LOT znów wymaga pomocy państwa

Dotychczasowe działania rad nadzorczych i zarządów tej firmy forsowały bezkrytycznie nierentowny wzrost przewozów i generowały straty finansowe. Czy zarząd LOT działa w interesie firmy, czy w obronie swego wizerunku ?
Jak uzdrowić LOT? Chcąc odpowiedzieć na to pytanie zacznijmy może od historii. Początek firmy to styczeń 1929 roku. W roku 2000 firma państwowa PLL LOT została sprywatyzowana i podział akcji był następujący: Skarb Państwa 51 proc., inwestor strategiczny ze Szwajcarii 34 proc., pracownicy 15 proc.
Już w roku 2001 ów inwestor strategiczny ogłosił upadłość. A LOT, po niechlubnych działaniach ówczesnego Ministerstwa Skarbu Państwa w obsadzaniu rad nadzorczych i zarządów, stracił w przeciągu 12 lat około 3,5 mld zł i w konsekwencji w roku 2012 nastąpiła zapaść finansowa. Firma w grudniu 2012 r. dostała od państwa oprocentowaną pożyczkę 400 mln zł o stopie 11 proc. oraz w 2014 pomoc publiczną – tylko 600 mln zł , choć Komisja Europejska zgodziła się na 850 mln złotych.
Udzielenie pomocy publicznej przyniosło skutek taki, że ówczesny zarząd uruchomił wykup akcji pracowniczych po 8 groszy, a w momencie ich przydzielania w 2000 r. każda z nich była warta 163 USD. W ten sposób PLL LOT w 2015 roku znów stały się w całości państwowe. Sebastian Mikosz zostaje w 2013 roku ponownie prezesem LOT i trwa na tym stanowisku do 2015 r. Pierwszy raz był prezesem w latach 2009-2010 i firma wtedy odnotowała stratę około 400 mln zł.
Sebastian Mikosz zmuszony został obwarowaniami zgody Komisji Europejskiej do ograniczenia przewozów z poziomu 5 mln pasażerów w roku 2012 do poziomu 4,4 mln pasażerów w 2015. Jednak niewielki kapitał własny nie pozwalał realizować takich przewozów z dodatnią rentownością. Głównie z tego powodu, ale również na skutek błędów planistycznych, poniesiono za okres trzech lat około 400 mln zł strat.
W roku 2016 stanowisko prezesa firmy obejmuje Rafał Milczarski i pełni tę funkcję do dziś. Mimo tego, że poprzednik uszczuplił wypracowanymi stratami posiadany niewielki kapitał własny, to nowy prezes ambitnie zwiększał przewozy. LOT posiada 3 własne samoloty, 48 miejscowe Embarer 145, ale szerokim gestem korzysta z dużych samolotów dzierżawionych. W 2018 r. było użytkowanych 16 samolotów w dzierżawie finansowej i 52 samoloty w dzierżawie operacyjnej. Rok później liczba samolotów w dzierżawie operacyjnej wzrosła do 64, zaś przewozy pasażerskie do poziomu bliskiego 10 mln rocznie.
Opinia publiczna była informowana o doskonałych wynikach finansowych i przeciętny Kowalski uważał, że LOT realizuje opłacalne przewozy i jego kapitał własny jest powiększany. A rzeczywistość, dla tych co zechcieliby dogłębnie przeanalizować coroczne sprawozdania finansowe, jest zaskakująco inna.
Rentowność realizowanych przez LOT przewozów cały czas była ujemna. Coroczny LOT-owski „Rachunek zysków i strat” nie daje informacji wprost o rentowności przewozów. Jest to rachunek dla fiskusa i dlatego zysk bądź strata netto, z różnych powodów, w tym niskich odpisów amortyzacyjnych oraz naliczania różnic kursowych (zależnych głównie od kursu USD), nie daje podstawy do oceny gospodarności zarządzania przewozami.
Należy zatem wykonać dodatkowe rachunki aby przekonać się o poziomie rentowności przewozów. Na przykład w 2016 r. zastosowano ponad 40-letni okres amortyzacji dla samolotów w dzierżawie finansowej (14 sztuk) choć wiarygodnym okresem jest 12 lat. Z tego powodu zawyżono o ponad 200 mln zł wynik finansowy ze sprzedaży usług przewozowych. Zapłacono 64,7 mln zł odsetek od kapitału ulokowanego przez banki w tych samolotach. W rezultacie rzeczywisty wynik finansowy z przewozów wyniósł minus 82 mln zł. Podobnie ujemny poziom rentowności przewozów uzyskiwano w latach następnych.
Stosowanie niskich odpisów amortyzacyjnych zarząd LOT uzasadnia wyliczeniami przez zewnętrznych specjalistów tzw. wartości rezydualnej samolotów. Tymczasem życie samolotu pasażerskiego wynosi około 20 lat i aby on latał bezpiecznie to należy w tym okresie kilka razy remontować silniki i inne główne moduły samolotu. Jest to wystarczającą przesłanką do przyjęcia okresu amortyzacji około 12 lat (stosowanego przez renomowane linie lotnicze). Ten okres, dla każdego typu samolotu, mogą ustalić dokładnie pracownicy firmy na podstawie obowiązującej instrukcji eksploatacji.
Negatywnym efektem stosowania zaniżonych odpisów amortyzacyjnych jest konieczność płacenia podatku dochodowego od sztucznie wykreowanego zysku i rodzi się pytanie czy zarząd LOT działał w interesie firmy, czy też w obronie swego wizerunku ?
Gdyby nie pandemia, to LOT najprawdopodobniej „zachorowałby” na niewypłacalność w bieżącym roku. Jeśli przyjąć, że w liniach lotniczych dysponujących własnymi samolotami koszt oferowanego pasażerokilometra wynosi 100 proc. to dla samolotu dzierżawionego finansowo koszt ten wynosi 102 proc., zaś dla samolotu dzierżawionego operacyjnie koszt pasażerokilometra wzrasta do 103 proc.
LOT użytkuje flotę samolotów w której własne samoloty mają udział wynoszący zaledwie 0,3 proc. i ten fakt ustawia go w niekorzystnej pozycji w stosunku do konkurencji. Także udział kosztów pracy w przychodach został zduszony już na bardzo niski poziom 4,4 proc. i nie ma możliwości dalszego jego obniżenia bez znaczącego pogorszenia jakości obsługi pasażera.
Udzielenie LOT-owi pomocy finansowej jest konieczne. Szczególnie ważnym jest zasilenie kapitału własnego firmy o 1,1 miliarda zł. Wydaje się, że przy małym kapitale własnym nie ma innego rozwiązania jak ograniczenie przewozów, najprawdopodobniej do poziomu około 4 mln pasażerów rocznie – poprzez wyeliminowanie połączeń z najniższą rentownością. Będzie to bardzo trudna operacja bowiem dotychczasowa oficjalna rachunkowość kosztowa przewozów jest zafałszowana poprzez naliczanie zaniżonych odpisów amortyzacyjnych dla samolotów dzierżawionych finansowo.
Operację uzdrowienia LOT powinno przeprowadzić Ministerstwo Aktywów Państwowych, gdyż dotychczasowe samodzielne działania rad nadzorczych i zarządów firmy forsowały bezkrytycznie nierentowny wzrost przewozów i generowały straty finansowe. Nie wolno dopuścić do powtórzenia niechlubnej przeszłości.

Gdy rękoczyny ratują życie

Może się niestety zdarzyć, że w trakcie jedzenia komuś wbije się w gardło ość.
Tegoroczne Boże Narodzenie, mimo że w mniejszym gronie, spędzimy zapewne przy suto zastawionym, świątecznym stole. Niestety, w wyniku braku ostrożności lub nieszczęśliwego wypadku, mogą zdarzyć się sytuacje, w których konieczne będzie udzielenie pierwszej pomocy.
Polska tradycja mówi o tym, by na wigilijnym stole pojawił się karp i inne gatunki ryb. Zdarzyć się jednak może, że w trakcie jedzenia niefortunnie wbije nam się w gardło ość. Czy powszechnie znany sposób zagryzania ości skórką chleba jest dobrym pomysłem? – W żadnym wypadku! Mechanizm połykania działa tak, że mięśnie gardła zaciskają się, przez co ość łatwo może wbić się głębiej. Samodzielne usuwanie jej np. pęsetą może spowodować uszkodzenie błony śluzowej gardła lub dróg oddechowych. W tej sytuacji warto udać się do specjalisty, który usunie ość – radzi Marcin Pieczyński, ratownik medyczny.
Oczywiście w Wigilię mogą być problemy ze znalezieniem specjalisty od wyciągania ości z gardła. W takiej sytuacji grozi nam, że będziemy mieli całkowicie zepsute święta. Pogotowie ratunkowe do nas nie przyjedzie, a do żadnego szpitala na izbę przyjęć nie zostaniemy wpuszczeni.
Nie tylko jednak ości, ale także klocki, koraliki i inne drobne elementy zabawkowe mogą przysporzyć kłopotów. Pamiętajmy, by nadzorować zabawę dzieci, ponieważ wystarczy chwila nieuwagi, aby doprowadzić do nieszczęścia.
Przy zakrztuszeniu dochodzi do częściowej niedrożności górnych dróg oddechowych, czyli jamy ustnej gardła, krtani lub tchawicy. Jego objawami są silny kaszel, utrudniony oddech i zaczerwienienie twarzy.
Przedłużające się zakrztuszenie lub całkowita niedrożność dróg oddechowych czyli zadławienie, mogą doprowadzić do niedotlenienia, sinicy poszkodowanego, a w konsekwencji zatrzymania oddechu i krążenia, czyli do śmierci. Stąd tak ważna jest znajomość pierwszej pomocy i jak najszybsze przystąpienie do działań w celu usunięcia ciała obcego.
Jak reagować w przypadku zakrztuszenia i zadławienia? Mówi o tym ratownik Maciej Pieczyński: – Pierwsza pomoc polega przede wszystkim na zachęcaniu takiej osoby do bardziej intensywnego kaszlu. Jeśli sam kaszel nie pomaga, staramy się pomóc rękoczynami: uderzeniami w okolicę międzyłopatkową lub uściśnięciami nadbrzusza. Pamiętajmy, by nie ograniczać mu możliwości odkrztuszania i kaszlu. Osoba krztusząca się i niedotleniona jest zdenerwowana zaistniałą sytuacją i może nie reagować adekwatnie, dlatego też warto uprzedzać ją o kolejnych podejmowanych przez nas czynnościach.
Schemat postępowania jest zaś następujący: asekurując poszkodowanego, staramy się go pochylić, by grawitacja ułatwiła pozbycie się ciała obcego. Uderzamy dłonią w okolicę międzyłopatkową. Staramy się wykonywać posuwiste ruchy w taki sposób, jakbyśmy chcieli wysunąć ciało obce. Jeśli uderzenie nie pomogło, powtarzamy je do 5 prób.
Jeśli uderzenia między łopatki nadal nie pomogły, stosujemy rękoczyn (chwyt) Heimlicha. Stajemy nieco z boku, za plecami poszkodowanego. Obejmujemy go oburącz. W tym celu układamy dłonie splecione w pięść, w połowie odległości pomiędzy zakończeniem mostka a pępkiem. Zdecydowanym, krótkim ruchem podciągamy ułożone na nadbrzuszu dłonie do siebie i do góry. Jeśli ta czynność nie przyniesie rezultatu, powtarzamy ją do 5 prób.
Jeśli w dalszym ciągu nie pozbyliśmy się ciała obcego z dróg oddechowych, kontynuujemy na przemian czynności: do 5 prób uderzeń w okolicę międzyłopatkową i do 5 prób uciśnięć nadbrzusza. Jeżeli i te próby nie przyniosą pozbycia się ciała obcego z dróg oddechowych, w wyniku niedotlenienia może dojść do utraty przytomności i zatrzymania krążenia. Należy wówczas rozpocząć resuscytację (czynności mające utrzymać przepływ krwi przez mózg i mięsień sercowy oraz przywrócenie czynności układu krążenia) zgodnie z zasadami BLS (Basic Life Support – podstawowe zabiegi resuscytacyjne). Pamiętajmy, by przed przystąpieniem do czynności ratunkowych jak najszybciej wezwać zespół ratownictwa medycznego (999 lub 112).
Wiele nieprzyjemnych sytuacji czyha na nas w ferworze bożonarodzeniowych przygotowań. Okres przedświąteczny jest czasem wzmożonej aktywności, a najwięcej wypadków zdarza się w domu. Zanim zasiądziemy do wigilijnego stołu, czekają nas porządki i przygotowywanie potraw. A kiedy dochodzi do tego stres, pośpiech i świąteczna gorączka, o nieprzyjemne w skutkach zdarzenia nietrudno.
Nie zapominajmy zatem o zachowaniu ostrożności i podstawowych zasad bezpieczeństwa – zarówno przed, jak i w trakcie świąt.

Listy do Mikołaja

Nie mieszka w Laponii, a w Poznaniu, nie ma bujnej, długiej i białej brody, lecz gładką twarz. Nie nosi też charakterystycznego czerwonego stroju, ale jego znakiem rozpoznawczym jest coś o niebo piękniejszego: wielkie, gołębie i z całą pewnością czerwone serce, które gotowe jest bezinteresownie pomagać. Słowem: pomysłodawca i założyciel akcji Listy do Mikołaja – Zbigniew Reiss.

Biorąc pod uwagę niniejszą prezentację, naszą rozmowę chciałabym zacząć od próby zdefiniowania altruizmu i empatii. Jaki Pana zdaniem mają one wydźwięk obecnie?

Nie będę tutaj cytował sztampowych definicji empatii czy altruizmu, bo przecież każdy je zna. Choć bez wątpienia to cechy, które w obecnych czasach są na wagę złota.


Czy Grinch chce popsuć Gwiazdkę tylko po to, by Mikołaj mógł ją uratować? Nie bez przyczyny zadaję to pytanie w z pozoru tylko żartobliwym tonie, wszak uratował Pan już – zwłaszcza dzieciom – niejedne Święta Bożego Narodzenia…

Przyznam szczerze, że nie wiem kto to jest Grinch… Nie jestem miłośnikiem telewizji, a zapewne tę postać mógłbym tam zobaczyć. Natomiast bez względu na to, co zamierza zrobić owy Grinch, ja osobiście zamierzam sprawić dzieciom i rodzinom ogromną radość na święta, co czynię już faktycznie wiele lat.

Wszystko to niezbicie dowodzi, że święty Mikołaj mieszka w Polsce i zobowiązał się już od ponad dwóch dekad czytać wiele listów. Gdzie bije źródło powołanej przez Pana do życia akcji Listy do Mikołaja?

Historia akcji jest z pozoru banalna: około 20 lat temu kupiłem komputer. Ustanowienie połączenia z netem było dla mnie wielkim problemem, ale w końcu udało się. Początki to przeglądanie właśnie powstających portali, czytanie tekstów o tym, jak buduje się strony internetowe; nie ukrywam, było to dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Po jakimś czasie, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, postanowiłem razem z synem napisać list do świętego Mikołaja właśnie przez Internet. I co? I nic, nie ma takiej strony w polskim Internecie…

Przespana noc, a rano pomysł: to przecież my możemy taką stronę sami zbudować! I zaczęło się szukanie w necie informacji na temat budowy prostych stronek www. Oczywiście, proste informację na ten temat były dostępne: jakiś html, jakieś serwery, domeny… Ojej… Co za koszmar!

W końcu to pojąłem: pierwsza strona pt. Listy do św. Mikołaja była dostępna dla wszystkich użytkowników Internetu. Ale była radocha: tylko listów nie było… Skąd teraz wziąć listy do świętego? Jak dobrze pamiętam, te pierwsze to były moje i syna. Na wszelki wypadek umieściłem też adres poczty elektronicznej dla odwiedzających. Nie minęło kilka godzin, a te zaczęły napływać z całej Polski. Były to teksty od dzieci, rodziców, czasem też od mniej lub bardziej zdesperowanych osób…

Robiło się ciężko, dodawanie listów na stronę zajmowało kilka godzin dziennie. Teraz strona jest zautomatyzowana, wystarczy, że zatwierdzę dany tekst, a ten pojawia się na portalu, oczywiście bez danych osobowych – te są ukryte po stronie administracyjnej. Oczywiście system jest bardzo złożony, ale to zbyt skomplikowane i na tłumaczenie trzeba by poświęcić wiele godzin.

Przychodziły też listy od dzieci, które nawet nie mogły pomarzyć o prezentach na Święta; bardzo mnie to bolało, bardzo się wzruszałem, kiedy czytałem te wszystkie, jakże dziecięce prośby. Trudno było tak żyć ze świadomością, iż strona ta istnieje, bo istnieje. Postanowiłem wiec podziałać: wysyłałem prośby wraz z listami od dzieci do znajomych, aby ci kupili chociażby jakikolwiek prezent dla danej osoby. Zdziwienie wielkie: ludziom jednak przed Świętami serca się otwierają – nie otrzymałem ani jednej odpowiedzi negatywnej! Ale radość: nie tylko ja wraz z rodziną będę się cieszyć w te cudowne dni, ale także inne dzieci.

I już tak pozostało: akcję Listy do świętego Mikołaja prowadzę od wielu już lat z dużym powodzeniem.

Z roku na rok przedsięwzięcie to prowadzi Pan z coraz większym rozmachem, dlatego teraz, czyli na ogólnopolską już skalę, święty Mikołaj korzysta z pomocy zaufanych Elfów. Z nieskrywaną radością przyznam, że jestem jednym z nich. Ile osób liczy cała gromada Elfów i co należy do ich obowiązków?

Przez te wszystkie lata siłą rozpędu akcja stała się ogólnopolską, a wręcz i światowa, ponieważ Polonia mieszkająca na całym świecie przyłącza się do niej w charakterze Darczyńców. Zatem sam święty Mikołaj nie dałby rady podołać tej całej pędzącej machinie.

Elfy towarzyszą mi na każdym kroku, zwłaszcza te z najbliższego domowego zacisza, bez których na co dzień nie byłbym w stanie czytać ogromu listów, jakie przychodzą, prowadzić korespondencji z Darczyńcami czy rozmów czysto organizacyjnych związanych z akcją.

Pragnę tutaj wymienić Agnieszkę Kapitan-Jesionek, Marysię Szymańską czy Macieja Borowskiego. Oczywiście, jest tez grupa niezliczonych Elfów, które na różnych etapach włączają się we wszelaką pomoc i każdy z nich ma przydzielone zadania.


Dołączają także media i ludzie świata kultury. Kto zgodził się zostać ambasadorami w tym roku i czy jeszcze możliwym jest, aby się przyłączyć? Jakie warunki należy spełnić, by móc patronować akcji?

Zarówno media, jak i ludzie kultury od lat są naszymi ambasadorami. Niezmiennie towarzyszy nam Kasia Bujakiewicz czy Mieczysław Hryniewicz. Przez kilka lat wspierali nas też już nieżyjący, niestety Marek Jackowski czy Bohdan Smoleń.

A w tym roku dołączyła do nas Pani Renata Dancewicz. Mamy również pewne niespodzianki, w tym muzyczną bardzo znanego zespołu, ale o tym trochę później. Zachęcamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku.

Oczywiście, jest nam niezmiernie miło, że mamy tak zacne grono ambasadorów, choć przyznam szczerze, że dość selektywnie dobieramy osoby, wybierając te z ogromnymi sercami, które wielokrotnie to udowodniły pomagając innym.

Warto tutaj wspomnieć, że nasi patroni stają się również często Darczyńcami dla nadawców listów.

Proszę przybliżyć jej przebieg, bo przecież od napisania listu wszystko dopiero się zaczyna…

To prawda. Proces jest bardzo prosty: dziecko, rodzina czy jakakolwiek osoba wchodząc na naszą stronę: www.listydomikolaja.pl, pisze list, w którym zawiera swoje skrywane życzenia świątecznych prezentów i wysyła je do świętego Mikołaja.

Następnie Elfy lub ja osobiście, po weryfikacji umieszczamy ten list na naszej stronie. Warto tutaj podkreślić, że Darczyńca sam wybiera sobie list, a tym samym osoby, które chce obdarować. Nie muszą to być spełnione dokładnie wszystkie oczekiwania nadawcy listu, ale tę sferę pozostawiamy już konkretnemu Darczyńcy.

Korzystając z okazji, wszystkich zachęcam do odwiedzania naszej strony i pisania listów na www.listydomikolaja.pl.

Który z dotychczas nadesłanych listów wzbudził w Panu największe emocje, przez co może Pan uznać, że na zawsze go zapamięta?

Wiele listów wzbudza emocje, dlatego trudno wybrać jeden konkretny. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć dwa nadesłane w tym roku:

  • Kochany święty Mikołaju! Mam ma imię Nadia, mam 11 lat i mam jeszcze trzy siostry: Julia 14 lat Gaja 3 latka i Liwia 10 miesięcy. Moja mama nie pracuje, bo opiekuje się nami, a tata teraz pracuje tylko dorywczo. Bardzo chciałybyśmy dostać coś w prezencie pod choinkę .Ucieszymy się ze wszystkiego. Serdecznie Cię pozdrawiamy.
  • Drogi Mikołaju! Proszę abyś odwiedził moją starszą, schorowana sąsiadkę i dał jej trochę słodyczy i jedzonka. Proszę, będzie się cieszyć na same święta, bo jest samotna, Ola.

Wiem już, że nie wszystkim listom można sprostać… Czy jednak istnieje nadzieja na mikołajową rekompensatę i choć cień szansy na uśmiech na twarzy tego, kto o niemożliwe prosi?

Niestety nie.

Gdyby spojrzeć na wszystkie nadesłane przez lata listy, jaki Pana zdaniem maluje się w nich obraz człowieka i świata?

Na to pytanie nie znajduję uniwersalnej odpowiedzi, ale warto, by odpowiedzieć na nie w swoim sercu, bo przecież zarówno człowiek jak i świat pokazują różne oblicza.

Dlatego stań przed lustrem i zadaj sobie pytanie: kim jestem? Czy moja postawa wobec drugiego człowieka zasługuje na pochwałę? Odpowiedzi te nierzadko mogą zaskoczyć burząc nasz zdawałoby się pod każdym względem idealny wizerunek, ale wierzę, że zawsze warto podjąć próbę naprawy świata zaczynając każdego dnia na nowo właśnie od siebie…

Popuśćmy wodze fantazji i załóżmy, że jest Pan w stanie podarować jeden globalny prezent dla wszystkich. Co by nim było?

Byłoby to zdrowie.

Mówimy głównie o prezentach, które za przyczyną Pańskiej akcji ma szansę otrzymać wielu ludzi, a co chciałby Pan dostać wyłącznie dla siebie, załóżmy – od świątecznego Aniołka?

Przyznam szczerze, że taki świąteczny Aniołek zawitał do mnie w tym roku trochę wcześniej i dostałem farby do malowania akrylowe i olejnenajlepszych firm na świecie. Do tego podobrazia z naturalnego lnu. Moje świąteczne życzenie w kwestii prezentu spełniło się na 120 procent i już je używam, ale o tym cicho sza 

Każdy z nas inaczej pojmuje szczęście. Czy w Święta jak i w pozostałe dni roku kalendarzowego należy upatrywać go wyłącznie w prezentach?

Absolutnie nie. Szczęściem jest obudzić się rano obok ukochanej osoby, spędzać wspólnie cudownie chwile, cieszyć się życiem czy wyjściem na spacer z psami.

Dla mnie to też możliwość ucieczki w świat obrazów i malowania, zamknięcia się w swojej pracowni i tworzenia.

Co Pan czuje, kiedy szczęśliwi zarówno obdarowani, jak i darczyńcy piszą do Pana w Wigilię?

Takie podziękowania płyną już od pierwszych tygodni trwania akcji w danym roku. To cudowne uczucie spełnienia i czynienia dobra towarzyszy mi jeszcze długo po Świętach, kiedy już wiem, że po krótkim urlopie muszę zakasać rękawy i myśleć o przygotowaniach do kolejnych.

Czy właśnie owo uczucie jest największą nagrodą za wszystkie trudy związane z przewodnictwem akcji Listy do Mikołaja?

Bez wątpienia tak. Szczęście innych jest moim szczęściem. Nie ma nic piękniejszego niż pochylić się i pomóc osobie potrzebującej.

Co Pan robi po zakończeniu przedsięwzięcia w danym roku? Wyjeżdża na urlop i na takiż sam wysyła swoje Elfy, czy wręcz przeciwnie – rozpoczyna się planowanie kolejnej edycji?

Na pewno musimy wszyscy odespać ten czas. W tych najaktywniejszych tygodniach śpimy po 3 – 4 godziny na dobę. To jednak trochę mało. Myślę, że po trzech intensywnych miesiącach pracy zarówno z moją narzeczoną (już wkrótce żoną) i resztą Elfów, zasługujemy na mały odpoczynek. Nie wiem, dokąd teraz uciekniemy na chwilkę, ponieważ pandemia trochę to utrudnia. Na szczęście nie jesteśmy z Agnieszką wymagający i wystarczy nam własne towarzystwo, odrobina samotności i spokoju w naszym domu, w obecności naszych uroczych psów.

Jak przedstawia się Mikołaj w Pana dziecięcych wspomnieniach?

Oczywiście bajkowo. Potężny starszy pan, z długą białą brodą, w czerwonym przebraniu i z ogromną czapą na głowie. No i najważniejsze – z workiem przepełnionym prezentami. Do tego sanie, renifery i mnóstwo śniegu.

Mimo wieku ten obraz jest niezmienny w mojej wyobraźni od dzieciństwa i taki już zapewne pozostanie na zawsze. Kiedy miałem piętnaście lat, a nie jestem już młodym człowiekiem, marzyłem o zegarku elektronicznym – dostałem go i to był najpiękniejszy prezent, jaki otrzymałem w dzieciństwie. Do dzisiaj mogę zanucić wszystkie dziesięć melodyjek, jakie posiadał.

Za sprawą wszechobecnych komercji i reklam, wizerunek świętego Mikołaja jest nieco wypaczony, jednak nie mogę się powstrzymać przed zadaniem tego pytania – mianowicie: czy Pan tak jak on, również preferuje czerwony kolor, ciastka, mleko itp.?

Chyba już trochę niechcący odpowiedziałem na to pytanie. Ale tak, kolor czerwony to symbol tych świąt, a ciasteczka i mleczko zawsze czekają na mnie przygotowane przez Dzieci. Przynajmniej tak wynika ze wszystkich tych listów, które czytam.

Skoro święty Mikołaj zagościł nietypowo na blogu książkowym to grzechem byłoby nie zapytać, czy w natłoku spraw i morzu listów, które muszą przejść przez Pana ręce, udaje się znaleźć czas na lekturę?

Uwielbiam czytać książki i nierzadko uciekam w ten świat, ale nie przed Bożym Narodzeniem. Często zdarza się nam razem z Agnieszką napisać jakieś świąteczne opowiadanie, ale póki co trafiają one wszystkie do szuflady mikołajowego biurka i czekają na publikację.

Czego mogłabym Panu życzyć?

Myślę, że w obecnej sytuacji wirusowej to przede wszystkim zdrowia i sił na kolejne lata działań w mojej akcji. Oczywiście, proszę o więcej listów i Darczyńców, żeby jak najwięcej ludzi poczuło magię świąt, zasiadło do wigilijnego stołu z uśmiechem na twarzach i cieszyło się szczęściem z faktu, że jest ktoś, kto o Nich pamięta i tym kimś jestem ja i moje Elfy.

W ostatnim słowie do Czytelników chciałbym powiedzieć jeszcze…

Drodzy Czytelnicy, serdecznie Państwa zapraszam na naszą stronę www.listydomikolaja.pl . Jeśli tylko potrzebujecie pomocy, piszcie do nas listy lub stańcie się Darczyńcami pomagając spełniać marzenia innych.

Na stronie znajdziecie kilka słów o mnie i o naszej akcji, dlatego również i do tej lektury Państwa zachęcam.

Bardzo dziękuję Panu za czas poświęcony na tę niezwykłą rozmowę.

Ze Zbigniewem Reissem rozmawiała Iwona Niezgoda – pomysłodawczyni i organizatorka niezależnego plebiscytu na polską Książkę Roku Brakująca Litera, prowadząca bloga Góralka Czyta.

Gospodarka 48 godzin

Co do grosza

Rząd PiS obiecuje, że w 2021 r. dochody podatkowe budżetu państwa będą nadal wspierane wprowadzonymi i kontynuowanymi w latach poprzednich działaniami, mającymi na celu poprawę stopnia wywiązywania się ze zobowiązań podatkowych. I nie ulega wątpliwości, że ta akurat obietnica rządu będzie w pełni dotrzymana. Budżet państwa jest bowiem w tak fatalnym stanie, że rząd zrobi wszystko, by wycisnąć pieniądze nawet z kamienia – a szczególnie z kieszeni tych, którzy mają nieszczęście zalegać z jakimiś podatkami. Zapłacą je co do grosza, a nawet z „górką”. Na poziom dochodów budżetu państwa w przyszłym roku wpłynie planowana zmiana dotycząca podatku dochodowego od osób prawnych. Wprowadzony zostanie (tzw. estoński CIT). Istotą stosowanego w tym państwie rozwiązania jest to, że firma nie płaci podatku tak długo, jak zysk w niej pozostaje. Rozwiązanie to jest przeznaczone dla firm, których przychody nie przekraczają 50 mln zł oraz dla spółek, w których udziałowcami są osoby fizyczne.

Pomoc dla chłopów

Dzięki Unii Europejskiej polscy rolnicy, którzy ponieśli straty finansowe w związku z wybuchem epidemii koronawirusa, mogą uzyskać pomoc. Wsparcie przeznaczone będzie dla gospodarstw prowadzących produkcję w sektorach, które w największym stopniu zostały dotknięte skutkami COVID-19. Chodzi o bydło mięsne, krowy mleczne, trzodę chlewną, owce, kozy, drób oraz uprawę roślin ozdobnych. Pomoc będzie udzielana w formie ryczałtu wypłacanego w zależności od rodzaju i wielkości prowadzonej produkcji rolnej i ma na celu częściowo zrekompensować dochód utracony z powodu pandemii. Polska otrzymała na ten cel 273,4 mln euro, ale jeszcze nie wiadomo, kiedy administracja zacznie wypłacać te pieniądze potrzebującym.

Poselska elita

Nie dziwi to, że posłowie Prawa i Sprawiedliwości tak zażarcie walczyli o uchwalenie podwyżek dla siebie (a przy okazji, i dla innych posłów, co niestety spowodowało, że starania PiS-u poparła chwilowo spora część opozycji). Przed podwyżką, zarobki posłów na Sejm to 8 016,70 zł brutto (wynagrodzenie nie przysługuje tym posłom, którzy ciągle pracują zawodowo) oraz dieta poselska w wysokości 25 proc. uposażenia (2505,20 zł). Do tego dochodzi od 10 do 20 proc. dla wiceprzewodniczących i przewodniczących komisji sejmowych, a także różne dodatki, takie jak bezpłatne przejazdy i przeloty, darmowa korespondencja, kasa na prowadzenie biur poselskich, darmowe noclegi poza Warszawą oraz miejscem stałego pobytu (jeśli pobyt jest związany z wykonywaniem mandatu poselskiego). Jak policzył Business Insider, po podwyżce i zmianie zasad wyliczania wysokości uposażenia, nowa płaca posła wynosiłaby 12 600 zł brutto, co wraz z dietą dałoby łącznie około 17 tys. zł. Tyle trzeba, aby znaleźć się w elitarnej grupie 2 proc. najlepiej zarabiających Polaków

ONZ redukuje pomoc

Po serii nieudanych głosowań Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła w końcu rezolucję o przedłużeniu o rok pomocy humanitarnej dla Idlibu, prowincji na północnym zachodzie kraju pozostającej jeszcze w rękach Al-Kaidy. Rada zredukowała jednak liczbę uprawnionych przejść granicznych z Turcji z dwóch do jednego. Kraje NATO chciały zachowania dwóch, lecz Rosjanie się nie zgodzili.

Rezolucja o mało w ogóle nie zostałaby przyjęta, gdyby Stany Zjednoczone nie pogodziły się ze swą porażką. Zostały zmuszone do przegłosowania redukcji z powodu kolejnej groźby rosyjskiego veta. Rosja i Chiny blokowały natowski pomysł utrzymania dwóch przejść z Turcji przez które od lat do Syrii docierała natowska broń dla dżihadystów. Mieli oni obalić syryjski rząd, ale dziś Al-Kaida i resztki Państwa Islamskiego są w stanie okupować tylko część Idlibu. Przejście do Idlibu pozostanie, lecz drugie, do wyzwolonego regionu Aleppo i tak było nie używane.
Przez przejście z Turcji do Idlibu w Bab al-Hawa, oprócz broni, dostarcza się również pomoc humanitarną dla uchodźców zgromadzonych w obozach przy tureckiej granicy. To często rodziny dżihadystów, które uciekły przez walkami na południu prowincji. Turcja nie chce ich przyjąć, a Al-Kaida nie pozwala im przejść na wyzwoloną część Syrii. NATO straciło już nadzieję na ustanowienie w Syrii poddanego państwa religijnego na wzór Arabii Saudyjskiej, ale kontynuuje politykę wojennego chaosu, by nie dać odetchnąć Syryjczykom.
Niemcy i Belgia argumentowały, że na redukcji przejść granicznych stracą cywile, uchodźcy, lecz zgodnie z polityką NATO, nie są skłonne zdjąć sankcji gospodarczych z Syrii, przez które cywile tracą cały czas. Przeciw zdjęciu sankcji są przede wszystkim Amerykanie, którym zależy na ciągłym osłabianiu Syrii, zgodnie z życzeniem Tel-Awiwu. Dotychczasowe dwa przejścia funkcjonowały od sześciu lat. Pozwalały wjeżdżać do Syrii bez zgody państwa syryjskiego.

Nie jesteśmy sami

Dostarczają seniorom książki z biblioteki, szyją maseczki, organizują akcje oddawania krwi i kawiarenki internetowe. Lokalni bohaterowie czasu epidemii wspierają i aktywizują mieszkańców wsi i miasteczek.

– Zdaliśmy sobie sprawę, że tak naprawdę zapomnieliśmy o ludziach, którzy również będą potrzebowali pomocy w trakcie epidemii: tych, którzy potrzebują krwi ze względu na inne choroby. Operacje niedługo będą wznawiane, a krwi brakuje – mówi Kamila Jarząbek, jedna ze współorganizatorek akcji „Nie wszystko może się zatrzymać”. To oni pierwsi zauważyli, jak dramatyczna jest sytuacja w lokalnym banku krwi, i to dzięki nim w maju zostało oddane aż 41,7 litrów krwi.
Akcja ma na celu pozyskanie nowych dawców krwi w powiecie białobrzeskim. Organizatorzy to nieformalna grupa „Ile warta jest krew?”. Tworzy ją trójka społeczników z Białobrzegu: Stanisław Kośla, prezes Białobrzeskiego Polskiego Czerwonego Krzyża; Monika Rąbkowska, nauczycielka i członkini zarządu Białobrzeskiego PCK i Kamila Jarząbek – uczennica liceum plastycznego, która stworzyła plakaty promujące akcję.
– Naszym celem było zorganizowanie sześciu akcji krwiodawstwa w ciągu dwóch miesięcy. Radomski bank krwi jest w najgorszej sytuacji w całej Polsce. Zdecydowaliśmy, że nie możemy tego tak zostawić – dodaje Kamila Jarząbek. – Trzy akcje odbyły się w maju, a trzy odbędą się w czerwcu. Inicjatorem akcji był pan Stanisław, który już wcześniej zajmował się organizacją krwiobusów, a ja z panią Moniką pracowałyśmy nad promocją. Było to dużym wyzwaniem, poświęciłyśmy na to sporo czasu, ale myślę, że było warto, bo na każdej akcji pojawiło się około trzydziestu osób.
Projekt „Nie wszystko może się zatrzymać” był możliwy dzięki dofinansowaniu z konkursu grantowego zorganizowanego przez Fundację Koalicja dla Młodych w ramach przedsięwzięcia „Solidarni z bohaterami czasu epidemii”.
To z kolei jest przedsięwzięciem programu „Działaj Lokalnie” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce. Partnerem akcji została firma Nationale-Nederlanden. Cel przedsięwzięcia to wspieranie społeczności lokalnych, które w warunkach epidemii inicjują działania zapobiegające jej skutkom.
W ramach przedsięwzięcia wybrano cztery ośrodki Działaj Lokalnie, będące lokalnymi operatorami projektu. Te organizacje następnie ogłosiły lokalne konkursy grantowe, w których wnioski mogły składać wszystkie osoby, chcące wesprzeć swoje społeczności w obliczu epidemii.
Finansowanie uzyskało łącznie 18 projektów. Wśród nich znalazły się grupy szyjące maseczki i dostarczające je mieszkańcom i służbom publicznym, kurierzy przywożący seniorom i innym osobom wykluczonym za darmo książki z biblioteki i drobne zakupy, inicjatywy dezynfekcji miejsc publicznych, takich jak ławki czy skwery. Definicja „bohaterów czasu epidemii” jest więc szeroka – to każdy, kto chce pomóc innym w trudnych czasach.
– Dla nas bohaterami są ludzie, którzy oddają krew. To oni są solidarni z osobami chorymi, potrzebującymi krwi. Takie akcje pomagają zwalczać strach, pokazują, że oddanie krwi również w obecnej sytuacji jest możliwe, bezpieczne i potrzebne, bo przecież krwi nie da się kupić – mówi Kamila Jarząbek.
„Obecnie życie i praca przeniosły się do świata wirtualnego. To czas, to sygnał, to konieczność, abyśmy my, seniorzy, również do tego świata zapukali. Będzie to trudne, ale możliwe. A my, jeśli tylko zechcemy – damy radę. Jesteśmy mądrzy, zdolni, dużo przeżyliśmy. Odnajdziemy się. (…) Nasza samotność nas męczy, tęsknimy do ludzi, do świata, do naszych przyjaciół, do wszystkiego, co jest za progiem naszego domu. Podarujmy sobie komfort bycia w naszym świecie w całkiem nowy, nowiutki sposób. Poznajmy platformę ZOOM. Spotkajmy się na ekranach komputerów, smartfonów. Żyjmy pełnią nowego życia.
Tak brzmi zaproszenie do projektu „Seniorzy w sieci – na pohybel pandemii”, który również uzyskał dofinansowanie. W realizację projektu zaangażował się Klub Seniora „PoKUSa” tworząc grupę PoKUSa na Zoom, którą reprezentują: Małgorzata Bochenek, Grażyna Paczkowska i Zofia Sieradzan.
– Odkąd zaczęła się pandemia, staraliśmy się na Facebooku animować seniorów poprzez grupę „Sieć aktywnych seniorów powiatu grójeckiego” oraz witrynę Klub Seniora „PoKUSa”. Trochę o seniorach zapomniano podczas pandemii: mówiono tylko „siedźcie w domu i nie wychylajcie się”. Więc trzeba było coś dla nich i wspólnie z nimi zorganizować. Starałam się animować tą grupę, pokazywać różne ciekawe aktywności – mówi Zofia Sieradzan, inicjatorka projektu. Pani Zofia prowadzi Klub Seniora „PoKUSa”
Projekt zakłada stworzenie kawiarenki internetowej dla seniorów z powiatu grójeckiego, czynnej przynajmniej raz w tygodniu. Każdy tydzień organizowałaby jedna osoba z grupy koordynatorów, a tematyka i forma spotkania ustalana byłaby z uczestnikami.
Już na początku okazało się, że przed inicjatorką projektu stoją duże wyzwania: wielu seniorów nie jest biegłych w obsługiwaniu nowoczesnych technologii czy wręcz nie ma dostępu do odpowiedniego sprzętu. Problemem jest także bariera językowa – platforma Zoom dostępna jest jedynie w języku angielskim. Udało się jednak zebrać grupę dziesięciu seniorów – liderów projektu, którzy obecnie szkolą się, aby móc organizować spotkania zarówno w swoich społecznościach, jak i współprowadzić kawiarenkę dla całego powiatu.
Zofia Sieradzan ma nadzieję, że platforma stworzona w ramach projektu umożliwi seniorom z powiatu grójeckiego komunikację również po okresie epidemii.
– Jeśli nam się uda, to mamy nadzieję, że projekt stanie się stałym elementem naszego życia – mówi Zofia Sieradzan. – Wszyscy mówią, że epidemia wróci. Wtedy my będziemy już przygotowani. A w okresie zimowym, kiedy niektórym seniorom jest trudniej wyjść z domu, możemy wrócić do częstszych spotkań.
Projekty realizowane w ramach przedsięwzięcia nie byłyby możliwe, gdyby nie siła i chęć do działania lokalnych społeczników, aktywistów, wolontariuszy.
Wolontariat w trakcie epidemii jest szczególnie trudny – wiele osób boi się choroby, nie jest pewna, jak zachować zasady bezpieczeństwa, jak odnaleźć się w gąszczu przepisów. Ale jest też szczególnie potrzebny – to dzięki wolontariuszom możemy ramię w ramię stanąć naprzeciw największych wyzwań.
– Moim zdaniem wolontariat powinien się bardziej rozwinąć podczas epidemii. Osoby odważne, młode, które wiedzą, jak dbać o bezpieczeństwo, mogą pomóc tym, którzy są bardziej narażeni – osobom starszym, samotnym. Jest im potrzebne, żeby ktoś do nich dotarł, żeby czuli, że nie są sami – mówi Zofia Sieradzan.

Chiny pomogą importerom wadliwych maseczek

Oświadczenie rzecznika prasowego Ambasady ChRL w Polsce w sprawie doniesień medialnych dotyczących wątpliwości co do jakości maseczek ochronnych.
W ostatnim czasie polskie media donoszą, iż część zakupionych w Chinach przez stronę polską maseczek nie spełnia odpowiednich norm.
Ambasada bacznie obserwuje sytuację i niezwłocznie ze własnej inicjatywy zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Ministerstwa Zdrowia RP z prośbą o szczegółowe informacje. Przedstawiciele resortów Polski podziękowali stronie chińskiej za ogromne wsparcie i pomoc w walce z epidemią oraz poinformowali, iż do chwili obecnej nie są znane szczegóły rzekomej wątpliwości wokół maseczek i inne podstawowe fakty tej sprawy.
Strona chińska zawsze przykłada ogromną wagę do jakości eksportowanych produktów medycznych. Wprowadzane są restrykcyjne środki kontrolne oraz mechanizmy dozoru i koordynacji. Mam nadzieję, że do czasu wyjaśnienia sytuacji i zakończenia analizy podstawowych faktów dotyczących maseczek żadna, ze stron nie powinna zbyt pochopnie wyciągać wniosków, a tym bardziej nie dokona niewłaściwych interpretacji. Ambasada jest gotowa udzielić niezbędnej pomocy i udogodnień w celu właściwego rozwiązania kwestii, jednocześnie zastrzega sobie prawo do dalszych odpowiedzi.

PiS strzela w tarczę

Cała Polska czekała na to, jaką to tarczę ochronną wymyślił rząd PiS. W końcu doszło do jej ujawnienia. Okazało się, że jest ona jak durszlak totalnie dziurawa. Nie chroni nikogo przed skutkami pandemii.

Tarcza miała chronić szczególnie małe firmy, które są solą małych i średnich miasteczek, które dają pracę milionom ich mieszkańców. Bo przecież w takich miejscowościach poza urzędami, szkołami, szpitalami, policją i strażą pracować można tylko w takich mikrofirmach lub wyjechać za granicę. Okazuje się, że pomoc polegać ma na tym, że zwalnia się te firmy od marca z płacenia składki ZUS. Gastronomia i hotelarstwo zostało administracyjnie zamknięte w połowie marca, jednak obroty spadły drastycznie już gdzieś od początku marca. Proszę więc powiedzieć skąd mają wziąć pieniądze na opłacenie składki za luty, prowadzący je przedsiębiorcy.

Inny fakt warty odnotowania, podatki. Można się starać o ich umorzenie ale również za okres od marca. Przecież ostatni normalny miesiąc w działalności to luty. Podatki za luty płacić trzeba w marcu, a tu zerowe obroty. Natomiast w marcu będą jedynie straty, po jaką więc cholerą mami się przedsiębiorców wizją zwolnienia z płacenia podatków, których i tak nie będzie. To czysty absurd.

Tarcza mówi, że będzie możliwość uzyskania kredytu, z możliwością umorzenia go w kwocie 5 tysięcy zł. Warunkiem jest utrzymanie załogi w pracy. Najniższe pobory bez składki ZUS to dziś kwota około 1800 zł. Państwo ma dofinansować 40 proc. tej kwoty, reszta należy do pracodawcy. Firma zatrudniająca dajmy na to trzech pracowników musi miesięcznie wyłuskać ze swojej kieszeni 2400 zł miesięcznie. Mnożąc to przez trzy miesiące daje to 7200 zł. Co w tym układzie zmienia dofinansowanie w kwocie 5 tysięcy zł pożyczki, nic.

Wszystkie te wyliczenia pomijają jakikolwiek zarobek dla samego właściciela, a on też musi coś jeść.

Znakomitą receptę na to ma Tymoteusz Kochan, który pisze w „Trybunie” w artykule „Tarcza, która nie chroni” żeby mikrofirmy w ogóle pozbawić jakichkolwiek dotacji, pomocy. Warto inwestować w duże firmy, a ludzi z tych- jego zdaniem- badziewnych firm wysłać do pracy w rolnictwie. Wypisz wymaluj „rewolucja kulturalna” w Chinach. Wybitny ekonomista Kochan uważa, że hotele, restauracje nie mają w tym kraju żadnej przyszłości. Jasne, jak w Chinach lat sześćdziesiątych won na rolę i motykami uprawiać pola, wytapiać stal na te motyki we własnoręcznie skonstruowanych piecach, w ramach akcji każdy kłos na wagę złota zagnać dzieci z małych miast i wiosek do zbierania tych kłosów po żniwach.
To małe firmy usługowe, handlowe, doradcze są przyszłością nie tylko Polski. Rozpasiony konsumpcjonizm przestaje być modny. Kończy się czas gdy przed każdym domem stało po kilka samochodów, w każdym pokoju telewizor i setki innych niezbyt potrzebnych rzeczy. Wymiera pokolenie głodne tych dóbr. Młodzi myślą inaczej. Podejrzewam, że Tymoteusz Kochan nigdy w życiu nie prowadził własnej działalności stąd pierdoły jakie wypisuje.

Rzecz kolejna, ta iluzoryczna pomoc państwa wymaga wypełniania ton nikomu niepotrzebnych papierów. Jeszcze kilka dni temu po to by odroczyć, powtarzam odroczyć opłacenie składki ZUS trzeba było wypełnić kilkustronicowy wniosek, a w nim praktycznie bilanse firmy za lata 2017,2018, 2019, o roku 2020 nie było tam mowy. Jak to się ma do słów padających z ekranu telewizorów, że wystarczy spadek obrotów w marcu w stosunku do lutego o 50 proc. Telewizja robi watę z mózgu społeczeństwu. Potem właściciele firm słyszą od swoich pracowników, jakiej to pomocy zaznają za strony państwa, a na słowa, że jedyną osoba w firmie która nic nie bierze jest właściciel znacząca kiwają głową.

Rząd, sprzyjające mu media, prasa piszą nie sprawdzone głupstwa. Prawda jest zupełnie inna. Jak do tej pory można jedynie odroczyć płacenie składki ZUS. Wszystkie pozostałe ulgi to dopiero przyszłość. Tymczasem PiS przemyca w pakiecie ochronnym sprawy związane z wyborami. Oczywiście korzystne dla siebie. To perfidna gra. Pomaga mu w tym „opozycyjna” Platforma Obywatelska. Ta partia uczciwych i światłych ludzi jest jak były prezydent Wałęsa, jest przeciw, a nawet za. Wzywa do bojkotu wyborów, a jednocześnie głosuje za zmianami w prawie wyborczym wprowadzonymi tylnymi drzwiami przez PiS do tarczy ochronnej. Nie ma grzecznych słów na określenie takiej postawy. Bojkot nic nie da bo wystarczy, że tylko propisowcy pójdą do wyborów i Duda znów będzie pilnował żyrandola i machał długopisem jak „ojciec chrzestny” Kaczyński każe.

Zanim się spotkają

Branża spotkań i imprez biznesowych w naszym kraju musiała wstrzymać działalność – a przyszłość jest niewiadoma.

W marcu i kwietniu zostało odwołanych ponad 97 proc. wszystkich planowanych spotkań biznesowych i wyjazdów. Te, co się w ogóle odbyły, miały miejsce w pierwszych dniach marca. Takie dane przynosi analiza wyników badania przeprowadzonego wśród członków Stowarzyszenia Branży Eventowej.
Stowarzyszenie, w związku z kryzysem wywołanym przez COVID-2019, zaprosiło swoich członków do udziału w badaniu, mającym pokazać sytuację firm z branży eventowej (organizatorów spotkań biznesowych, konferencji i wyjazdów) w dobie koronawirusa. W badaniu zainteresowano się kwestiami dotyczącymi ilości i wartości straconych zleceń w marcu i kwietniu oraz kroków, jakie firmy zdecydowały się podjąć w związku z utratą lub zagrożeniem utraty płynności finansowej.
Wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Respondenci zapytani o ilość odwołanych zleceń w marcu jednogłośnie zaznaczyli ogromną skalę tego zjawiska. Wśród odpowiedzi procentowych, było to między 90 a 100 proc. wydarzeń. Wymieniono łącznie aż 423 odwołane realizacje. Analiza kwietnia przyniosła podobne prognozy, choć jeszcze bardziej negatywne, gdyż w widełkach 95 – 100 proc. odwołanych wydarzeń, a także wykazała wiele realizacji niepewnych lub przenoszonych na inny termin.
Wielkość strat na razie trudno policzyć. 30 lokalnych firm z branży eventowej swoje prognozowane straty w przychodach określiło wstępnie na łącznym poziomie ponad 19 mln zł, co pokazuje skalę zapaści. Dziś już wiadomo, że wyniki te były niedoszacowane, gdyż od momentu udziału w badaniu, sytuacja polskich firm z branży eventowej drastycznie się pogorszyła – i nadal pogarsza się z dnia na dzień.

Zapytani o to, do kiedy mają odwoływane zamówienia, respondenci w zdecydowanej większości zaznaczali, że do czerwca. Było jednak i wiele odpowiedzi, że do września 2020 r. Wskazuje to zatem, że ilość wykonywanych projektów i zlecanych realizacji będzie się normalizować najwcześniej w drugiej połowie roku – jak dobrze pójdzie.

Wśród środków, jakie podjęte zostały w firmach w związku z kryzysem przeważają trzy rozwiązania: 38 proc. badanych wskazało na obniżenie pensji pracowników, 35 proc. na zwolnienia, zaś 27 proc. na zawieszenie działalności. Tak więc, jak zwykle w trudnych sytuacjach, najbardziej i najszybciej cierpią pracownicy. Te drastyczne kroki są też jednak dobitnym dowodem na skalę kryzysu, jaki dotknął branżę eventową niemal z dnia na dzień.

– Zaledwie po niespełna trzech tygodniach walki z koronawirusem, wiele firm z naszego sektora jest w skrajnej sytuacji. Nie przez swoją nieudolność lub złe zarządzanie, ale przez czynnik, którego nie dało się przewidzieć i zawrzeć w swoim business planie. W tej chwili najważniejszą rzeczą jest przetrwanie, utrzymanie pracowników i przygotowanie do nowej rzeczywistości. Nie ma czasu na dywagacje. Potrzebujemy szybkich i zdecydowanych działań, konkretów wdrożonych w życie od teraz. Pomocy realnej, a nie odroczonej agonii. – podsumowuje Renata Razmuk z zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej.
I chyba niewielką pociechą jest, że w wyniku opóźnionej reakcji rządzących, bardzo wiele firm z bardzo wielu branż znajduje się w podobnie ciężkiej sytuacji.

Trzymać Lewicę za słowo

W poprzednim numerze wydrukowaliśmy list otwarty podpisany przez Roberta Biedronia, Włodzimierza Czarzastego, Adriana Zandberga i Krzysztofa Gawkowskiego. Adresatem byli Polacy. Politycy Lewicy napisali między innymi: „Chcemy zapewnić Państwa, że – jak zawsze – możecie liczyć na Lewicę. Jeśli napotkają Państwo problemy związane z epidemią i kwarantanną, jeśli potrzebują Państwo pomocy, na przykład w kontakcie z instytucjami, to mogą Państwo zgłosić się do nas po pomoc. Prosimy o kontaktowanie się z posłankami i posłami Lewicy z Państwa okręgów – za pomocą mediów społecznościowych lub telefonicznie. Postaramy się pomóc każdemu, jeśli tylko będziemy w stanie”.

Trzymając polityków za słowo, poniżej zamieszczamy adresy biur poselskich reprezentantów Lewicy, ich nazwiska oraz telefony i adresy e-mailowe. Gdyby zatem komuś z naszych Czytelników była potrzebna pomoc, to niech z tej bazy danych śmiało korzysta.
A chyba trzeba, bo na państwo PiS nie ma co liczyć. Kilkadziesiąt tysięcy osób pod karą 30 tys zł musi 2 tygodnie siedzieć na kwarantannie. Państwa nie stać na to, żeby większość z nich mogła być wolna po 2-3 dniach. Wystarczyłoby przecież zrobić im testy. Kilkuset kontrolujących te osoby policjantów mogłoby zająć się tym, czym powinno. Ale na to nikt w pisowskim rządzie nie wpadł, więc ZUS niepotrzebnie płaci za kwarantanny 3 razy tyle ile powinien.
Rząd w tym czasie wymyśla 212 miliardów złotych z kosmosu i na dodatek bezwstydnie prezentuje to jako program opatrznościowy. Nie pomyśleli, że ludzie umieją czytać i widzą, że upadające małe firmy, co najwyżej mogą się zadłużyć, a większe powinny dać się przejąć przez państwo, dostarczając nowych synekur dla pisowskich aparatczyków. Ludzie widzą, że dla milionów pracowników, którzy stracili lub tracą robotę, jest po ok. 1400 zł miesięcznie, zaś dla kilkunastu banków szykuje się jedną trzecią z owych 212 miliardów. Oraz mnóstwo z 74 miliardów, które mają służyć jako bankowa gwarancja państwa dla banków, które pożyczać będą dużym firmom pieniądze, na niekontrolowanych przez nikogo warunkach.
W takim kraju zostaje tylko liczyć na siebie. I oby na polityków Lewicy.
Rafał Adamczyk
Pl. Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej 3, 42-500 Będzin,
tel. 797 279 336,
bp.rafal.adamczyk@gmail.com
Romuald Ajchler
Dąbrowa 2, 64-510 Wronki,
tel. (67) 254 72 13,
biuro.romualdajchler@gmail.com
Magdalena Biejat
ul. Nowy Świat 27 lok. 1,
00-029 Warszawa, tel. 536 031 355,
magdalena.biejat@sejm.pl
Wiesław Buż
ul. ks. J. Jałowego 31,
35-010 Rzeszów, tel. 602-442-919,
wieslaw.buz@sejm.pl,
ul. Rynek 17, 38-700 Ustrzyki Dolne,
wieslaw.buz.bp.rzeszow@gmail.com
ul. Kolejowa 10,
36-100 Kolbuszowa
Plac Wolności 4, 37-400 Nisko
Włodzimierz Czarzasty
ul. Warszawska 1 lok. 2,
41-200 Sosnowiec,
tel. 888 494 924,
w.czarzasty.sejm@gmail.com
Jacek Czerniak
ul. Beliniaków 7, 20-045 Lublin, tel. 798 721 076,
jacek.czerniak@sejm.pl
ul. Szkolna 3, 08-500 Ryki
ul. Lubelska 2,
24-300 Opole Lubelskie
ul. Eustachiewicza 3, 24-100 Puławy
Marek Dyduch
Pl. Magistracki 3A,
58-300 Wałbrzych, tel. 604 131 044,
biuroposelskie.marekdyduch@gmail.com
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk
ul. Józefa Haukego-Bosaka 17 lok. 1,
50-447 Wrocław, tel. 698-814-154,
kontakt@dziemianowicz-bak.pl
Monika Falej
ul. Związku Jaszczurczego 17,
82-300 Elbląg, tel. 602 625 401,
monikafalej.poslanka@gmail.com
Krzysztof Gawkowski
ul. Ignacego Paderewskiego 28 lok. 2,
85-006 Bydgoszcz, tel. 534 432 511,
biuro.sejm@gawkowski.pl,
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin
ul. Kościelna 8, 89-100 Nakło nad Notecią, tel. 534 432 511
Maciej Gdula
ul. Pawia 8 lok. 4, 31-154 Kraków
Hanna Gill-Piątek
Aleja Kościuszki 48 lok. 14U,
90-427 Łódź, tel. 665 757 433,
hanna@gillpiatek.pl
Daria Gosek-Popiołek
ul. Gertrudy 14 lok. 2,
31-048 Kraków, tel. 506 770 170,
daria.gosek-popiolek@sejm.pl
Arkadiusz Iwaniak
ul. Rembielińskiego 8,
09-400 Płock, tel. 513 576 646,
iwaniak74@gmail.com
Maciej Konieczny
ul. Andrzeja 13 lok. 1,
40-061 Katowice, tel. 570 150 002,
m.konieczny@partiarazem.pl
Przemysław Koperski
ul. Nadbrzeżna 2,
43-300 Bielsko-Biała,
tel. 515 577 462,
biuro.poselskie.koperski@gmail.com
Maciej Kopiec
Plac Wolności 19, 44-200 Rybnik, tel. 730-730-758,
biuro.maciejkopiec@gmail.com
Katarzyna Kotula
Aleja Piastów 1 lok. U6,
70-325 Szczecin, tel. (53) 620 76 33,
biuro@katarzynakotula.pl
Katarzyna Kretkowska
ul. Wysoka 5 lok. 1, 61-810 Poznań,
tel. 600-577-411, 602-272-083,
biuro@kretkowska.pl,
pon. 10:00 – 18:00 wt., czw., pt. 10:00 – 14:00,
ul. Ratajczaka 22, 61-815 Poznań, tel. 600 577 411,
katarzyna.kretkowska@sejm.pl
Paweł Krutul
ul. M.C. Skłodowskiej 3 lok. P1, 15-094 Białystok, tel. 604 404 077,
biuroposelskie.p.krutul@wp.pl
Anita Kucharska-Dziedzic
ul. Krzywoustego 22 lok. 2A,
66-400 Gorzów Wielkopolski,
tel. 796-753-190,
biuro@kucharska-dziedzic.pl
Marcin Kulasek
ul. Kopernika 45 45 (III),
10-512 Olsztyn,
tel. 514 905 999,
biuroposelskie.mkulasek@wp.pl
Robert Kwiatkowski
ul. Szosa Chełmińska 26
lok. 502; 503, 87-100 Toruń,
tel. 602-259-907,
Beata Maciejewska
ul. Miszewskiego 17 lok. 204,
80-239 Gdańsk, tel. 505 910 799,
beata.maciejewska@sejm.pl
Paulina Matysiak
ul. Narutowicza 20, 99-300 Kutno, tel. 723 007 070,
biuroposelskie.matysiak@gmail.com,
ul. Nowy Świat 27, 00-029 Warszawa
Wanda Nowicka
ul. Mickiewicza 61 lok. 4, 44-100 Gliwice, tel. 661 609 506,
biuroposelskie.wnowicka@gmail.com
Robert Obaz
ul. Klonowica 2 lok.10, 58-500 Jelenia Góra, tel. 500 040 140,
obazwsejmie@gmail.com
ul. Rynek 9, 59-220 Legnica
Karolina Pawliczak
ul. Górnośląska 64, 62-800 Kalisz,
biuro@karolinapawliczak.pl,
ul. Słowackiego 14, 63-300 Pleszew
ul. Legionów 46, 62-800 Kalisz
ul. Sienkiewicza 1a,
63-400 Ostrów Wielkopolski
Monika Pawłowska
ul. Bazyliańska 14,
22-400 Zamość,
biuro@pawlowskamonika.pl,
ul. Lwowska 13 D, 22-100 Chełm
Małgorzata Prokop-Paczkowska
ul. Dworcowa 10 lok.6,
75-201 Koszalin,
tel. (91) 391 62 45, 607 435 341,
biuroposelskiempp@gmail.com
Andrzej Rozenek
ul. Kościelna 11, 05-500 Piaseczno, tel. 693 888 212,
rozenek.biuroposelskie@gmail.com,
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin, tel. 693 888 212
Marek Rutka
ul. Zgoda 8, 81-361 Gdynia,
tel. 786-867-769, 603-227-883,
marek.rutka@wiosnabiedronia.pl
Joanna Scheuring-Wielgus
ul. Warszawska 4 lok. 1,
87-100 Toruń, tel. 881 927 448,
biuro@joannasw.pl
Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska
ul. Wojska Polskiego 18,
58-500 Jelenia Góra, tel. 508 056 899,
biuro.szmajdzinska@gmail.com
Joanna Senyszyn
ul. Zgoda 8, 81-361 Gdynia,
tel. 501 535 293
Anita Sowińska
ul. Warszawska 24,
97-200 Tomaszów Mazowiecki, tel. 535-845-431,
biuro@anitasowinska.com
Wiesław Szczepański
ul. Chrobrego 22B, 64-100 Leszno, tel. (65) 549 09 95,
biuro.szczepanski@wp.pl
Andrzej Szejna
ul. Starodomaszowska 30/54,
25-315 Kielce,
tel. 690 960 800, 662 362 116,
andrzej.szejna@sejm.pl,
ul. Świętej Barbary 3,
27-200 Starachowice,
tel. 662 362 116, tel. 690 960 800
Jan Szopiński
ul. Paderewskiego 28 lok. 2,
85-075 Bydgoszcz, tel. 696 522 931,
b.krajewska@onet.eu,
ul. Pomianowskiego 7,
86-010 Koronowo, tel. 502 637 134,
jan.szopinski@sejm.pl

Krzysztof Śmiszek
ul. Haukego Bosaka 17 lok. 1,
50-447 Wrocław, tel. 784 812 822,
biuro@ksmiszek.pl
Tadeusz Tomaszewski
ul. Bolesława Chrobrego 40 lok. 41,
62-200 Gniezno, tel. 601 287 775,
tadeusz.tomaszewski@sejm.pl,
ul. Kolska 19, 02-700 Turek,
tel. 601 287 775,
ul. 3 Maja 4, 62-300 Września,
ul. Staszica 27, 62-500 Konin
ul. Mickiewicza 1, 62-400 Słupca
ul. Sienkiewicza 29, 62-600 Koło,
ul. Przemysłowa 1 lok. 215,
63-100 Śrem
Tomasz Trela
Al. Kościuszki 48 lok. 14 U,
90-427 Łódź.
Katarzyna Ueberhan
ul. Ratajczaka 44, 61-728 Poznań
Dariusz Wieczorek
ul. Garncarska 5, 70-377 Szczecin, tel. 607 300 606,
dariusz.wieczorek@sejm.pl
Zdzisław Wolski
ul. Nowowiejskiego 10/12,
42-200 Częstochowa,
tel. (34) 344 05 50,
zdzislaw.wolski@sejm.pl
Bogusław Wontor
ul. Aleja Niepodległości 22,
65-780 Zielona Góra,
tel. (68) 320-14-77,
Adrian Zandberg
ul. Nowy Świat 27,
00-001 Warszawa,
tel. 500 273 761,
adrian.zandberg@sejm.pl
Marcelina Zawisza
ul. Polskiego Czerwonego Krzyża 2 A lok. 1, 45-706 Opole,
tel. 505 752 177
ul. Nowy Świat 27,
00-29 Warszawa,
tel. 608 870 397,
marcelina.zawisza@sejm.pl
Anna Maria Żukowska
ul. Złota 9 lok. 4, 00-019 Warszawa, tel. (22) 621 03 41,
rzecznik@sld.org.pl