Rozważania poklęskowe

Polacy nigdy nie byli skorzy do systematycznego, obywatelskiego współdziałania. Dobrzy byliśmy i jesteśmy w spontanicznych zrywach.

Piłka nożna to gra zbiorowa i wymagająca zgranego współdziałania. W ostatnich latach obecna władza tę naszą niechęć do współdziałania dodatkowo pogłębiła. Świadomie skłóca obywateli i napuszcza ich przeciwko sobie. Czy w takiej sytuacji dobrze może grać nasza drużyna? Niby sport i nasze przywary narodowe z polityką nie mają wiele wspólnego Teoretycznie tak.

Członkowie naszej narodowej grają przede wszystkim w zagranicznych klubach. To inny świat piłkarski. Nasza krajowa, ligowa piłka nożna jest na miarę naszych możliwości. Taki polski misiu. Nasi eksportowi zawodnicy stają się drużyną narodową na krótko. Trenuje ich trener zza granicy, bo u nas o fachowców w branży nożnej też trudno. Formuje się takie pospolite ruszenie i albo coś się uda, albo nie.

Pozostaje mi wspominać czasy potęgi tej dyscypliny w PRL. Ale według obecnej władzy Polska była wtedy zniewolona więc nie wiem czy chwaląc trenera Górskiego i jego drużynę nie zostanę uznany za sługusa Moskwy. Paranoja w polityce ma jakiś związek z marnością w piłce nożnej. Ale może tylko szukam w tej sportowej żałobie jakiegoś wyjaśnienia. Za dwa dni mi przejdzie.

Hamulcowi

Jak podały niemieckie media z początkiem maja do Rostocku dotarł pierwszy transport kolejowy z Chin, mający przecierać trasę tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku. Nieważne, co przywiózł – z racji pandemii są to środki do walki z koronawirusem (maseczki, odzież ochronna, środki dezynfekujące) – tylko jak przebiegał jego finalny etap.

Dwanaście dni trwała podróż z Xi’an (Chiny), przez Rosję linią Trans-syberyjską do Kaliningradu nad Bałtykiem. W tym czasie pociąg pokonał ponad 10 000 km. W Kaliningradzie kontenery z wymienionymi środkami zostały załadowane na statek i drogą morską dotarły do Rostocku. Dalej kontenery pojadą już kolejami niemieckimi (Deutsche Bahn) do Duisburga i Werony we Włoszech. Część środków jest bowiem przeznaczona dla Italii.

Za całość operacji, włącznie z opakowaniem i rozpakowaniem, załatwieniem formalności cłowych i dokumentacją dla klienta odpowiadała niemiecka strona; DB Cargo i DB Schenker. Szef DB Richard Lutz nie krył w tego powodu zadowolenia. Podczas przyjęcia w porcie rostockim transportu powiedział:” Bardzo się cieszę, że możemy wesprzeć rząd federalny w walce z koronawirusem”. Jego zdaniem to milowy krok w materializacji połączeń Chin przez Rosje z Niemcami i otwarcie nowego rozdziału współpracy i handlu. To była pierwsza tego typu dostawa otwierająca cotygodniowe, regularne transporty. Tym razem – 7,4 mln maseczek i 6 kontenerów odzieży ochronnej dla Włoch.

Dziwić może (ale tylko osoby niezorientowane w meandrach polskiej polityki zagranicznej i nadwiślańskiego myślenia rządzących elit), iż transport nie przejechał koleją „na wprost” z Białorusi przez Polskę na Zachód, do miejsca przeznaczenia. Polska ustawiona obok rydwanu Waszyngtonu, bezkrytycznie i serwilistycznie trwa jako forpoczta amerykańskich interesów w Europie i Unii Europejskiej nie zważając na swe ekonomiczne i międzynarodowe interesy. Jest jednym z elementów amerykańskich zabiegów o zablokowanie chińskiej inicjatywy pod nazwą Nowy Jedwabny Szlak. Tracąc po raz kolejny źródło pewnych, stałych dochodów z racji tranzytu.

Nawet antyrosyjska Litwa, podobna do Polski tak w kwestii postrzegania zagrożeń, jak i polityki historycznej i retoryki elit, zdecydowała się na puszczenie przez swoje terytorium jednej z linii tej transportowej „autostrady” towarów z Azji do Europy i na odwrót, nie gardząc ewentualnymi wpływami do swojego skąpego budżetu. Te budżety – tak Polski jak i Litwy – po pandemii będą jeszcze bardziej skąpe, więc każdy dochód powinien się liczyć. Niestety nie dla elit rządzących Polską.
Zresztą Rosjanie mają ewentualną alternatywę dla kolejowych tras z Chin w ramach tego gigantycznego projektu. Wybudowany w ostatniej dekadzie (i ciągle rozbudowywany) port nadbałtycki w Ust’ Łudze w pobliżu Petersburga (już jest to największy port nad Bałtykiem) gdzie wraz z linią kolejowa swój koniec ma szereg ropo- i gazociągów jest rozwiązaniem, które mocno uderzyło w gospodarki trzech krajów bałtyckich. Tranzyt towarów z Rosji do portów Estonii, Łotwy i Litwy zamarł całkowicie jako retorsje na rusofobiczne zachowania i decyzje rządzących tymi byłymi republikami ZSRR elit. Tak więc Litwa choć w minimalnym stopni skorzysta na przejazdach pociągów po Jedwabnym Szlaku do Kaliningradu.

Co do nas, powtarza się sytuacja z przełomu wieków – XX i XXI – kiedy ważyły się losy budowy gazociągu tzw. Jamał II. Rząd Buzka grymasił, ogłaszał zastrzeżenia i strach przed gazociągiem oraz światłowodem mającym iść równolegle z rurą przez terytorium Polski (słynne możliwości podsłuchiwania i inwigilacji obywateli naszego kraju przez „ruskich” – choć miałaby być to inwestycja niemiecko-rosyjska). Sekundowały tym enuncjacjom rządowym media. Nawet gdy już zapadła – jako rozwiązanie zastępcze – decyzja o budowie gazociągu pod Bałtykiem – Nord-Steam I – i istniała możliwość wybudowania łącznika od wym. rury do polskiej części zachodniego wybrzeża (propozycja której patronował Aleksander Gudzowaty i jego BARTIMPEX) rządzący nie podjęli tej inicjatywy. Zignorowano również wtedy korzyści materialne i dochody budżetu w imię trudno zrozumiałych intencji i racjonalnych zamysłów.

Niestety powtarza się po raz któryś z rzędu prawdziwość sentencji Jana Kochanowskiego z >Ksiąg wtórnych< (pieśń 54) mówiąca, że „ Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”.