Chiny zawiniły, Rosję obwinili, Europa zapłaci

Prezydent USA Donald Trump ogłosił zerwanie traktatu INF zakazującego budowy i rozmieszczania rakiet średniego zasięg. Zawartego jeszcze w 1987 roku przez USA i Związek Radziecki. Porozumienie zakładało całkowitą likwidację odpalanych z lądu nuklearnych i konwencjonalnych rakiet i pocisków manewrujących o zasięgu od 500 do 5500 kilometrów.
Poprzedni spór zaczął się w 1975 roku, kiedy ZSRR rozpoczął rozmieszczanie w Europie nowego typu rakiet średniego zasięgu Pionier (SS-20). Miały one zastąpić przestarzałe systemy rakiet R-12 Dźwina (SS-4) i SS-5. Ale taka modernizacja zachwiała równowagę strategiczna z państwami Europy zachodniej.
NATO odpowiedziało rozmieszczaniem w Europie amerykańskich pocisków manewrujących BGM-109G i rakiet balistycznych MGM-31 Pershing. To doprowadziło do kolejnego wyścigu zbrojeń i eskalacji „zimnej wojny” w Europie pomiędzy państwami NATO i ówczesnego Układu Warszawskiego. Aby zapobiec dalszej kosztownej i niepotrzebnej eskalacji, obie strony rozpoczęły w 1980 rok w Genewie negocjacje o wycofania tej broni z Europy.
Po wieloletnim serialu spotkań w 1986 nastąpił przełom. W czasie szczytu amerykańsko- radzieckiego w Reykjaviku prezydent Reagan i gensek Gorbaczow zgodzili się na wzajemne wycofanie broni średniego i pośredniego zasięgu oraz ustalili limit głowic jądrowych, które mogły być instalowane na innych pociskach tego typu.
Rok później w Waszyngtonie USA i ZSRR podpisały ten traktat. Widmo wojny obu mocarstw w Europie przestało straszyć.

Dobry, choć martwy

Przez trzydzieści lat Europejczycy odzwyczaili się od wojennego zagrożenia, od wojen mocarstw na swym terenie. A po upadku ZSRR i rozszerzeniu Unii Europejskiej nastał w tym regionie przynajmniej dwudziestoletni okres wzrostu gospodarczego i cywilizacyjnego.
Tamto wzbogacenie się europejskich społeczeństw możliwe było też dzięki ograniczonym wydatkom na zbrojenia w tych państwach i późniejszej integracji z państwami z za „żelazną kurtyny”. A także dzięki wzmożonej kooperacji gospodarczej zachodniej Europy z Rosją. O czym dzisiaj, zwłaszcza w Polsce, zapomina się.
Z biegiem lat zawarty w Waszyngtonie traktat stawał się martwy. Nie tylko dlatego, że obaj sygnatariusze, czyli USA i Rosja, dziedzicząca go w spadku po ZSRR, obchodziły jego zapisy.
USA intensywnie rozwijały produkcję dalekosiężnych dronów, które okazywały się bardziej skuteczne w wojnach lokalnych niż tradycyjne rakiety średniego zasięgu.
Rosjanie unowocześniali i modyfikowali rakiety odpalane z okrętów, które formalnie nie podlegały ograniczeniom traktatowym, ale stanowiły siłę odstraszającą.
Taki właśnie rosyjski, zmodyfikowany pocisk 9M723 posłużył prezydentowi USA Trumpowi jako pretekst do wypowiedzenia traktatu INF.
Jednak, jak zgodnie podkreślają eksperci, to nie te rakiety znacząco zagroziły hegemonistycznej pozycji USA. Trump zerwał stary, martwy traktat z Rosją, aby zmusić Chiny do negocjacji czegoś nowego.
Rozpoczynając swą prezydenturę Donald Trump zapowiadał przegląd starych traktatów zawartych przez USA. Zerwanie „z iluzją traktatów”, które uzna za nieprzestrzegane albo efektywne dla interesów USA.
I właśnie za taki traktat uznał INF. Nie dlatego, że jego naruszanie ze strony Rosji rujnowało bezpieczeństwo USA. Przewaga militarna USA nad Rosją jest tak wielka, że nie zagrażają jej rakiety 9M723. Prezydent Trump chce zerwać ten traktat ze względu na wojnę polityczno-gospodarczą jaka rozpoczął z Chinami.
Podpisany w 1987 roku traktat INF nie obowiązuje Chin. Bo wtedy Chińska Republika Ludowa traktowana była jako biedne, zacofane technologicznie państwo „trzeciego świata”.
Ale w ciągu trzydziestu lat Chiny wyrosły na światową potęgę. Są dziś uznawane za drugą potęgę gospodarczą świata.
Jednocześnie Chiny konsekwentnie budowały i unowocześniały swe siły militarne. Robiły to „po chińsku”, czyli bez eksponowania swych atutów. Zajęta konfliktami na Bliskim Wschodzie, walką z terroryzmem islamskim, czy hybrydowymi wojnami na Ukrainie, atlantycka opinia publiczna nie interesowała się chińskimi zbrojeniami.
W państwach NATO wspominano o pierwszym chińskim lotniskowcu, ale nie zwracano uwagi na nowe chińskie rakiety średniego zasięgu. Zakazane w USA i Rosji, ale legalne w Chinach. Nie wspominano o stale rosnących tam budżetowych wydatkach na rozwój chińskiej marynarki wojennej, sił działających w cyberprzestrzeni i w sferze kosmosu.
Okazjonalnie wspominano też o chińskiej, konsekwentnej ekspansji na Morzu Południowo- Chińskim. O jednostronnym rozszerzeniu przez Chiny strefy swych wód terytorialnych. O przejmowaniu spornych archipelagów wysp Spratly i Paracelskich.
Co oznacza też przejęcie kontroli nad szlakami żeglugowymi w tamtym regionie. Nad handlem produktami „fabryk świata” z Chin i państw ASEAN.

Koniec lotniskowców

Jeszcze niedawno USA mogły panować nad szlakami handlowymi, czyli gospodarką, całego świata. Bo dysponowały dominującymi eskadrami lotniskowców. W razie konfliktu regionalnego USA wysyłało swe lotniskowce, osłaniane okrętami wsparcia, i otwierało parasol ochronny nad swymi sojusznikami. Parasol, który potrafił też skutecznie zaatakować.
Tak bywało w czasie wojen w Korei, Wietnamie. W czasie napięć Chiny – Taiwan, pomiędzy obu państwami koreańskimi. Teraz chińskie rakiety średniego zasięgu są w stanie zniszczyć taki parasol. Tym samym USA straciła swą przewagę w tym regionie.
Zatem zerwanie przez prezydenta Trumpa układu ograniczającego USA w produkcji i rozmieszczaniu rakiet średniego zasięgu to przede wszystkim straszak wobec Chin. Bo przecież od teraz amerykańskie rakiety mogą być zainstalowane na Tajwanie, w Republice Korei, czy w antychińskim dzisiaj Wietnamie.
Wizja amerykańskich rakiet w sojuszniczych państwach Azji Południowo- Wschodniej ma skłonić Chiny do ustępstw w amerykańsko- chińskiej wojnie gospodarczej.

Europejska peryferia

Prezydent Donald Trump wielokrotnie wykazywał swą niechęć do integracji europejskiej. Krytykował europejskie państwa NATO za ograniczanie wydatków na zbrojenie. Przestrzegał, że USA nie będzie bronić europejskich sojuszników, jeśli oni sami się nie dozbroją.
Wypowiadając traktat INF prezydent Trump wciągnął cały świat w stan „bez traktatowy”. W nowy wyścig zbrojeń. Wielce kosztowny dla wszystkich.
Zapewne liczy na to, że tak przyciśnięte Chiny, i Rosja też, spasują w tej pokerowej rozgrywce. Zasiądą z nim do negocjacji. Aby podpisać zaproponowany im nowy traktat.
Bogaty prezydent bogatego państwa może sobie pozwolić na takie biznesowe zagrywki. Ale co stanie się w naszej Europie zanim wielcy tego świata siądą do stołu?
Jakie koszty poniesiemy kiedy oni nie podpiszą nowych porozumień?
Zaczynając taką rozgrywkę prezydent Trump pokazał, że interesy jego europejskich sojuszników są dla niego drugorzędne. To zrozumiałe dla przywódcy deklarujący dogmat „Ameryka wpierw”.
Ale czy Polska chce takiego wyścigu zbrojeń? I czy stać ją na to?
Polityka rządu PiS konsekwentnie doprowadziła do osłabienia więzi z państwami Unii Europejskiej. Polska przestała wspierać Europejską Politykę Bezpieczeństwa i Obrony/CSDP/. Demonstracyjnie zerwała kontrakty zbrojeniowe z francuskim Airbusem na rzecz mglistych, ale amerykańskich ofert.
Rząd PiS- u zademonstrował kilka wiernopoddaństwa aktow wobec ekipy prezydenta Trumpa. Kreując się na najwierniejszego sojusznika USA na wschodniej flance NATO.
Symbolem tej polityki stało się zbieganie, za wszelką cenę, o stałą amerykańską bazę wojskową. Nazwaną lizusowsko przez polskich polityków „Fort Trump”. Obecność amerykańskich wojsk na polski mogło sprzyjać wzrostowi bezpieczeństwa polskiego w czasie istnienia traktatu INF. Nawet nie w pełni przestrzeganego. Ale brak takiego traktatu i eskalacja nowej „zimnej wojny” sprawiają, że ten wymarzony „Fort Trump” już nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa Polsce w razie konfliktu z Rosją. Przeciwnie wzmocni rolę Polski jako pierwszorzędnego celu w razie każdego konfliktu Rosja – USA. Jako pierwszorzędnego, choć peryferyjnego sojusznika.
Elity PiS wielokrotnie deklarowały sojusz z Urbanowskimi Węgrami. Stawiając Węgry jako wzór suwerennej polityki międzynarodowej państwa Europy Środkowo- Wschodniej.
Tymczasem Węgry deklarują swą neutralność w wojnie gospodarczej pomiędzy USA i Chinami. Nie zrywają więzi gospodarczych z Pekinem. Podobnie traktują swą współprace gospodarczą z Rosją. W sferze militarnej ogłosiły właśnie, że zakupią helikoptery we Francji, czołgi w Niemczech, a samoloty od Szwecji.
I pomimo twego zachowują swe członkowstwo w NATO. I są szanowanym przez USA sojusznikiem w Europie.

Głos prawicy

Powstaje Światowe Centrum Modlitwy o Pokój

Właśnie w Polsce! Info z Radia Maryja:
Spośród wszystkich krajów świata, tylko w 12 miejscach powstaną Kaplice Pokoju – „12 Gwiazd w Koronie Maryi Królowej Pokoju”, które pomimo odległości i różnic czasowych, utworzą Światowe Centrum Modlitwy o Pokój. Pod opieką Matki Bożej trwać będzie w nich wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Na liście znalazła się Polska, a na miejsce utworzenia Kaplicy Pokoju wybrano Niepokalanów.
Idea utworzenia w niepokalanowskiej Bazylice kaplicy, w której trwałaby wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu, była od wielu lat pragnieniem, ale też wielką potrzebą duchową oo. Franciszkanów, lokalnej wspólnoty parafialnej i pielgrzymów, licznie odwiedzających to szczególne miejsce.
Początkowo sądziliśmy, że kaplica służyć będzie lokalnej społeczności i pielgrzymom – mówił o. Andrzej Sąsiadek OFMConv, proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Niepokalanowie.
Projekt Kaplicy Adoracji w Niepokalanowie został przygotowany w pracowni „Drapikowski Studio”, przez gdańskich artystów Mariusza i Kamila Drapikowskich. Ołtarz Adoracji do kaplicy wykonany będzie ze złota, srebra i kryształu. Punktem centralnym ołtarza będzie naturalnej wielkości, wykonana ze srebra postać Maryi z otwartymi w geście zaproszenia dłońmi. Eucharystyczny Chrystus znajdzie się pod sercem Maryi, w dużej, dwudziestocentymetrowej, rozświetlonej Hostii ukazanej spod rozchylonych szat Niepokalanej. Postać Maryi otaczać będzie wieniec ze srebrnych lilii. Lilie odzwierciedlone będą także w kolejnych warstwach kryształu. Podświetlone od spodu lilie, razem ze słonecznymi promieniami rozchodzącymi się wokół Maryi, tworzyć będą świetlistą poświatę, podobną do tej, w której ukazała się Maryja, podczas objawień w Lourdes, Guadelupe i Fatimie. Na jednej z warstw kryształu znajdzie się 12 szlifowanych kamieni symbolizujących 12 gwiazd z apokaliptycznej wizji św. Jana, które także znajdują swe odzwierciedlenie na Cudownym Medaliku z Niepokalanowa. Centralnym punktem Ołtarzy Adoracji jest postać Maryi, nazwanej przez Św. Jana Pawła II „Niewiastą Eucharystii”, „Pierwszą Monstrancją” czy „Gwiazdą prowadzącą Kościół do Jej Syna”. Pod sercem Maryi umieszczone są monstrancje.
– To był kolejny znak z nieba, że Kaplica Adoracji w Niepokalanowie powinna powstać i że będzie to miejsce wyjątkowe. Miejsce, które stanie się Światowym Centrum Modlitwy o Pokój. Nie tylko o pokój na świecie, ale też o pokój w nas samych, w naszych rodzinach, w Ojczyźnie – podkreśla o. Andrzej Sąsiadek.

Problem pokoju My, socjaliści

Lewica powinna dziś zacząć na forum publicznym przemawiać innym niż dotychczas głosem w sprawach naszego bezpieczeństwa.

 

Dyskutowaliśmy ostatnio w gronie ludzi lewicy o globalnych, ale również naszych regionalnych problemach dotyczących wojny i pokoju. Polska ma ogromny dorobek przypadający na drugą połowę XX wieku dotyczący przedsięwzięć i inicjatyw pokojowych. Trzeba pamiętać, że powstawały one w cieniu widocznych wówczas wszędzie, szczególnie w Warszawie, szkieletów przedwojennych gmachów i domów mieszkalnych oraz mogił i tablic upamiętniających ofiary oraz niezatartej w pamięci narodu największej w naszej historii tragedii, jaką były skutki II wojny światowej.
Przywołano szereg ważnych polskich inicjatyw pokojowych, jak Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju, jaki odbył się z polskiej inicjatywy w sierpniu 1948 roku we Wrocławiu, czy zgłoszony przez Adama Rapackiego, działacza PPS, ówczesnego polskiego ministra spraw zagranicznych w dniu 2 października 1957 na XII sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych projekt utworzenia strefy bezatomowej w Europie Środkowej. Te wymienione i inne polskie inicjatywy pokojowe, zgłaszane na forum międzynarodowym w okresie istnienia Polski Ludowej przeszły do historii, nasz kraj zaś stał się powszechnie szanowany za wkład do globalnego myślenia na temat bezpieczeństwa zbiorowego.
Polska ma szczęście lub nieszczęście być w położeniu w centralnej Europie, gdzie od XVI wieku trwa konfrontacja o wpływy kontynentalne pomiędzy dwoma naszymi wielkimi sąsiadami na wschodzie i zachodzie. Byliśmy i jesteśmy ofiarą tej konfrontacji, a pokojowy okres ponad 70 lat po drugiej wojnie światowej, należy zaliczyć do szczęśliwego zbiegu okoliczności, jakie zaistniały w Europie i na świecie po II wojnie światowej, i jeszcze wcześniej, w latach 1917-1918, kiedy tworzył się nowy europejski układ sił. Wówczas to socjaliści zorganizowani w PPS ustanowili doktrynę polityczną dotyczącą niepodległości państwa polskiego po doświadczeniach 123 lat zaborów. Wynikały z niej proste przekazy, które zdały egzamin w burzliwej historii XX wieku. To było zdefiniowanie tożsamości narodowej i interesu narodowego oraz podstawowych zasad współżycia w naszym regionie.
Przede wszystkim nie można za wszelką cenę pozwolić, aby powtórzyły się w naszej polskiej i europejskiej rzeczywistości niekorzystne dla Polski okoliczności i układy znane z naszej historii z lat 1794, 1939, 1943-44. Jak pamiętamy Polska utraciła wówczas siłę regionalną i podmiotowość, co skutkowało sytuacją, że o naszym losie decydowali inni. Istotne jest w tych sprawach doświadczenie, że Polska nie mając możliwości decydowania samodzielnie, była przesuwana kilkakrotnie ze wschodu na zachód i odwrotnie, co skutkowało znalezieniem się na ogół w obszarze stref wpływów Rosji lub Niemiec, które zawsze miały charakter konfrontacyjny. Nigdy w historii nie udało nam się znaleźć ponad tym układem, stąd widoczne od wieków rozdwojenie jaźni narodu i dylemat, kto jest sojusznikiem, a kto jest wrogiem. Jest co prawda obecny w polskiej politologii tzw. nurt symetryzmu, niemniej jednak ma on mały wpływ na myślenie i działanie elit. Na polskiej drodze do samodzielności i pełnej niepodległości państwa i narodu popełniono wiele błędów, ale zasady pozostały i należy z nich szczególnie dziś, wyciągać wnioski.
Współcześnie globalny układ sił i konfrontacji między mocarstwami wydaje się być korzystny dla Polski. Konfrontacja ta ma charakter wielopłaszczyznowy, nie należy jednak zakładać, że możliwy jest konflikt nuklearny na wielką skalę, który unicestwi cywilizację. Trzeba zakładać, że trwające konflikty regionalne nie przekroczą tzw. masy krytycznej. Świat będzie układał się więc na nowo, bo taka jest logika rozwoju, w oparciu o interesy i wymuszoną współpracę pomiędzy kilkoma centrami globalnymi. Globalnych graczy jest w zasadzie trzech: USA we współpracy z Unią Europejską, Rosja i Chiny. Każdy z nich ma swoje jasno określone interesy i priorytety.
Polska ze swoim położeniem i tragicznymi doświadczeniami XX wieku, powinna wykorzystując sytuację pełnić rolę zwornika, a nie klasycznego państwa granicznego. Nie tak dawno zadawałem na tych łamach pytanie: czemu Polska ma mieć z założenia gorsze stosunki z Rosją, niż Niemcy, Francja czy USA. Nie leży w naszym interesie udostępnianie naszego terytorium na potencjalny konflikt regionalny. Przez ponad 70 lat nie odbudowaliśmy jeszcze kraju i nie uzupełniliśmy strat po zniszczeniach II wojny światowej.
Cała polska lewica powinna dziś zacząć na forum publicznym przemawiać innym głosem, niż dotychczas, w sprawach naszego bezpieczeństwa. Przeciwstawić się propagandzie wojennej, która opanowała część mediów i elity rządzące. Podstawową doktryną polityczną lewicy musi być głoszenie pokoju i pokojowej współpracy, a nie wojny.