Co się dzieje na poczcie?

We Wrocławiu odbyła się konferencja prasowa, na której posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk działając w imieniu Biura Interwencji Obywatelskich oraz Społeczny Rzecznik Praw Obywatelskich Piotr Ikonowicz nagłośnili sprawę zwolnień w Poczcie Polskiej. Posłanka i aktywista poinformowali o skierowaniu sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy.

– Dla Lewicy jest jasne, że choroba pracownika to nie jest wina. Zwolnienie z pracy nie może być karą za chorobę. Kiedy docierają do nas informacje takie jak ze strony pracowników Poczty Polskiej, że kobieta, która straciła zdrowie poprzez wypadek podczas pracy, później musiała udać się na rehabilitację, a teraz otrzymuje informację, że bez okresu wypowiedzenia zostaje z dnia na dzień zwolniona w samym środku pandemii, nie możemy nie reagować – informowała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. – Nie może być tak, że spółka skarbu państwa, która w czasie pandemii otrzymała niemal 420 milionów złotych wsparcia, pieniędzy które miały być przeznaczone na zachowanie miejsc pracy, a decyduje się na zwolnienia, bo pracownicy chorują, dlatego że chorują w wyniku wypadku przy pracy.

Posłanka zapowiedziała zawiadomienie Państwowej Inspekcji Pracy o sytuacji w Poczcie Polskiej.

Polityczka wymieniła również działania parlamentarne, którymi zajmuje się, by bronić praw pracowniczych i dodała, że działaia członków klubu Lewicy nie kończą się w Sejmie.

Głos zabrał również Piotr Ikonowicz, który domagał się zwiększenia przestrzegania rygoru epidemicznego w zakładach pracy. – Jesteśmy głęboko przekonani, że jednym z powodów, dla których w Polsce tak trudno jest radzić sobie z pandemią jest, związana nie tylko z tym trudnym okresem epidemicznym, gotowość ludzi pracy do świadczenia pracy mimo choroby. Jest nacisk pracodawcy i on się zaczął przed pandemią. Ludzie z chorobą, z gorączką łazili do pracy, bo się bali ją stracić. Pracodawca we własnym dobrze pojętym interesie powinien unikać, żeby do pracy przychodzili ludzie chorzy. Dlaczego przed zakładami pracy nikt nie mierzy temperatury? Przecież to prosty numer. To znaczy, że oni się godzą i oni chcą, by ludzie przychodzili do pracy chorzy – tłumaczył aktywista. – Nigdy dotąd sprawy pracownicze nie były tak powiązane z interesem zdrowia publicznego. Przerażające są statystyki mówiące, że dziennie umiera kilkaset osób z powodu COVID. Media są pełne informacji, co zrobią z tym przedsiębiorcy, troską o przedsiębiorców. To ma sens, bo dobrze, by życie gospodarcze nie zamarło. Ale gdzie jest troska o pracowników? – pytał retorycznie Społeczny RPO.

Poczta, pandemia, przyszłość

– Podstawowym problemem poczty jest brak ciągłości i realizacji wdrażanych strategii rozwoju. Jeśli za jakiś czas zmieni się zarząd Poczty Polskiej S.A., zapewne wdrażana zacznie być całkiem inna, nowa strategia zgodna oczywiście z wizją nowego prezesa. Tak przynajmniej było jak dotąd za każdym razem – mówi Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, w rozmowie z Wojciechem Łobodzińskim.

Ostatnio o Poczcie Polskiej było głośno, kiedy PiS zamierzał przeprowadzić wybory korespondencyjne. Ale temat upadł i poczta znowu przestała być interesująca dla głównego nurtu. A przecież drugi lockdown musi odbijać się na niej i na pracownikach…

Od wybuchu pandemii i ogłoszenia pierwszego lockdownu chyba najważniejszą zmianą na poczcie były jednak zmiany osobowe na kluczowych stanowiskach w firmie. Zresztą roszada kadrowa trwa do dziś.
A pracownicy? Są zmęczeni, zniechęceni i się boją. Koronawirus nie omija listonoszy i pracowników urzędów pocztowych, wiem, że były nawet przypadki śmiertelne. Tymczasem kierownictwo państwowej spółki wciąż wywiera na nich naciski, by utrzymywali kontakt z klientami, sprzedawali, co tylko się da.

Lockdown nie sprawił, że poczta wpadła w jeszcze gorsze kłopoty finansowe?

Trudno mi mówić o sytuacji ekonomicznej firmy, gdyż od chwili zwolnienia mnie dyscyplinarnie z pracy, ja i mój związek zawodowy, WZZPP jesteśmy przez pracodawcę izolowani w każdym aspekcie. Nie zaprasza się nas na spotkania, odpowiedzi udzielane na nasze pisma przychodzą z dużym opóźnieniem i nie dotyczą poruszanych przez nas zagadnień. Staramy się w inny sposób zdobywać szereg informacji i danych. Wielu pracowników z centrali spółki wspiera nas w tym – dają w ten sposób wyraz, że nie ze wszystkim, co robi szeroko rozumiane kierownictwo się zgadzają.
Niewątpliwie ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarki – pomimo że Poczta Polska świadczy bez zmian wszystkie usługi – mają negatywny wpływ na firmę. Wielu prywatnych przedsiębiorców albo w ogóle zaprzestała korzystać z usług poczty, albo znacznie je ograniczyła. Niektórzy w ogóle zwinęli działalność, więc tym bardziej nie wysyłają już listów, ani przesyłek.

To oczywiście przekładać się będzie na sytuację ekonomiczną Poczty. Obawiam się, że w 2021 roku dojdzie do masowej redukcji zatrudnienia, wbrew zapewnieniom kierownictwa firmy. Samo zaklinanie rzeczywistości nie pomoże.

Zaprzepaszczono utrzymanie wysokiej pozycji Poczty Polskiej w rynku KEP, czyli przesyłek kurierskich, paczek. W porównaniu do konkurencji w tym segmencie rynku państwowa poczta wypada bardzo słabo, a przecież wskutek ograniczeń w handlu i przemieszczaniu się nastąpił bardzo duży wzrost zakupów przez Internet. Była realna potrzeba, żeby odpowiedzieć na potrzeby ludzi i zaoferować lepsze usługi w tym zakresie. Pocztę zdystansowały jednak firmy kurierskie, a ja odnoszę wrażenie, że kierownictwo Poczty Polskiej pogodziło się z tą porażką. Obecnie Zarząd PP S.A. stawia na rozwój e-doręczeń i cyberbezpieczeństwo.

Pocztę czeka najpewniej spora restrukturyzacja, został uruchomiony program dobrowolnych odejść z firmy…

Właśnie. Restrukturyzacja. Pracownicy nie wiedzą, jakie kroki będzie podejmował zarząd firmy, jak te kroki wpłyną na stabilność zatrudnienia, na poziom wynagrodzeń. Tak samo nie wiemy, jaka jest wielkość planowanej redukcji zatrudnienia w ramach wspomnianego programu dobrowolnych odejść. Padają różne dane i ciężko jest je zweryfikować. Program ten został skierowany do pracowników administracji i tych, którzy mają dodatkowe źródło utrzymania. Wysokość odszkodowań za dobrowolne odejście to maksymalnie 9-krotność wynagrodzenia, czyli efektywność tego programu dla poczty odczuwalna będzie dopiero praktycznie za rok.

A co przez ten czas? Co z pracownikami? W piśmie kierowanym do kierownictwa spółki przed wdrożeniem planu zadaliśmy proste pytanie. Co firma będzie miała do zaoferowania tym pracownikom, którzy z niego nie skorzystają i będą kontynuować zatrudnienie?

Odpowiedzi nie poznaliśmy do dziś. Głęboka cisza.

Czy związki zawodowe jakkolwiek reagują na groźbę zwolnień?

Trudno mi wypowiadać się za inne związki działające w Poczcie Polskiej, jednak ja nie dostrzegam z ich strony takiej aktywności. Możliwe, że podejmują jakieś decyzje, działania, o których mi nie wiadomo. WZZPP porusza ten temat w przestrzeni publicznej, zadaje pytania, przygotowujemy dalszą strategię, mamy też nadzieję, że chociaż naszym członkom w przypadku zagrożenia utraty miejsca pracy będziemy w stanie skutecznie pomagać tak, jak robiliśmy to dotychczas. Gdybyśmy mieli większe poparcie załogi, udałoby się zrobić o wiele więcej.

Jak znoszą tę sytuację pracownicy?

Niepewność, brak poczucia stabilizacji wywołuje emocje. Negatywne emocje. To znów przekłada się na jakość świadczonej pracy. Szkoda, że kierownictwo spółki tego problemu stara się nie dostrzegać, a nawet jeśli ten problem jest im znany, to jest lekceważony. To tym bardziej wzmaga frustrację i z każdym miesiącem, atmosfera staje się coraz bardziej trudna do wytrzymania. Część pracowników odchodzi z firmy, bo nie widzi żadnych perspektyw na poprawę. Może to i jest w jakimś stopniu strategia władz spółki? Oszczędzać przez taką pokrętnie zainspirowaną redukcję zatrudnienia?

W kontekście strategii – w mediach można usłyszeć o nowych ścieżkach rozwojowych wytyczonych przez prezesa Tomasza Zdzikota. Może jednak ma on jakąś poważną wizję przyszłości Poczty Polskiej?

Prezes Zdzikot, stawia na rozwój cyberbezpieczeństwa, budowę własnego software house, które ściśle się wiąże z nowo przyjętą ustawą o e-doręczeniach. Rozumiem i doceniam prywatne zainteresowania pana prezesa Zdzikota cyberbezpieczeństwem czy tworzeniem nowoczesnego oprogramowania, tylko nie jestem pewien, czy prywatne zainteresowania winne być priorytetem w budowaniu pozycji Poczty Polskiej i rzekomym jej umacnianiu na rynku.

Możliwe, że jest to słuszny kierunek, tylko znów pozostają bez odpowiedzi kluczowe w mojej ocenie pytania. Skąd prezes Zdzikot zamierza pozyskać pieniądze na wdrożenie w życie tego programu? Co w przypadku, gdy w 2025 r. Poczta Polska nie wygra przetargu na kolejne lata świadczenia usługi e-doręczenia? Co z usługami KEP? Gdzie inwestycje w ten segment utrzymania usług – przecież bardzo potrzebnych – na rynku?

Podstawowym problemem poczty jest brak ciągłości i realizacji wdrażanych strategii rozwoju. Załóżmy, że za 6 miesięcy zmieni się zarząd Poczty Polskiej S.A. i wdrażana zacznie być całkiem inna, nowa strategia zgodna oczywiście z wizją nowego prezesa. Tak bynajmniej było jak dotąd za każdym razem.

Wizje, tak jak prezesi, pojawiają się i upadają?

W Poczcie Polskiej przepracowałem ponad 28 lat. Przewinęło się w tym czasie wielu dyrektorów generalnych, prezesów. Opracowywane przez nich czy nawet wdrażane strategie w większości przypadków nigdy nie zostały ukończone. Każdy z nas może przedstawiać wizje, perspektywy, plany i w cudowny sposób przepowiadać przyszłość, tylko nie o to chodzi. Wolałbym, by zamiast wielu pięknych słów, zaklinania rzeczywistości, widoczne były realne działania i ich skutki.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy wielokrotnie ja osobiście, a także Zarząd WZZPP, podejmowaliśmy szereg prób, by spotkać się z osobami z kierownictwa spółki, porozmawiać, przedstawić jeszcze szereg innych naszych uwag, zastrzeżeń, spróbować to wyjaśnić wewnątrz firmy, ale niestety to się nie udało i nie udaje. Stąd decyzja o poruszaniu szeregu spraw na forum publicznym.

Na koniec spytam o nastroje pracowników poczty i związkowców wobec Strajków Kobiet, które wstrząsnęły naszą rzeczywistością polityczną. Czy można na Poczcie, która zatrudnia przecież wiele pracownic, zobaczyć wzmożenie polityczne, jak ludzie ustosunkowują się do protestów?

W Poczcie Polskiej pracuje około 80 tys. ludzi, kobiety to zdecydowana większość. Niektóre dają do zrozumienia, że utożsamiają się podjętymi w ramach Strajku Kobiet działaniami. Bardzo wiele z nich przesyła mi nawet zdjęcia z marszy, w których biorą aktywnie udział. Wiem też, że pracownicy rozmawiają na ten temat między sobą. Oczywiście w tak dużej grupie pracowników zdania będą podzielone, zapewne część załogi nie popiera demonstracji.

Staram się nie mieszać działalności związku do bieżących wydarzeń politycznych, co nie oznacza, że Członkowie Zarządu WZZPP, jako obywatele nie mogą mieć i wyrażać swoich poglądów. Ja je również mam. Z postulatami Strajku Kobiet dotyczącymi kwestii zatrudnienia, wynagrodzeń – wyrównania wynagrodzeń kobiet do poziomu wynagrodzeń mężczyzn, likwidacji umów śmieciowych itd. w pełni się utożsamiamy.

Gospodarka 48 godzin

Kara za błąd
Posiadacze samochodów sygnalizują, że rośnie liczba przypadków, kiedy auto nie może być dopuszczone do ruchu z powodu błędnego spisania licznika. Zwykle dzieje się tak, gdy najpierw, najczęściej podczas kotroli drogowej, policjant mylnie zawyży liczbę przejechanych kilometrów oraz wprowadzi te dane do bazy. Jeśli potem, choćby podczas obowiązkowego przeglądu technicznego, okaże się, że stan licznika faktycznie jest niższy, właścicielowi auta może grozić odpowiedzialność karna za jego cofanie.
Poczta traci
Źle się dzieje w przejętej przez PiS Poczcie Polskiej. Jak podała firma, spadek liczby usług listowych, które są głównym źródłem przychodów, w pierwszych czterech miesiącach 2020 r. wyniósł 21 proc. Z powodu zamrożenia gospodarki przez rząd, znacznie zmniejszyły się rozmiary korespondencji urzędowej, którą dostarczała Poczta Polska, zaś na rynku listów prywatnych firma cały czas boryka się z konkurencją mniejszych firm doręczycielskich. W związku ze zmniejszeniem przychodów Poczta Polska nie wypłaci premii managerom wysokiego i średniego szczebla. Poza tym czeka ich także obniżenie wynagrodzeń przez trzy miesiące, które obejmie również – choć w nieznacznym stopniu – szeregowych pracowników, nie ponoszących żadnej odpowiedzialności za kłopoty poczty. Obniżka wynieść ma od 1 do 10 proc. Wynagrodzenia zarządu Poczty Polskiej zostaną obniżone na trzy miesiące (od lipca do września) o 10 proc. Pobory kadry menedżerskiej wysokiego i średniego szczebla (ok. 250 osób) spadną w tym czasie o 5 proc. Najmniej dotknięci zmianą byliby pozostali pracownicy, których wynagrodzenia spadłyby jedynie o 1 proc. przez 3 miesiące.
Apetyt na prowizję
Firma bankomatowa Euronet wprowadziła poważne utrudnienia dla osób korzystających z jej bankomatów. Ograniczyła bowiem wypłatę gotówki z sieci swoich bankomatów. Jednorazowo z bankomatu Euronetu wypłacić można obecnie 1000 zł. Wprawdzie w ciągu dnia jeden klient może pobrać większą kwotę, ale musi wtedy powtarzać kilkakrotnie transakcję – czyli przykładowo, jeśli 4000 zł, to cztery podejścia do bankomatu. Wcześniej taką kwotę można było wyjąć za jednym razem. Amerykański potentat (Euronet powstał na Węgrzech, a potem został przejęty przez inwestorów z USA) tłumaczy, że wprowadził takie utrudnienia, gdyż mieszkańcy naszego kraju za dużo pobierali pieniędzy: “Z uwagi na znaczny wzrost wartości jednostkowej wypłaty gotówki w ostatnich miesiącach wprowadziliśmy w części naszych urządzeń tyczasowy limit jednorazowej transakcji”. To tłumaczenie oficjalne, ale w rzeczywistości chodzi o to, że od każdej operacji bankomatowej Euronet dostaje prowizję – więc im więcej będzie tych transakcji, tym bardziej wzrosną przychody firmy. Taką prowizję płacą wszyscy klienci korzystający z usług bankomatów Euronetu, choć większość z nich pośrednio – to znaczy, że ich bank zabiera od nich prowizję po czym przekazuje ją Euronetowi.

Nasz przyjaciel listonosz

Oczywiście nie pamiętam jak nazywał się listonosz, którego spotkałem jako pierwszego w swoim życiu. Zaś ten, którego dobrze zapamiętałem z dzieciństwa na pewno nie był pierwszym.

Panowie w uniformach budzili respekt jak u każdego dziecka. Prym wiedli niewątpliwie strażak, kominiarz, ale także elektryk, który co prawda nie miał specjalnego stroju, miał za to raki – nakładane na buty metalowe półobręcze wyposażone w ostre kolce. Dzięki nim, z pomocą specjalnego jeszcze pasa, mógł wdrapywać się na sam wierzchołek drewnianego słupa elektrycznego, aż tam gdzie były umieszczone porcelanowe izolatory, do których mocowano druty wysokiego napięcia. Tak mi imponowała jego praca, że pytany kim chciałbym zostać gdy dorosnę, najczęściej odpowiadałem, iż właśnie takim panem, który wspina się po słupach elektrycznych.

Później nieco zaimponował mi listonosz. Niekoniecznie chciałem nim być w przyszłości, ale w jakimś sensie podziwiałem jego pracę, widząc że jest szanowany przez tych, którym przynosi emeryturę, wszelkiego rodzaju przesyłki pocztowe, dobre i smutne wiadomości, którymi odbiorcy często dzielili się z listonoszem. Ten, który niemal codziennie odwiedzał nasz dom przynosił emeryturę dziadka Witolda i prenumerowaną przez niego prasę; pamiętam nieistniejące już w większości tytuły – Poznaj Świat, Poznaj Swój Kraj, Widnokręgi, Problemy, Świat, Przekrój… Przynosił także sporo listów z kolorowymi znaczkami, w tym od rozrzuconej (w konsekwencji II wojny) po świecie rodziny: Eugenii Korfantowej z USA, Neli Tomaszewskiej z Australii oraz Ireny i Tadeusza Sągajłłów z Londynu. Ci ostatni przysyłali także na każde święta paczuszkę z trudno wówczas w Polsce osiągalnymi delicjami: figi, daktyle, oliwa, czekolada, kawa… Zaś w okolicy Barbórki dziadek otrzymywał życzenia, w których tytułowany był „Szanownym Panem Prezesem” i „Nestorem polskiego górnictwa”.

Ten sam listonosz przyniósł mi przesyłkę z Polskiego Radia, nagrodę w konkursie historycznym dla dzieci. Po 60 latach pamiętam, iż zagadki w tej audycji zadawał Kazimierz Wichniarz, a otrzymana książka to „Szwedzi w Warszawie” Walerego Przyborowskiego.

Nasz pan listonosz bywał zapraszany na herbatę, a w dniu w którym przynosił emeryturę dziadka otrzymywał kilkuzłotową końcówkę z kwoty przekazu. Między listonoszem a moją rodziną wytworzył się rodzaj intymnej relacji, zbudowane zostało zaufanie; on wiedział w równym stopniu co adresaci, od kogo i jak często przychodzą listy, przekazy i innego rodzaju przesyłki. Odbiorcy zaś byli ufni, że listonosz wiedzę tę zatrzymuje dla siebie, bo przecież jeśli kogoś to interesowało, to wiedzę tę mógł posiąść i zapewne posiadał wcześniej. Listonosz był więc i jest nadal dla mnie osobą godną zaufania, godną wejścia w krąg osób bliskich, choć przecież obcych. Z listonoszem, bardziej niż na przykład ze sprzedawczynią w sklepie, czy pracownikami urzędów, wymieniamy się mniej lub bardziej okazjonalnymi wypowiedziami, czy uwagami nie tylko o pogodzie. Wtedy, przed sześćdziesięciu laty, było to więcej – rozmowy o zdrowiu, o rodzinie, choć bardziej listonosza niż naszej. O naszej wiedział on zapewne więcej z kopert, które przynosił, widząc kto do kogo pisał listy. Więcej wiedzy dostarczać mogły kartki pocztowe, z rosyjska zwane otkrytkami. Na kartkach tych, dziś już znacznie rzadziej używanych, treść korespondencji była dostępna dla każdego. Nie twierdzę, że nasz listonosz czytał treść tych kartek, ale nawet mimochodem jakaś część korespondencji, z założenie nie tajonej przecież przez nadawcę, w końcu świadomie wybrał tę formę, mogła być listonoszowi znana.

Tak czy siak, był listonosz kimś w rodzaju niemal domownika, osoby bliskiej, zaufanej, dopuszczanej do pewnych rodzinnych tajemnic, jak choćby wysokość emerytury dziadka, czy częstotliwość otrzymywanych listów zza żelaznej, jeszcze wtedy, kurtyny. A wówczas, sześćdziesiąt lat temu miało to pewne znaczenie. Taki stosunek do listonosza, utrwalony w dzieciństwie, pozostał mi do dziś. Nie chciałbym go zmieniać.

Gdy piszę ten felieton, nie wiem jeszcze w jakiej rzeczywistości znajdę się 10 maja. To niebywałe, że na mniej niż tydzień przed datą wyborów społeczeństwo nie wie nic o tym czy w ogóle i w jakiej konwencji odbędą się wybory. To znaczące, że informację o ewentualnej dymisji rezydenta Pałacu Prezydenckiego, niezależnie od tego czy prawdziwej czy nie, dementuje wicepremier. Pisałem poprzednio, że w praktyce politycznej PiS łamane są nie tylko zasady trójpodziału władzy, ale też zacierane kompetencje pomiędzy poszczególnymi ośrodkami władzy. Wicepremier wystąpił bowiem jako rzecznik prezydenta, lub nawet rzecznik prezesa. No ale skoro zastępuje już Państwową Komisję Wyborczą… I teraz ten właśnie wicepremier ma zadanie zmusić zaprzyjaźnionego pana listonosza by kontrolował on mój stosunek do obowiązków obywatelskich. By wymusił na mnie oczekiwane przez władzę zachowanie wobec naruszanego i manipulowanego prawa wyborczego.

Bądźmy jednak życzliwi dla listonoszy, bo jak wieść niesie, oni akurat nie palą się do pomysłu wykorzystania ich jako pośrednika pomiędzy głosującym a… No właśnie, a kim? Bo do tej pory, głosując zawsze od kiedy nabyłem do tego prawo, wiedziałem do kogo trafi mój głos, kto weźmie do ręki wypełnioną przeze mnie kartę do głosowania. Teraz nie wiem, a podejrzenia są jak najgorsze. Dopóki się ich nie pozbędę, branie udziału w tak przygotowanych wyborach budzi moją głęboką odrazę.

Czy ktoś chroni nasze dane osobowe?

W dniu 2 maja br. posłowie na Sejm RP Hanna Gill-Piątek oraz Marek Rutka, złożyli wniosek o przeprowadzenie kontroli przez Najwyższą Izbę Kontroli w związku z bezczynnością Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Poczta Polska S.A. bez żadnej kontroli organów władzy publicznej otrzymała dostęp do 30 mln bazy rekordów danych PESEL oraz spisy i rejestry wyborców z części gmin. Pomimo wielu interwencji poselskich, w tym opisywanej na łamach „Dziennika Trybuna” interwencji posłanki Lewicy Hanny Gill-Piątek, Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych przejawia kompletną obojętność na ten fakt. Do reakcji nie przekonuje go też ogromne zainteresowanie mediów tematem wyborów i społecznej zaniepokojenie – ludzie zwyczajnie boją się, że ich dane mogłyby wpaść w niepowołane ręce! Spokojnemu przyglądaniu się przygotowaniom do takiego głosowania nie sprzyjają również doniesienia a to o pracowniku firmy kompletującej pakiety wyborcze, który zaraził się koronawirusem, a to o kartach, które w Głogowie wypadły na chodnik i musiała je zbierać policja…

W przekonaniu sejmowej Lewicy prezes UODO w takiej sytuacji powinien stanowczo zabrać głos,, a jednak zwyczajnie chowa głowę w piasek.
– Dlatego też składamy wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o kontrolę działań dotyczących ochrony danych osobowych Polek i Polaków będących w posiadaniu Poczty Polskiej S.A. oraz jej agentów – powiedziała posłanka Hanna Gill-Piątek

Poczta nie jest od wyborów

– Poczta Polska nie ma żadnych ustawowo określonych zadań w realizacji wyborów na urząd Prezydenta RP. Póki nie otrzyma takich uprawnień, samorządowcy mogą spać spokojnie. Postępują słusznie i w niekontrolowany sposób nie udostępniają spisu i rejestru wyborców pracownikom Poczty Polskiej S.A. – dodał poseł Marek Rutka.
W liście do prezesa NIK Mariana Banasia posłowie podkreślają, że powstał już szereg opinii prawnych, w myśl których pozyskiwanie, przetwarzanie i dalsze udostępnianie danych przez Pocztę Polską jest zwyczajnie bezprawne.

Dane osobowe zagrożone?

Posłanka Lewicy Hanna Gill-Piątek wnioskuje do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o przeprowadzenie kontroli udostępniania i przetwarzania danych osobowych w związku z organizacją wyborów korespondencyjnych.

Do 23 kwietnia 2020 r. włodarze 2477 gmin w Polsce otrzymali żądanie udostępnienia rejestru i spisu wyborców przez Pocztę Polską S.A. na podstawie art. 99 ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Publiczny operator pocztowy otrzyma 30 mln rekordów zawierających dane osobowe wyborców (imię i nazwisko, nr PESEL, adres zamieszkania, data urodzenia). Jest to bez wątpienia jedna z największych baz danych w Polsce. Duża część autorytetów prawniczych stoi na stanowisku, iż żądania Poczty Polskiej S.A. o przekazaniu rejestru i spisy powszechnego wyborców są pozbawione podstaw.

Dane dla każdego

Kto będzie miał dostęp do jednej z największych w Polsce bazy danych? Jak się okazuje, szansę ma każdy. „Agentem pocztowym może zostać każdy przedsiębiorca – osoba fizyczna lub prawna, który zobowiązuje się w ramach umowy agencyjnej do zawierania umów na świadczeniu usług w imieniu Poczty Polskiej S.A.” – za stroną internetową Poczty Polskiej. Dlatego posłanka Lewicy zawnioskowała do prezesa UODO o przeprowadzenie pilnej kontroli.

– Już raz Poczta Polska S.A w podejrzany sposób otrzymała dane osobowe – szczególnie wrażliwe – osób będących w kwarantannie bez żadnej podstawy prawnej – przypomniała Hanna Gill-Piątek. Posłanka razem z grupą innych posłów Lewicy wystosowała w tej sprawie interpelację. – Doręczyciele i pracownicy bezpośrednio stykający się z przesyłkami, którzy jednocześnie mają wgląd do wykazu adresów osób znajdujących się w kwarantannie, mogą łatwo powiązać informacje i de facto mają w ten sposób dostęp do danych wrażliwych. W jaki sposób obywatele są zabezpieczeni przed nadużyciami związanymi z ewentualnym niewłaściwym użyciem tych danych? – czytamy w niej.

Wielki przeciek?

Teraz na cito 30 mln rekordów z danymi Polek i Polaków ma być przesyłanych w plikach tekstowych przez gminy do Poczty Polskiej. Nie wiemy kto ma mieć do nich dostęp, czy są powielane, w jaki sposób są przekazywane podwykonawcom Poczty Polskiej. Instytucje kontrolne państwa prawa abdykowały, dostęp do informacji publicznej został wstrzymany dla mediów i obywateli. Zostało jedynie kilkuset posłów opozycji. Część z nich niestety zajęta jest teraz paktowaniem z Gowinem – stwierdziła posłanka. Gill-Piątek oczekuje, że UODO sprawdzi, jak wygląda przekazywanie danych osobowych agentom pocztowym przez Pocztę Polską S.A. Chodzi wszak o setki podmiotów.

Głosowanie jednak pocztowe

Wybory korespondencyjne zaklepane przez Sejm. Wciąż jednak nie znamy ich dokładnego terminu. A plany Kaczyńskiemu może pokrzyżować zarówno Senat, jak i pocztowcy, którzy, jeśli zdecydują się na strajk, może uniemożliwić przeprowadzenie głosowania.

Za przyjęciem ustawy – z trzema poprawkami PiS – opowiedziało się 230 posłów, 226 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu. Projekt poparło 230 posłów PiS. Przeciwko zagłosowały kluby: Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-Kukiz’15, koło Konfederacji, jeden poseł niezrzeszony oraz dwóch posłów zasiadających w klubie PiS, a wywodzących się z Porozumienia Jarosława Gowina: Wojciech Maksymowicz oraz Michał Wypij. Wstrzymały się od głosu zasiadające w klubie PiS, a wywodzące się z Porozumienia posłanki: Iwona Michałek oraz Magdalena Sroka. W głosowaniu nie wzięli udziału lider Porozumienia Jarosław Gowin, który przez ostatnie dni próbował zbić kapitał polityczny na negowaniu ustawy, oraz poseł KO Krystyna Skowrońska.

Kiedy zatem odbędą się wybory? Konstytucja stanowi, że wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej. 100 dni przed upływem kadencji prezydenta wypada we wtorek, 28 kwietnia 2020 r., 75 dni przed upływem kadencji to sobota, 23 maja. Oznacza to, że wybory prezydenckie mogą odbyć się w jedną z niedziel maja: 3, 10, 17.

Teraz ustawa trafi do Senatu, który będzie mieć 30 dni na wniesienie swoich poprawek. Jest niemal pewne, że do ponownego procedowania w Sejmie wróci 7 maja, a więc zaledwie trzy dni przez planowanymi wyborami. W tej sytuacji wątpliwym wydaje się by Poczta Polska zdążyła rozesłać karty do głosowania tak, aby 10 maja znalazły się w skrzynkach wszystkich obywateli. Według litery ustawy, wszystkim uprawnionym do głosowania mają być dostarczone tzw. pakiety wyborcze.

Przegłosowane w Sejmie przepisy zakładają, że wybory prezydenckie w 2020 r. zostaną przeprowadzone wyłącznie w drodze głosowania korespondencyjnego. To samo rozwiązanie będzie miało zastosowanie w drugiej turze wyborów. Głosowanie będzie odbywać się bez przerwy od godziny 6 do godziny 20.

W dniu głosowania wyborcy będą musieli umieścić kopertę z kartą w przygotowanej do tego urnie pocztowej. Gdzie takie skrzynki zostaną ustawione? Nie jest to jeszcze jasne, możliwe, że w czynnych tego dnia sklepach, a więc niewykluczone, że w lokale wyborcze zostaną zamienione Żabki.

Tymczasem wśród pracowników poczty narasta niezadowolenie. Listonosze uważają, że rząd traktuje ich jak „mięso armatnie” i zwracają uwagę na niedostateczny stopnień zabezpieczenia ich przez zarażeniem. W ich szeregach coraz częściej pojawia się postulat przeprowadzenia dzikiego strajku – spontanicznej odmowy pracy w dniu wyborów.

W walce z wirusem Poczta będzie otwierać listy?

Tarcza antykryzysowa, czy raczej antypracownicza, obowiązuje dopiero od niedawna, a rząd już szykuje następną. Sejm zajmie się projektem nowelizacji 59 ustaw, w tym być może da Poczcie Polskiej prawo do otwierania przesyłek.

Do projektu „drugiej tarczy antykryzysowej” dotarły Rzeczpospolita i  Gazeta Wyborcza. Gdy Polki i Polacy spędzali kolejny weekend w warunkach społecznej izolacji, między ministerstwami trwały konsultacje, by na początku tego tygodnia Sejm otrzymał projekty nowelizacji 59 różnych ustaw.

Rząd chciałby m.in. przyznać zasiłek w wysokości 50 proc. płacy minimalnej rolnikom, którzy w związku z epidemią trafili do szpitala, na kwarantannę lub zostali objęci nadzorem epidemiologicznym. Chce również dać możliwość zwolnienia ze składek ZUS przedsiębiorstwom, które zatrudniają do 49 osób, z tym, że zwolnienie miałoby dotyczyć jedynie 9 pracowników. Ponadto do zera ma zostać obniżona stawka VAT na urządzenia elektroniczne dla uczniów i nauczycieli, próbujących w obecnych warunkach wykonywać rozporządzenie MEN o prowadzeniu lekcji na odległość.

Największe kontrowersje budzi jednak pomysł wprowadzenia tzw. przesyłki hybrydowej. Innymi słowy – Poczta Polska miałaby otrzymać prawo (czy wręcz obowiązek) otwierania części korespondencji. Listy z sądów, od komorników, z urzędu skarbowego czy wysyłane w toku postępowań administracyjnych miałyby być otwierane, następnie skanowane i gdy tylko to możliwe – przesyłane do adresatów pocztą elektroniczną. Jeśli nie będzie to możliwe – poczta spakuje pismo do nowej koperty i skieruje do adresata.

Prawo nie miałoby obejmować prywatnej korespondencji, bo teoretycznie przepis ma dotyczyć sytuacji, gdy przepisy przewidują bieg terminów od daty doręczenia pisma. I tak jednak pomysł budzi kontrowersje nawet w rządzie. Tym bardziej, że został sformułowany w czasie, gdy PiS forsuje korespondencyjne głosowanie w wyborach prezydenckich 10 maja. Dotychczasowy prezes Poczty Polskiej Przemysław Sypniewski, któremu wizja pocztowego głosowania wcale się nie podobała, został odwołany i zastąpiony dotychczasowym wiceministrem obrony narodowej Tomaszem Zdzikotem.

W ostatnich tygodniach pocztowcy domagali się nie dodatkowych kompetencji, ale wzmocnienia środków ochronnych w urzędach pocztowych i węzłach ekspedycyjno-rozdzielczych. Z kraju dochodzą kolejne doniesienia o listonoszach, którzy w trakcie wykonywania swoich obowiązków zarazili się koronawirusem, a w placówkach pocztowych brakuje środków dezynfekujących i rękawiczek dla pracowników. O tym, że wybory korespondencyjne 10 maja to absurd, mówi wprost szef OPZZ na poczcie Sławomir Redmer. Część pracowników wzywa nawet do akcji strajkowej.

Prezydent nie pomoże zwolnionemu związkowcowi

Przed świętami związek zawodowy Związkowa Alternatywa starał się zainteresować prezydenta Andrzeja Dudę sprawą Piotra Moniuszki, zwolnionego z pracy na Poczcie Polskiej lidera Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty. Bezskutecznie.

Niby można się było tego spodziewa, ale kolejny dowód na to, jak polskie władze ignorują i problemy pracowników, i sygnały o patologiach w państwowych spółkach, jednak martwi i oburza.
W piśmie, które do kierownictwa ZA dotarło po Bożym Narodzeniu, przeczytać można, że „Kancelaria Prezydenta RP z powagą podchodzi do problemów zgłaszanych przez korespondentów Głowie Państwa”. Niestety, takie zagajenie nie oznaczało, że Andrzej Duda zamierza pochylić się nad związkowcem, którego zwolnienie bez zgody organizacji zakładowej jest co najmniej kontrowersyjne. Kancelaria RP stwierdziła, że prezydent może działać jedynie w ramach swoich konstytucyjnych uprawnień, a sprawy pracownicze do nich nie należą. „Uprzejmie informujemy, że wszystkie decyzje kadrowe (w tym w sprawie dalszego zatrudnienia pracownika) należą do wyłącznej właściwości pracodawców” – pouczono związkowców.

Centrala, do której należy również Wolny Związek Zawodowy Pracowników Poczty, przypominała w swoim liście, że prezes Poczty Polskiej nie tylko zignorował stanowisko związku, ale nawet nie zgodził się na rozmowę z Piotrem Moniuszką. Zauważyła także, że jako przyczynę „dyscyplinarki” wręczonej działaczowi wskazuje się jego wpis na Facebooku, w którym sugerował możliwość ogłoszenia przez pocztę upadłości. Tymczasem kilka tygodni później Centrum Analiz Strategicznych również wyraziło obawę o utratę płynności przez spółkę…

– Duda nie miał podobnych wątpliwości, gdy przed końcem procesu ułaskawiał swojego kolegę, Mariusza Kamińskiego albo gdy blokował zaprzysiężenie legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kilka dni temu znalazł też czas, aby spotkać się z Janem Śpiewakiem. Gdy trzeba pomóc zwolnionemu dyscyplinarnie pracownikowi, to nagle okazuje się, że prezydent nic nie może – nie bez rozgoryczenia komentuje sprawę Piotr Szumlewicz, przewodniczący ZA.

Nie tylko prezydent ignoruje sygnały płynące z organizacji pracowniczych. – Pisaliśmy w tej sprawie również do ministra Jacka Sasina, ale spotkaliśmy się z obojętnością. Podobne było stanowisko ministrów odnośnie patologii w Państwowych Portach Lotniczych – również pisali nam, że prawa pracownicze są poza obszarem ich kompetencji. Partia rządząca wraz z prezydentem lekceważy patologie w spółkach skarbu państwa i odsyła nas do sądów, które notabene krytykuje – podsumowuje Piotr Szumlewicz.

Jestem gotowy na długą walkę

Z Piotrem Moniuszką, liderem Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, zrzeszonego w centrali Związkowa Alternatywa, rozmawia Piotr Szumlewicz.

Dwa miesiące temu zostałeś zwolniony dyscyplinarnie przez zarząd Poczty Polskiej SA. Jakie były przyczyny Twojego zwolnienia?

Według treści wręczonego mi wypowiedzenia umowy o pracę, chodziło o wpis na Facebooku dotyczący ewentualnego złożenia przez zarząd Poczty Polskiej wniosku o upadłość. W mojej ocenie, faktyczne i prawdziwe przyczyny są inne, jednak nie chciałbym obecnie wypowiadać się na ten temat z uwagi na mój pozew przeciwko Poczcie złożony do sądu pracy. Mam nadzieję, że w sądzie będzie mi dane poznać prawdziwe przyczyny zwolnienia.

Kilka tygodni temu Centrum Analiz Strategicznych rządu wyraziło obawę o płynność finansową Poczty, wyrażając de facto tę samą opinię, co Ty. Jak zarząd spółki reaguje na kolejne doniesienia o jego złej kondycji? Czy wyrzucenie Ciebie było próbą ukrycia wiedzy o kłopotach firmy?

Informacje, które podało CAS, były mi już wcześniej znane, stąd moja publikacja na profilu facebookowym. W dużej mierze na tych informacjach oparłem swój wpis. Przecież utrata płynności finansowej z automatu wiąże się z upadłością!

Zarząd Poczty Polskiej po moim zwolnieniu z pracy nabrał wody w usta i nawet ze strony spółki brak jakichkolwiek komentarzy, czy podawania informacji o kondycji finansowej firmy. Myślę, że zwolnienie mnie z pracy na Poczcie miało mnie odciąć od bieżącej sytuacji w firmie. Jednak na niewiele to się zda. Kontakty i dojścia do wielu informacji mam nadal. Obecnie trwa zaciskanie pasa, poprzez blokadę zatrudnienia zawieszenie wszelkich niezbędnych inwestycji. Co będzie po nowym roku? Nie wiem. Tym bardziej, że teraz Poczta Polska podlega już pod nowy resort – Ministerstwo Aktywów Państwowych. Nie można wykluczyć zmian w zarządzie firmy.

Jak wyglądają obecnie Twoje relacje z firmą? Wciąż jesteś przewodniczącym WZZPP. Jak Poczta przyjęła decyzję związku, że zostajesz na stanowisku przewodniczącego?

Obecnie nadal działam w WZZPP, pełnię funkcję przewodniczącego, pracuję tak samo jak przed zwolnieniem z pracy. Tu się nic nie zmieniło, prócz tego, że ze ścisłym kierownictwem spółki nie mam bezpośredniego kontaktu. Jako związek utrzymujemy relacje z władzami firmy i naciskamy na wdrażanie rozwiązań dobrych dla pracowników. Zarazem od chwili rozwiązania umowy o pracę ze mną, czyli od 7 października bieżącego roku, mamy mocno pod górkę. Na wiele naszych wystąpień pisemnych nie uzyskujemy żadnych odpowiedzi, nie otrzymujemy szeregu informacji, które są przekazywane wszystkim innym związkom zawodowym, uniemożliwia się mi branie udziału w spotkaniach ze ścisłym kierownictwem firmy, nie wymienia się nam uszkodzonego sprzętu komputerowego. Niemniej, pomimo tych celowych działań ze strony zarządu Poczty, radzimy sobie. Jednak jeśli bojkot naszego związku będzie trwał nadal, to złożymy doniesienie do prokuratury z tytułu utrudniania nam prowadzenia działalności związkowej zgodnie z ustawą o związkach zawodowych. Póki co, dajemy firmie czas na zreflektowanie się.

A jakie są obecnie Wasze główne postulaty?

One się nie zmieniły. Nadal oczekujemy prac nad nowym Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy, zlikwidowania dysproporcji płacowych, poprawienia warunków pracy tysięcy pracowników. W tym zakresie nasze postulaty są niezmienne, a my nie zamierzamy się poddawać.

Kilka tygodni temu Poczta wręczyła Ci pismo, zgodnie z którym w ciągu dwóch tygodni miałeś się wyprowadzić z mieszkania, które wynajmowałeś od firmy. Udało się wtedy nagłośnić próbę pozbawienia Cię mieszkania w trybie natychmiastowym. Jak obecnie wygląda ta sprawa? Czy zarząd Poczty wycofał się z wniosku o eksmisję?

Po nagłośnieniu sprawy, nastała dziwna cisza. Nikt z firmy w sprawie mieszkania się ze mną nie kontaktuje, żadnych pism, wezwań, a ja ze swojej strony reguluję na bieżąco wszelkie zobowiązania wynikające z zajmowania mieszkania na warunkach ostatniej umowy. Nie chcę, by mi zarzucono, że zalegam z jakimikolwiek płatnościami.

Od razu po tym, jak zarząd Poczty zwolnił Cię dyscyplinarnie, zgłosiłeś sprawę do sądu. Na jakim etapie jest sprawa sądowa? Kiedy możemy spodziewać się wyroku?

Tydzień po rozwiązaniu umowy o pracę, złożyłem pozew do sądu pracy. Teraz pozostało mi tylko czekać na odpowiedź na pozew ze strony Poczty i wyznaczenie terminu pierwszej sprawy przez sąd. Według mojej wiedzy obecnie sąd pracy we Wrocławiu wyznacza terminy spraw na marzec 2020 r., co nie napawa optymizmem odnośnie szybkiego zakończenia procesu.
Na tyle, na ile znam Pocztę Polską, zrobi ona co tylko będzie w jej mocy, by sprawa sądowa trwała jak najdłużej. Oczywiście chciałbym, by sąd moją sprawę rozpatrzył jak najszybciej i rozstrzygnął przyczyny i okoliczności mojego zwolnienia z pracy. Kiedy to będzie? Z pewnością, nie szybko. Ale jestem gotowy na długą walkę.