Bigos tygodniowy

Po co ta gra pozorów z przeprowadzaniem ustaw przez tzw. parlament? Dlaczego PiS nie rządzi bez osłonek rozporządzeniami rządu? Byłoby prościej, szybciej i bez zarywania nocek. I tak to z czym mamy do czynienia, to już nie jest prawo, bo ono nie polega na tym, że zmienia się je co tydzień pod dowolnym pretekstem. Skoro w trybie ekspresowym wprowadzili tzw. ustawę maturalną, zastępującą uprawnienia rad pedagogicznych uprawnieniami urzędników (niech uczniów klasyfikuje jednoosobowo miejscowy starosta), że tylko oplucie pisowca i księdza jest przestępstwem, a już oplucie niepisowca i nieksiędza nim nie jest. Nic nie stoi na przeszkodzie.

Widok młodego w końcu posła prawicy Bortniczuka, jak z wielkim wysiłkiem walczy z sennością, wywracając białkami oczu, był nie do przecenienia. Paweł Kukiz ostrzegł, że to się kiedyś może źle skończyć, bo wśród posłów są ludzie starsi i niezdrowi. Jak ktoś kojfnie na sali sejmowej w czasie nocnych obrad zaordynowanych przez PiS – to dopiero będzie jazda. Co na to PIP?

Po zakończeniu strajku nauczycieli władza zorganizowała tzw. debatę o edukacji czyli fasadowy show na Stadionie Narodowym przy okrągłym stole. Okrągły stół miał kształt prostokąta, a przykryty białym obrusem z falbaną wyglądał jak stół weselny. Młody Morawiecki, Szydło, Kopcińska, Gowin, Zalewska bardzo słabo skrywali silne znudzenie udziałem w tej fikcji, tej litanii pobożnych życzeń i siedzieli z ponurymi minami. Sama Zalewska milczała jak grób i nie uśmiechała się. Była zamyślona? Może jej myśli krążyły wokół brukselskiego Sikającego Chłopca (Manneken – nomen omen – Pis). Głos zabierało – na ogół, poza nielicznymi wyjątkami – lizusostwo, a wśród niego jeden młodzian, którego wypowiedź składała się głównie z hołdowniczych podziękowań kierowanych m.in. do Młodego Morawieckiego i Zalewskiej. Ciekawe, czy chłopakowi złożono już propozycję?

Natomiast wyśmiewane przez pisowską propagandę lekkie formy nauczycielskiego strajku w postaci amatorskiej twórczości wokalno-muzycznej, fragmentami nawet luzackie i delikatnie kontrkulturowe w treści, podobały mi się. W moich szkolnych czasach nauczycielstwo było, na ogół, bardziej sieriozne i tę zmianę obyczajowo-kulturową w tym środowisku uważam generalnie za pozytywną. Może dzięki nim szkoła coraz mniej będzie przypominać tę z „Ferdydurke” Gombra. A propos sztuki – dyrektor Muzeum Narodowego Miziołek usunął z ekspozycji kobietę z bananem. Nie będzie miziania i seksualizacji na narodowej niwie. Tym bardziej, że banan nie członek, usta nie pochwa, więc poczęcia tam nie ma.

Dobrze, że nawet rządowi nie szafowali nadmiernie argumentem misji nauczycielskiej, bo nic mnie tak nie wpienia, jak gadanie, że wykonawcom misji nie trzeba rzetelnie płacić. Nauczyciel to zawód jak każdy inny. Spróbujcie nie zapłacić hydraulikowi czy stolarzowi. Z miejsca bierzecie w dziób.

Nauczycielski strajk zawieszony do września. Na horyzoncie rysuje się natomiast protest płacowy fizjoterapeutów i Poczty Polskiej. Ten pierwszy to dla władzy pikuś, skoro poradzili sobie z niepełnosprawnymi. Z pocztowcami, którzy chcą połowę tego, co nauczyciele, czyli 500 złotych, nieco trudniej, ale w razie potrzeby do roznoszenia przesyłek można będzie zmobilizować tysiące pisowskich wolontariuszy. PiS da radę.

Natomiast radzę nie wierzyć Schetynie, że gdyby wrócił do władzy, to bez bicia podwyższyłby pensje nauczycielskie o ten tysiąc złotych. Gustlik z „Pancernych” mawiał: „Jedzie mi tu czołg?”. Panie Przewodniczący SLD, być może przyszły współkoalicjancie PO do wyborów jesiennych: nie wątpię, że ma Pan to na uwadze. Zatem „Sława, panie Włodzimierzu” – jak pisał Wyspiański w „Weselu”.

Po zbesztaniu ministra spraw wewnętrznych Brudzińskiego za jego krytyczną ocenę epizodu z biciem Judasza („Odwal się pan, panie Brudziński”), jeden z najgorliwszych funkcjonariuszy szczujni TVPiS Klarenbach został schowany do szafy, nie wiadomo na jak długo. „Dosyć, ile można znosił te połajanki od Żydów!?” – nie, to już nie Klarenbach, to Robert Winnicki, jeden z liderów Konfederacji. Po koleżeńsku wyręczył Klarenbacha, który tego jednak wprost wyrazić się nie odważył. Na – pewnie chwilowej odstawce starszego kolegi – zyskał gorliwy młody, uliczny żołnierz TVPiS, Bartłomiej Graczak, bo to on go teraz zastępuje. Ale kudy Graczakowi do tej charakterystycznej, jowialnej, fajniackiej, „z waszecia za pan brat” swady Klarenbacha. Ot, taki młody, sztywny, przylizany krawaciarz.

Radosław Sikorski to dalece nie jest mój bohater, ale gdy stwierdził: „Reżimowe radio zaprosiło mnie do regionalnej debaty, w której bezstronnym moderatorem ma być p. Michał Rachoń, bezwstydny pisowski propagandysta. Sami sobie debatujcie w takim gronie. Kandyduję między innymi po to, aby kiedyś media publiczne uwolnić od takich kreatur”, to nie mogę nie przyznać mu racji”. Właśnie: „bezwstydny pisowski propagandysta”. Taki jak Klarenbach, Holecka, Świątek i inni.

Doskonali się elokwencja i metaforyka propisowskich propagandystów. W portalu „Do rzeczy” zareagowano na kpinki jednego z tygodników z książki „Utopia europejska”, napisanej przez Krzysztofa Szczerskiego. W owym tygodniku napisano, że z tego pełnego mesjanistycznych bredni wypracowania nacjonalistyczno-klerykalnego „ubaw mieli internauci”. Na to publicysta Sosnowski: „Media są armatami XXI w. Żadne państwo nie pozwoliłby na to, by na jego terytorium buszowało, siało spustoszenie obce, wrogie wojsko”. Witold Gadowski napisał w „karnowskich sieciach”, że „dziś księżowska sutanna coraz częściej staje się rycerską zbroją”.

W Poznaniu odbyła się konwencja PiS. Z entuzjazmem skandowano „Jarosław, Jarosław” i „Mateusz, Mateusz”. Tym razem Wódz obiecywał tylko lepsze proszki do prania, jak u Niemców. Popieram. To się Polsce należy. Także lepsza herbata ekspresowa niż ta sprzedawana u nas, siano bez smaku i zapachu.

Ja tam nic nie wiem w tej sprawie, ale na moje psychologiczne wyczucie (absolwent psychologii 1982) reakcja Kuchcika na rewelacje Wojciecha J. ujawnione przez tygodnik „Nie”, to reakcja człowieka zdrętwiałego ze strachu i zaskoczonego, że to po latach jednak wyszło. Mogę się mylić, ale nie mogę uwolnić się od takiego wrażenia.

I jeszcze o zawieszonym strajku nauczycielskim. Wymiana argumentów między strajkującymi a rządem przypominała grę w „pomidora”. Na kolejne korekty postulatów płacowych, rząd odpowiadał: „pomidor”. Z zamierzchłych czasów pochodzi wierszyk-wyliczanka: „Zupa – pomidorowa, demokracja – ludowa, nie damy – Odry Nysy, Cyrankiewicz – łysy”.

Walka o godność na poczcie

O zmaganiach listonoszy o ludzkie warunki pracy i płacy i o tym, jak kierownictwo Poczty Polskiej stara się ich złamać pozwami sądowymi, roszcząc sobie prawo do nietykalności, Paweł Jaworski (strajk.eu) rozmawia z Jakubem Żaczkiem, działaczem Związku Syndykalistów Polski.

Paweł Jaworski: Poczta Polska ściga cię sądownie. Sugerują nawet, że jesteś zagrożeniem dla bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Naprawdę jesteś taki groźny?
Jakub Żaczek: Też się zastanawiam. Nigdy nie przypuszczałem, że jestem aż tak wpływowy i niebezpieczny. Czytanie aktu oskarżenia Poczty Polskiej jest pewnym zastrzykiem dla ego, choć jest tam oczywiście przesada. Mój wpływ nie był taki, jak zostało to opisane.
To prawda, że [jako Związek Syndykalistów Polski] już od dłuższego czasu interesujemy się tym, co się dzieje na poczcie. Fora elektroniczne na ten temat prowadziliśmy już od 2006 r. Pod postem na temat strajku na Poczcie Polskiej wiele lat wypowiadały się osoby tam pracujące. To jest archiwum zawierające dobre dziesięć lat komentarzy. Od początku było ono cierniem w oku dyrekcji Poczty Polskiej. Przez długi czas starali się dowiedzieć, kto to prowadzi i doprowadzić do zamknięcia strony. Później, kiedy cały ruch społecznościowy przeniósł się z portali na Facebook, powstała znana w branży strona Listonosze Polska. Nagłaśniamy tam problemy występujące na poczcie. Miała też duży wpływ na protesty, które miały miejsce dwa lata temu, na wywalczenie podwyżek – symbolicznych, ale jednak –oraz pewnych ustępstw na polu rozliczania nadgodzin, weryfikację obciążeń listonoszy i ich rejonizacji. To zmiany niewystarczające, dlatego protesty były kontynuowane. Ostatnio był to tzw. tydzień dbałości o swoje zdrowie…

Czyli branie zwolnień L4, jak w przypadku pielęgniarek i pracowników sądowych, policjantów…
Tak, wśród listonoszy zapanowała “grypa gołębi pocztowych” i zmusiła ich do zadbania o swoje zdrowie. Zachęcaliśmy do tego również na stronie Listonosze Polska. Każdy ma prawo myśleć o zdrowiu, dlatego listonosze udali się do lekarza, sprawdzili swój stan zdrowia i odpowiednio zareagowali.
Czemu akurat teraz Poczta Polska wytoczyła ci proces? Przecież twoja aktywność trwa już dwa lata…
To nie jest tak, że dopiero teraz zareagowali. Dwa lata temu zorganizowaliśmy ogólnopolskie protesty pocztowców, m.in. demonstrację w Warszawie, w której uczestniczyło około 2 tys. osób, głównie listonoszy. To dużo, biorąc pod uwagę ogólną liczbę 20 tys. listonoszy w kraju.

Byłem organizatorem tamtej demonstracji. Dyrekcja skierowała wtedy do prokuratury doniesienie o przestępstwie, gdzie przypisywano mi m.in. pomówienie, na podstawie słów, które padły na innej, wcześniejszej demonstracji, organizowanej przez inną osobę. Nie dbali za bardzo o konsekwencję. Nie mieli dowodów na autorstwo wpisów w internecie, które przypisywali mi, a z których wiele było zamieszczanych przez samych listonoszy. Ich pozew został dwukrotnie umorzony przez prokuraturę. Złożyli w końcu prywatny akt oskarżenia. Rok trwała przepychanka między sądami w Śródmieściu i na Mokotowie o właściwość miejscową mojego “przestępstwa” i teraz, 9 kwietnia, w końcu odbędzie się proces.

Co ci konkretnie zarzucają?
Oskarżają mnie głównie o rzekomo nieprawdziwe zarzuty pod adresem kierownictwa. W tego typu procesie ciężar dowodu spoczywa niestety na oskarżonym, więc my musimy udowodnić, że to, co mówiłem, jest prawdą. Z tym nie będzie problemu. Natomiast ktoś z klientów poczty zamieścił w internecie komentarz, że listy są niedoręczone na czas, na co ja odpowiedziałem: “Pogadamy o tym po rewolucji, OK?” Oni to zinterpretowali jako wezwanie do zaprowadzenia krwawych porządków na poczcie. A to był zwykły żart – żadnych gilotyn nie ustawiałem pod zarządem.

Ciekawe w tej sprawie jest to, że związki zawodowe na poczcie nie są zainteresowane losem pocztowców tak jak ZSP…
NSZZ “Solidarność” współpracuje z zarządem Poczty przeciwko pracownikom. Tak było np. w sprawie Klaudiusza Wieczorka (pracownik Poczty Polskiej zwolniony dyscyplinarnie – przyp. red.), gdzie akt oskarżenia przeciwko niemu, autorstwa Poczty Polskiej, zawierał też stwierdzenie, że obraził pocztową “Solidarność”. Dyrekcja wystąpiła w obronie “S”. Na stronie internetowej “S” pojawiają się komentarze, z których wynika, że mają dostęp do akt oskarżenia.

Co dokładnie dyrekcja uznała za pomówienie?
Zarzucaliśmy kierownictwu firmy niewypłacanie nadgodzin, co jest potwierdzone w procesach sądowych przez wielu świadków. Nie ma wystarczającej obsady. Pensje nie rosną tak, jak twierdzi zarząd, który czasem podaje jakieś super optymistyczne dane, z których wynika, że listonosze zarabiają 3-4 tys. zł. To nieprawda, zarabiają niewiele ponad pensję minimalną. Podwyżki pozorne wynikają z właśnie ze wzrostu wynagrodzenia minimalnego, a rzeczywiste to podwyżki o 150 zł, które zostały wywalczone przez protesty plus jednorazowe premie w wysokości kilkuset złotych.

Czy cokolwiek się zmieniło na lepsze?
Nie. Teraz, w wyniku “grypy gołębi pocztowych” inne związki się obudziły i też żądają podwyżek. Protesty trzeba kontynuować, bo listonosze są traktowani źle. Są np. podpisywane umowy z Alibabą na dostarczanie przesyłek komercyjnych. To powoduje, że doręczyciel zamiast nosić listy polecone, taszczy pudełka z butami i nie może się wyrobić ze swoimi normalnymi obowiązkami. Poczta podpisała dodatkowe kontrakty i nie chce się dzielić z pracownikami dodatkowymi zyskami, a także wymusza na nich dodatkową pracę i uniemożliwia im spełnianie ich podstawowych obowiązków, bo tych zadań nie da się wykonać w przewidzianym czasie.

Kierownictwo twierdzi, że to nieprawda?
Tak: że to jest pomówienie i że to my jesteśmy źródłem niezadowolenia wśród pocztowców, bo gdyby nie my, to nie byłoby problemu.

W akcie oskarżenia szeregowi listonosze są traktowani wyłącznie jako ofiary waszej propagandy. Kierownictwo wydaje się twierdzić, że wszystko zostało wymyślone przez was i to wy wmawiacie listonoszom ich niezadowolenie.
To paranoiczna konstrukcja i nie wiem, na ile sama dyrekcja w nią wierzy. Skargi na Pocztę docierały do nas już od 2006 r. Wszystko, o czym mówiliśmy, miało źródło w doniesieniach o konkretnych urzędach, od konkretnych osób. Mamy świadków, wszystko są to pracownicy Poczty Polskiej – aktualni lub byli, bo zdarzały się zwolnienia za działalność pod różnymi pretekstami.
Odbywały się już procesy. Jeden z nich zakończył się ugodą, dwa inne nadal trwają. Żądamy przywrócenia do pracy osób niesłusznie zwolnionych. Jeden pracownik, Zbyszek został już przywrócony do pracy po strajku w 2006 r., ale sądy nie wykazywały się raczej zrozumieniem, więc nie mamy pewności, czy tak samo będzie z innymi.

Dyrekcja zarzuca ci radykalne działania, których jedynym celem jest jakoby wyrządzenie szkody spółce. Poza tym, podobno zagrażasz bezpieczeństwu kraju, bo narażasz Pocztę, która jest w myśl prawa przedsiębiorstwem “o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym”.
To bzdura, bo moją jedyną motywacją jest poprawa warunków pracy pracowników Poczty. Jestem anarchistą, mam określone poglądy, ale czy wykonałem jakieś konkretne radykalne działania zagrażające bezpieczeństwu kraju? Bardzo wątpię. Tak samo nie działałem na szkodę Poczty Polskiej. Tak naprawdę na jej szkodę działa zarząd, odmawiając ludzkiego traktowania pracowników, powodując, że odchodzą z pracy, że nie są w stanie wykonywać obowiązków, że jest ich za mało. Firma, która tak funkcjonuje, nie ma szans na przetrwanie. Zrzucanie winy na pracowników, którzy mówią o tym wprost i chcą poprawy sytuacji, jest stawianiem sprawy na głowie.

Do aktu oskarżenia dołączony jest też raport wewnętrzny Poczty Polskiej sprzed dwóch lat na temat działalności ZSP. Czujecie się inwigilowani?
W tym raporcie była sugestia, żeby naszą sprawę zgłosić do ABW. Dotychczas nikt do mnie nie pukał o piątej nad ranem, więc nie mam pojęcia, czy się mną zajmują. Podejrzewam, że jednak nie. Co do inwigilacji, to wiem już, że każdy wpis na FB może być pretekstem do kolejnej sprawy i często mi się zdarza, że różne firmy i czyściciele kamienic interesują się moimi wpisami. Nasza działalność nie jest tajna. Zmierza ona do egzekwowania uprawnień pracowników, m.in. zaległych pensji, wypłat za nadgodziny. Tak należy rozumieć nadal toczące się sprawy sądowe, m.in. Rafała Czerskiego, który żąda zapłaty. Chodzi nam też o to, żeby w ramach walki o konkretne sprawy pracownicy łączyli się i działali razem, również w ZSP. To miały na celu nasze działania: pomogliśmy im mieć spójne hasła, spójny program, a poza tym rozpoznawalną markę, jaką się stali Listonosze Polska. To wszystko by nie istniało, gdyby nie było potrzeby poprawy sytuacji listonoszy.

Jak możecie być skuteczni, skoro ZSP ani nie ma osobowości prawnej, bo nie ma was w KRS, ani w ogóle nie chcecie tworzyć związków zawodowych?
Nie do końca. Jako ZSP nie jesteśmy zarejestrowani, bo nie widzimy takiej potrzeby, ale mamy inną strukturę widniejącą w KRS, którą posługujemy się jako narzędziem. Przydaje się np. żeby móc reprezentować pracowników w procesach sądowych. Bierzemy też pod uwagę tworzenie takich struktur na poczcie. Być może ogłosimy to w najbliższych miesiącach.

Zarówno ZSP jak i sami listonosze podkreślają, że związki zawodowe na poczcie działają w interesie kierownictwa, więc jaką praktycznie oferujecie im alternatywę?
W polskich warunkach w przedsiębiorstwie takim jak Poczta Polska spór zbiorowy i legalny strajk są praktycznie niemożliwe. Nie jest w stanie go przeprowadzić ani “Solidarność”, ani nikt inny. Główne związki blokują takie rozwiązanie, bo są zblatowane z zarządem. Inne związki w myśl prawa nie są reprezentatywne, więc też go nie mogą rozpocząć. Realna siła przetargowa pracowników jest zależna nie od ich legalnego umocowania, tylko od ich możliwości strajkowych. Braliśmy udział w strajku w szpitalu wojewódzkim w Bełchatowie, gdzie w ciągu jednego dnia 50 kobiet, wcześniej na outsourcingu, wywalczyło umowy o pracę. Było to możliwe, bo następnego dnia szpital miał być już ewakuowany – dyrekcja musiała podjąć taką decyzję. Wszystko zależy od siły nacisku i determinacji.

Czy w okresie od czasu pamiętnej demonstracji pocztowców coś się zmieniło w warunkach pracy i płacy?
Mam informacje, że w okresie od czerwca do sierpnia 2018 r. zostało wypłacone dodatkowe 172 zł netto, była też premia czasowo-jakościowa 210 zł brutto. Gdzieniegdzie zostały wprowadzone płatne nadgodziny i reorganizacja rejonów. To natomiast nie wszędzie zostało uregulowane i nie zatrzymało odchodzących osób. Były więc pewne efekty naszych działań, trudno jednak powiedzieć, że spełniono postulaty.