Czerwony Krzyż się odcina

Karawana z amerykańską „pomocą” dla „głodujących Wenezuelczyków” nie zdołała przekroczyć granicy wenezuelsko-kolumbijskiej. Doszło jednak do walk między zwolennikami Juana Guaidó, a Gwardią Narodową i służbami granicznymi. Międzynarodowy Czerwony Krzyż zapewnia, że nie ma nic wspólnego z tym konwojem „humanitarnym”, a działania USA i Kolumbii w tym zakresie ocenia jako niewiarygodne.

Na granicy wenezuelsko-kolumbijskiej sobota upłynęła pod znakiem zamieszek, w trakcie których padły co najmniej cztery ofiary śmiertelne. Służby mundurowe starły się ze zwolennikami samozwańczego prezydenta Juana Guaidó, którzy starali się wspomagać swojego lidera w forsownym wprowadzeniu na terytorium Wenezueli karawany pojazdów z tzw. pomocą humanitarną, pochodzącą z USA.
“Pomoc”, o których jej organizatorzy i konwojenci twierdzą, że składa się z żywności i leków, oficjalnie jest odpowiedzią prezydenta USA Donalda Trumpa na “kryzys humanitarny” w Wenezueli spowodowany sytuacją gospodarczą i polityczną. Jednak nawet światowe media niechętne obecnemu prezydentowi Wenezueli Nicolasowi Maduro przyznają, że konwój z “pomocą” stanowi de facto wsparcie polityczne dla Juana Guaidó, który miesiąc temu ogłosił się prezydentem kraju i został uznany przez Waszyngton, i że ma za na celu podkopanie władzy Maduro. Stany Zjednoczone i władze krajów zaangażowanych w transport “pomocy”, czyli wrogo nastawionych do Caracas Brazylii i Kolumbii, jasno dają do zrozumienia, że wyłączności na jej dysponowanie na obszarze Wenezueli udzielają Guaidó i jego ludziom. On sam kilkukrotnie powtarzał swoje “ultimatum” dla Maduro, polegające na żądaniu przepuszczenia “pomocy” przez granicę z Kolumbią i Brazylią, nie precyzował jednak co dokładnie się stanie, jeżeli prezydent będzie konsekwentnie odmawiał.
Maduro zdecydował w piątek o zamknięciu granicy z Kolumbią, uznając działania sąsiada za wrogie. Stało się to w trakcie trwania dwóch propagandowych koncertów muzycznych po obu stronach granicy: jednego wyrażającego poparcie dla amerykańskiej pomocy, bez której życie Wenezuelczyków jest rzekomo zagrożone, i drugiego, który zgromadził zwolenników legalnego prezydenta i przeciwników zagranicznej interwencji.
Sobota miała być dla organizatorów “pomocy” dniem decydującym. Największa uwaga mediów skupiła się na wydarzeniach, które rozegrały się na zamkniętym i zabarykadowanym moście granicznym Santander. Z przygranicznej kolumbijskiej miejscowości Cúcuta ruszyło w stronę granicy trzy ciężarówki z “pomocą”, które uroczyście odprawiał sam Guaidó, mimo, że ma zakaz opuszczania Wenezueli. Pojazdy zamierzano przeprowadzić przez granicą siłą, ponieważ innej możliwości nie było.
Kiedy karawana zatrzymała się na moście doszło do próby sił ze służbami wenezuelskimi, w której brali udział zwolennicy Guaido, zmierzający do przeciągnięcia pojazdów z “pomocą” przez granicę. Niektóre z ciężarówek stanęły w płomieniach – nie jest jasne z jakiego powodu, bo obie strony się o to wzajemnie oskarżają. Media sprzyjające konwojowi podają często, że ogień został wzniecony przez wenezuelską straż graniczną za pomocą “granatów z gazem łzawiącym”, nie wiadomo jednak, jak takie pociski mogłyby wzniecić ogień. Reszta karawany ostatecznie wycofała w głąb terytorium kolumbijskiego.

Jak zarobić na wojnie?

Organizacje międzynarodowe nie mają wątpliwości, że w państwie tym ma miejsce najgorsza klęska humanitarna współczesnego świata. A fundusze przeznaczane na pomoc dla jej ofiar to żałosny ułamek kontraktów zbrojeniowych ubijanych z państwami-agresorami.

 

Raport w tej sprawie opublikował portal informacyjno-analityczny Middle East Eye. Dysponował co prawda fragmentarycznymi danymi, gdyż nie wszystkie informacje o handlu bronią trafiają do opinii publicznej natychmiast. Kompletne informacje o wartości kontraktów i udzielonych licencji pochodzą z lat 2015 i 2016. W tym okresie Unia Europejska jako całość i poszczególne państwa wspólnoty łącznie zaaprobowały sprzedaż broni wartej 86,7 mld dolarów do Arabii Saudyjskiej oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ile w tym czasie przekazano na oenzetowski fundusz dla Jemenu (Yemen Humanitarian Response Plan)? Razem 1,56 mld, czyli ponad czterdzieści razy mniej.

Kto natomiast wspierał projekty humanitarne w Jemenie? Jedną trzecią całej kwoty pokryła Komisja Europejska. 733,4 mln dolarów wpłaciła Wielka Brytania, która równocześnie w latach 2015-2016 sprzedała Saudom broń za 4,85 miliarda. Francuzi, którzy zawarli kontrakty warte 17,3 mld dolarów, byli w stanie przeznaczyć na umierających z głodu i wskutek chorób Jemeńczyków 12,3 mln dolarów.

Jedynym państwem, które udzielało Jemenowi pomocy na cele humanitarne, nie handlując równocześnie bronią z państwami niszczącymi ten kraj, była Irlandia.

Brak 270 mln

Babar Baloch, Rzecznik Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców potwierdził, że agencja jest w kryzysie. Brakuje środków wystarczających na zaspokojenie potrzeb najbiedniejszych uchodźców i przesiedleńców, których w dodatku trzeba zabezpieczyć przed nadchodzącą zimą.

 

W Syrii zarejestrowanych jest 5,6 miliona uchodźców, z czego 2,6 miliona to niepełnoletni. Na nich potrzeba około 73 miliona dolarów. Ale nie tylko Syryjczycy potrzebują pomocy UNHCR: również uchodźcom z Turcji, Syrii, Libanu, Jordanii, Iraku i Egiptu trzeba zapewnić opiekę medyczną, jedzenie, edukację, schronienie i po prostu zasiłki. To dodatkowe 196,5 miliona – wynika z wyliczeń agencji.

Na Bliskim Wschodzie 1,3 miliona osób potrzebuje pomocy organizacji humanitarnej, aby przetrwać zimę. 44 milionów dolarów potrzeba, aby uchodźcy z Libanu i Jordanii mogli opłacić zaległe czynsze (prawie 90 proc. migrantów z tych krajów dziś żyje na granicy ubóstwa lub w ubóstwie), zaś 36 milionów potrzeba na samą opiekę zdrowotną uciekinierów z krajów ogarniętych wojnami. Jeśli pieniądze się nie znajdą, UNHCR może nie być w stanie nawet nadal szczepić dzieci.

Rzecznik Wysokiego Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców wydał oświadczenie, w którym ubolewa nad tym, że agencja za chwilę może nie być w stanie kontynuować swojej misji w bardzo podstawowym zakresie:

„Dodatkowe fundusze umożliwiłyby UNHCR szybkie zwiększenie skali działalności w kluczowych sektorach, takich jak ochrona, schronienie i udzielanie podstawowej pomocy, pomagając nawet 1,8 mln osób” – czytamy w oświadczeniu dla prasy wydanym z Genewy. – „Nasze dzieci potrzebują opieki zdrowotnej, medycyny, mleka, ale nie możemy sobie na to pozwolić”.

Głos prawicy

Humanitarnie ale na odległość

Wpolityce.pl relacjonuje rozmowę TVP z Beatą Kempą:
Minister ds. pomocy humanitarnej Beata Kempa poinformowała, że na wtorkowym posiedzeniu rządu, przedstawi informację nt. pomocy przeznaczonej przez Polskę na pomoc humanitarną i rozwojową. Podkreśliła, że środki przeznaczane na pomoc humanitarną od 2015 roku zostały potrojone.
– Dzisiaj na rządzie przedstawię informację, którą pozbierałam ze wszystkich możliwych ministerstw, agend, które zajmowały się tym (pomocą humanitarną) do tej pory w jakimkolwiek zakresie (…) Chodzi nie tylko o pomoc humanitarną, ale też o pomoc rozwojową —powiedziała w rozmowie z Dorotą Łosiewicz Beata Kempa.
Według niej, środki przeznaczane przez Polskę na pomoc humanitarną zostały od 2015 roku potrojone.
– Dzisiaj nasze organizacje pozarządowe są w stanie przekazywać te ilości w ramach swoich możliwości, środków również zasilanych przez budżet państwa i docierać do osób najbardziej potrzebujących —dodała Kempa.
– Im więcej pomocy rozwojowej, tym mniej później trzeba wydawać na pomoc humanitarną —oświadczyła minister.
Łosiewicz pytała swojego gościa także m.in. o ostatni sondaż, w którym Prawo i Sprawiedliwość traci aż 7 ptk proc. w porównaniu do poprzedniego badania.
– Sondaże bywają różne, pokorę musimy zachowywać tak czy i inaczej. (…) Będziemy dalej realizować nasze obietnice wyborcze i reformować nasz kraj —zapewniła minister.
W rozmowie pojawił się również wątek wyroku na Mariusza Kamińskiego.
– Nie chcę wychodzić przed orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, ale orzeczenie w sprawie uniewinnienia Mariusza Kamińskiego jest niezwykle ważne —podkreśliła.
Kempa odniosła się również do zapowiedzi polityków PO, którzy odgrażają się, że po wygranych wyborach przedstawiciele rządu odpowiedzą przed Trybunałem Stanu za rzekome łamanie konstytucji.
– PO już nic innego nie potrafi, tylko w prymitywny sposób straszyć nas więzieniami. Nie należę do osób, które boją się pohukiwania Grzegorza Schetyny —mówiła Kempa.
Minister odniosła się również do wczorajszego spotkania Donalda Trumpa z Władimirem Putinem.
– Z naszego punktu widzenia ważny jest komunikat wysłany przez Donalda Trumpa w sprawie Nord Stream 2 i NATO —wskazała. W rozmowie pojawił się także wątek polityki migracyjnej Niemiec.
– Niemcy nie panują już nad swoją wewnętrzną polityką migracyjną. Niemcy stoją przed ogromnym wyzwaniem, by kwestie migrantów uporządkować —zaznaczyła.