Robimy, co chcemy…

… i g…o nam zrobicie? Taki przekaz śle PiS do obywateli.

Jak tylko PiS przegrał ważne głosowanie w Sejmie od razu zaprosił posłów od Kukiza i zaproponował im, by przyłączyli się do nich w trakcie reasumpcji głosowania. Oczywiście takie przyłączenie się ma swój wymiar finansowy. Kiedy jeden z posłów PiS na chwilę opuścił PiS, a potem wrócił, to otrzymał posadę za 40 tysięcy złotych miesięcznie. Mniej więcej tyle dostają czołowi propagandziści w TVP. Taki jest teraz przypuszczalny koszt jaki ponosimy my, podatnicy, by ludzie bez kręgosłupów głosowali tak, jak PiS tego chce. Można przypuszczać, że najnowszy handel z kukizowcami miał też podobny wymiar. Oczywiście może być to pensja dla posła lub pakiet płatnych posad dla grona jego zaufanych. Tak to, wg mnie nierealne i nieżyciowe pomysły na demokrację Kukiza zostały wyrzucone na bruk przez niego samego. Były faktycznie niewiele warte w polityce, ale głosy kukizowców okazały się być potrzebne PiS-owi. Więc PiS sięgnął do państwowej kieszeni i za ich głosy zadośćuczynił politycznym miernotom. W sumie gra idzie o wiele większe pieniądze, o których wyborcom PiS nawet się nie śniło. Przypominam, że kukizowcy byli niedawno w koalicji z PSL-em. Bo PSL jest partią dość chwiejną politycznie i gotów jest z niejednym politycznym szubrawcem zawiązać układ polityczny. Takie układy są jednak krótkotrwałe. Zatem PSL, który wprowadziło Kukiza i kilku jego kompanów do Sejmu częściowo ponosi za to winę. Wstyd też jest.

Ale w polityce wstyd to pojęcie nieobecne dzisiaj.

Gospodarka 48 godzin

Prawda o Polskim Ładzie
Pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości mówienie prawdy jest niebezpieczne. Przekonała się o tym wiceminister rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka, która powiedziała to o czym wszyscy wiedzą: że rozwiązania podatkowe proponowane przez rząd PiS w tzw. Polskim Ładzie stanowią w istocie wzrost podatków i mogą zaszkodzić dużej liczbie Polaków. Rządowa teza, że 90 proc. Polaków zyska na podwyższeniu podatków dla przedsiębiorców jest zaś nieprawdziwa, bo wszystkie wyliczenia pokazują, że nawet podatnicy najmniejsi, którzy rozliczają się kartą podatkową, też na tych rozwiązaniach stracą. I to stracą bardzo wiele, bynajmniej nie 50 – 100 zł miesięcznie, gdyż bardzo często będą to kwoty idące w tysiące złotych. Wiceminister Anna Kornecka powiedziała oczywiście świętą prawdę. Nikt w rządzie PiS nie zakwestionował jej słów z merytorycznego punktu widzenia. Nie uczyniono tego także i w tubie propagandowej Prawa i Sprawiedliwości, jaką stały się tzw. media publiczne. Wina wiceminister Korneckiej była więc szczególnie ciężka, gdyż powiedziała coś, czemu nie może zaprzeczyć ani premier, ani rząd, ani nawet usłużni pro-PiS-owscy komentatorzy. Nie dziwi zatem, że została ona natychmiast zdymisjonowana przez Mateusza Morawieckiego, który jak ogłosił rzecznik rządu, nie krył swego oburzenia. Rzeczywiście, można się oburzyć, gdy ktoś oficjalnie i w oczy zarzuca mówienie nieprawdy, a w dodatku ma pełną rację. Inna sprawa, że premier Morawiecki mógłby okazać się tu nieco mniej wrażliwy, bo bardzo często wytyka mu się, mówiąc eufemistycznie, nader oszczędne gospodarowanie prawdą. Miał więc czas, aby się przyzwyczaić – ale zapewne wciąż nie przyzwyczaił się Jarosław Kaczyński, którego mogło rozdrażnić, że sztandarowy program PiS oceniany jest powszechnie jako zestaw bajek nie mających nic wspólnego z prawdą.

Rzecznik mówi nie
Rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw przygotował petycję, której celem jest zebranie podpisów przeciwko zmianom w podatku liniowym w ramach Polskiego Ładu. W praktyce obecny podatek liniowy straci sens dla większości obecnie go płacących firm – pisze na stronie internetowej rzecznik MŚP Adam Abramowicz, apelując o podpisywanie petycji, która zostanie złożona na ręce Prezesa Rady Ministrów oraz Ministra Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej. Odzew jest duży, bo w ciągu doby od publikacji pod petycją podpisało się niemal 10 tysięcy osób. Zdaniem rzecznika MŚP, Polski Ład nie może być wprowadzany kosztem drobnych polskich przedsiębiorców, w szczególności rozliczających się podatkiem liniowym. Takich firm jest w Polsce około 700 tysięcy. Zdaniem rzecznika Abramowicza, proponowana przez rząd „reforma” podnosi obciążenia przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym prawie o 50 proc., czyli z obecnych 19 proc. do 28 proc. bez możliwości odliczenia kwoty wolnej od podatku (30 tysięcy złotych). W związku z tym rzecznik MŚP oraz Rada Przedsiębiorców uważają, że plany rządu dotyczące zmian w podatku liniowym w ramach Polskiego Ładu są nieuzasadnione. „Należy się temu sprzeciwić. Dlatego w ramach trwających konsultacji społecznych zachęcam do podpisania umieszczonej na naszej stronie petycji, która ma na celu utrzymanie podatku liniowego w dotychczasowym kształcie” – apeluje rzecznik MŚP Adam Abramowicz.

„Polski Ład” sprzyja deficytowi mieszkań

Pomysły „zjednoczonej prawicy” nie poprawią znacząco sytuacji mieszkaniowej Polaków, ponieważ barierą jest nie popyt na mieszkania, lecz ich podaż. Przeciwnie, deficyt będzie nadal znaczący.
Prawo i Sprawiedliwość, Porozumienie i Solidarna Polska, ogłaszając „Polski Ład”, przedstawiły w nim szereg propozycji dla rynku mieszkaniowego. Najbardziej istotne z nich to państwowe gwarancje wkładu własnego do kredytu mieszkaniowego oraz dopłaty dla rodzin wielodzietnych i korzystających z budownictwa społecznego. Pamiętając, iż „Polski Ład” jest programem stricte propagandowym, nie można jednak nie zauważyć, że są to propozycje, w ramach których podatnicy będą dopłacać do zakupu mieszkań na własność, co w przeszłości na świecie prowadziło do wzrostu cen mieszkań, a w skrajnych przypadkach baniek cenowych i kryzysów. Zmierza to też, wbrew celowi dotychczas niby podzielanemu przez rząd, do zahamowania rozwoju rynku najmu, który jest tańszy i wspiera mobilność społeczną.
Zaproponowane programy nie zwiększą istotnie dostępności mieszkań, ponieważ barierą w Polsce jest nie popyt na mieszkania, lecz ich podaż. W ostatniej dekadzie coraz więcej firm budowlanych zgłaszało braki wykwalifikowanych pracowników, ceny materiałów oraz niejasne, niespójne i niestabilne przepisy prawne jako bariery działalności – zauważa Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Wzrost barier regulacyjnych widać również we wzroście długości oczekiwania na decyzje o warunkach zabudowy i pozwoleniu na budowę w latach 2015–2019. Natomiast niedostateczny popyt był zgłaszany od czasu bańki na rynku nieruchomości coraz rzadziej i jako jedna z ostatnich barier. O skali barier podażowych przekonał się rząd PiS, kiedy fiaskiem skończyła się jego zapowiadana budowa 100 tys. tanich mieszkań na wynajem.
Postulaty budowy domów o powierzchni zabudowy do 70 m2 bez zbędnych formalności i cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego są słuszne, nie rozwiążą problemów rynków mieszkaniowych w największych metropoliach, gdzie ceny rosną najszybciej – wskazuje FOR. Rząd powinien zatem wykorzystać cyfryzację do zbierania i corocznej publikacji danych o barierach budowlanych we wszystkich gminach w Polsce. Pozwoliłoby to lepiej ocenić skalę i koszty barier regulacyjnych, a tym samym umożliwiło ich reformowanie w oparciu o dowody.
Zabawne jest, że rząd tzw. zjednoczonej prawicy za swój cel, nakreślony w „Polskim Ładzie” uważa zmniejszenie deficytu mieszkań, których dziś brakuje dla ok. 1,7 mln osób. W 2030 r., w wyniku wykonaniu „Polskiego Ładu” ma ich brakować tylko dla 500 tys. osób.
Rzecz w tym, że Główny Urząd Statystyczny, oceniając tempo wzrostu zasobu mieszkaniowego w Polsce, przewiduje, że w 2030 r., bez żadnego „Polskiego Ładu”, mieszkań będzie brakować dla 430 tys. osób. Tak więc, „Polski Ład” sprawi, że mieszkań zabraknie dla 70 tys osób więcej. Prawicy trzeba pogratulować skuteczności!

Weźmiemy przykład z Estonii?

Przeciętny obywatel Estonii poświęca na wypełnienie obowiązków podatkowych średnio 50 godzin rocznie. W przypadku Polski są to 334 godziny rocznie.
Według obietnic rządu – nieco przedwczesnych, bo ustawy na ten temat jeszcze nie ma – od 1 stycznia 2021 r. firmy będą mogły się rozliczać z fiskusem w ramach tzw. estońskiego CIT-u. Istotą rozwiązania jest przesunięcie czasu poboru podatku na moment wypłaty zysków z przedsiębiorstwa. Na zmianie będą mogły skorzystać firmy, które poszukują środków na nowe inwestycje i rozwój biznesu.
Ów estoński CIT to nowatorski sposób opodatkowania, który pozwoli firmom inwestować i ograniczyć formalności przy rozliczeniu podatków. Zgodnie z rozwiązaniem, podatek zostanie nałożony na przedsiębiorstwo w momencie wypłaty zysku. Oznacza to, że środki, które zostaną w firmie, będzie można przeznaczyć na inwestycje, co przełoży się na wzrost gospodarczy. Wprawdzie i do tej pory były w Polsce rozmaite ulgi inwestycyjne, ale planowane rozwiązanie ma być bardziej systemowe, a więc podobno skuteczniejsze.
Estoński CIT ma też przeciwdziałać negatywnym następstwom koronawirusa, czyli przyczynić się do zapewnienia stabilnych miejsc pracy i zwiększenia zatrudnienia. Przedsiębiorca będzie mógł wybrać, czy chce skorzystać z nowego rodzaju opodatkowania, czy woli rozliczać się na starych zasadach.
Z opodatkowania na nowych zasadach będzie mogła skorzystać spółka z ograniczoną odpowiedzialnością lub akcyjna, w której udziałowcami albo akcjonariuszami są wyłączenie osoby fizyczne. Przychody takiego przedsiębiorstwa nie będą mogły przekraczać rocznie 100 mln zł (dotyczy to ok. 97 proc. polskich firm).
Warunkiem skorzystania z estońskiego CIT-u będzie zatrudnianie co najmniej 3 pracowników (na umowę o pracę) -lub ponoszenie miesięcznych wydatków na wynagrodzenia z tytułu innych umów, w kwocie stanowiącej co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia (obciążonych PIT i ZUS). Warunek ten nie musi być wszakże spełniony od razu. Dla podatników rozpoczynających działalność wystarczy wzrost zatrudnienia corocznie o co najmniej jednego zatrudnionego – począwszy od drugiego roku podatkowego – aż do osiągnięcia wymaganego poziomu 3 pracowników.
Łagodniejsze warunki przewidziano dla małych podatników – w pierwszym roku podatkowym warunek będzie spełniony, jeżeli podatnik zatrudnia co najmniej 1 osobę w przeliczeniu na pełne etaty.
Przedsiębiorca będzie mógł wybrać nowy system opodatkowania na 4 lata z możliwością przedłużenia na kolejne 4-letnie okresy. Przedłużenie będzie możliwe, jeśli w ostatnim, czwartym roku korzystania z tego systemu, wciąż będzie spełniał wymagane kryteria.
Nowe rozwiązanie skierowane jest do przedsiębiorstw, które mają mniejsze możliwości otrzymania kredytów bankowych i w związku z tym brakuje im środków na inwestycje.
Z badań OECD wynika, że w Polsce aż co trzecia mała i średnia firma nie uzyskuje potrzebnego finansowania dłużnego. Nowy system ma stworzyć bardziej uczciwe warunki dostępu dużych i mniejszych przedsiębiorstw do środków na inwestycje.

Jak PiS psuje podatki

Podstawowym problemem polskiego systemu podatkowego jest powodowanie niepotrzebnych zderzeń podatników z administracją skarbową.

W naszym kraju bardzo podobne rodzaje działalności mogą być obłożone różnymi stawkami podatków i składek. Innym przykładem są bardzo podobne produkty, które mogą być opodatkowane różnymi stawkami VAT. Takie próby różnicowania stawiają podatników i administrację na kursie kolizyjnym – podatnicy próbują wykazać, że ich działania podpadają pod niższe stawki, a administracja, że należy je zaklasyfikować tak, aby stosować wyższe stawki.
Różne opodatkowanie bardzo podobnych aktywności wymaga skomplikowanych przepisów, które i tak nie nadążają za rzeczywistością. W efekcie przepisy są cały czas zmieniane, w miejsce domykanych luk wciąż pojawiają się nowe, a energia podatników, zamiast na rozwijanie firm, idzie na ciągłe dostosowywanie się do nowych regulacji – ocenia Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Najnowsze działania rządu PiS dalej psują system podatkowy.
Tzw mały CIT (podatek dochodowy od osób prawnych) to nie dodatkowy próg podatkowy, a dwa oddzielne reżimy podatkowe: 9 proc. albo 19 proc. Oznacza to, że cały zysk firmy, która o 1 euro przekroczy próg przychodowy (równowartość przychodów wynoszących 1,2 mln euro), zostanie objęty 19 proc. zamiast 9 proc. stawką podatkową, a firma będzie musiała zapłacić o 43 tys. zł wyższy podatek. Zatem, pomimo wyższej sprzedaży uzyska niższe zyski netto. Takie rozwiązanie zniechęca firmy do wzrostu powyżej progu przychodów. Obniżony ZUS dla jednoosobowej działalności gospodarczej oznacza, że samozatrudnienie staje się bardziej podatkowo opłacalne od umowy o pracę nawet przy niskich dochodach, co w połączeniu z podnoszeniem płacy minimalnej będzie wypychało mniej wykwalifikowanych pracowników na samozatrudnienie (ze szkodą dla nich).
Zamiast walczyć z przyczynami problemów, rząd PiS przede wszystkim stawia na drakońskie kary. Jaskrawym przykładem nieproporcjonalnych kar jest tzw. wymóg raportowania schematów podatkowych. W żadnym innym państwie Unii Europejskiej maksymalna kara za brak ich raportowania nie jest tak wysoka jak w Polsce, gdzie grozi za to ponad 5 mln euro grzywny (po Polsce najsurowsze sankcje zostały ustanowione w Wielkiej Brytanii, gdzie wynoszą 5 razy mniej – 1 mln euro).
Co więcej, regulacja wprowadzona pod pretekstem wdrożenia dyrektywy unijnej ma znacznie szerszy zakres niż wymagają regulacje unijne: wymóg raportowania transakcji transgranicznych w Polsce rozszerzono też na krajowe, a podatnicy są zobowiązani raportować wszystko, łącznie z korzystaniem z ulg i preferencji podatkowych zgodnych z celem ustawodawcy. Nawet samozatrudnienie członka zarządu może być uznane za schemat podatkowy podlegający raportowaniu.
Efektem jest chaos informacyjny i przekazywanie do organów podatkowych dużych ilości nieużytecznych danych, obciążający zarówno podatników, jak i administrację.
Innym przykładek surowych kar jest Jednolity Plik Kontrolny Za jeden błąd w wysyłanych administracji co miesiąc JPK, grozi 500 zł grzywny. Ze względu na trudności sprawozdawcze, istnieją firmy, które mogą mieć tysiące takich błędów w jednym pliku. Pytanie, czy Ministerstwo Finansów jest tak naprawdę w stanie te wszystkie błędy zweryfikować? A kary zaczną być wymagalne od 1 stycznia 2020 r.
Zmiany są wprowadzane ekspresowo, bez konsultacji, co powoduje liczne błędy. Nowe przepisy są często niejasne nawet dla projektodawców, którzy próbują je potem naprawiać objaśnieniami, które jednak nie są wiążące dla organów podatkowych i nie chronią podatników przed odpowiedzialnością karną. Zdarza się, że z objaśnień wynika co innego niż z uchwalonych przepisów. W ten sposób późniejsze próby naprawy wcześniejszych błędów wynikających z pośpiechu i braku konsultacji dalej komplikują sprawę. Na całym świecie podatnik, mając do wyboru dwa sposoby rozliczenia, może wybrać ten, dzięki któremu zapłaci niższy podatek. Klauzule przeciwko unikaniu opodatkowania zabraniają mu jedynie dokonywania sztucznych zmian w tym celu. Inaczej jest w Polsce. Obowiązująca od tego roku klauzula praktycznie wymaga, aby podatnik z dostępnych możliwości wybierał zapłacenie wyższego podatku.