Wysokie podatki to nie socjalizm

Istnieje wiele nieporozumień dotyczących socjalizmu, jednym z nich jest niesamowicie powszechny pogląd, że socjalizm to ekstremalnie wysokie podatki. Tak naprawdę jednak socjalizm nie oznacza wcale wysokich podatków.

Socjaliści chcą uspołecznienia pracy i stopniowej eliminacji systemu kapitalistycznego. W takim świecie nie będzie potrzeby zbierania podatków od kapitału, bo nie będzie już kapitału.

Jeśli trzeba będzie wybudować domy dla bezdomnych, to kolektyw podejmie taką decyzję i zostanie to zrobione. Jeśli trzeba będzie ratować planetę, to nie będziemy modlili się o cud, czy o zielone nawrócenie koncernów i czekali na darowizny od Bezosa, ale opracujemy stosowne plany i zwyczajnie je zrealizujemy.

Wysokie podatki mogą być narzędziem okresu przejściowego, ale docelowo nie są wcale tożsame z socjalizmem. Na tej samej zasadzie żądania wysokich płac w kapitalizmie nie są wcale walką o socjalizm, czy jakąś docelową, socjalistyczną strategią. Istnieje wiele nieporozumień dotyczących socjalizmu, jednym z nich jest niesamowicie powszechny pogląd, że socjalizm to ekstremalnie wysokie podatki. Tak naprawdę jednak socjalizm nie oznacza wcale wysokich podatków.

Socjaliści chcą uspołecznienia pracy i stopniowej eliminacji systemu kapitalistycznego. W takim świecie nie będzie potrzeby zbierania podatków od kapitału, bo nie będzie już kapitału.

Jeśli trzeba będzie wybudować domy dla bezdomnych, to kolektyw podejmie taką decyzję i zostanie to zrobione. Jeśli trzeba będzie ratować planetę, to nie będziemy modlili się o cud, czy o zielone nawrócenie koncernów i czekali na darowizny od Bezosa, ale opracujemy stosowne plany i zwyczajnie je zrealizujemy.

Wysokie podatki mogą być narzędziem okresu przejściowego, ale docelowo nie są wcale tożsame z socjalizmem. Na tej samej zasadzie żądania wysokich płac w kapitalizmie nie są wcale walką o socjalizm, czy jakąś docelową, socjalistyczną strategią. To sprawa na teraz, doraźna poprawa sytuacji ludzi, którzy są wyzyskiwani i zwyczajnie zasługują – jak każdy – na godne życie.

Pudrowanie trupa kapitalizmu socjalistów niebyt interesuje, bo wiedzą oni, że jeśli ktoś egoistycznie wywalczy sobie lepsze warunki w kraju A, to gdzieś w kraju B ktoś inny zacznie w ich imię umierać pod kapitalistycznym butem.

Walka o socjalizm to walka o kurczenie kapitałocenu.

Minimum programu socjalistycznego w kapitalizmie, to w związku z powyższym walka o zmniejszanie spektrum prywatnej własności.
Dlatego jeśli Krajowy Plan Odbudowy, to nie przez prywatnych firm. Jeżeli lepszy system ochrony zdrowia, to bez kontraktów dla prywatnych jednostek. Jeśli inwestujemy w OZE z budżetu, to niech zajmują się tym publiczne firmy dające dobre warunki pracy dla tych, którzy tracą pracę w górnictwie. Jeśli robimy program wymiany pieców, to niech robi to publiczne przedsiębiorstwo albo spółdzielnia… Itd…

Środki publiczne tylko w podmioty publiczne.

Recepta na receptę

Lewica znów wyszła przed szereg, prezentując katalog proponowanych rozwiązań problemów w polityce socjalnej państwa. Biorąc pod uwagę, że pozostałe ugrupowania polityczne są w głębokiej defensywie, należy chyba docenić ten defensywno-ofensywny manewr. Piszę: defensywno-ofensywny, bo w większości chodzi tu o działania, które mogą, czy też powinny, być podjęte już teraz.

Szanse na ich podjęcie przez dzisiejszą władzę są natomiast raczej małe albo nawet żadne (chociaż minister Gowin, jakby przypadkiem, już w poniedziałek obiecał pełne oskładkowanie umów zleceń, które ma obowiązywać od przyszłego roku). Część tych postulatów będzie można wdrożyć dopiero po całkowitym odejściu aktualnego rządu, i dla niektórych z nich – na przykład dla propozycji badań pocovidowych czy ochrony lasów – będzie wtedy już za późno.

Przedstawienie przez Lewicę tych doraźnych środków miało, jak sądzę, przede wszystkim podkreślić bezczynność rządu, który czasami niewielkim kosztem mógłby poprawić sytuację. Być może dlatego nie znalazły się wśród tych propozycji tematy, o których wiadomo, że ich realizacja koliduje z celami politycznymi rządzących. Prezentację adresowano głównie do ludzie przekonanych, że są lub byli beneficjentami działań rządu, a zatem ludzi obecnie lub kiedyś mu przychylnych. Złudzenie, że rządowi choć trochę na nich zależy, rzeczywiście warto rozwiać.

Komunikacja partii opozycyjnych z przyszłymi wyborcami jest w ogóle bardzo ważna. Oprócz Lewicy do takich osób puszcza oko jeszcze partia Hołowni, choć zazwyczaj przekazuje subtelne kontury programu raczej niż jego konkrety. Może to chwilowo być skuteczne, bo większość dostrzega w Polsce 2050 to, co chciałaby zobaczyć, a nie to, co faktycznie pod tym płaszczykiem jest skrywane. Radna Wijas ze Szczecina, owszem, widziała w nowym ugrupowaniu coś ciekawego, ale okazało się, że Polska 2050 nie widzi wspólnej przyszłości z radną. Dlatego punkty widzenia trzeba uzgadniać jak najszybciej, by oszczędzić sobie rozczarowań.

Nie mniej ważna jest komunikacja partii politycznych, zwłaszcza opozycyjnych, ze swoimi aktualnymi zwolennikami – tym bardziej że nie można tu liczyć na pośrednictwo mediów, które są albo wrogie, albo niezborne, albo świeżo zatankowane na Orlenie. Wcale nierzadko bywa i tak, że nawet najtwardszy rdzeń wyborców przestaje się orientować, o co jego partii chodzi. A cóż dopiero mają powiedzieć nie tak już gorący wielbiciele czy już ci naprawdę letni!

Wszystkim wyszłoby na zdrowie, a już na pewno na dobre, gdyby partie zaczęły rozmawiać o planach dalej idących reform czy wręcz odbudowy instytucji, z których po rządach PiS‑u zostaną zgliszcza lub nadające się wyłącznie do zniszczenia baraki – z płaskim, oczywiście, dachem.

Warto też rozmawiać o podatkach, tym bardziej że wiedza o nich w społeczeństwie jest znikoma. Pewien napotkany przeze mnie w suchym przestworze internetowego oceanu przedsiębiorca – jak sądzę, indywidualny – zagroził , że on i jego koledzy pozakładają spółki i tyle z jego podatków zobaczymy. Jakże bym chciał, by koleżeństwo spełniło swoje obietnice (groźby?), głównie dla własnego dobra, bo nie ma gorszego sposobu prowadzenia działalności gospodarczej niż działalność jednoosobowa (no, chyba że polega to na oszukiwaniu klientów i urzędu podatkowego; wtedy jest to działalność najlepsza, choć może jednak nie najlepsza). Polacy, niestety, ufają bardziej swoim zdolnościom indywidualnym niż rodakom, przeceniając znacząco zdolności, a lekceważąc współtowarzyszy gospodarczej niedoli. Niechęć Polaków do spółek niemalże dorównuje ich niechęci do spółdzielni.

Warto także rozmawiać o prezydencie – o tym, czy jego urząd jest nam niezbędnie potrzebny, zwłaszcza skoro wybiera się kandydata w głosowaniu powszechnym. Dowodów na poparcie tezy o niskiej przydatności tego urzędu dostarcza aktualny lokator pałacu pod baranami – pardon, pod żyrandolami. W późnym PRL-u krążył po ludziach inteligentnych dowcip, że Piwnica pod Baranami zamierzała się przenieść do Warszawy, ale proponowana lokalizacja nie spodobała się władzom. Dziś w tym budynku funkcjonuje giełda, lokalizacja więc byłaby akuratna, tylko prawdziwych piwnic już nie ma.

Warto rozmawiać o telewizji publicznej – oczywiście nie o tej, która jest, ale o tej, której nigdy nie było. Analizując to na chłodno, najlepsza telewizja publiczna była za prezesury Kwiatkowskiego, choć i wtedy nie była najlepsza. Może zamiast TVP Info nadawać Euronews po polsku? Na pewno nie będzie gorzej, a może nawet będzie nieco taniej.

Warto rozmawiać o polskiej nauce, tylko trzeba robić to szybko, bo za chwilę, już za momencik, tematu (do) rozmowy nam braknie. Gastronomia otwarta, ogródki gotowe, więc do rozmów, Polacy! O Polsce.

O konkordacie nie warto rozmawiać, konkordat trzeba wypowiedzieć.

System bezpieczeństwa socjalnego

Przeczytałem bardzo dobry artykuł Mirosława Woronieckiego pod tytułem: ”Świadczenie obywatelskie-oferta dla obywateli, program dla Polski”. Zgadzam się w pełni z przedstawionymi w nim opiniami i wnioskami.

Chciałbym uzupełnić niektóre stwierdzenia i przedstawić swoje propozycje.
W przeszłości i dzisiaj głównym zabezpieczeniem socjalnym była i jest praca wynikające z niej wynagrodzenie oraz składki na ubezpieczenia emerytalne, zdrowotne i rentowe. Praca wypełniała trzy podstawowe funkcje: tworzenie dóbr i usług, dokonywała podziału tychże dóbr i usług poprzez wynagrodzenie oraz zapewniała ludziom poczucie, że są potrzebni i pożyteczni. Jeżeli przykładowo za 15 lat w sposób rentowny roboty będą produkowały roboty a sztuczna inteligencja będzie w znacznym stopniu wyręczała naukowców, inżynierów, lekarzy, i ekonomistów oraz zarządzała pracą robotów to świadczenie obywatelskie nie będzie eksperymentem albo jedną z możliwych opcji wyboru tylko niezbędną koniecznością. Praca zawodowa stanie się przywilejem dla nielicznej grupy osób. Przez te przykładowe 15 lat kluczowym problemem będą skutki społeczno ekonomiczne jakie wywołuje narastające bezrobocie, wraz z wynikającymi z niego konsekwencjami społecznymi i gospodarczymi. Dlatego trzeba opracować nowy system bezpieczeństwa socjalnego który z jednej strony będzie efektywniejszy od dzisiejszego, a z drugiej strony będzie przygotowaniem do przejścia na świadczenia obywatelskie. Ponieważ obecny system opieki socjalnej jest niesprawiedliwy i mało wydajny, to jest on głównym hamulcem rozwoju społeczno gospodarczego. Dlatego nie jest potrzebna kosmetyka w systemie opieki socjalnej tylko trzeba go zbudować od nowa.

W sferze społeczno-gospodarczej lewicowe spojrzenie oznacza: sprawiedliwe dzielenie dochodu narodowego. Obecnie głównym celem społecznym powinno być, zapewnienie przez państwo każdej rodzinie dochodów w wysokości co najmniej minimum socjalnego. Najważniejszym instrumentem realizacji wyżej wymienionego celu jest budżet i fundusze publiczne. To tam następuje kluczowy proces redystrybucji dochodu narodowego od ludzi bogatych do biednych. Dlatego obowiązkiem lewicy jest, aby budżet był możliwie duży i zachodził w nim proces redystrybucji, a środki budżetowe były efektywnie wykorzystane. Oznacza to wspieranie rozwoju gospodarczego i możliwie najbardziej efektywne wykorzystywanie środków budżetowych i funduszy publicznych w interesie ludzi biedniejszych. Aby móc zrealizować tak sformułowane podstawowe cele polityki lewicowej należy: możliwie szybko rozwijać gospodarkę, przesuwać poprzez budżet środki na rzecz ludzi biedniejszych, jak najbardziej efektywnie wykorzystać środki na usługi socjalne. Ten trzeci element jest przez lewicę niedoceniany, a właśnie tam istnieją największe rezerwy. Narzędzia gospodarki rynkowej należy wykorzystać do realizacji usług społecznych. Prowadzi to do większej konkurencji o pieniądze budżetowe co podnosi jakość usług i obniża ich cenę. Natomiast o podziale usług socjalnych między obywateli powinny decydować względy społeczne, a nie rynek.

Aby zapobiec coraz większemu rozwarstwieniu społeczeństwa i wykluczeniu społecznemu trzeba dokonać całkowitej zmiany systemu pomocy socjalnej państwa. Nowy system pomocy socjalnej powinien być zbudowany w oparciu o trzy założenia: poczucie bezpieczeństwa socjalnego dla wszystkich obywateli, organizacja systemu bezpieczeństwa socjalnego musi być zgodna z zasadami gospodarki rynkowej, aby zapewnić efektywność wydawanych środków, nowy system musi uwzględniać możliwości budżetu i działać na rzecz konkurencyjności polskiej gospodarki.

System bezpieczeństwa socjalnego powinien składać się z pięciu filarów: gwarantowanemu zatrudnieniu w postaci nowoczesnego programu robót publicznych, finansowanemu przez budżet, edukacji dzieci i młodzieży w taki sposób, aby poziom materialny rodziców ani miejsce zamieszkania nie wpływały na wysoki poziom tej edukacji, finansowaniu przez Narodowy Fundusz Zdrowia i budżet państwa niezbędnego zakresu usług medycznych, ubezpieczeniach emerytalno – rentowych, systemowi dodatków na dofinansowanie rodzin i osób żyjących poniżej minimum socjalnego.

Skąd wziąć pieniądze na sfinansowanie takiego programu pomocy społecznej? Po pierwsze z jego zracjonalizowania to znaczy, że pieniądze będą trafiały do naprawdę potrzebujących, a nie do wszystkich jak to jest obecnie (można to zobaczyć na przykładzie becikowego, systemu wspierania budownictwa, czy podatku VAT) czy 500+. Po drugie z lepszego wykorzystania pieniędzy przeznaczonych na zakup usług socjalnych poprzez mechanizmy rynkowe do obniżenia cen. Po trzecie poprzez przesunięcia wewnątrz budżetu, ponieważ system opieki socjalnej powinien być jednym z priorytetów lewicy. Po czwarte ze wzrostu dochodu narodowego.

Obowiązująca doktryna neoliberalna głosi że najskuteczniejszą metodą walki z bezrobociem jest wzrost gospodarczy ignorując fakt, że w coraz mniejszym stopniu wiąże się on, ze wzrostem zatrudnienia. Przyczyną narastającego bezrobocia jest wzrost wydajności pracy w skutek postępu naukowo – technicznego. W rezultacie bezrobocie w długim okresie czasu może strukturalnie rosnąć, a poziom zatrudnienia (potrzebny do wytworzenia porównywalnego zakresu dóbr i usług) będzie coraz mniejszy. Potwierdzają to następujące dane: w latach 2010 do 2019 wzrost zatrudnienia wynosił 14,27%, wzrost produkcji przemysłowej 47,9%, a PKB 101,4%. Przy ocenie tych danych trzeba wziąć pod uwagę, że 2008 rok był początkiem kryzysu, a 2018 szczytem koniunktury.

Głównym elementem nowego systemu bezpieczeństwa powinno być gwarantowane zatrudnienie poprzez system robót publicznych finansowanych z budżetu państwa. Między innymi skutkiem tego programu będzie możliwość przyśpieszenia reform strukturalnych ograniczenie, a nawet wyeliminowanie z budżetu wydatków na podtrzymywanie branż przemysłu ze względów społecznych i socjalnych oraz likwidacja zasiłku dla bezrobotnych. Pracownik, który nie znalazł pracy na rynku mógłby się zawsze zatrudnić w pracach organizowanych przez państwo. W tym kontekście umowy o dzieło i umowy zlecenia wracają na swoje właściwe miejsce jakie pełniły w latach 70 i 80 dlatego, że pracownik ma swobodę wyboru. Wyżej wymienione umowy przestaną być nazywane śmieciowymi i pełnić rolę czarnego luda.

Ważnym elementem bezpieczeństwa socjalnego jest system ochrony zdrowia. Należy przypomnieć, że nie istnieje, nigdy nie istniała i nie będzie istnieć darmowa służba zdrowia. Zawsze trzeba zapłacić: lekarzowi, za leki, budynki szpitali i inne elementy procesu leczenia. Płaci za to zawsze pacjent zarówno kiedy korzysta z publicznego finansowania usług medycznych jak i wtedy kiedy z tego nie korzysta. W pierwszym przypadku płaci składki do NFZ i podatki do budżetu. W drugim przypadku płaci bezpośrednio ze swojej kieszeni. Przeprowadzona kilka lat temu reforma zakładała, że pacjent będzie miał prawo wyboru lekarza i szpitala, a pieniądze będą szły za pacjentem. Tak się nie stało i ostateczna wersja reformy oraz praktyka jej realizacji mocno wypaczyła jej pierwotną ideę. To i wiele innych przyczyn powodują następujące nieprawidłowości:
Część składki płaconej przez pacjenta do NFZ refinansowana jest przez budżet. Oznacza to, że nie jest respektowana zasada redystrybucji dochodu narodowego od osób bogatszych do biedniejszych. Ponadto większe refinansowanie dostają osoby bogatsze, czyli takie, które płacą większą składkę. Tak więc pieniądze z budżetu w większej części trafiają do osób bogatszych, a nie biednych. Istnieje systemowa i zwyczajowa nierówność między publicznymi i niepublicznymi zakładami opieki zdrowotnej.

Systemowa polega na tym, że jeżeli PZOZ podpisze kontrakt z NFZ to nie może leczyć poza kontraktem (za gotówkę), natomiast NZOZ może leczyć oprócz kontraktu także za pieniądze bezpośrednio otrzymane od pacjentów. Powoduje to uprzywilejowaną pozycję finansową NZOZ-ów i podnosi ceny usług medycznych na rynku nie finansowanym przez NFZ (ograniczona konkurencja). Jeszcze bardziej szkodliwym zjawiskiem jest nierówność zwyczajowa. Polega ona na tym, że NFZ czuje się w obowiązku tak rozdzielać pieniądze, aby kontrakty w miarę możliwie otrzymały wszystkie PZOZ, a nie te zakłady opieki zdrowotnej zarówno publiczne jak i nie publiczne, które oferują najniższe ceny. Oznacza to, że część pieniędzy się traci i leczy się mniej pacjentów. Dzieje się tak dlatego, że pieniądze są dzielone na szpitale, a nie na pacjentów. Publiczne Zakłady Opieki Zdrowotnej nie mają zdolności upadłościowej. Powoduje to, że PZOZ będące w rzeczywistej upadłości robią to kosztem budżetów gmin, budżetu państwa lub kosztem NFZ. Nie ma zintegrowanego systemu informatycznego, który umożliwiłby kontrole procesu leczenia i jego kosztów , ograniczyłby korupcję zmniejszył administrację, ułatwił planowanie i umożliwił społeczną kontrolę procesu leczenia. Wszystko to powoduje, że system opieki zdrowotnej jest niesprawiedliwy, drogi i mało efektywny. Powoduje to zróżnicowanie dostępu do leczenia finansowanego publicznie w zależności od miejsca zamieszkania, wieku i posiadanych znajomości.

Publiczny system ochrony zdrowia powinien się składać z czterech podstawowych elementów: pieniędzy pochodzących ze składek dla NFZ-tu i środków budżetowych, przepisów państwowych dotyczących ochrony zdrowia, systemu informatycznego i NFZ-tu. Zadaniem Ministerstwa Zdrowia powinno być: stworzenie planu ochrony medycznej w państwie, przygotowywanie potrzebnych ustaw i rozporządzeń, stworzenie i administrowanie zintegrowanym systemem informatycznym, wykorzystywanym w ochronie zdrowia, finansowanie badań profilaktycznych, finansowanie systemu ratownictwa medycznego, finansowanie nie standartowych procedur medycznych, finansowanie zdarzeń nadzwyczajnych dla przykładu epidemii.

Zadaniem NFZ powinno być: finansowanie procesu leczenia, dbanie o możliwie najniższy koszt jednostkowej usługi medycznej oraz kontrola procesu leczenia.

Ministerstwo Zdrowia i NFZ kupują usługi medyczne na rzecz swoich pacjentów w polskiej i zagranicznej służbie zdrowia. Proponowana zmiana systemu ochrony zdrowia spowoduje, że będzie on dobrze działał zarówno wtedy jak 100% placówek medycznych będzie publiczne, jak i wtedy kiedy wszystkie placówki medyczne będą niepubliczne.

Po przeprowadzeniu tych zmian i poznaniu jakie są rzeczywiste koszty ochrony zdrowia kluczową decyzję należy oddać w ręce społeczeństwa. Dlatego też społeczeństwo w drodze referendum powinno wybrać z pośród wielu wariantów określonych przez specjalistów: zakres usług medycznych i odpowiadający im procent składki. Składka w żadnym wypadku nie powinna być refundowana przez budżet, ponieważ zatraci wtedy swoją funkcję redystrybucyjną.

Szkolnictwo, które powinno być jednym z fundamentów rozwoju kraju nie spełnia swojego zadania jest za drogie, na niskim poziomie kształcenia i niesprawiedliwie społecznie. Ponadto nie ma skutecznych narzędzi dostosowania tego systemu do potrzeb gospodarki. Szkolnictwo jest finansowane z budżetu państwa i budżetów gmin. Oznacza to, że dzieci i młodzież z biedniejszych gmin uczą się w gorzej finansowanych szkołach. Jest to niesprawiedliwe.

Reforma szkolnictwa powinna opierać się na różnorodności, wysokim poziomie kształcenia i racjonalności finansowej. Placówki szkolne byłyby prowadzone przez różne podmioty: gminy, fundacje, organizacje społeczne, związki wyznaniowe, osoby prywatne, podmioty prawne. Samorząd terytorialny zostanie zobowiązany do zapewnienia odpowiedniej sieci szkół. Przy spełnieniu norm ilości uczniów w klasie i norm edukacyjnych. Zasadą będzie finansowanie placówki szkolnej tylko z państwowych bonów edukacyjnych. Zmniejszenie ilości uczniów w klasie, podwyższenie jakości edukacji może wymagać dodatkowych środków, od właścicieli placówek szkolnych lub rodziców. Bony na poziomie wyższej uczelni będą dedykowane tylko do odpowiednich wydziałów, które zapewniają najwyższy poziom kształcenia. Ograniczona ilość bonów będzie przekazywana nieodpłatnie uczniom, którzy najlepiej zdadzą egzamin maturalny. Zapewni to wysoki poziom kształcenia finansowanego z budżetu i to w dziedzinach na które istnieje zapotrzebowanie. Finansowanie szkół i uczelni z budżetu będzie odbywać się tylko przez system bonowy. W celu kontroli systemu edukacji każdego ucznia i studenta odpowiednie informacje należy wprowadzić do ogólnopolskiego systemu informatycznego, który pozwoli śledzić postępy edukacyjne uczniów i studentów wyławiać talenty oraz kontrolować placówki edukacyjne, i ich koszty.

Rodziny o niskich dochodach powinny dostawać bony socjalne na: dożywianie w szkole, na zakup wyposażenia szkolnego i sfinansowanie internatu lub akademika.

System emerytalny jest tak skonstruowany że ci którzy mają wyższe zarobki mają wyższą dopłatę pracodawcy do składki emerytalnej co powoduje zróżnicowanie emerytur finansowanych z funduszy publicznych. Emerytura dla znaczących grup społecznych nie zależy od ilości zebranych składek tylko od zawodu jaki się wykonuje (np.: służby mundurowe, rolnicy, kler, prokuratorzy i sędziowie). Istnieją także różne uprawnienie emerytalne między kobietami i mężczyznami. Zobowiązania budżetu wobec ZUS wynoszą od 3 do 5 bilionów zł w zależności czy przedstawia to GUS czy pani prezes. Ponadto system wyboru prezesa ZUS-u w dzisiejszej sytuacji powoduje konflikt interesów ponieważ jest on wybierany przez premiera.

Aby zmienić system emerytalny trzeba przewidzieć jak ma on wyglądać docelowo. Moim zdaniem powinien opierać się na następujących zasadach: W ZUS-ie prowadzone są indywidualne konta emerytalne na które zbierana jest składka przyszłego emeryta. Jest to bezpieczne rozwiązanie dla emerytów i budżetu państwa. Tak więc powinien istnieć system solidarności wewnątrz pokoleniowej (składki tych co żyją na emeryturze krócej niż średnia długość życia na emeryturze finansują emerytury tych co okres życia na emeryturze jest dłuższy od średniej), a nie międzypokoleniowej (bieżące składki pracujących finansują wypłaty aktualnych emerytur). Wszyscy obywatele także rolnicy, służby mundurowe, kler i inni mają jednolity ten sam system emerytalny. Państwo gwarantuje emerytury tylko w ustalonej ustawowej wysokości. Wyższą emeryturę można osiągnąć oszczędzając samodzielnie w różnych instytucjach finansowych lub oszczędzając indywidualnie. W związku z tym, że gwarantowana emerytura jest dla wszystkich jednakowa, co oznacza, że kwota na indywidualnym koncie emerytalnym gwarantująca wypłatę emerytury też jest jednakowa i przymusowo zbierana tylko do momentu osiągnięcia założonego poziomu zapewniającego wypłacanie jednakowej dla wszystkich emerytury. Wysokość składki określa ustalony procent wynagrodzenia minimalnego, a więc wysokość składki reguluje się poprzez jego zmianę. Każdy obywatel może na swoje konto emerytalne lub innego obywatela polskiego wpłacać poza składką obowiązkową dodatkowe dowolne kwoty do momentu, aż osiągnie ono przewidziany poziom. Wpłaty zarówno na swoje jak i innych indywidualne konta emerytalne do wysokości ustawowej są odejmowane od podstawy opodatkowania. Minimalna składka jest płacona jest przez wszystkich w jednakowej wysokości wyłącznie z wynagrodzenia osobistego odpowiednio podniesionego tak, aby wynagrodzenie netto w momencie zmiany systemu nie zmalało (ubruttowienie). Za obywateli, którzy nie ze swojej winy nie mają odpowiednich dochodów, składki opłaca państwo. Do wyliczeń minimalnej składki przykładowo można przyjąć 42 letni okres składkowy i wiek 63 lat do przejścia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn. Każdy obywatel może iść na emeryturę w dowolnym wieku jeżeli na indywidualnym koncie emerytalnym ma zgromadzoną odpowiednią kwotę pieniędzy, która pozwoli otrzymać ustawową emeryturę. Dla niektórych zawodów i stanowisk pracy (np.: służby mundurowe, maszyniści kolejowi, górnicy i inni) minimalna składka będzie ustawowo ustawiona na wyższym poziomie tak, aby mogli oni wcześniej odejść na emeryturę. Podwyższona składka będzie w całości opłacana z wynagrodzenia osobistego w odpowiedni sposób podwyższonego przez ubruttowienie. Pieniądze ze składek mogą być angażowane tylko w papiery dłużne skarbu państwa, NBP, samorządu terytorialnego i Polskich Inwestycji oraz w lokaty bankowe w NBP i BGK. Nadzór społeczny nad ZUS-em będzie sprawowany poprzez bezpośredni wybór rady nadzorczej przez ubezpieczonych, którzy są pełnoletni. Rada będzie wybierała zarząd.

Skonstruowany na powyższych zasadach system emerytalny ma wiele zalet dla obywateli, państwa i przedsiębiorstw. Przeniesienie całości składki na pracownika, a następnie ubruttowienie wynagrodzenia spowoduje, że wszyscy pracownicy, którzy płacili wyższą składkę niż minimalną będą mieli wyższe wynagrodzenie netto. U przedsiębiorców nastąpi uproszczenie rozliczeń. Możliwość wpłacania wyższych kwot składki niż składka emerytalna i opłacania składki na rzecz innych osób umożliwia dostosować czasowo i kwotowo wielkość składek, aby było to najkorzystniejsze dla ubezpieczonego. Wprowadzenie jednego systemu emerytalnego, likwidacja KRUS-u przyniesie znaczne oszczędności dla budżetu. Przyjecie zasady, że ustawowo krótszy czas pracy dla niektórych zawodów sfinansowany jest z wyższych składek ubezpieczonego przy zachowaniu wynagrodzenia netto zlikwiduje pojęcie przywilejów emerytalnych, gdyż wcześniejsze emerytury zostaną sfinansowane przez ubezpieczonego. Zasada samofinansowania się systemu emerytalnego i wybory bezpośrednie rady nadzorczej ZUS-u mają istotne znaczenie dla społeczeństwa obywatelskiego i poczucia ubezpieczonych, że mają wpływ na to co się dzieje z jego pieniędzmi. Najtrudniejszą sprawą będzie przejście z obecnego systemu do opisanego powyżej głównie z powodu braków finansowych. Najpierw trzeba przeprowadzić ustawę, która uniezależni zarząd ZUS-u od władz państwowych i odda kształtowanie zarządu ubezpieczonym. Potem trzeba zrealizować te rozwiązania, które nie niosą zwiększenia obciążeń finansowych np. pobieranie całości składki z wynagrodzenia brutto pracowników przy jednoczesnym ubruttowieniu wynagrodzeń czy możliwość płacenia składek za inne osoby. Pierwszym zadaniem nowego zarządu ZUS-u będzie wynegocjowanie porozumienia dotyczącego spłaty zadłużenia budżetu wobec systemu emerytalnego. Kwota zobowiązań jest na tyle duża, że budżet państwa nie będzie w stanie jej zwrócić do systemu emerytalnego w krótkim okresie czasu. W moim przekonaniu powinna to być co najmniej roczna kwota, która zapewni bieżącą płynność systemu emerytalnego ( budżet teraz to robi). Gdyby przyjąć że budżet będzie spłacał rocznie po 50 miliardów to okres spłaty długu bez odsetek będzie wynosił od 60 do 100 lat. Można także część tego długu spłacić poprzez przekazanie majątku skarbu państwa. Należy też zwrócić uwagę, że niekorzystne będzie rozwiązanie przenoszące środki z nowego systemu emerytalnego poprzez obligacje państwowe na wypłatę bieżących emerytur. Pokaże to wyższe zadłużenie budżetu państwa, a tym samym podrożeje koszt obsługi długu polskiego na rynku krajowym i międzynarodowym. Dlatego należy rozmawiać z instytucjami unijnymi i agencjami ratingowymi na temat oceny naszego długu tym bardziej, że w podobnej sytuacji jest wiele krajów. W tej sytuacji ważną sprawą jest skąd budżet weźmie dodatkowe pieniądze. Wydaje się że są następujące źródła dodatkowego finansowania budżetu: likwidacja KRUS-u, likwidacja funduszu kościelnego, przeniesienie kosztów finansowania wcześniejszych emerytur z budżetu państwa na pracodawców poprzez wyższe wynagrodzenia brutto ubezpieczonych, wyższe wpływy podatkowe z tytułu odliczania od podstawy opodatkowania tylko składki minimalnej.
Gdyby tych pieniędzy nie starczyło trzeba przyjąć zasadę, że finansowanie systemu emerytalnego jest priorytetem budżetowym do czasu osiągnięcia przez ZUS samowystarczalności finansowej, co z resztą wynika z konstytucji. Aby wprowadzić nowe rozwiązanie trzeba ustalić zasadę obowiązywania praw nabytych. Ostateczny kształt systemu będzie wymagał jeszcze analiz finansowych i konsultacji społecznych, które ostatecznie ustalą parametry nowego systemu takie jak: wysokość emerytury, wysokość składki oraz wiek emerytalny przyjęty do wyliczeń. Nie ulega jednak wątpliwości, że proponowany system jest bezpieczny dla ubezpieczonych i dla budżetu, jest bardzo elastyczny i dla większości oznacza że różnicę między dzisiejszą składką a proponowaną będzie można przeznaczyć na dowolny cel w tym także na podwyższenie emerytury. Przedstawione zmiany są rozwinięciem propozycji zgłoszonej przez Lewicę i uzależniają wiek przejścia na emeryturę nie od czasu pracy tylko od kwoty zebranej na indywidualnym koncie emerytalnym, co jest istotą każdego systemu ubezpieczeniowego. Oznacza to, że ginie pojęcie wieku emerytalnego.

Niesprawiedliwy jest również system rentowy gdyż z jednej strony finansuje inwalidów, którzy mają wysokie dochody, a z drugiej uniemożliwia godne życie inwalidom w trudnej sytuacji materialnej. Ponadto system ten stwarza duże możliwości oszustwa.

Ponieważ każdy obywatel będzie miał zagwarantowaną pracę proponuję zachować renty inwalidzkie tylko dla osób całkowicie niezdolnych do pracy, a dla pozostałych wprowadzić dodatki inwalidzkie w zależności od stopnia inwalidztwa i wysokości wynagrodzenia otrzymywanego w pracy. Uważam, że rentę powinna otrzymywać tylko osoba całkowicie niezdolna do jakiejkolwiek pracy. Pozostałe osoby niepełnosprawne powinny otrzymywać dodatek rehabilitacyjny zależny od wysokości dochodów z pracy i wysokości dodatkowych kosztów związanych z niepełnosprawnością. Jest to możliwe ponieważ będzie istniał system robót publicznych. Osoby o wysokich dochodach mimo swojej niepełnosprawności nie otrzymywałyby dodatków.

Wielkim marnotrawstwem pieniędzy budżetowych jest system ulg, dodatków i zasiłków. Takie rozwiązania jak 500+ i „becikowe” dla każdego, dofinansowanie budownictwa, które dotyczy przede wszystkim bogatych, czy preferencyjne stawki VAT są rozwiązaniami skandalicznymi, jeżeli się wie, jak wielu polaków żyje w ubóstwie. W ten sposób działa się jak odwrócony Robin Hood zabiera biednym i oddaje bogatym.

Opisane wcześniej rozwiązania należy zastąpić systemem dodatków. Byłyby one dostępne tylko dla osób mających dochody poniżej minimum socjalnego. Wspomagałyby o finansowanie następujących dziedzin: mieszkalnictwa (dodatki mieszkaniowe), uczących się dzieci i młodzieży (socjalne bony edukacyjne), osób niepełnosprawnych (dodatki rehabilitacyjne), usług medycznych (dodatki medyczne).

Nowy system opierałby się na następujących przesłankach: zapewnienie pracy każdemu, kto chce pracować (na rynku, albo w systemie robót publicznych), skorzystanie z pomocy socjalnej wymaga zatrudnienia, uczenia się, pobieranie emerytury lub renty. Uniemożliwi to wykorzystanie przez osoby nieuprawnione pomocy socjalnej, pomoc socjalną otrzymują tylko te rodziny i osoby samotne w których dochód na osobę jest poniżej minimum socjalnego. Rozwiązania wspierające wszystkich obywateli mogą być wprowadzone, gdy wszyscy osiągną co najmniej minimum socjalne.
Takie rozwiązania jak jednakowa emerytura, czy zatrudnienie dla każdego zbliżałyby nas do dochodu gwarantowanego, a o to chodzi.

Flaczki tygodnia

Cztery lata temu PiS sięgnął po władzę w „bogatym kraju biednych ludzi”. Gdzie ponad 1,5 miliona pracujących ledwo przekraczają pułap płacy minimalnej. A pensje w mikrofirmach wahają się w granicach 2,6 – 2,8 tysiąca brutto.
Wtedy elity PiS dały nadzieje lepszego jutra tym najbiedniejszym. Zręcznie zrywając z liberalnymi dogmatami, że najpierw akumulacja kapitału, potem transfery socjalne.
Czyniąc z programu 500+ sztandar nowej polityki społecznej.

„Wygrywając wybory PiS obiecał rozwiązać trzy główne problemy, które neoliberalna transformacja zrodziła w Polsce.
Te problemy to: teoretyczne państwo, elastyczny rynek pracy z bieda-płacami, oraz słabnąca wspólnota jako następstwo pogoni za sukcesem materialnym”, pisze profesor Tadeusz Klemensiewicz w „Dzienniku. Gazeta Prawna”.
I zauważa, że „im dłużej trwa władza prawicy tym bardziej osią systemu rządów staje się scentralizowane państwo, relacje pracodawca – pracobiorca przypominają przedwojenny korporacjonizm, zaś wspólnota narodowa jest lepiona przez tradycjonalizm kulturowy Kościoła”.
I dodaje: „Jednak król jest nagi – rządzący nie mają programu, który by wpisywał narodową strategię dalszej modernizacji kraju w procesy ewolucji EU, światowej gospodarki i ograniczanie kryzysu ekologicznego”.

Rzeczywiście, pan prezes Kaczyński proponuje nam przyszłą Polskę przypominającą XX wieczną Hiszpanię generała Franco, a jeszcze bardziej Portugalię Salazara.
Polski skansen, który okopie się w narodowo-katolickiej wspólnocie i stworzy autarkiczną gospodarkę odporną ponoć na wszelkie choroby znienawidzonej globalizacji.

Państwo polskie wedle obietnic pana prezesa Kaczyńskiego przestanie być „teoretyczne”.
Ale w rzeczywiści przestaje takim być tylko w sferze opresyjnej. W sferze rozciągającej się coraz szczelniejszej kontroli nad obywatelami. Zwłaszcza tymi wyjętymi przez elity PiS spoza wspólnoty narodowo-katolickiej.

Cnotą sprawnego państwa polskiego, wedle pana prezesa, będzie skuteczność w ściąganiu podatków. Zwłaszcza walka z wszelkimi „mafiami VAT-owskimi”. Wszelkimi nieuczciwymi biznesmenami.
Jednak w tle gromkich zapowiedzi rośnie grupa korporacji i firm całkowicie zwolnionych z podatkowych obowiązków. Wiemy już, że na rozkaz administracji USA, rząd polski zdecydował, że amerykańskie, wielkie korporacje opodatkowane nie będą.
Propagandowo pro-podatkowy rząd pana premiera Morawieckiego nie chce też przyłączyć się do europejskiego grona walczącego z „rajami podatkowymi”. A przecież to tam transferowane są pieniądze ukradzione polskiemu państwu przez mafie VAT-owskie.

I wreszcie państwo pana prezesa Kaczyńskiego, tak gromko gardłujące o potrzebie wspomagania najbiedniejszym, zupełnie nie dba o progresję podatkową. Pozwala aby w naszym kraju ci najbogatsi płacili realnie najmniejsze podatki.
Aby na wszelkie programy +, na kolejne „piątki Kaczyńskiego” i jego propagandowe „ hattricki” składały się przede wszystkim miliony najbiedniejszych obywateli naszego kraju ze ściąganych przez nich podatków.

Warto ciągle przypominać, że polski kościół katolicki płacił symboliczne podatki. W zamian zyskuje i zyskiwać będzie gigantyczne dopłaty z budżetu państwa.
Czyli kieszeni najbiedniejszych.

Państwo Kaczyńskie zebrane podatki przeznacza z wielką propagandową pompą na świadczenia pieniężne. Zwykle skierowane do ważnych dla siebie grup wyborców.
Wedle prezesowych obietnic każdy w Polsce dostanie, lub będzie miał obiecane, po te cztery tysiące.
I potem niech każdy stworzy sobie swoje państwo dobrobytu.

Państwo pan prezesa Kaczyńskiego nie będzie rozwiązywało najpoważniejszych problemów społecznych. Nie ma obietnic programów reformy służby zdrowia. Bo i po co, skoro każdy zasługujący na przynależność do narodowej wspólnoty dostanie jakiś pieniężny transfer. I wyda go wedle swych potrzeb.
I tak chorzy wykupią sobie dodatkowe pakiety w prywatnych placówkach służby zdrowia. Przestaną obciążać umierającą państwową służbę zdrowia.
Zdrowi otrzymaną gotówkę przeznaczą na wakacje, w Polsce rzecz jasna, bo patriota odpoczywa tylko u siebie.
Albo na zakupy w dyskontach. Posiadanych przez zagranicznych właścicieli – niestety.
Te obiecywane tysiące można też przeznaczyć na korepetycje dla dzieci, na zajęcia dodatkowe dla nich, i tym sposobem niwelować słabości publicznej oświaty.
Można kupić sobie samochód sprowadzony z Niemiec i uniezależnić się od nierealizowanego, choć obiecywanego programu „PKS w każdej gminie”.

Transfery pieniędzy poprzez rzeczywiste i obiecywane programy pozwalają utrzymywać niskie płace nauczycieli, pracowników służby zdrowia, socjalnych. Bo elity PiS podnoszą wynagrodzenia tylko wybranym pracownikom ze sfery budżetowej. Swoim.
O systemowych podwyżkach dla pracowników tworzących sprawne państwo polskie mowy nie ma.

„Flaczki” proponują abyśmy przestali operować w Polsce pensjami brutto, czyli przed opodatkowaniem, a stosowali pensje netto. Czyli tyle, ile pracownik dostaje „na rękę”. To pokazuje prawdziwe zarobki pracownicze. Tak też jest w cywilizowanych państwach Unii Europejskiej.