sprawdzą się czarne prognozowane dla tych myszy wyniki, to w przyszłym roku kolejne wybory, te do parlamentu europejskiego i polskiego, też staną się plebiscytami.
Europejskie będą plebiscytem pomiędzy eurosceptykami z PiS i proeuropejską PO+.
Krajowe będą pomiędzy autorytarną i populistyczną prawicą PiS a demokratyczną, liberalna prawicą PO+.
Lewica może w ten sposób zostać obsadzona w roli biednej myszy wyborczej.
Lewica wystawiła w samorządowych wyborach kilka swych reprezentacji.
Bo jej liderzy chcieli realnie

 

„policzyć swoje poparcie”.

Niektórzy uwierzyli, że zyskają poparcie lewicowych, lecz jeszcze nie głosujących do tej pory Wyborców. Inni liczyli na przyjcie Mesjasza lewicy, nierzadko osadzając się w tej roli.
Czy uznali, jak przywódcy Powstania Warszawskiego, że ewentualna, dzisiejsza polityczna klęska okaże się przyszłym moralnym zwycięstwem? Fundamentem przyszłej, wielkiej, czystej ideowo lewicy polskiej?
Po obecnej kampanii – plebiscycie wiem, że w przyszłej, też pewnie plebiscytowej, kampanii wyborczej, lewicowe myszy pewnie nie zaryczą.
Jeśli szybko nie zaczną wspólnie pracować nad projektem politycznym

 

V Rzeczpospolita.

Socjalna i demokratyczna. Alternatywnej wobec III i IV Rzeczpospolitej.
Jeśli nie zbudują koalicji politycznej Lewica+.
Jeśli nie stworzą sieci współpracujących ze sobą mediów lewicowych. Alternatywnej wobec narodowo – katolickich TVP i PR wspierających PiS oraz komercyjnych mediów wspierających PO+.
Jeśli więcej energii, czasu i pieniędzy nadal będą przeznaczać na walki polityczne z lewicową konkurencją i plebiscyty na Miss Polskiej Lewicy.
Jeśli polska lewica nie wyciągnie wniosków z tego plebiscytu politycznego, to w przyszłym roku zobaczymy niezwykle zjawisko.
Jak polityczne myszy same sobie zakładają pułapkę.

 

Pierwsza wersja artykułu ukazała się na portalu strajk.eu.