Rozważania o hołocie

Jesteśmy dumnym narodem, wstajemy z kolan, ale nie wszyscy. Chamska hołota to nowe określenie pewnej grupy społeczeństwa. Zaczęło się, wiele lat temu, od słynnego „spieprzaj dziadu” i nie powiedział tego prezes. Po drodze był gorszy sort, złodzieje, kwik odrywanych od koryta, itp.

Na to, kto jest hołotą, a kto patriotą czy dumnym narodem nie ma zgody w społeczeństwie.. To oceny na użytek polityczny, bardzo subiektywne i dzielące społeczeństwo.

W PRL była klasa robotniczo-chłopska i inteligencja. Ponieważ zarobki robotników i inteligencji były porównywalne, sojusz funkcjonował bez większych problemów. Po 1990 roku rozpadła się klasa robotnicza, a inteligencja zmarniała i stała się w neoliberalnym kraju niepotrzebna. Pieniądz zaczął wyznaczać status społeczny. Choć wszyscy go pożądali nie wszyscy go mieli pod dostatkiem. Zaczął tworzyć się podział na biednych i bogatych, choć to też jest dość względne.

Po 2015 roku wprowadzono podział na biedny, dumny naród i bogatą, chamską hołotę. Ile jest których, nie wiadomo. I którzy są dumnym narodem, a którzy hołotą, to też ocena bardzo indywidualna. Wiadomo natomiast kto te podziały wprowadza. Wiadomo także, że tak skłóconego społeczeństwa od wielu, wielu lat nie było.

I na koniec. Już sam nie wiem. Czy jestem dumnym narodem czy hołotą, a może jednym i drugim po trosze. Prezes na pewno siebie do hołoty nie zalicza, uznaje sie za creme de la creme dumnego narodu, ale to tylko jego subiektywna ocena.

Nienawistnej codzienności korzenie

Korzenie na ogół są niewidoczne, również często niedostrzegane w życiu społeczno-politycznym, co prowadzi do wyrażania błędnych bądź tylko częściowo słusznych opinii.

Tragiczna śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wywołała na licznych manifestacjach w całym kraju powszechny sprzeciw wobec narastającej w Polsce fali pogardy, nienawiści i przemocy. W wielu enuncjacjach medialnych różni politycy, dziennikarze i inne publiczne postaci wyrażały nie tylko żal po stracie tej wybitnej Osobistości ale i podejmowały próby odpowiedzi na pytanie : Jak i dlaczego mogło dojść do tego porażającego czynu ? Mówiono i pisano także, że ten cios w serce Prezydenta stanowi kolejny atak na podstawowe demokratyczne wartości; godzi także w czerwone serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, które stało się emanacją tego dobra, które jeszcze w Polakach zostało. Wiceszef „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski napisał: „Nazwijmy rzeczy po imieniu…w Gdańsku doszło do politycznej zbrodni, do wyrachowanej i zaplanowanej próby zabójstwa polityka wybranego w powszechnych wyborach, polityka o niedawno odnowionym wielkim demokratycznym i politycznym mandacie”.

„Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”,

bo żadne ekstremalne zachowania bądź drastyczne czyny nie rodzą się same z siebie, a wyrastają na określonym politycznym, społecznym czy religijnym podłożu; przyjmują wybrane wzory i oceny oraz dokonują się za poparciem, bądź przyzwoleniem, pewnych środowisk. I trwają w najlepsze tak długo, aż protest społeczny wymusi na władzy – bądź gdy sama to uczyni – podjęcie skutecznych, także prewencyjnych działań.

Śmierć prezydenta

Adamowicza w naturalny sposób przywodzi na myśl równie tragiczne wydarzenie sprzed lat dziewięćdziesięciu siedmiu, gdy zamordowany został pierwszy prezydent odrodzonej Polski Gabriel Narutowicz. Działo się to w okolicznościach bardzo zbliżonych do współczesnej atmosfery politycznej, i choć w tamtym czasie nie było telewizji, Internetu ani hajtu, to wywołana przez prawicę i endecję fala oszczerczych, napastliwych artykułów i licznych demonstracji wystarczyła, aby znalazł się ten, który pociągnie za cyngiel.
Ale mylą się ci, którzy sądzą, że Eligiusz Niewiadomski – morderca Narutowicza – zasługuje na wieczne potępienie, bowiem portal „Wolna Polska” wspomina go nadal ciepło w sporym materiale zatytułowanym: „Dla was zbrodniarz, dla nas bohater.” Ale to nie wszystko, zerwałem kilka lat temu z ogłoszeniowego słupa ulotkę pochwalną pod adresem czynu Niewiadomskiego, opatrzoną rysunkiem dymiącego pistoletu.
Takie przykłady z naszej publicznej sfery można mnożyć bez końca i znane są powszechnie tak obywatelom, jak i władzy, co nie znaczy, że aktualnie rządzący jeszcze raz nie pójdą wspólnie, acz oddzieleni „kilkuset metrowym buforem”, z narodowcami, ONR-em i podobnymi, którzy nam wszystkim – inaczej, czyli normalnie myślącym – najchętniej zgotowaliby los prezydenta Adamowicza.

Nie jest jednak prawdą,

o czym bezpośrednio lub w podtekstach mówi się o tej zbrodni, że fala zalewającej Polskę nienawiści zaczęła się i jest wynikiem tylko aktualnych rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Zjednoczona Prawica ma w tej materii oczywiście wyjątkowe zasługi, bo jak inaczej interpretować sławetne słowa Jarosława Kaczyńskiego o „zdradzieckich mordach” wygłoszone w najważniejszym w tym kraju miejscu? I szereg innych wypowiedzi i czynów atakujących politycznych przeciwników, ale i umizgów oraz zaniechań pod adresem narodowców choćby wieszających na szubienicach portrety europosłów. Jeśli dodać do tego dewastację polskiego wymiaru sprawiedliwości, oskarżanego o czyny, których jego członkowie nie popełnili, pozbawiony rzetelnej prawdy, upowszechniany mit „żołnierzy wyklętych” z jednoczesną dezubekizacją skierowaną na tych, którzy wiernie służyli III RP, a również panoszące się powszechnie kłamstwo wypowiadane przez rządowych prominentów i prezenterów państwowej, narodowej pono, telewizji, to osiągnięcia aktualnie panującego obozu politycznego dla dekompozycji naszego życia publicznego są rzeczywiście ogromne.

Korzenie naszej codziennej

nienawiści mają swój początek – o czym obecnie nikt nie chce wspominać – już u zarania III RP, gdy zwycięskie solidarnościowe elity zapoczątkowały podział społeczeństwa na prawych Polaków i tych wszystkich, którzy w jakikolwiek mierze swą aktywnością wyróżniali się w okresie Polski Ludowej, Bardzo szybko zadano kłam słowom Tadeusza Mazowieckiego: „Zasadę walki, która prędzej czy później prowadzi do wyeliminowania przeciwnika, musi zastąpić zasada partnerstwa…Chcę być premierem rządu wszystkich Polaków, niezależnie od ich poglądów i przekonań, które nie mogą być kryterium podziału obywateli na kategorie.”
Dokonujący się podział społeczny wraz z narastającą wzajemną nienawiścią utrwalała upowszechniana negacja całego okresu PRL i wysiłku pokoleń, które w jakimś stopniu go tworzyły. Dołączyły szybko: wojna na górze i na teczki, podziały na postkomuchów i postsolidaruchów, później reanimowano komunistów, ale także tych, którzy stali tam gdzie ZOMO stało, ubeków i postubeków, lepszy i gorszy sort. Dokonał się również trwały podział w obozie solidarnościowym na PO i PiS, a dziś dodatkowo zaowocował na zwolenników i przeciwników „dobrej zmiany”.
Nastąpiły nadto podziały na oczywiście lepszych naszych i obcych, którymi stali się nie tylko potencjalni w Polsce uchodźcy, ale również wszyscy inni: Żydzi, którzy obrażają nieskazitelny naród polski, Niemcy nie chcący nam płacić zaległych wojennych reparacji, Rosjanie z wiadomych powodów i Unia Europejska, która ośmiela się wtrącać w nasze suwerenne decyzje.

Te wszystkie podziały

zaowocowały nie tylko krańcowo różnymi politycznymi postawami i narastającą wzajemną wrogością, w której nie ma już oczywiście miejsca na szacunek i wysłuchanie innych, ale również represyjnymi, ekonomicznym działaniami w stosunku do byłych bądź obecnych, domniemanych wrogów, w imię czynienia tzw. dziejowej sprawiedliwości z pominięciem obowiązującego prawa.
Najbardziej jaskrawym przykładem takich poczynań, poza trwałą działalnością IPN-u, była ustawa dezubekizacyjna, będąca jaskrawym przykładem odpowiedzialności zbiorowej, zabierająca część wypracowanych emerytur, akceptowana zresztą zgodnie tak przez PO jak i PiS. Stanowiła nie tylko kontynuację wcześniejszej czystki kadrowej, pozbawionej jakichkolwiek, poza politycznymi, podstaw, nadto zapowiadała dalsze podobne działania nie tylko w resorcie obrony narodowej. Był to program ostatecznego rozwiązanie problemu nadal zbędnie istniejących ludzi, związanych w jakikolwiek sposób z okresem PRL, krytycznych bądź wrogich obecnym władcom naszego, podobno wspólnego, kraju.
Jeżeli po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza pisze Adam Michnik „Biało-czerwona flaga Rzeczypospolitej Polskiej okryta jest dziś kirem”, to należy brutalnie przypomnieć o pomijanych ponad czterdziestu trumnach osób, także przykrytych taką samą flagą – ludzi, którzy popełnili samobójstwo lub zmarli gwałtowną śmiercią, z przyczyn rządowych decyzji pozbawiających ich środków do życia. W tym kontekście trudno nawet wspominać o wszystkich pozostałych hańbionych, bez prawa do obrony także swojej godności.
Przelana krew Pawła Adamowicza, podobnie jak przywołanych ofiar postsolidarnościowych włodarzy współczesnej Polski jest taka sama i woła-krzyczy-żąda zaprzestania tego polsko-polskiego wyniszczania.

Niestety w tej narastającej

wzajemnej rzezi Polaków aktywnie od lat uczestniczy hierarchia, i nie tylko, kościoła katolickiego, stanowiąc poważne wsparcie dla pozbawiania nas wszystkich zdrowego rozsądku, ale zawsze pilnująca swoich wpływów i interesów. Nie można się nadziwić, że nadal funkcjonują w polskim Kościele, i w naszym życiu publicznym, i mają znaczące wpływy takie postaci jak ojciec Tadeusz Rydzyk, z którym nikt jakoś, nawet w Watykanie, dziwnym trafem poradzić sobie nie może.
Ale to zrozumiałe po słowach arcybiskupa Gądeckiego wygłoszonych po śmierci Adamowicza: „Zabójca potrzebuje większego współczucia niż zabity”. I dalej, po faryzejsku: „Należy dążyć do jedności i pokoju społecznego. Myślę także o tym, że w takim momencie trzeba rzetelnej modlitwy i o taką proszę. Apeluję o, to by nie wykorzystywać politycznie śmierci prezydenta Adamowicza”.
Czyżby ksiądz arcybiskup przestraszył się gwałtownego, społecznego oburzenia, które uderzyć może, podobnie jak po śmierci Narutowicza, w przychylne mu środowiska polskiej prawicy, a tym razem, w hołubione Prawo i Sprawiedliwość ?

Warto właśnie dziś przywołać

słowa ojca Ludwika Wiśniewskiego: „ Oto na naszych oczach umiera w Polsce chrześcijaństwo. I nie jest to wynik propagandy libertyńskiej, zabiegów kół masońskich czy międzynarodowych spisków. Chrześcijaństwo wykorzeniamy my sami, duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła, własnymi rękami i na własne życzenie…Wprowadziliśmy w naszą religijność element, który ją rozsadza: wrogość. Jesteśmy nią nie tylko zarażeni, ale przyzwyczailiśmy się do niej: stała się do pewnego stopnia wręcz naszym znakiem rozpoznawczym. A gdzie jest wrogość, tam prawo obywatelstwa ma nienawiść – wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię, stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz.”
Nie sądzę aby takimi przemyśleniami dzielili się, w czasie żałobnej mszy świętej za Pawła Adamowicza, prominentni działacze PiS, z prezydentem Andrzejem Dudą na czele, a krokodyle łzy leją dziś także ci, którzy okopywali wspólnie korzenie tej nienawiści.