Republika Tarnobrzeska – samorządna chłopska władza

Od 6 listopada 1918 do końca 1923 roku trwał na terenie powiatu tarnobrzeskiego, między Tarnobrzegiem, Niskiem, Mielcem i Kolbuszową, masowy radykalny ruch chłopski zwany Republiką Tarnobrzeską.

 

Przyczyny zorganizowanego buntu prowadzącego do powstania samorządnej ludowej władzy były oczywiste: to jeden z najbiedniejszych regionów. 80 proc. z 77 tys. mieszkańców powiatu utrzymywało się z rolnictwa na gospodarstwach małych lub karłowatych poniżej 5 ha, połowa całej ziemi należała do 55 folwarków, czyli 10 rodzin szlacheckich. Na tych folwarkach pracowali liczni robotnicy rolni pozbawieni własnych gospodarstw i często domów. Powiat bardzo ucierpiał w toku działań wojennych, Tarnobrzeg zajmowały na przemian wojska rosyjskie i austriackie. Rewolucja w Rosji, powracanie jeńców wojennych, którzy przeżyli rewolucje, kapitulacja wojsk austriackich spowodowały ogólny rozpad armii austro-węgierskiej. Żołnierze-chłopi wracali do domu uzbrojeni i doświadczeni, zdecydowani na radykalną zmianę swojego położenia. Kluczem do emancypacji i władzy dworu miała być reforma rolna, o którą mieszkańcy wsi tarnobrzeskich walczyli przez kolejne 6 lat.

 

Dlaczego Rewolucja?

Gdy wraz z załamaniem się Państw Centralnych organizacje niepodległościowe z elitami społeczno-gospodarczymi utworzyły Polską Komisję Likwidacyjną (PKL), lud powiatu przejął władzę w swoje ręce. 2 listopada 1918 r. ksiądz Eugeniusz Okoń zorganizował w Radomyślu nad Sanem manifestację, która zniszczyła słupy graniczne między Monarchią Habsburską i Rosją. 6 listopada na rynku w Tarnobrzegu pod pomnikiem Bartosza Głowackiego zebrał się wiec z udziałem 30 tys. chłopów. Przemawiali Tomasz Dąbal i Eugeniusz Okoń a mowa ich, silnie anty-szlachecka i apelująca do zajmowania majątków dworskich, odzwierciedlała nastroje zgromadzonych ludzi. Na wiecu zwołano Powiatową Radę Ludową zwaną Komitetem Rewolucyjnym. Tarnobrzeg stał się teatrem dwuwładzy, tak jak polutowa Rosja. Republika Tarnobrzeska udzieliła poparcia rządowi ludowemu Daszyńskiego. Jej celem była reforma rolna, powszechna oświata, modernizacja rolnictwa oraz uprzemysłowienie regionu. Liderzy ruchu zostali wybrani na posłów do pierwszego Sejmu z PSL Wyzwolenie. Klasy posiadające od początku organizowały represje, lecz rewolucja chłopska była silna, radykalna, dobrze zorganizowana a równocześnie lojalna wobec nowego państwa tak, że zabiegi te nie dały rezultatu przez 3 lata.

 

Pierwsze wiece Rewolucji Tarnobrzeskiej

W chwili rozpadu wojsk austro-węgierskich elity tarnobrzeskie podporządkowały się PKL. Chłopi zareagowali 1 listopada, kiedy Tomasz Dąbal wrócił do Tarnobrzegu jako porucznik wojsk austriackich. Urodzony w 1890 w Sobowie, wsi położonej 3 km od Tarnobrzegu, Dąbal był synem cieśli. Ukończył gimnazjum w Dębicy w 1908 r., studiował prawo w Wiedniu i medycynę w Krakowie. Był aktywnym działaczem PSL walczącym o założenie średniej szkoły rolniczej i Domu Ludowego. Walczył w Rosji, Włoszech i Albanii. Po powrocie do Tarnobrzegu zaproponował nowym samozwańczym władzom polskim uformowanie milicji ludowej do obrony miasta. Komendant sił wojskowych w mieście, przybyły z Krakowa porucznik Czopek, nie znając Dąbala i mając zaufanie do jego doświadczenia wojskowego powierzył mu broń i wyposażenie dla 1000 osobowego oddziału milicji. Pod osłoną tej milicji wspólnie z Okoniem, Dąbal zorganizował 6 listopada wiec, na którym 30 tysięcy mieszkańców wsi przejęło władzę nad miastem. Na wiec przybyły liczne delegacje z lubelskiego i sandomierskiego. Tarnobrzeg stał się epicentrum walki. Eugeniusz Okoń, Tomasz Dąbal i Franciszek Krempa ogłosili powstanie Ludowej Republiki Tarnobrzeskiej, której celem jest przeprowadzenie parcelacji majątków szlachty, upaństwowienie lasów i dóbr kościelnych i utworzenie niepodległej Polski jako państwa ludowego.

Ten pierwszy wiec obradował jak walne zgromadzenie, uważające siebie za naczelną władzę polityczną. Na mocy przekonania, że lud stanowi władzę najwyższą, zgromadzeni obwołali Dąbala majorem i komendantem sił milicyjnych. Jako posłów do nowego Sejmiku wybrali delegatów chłopskich – jednego na 1000 osób. Rozpoczęła się swoista dyktatura proletariatu. Powołano Powiatową Radę Chłopską i postanowiono zwołać Sejmik powiatowy, wybierany w wyborach powszechnych i tajnych, kobiety miały mieć prawa wyborcze. Na tym zjeździe i na kolejnych wiecach, zwoływanych co środy i soboty na rynku, chłopi zaczęli tworzyć administrację, w tym Prezydium Rady Chłopskiej oraz zespół powiatowych referentów, który działał jak lokalny rząd odpowiedzialny za aprowizację, odbudowę, pomoc społeczną, oświatę itd. Powiatowa Rada Chłopska wysłała delegata do Tymczasowego Rządu Ludowego w Lublinie. W skład Prezydium Rady Powiatowej wchodzili radykalni przywódcy jak Dąbal, Okoń i Buczek a także ludzie umiarkowani związani z Piastem. 32 osobowy Komitet Rewolucyjny złożony był z najbliższych towarzyszy Dąbala: Wincentego Buczka, Jana Gruszczyńskiego, Kazimierza Kulczyckiego, Jana Kubickiego, Wincentego Drąga, Franciszka Jajko, Feliksa Brania, Józek Spyta. Wszyscy byli chłopami, często wójtami PSL, kolejarzami, robotnikami, inżynierami, pochodzenia chłopskiego. Gruszczyński był przewodniczącym, Buczek wiceprzewodniczącym, Dąbal sekretarzem, a Krempa skarbnikiem.

Liczba wiecujących dwa razy w tygodniu chłopów przewyższała kilkukrotnie liczbę mieszkańców miasta. W miarę radykalizacji nastrojów, klasy posiadające organizowały represje. 13 listopada na zapowiedziany wiec władze miasta przysłały patrol 8 żołnierzy, chłopi łatwo i bezkrwawo ich rozbroili. Władze przysłały szwadron kawalerii z Dębicy. Następnego dnia z biednej wsi Grębów chłopi i robotnicy rolni Tarnowskiego ruszyli na miasto. Wycofali się przed karabinami maszynowymi, lecz udali się na ziemie hrabiego i zajęli je.

Zdzisław Tarnowski utworzył własną milicję dworską, Powiatowy Komitet Samoobrony złożony z działaczy Narodowej Demokracji oraz podległych mu ludzi. PKL obawiając się zaognienia zamieszek poszła na chwilowe ustępstwa czekając, aż ogłoszenie wyborów do Sejmu ostudzi zapały. Wojsko decyzją pułkownika Roji zatwierdziło Dąbala na komendanta powiatu WP. Dąbal, zgodnie z wolą wiecu, zapewniał o lojalności wobec Rzeczpospolitej. Komisarzem powiatowym PKL mianowała dr Łąckiego, zaufanego Tarnowskiego. Łącki uznał ludowe władze, w zamian rada powiatowa nie przeszkadzała mu, domagając się jedynie by zajął się odbudową, aprowizacją, walką z bezrobociem i spekulacją. Władze nadal sprawował wiec zwoływany na rynku co dwa tygodnie przez Okonia i Dąbala. Była to niczym w Atenach demokracja bezpośrednia. Wiece były coraz większe. Dąbal objeżdżał sąsiednie powiaty Mielca i Kolbuszowej razem z Krempą, Sudołem i Marchutem, by zebrać zwolenników i wygrać wybory. W grudniu i styczniu, w czasie zimy trudnej dla ubogiej ludności, nasiliły się ataki na spichrze i domy ziemiaństwa. Bogaci kupcy i obszarnicy przestraszeni wyjechali do Krakowa.

 

Wybory do Sejmu i walka polityczna

Kampania wyborcza przebiegała w atmosferze radykalnych protestów i prób oddolnego wprowadzenia reformy rolnej. Po wielkim wiecu 18 grudnia władze wojskowe wydały rozkaz aresztowania Dąbala i Okonia. Okoń został zatrzymany na wiecu w Baranowie, Dąbal ukrywał się skutecznie w swojej wiosce Sobowie. Komitet Rewolucyjny zorganizował demonstracje w obronie Okonia, który został wypuszczony. 8 stycznia 1919 chłopi z Mokrzeszowa zabrali zboże ze spichrza Tarnowskiego a mieszkańcy Stali, Żupawy, Jeziórka i Grębowa konie, bydło i ziemniaki z dworskich zabudowań rozdzielili między najbiedniejsze rodziny. 11 stycznia zaatakowali dwór Dolańskiego w Grębowie, zabrali zapasy, inwentarz i narzędzia rolnicze. Odmówili płacenia dzierżawy i długów. Dowództwo wojska w Krakowie wysłało 5 kompanię przeciwko zbuntowanym wioskom. O ile chłopi byli w stanie stawić czoła lokalnej żandarmerii, nie mogli obronić się przed wojskiem, przeszukującym wiejskie chaty, rekwirującym dobytek. Odebrano 2000 karabinów i aresztowano 350 osób. Najbardziej bolesne były kary chłosty wymierzone 4000 osobom. Chłopi walczyli o godność a stosowanie feudalnych kar cielesnych pokazywało, że Rzeczpospolita nie zamierzała zmienić wiekowej pogardy „panów” wobec chłopów. Dąbal jako poseł wielokrotnie atakował stosowanie kar cielesnych w imię równości obywateli przed prawem. Prawica nie bez powodu oskarżała go w konserwatywnym „Czasie” o bolszewickie podburzanie chłopów, bronienie Żydów oraz sianie radykalnych idei, że proboszczowie i biskupi powinni być wybierani przez parafian. Ruch Tarnobrzeżan nosił znamiona agrarnego komunizmu i polskiej teologii wyzwolenia. Represje wzmagały oburzenie ludności.
Pomimo krytyki PSL Piast i protestów prawicy rewolucjoniści odnieśli wielki sukces w wyborach 26 stycznia 1919 r. Lista Chłopskiego Stronnictwa Radykalnego numer 2 otrzymała od 400 do 700 głosów we wsiach Sobów, Stale, Wielowieś, Zakrzów, Mokrzyszów, Miechocin (czyli praktycznie zagłosowała tak cała ludność obu płci). 75673 mieszkańców powiatu, mężczyzn i kobiet, oddało głos na listę radykalnych chłopów PSL (87,8 proc.), prawica ziemiańska otrzymała 15 tys. głosów. Okoń, Dąbal, Krempa, Sudoł i Marchut zostali posłami do pierwszego Sejmu Rzeczypospolitej.
Posłowie przystąpili do klubu poselskiego PSL Wyzwolenie i rozpoczęli intensywną pracę parlamentarną. Interpelowali rząd o przywrócenie chłopskich władz gminnych, domagali się organizacji prac melioracyjnych w Sielcu, Stalach, Furmanach, Wielowsi, Trześni i Sobowie, podmokłe tereny były wylęgarnią epidemii. Klub zgłosił wniosek o bezpłatną służbę zdrowia. Lewicowi posłowie wnioskowali o założenie szkoły zawodowej w Rudniku. Aprowizacja w żywność nie docierała na wieś, administracja odmawiała wypłacania uchwalonych zapomóg. Zabiegając o pomoc dla chłopów Tomasz Dąbal uzyskał kilkanaście ton ziemniaków i 5000 par butów od rządu dla najbiedniejszych mieszkańców regionu. Interpelował w sprawie uwolnienia chłopów uwięzionych za akcje polityczne, domagał się odroczenia dla służby wojskowej młodych mężczyzn, niezbędnych dla utrzymania gospodarstw. Bronił emigrantów do USA, którzy stali przed konsulatem w oczekiwaniu na wizę oraz ludzi zbierających w lasach drewno na opał, którzy byli atakowani, bici i zabijani przez pełnomocników Tarnowskiego.

 

Walka o reformę rolną

Regularnie, co dwa tygodnie Tomasz Dąbal wracał z Warszawy i na wiecach składał relacje z prowadzonych walk. Tym samym jako poseł poddawał się kontroli ludu jak w demokracji bezpośredniej. W swoich przemówieniach wskazywał na zależności między olbrzymią władzą hrabiego Tarnowskiego a nędzą ludzi we wsiach. Było oczywiste, że poprawę warunków życia może przynieść tylko reforma rolna – parcelacja majątków i rozdzielenie ziemi między rodziny chłopskie. 19 lutego 1919 na wiecu Dąbal wyraźnie zaznaczył, że lud będzie bronić Polski tylko wtedy jeśli dostanie ziemię. Reforma rolna była niezbędna dla utrzymania Rzeczpospolitej. Elity były tego świadome, o czym świadczy szybkie utworzenie Komisji Reformy Rolnej. Ostre dyskusje w Komisji dotyczyły wielkości wywłaszczonego majątku oraz ewentualnego odszkodowania szlachty. PSL Piast chciał pozostawić 100 ha do 200 ha. PSL Wyzwolenie i Lewica zgadzały się pod warunkiem upaństwowienia lasów i pastwisk bez odszkodowania. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski dążyła do parcelacji a następnie do dobrowolnego zrzeszania się w spółdzielnie. Obszarnicy liczyli na odszkodowania i odraczanie reformy. Najłatwiejsze było rozparcelowanie majątków carskich i pruskich.

Okoń i Dąbal aktywnie pracowali w komisji reformy rolnej przygotowując wnioski, propozycje i dokumenty. Zgłosili wiele wniosków w obronie chłopów, którzy uwłaszczyli się sami, o budowę szkół, dróg i mostów, pomocy społecznej i zniesienie kar cielesnych oraz abolicji feudalnych przywilejów. Kształtowali nową godność polskiego chłopa, który miał zostać pełnoprawnym obywatelem państwa polskiego a nie niewolnikiem szlachty, przyczynili się do emancypacji kolektywnej i indywidualnej mieszkańców regionu. Chłopi regionu staną później w obronie Polski przeciw nazistom najpierw jako ofiarni żołnierze w kampanii wrześniowej a następnie jako działacze i partyzanci w Batalionach Chłopskich „Jędrusiach”. Upragnioną ziemię otrzymali w reformie rolnej wraz z wejściem Armii Czerwonej. Aktywnie budowali PRL – zagłębie siarkowe wokół nowego przemysłowego Tarnobrzegu.

Walki, zamieszki i represje nasiliły się wiosną 1919 r. Represje zaczęły się po wyborach sejmu. Chłopi przekonani, że Sejm wkrótce uchwali reformę, że lasy i pastwiska będą państwowe, korzystali z nich, co powodowało potyczki z obszarnikami i wojskiem. Do chłopów dołączyli bezrobotni robotnicy. 2 kwietnia zaczął się strajk nauczycieli, gdyż płace z czasów austriackich zżerała inflacja.
9 marca 1919 r. zjazd delegatów chłopskich w Tarnobrzegu postanowił, że posłowie powiatu mają dołączyć do klubu poselskiego PSL Lewica, aby połączyć siły w walce o reformę rolną. Okoń odmówił dołączenia do PSL Lewica, drogi jego i Tomasza Dąbala zaczęły się rozchodzić, z czego skorzystali ich klasowi wrogowie. Regularne wiece w każdej wsi wzywały Okonia do dołączenia do lewicy i naciskania na walkę o reformę rolną. 9 kwietnia zebrała się w Tarnobrzegu manifestacja 10000 ludzi. Dąbal przestrzegał na niej władze przed gniewem ludu i oskarżał Okonia o zdradę. 23 kwietnia Okoń przyjechał na wiec, by usprawiedliwić pracę w Sejmie. Obiecał chłopom reformę rolną i industrializację, aby Polskę ominęła „rosyjska plaga”, czyli rewolucja. Dąbal zaś zbliżył się do komunistów i oddalił od ludowców. Skrytykował Sejm za nie przyjęcie 1 maja jako święta wolnego od pracy.

7 lipca 1919 r. nastąpiło głosowanie nad ustawą o reformie rolnej. Prawica forsowała górną granicę posiadania 400 ha a lewica od 60 do 180 ha w zależności od terenów, większego areału na ziemiach zachodnich, odzyskanych na Niemcach w toku powstań i plebiscytów. 10 lipca 1919 r. Sejm podjął decyzję: na terenach podmiejskich 60 ha, 180 ha w byłej Kongresówce i aż 400 ha na ziemiach zachodnich. Obszarnicy przyjęli ustawę spokojnie, wiedzieli że jej wprowadzenie będzie na tyle długie, że będą ją sabotować. Radykalni posłowie opuszczając salę sejmową śpiewali „O cześć wam panowie magnaci” i grozili „kosami na sztorc”. Wielu działaczy ludowych nie doczekało reformy rolnej, którą zrealizowała dopiero PRL.

 

Tomasz Dąbal w KPRP

Przeciwnicy Dąbala zaczęli organizować się latem 1919 r. 18 lutego 1920 r. 3000 mieszczan Tarnobrzegu zebrało się na wiecu na rynku nazywając Dąbala szkodnikiem i wzywając Sejm do odebrania mu immunitetu. Lecz manifestacje chłopów zwoływane w obronie Dąbala były silniejsze, gromadząc ponad 10000 osób. 8 września 1919 r. na więc, na który Dąbal przyjechał z Warszawy, zjechali chłopi z Biłgoraja, Janowa Lubelskiego, Sandomierza, Opatowa, Łańcuta, Ropczyc. Zasięg Republiki powiększał się.

W lipcu 1920 r. sprzeciwiając się wojnie z Rosją Radziecką, Tomasz Dąbal argumentował, że Polska realizuje politykę zachodniej burżuazji, zwłaszcza Francji, gdy w interesie ludu polskiego leży negocjacja i ugoda z bolszewikami. Na wiecu pod pomnikiem Bartosza analizował wojnę: „Po co mamy obcym służyć. Dlaczego Francuzi chcą z nami iść na bolszewików. Francja ma 20 miliardów wierzytelności u bolszewików. Panowie kłócą się o granice państwa polskiego. Ja nie chcę tego co nie jest polskie. Polska powinna dążyć tylko do tego co swoje. Nie chcemy francuskich miliardów my bronimy swoich chat. Po co macie wojować? Niech idą walczyć ci co chcą dalej wojny. Zdrajca nie jestem bo żądam Rządu Ludowego a jeżeli tego żądam to nigdy dla siebie lecz wszystko dla ludu wiem ze Polska nie wytrzyma jeśli dalej walczyć będziemy”. Przemówienie pokazuje, że chłopski agitator przekształcił się w dojrzałego polityka, świadomego że polski konserwatyzm trzyma się jedynie jako narzędzie panowania zachodniego imperializmu. Dąbal ponawiał apele o pokój z Rosją na wiecu w Wielowsi 29 września i Tarnobrzegu 7 listopada 1920 r. Prawica wykorzystała te przemówienia, by żądać odwołania posła pod zarzutem zdrady narodowej.

Po raz pierwszy władze aresztowały Dąbala 28 listopada 1920 r. za zakłócanie porządku, lecz tysiące ludzi wiecujących w jego obronie spowodowały, że wypuszczono go 5 grudnia. Zwolennicy Dąbala stawali się zwolennikami nacjonalizacji wszystkich dóbr bez odszkodowania i władzy robotniczo-chłopskiej. Komisja Regulaminowa w Sejmie pracowała nad pozbawieniem Dąbala immunitetu. Za zawołanie „niech żyje Lenin i dyktatura proletariatu” zamierzała oskarżyć go o terroryzm.

Dąbal zaczął krytykować parlamentaryzm na początku 1921 r., kiedy zrozumiał że polski Sejm nigdy nie wprowadzi w życie reformy rolnej. Przeszedł na grunt wywłaszczenia szlachty siłą i utworzenia Polski ludowej i radzieckiej. W lutym do Tarnobrzegu dotarły pisma komunistyczne: „Świt”, „Siła”, „Walka Robotnicza”. Poczta je skonfiskowała, co spowodowało protesty. W lipcu 1921 r. Dąbal wstąpił do KPRP i szybko stał się bardzo aktywnym działaczem. 21 września Dąbal przemawiał na wiecu górników w Sosnowcu, 18 września w Warszawie, współpracował z organizacjami żydowskiego Bundu. Wraz ze Stanisławem Łańcuckim założył w Sejmie Frakcję Komunistyczną. Nadal jeździł na wiece do Tarnobrzegu, Mokrzyszowa, Dzikowa, Grębowa, gdzie ludzie słuchali go i popierali a on wskazywał na przykład Rosji Radzieckiej, radykalizując nastroje. 6 września 1921 r. był na wiecu w Rozwadowie, na który przyjechało 5000 osób.

 

Represje przeciw Republice Tarnobrzeskiej

W listopadzie 1921 r. Sejm, na wniosek sądu okręgowego w Warszawie, pozbawił Dąbala immunitetu poselskiego. 8 grudnia 1921 r. Dąbal został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Liczni zwolennicy posła, związki zawodowe, organizacje społeczne protestowały w obronie pierwszego więźnia politycznego Rzeczpospolitej, represje te zwiastowały rychły koniec niestabilnej demokracji polskiej. KPRP wysyłała odezwy, prowadziła kampanię w prasie. Także zachodnie organizacje lewicy apelowały o uwolnienie posła. Prawica przeszła do kontrofensywy ideologicznej. W piśmie „Głos Ziemi Tarnobrzeskiej” głoszono chłopom idee solidaryzmu społecznego i rezygnacji z walki o interes klasowy w imię dobra ojczyzny. Pismo dostarczano bezpłatnie do gmin, kółek rolniczych i organizacji chłopskich. 3 maja 1922 r. prawica szczyciła się, że zdobyła Sobów, w rodzinnej wsi Dąbala zorganizowała uroczystości państwowe. Jednakże komuniści i ludowcy nie zaprzestali walki: Dąbal z więzienia prowadził kampanię wyborczą, apelując do ludu listownie o poparcie dla Związku Proletariatu Miast i Wsi. W wyborach 1922 r. lista KPRP otrzymała w Tarnobrzeskim największą liczbę głosów – 6379 (czyli 23,3% – przed PSL Piast z 5000 głosów). Dąbal nie został ponownie wybrany, gdyż okręg tarnobrzeski połączono z Jasłem, aby umożliwić Piastowi opanowanie mandatów. Tym razem chłopi nie protestowali przeciw wyborom. Powodem był klimat represji a także zmęczenie wieloletnią walką polityczną prowadzoną przez ludność bardzo ubogą. Reforma rolna nie odbyła się. Rozczarowani chłopi masowo wyjeżdżali na emigrację.

Od 2 do 10 lipca 1922 r. toczył się proces przeciwko Dąbalowi. Frakcja Komunistyczna w Sejmie prowadziła kampanię propagując w formie ulotki mowę obronną mecenasa Duracza który bronił Dąbala. Przedstawiał w niej program komunistów i bronił tezy, że idea Polskiej Republiki Rad nie może być zdradą narodową, wręcz przeciwnie jest urzeczywistnieniem najwyższego dobra polskiego ludu. Dąbal został skazany na 6 lat więzienia a po apelacji na 3 lata, gdyż nie udowodniono mu spisku przeciwko władzom państwowym. Został skazany jedynie za opinie i działalność polityczną.

Eugeniusza Okonia także spotkały represje: w 1922 r. został pozbawiony stanowiska proboszcza, kościół zabronił mu posług duszpasterskich, podkopując jego autorytet. 24 września 1922 r. strajkowali robotnicy rolni w dobrach Tarnowskiego, żądając powstania Związku Zawodowego Robotników Rolnych. 3 maja 1923 r. Tarnowski odzyskał panowanie na rynku i po raz pierwszy zorganizował tam wiec prawicy. Przez cały rok 1923 trwały jeszcze protesty klasy robotniczej w Tarnobrzegu. Radykalna lewica rządziła Tarnobrzegiem przez 6 lat. Jeszcze z wyborach 1928 r. komuniści uzyskali 11 miejsc radnych w Radzie Miejskiej Tarnobrzegu.

Polska i społeczeństwo w 1918

Analiza historyczno-socjologiczna

 

Termin naszego spotkania wybrany został bardzo trafnie. Dziś [7 listopada] właśnie mija sto lat od powołania w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, na czele którego stał Ignacy Daszyński. Był to pierwszy w pełni suwerenny rząd polski. Istniały wprawdzie Rada Regencyjna i powołany przez nią rząd w Warszawie oraz Komisja Likwidacyjna w Krakowie (utworzona 31 października 1918 r.), ale żadne z tych ciał nie mogło uchodzić za rząd całej, odradzającej się Polski.

Do Tymczasowego Rządu Ludowego mam stosunek osobisty. Jestem jednym z nielicznych już ludzi, którzy znali członków tego rządu. W moim wypadku byli to wuj mojej matki Wacław Sieroszewski (w rządzie tymczasowym minister propagandy i informacji), którego jako dziecko odwiedzałem w jego warszawskim mieszkaniu) i Juliusz Poniatowski, minister rolnictwa, którego poznałem po jego powrocie z emigracji (w 1957 r.) i z którym miewałem ciekawe rozmowy w Polskiej Akademii Nauk.

Rząd Ludowy trwał tylko 11 dni, ale jego następca – rząd Jędrzeja Moraczewskiego – w wielu kwestiach kontynuował postępową linię swego poprzednika.

Na program Tymczasowego Rządu Ludowego składały się:

– określenie państwa jako demokratycznej republiki, w której wszyscy obywatele – bez różnicy pochodzenia, płci, wiary i narodowości – mieć mieli równe prawa,
– zapowiedź wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy, ubezpieczeń od bezrobocia, chorób i na starość,
– zapowiedź reformy rolnej, nacjonalizacji kopalń, salin, przemysłu naftowego i dróg komunikacyjnych,
– zapowiedź wprowadzenia udziału robotników w zarządzaniu przedsiębiorstwami, w tym także prywatnymi,
– zapowiedź wprowadzenia powszechnego, obowiązkowego, bezpłatnego i świeckiego nauczania.

Był to program radykalny – zapewne zbyt radykalny, jak na warunki ówczesnego społeczeństwa polskiego. Miał on jednak istotny wpływ na to, w jakim kierunku poszły posunięcia pierwszych rządów Drugiej Rzeczypospolitej.

Dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego wprowadzona została (28 listopada) w pełni demokratyczna ordynacja wyborcza do Sejmu Ustawodawczego. Prawa wyborcze uzyskali wszyscy obywatele, w tym – co w ówczesnym świecie należało do wyjątków – kobiety. Wprowadzone ustawodawstwo socjalne czyniło Polskę jednym z najbardziej postępowych państw ówczesnego świata.
Niepowodzeniem natomiast skończyły się próby zrealizowania reformy rolnej. Uchwalona w lipcu 1920 roku, gdy sukcesy Armii Czerwonej stworzyły śmiertelne zagrożenie dla niepodległości Polski, została następnie wyhamowana, co zdaniem Juliusza Poniatowskiego było konsekwencją zawarcia (w 1922 r.) sojuszu politycznego przez PSL „Piast” z Narodową Demokrację. Reforma ta była paląca koniecznością. W odradzającej się Polsce niemal 50 proc. gruntów należało do wielkich właścicieli ziemskich, a zarazem istniały dwa miliony karłowatych gospodarstw chłopskich o powierzchni do 2 hektarów. Zadanie zrealizowania tej reformy czekać musiało na dekret Polskiego Komitatu Wyzwolenia Narodowego – jeden z pierwszych aktów prawnych z 1944 roku. Również upaństwowienie kopalń i przemysłu naftowego odwlekło się o ponad ćwierć wieku.

Radykalizm Tymczasowego Rządu Ludowego był konsekwencją tego, że lewica polska – socjaliści i ludowcy – odegrała kluczową rolę w walce o niepodległość. Nie negując znaczenia dyplomatycznych zabiegów przywódcy Narodowej Demokracji Romana Dmowskiego, trzeba pamiętać, że w kraju najbardziej zdecydowanymi rzecznikami niepodległości i zjednoczenia wszystkich ziem polskich byli właśnie socjaliści i ludowcy. Z Polskiej Partii Socjalistycznej wywodzili się Józef Piłsudski i jego najbliżsi współtowarzysze walki.

Klimat polityczny jesieni 1918 roku sprzyjał przyjęciu radykalnego programu. Rewolucje rosyjska i niemiecka spotkały się z odzewem na ziemiach polskich, gdzie jesienią 1918 roku mnożyły się wystąpienia robotnicze, a także – choć w mniejszym stopniu – chłopskie – przeciw istniejącym stosunkom społecznym. Choć niesprawiedliwe było – co czynili niektórzy historycy w latach PRL – wyjaśnianie radykalizmu rządu lubelskiego intencją zapobieżenia rewolucji, to jednak nie ulega wątpliwości, że wrzenie rewolucyjne miało pobudzający wpływ na to, w jakim kierunku szły posunięcia i projekty pierwszych dwóch rządów Niepodległej Rzeczypospolitej.

Rodzące się państwo znajdowało się w dramatycznie trudnej sytuacji. W listopadzie 1918 roku powstające władze państwowe kontrolowały jedynie obszar dawnego zaboru austriackiego (ale nie cały, gdyż o Galicję wschodnią toczyły się walki z formacjami ukraińskimi) i dawnego Królestwa Polskiego. Wielkopolska zrzuciła panowanie niemieckie dopiero pod koniec grudnia – w wyniku zwycięskiego powstania. Pomorze i część Śląska weszły w skład państwa polskiego na podstawie decyzji konferencji wersalskiej, a wschodnią granicę państwa wyznaczył pokój ryski (1921 r.) kończący zwycięską dla Polski wojnę z Rosją radziecką. Do 1921 roku Polska nie miała jednolitej waluty a na jej obszarze posługiwano się sześcioma różnymi środkami płatniczymi. Brak było zintegrowanej sieci kolejowej: na przykład nie było linii kolejowej łączącej Warszawę z Poznaniem.

Ziemie polskie – z wyjątkiem dawnego zaboru niemieckiego należały do ekonomicznie zacofanej części Europy. Na 27 miliony mieszkańców odradzającego się państwa klasa robotnicza liczyła 7.5 mln., ale robotnicy przemysłowi tylko 1.1 mln. (reszta to robotnicy rolni i służba domowa). Najliczniejsza klasa – chłopi – liczyła 14.7 mln. osób, w tym chłopi małorolni – 7.5 mln. Drobnomieszczaństwo to kolejne 3.4 mln a inteligencja i pracownicy umysłowi to 1.4 mln., z tym że ludzi z wyższym wykształceniem było nie więcej niż sto tysięcy.

Zacofaniu ekonomicznemu towarzyszyło kulturalne. W 1921 roku 33.1 proc. ludności było analfabetami (w miastach 18.7 proc., na wsi 38.1 proc.). Najwyższy poziom analfabetyzmu był na wschodzie kraju, a rekordowo wysoki – w województwach poleskim (48.4 proc.) i wołyńskim (47.8 proc.). Wprowadzony powszechny obowiązek szkolny przyniósł pewną poprawę (w roku 1931 analfabeci stanowili już „tylko” 23.1 proc. ludności), ale większość dzieci wiejskich uczęszczała do niepełnych szkół podstawowych, po których nie było możliwości kształcenia na poziomie średnim. Odradzające się państwo odziedziczyło trzy uniwersytety: istniejące przed wojną uniwersytety w Krakowie i we Lwowie oraz odrodzony w 1916 roku Uniwersytet Warszawski. W 1919 roku założone zostały Uniwersytet Poznański i Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie. Wyższe szkolnictwo reprezentowało wysoki poziom, ale kształciło zaledwie kilkanaście tysięcy studentów rocznie, a jego struktura społeczna odzwierciedlała wielkie różnice klasowe ówczesnej Polski.

Wojna przyniosła znaczne zniszczenia infrastruktury gospodarczej na ziemiach zaboru rosyjskiego i austriackiego, gdzie toczyły się walki. Najbardziej ekonomicznie rozwinięte ziemie zaboru niemieckiego uniknęły zniszczeń wojennych. Natomiast dla wszystkich części składowych odradzającego się państwa wielkim obciążeniem było zerwanie więzi gospodarczych z dawnymi państwami zaborczymi. W konsekwencji proces odbudowy i rozwoju gospodarczego musiał napotykać na wielkie trudności, w wyniku czego dopiero w 1938 roku osiągnięto przedwojenny poziom produkcji. Plagą międzywojennej Polski było wysokie bezrobocie, w tym także utajone bezrobocie na wsi (szacowane na nie mniej niż 2.7 mln. osób). Ówczesne pamiętniki (np. wydane przez Instytut Gospodarstwa Społecznego „Pamiętniki Bezrobotnych”) stanowią gorzki wyraz rozczarowania nową Polską.

Struktura narodowościowa nowego państwa była konsekwencją ponad stuletniej niewoli oraz wojny polsko-rosyjskiej. W granicach państwa znalazły się liczne mniejszości narodowe. W 1921 roku etniczni Polacy stanowili 69.2 proc. ludności, Ukraińcy 14 proc., Żydzi 7.8 proc., Białorusini 3.9 proc., Niemcy 3.8, inni 1.3 procent Znaczna liczebność mniejszości słowiańskich była konsekwencją ustanowienia granicy wschodniej daleko na wschód od linii Curzona, stanowiącej rubież obszaru, na którym Polacy stanowili większość ludności. Ludność żydowska – inaczej niż to było w zachodniej Europie – nie była pod względem kulturowym i językowym zintegrowana z resztą społeczeństwa, gdyż w okresie, gdy na Zachodzie postępował proces jej integracji z ogółem narodu, nie istniało państwo polskie. Na tym tle wielkim problemem odraczającego się państwa były silne tendencje nacjonalistyczne, w tym antysemityzm znajdujący wyraz nawet w pogromach antyżydowskich. Brak dalekowzrocznej polityki wobec mniejszości ukraińskiej owocował – zwłaszcza w latach trzydziestych – nasileniem terroryzmu ukraińskiego, na co władze polskie odpowiadały masowymi represjami.

Państwo o takiej strukturze potrzebowało odważnej, postępowej polityki społecznej. Tymczasowy Rząd Ludowy program takiej polityki ogłosił, ale nie miał możliwości wcielenia go w życie. Wprawdzie dzięki temu rządowi ( i jego bezpośredniemu następcy – rządowi Moraczewskiego) – Polska otrzymała postępowe ustawodawstwo socjalne i demokratyczne prawo wyborcze, ale inne reformy albo pozostały w sferze idei, albo – jak zwłaszcza reforma rolna – realizowane były połowicznie. Winę za ten stan rzeczy ponosi prawica, która – począwszy od wyborów 1922 roku – miała dominującą pozycję polityczną. Nie zmienił tego także – wbrew nadziejom lewicy – zamach majowy. Zdominowana przez prawicę polityka gospodarcza i nacjonalistyczna polityka wobec mniejszości narodowych hamowały proces modernizacji Polski i przyczyniały się do jej słabej pozycji międzynarodowej.

Widziany z tej perspektywy manifest Tymczasowego Rządu Ludowego jawi się jako akt wielkiej dalekowzroczności – świadectwo mądrości lewicy polskiej i jej poczucia odpowiedzialności za państwo. Dlatego warto jest właśnie siódmego listopada przypomnieć sobie, z czym lewica polska wchodziła w nowy okres historii narodu i państwa. Idea państwa sprawiedliwego, w którym ludzie pracy mogliby czuć się w pełni gospodarzami ojczyzny, pozostaje drogowskazem ideowym także dziś – w zupełnie innych warunkach międzynarodowych i ustrojowych.

 

Referat na uroczystym posiedzeniu Rady OPZZ 7 listopada 2018 r.

Czyja niepodległość?

W setną rocznicę niepodległości Polski lewica niepotrzebnie stara się uwiarygodniać odwoływaniami do rządów Daszyńskiego i Moraczewskiego. W rzeczywistości w listopadzie 1918 r., jeszcze przed ich ustanowieniem, lud sam brał sprawy w swoje ręce.

 

Jego wysiłki zostały jednak zdradzone przez oportunistów z PPS, wolących układać się z Piłsudskim.

W ostatnich latach polska lewica próbuje rozgrywać politykę historyczną na warunkach stawianych przez dużo potężniejszego przeciwnika. Można go w uproszczeniu zdefiniować jako obóz konserwatywno-nacjonalistyczny, który przy aktywnym poparciu liberalnej prawicy i biernej postawie liberalnej lewicy zbiera żniwa i dyskontuje owoce niemalże trzydziestu lat „patriotycznej” edukacji młodych Polaków. Efektem tego są przetaczające się przez nasz kraj marsze niepodległości, kult „żołnierzy wyklętych” oraz cała gama przeróżnych patriotycznych i klerykalnych szopek od burzenia pomników po kręcenie patriotycznych produkcji filmowych o jakości szkolnych jasełek. Znaczna część lewicy próbującej przebić się do głównego nurtu doszła do wniosku, że należy w tych warunkach odpowiedzieć polityką historyczną stawiającą na piedestale lewicowe tradycje patriotyczne i niepodległościowe.

Na pierwszy rzut oka wydaje się być to ruchem racjonalnym, skoro żadna lewicowa treść nie może przebić się przez cenzurę liberalno-konserwatywno-nacjonalistycznej koalicji inżynierów dusz bez etykietki „patriotyczne” lub „niepodległościowe”, a najlepiej również „antykomunistyczne”. W skrajnych sytuacjach taka taktyka przynosi kuriozalne efekty, jak doszukiwanie się kilka lat temu przez jednego z członka Zielonych wątków feministycznych w kulcie „żołnierzy wyklętych”. Generalnie jednak lewica stara się przywrócić przestrzeni publicznej pewne postacie-symbole, legitymizując je narracją niepodległościową i antykomunistyczną, łącząc je przy tym z prosocjalną retoryką. I tak Marks przekształca się w pałającego wrogością do Rosji ojca polskiej niepodległości, a Róża Luksemburg w demokratyczną antykomunistkę, której brak poparcia dla niepodległości był wypadkiem przy pracy (można przemilczeć).

Najmocniejszą kartą socjalpatriotów z okazji zbliżającego się stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości są jednak lewicowe rządy, które ową niepodległość wywalczyły i obroniły, przy okazji realizując wiele wyczekiwanych postulatów społecznych. Reprezentują więc szczytne ideały, które stanowią wzór dla współczesnej lewicy i które mają przynieść jej chlubę oraz akceptację prawicowego salonu. W domyśle również znacznej części społeczeństwa podzielającej tego salonu poglądy. W odpowiedzi na jednego Dmowskiego lewica odpowiada pełną salwą tak znaczących postaci jak Piłsudski, Daszyński czy Moraczewski. Dzięki poruszaniu się w takim segmencie przestrzeni symbolicznej lewicę stać nawet na akcję ofensywną, czyli kreowanie własnej, „wyklętej” historii niepodległości, w której czołową rolę odgrywa powołany 7 listopada 1918 Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej premiera Daszyńskiego. Stanowi to wstęp do alternatywnej, socjalistycznej historii niepodległości Polski.

Taktyka ta jak dotąd nie przyniosła większych efektów. Z pewnością nie dzieje się tak tylko z powodu blokady „zazdrosnej” prawicy. Czy rzeczywiście taka polityka historyczna w znaczący sposób jakościowo różni się od tego co proponuje prawica? Wszak w obu narracjach historię Polski kreują wielkie postacie zdolne do zmiany biegu dziejów. Różnica polega na tym, że w tej lewicowej postacie generałów i endeckich polityków walczących dzielnie o jak największe terytorium kraju zostają zastąpione przez wrażliwych społecznie polityków, którzy potrafią „zrobić dobrze” biednemu, cierpiącemu ludowi.

Tymczasem już przed odzyskaniem niepodległości, a także wiele miesięcy po niej lud polski, reprezentowany przez tysiące zrewoltowanych robotników, walczył o swoje prawa nie oglądając się ani na Daszyńskiego, ani na Piłsudskiego ani na Dmowskiego. Było to rzecz jasna efektem wpływu rewolucji rosyjskiej, a następnie niemieckiej, na polskie masy robotnicze. Podobnie jak w tamtych krajach, na ziemiach polskich jeszcze przed ustanowieniem „rządu ludowego” zaczęły powstawać Rady Delegatów Robotniczych. To właśnie rada w Lublinie jeszcze przed powstaniem tamtejszego rządu obaliła władzę Rady Regencyjnej, ustanowiła 8-godzinny dzień pracy, uchwaliła powołanie milicji robotniczej, a następnie wywierała presję na gabinet Daszyńskiego, aby ten dotrzymał swoich obietnic. W opinii działaczy SDKPiL, którzy stali za organizacją lubelskiej rady delegatów oraz wielu innych w skali kraju, „rząd ludowy” był fasadową wydmuszką, która powstała jedynie dzięki zbrojnemu przewrotowi przeprowadzonemu przez żołnierzy Polskiej Organizacji Wojskowej popierających Daszyńskiego. W tej sytuacji prawicowa część PPS-u nie miała innego wyboru, jak wejść w skład lubelskiej rady i działać na rzecz wyhamowania jej potencjału rewolucyjnego. Zaledwie kilka dniu później Piłsudski rozpędził „rząd ludowy” i anulował wszystkie jego dekrety.
Ruch rad delegatów robotniczych rozwijał się jednak na całym terenie Polski. Powstało około stu rad o różnym składzie politycznym i wpływach – zarówno w dużych miastach, jak Łódź czy Warszawa, jak i znacznie mniejszych ośrodkach – Kraśniku, Częstochowie, Zamościu. W niektórych miastach, jak np. w Krakowie do głosu dochodziła pepeesowska prawica, natomiast na terenach zaboru pruskiego w radach wpływy posiadali przedstawiciele prawicy nacjonalistycznej, ze względu na istniejące na tych terenach podziały narodowościowe między Polakami a Niemcami. Pomimo tego w ruch radziecki na ziemiach polskich zaangażowały się dziesiątki tysięcy zrewolucjonizowanych robotników, domagających się emancypacji i upodmiotowienia. Socjalpatriotyczna „lewica” spod znaku Piłsudskiego i Moraczewskiego nie zamierzała tego tolerować, czemu dawała dowód już od pierwszych dni listopada.

Najbardziej klarownym przykładem takiego starcia jest historia Rad Delegatów Robotniczych w Zagłębiu Dąbrowskim. W dniu 2 listopada 1918 w Dąbrowie zachęceni przez PPS-Lewicę i SDKPiL robotnicy zaczęli rozbrajać wycofujących się żołnierzy austriackich, po czym przystąpili do tworzenia oddziałów Czerwonej Gwardii. Podobnie jak w Lublinie, pepeesowska prawica była niechętnie nastawiona do rad, ale stojąc przed faktem dokonanym przystąpiła do nich w celu odgrywania hamulcowej roli. W końcu 8 listopada na terenie Zagłębie rady wezwały do strajku generalnego – zakłady pracy stanęły, a tysiące robotników wzięło udział w masowych demonstracjach. Przeciwstawiły się im obecne tam oddziały polskich żołnierzy utworzone jeszcze przez Niemców (tzw. Polnische Wermacht). Wówczas zginął Eugeniusz Furman – pierwszy z dziesiątek robotników, którzy polegli w walce klasowej w Polsce niepodległej.

Po 11 listopada organizowane na wzór panującej w Rosji władzy radzieckiej rady zaczęły powstawać na terenie całego Zagłębia Dąbrowskiego. Były na tyle silne, że były w stanie zmusić magistrat Sosnowca do wykonywania swoich postępowych dekretów, a miejscowi kapitaliści musieli opłacać Czerwoną Gwardię. W kolejnych tygodniach i miesiącach na tym terenie odbyło się wiele strajków politycznych przeciwko rządowi Paderewskiego, który dążył w mniemaniu robotników do obalenia ruchu radzieckiego. W marcu 1919 miał odbyć się strajk powszechny, ale jego rozmach został zmniejszony na skutek bojkotu działaczy prawicy pepeesowskiej, która demobilizowała robotników. Skorzystał z tego rząd wysyłając wojsko do walki z ruchem robotniczym. Padli zabici i ranni. Ostatecznie w lipcu cały skład rady został aresztowany. Podobny los miał czekać cały ruch – gdy podległe Piłsudskiemu rządy w 1919 roku okrzepły, skupiły swoje siły na pacyfikacji robotniczych samorządów. Tak skończył się emancypacyjny ruch, dzięki któremu robotnikom udawało się wywalczyć polepszenie warunków pracy, a niekiedy nawet przejmować kontrolę nad produkcją.

Nie były to jednak jedyne podmioty rewolucyjne na ziemiach polskich w tamtym czasie. W listopadzie 1918 roku powstała Republika Tarnobrzeska obejmująca powiat tarnobrzeski oraz kilka innych z nim sąsiadujących. Zarządzał nią Tarnobrzeski Komitet Rewolucyjny pod wodzą byłego legionisty Tomasza Dąbala oraz księdza Eugeniusza Okonia. Komitet miał wpływ na obsadę lokalnych władz oraz walczył o reformę rolną, konfiskatę majątku kościelnego oraz nacjonalizację środków produkcji. Republika została zniszczona w 1919 roku na skutek brutalnych represji piłsudczyków, a jej przywódcy aresztowani, mimo wyboru ich na posłów do Sejmu RP. W końcówce 1918 roku w okolicach Pińczowa powstała również Republika Pińczowska pod wodzą działa SDKPiL Jana Lisowskiego. Przez sześć tygodni okoliczni chłopi prowadzili strajki rolne, aż do przybycia karnej ekspedycji wojskowej, która spacyfikowała strajki i aresztowała Lisowskiego.
Rozwijający się przez kilka miesięcy oddolny ruch rewolucyjny w Polsce został zlikwidowany przez podległe Piłsudskiemu wojska. Przyczyną tego były nie tylko rozmaite błędy samych rewolucjonistów, którzy nie ośmielili się przejąć pełni władzy w miejscowościach, gdzie posiadali wpływy, ale w dużej mierze postawa działaczy PPS, dla których konsolidacja i centralizacja władzy pod wodzą Piłsudskiego była ważniejsza niż emancypacyjne dążenia proletariatu fabrycznego i rolnego. Nie można odmówić rządom socjalpatriotycznej lewicy postępowych reform społecznych, ale trzeba pamiętać, że powstały one pod dużą presją zrewoltowanego i antykapitalistycznie nastawionego społeczeństwa.

Część działaczy PPS już po kilku latach żałowała swoich czynów. W 1928 roku podczas obchodów dziesięciolecia rządu lubelskiego aktywiści tej partii grzmieli, że błędem było przyjęcie kapitalistycznych rządów, które doprowadziły polskiego robotnika do nędzy. Nawet członek rządu i były wiceminister spraw wewnętrznych Norbert Barlicki w 1933 roku bił się w piersi i żałował demobilizacji mas ludowych w tamtym okresie.

Na przełomie 1918 i 1919 r. ma ziemiach polskich działało około 100 rad robotniczych, w których łącznie 300 tys. ludzi pracy wrzało rewolucyjnym zapałem. O tych i innych faktach nie chce pamiętać znaczna część współczesnej polskiej lewicy. Wystraszona prawicową dominacją, woli podkreślać udział lewicowych działaczy w konsolidacji kapitalistycznych rządów, które przekształciły się wkrótce w autorytarne rządy sanacyjne. Wspomina polityków takich jak Daszyński czy Moraczewski, którzy bezwolnie poddawali się Piłsudskiemu, a postępowe reformy wprowadzali, czując oddech rewolucji na plecach. Tym samym przejmuje ich kapitulanckie tradycje. W tym sensie lewicowi politycy nastawiający się na współpracę z Koalicją Obywatelską w celu „obrony demokracji” lub ci dążący do konsensusu w polityce historycznej z dzierżącym rząd dusz obozem prawicowym są naprawdę „godnymi” spadkobiercami socjalpatriotów walczących z ruchem radzieckim na ziemiach polskich w latach 1918-1919.