Putin Sprzyja Ludowcom

Obserwując reakcję głównych aktorów tzw. polskiej sceny politycznej na której rozgrywa się coś na podobieństwo kabaretu, farsy czy dosyć taniej tragikomedii warto zacytować fragment przemówienia  jakie na XX Zjeździe KPZR w 1956 r. wygłosił I sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy Aleksiej Kiriczenko.

 

Odnosząc się do współzawodnictwa pomiędzy dwoma kołchozami powiedział co następuje: „Współzawodniczą ze sobą dwa kołchozy (…) Obydwa zakończyły rok ze złymi wynikami. Żaden z nich nie tylko nie wykonał zobowiązań lecz nawet nie wykonał planów, nie mniej jednak ten, kto ma lepsze wskaźniki „pasowany” jest na zwycięzcę (…). Z tego wynika, że sprawa została przegrana a mimo to jest zwycięzca.”
Słowa Kiriczenki wywołały śmiech wśród delegatów zjazdu. W Polsce nikt się nie śmieje, co świadczyć może o tym, że polskie elity polityczne mają mniejsze poczucie humoru od radzieckich komunistów. A można by się zdrowo pośmiać z tego, że zarówno PiS, jak i Koalicja Obywatelska chełpiły się swoim zwycięstwem w wyborach samorządowych. PiSowcy argumentowali to najlepszym w skali kraju wynikiem natomiast obywatelscy koalicjanci wskazywali na wygraną w dużych miastach. Co więcej, w wyniku powyborczych układanek okazuje się, że w niektórych województwach to przegrani otrzymują władzę a wygrani przechodzą do opozycji. W Katowicach wystarczył jeden mały transferek, aby PiS uzyskała większość w wojewódzkim sejmiku wbrew wynikowi wyborów. Odwrotna sytuacja miała miejsce w województwie podlaskim, gdzie PiS utracił większość ledwo po wyborach w wyniku politycznych przepychanek.
Prorocze słowa radzieckiego, komunisty są niczym w porównaniu z wrażą robotą jaką Kreml odbębnił wobec polskich wyborów samorządowych. Jeżeli bowiem ktoś uważa, że Polskie Stronnictwo Ludowe osiągnęło stosunkowo dobry wynik w wyborach samorządowych dlatego, że ma tradycyjne poparcie na wsiach i w małych miejscowościach, to się grubo myli. PSL dlatego uzyskało te kilkanaście procent, ponieważ taka była wola Moskwy. Takie wnioski nasuwają się na podstawie publikacji zamieszczonej na stronie internetowej jak zwykle dobrze poinformowanego, przynajmniej we własnym mniemaniu, tabloidu „Fakt”. Tenże „Fakt” już na 11 dni przed wyborami zamieścił publikację pt. „Putin zamiesza w wyborach w Polsce?” wskazującą na niebezpieczeństwo rosyjskiej ingerencji „biorąc pod uwagę tylko ostatnią aktywność agentów Kremla.” Przytacza też przykłady mające być dowodem na to, że owa ostatnia aktywność moskiewskiej agentury miała wpływ na wynik wyborów w dwóch krajach europejskich.
Przykład pierwszy: Łotwa. Tam wybory wygrywa prorosyjska partia Zgoda. A dlaczego wygrywa? „Fakt” ma na to gotową odpowiedź. Otóż dlatego, że na jednym z portali społecznościowych puszczono hymn Rosji, pokazano fotografie Kremla i Putina tudzież rosyjską flagę. Idąc tym tokiem rozumowania należałoby domniemywać, iż tych około 20 procent łotewskich wyborców obejrzało sobie ten spot i pod jego wpływem zagłosowało tak a nie inaczej. Jednak co ciekawsze, Zgoda wygrała wybory parlamentarne już po raz drugi. Poza tym rządzi w stolicy a założyciel partii Nils Ušakovs jest tam merem. Te jednak fakty pozostają poza zasięgiem analitycznych możliwości poznawczych „Faktu”.
Przykład drugi: Bośnia. W stanowiącej część Bośni i Hercegowiny Republice Serbskiej po raz kolejny wygrywa optujący za integracją z Serbią i jednocześnie antynatowski i prorosyjski Związek Niezależnych Socjaldemokratów. Partia ta wygrała nie tylko wybory do miejscowego parlamentu, lecz także prezydenckie a jej przywódca Milorad Dodik zdobył mandat przedstawiciela Republiki Serbskiej w trzyosobowym prezydium będącym kolektywną głową państwa w Bośni i Hercegowinie. I tu znów „Fakt” widzi rękę Moskwy. Zauważa, że przed wyborami do Sarajewa zawitał rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow co już samo w sobie ma być dowodem na wpływanie na rezultat wyborów. Gdyby jednak tak choćby trochę głębiej zanurzyć w bośniacką specyfikę, to łatwo można zauważyć, że w tym sztucznie podzielonym na jednostki etniczne państwie w wyborach górują ugrupowania nacjonalistyczne – obojętnie czy dotyczy to ludności serbskiej, bośniackiej czy chorwackiej. I do tego nie jest potrzebna żadna ingerencja z zewnątrz. Natomiast doszukiwanie się wszędzie tam, gdzie zwycięża jakaś siła prorosyjska czy też tylko Rosji sprzyjająca jest wyrazem gloryfikacji Rosji jako wszechwładnego demiurga ustawiającego sobie świat wedle własnego życzenia. Nasuwa się tu nieodparta analogia z antysemitami, którzy twierdząc, że to Żydzi rządzą światem tym samym uznają ich za najpotężniejszy naród na świecie czym przebijają nawet najbardziej zagorzałych syjonistów.
Skoro Rosja tak skutecznie ingeruje w wybory w innych państwach, to dlaczegóż nie miałaby w Polsce? A co to my gorsi? Kierując się logiką „Faktu” należałoby dojść do wniosku, że wybory wójta Wąchocka czy też burmistrza Głubczyc są dla Moskwy równie ważne, jak to czy Trump ma zostać prezydentem USA. Być może jednak na Kremlu postrzegają Polskę w nieco szerszej skali. Rosyjscy analitycy zapewne długo główkowali nad tym kogo by w tej Polsce wesprzeć. Może PiS, boć to partia kryptoantynijna podobnie jak, tak przynajmniej twierdzą polscy eksperci, Rosja? Dawaj, damy im te nieco ponad 30 procent. A może by tak poprzeć Koalicję Obywatelską, skoro jest taka prorynkowa i nie będzie polonizować stacji benzynowych naszego Lukoila? Damy im trochę mniej wszak polexit jest ważniejszy od Lukoila. Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że zdecydowano się na plan pod kryptonimem Putin Sprzyja Ludowcom i postawiono na PSL jako stosunkowo najmniej antyrosyjską spośród partii parlamentarnych. Oczywiście zrobiono to w sposób tak utajniony, że nie wiedzieli o tym ani wyborcy, ani PKW ani nawet kierownictwo PSL. Powyższe wnioski ocierają się o granicę idiotyzmu. Czy jednak mogą być inne skoro wyprowadzane są wprost z paranoicznych przesłanek?

Bigos tygodniowy

Zwłoki Zbigniewa Ziobry. Chodzi o słynne trzy dziwne zwłoki po stronie tak dynamicznej i szybszej od wiatru w ściganiu koszulek z napisem „konstytucja” prokuratury pana Zbyszka. Po pierwsze, mimo złożenia 7 listopada o godz. 8.34 przez mecenasa Giertycha, pełnomocnika Leszka Czarneckiego, doniesienia w prokuraturze dotyczącego propozycji korupcyjnej szefa KNF, urząd ten zajął się sprawą dopiero 13 listopada. Po drugie, ów słynny wyścig Singapur-siedziba KNF w Warszawie między Markiem Chrzanowskim od szumideł, startującym z drugiej półkuli i funkcjonariuszami startującymi z ulicy odległej o silny rzut beretem, został przez funkcjonariuszy przegrany, mimo zdecydowanych forów, jakie mieli w punkcie wyjścia, właśnie z powodu braku polecenia ze strony pana Zbyszka. Zdymisjonowany już Chrzanowski nie tylko dotarł na miejsce jako pierwszy, ustanawiając rekord świata na sto lat co najmniej, ale zdążył jeszcze pobyć w swoim gabinecie około dwóch godzin. Różnie ludzie mówią o tym, co on tam robił. Mnie przychodzi do głowy choćby o takie małe zetknięcie ognika zapalniczki z małą karteczką z zapisanym na niej małym procentem od wielkiej kwoty. A tymczasem w Sejmie PiS zrealizowało plan Zdzisława, czyli ustawę pozwalającą przejmować banki za małą złotówkę. Trzecia zwłoka Ziobry dotyczy postępowania w sprawie nazistów, którzy rok temu w Katowicach powiesili na szubienicach wizerunki grona eurodputowanych. Rok temu. Sprawcy jak na patelni, jak na wspólnym zdjęciu pamiątkowym, przestępstwo oczywiste, ale prokuratura Ziobry jakoś dziwnie nie może się z tym uporać. Natomiast do domu dziennikarza TVN z wcieleniowego reportażu o urodzinach Hitlera weszli w try miga.

 

***

Wycofanie czyli stosunek przerwany. Władza PiS (czyli znów także pan Zbyszek, który ma nie za dobry okres) skończyła brutalny w przebiegu stosunek z instytucjami UE tzw. wycofaniem. Wycofała się mianowicie rakiem z części deformy wymiaru sprawiedliwości, czyli z części ustawy o Sądzie Najwyższym. To była – uwaga – tylko metafora! – jak wycofanie się armii niemieckiej po klęsce pod Stalingradem. Jak finisz „silnych, zwartych, gotowych” w 1939. Przyczyna była tylko jedna. Przelękli się, że opór przed wyrokiem TSUE będzie dla nich politycznie, a w dalszej konsekwencji także finansowo, tak kosztowny, że nie dadzą rady. Uznali, że dalsze przeginanie unijnej pały, może być ryzykowne ponad miarę. Żeby osłabić wrażenie swojej klęski i dla zmniejszenia uczucia upokorzenia wybrali ubranie tego wycofania się w kostium ustawowy. Że to niby wynik ich własnej, suwerennej, niczym nieprzymuszonej woli. Rysio Misio Czarnecki powiedział nawet, że to kolejny sukces władzy. A juści! W tej radości z rejterady PiS należy jednak zachować umiar, bo Izba Dyscyplinarna oraz ta, która zatwierdza wybory pozostaje w ręku PiS, tudzież KRS i TK.

 

***

„Po co nam to było”. Tytuł piosenki sprzed pół wieku, śpiewanej przez Joannę Rawik, robi ostatnio niejaką karierę. Przy tej okazji zapachniało mi młodością najbardziej wtedy, gdy usłyszałem recytatyw (nie zdecydował się na zanucenie) w wykonaniu senatora Marka Borowskiego z trybuny senackiej. Inni też cytują

 

***

IPN, posługując się wojskiem jak hetką pętelką czy najemnymi tragarzami, usunął w Zgorzelcu tablicę upamiętniającą ofiary wojny domowej w Grecji. Tablicę ufundowali już po 1989 roku przedstawiciele mniejszości greckiej w Polsce. Ipeeniory uznały ją za co prawda narodową (grecką) w formie, ale „komunistyczną” w treści, choć ani jeden przecinek w napisie nie dawał podstaw do takiego wniosku. W Polsce nie od dziś ma miejsce zjawisko, które nigdzie w Europie nie występuje w tak drastycznej formie: już nawet nie jaskiniowego antykomunizmu, ale jaskiniowej, oszalałej, bezrozumnej antylewicowości.

 

***

Milczenie prezesa. Prezes PiS stawił się w Gdańsku na procesie, który wytoczył Lechowi Wałęsie o obrazę i bywał momentami nawet filuterny, z uśmiechem w korytarzowych przemówkach z procesowym adwersarzem. Konsekwentnie milczy natomiast w sprawie afery KNF. Obstawiam taki wariant: uznał, względnie mu doradzili, żeby sprawę przemilczać póki się da, w nadziei, że jest to tylko ogarek, który szybko zgaśnie, a nie wielka gromnica, która przewracając się, podpali chudobę.

 

***

Dobra wiadomość z warszawskiego Ratusza. Rafał Trzaskowski nie zwrócił się do Boga o pomoc podczas składania prezydenckiej przysięgi. Zapewne zgodnie z zasadą: umiesz liczyć, licz na siebie.

 

***

W sprawie penisa prokuratura pana Zbyszka działa natomiast prężnie i bez zwłoki. W Olsztynie zajęła się galerią artystyczną, w której penis miał znieważyć uczucia religijne. Jak penis może obrażać uczucia religijne, gdy jest współnarzędziem Stwórcy w dziele poczynania życia poczętego?

 

***

Według badania sondażowni i to rządowego CBOS, 35 procent ankietowanych jest za obecnym poziomem integracji Europy, aż 33 za pogłębieniem integracji, 14 za wzmocnieniem narodowego charakteru państw, a tylko 4 procent za polexitem. Nic więc dziwnego, że prezes pogroził palcem posłance Siarkowskiej schodzącej z trybuny sejmowej po antyeuropejskim wystąpieniu.

 

***

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek zbeształa 77 posłów, w większości z PiS, którzy wystąpili z listem do Julii Przyłębskiej, aby dalej nie zwlekała i pilnie zajęła się tzw. aborcją eugeniczną, czytaj: doprowadziła do wyroku, który by ją zdelegalizował. Nawiasem mówiąc, to jedno z kilku działań antyaborcyjnych fanatyków zmierzających do obejścia sposobem obecnej ustawy, też przecież restrykcyjnej. Inny myk polega na rozszerzaniu tzw. klauzuli sumienia na kolejne medyczne grupy zawodowe. Tymczasem Mazurek list określiła jako „niedopuszczalny nacisk na TK”. I już Julia wie co robić, nawet dzwonić do prezesa nie musi. A tak swoją drogą, to męczenie sprawy aborcyjnej wbrew wyraźnej woli prezesa ma co najmniej cechy wewnątrzpartyjnej niesubordynacji i prób rzucania prezesowi kłód pod nogi.

 

***

Sędziowie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku znaleźli sposób na pohamowanie działań pana Zbyszka. Tamtejsze Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów odmawia, do czasu wyroku TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych, opiniowania kandydatur na sędziów, co jest wymogiem przed przedłożeniem tychże Krajowej Radzie Sądownictwa. Ministerstwo Sprawiedliwości w osobie Łukasza Piebiaka unosi się oburzeniem i grozi konsekwencjami. Jeśli w ślad za apelacją gdańską pójdą inne apelacje w kraju, to nabór kadrowy pana Zbyszka na stanowiska sędziowskie zostanie zahamowany, a co najmniej przyhamowany. Może to zmusić to PiS to kolejnej zmiany ustawowej i chwilowe zawieszenie broni PiS z UE okaże się naprawdę chwilowe. A zatem: „Trwaj chwilo. Jesteś piękna”.

 

***

Czy to należy rozumieć jako przerwanie milczenia prezesa? Może wyraził się na migi? W każdym razie wczoraj nad ranem Warszawie CBA zatrzymało człowieka o najwyższych standardach etycznych i patriotycznych (tak o nim mówił prezes NBP), byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego.

Historia futbolowa

Piłka nożna jako metafora jakości życia w kraju nad Wisłą? Jak najbardziej – Polska mistrzem Polski!

 

Prezydent Duda powiedział, że poziom piłki nożnej odpowiada poziomowi organizacji życia w kraju, czy jakoś tam. Coś w tym jest. Jak spojrzymy dodatkowo na naszą piłkę klubową to ten poziom jest podobny do tego co wyrabia PiS w naszym kraju. Piłka jest grą zespołową i pokazuje także czy zawodnicy potrafią zorganizować miniobywatelską społeczność na boisku. Jak wiadomo nasza polityka idzie w kierunku „każdy sobie rzepkę skrobie”. Obywatel dostaje 500+ czy jakieś inne + i niech sobie radzi i nie wtrąca się do budowania autorytarnego systemu, który wielu rodaków lubiło za czasów PRL i lubi teraz. Na boisku piłkarskim taka polityka skazana jest z góry na niepowodzenie. Czy mam rację? Nie do końca, ale jakaś prawda w tym jest. Gdybym dalej rozwodził się nad stwierdzeniem prezydenta to dochodzę do wniosku, że poziom naszej piłki nożnej był najwyższy w czasach PRL. Dotyczyło to także naszej piłki klubowej i wielu innych dyscyplin sportowych. W tamtych czasach także nasi trenerzy święcili sukcesy na zagranicznych boiskach. Także spora grupa naszych piłkarzy wybierała wolność na zachodzie, ale teraz jest podobnie. Tylko zasady wyjazdów się zmieniły. Obecnie nasza piłka nożna jest zasilana średniej kasy kopaczami zza granicy i takimiż trenerami. To taki import kapitału zagranicznego do Polski, ale nie najwyższego lotu. Jest więc i tutaj jakaś paralela do naszej gospodarki.
Jeżeli świeciliśmy największe piłkarskie sukcesy w okresie PRL i podłożymy pod to opinię prezydenta to czy wtedy byliśmy świetnie zorganizowani? To by była gruba przesada, ale sam sport był lepiej zorganizowany o czym świadczyły sukcesy sportowców nie tylko w piłce nożnej. Oczywiście był on lepiej zorganizowany jak na tamte czasy. Była większa wola walki u sportowców, znacznie większa niż dzisiaj, choć pieniędzy wtedy sportowcy raczej nie dostawali. Czy wypowiadając tę opinię prezydent sięgał myślą do czasów PRL i tamtejszych sukcesów. Chyba nie. Gdyby pamiętał o tamtych sukcesach, kiedy to Polski nie było, jak mawia inny demiurg naszej polityki historycznej, pewnie by się ugryzł w język.