Z żółtego kalendarza

Był jednym z najpopularniejszych piosenkarzy lat sześćdziesiątych.

Jego pełne liryzmu i uczuciowości przeboje, jak „Kochać”, „Żółte kalendarze”, „Goniąc kormorany”, „Puste koperty”, „Zabawa podmiejska” przez lata rozbrzmiewały z radioodbiorników i płyt, a jako łatwo wpadające w ucho były nucone przez słuchaczy kilku generacji. Reprezentował styl ludowego barda miłości.

Urodził się w Lublinie, tam się wychował i wykształcił. Debiutował w lubelskim kabarecie „Czart” w kawiarni „Czarcia Łapa” na Starym Mieście oraz kabarecie tamtejszej Akademii Medycznej „Dren59”. Stąd wystartował do wieloletniej ogólnopolskiej kariery wokalno-gitarowej, której apogeum przypadło na lata sześćdziesiąte i początek siedemdziesiątych.

Piotr Szczepanik zmarł 20 sierpnia 2020 roku.

KLUB

Podkasana muza II RP

Opowieść o czasie, który jest tylko legendą.

Nie jestem człowiekiem przedwojennym, lecz mocno powojennym, ale w czasach mojego dzieciństwa (lata 60-te) radio i telewizja przepełnione były przedwojenną lekką muzą. Piosenki w wykonaniu Hanki Ordonówny, Eugeniusza Bodo czy „Chóru Dana” i innych były na porządku dziennym emitowane w eterze i na ekranie, już to w archiwalnych nagraniach oryginalnych, już to w wykonaniu współczesnych aktorów. Ileż to razy słuchałem w rozmaitych wykonaniach takie piosenki jak „Tango Milonga”, „Ada to nie wypada”, „Ach jak przyjemnie”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Co nam zostało z tych lat”, itd.! Często pokazywano też w telewizji filmy przedwojenne, które pojawiały się też w regularnym repertuarze kin, a nie, jak dziś, jako zamierzchłe kurioza i cymelia. Przecież w końcu popularny „Kabaret Starszych Panów” czerpał inspirację z przedwojennej lekkiej muzy, przetwarzając ja na pastiszowy sposób. Po latach zrozumiałem, że wszystko miało to swoje źródła w aspekcie pokoleniowym. W latach sześćdziesiątych ludzie 50-letni a tym bardziej starsi, doskonale, z autopsji pamiętali przedwojenne czasy i była to także ich muza. „Tango Milonga” Ryszarda Wolańskiego to „barwna opowieść o przedwojennej, rozśpiewanej i „rozgranej” Warszawie i jej niezapomnianych przebojach”, jak napisał na obwolucie edytor. Autor prowadzi nas przez lata dwudzieste, lata trzydzieste, przez ówczesne kabarety, teatrzyki rewiowe (m.in. słynne „Qui pro quo”, „Perskie Oko” czy „Morskie Oko”), modne kawiarnie, dancingi, kluby, poznaje z ówczesnymi przebojami, ich autorami i wykonawcami, ze znanymi konferansjerami (jak Fryderyk Jarossy). Ten barwny świat, jak mawiano – „podkasanej muzy”, opisał Wolański także barwnie (pamiętajmy, że nawet najbardziej atrakcyjny temat może popsuć kiepski autor), z rozmachem, którego nie zawęża fakt, że historię tę opowiada przez pryzmat biografii jednej z najważniejszych postaci tego czasu, autora legendarnych przebojów tego czasu z „Całuję twoją dłoń, madame” i tytułowym „Tangiem Milonga”. Czytając tę kolorową opowieść słyszy się w wyobraźni tony i słowa szlagierów tamtych czasów. To bogata, dynamiczna, barwna i dźwięczna opowieść o czasie, który jest już tylko legendą, do tego bogato ilustrowana, także po części unikalnymi fotografiami i materiałami ikonograficznymi.

Ryszard Wolański – „Tango Milonga”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2019, str. 413, ISBN 978-83-8062-567-9