Nie jesteśmy sami

Dostarczają seniorom książki z biblioteki, szyją maseczki, organizują akcje oddawania krwi i kawiarenki internetowe. Lokalni bohaterowie czasu epidemii wspierają i aktywizują mieszkańców wsi i miasteczek.

– Zdaliśmy sobie sprawę, że tak naprawdę zapomnieliśmy o ludziach, którzy również będą potrzebowali pomocy w trakcie epidemii: tych, którzy potrzebują krwi ze względu na inne choroby. Operacje niedługo będą wznawiane, a krwi brakuje – mówi Kamila Jarząbek, jedna ze współorganizatorek akcji „Nie wszystko może się zatrzymać”. To oni pierwsi zauważyli, jak dramatyczna jest sytuacja w lokalnym banku krwi, i to dzięki nim w maju zostało oddane aż 41,7 litrów krwi.
Akcja ma na celu pozyskanie nowych dawców krwi w powiecie białobrzeskim. Organizatorzy to nieformalna grupa „Ile warta jest krew?”. Tworzy ją trójka społeczników z Białobrzegu: Stanisław Kośla, prezes Białobrzeskiego Polskiego Czerwonego Krzyża; Monika Rąbkowska, nauczycielka i członkini zarządu Białobrzeskiego PCK i Kamila Jarząbek – uczennica liceum plastycznego, która stworzyła plakaty promujące akcję.
– Naszym celem było zorganizowanie sześciu akcji krwiodawstwa w ciągu dwóch miesięcy. Radomski bank krwi jest w najgorszej sytuacji w całej Polsce. Zdecydowaliśmy, że nie możemy tego tak zostawić – dodaje Kamila Jarząbek. – Trzy akcje odbyły się w maju, a trzy odbędą się w czerwcu. Inicjatorem akcji był pan Stanisław, który już wcześniej zajmował się organizacją krwiobusów, a ja z panią Moniką pracowałyśmy nad promocją. Było to dużym wyzwaniem, poświęciłyśmy na to sporo czasu, ale myślę, że było warto, bo na każdej akcji pojawiło się około trzydziestu osób.
Projekt „Nie wszystko może się zatrzymać” był możliwy dzięki dofinansowaniu z konkursu grantowego zorganizowanego przez Fundację Koalicja dla Młodych w ramach przedsięwzięcia „Solidarni z bohaterami czasu epidemii”.
To z kolei jest przedsięwzięciem programu „Działaj Lokalnie” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce. Partnerem akcji została firma Nationale-Nederlanden. Cel przedsięwzięcia to wspieranie społeczności lokalnych, które w warunkach epidemii inicjują działania zapobiegające jej skutkom.
W ramach przedsięwzięcia wybrano cztery ośrodki Działaj Lokalnie, będące lokalnymi operatorami projektu. Te organizacje następnie ogłosiły lokalne konkursy grantowe, w których wnioski mogły składać wszystkie osoby, chcące wesprzeć swoje społeczności w obliczu epidemii.
Finansowanie uzyskało łącznie 18 projektów. Wśród nich znalazły się grupy szyjące maseczki i dostarczające je mieszkańcom i służbom publicznym, kurierzy przywożący seniorom i innym osobom wykluczonym za darmo książki z biblioteki i drobne zakupy, inicjatywy dezynfekcji miejsc publicznych, takich jak ławki czy skwery. Definicja „bohaterów czasu epidemii” jest więc szeroka – to każdy, kto chce pomóc innym w trudnych czasach.
– Dla nas bohaterami są ludzie, którzy oddają krew. To oni są solidarni z osobami chorymi, potrzebującymi krwi. Takie akcje pomagają zwalczać strach, pokazują, że oddanie krwi również w obecnej sytuacji jest możliwe, bezpieczne i potrzebne, bo przecież krwi nie da się kupić – mówi Kamila Jarząbek.
„Obecnie życie i praca przeniosły się do świata wirtualnego. To czas, to sygnał, to konieczność, abyśmy my, seniorzy, również do tego świata zapukali. Będzie to trudne, ale możliwe. A my, jeśli tylko zechcemy – damy radę. Jesteśmy mądrzy, zdolni, dużo przeżyliśmy. Odnajdziemy się. (…) Nasza samotność nas męczy, tęsknimy do ludzi, do świata, do naszych przyjaciół, do wszystkiego, co jest za progiem naszego domu. Podarujmy sobie komfort bycia w naszym świecie w całkiem nowy, nowiutki sposób. Poznajmy platformę ZOOM. Spotkajmy się na ekranach komputerów, smartfonów. Żyjmy pełnią nowego życia.
Tak brzmi zaproszenie do projektu „Seniorzy w sieci – na pohybel pandemii”, który również uzyskał dofinansowanie. W realizację projektu zaangażował się Klub Seniora „PoKUSa” tworząc grupę PoKUSa na Zoom, którą reprezentują: Małgorzata Bochenek, Grażyna Paczkowska i Zofia Sieradzan.
– Odkąd zaczęła się pandemia, staraliśmy się na Facebooku animować seniorów poprzez grupę „Sieć aktywnych seniorów powiatu grójeckiego” oraz witrynę Klub Seniora „PoKUSa”. Trochę o seniorach zapomniano podczas pandemii: mówiono tylko „siedźcie w domu i nie wychylajcie się”. Więc trzeba było coś dla nich i wspólnie z nimi zorganizować. Starałam się animować tą grupę, pokazywać różne ciekawe aktywności – mówi Zofia Sieradzan, inicjatorka projektu. Pani Zofia prowadzi Klub Seniora „PoKUSa”
Projekt zakłada stworzenie kawiarenki internetowej dla seniorów z powiatu grójeckiego, czynnej przynajmniej raz w tygodniu. Każdy tydzień organizowałaby jedna osoba z grupy koordynatorów, a tematyka i forma spotkania ustalana byłaby z uczestnikami.
Już na początku okazało się, że przed inicjatorką projektu stoją duże wyzwania: wielu seniorów nie jest biegłych w obsługiwaniu nowoczesnych technologii czy wręcz nie ma dostępu do odpowiedniego sprzętu. Problemem jest także bariera językowa – platforma Zoom dostępna jest jedynie w języku angielskim. Udało się jednak zebrać grupę dziesięciu seniorów – liderów projektu, którzy obecnie szkolą się, aby móc organizować spotkania zarówno w swoich społecznościach, jak i współprowadzić kawiarenkę dla całego powiatu.
Zofia Sieradzan ma nadzieję, że platforma stworzona w ramach projektu umożliwi seniorom z powiatu grójeckiego komunikację również po okresie epidemii.
– Jeśli nam się uda, to mamy nadzieję, że projekt stanie się stałym elementem naszego życia – mówi Zofia Sieradzan. – Wszyscy mówią, że epidemia wróci. Wtedy my będziemy już przygotowani. A w okresie zimowym, kiedy niektórym seniorom jest trudniej wyjść z domu, możemy wrócić do częstszych spotkań.
Projekty realizowane w ramach przedsięwzięcia nie byłyby możliwe, gdyby nie siła i chęć do działania lokalnych społeczników, aktywistów, wolontariuszy.
Wolontariat w trakcie epidemii jest szczególnie trudny – wiele osób boi się choroby, nie jest pewna, jak zachować zasady bezpieczeństwa, jak odnaleźć się w gąszczu przepisów. Ale jest też szczególnie potrzebny – to dzięki wolontariuszom możemy ramię w ramię stanąć naprzeciw największych wyzwań.
– Moim zdaniem wolontariat powinien się bardziej rozwinąć podczas epidemii. Osoby odważne, młode, które wiedzą, jak dbać o bezpieczeństwo, mogą pomóc tym, którzy są bardziej narażeni – osobom starszym, samotnym. Jest im potrzebne, żeby ktoś do nich dotarł, żeby czuli, że nie są sami – mówi Zofia Sieradzan.

Chiny pomogą importerom wadliwych maseczek

Oświadczenie rzecznika prasowego Ambasady ChRL w Polsce w sprawie doniesień medialnych dotyczących wątpliwości co do jakości maseczek ochronnych.
W ostatnim czasie polskie media donoszą, iż część zakupionych w Chinach przez stronę polską maseczek nie spełnia odpowiednich norm.
Ambasada bacznie obserwuje sytuację i niezwłocznie ze własnej inicjatywy zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Ministerstwa Zdrowia RP z prośbą o szczegółowe informacje. Przedstawiciele resortów Polski podziękowali stronie chińskiej za ogromne wsparcie i pomoc w walce z epidemią oraz poinformowali, iż do chwili obecnej nie są znane szczegóły rzekomej wątpliwości wokół maseczek i inne podstawowe fakty tej sprawy.
Strona chińska zawsze przykłada ogromną wagę do jakości eksportowanych produktów medycznych. Wprowadzane są restrykcyjne środki kontrolne oraz mechanizmy dozoru i koordynacji. Mam nadzieję, że do czasu wyjaśnienia sytuacji i zakończenia analizy podstawowych faktów dotyczących maseczek żadna, ze stron nie powinna zbyt pochopnie wyciągać wniosków, a tym bardziej nie dokona niewłaściwych interpretacji. Ambasada jest gotowa udzielić niezbędnej pomocy i udogodnień w celu właściwego rozwiązania kwestii, jednocześnie zastrzega sobie prawo do dalszych odpowiedzi.

PiS strzela w tarczę

Cała Polska czekała na to, jaką to tarczę ochronną wymyślił rząd PiS. W końcu doszło do jej ujawnienia. Okazało się, że jest ona jak durszlak totalnie dziurawa. Nie chroni nikogo przed skutkami pandemii.

Tarcza miała chronić szczególnie małe firmy, które są solą małych i średnich miasteczek, które dają pracę milionom ich mieszkańców. Bo przecież w takich miejscowościach poza urzędami, szkołami, szpitalami, policją i strażą pracować można tylko w takich mikrofirmach lub wyjechać za granicę. Okazuje się, że pomoc polegać ma na tym, że zwalnia się te firmy od marca z płacenia składki ZUS. Gastronomia i hotelarstwo zostało administracyjnie zamknięte w połowie marca, jednak obroty spadły drastycznie już gdzieś od początku marca. Proszę więc powiedzieć skąd mają wziąć pieniądze na opłacenie składki za luty, prowadzący je przedsiębiorcy.

Inny fakt warty odnotowania, podatki. Można się starać o ich umorzenie ale również za okres od marca. Przecież ostatni normalny miesiąc w działalności to luty. Podatki za luty płacić trzeba w marcu, a tu zerowe obroty. Natomiast w marcu będą jedynie straty, po jaką więc cholerą mami się przedsiębiorców wizją zwolnienia z płacenia podatków, których i tak nie będzie. To czysty absurd.

Tarcza mówi, że będzie możliwość uzyskania kredytu, z możliwością umorzenia go w kwocie 5 tysięcy zł. Warunkiem jest utrzymanie załogi w pracy. Najniższe pobory bez składki ZUS to dziś kwota około 1800 zł. Państwo ma dofinansować 40 proc. tej kwoty, reszta należy do pracodawcy. Firma zatrudniająca dajmy na to trzech pracowników musi miesięcznie wyłuskać ze swojej kieszeni 2400 zł miesięcznie. Mnożąc to przez trzy miesiące daje to 7200 zł. Co w tym układzie zmienia dofinansowanie w kwocie 5 tysięcy zł pożyczki, nic.

Wszystkie te wyliczenia pomijają jakikolwiek zarobek dla samego właściciela, a on też musi coś jeść.

Znakomitą receptę na to ma Tymoteusz Kochan, który pisze w „Trybunie” w artykule „Tarcza, która nie chroni” żeby mikrofirmy w ogóle pozbawić jakichkolwiek dotacji, pomocy. Warto inwestować w duże firmy, a ludzi z tych- jego zdaniem- badziewnych firm wysłać do pracy w rolnictwie. Wypisz wymaluj „rewolucja kulturalna” w Chinach. Wybitny ekonomista Kochan uważa, że hotele, restauracje nie mają w tym kraju żadnej przyszłości. Jasne, jak w Chinach lat sześćdziesiątych won na rolę i motykami uprawiać pola, wytapiać stal na te motyki we własnoręcznie skonstruowanych piecach, w ramach akcji każdy kłos na wagę złota zagnać dzieci z małych miast i wiosek do zbierania tych kłosów po żniwach.
To małe firmy usługowe, handlowe, doradcze są przyszłością nie tylko Polski. Rozpasiony konsumpcjonizm przestaje być modny. Kończy się czas gdy przed każdym domem stało po kilka samochodów, w każdym pokoju telewizor i setki innych niezbyt potrzebnych rzeczy. Wymiera pokolenie głodne tych dóbr. Młodzi myślą inaczej. Podejrzewam, że Tymoteusz Kochan nigdy w życiu nie prowadził własnej działalności stąd pierdoły jakie wypisuje.

Rzecz kolejna, ta iluzoryczna pomoc państwa wymaga wypełniania ton nikomu niepotrzebnych papierów. Jeszcze kilka dni temu po to by odroczyć, powtarzam odroczyć opłacenie składki ZUS trzeba było wypełnić kilkustronicowy wniosek, a w nim praktycznie bilanse firmy za lata 2017,2018, 2019, o roku 2020 nie było tam mowy. Jak to się ma do słów padających z ekranu telewizorów, że wystarczy spadek obrotów w marcu w stosunku do lutego o 50 proc. Telewizja robi watę z mózgu społeczeństwu. Potem właściciele firm słyszą od swoich pracowników, jakiej to pomocy zaznają za strony państwa, a na słowa, że jedyną osoba w firmie która nic nie bierze jest właściciel znacząca kiwają głową.

Rząd, sprzyjające mu media, prasa piszą nie sprawdzone głupstwa. Prawda jest zupełnie inna. Jak do tej pory można jedynie odroczyć płacenie składki ZUS. Wszystkie pozostałe ulgi to dopiero przyszłość. Tymczasem PiS przemyca w pakiecie ochronnym sprawy związane z wyborami. Oczywiście korzystne dla siebie. To perfidna gra. Pomaga mu w tym „opozycyjna” Platforma Obywatelska. Ta partia uczciwych i światłych ludzi jest jak były prezydent Wałęsa, jest przeciw, a nawet za. Wzywa do bojkotu wyborów, a jednocześnie głosuje za zmianami w prawie wyborczym wprowadzonymi tylnymi drzwiami przez PiS do tarczy ochronnej. Nie ma grzecznych słów na określenie takiej postawy. Bojkot nic nie da bo wystarczy, że tylko propisowcy pójdą do wyborów i Duda znów będzie pilnował żyrandola i machał długopisem jak „ojciec chrzestny” Kaczyński każe.

Zanim się spotkają

Branża spotkań i imprez biznesowych w naszym kraju musiała wstrzymać działalność – a przyszłość jest niewiadoma.

W marcu i kwietniu zostało odwołanych ponad 97 proc. wszystkich planowanych spotkań biznesowych i wyjazdów. Te, co się w ogóle odbyły, miały miejsce w pierwszych dniach marca. Takie dane przynosi analiza wyników badania przeprowadzonego wśród członków Stowarzyszenia Branży Eventowej.
Stowarzyszenie, w związku z kryzysem wywołanym przez COVID-2019, zaprosiło swoich członków do udziału w badaniu, mającym pokazać sytuację firm z branży eventowej (organizatorów spotkań biznesowych, konferencji i wyjazdów) w dobie koronawirusa. W badaniu zainteresowano się kwestiami dotyczącymi ilości i wartości straconych zleceń w marcu i kwietniu oraz kroków, jakie firmy zdecydowały się podjąć w związku z utratą lub zagrożeniem utraty płynności finansowej.
Wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Respondenci zapytani o ilość odwołanych zleceń w marcu jednogłośnie zaznaczyli ogromną skalę tego zjawiska. Wśród odpowiedzi procentowych, było to między 90 a 100 proc. wydarzeń. Wymieniono łącznie aż 423 odwołane realizacje. Analiza kwietnia przyniosła podobne prognozy, choć jeszcze bardziej negatywne, gdyż w widełkach 95 – 100 proc. odwołanych wydarzeń, a także wykazała wiele realizacji niepewnych lub przenoszonych na inny termin.
Wielkość strat na razie trudno policzyć. 30 lokalnych firm z branży eventowej swoje prognozowane straty w przychodach określiło wstępnie na łącznym poziomie ponad 19 mln zł, co pokazuje skalę zapaści. Dziś już wiadomo, że wyniki te były niedoszacowane, gdyż od momentu udziału w badaniu, sytuacja polskich firm z branży eventowej drastycznie się pogorszyła – i nadal pogarsza się z dnia na dzień.

Zapytani o to, do kiedy mają odwoływane zamówienia, respondenci w zdecydowanej większości zaznaczali, że do czerwca. Było jednak i wiele odpowiedzi, że do września 2020 r. Wskazuje to zatem, że ilość wykonywanych projektów i zlecanych realizacji będzie się normalizować najwcześniej w drugiej połowie roku – jak dobrze pójdzie.

Wśród środków, jakie podjęte zostały w firmach w związku z kryzysem przeważają trzy rozwiązania: 38 proc. badanych wskazało na obniżenie pensji pracowników, 35 proc. na zwolnienia, zaś 27 proc. na zawieszenie działalności. Tak więc, jak zwykle w trudnych sytuacjach, najbardziej i najszybciej cierpią pracownicy. Te drastyczne kroki są też jednak dobitnym dowodem na skalę kryzysu, jaki dotknął branżę eventową niemal z dnia na dzień.

– Zaledwie po niespełna trzech tygodniach walki z koronawirusem, wiele firm z naszego sektora jest w skrajnej sytuacji. Nie przez swoją nieudolność lub złe zarządzanie, ale przez czynnik, którego nie dało się przewidzieć i zawrzeć w swoim business planie. W tej chwili najważniejszą rzeczą jest przetrwanie, utrzymanie pracowników i przygotowanie do nowej rzeczywistości. Nie ma czasu na dywagacje. Potrzebujemy szybkich i zdecydowanych działań, konkretów wdrożonych w życie od teraz. Pomocy realnej, a nie odroczonej agonii. – podsumowuje Renata Razmuk z zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej.
I chyba niewielką pociechą jest, że w wyniku opóźnionej reakcji rządzących, bardzo wiele firm z bardzo wielu branż znajduje się w podobnie ciężkiej sytuacji.

Trzymać Lewicę za słowo

W poprzednim numerze wydrukowaliśmy list otwarty podpisany przez Roberta Biedronia, Włodzimierza Czarzastego, Adriana Zandberga i Krzysztofa Gawkowskiego. Adresatem byli Polacy. Politycy Lewicy napisali między innymi: „Chcemy zapewnić Państwa, że – jak zawsze – możecie liczyć na Lewicę. Jeśli napotkają Państwo problemy związane z epidemią i kwarantanną, jeśli potrzebują Państwo pomocy, na przykład w kontakcie z instytucjami, to mogą Państwo zgłosić się do nas po pomoc. Prosimy o kontaktowanie się z posłankami i posłami Lewicy z Państwa okręgów – za pomocą mediów społecznościowych lub telefonicznie. Postaramy się pomóc każdemu, jeśli tylko będziemy w stanie”.

Trzymając polityków za słowo, poniżej zamieszczamy adresy biur poselskich reprezentantów Lewicy, ich nazwiska oraz telefony i adresy e-mailowe. Gdyby zatem komuś z naszych Czytelników była potrzebna pomoc, to niech z tej bazy danych śmiało korzysta.
A chyba trzeba, bo na państwo PiS nie ma co liczyć. Kilkadziesiąt tysięcy osób pod karą 30 tys zł musi 2 tygodnie siedzieć na kwarantannie. Państwa nie stać na to, żeby większość z nich mogła być wolna po 2-3 dniach. Wystarczyłoby przecież zrobić im testy. Kilkuset kontrolujących te osoby policjantów mogłoby zająć się tym, czym powinno. Ale na to nikt w pisowskim rządzie nie wpadł, więc ZUS niepotrzebnie płaci za kwarantanny 3 razy tyle ile powinien.
Rząd w tym czasie wymyśla 212 miliardów złotych z kosmosu i na dodatek bezwstydnie prezentuje to jako program opatrznościowy. Nie pomyśleli, że ludzie umieją czytać i widzą, że upadające małe firmy, co najwyżej mogą się zadłużyć, a większe powinny dać się przejąć przez państwo, dostarczając nowych synekur dla pisowskich aparatczyków. Ludzie widzą, że dla milionów pracowników, którzy stracili lub tracą robotę, jest po ok. 1400 zł miesięcznie, zaś dla kilkunastu banków szykuje się jedną trzecią z owych 212 miliardów. Oraz mnóstwo z 74 miliardów, które mają służyć jako bankowa gwarancja państwa dla banków, które pożyczać będą dużym firmom pieniądze, na niekontrolowanych przez nikogo warunkach.
W takim kraju zostaje tylko liczyć na siebie. I oby na polityków Lewicy.
Rafał Adamczyk
Pl. Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej 3, 42-500 Będzin,
tel. 797 279 336,
bp.rafal.adamczyk@gmail.com
Romuald Ajchler
Dąbrowa 2, 64-510 Wronki,
tel. (67) 254 72 13,
biuro.romualdajchler@gmail.com
Magdalena Biejat
ul. Nowy Świat 27 lok. 1,
00-029 Warszawa, tel. 536 031 355,
magdalena.biejat@sejm.pl
Wiesław Buż
ul. ks. J. Jałowego 31,
35-010 Rzeszów, tel. 602-442-919,
wieslaw.buz@sejm.pl,
ul. Rynek 17, 38-700 Ustrzyki Dolne,
wieslaw.buz.bp.rzeszow@gmail.com
ul. Kolejowa 10,
36-100 Kolbuszowa
Plac Wolności 4, 37-400 Nisko
Włodzimierz Czarzasty
ul. Warszawska 1 lok. 2,
41-200 Sosnowiec,
tel. 888 494 924,
w.czarzasty.sejm@gmail.com
Jacek Czerniak
ul. Beliniaków 7, 20-045 Lublin, tel. 798 721 076,
jacek.czerniak@sejm.pl
ul. Szkolna 3, 08-500 Ryki
ul. Lubelska 2,
24-300 Opole Lubelskie
ul. Eustachiewicza 3, 24-100 Puławy
Marek Dyduch
Pl. Magistracki 3A,
58-300 Wałbrzych, tel. 604 131 044,
biuroposelskie.marekdyduch@gmail.com
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk
ul. Józefa Haukego-Bosaka 17 lok. 1,
50-447 Wrocław, tel. 698-814-154,
kontakt@dziemianowicz-bak.pl
Monika Falej
ul. Związku Jaszczurczego 17,
82-300 Elbląg, tel. 602 625 401,
monikafalej.poslanka@gmail.com
Krzysztof Gawkowski
ul. Ignacego Paderewskiego 28 lok. 2,
85-006 Bydgoszcz, tel. 534 432 511,
biuro.sejm@gawkowski.pl,
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin
ul. Kościelna 8, 89-100 Nakło nad Notecią, tel. 534 432 511
Maciej Gdula
ul. Pawia 8 lok. 4, 31-154 Kraków
Hanna Gill-Piątek
Aleja Kościuszki 48 lok. 14U,
90-427 Łódź, tel. 665 757 433,
hanna@gillpiatek.pl
Daria Gosek-Popiołek
ul. Gertrudy 14 lok. 2,
31-048 Kraków, tel. 506 770 170,
daria.gosek-popiolek@sejm.pl
Arkadiusz Iwaniak
ul. Rembielińskiego 8,
09-400 Płock, tel. 513 576 646,
iwaniak74@gmail.com
Maciej Konieczny
ul. Andrzeja 13 lok. 1,
40-061 Katowice, tel. 570 150 002,
m.konieczny@partiarazem.pl
Przemysław Koperski
ul. Nadbrzeżna 2,
43-300 Bielsko-Biała,
tel. 515 577 462,
biuro.poselskie.koperski@gmail.com
Maciej Kopiec
Plac Wolności 19, 44-200 Rybnik, tel. 730-730-758,
biuro.maciejkopiec@gmail.com
Katarzyna Kotula
Aleja Piastów 1 lok. U6,
70-325 Szczecin, tel. (53) 620 76 33,
biuro@katarzynakotula.pl
Katarzyna Kretkowska
ul. Wysoka 5 lok. 1, 61-810 Poznań,
tel. 600-577-411, 602-272-083,
biuro@kretkowska.pl,
pon. 10:00 – 18:00 wt., czw., pt. 10:00 – 14:00,
ul. Ratajczaka 22, 61-815 Poznań, tel. 600 577 411,
katarzyna.kretkowska@sejm.pl
Paweł Krutul
ul. M.C. Skłodowskiej 3 lok. P1, 15-094 Białystok, tel. 604 404 077,
biuroposelskie.p.krutul@wp.pl
Anita Kucharska-Dziedzic
ul. Krzywoustego 22 lok. 2A,
66-400 Gorzów Wielkopolski,
tel. 796-753-190,
biuro@kucharska-dziedzic.pl
Marcin Kulasek
ul. Kopernika 45 45 (III),
10-512 Olsztyn,
tel. 514 905 999,
biuroposelskie.mkulasek@wp.pl
Robert Kwiatkowski
ul. Szosa Chełmińska 26
lok. 502; 503, 87-100 Toruń,
tel. 602-259-907,
Beata Maciejewska
ul. Miszewskiego 17 lok. 204,
80-239 Gdańsk, tel. 505 910 799,
beata.maciejewska@sejm.pl
Paulina Matysiak
ul. Narutowicza 20, 99-300 Kutno, tel. 723 007 070,
biuroposelskie.matysiak@gmail.com,
ul. Nowy Świat 27, 00-029 Warszawa
Wanda Nowicka
ul. Mickiewicza 61 lok. 4, 44-100 Gliwice, tel. 661 609 506,
biuroposelskie.wnowicka@gmail.com
Robert Obaz
ul. Klonowica 2 lok.10, 58-500 Jelenia Góra, tel. 500 040 140,
obazwsejmie@gmail.com
ul. Rynek 9, 59-220 Legnica
Karolina Pawliczak
ul. Górnośląska 64, 62-800 Kalisz,
biuro@karolinapawliczak.pl,
ul. Słowackiego 14, 63-300 Pleszew
ul. Legionów 46, 62-800 Kalisz
ul. Sienkiewicza 1a,
63-400 Ostrów Wielkopolski
Monika Pawłowska
ul. Bazyliańska 14,
22-400 Zamość,
biuro@pawlowskamonika.pl,
ul. Lwowska 13 D, 22-100 Chełm
Małgorzata Prokop-Paczkowska
ul. Dworcowa 10 lok.6,
75-201 Koszalin,
tel. (91) 391 62 45, 607 435 341,
biuroposelskiempp@gmail.com
Andrzej Rozenek
ul. Kościelna 11, 05-500 Piaseczno, tel. 693 888 212,
rozenek.biuroposelskie@gmail.com,
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin, tel. 693 888 212
Marek Rutka
ul. Zgoda 8, 81-361 Gdynia,
tel. 786-867-769, 603-227-883,
marek.rutka@wiosnabiedronia.pl
Joanna Scheuring-Wielgus
ul. Warszawska 4 lok. 1,
87-100 Toruń, tel. 881 927 448,
biuro@joannasw.pl
Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska
ul. Wojska Polskiego 18,
58-500 Jelenia Góra, tel. 508 056 899,
biuro.szmajdzinska@gmail.com
Joanna Senyszyn
ul. Zgoda 8, 81-361 Gdynia,
tel. 501 535 293
Anita Sowińska
ul. Warszawska 24,
97-200 Tomaszów Mazowiecki, tel. 535-845-431,
biuro@anitasowinska.com
Wiesław Szczepański
ul. Chrobrego 22B, 64-100 Leszno, tel. (65) 549 09 95,
biuro.szczepanski@wp.pl
Andrzej Szejna
ul. Starodomaszowska 30/54,
25-315 Kielce,
tel. 690 960 800, 662 362 116,
andrzej.szejna@sejm.pl,
ul. Świętej Barbary 3,
27-200 Starachowice,
tel. 662 362 116, tel. 690 960 800
Jan Szopiński
ul. Paderewskiego 28 lok. 2,
85-075 Bydgoszcz, tel. 696 522 931,
b.krajewska@onet.eu,
ul. Pomianowskiego 7,
86-010 Koronowo, tel. 502 637 134,
jan.szopinski@sejm.pl

Krzysztof Śmiszek
ul. Haukego Bosaka 17 lok. 1,
50-447 Wrocław, tel. 784 812 822,
biuro@ksmiszek.pl
Tadeusz Tomaszewski
ul. Bolesława Chrobrego 40 lok. 41,
62-200 Gniezno, tel. 601 287 775,
tadeusz.tomaszewski@sejm.pl,
ul. Kolska 19, 02-700 Turek,
tel. 601 287 775,
ul. 3 Maja 4, 62-300 Września,
ul. Staszica 27, 62-500 Konin
ul. Mickiewicza 1, 62-400 Słupca
ul. Sienkiewicza 29, 62-600 Koło,
ul. Przemysłowa 1 lok. 215,
63-100 Śrem
Tomasz Trela
Al. Kościuszki 48 lok. 14 U,
90-427 Łódź.
Katarzyna Ueberhan
ul. Ratajczaka 44, 61-728 Poznań
Dariusz Wieczorek
ul. Garncarska 5, 70-377 Szczecin, tel. 607 300 606,
dariusz.wieczorek@sejm.pl
Zdzisław Wolski
ul. Nowowiejskiego 10/12,
42-200 Częstochowa,
tel. (34) 344 05 50,
zdzislaw.wolski@sejm.pl
Bogusław Wontor
ul. Aleja Niepodległości 22,
65-780 Zielona Góra,
tel. (68) 320-14-77,
Adrian Zandberg
ul. Nowy Świat 27,
00-001 Warszawa,
tel. 500 273 761,
adrian.zandberg@sejm.pl
Marcelina Zawisza
ul. Polskiego Czerwonego Krzyża 2 A lok. 1, 45-706 Opole,
tel. 505 752 177
ul. Nowy Świat 27,
00-29 Warszawa,
tel. 608 870 397,
marcelina.zawisza@sejm.pl
Anna Maria Żukowska
ul. Złota 9 lok. 4, 00-019 Warszawa, tel. (22) 621 03 41,
rzecznik@sld.org.pl

Na pomoc psim bezdomniakom

To piękny i wzruszający kalendarz. Przedstawia dwanaście „słodziaków”, uroczych kundelków, głównie staruszków, podopiecznych Magdy Stojek z Rytlowa, Ważniejszy od urody tego kalendarza jest jednak szlachetny cel, dla jakiego powstał.
O tych i innych psach, podopiecznych Magdy mówią „bezdomniaki”. I tak jest, bo choć w Rytlowie znalazły serdecznie schronienie, to przecież zawsze dla psa najlepszy jest kochajmy dom. Poza tym w przytulisku Magdy przebywają psy stare i schorowane, którym znacznie trudniej niż szczeniakom i młodym psom znaleźć dom.
W pomoc schronisku zaangażował się Teatr Nowy w Krakowie i jego dyrektor Tomasz Kirończuk. Przygotowali kalendarz, w których każda z dwunastu fotografii psich mieszkańców Rytlowa opatrzona jest wierszem o psiej tematyce. Swoje nowe wiersze ofiarowali twórcom kalendarza, m.in. Ryszard Krynicki, Krzysztof Siwczyk, Leonard Neuger, Jarosław Mikołajewski, Joanna Oparek, a limeryk Michał Rusinek. Kalendarz spotkał się z ponadplanowym zainteresowaniem, więc planowany jest dodruk. Zebrano już ponad trzydzieści tysięcy złotych, a za zebrane pieniądze powstanie dom dla starych psów. Inicjatorzy przedsięwzięcia apelują zarówno o datki finansowe, m.in. poprzez zamówienie kalendarza, jak i rzeczowe w postaci m.in. desek, siatek i innych elementów ogrodzenia.
Aby nabyć psi kalendarz poetycki należy wpłacić 33 zł. 33 grosze na konto Stowarzyszenia Nadzieja na Dom. Numer konta: 56 1600 1462 1019 8821 7000 0002 z dopiskiem: „darowizna dla Rytlowa 2020”.
Dochód ze sprzedaży kalendarzy w całości przeznaczony jest na przytulisko dla psich staruszków i jego wyposażenie.
Adres dla przesłania kalendarza należy przesłać na adres mailowy:
psikalendarz@gmail.com , o ile to możliwe wraz z potwierdzeniem przelewu.
Telefon do pani Magdy Stojek: 535 815 820.
Adres mailowy przytuliska w Rytlowie: www.psypanimagdy.pl
Na facebooku przytulisko używa nazwy: bezdomniaki z Rytlowa. Zachęcamy wszystkich do adopcji piesków z Rytlowa.

Kroplówka WHO dla Jemenu

Ponad 100 tys. mieszkańców Jemenu zmarło wskutek chorób i głodu, odkąd Arabia Saudyjska razem z koalicjantami, za przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych i innych zachodnich demokracji, prowadzi przeciwko temu krajowi bezwzględną wojnę. 3 lutego Światowa Organizacja Zdrowia rozpoczęła akcję przewożenia chorych cierpiących na nieuleczalne schorzenia do Egiptu i Jordanii, które zgodziły się pomóc Jemeńczykom. Jednak skala przedsięwzięcia pokazuje bezradność organizacji humanitarnych w obliczu państw-agresorów i militaryzmu.
Według Norweskiej Rady ds. Uchodźców samolot WHO zabrał 3 lutego ze stolicy Jemenu, Sany, zaledwie siedmioro pacjentów wraz z osobami towarzyszącymi. Wkrótce mają odbyć się kolejne loty; łącznie do klinik w Egipcie i Jordanii trafi 30 osób cierpiących na raka lub oczekujących pilnie na przeszczepy. W przyszłym miesiącu – kolejna tura, cztery loty. To zupełnie dosłownie kropla w morzu. Gdy WHO rozpoczęła starania o przewożenie najciężej chorych Jemeńczyków w miejsce, gdzie mają jakąkolwiek szansę na przeżycie, jemeńskie Ministerstwo Zdrowia oszacowało, że kandydatów do skorzystania z lotu humanitarnego jest około trzydziestu dwóch tysięcy. Nie ma żadnych złudzeń – nie każdy doczeka swojej kolei.
Międzynarodowe lotnisko w Sanie od sierpnia 2016 r. jest zablokowane przez Arabię Saudyjską i jej koalicjantów. Nie ma na nim mowy o komercyjnym ruchu lotniczym, a i inicjatywy humanitarne, niosące pomoc udręczonej ludności cywilnej, były ograniczane.
Obecnie nie są już blokowane całkowicie, ale do Jemenu mogą przybywać i z niego wyjeżdżać jedynie przedstawiciele międzynarodowych organizacji humanitarnych. Śmiertelnie chorym Jemeńczykom z terenów opanowanych przez partyzantkę Huti, którzy dysponowali jeszcze jakimiś funduszami na wyjazd i leczenie za granicą, jemeńskie ministerstwo radziło dotąd, by próbowali jakoś przedostać się przez ogarnięty wojną kraj do Adenu – to miasto od końca sierpnia 2019 r. pozostaje pod kontrolą jemeńskich wojsk rządowych i z tamtejszego lotniska odlatują samoloty za granicę.
Według ministerstwa od początku wojny 43 tys. Jemeńczyków zmarło na nowotwory i inne schorzenia wymagające specjalistycznego leczenia, które z powodu blokady nie było już możliwe w kraju.
Do tego działania wojenne, w tym saudyjskie bombardowania miast i gęsto zaludnionych dzielnic mieszkalnych, klęska głodu i seria epidemii zabiły ponad 100 tys. osób (według ostrożnej rachuby).
– Nie ma usprawiedliwienia dla karania chorych cywilów, uniemożliwiając im dostęp do opieki medycznej – tymi słowami Norweska Rada ds. Uchodźców potępiła działania Arabii Saudyjskiej w Jemenie.
To kolejne słowa potępienia pod adresem regionalnego mocarstwa, które niezależnie od wszystkiego pozostaje bezkarne, bo cieszy się poparciem mocarstwa światowego.

Potrzebna pomoc dla Zbyszka!

Nasz Kolega i Przyjaciel Zbigniew Kaniewski, poseł SLD czterech pierwszych kadencji demokratycznego Sejmu (od 1991r.) oraz przez lata przewodniczący Federacji Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych Przemysłu Lekkiego – przeżył tragedię. Spłonął Jego drewniany dom, w którym mieszkał wraz z niepełnosprawną żoną.

Wprawdzie dom był ubezpieczony,ale aby nadawał się do zamieszkania potrzeba znacznie więcej środków aniżeli można otrzymać od instytucji ubezpieczającej.

Przyłączam się do apelu Zbyszka o pomoc finansową w sytuacji, gdy Państwo Kaniewscy praktycznie stracili dorobek całego życia.
Pomoc można przekazywać na specjalne subkonto Caritasu Archidiecezji Łódzkiej w Banku PKO SA o/Łódź 44124015451111000011655149 z dopiskiem „darowizna na odbudowę domu J. i Z. Kaniewskich po pożarze” .Naturalnie można także przekazywać 1% podatku dochodowego wynikającego z corocznego rozliczenia deklaracji PIT.

Simone Weil pisała pięknie, ze „wielką zagadką ludzkiego losu nie jest cierpienie, lecz nieszczęście”. W tym przypadku oba te zjawiska występują łącznie.

Gdy obserwujemy z daleka dramatyczną walkę z pożarami w Australii to-pamiętając o starym przysłowiu niemieckim „Alle Gleichnisse hinken” („Wszelkie analogie zawodzą”)-rzekłbym jednak, iż dla Zbyszka to tragedia osobista tego rzędu. Tym bardziej trzeba Mu pomóc!

Jemioła, czosnek, dziurawiec – zamiast

1.
Kiepsko się poczułam, zatem pierwszy raz od kilkunastu lat zdecydowałam się zasięgnąć porady lekarza zwanego „rodzinnym”. W Wieleniu, jak już pisałam, na 12,5 tys. mieszkańców, rozsianych po odległych o 5,10,15 km wioskach, jest trzech pełnoetatowych lekarzy rodzinnych, jedna siostra-doktor, która sprawuje opiekę głównie nad podopiecznymi miejscowego domu pomocy społecznej i na tym koniec. Dla blisko 3-4 tysięcy mieszkańców brakuje lekarza na miejscu. Na dodatek – wszyscy lekarze rodzinni zgromadzeni są w tej samej, południowej części miasteczka. A transportu zbiorowego nie ma. I pewnie nie będzie, bo miejscowy „establishment” – zmotoryzowany, że hej!
Zapisałam się zatem do lekarza w Trzciance, odległej o ponad 40 km (7 motorowerem, reszta szynobusem, zachęcam seniorów do jazdy, bo bilet bardzo, bardzo tani).
Na miejscu – miło, czysto, ładnie – doktor przyjemny w obejściu. Popatrzył na adres i delkatnie nadmienił, że na wizyty domowe – z racji odległości – liczyć nie mogę.
– E, do stwierdzenia zgonu to wystarczy i pogotowie..- mruknęłam
Ale głośno nic nie rzekłam, z wiadomych powodów.
Potem zbadane zostało ciśnienie (ho, ho, wysokie jak diabli), nastąpiło osłuchanie i wywiad i skierowanie na badania. Klopot z tymi badaniami – bo na czczo trzeba będzie się przejechać tym motorowerkiem i szynobusem tam i z powrotem, i to ze dwa razy. Koszt – 30 zł. Niby nic.
Lekarstw żadnych doktor nie przepisał, a tu łepetyna boli jak diabli, ciśnieniomierz wariuje, zatem przeszłam się do miejscowej apteki z zapytaniem, co by tu zażyć z leków bez recepty. Albo z ziół. Ale w aptece sami absolwenci technikum farmaceutycznego, nawet o jemiole nic a nic nie słyszeli.
Po nieprzespanej nocy, z widmami udaru albo zawału oraz tego, komu w testamencie mam przepisać kota Benia -Trampka, Franusia, Felusia, Stefcię oraz Remika, i po godzinie spędzonej nad stronami: „Nadciśnienie, przyczyny, objawy, leczenie” kupiłam kropelki z jemioły, owoce głogu i dziurawiec, czosnek i takie tam, oraz potroiłam czas spędzony z pieskami na ostrochodzonym spacerze.
I jest dobrze. Głowa nie boli, ciśnienie lekko tylko podwyższone z tendencją spadkową.
Jak zachce mi się znów do doktora, to raczej tak towarzysko.

2.
Tak po drodze doktor zadał mi kilka pytań: Dlaczego zamieszkaliśmy z Mężem tak daleko (czy w Trzciance nie było nic do wynajęcia) i takie tam różne. No właśnie, dlaczego – jak ten krasnoludek, który budził się co rano, przeciągał i mamrotał: K…a, jak ja daleko mieszkam, nie dałam rady odpowiedzieć. Bo jak rozmawiać ma dziś senioralny pacjent z „końca wsi”, ofiara uwolnienia miejskich czynszów z przedstawicielem zamożnej middle-class, bo do takiej lekarzy rodzinnych (3 tysiące zapisanych pacjentów razy comiesięczna składka kapitacyjna od każdego z nich) należy dziś zaliczyć.

3.
Gdyby ktoś pragnął naprawdę dokonać reformy służby zdrowia, musiałby zacząć od „przyszpilenia” lekarzy rodzinnych do określonych obszarów (gabinet w centrum okręgu z równie odległym dojazdem i podobną ilością potencjalnych pacjentów). Czyli – należałoby wrócić do dawnej rejonizacji, a to oznaczałoby zdjęcie z lekarzy rodzinnych dumnego tytułu „wolnego przedsiębiorcy”, który umiejscawia swój gabinet tam, gdzie jemu, a nie pacjentom wygodnie.
Ale dziś się już nikt nie odważy tego uczynić.
Podobnie jak nie będzie wśród polityków takiego śmiałka, który przypomni absolwentom polskich uczelni medycznych, skąd im nogi wyrastają, czyli – kto zapłacił za ich studia, które posłużą niemieckim, angielskim, holenderskim pacjentom.

4.
Na koniec opowieść… Są lata 90-te, rodzi się pomysł zastąpienia lekarzy rejonowych – rodzinnymi. W salach hotelu „Poznań” odbywa się konferencja, na której niemiecki lekarz rodzinny mówi o swojej pracy, jego słuchaczami jest poznańska profesura medyczna.
Gość jest wyjęty jakby z serialu o doktorach z alpejskiej wioski – miły, kulturalny, doskonale ułożony. Opowiada o swoim dniu pracy: Wstaje o 6-ej, pije kawę, je śniadanie, idzie do gabinetu, gdzie jego pielęgniarko-rejestratorko-księgowa porobiła już podstawowe badania (RTG, pobranie krwi i inne) – teraz następuje czas wizyt, 30 minut na pacjenta. W południe – obiad, drzemka i wyjazdy do chorych. W soboty i niedziele – zastępuje go kolega, specjalnie do obsługi weekendów – wynajęty.
Na sali – śmieszek.
Niespeszony prelegent brnie dalej – opowiada o swoich dochodach, wydatkach, posiadanym domku z ogródkiem i 8-letnim samochodzie.
Na sali – śmiech.
Na końcu drżącym głosem gość nieśmiało prawi o swym hobby – majsterkuje. Na ekranie pojawia się zdjęcie skromnego, schludnie utrzymanego warsztaciku – półeczki, blaty, w specjalnych skrzyneczkach narzędzia.
Na sali – ryk z gatunku „rubaszny”.
I wtedy nasz skromny i dobrze ułożony doktor z alpejskiej wioski pyta zdenerwowany, czym sobie zasłużył na taką reakcję. I oczami omiata salę pełną tłuściutkiej, poznańskiej profesury.
I wtedy wstaje jakiś śmiałek, ucisza salę i grzecznie tłumaczy:
– Panie doktorze, nie z pana się śmiejemy. Po prostu zachęca pan nas do dokonania wielkiej reformy w wyniku której będziemy mieli wszystko to, co ma pan. Klopot w tym, że my już to wszystko mamy… Po co zatem nam reforma?

5.
Jak się Państwo z pewnością domyślają, pytanie nadal czeka na odpowiedź.
A póki co – jemioła, dziurawiec, czosnek i spacery z małym schroniskiem dla psów.
Zamiast.

Chciał tylko pomóc

W sobotę papieski jałmużnik – kard. Konrad Krajewski podłączył prąd w zajmowanym nielegalnie budynku przy via Santa Croce. Mieszkało tam blisko 500 osób – w ponad 100 dzieci. Jedna trzecia z nich to Włosi. W budynku odcięto elektryczność i wodę 6 maja, gdyż od lat nie płacono za światło. Dług urósł do 300 tys. euro. A zgodnie z nową polityką ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego – lokale zajmowane nielegalnie przez rodziny i osoby bezdomne, powinny zostać wreszcie opróżnione. Eksmisje z nielegalnie zajmowanych budynków to jeden z ważnych punktów dekretu bezpieczeństwa, który wszedł w życie pod koniec ubiegłego roku.
Polski duchowny – który podobno w przeszłości był elektrykiem, więc znał się na rzeczy – pojawił się na ulicy Świętego Krzyża wraz z pomocnikami, złamał policyjne pieczęcie, wszedł do studzienki i podłączył prąd. Przez chwilę szukano winnego, gdyż minister Salvini się zdenerwował. Kardynał Krajewski przyznał się publicznie: „Zrobiłem to ja. Nie mogłem zostawić dłużej dzieci bez światła i wody. Próbowaliśmy dzwonić do elektrowni. W Rzymie w weekend nic nie działa z wyjątkiem barów i restauracji. Sytuacja była rozpaczliwa. Biorę na siebie całą odpowiedzialność i nie muszę się tłumaczyć, bo nie ma nic do powiedzenia.”.
Oprócz komentarza przytaczanego przez wszystkie zagraniczne media „Obrona nielegalnych działań nigdy nie jest dobrym znakiem. Zwykli ludzie płacą za prąd. Jako minister spraw wewnętrznych muszę gwarantować przestrzeganie prawa.”, Salvini powiedział również: „To niech kardynał teraz zapłaci rachunki”. „Od tego momentu ja będę płacił za światło w tym budynku. Zapłacę również za światło Salviniego.” – odpowiedział mu Krajewski.
Włochy pogrążone w przedwyborczej gorączce podzieliły się. Prawicowe media zaczęły bić w Krajewskiego. Tygodnik „Panorama” w artykule pt.: „Jeśli Kościół płaci ci rachunki” wymienił wszystkie przestępstwa papieskiego jałmużnika i skomentował: „Włochy są krajem, w którym wszyscy interpretują i szanują prawa zgodnie z własnymi potrzebami. W świetle prawa, jeśli ktoś nielegalnie zajmuje budynek, musi zostać eksmitowany dlatego, że dokonuje czynu zabronionego. Jeśli później nie płaci nawet za światło, wykroczenie jest podwójne. Pomaganie, uzasadnianie, usprawiedliwianie – jeśli z jednej strony „pomaga” tym ludziom – z drugiej strony obraża (nie wspominając o gorszym) tych, którzy ustanawiają prawo i szanują je każdego dnia. Teraz we Włoszech obowiązuje zasada: jeśli szanujesz prawo, jesteś głupcem. Jeśli robisz coś, żeby wszyscy je szanowali, jesteś faszystą”. Pod artykułem „Panoramy” włoski internet się „rozhejtał” przeciwko Krajewskiemu, Kościołowi i papieżowi. Aż strach przytoczyć te antyklerykalne wpisy, w obawie przed art. 196.
Zbyt dobry papież
Papież Franciszek jest pierwszym Ojcem Świętym, który musiał zmierzyć się z mediami społecznościowymi – i jak dowiedzieliśmy się z watykańskich źródeł – sprawa antypapieskiego hejtu to nie mały problem. „Niech papież przestanie wreszcie mówić o migrantach i zajmie się doktryną” to łagodne apele kierowane do Bergoglia. Antypapieski hejt przeraziłby chyba niejednego antyklerykała – zwłaszcza, że często ci, którzy go uprawiają deklarują się jako prawdziwi katolicy, dla których najważniejszy jest Bóg, Rodzina i Ojczyzna.
To, że papieża i włoskiego ministra spraw wewnętrznych nie łączy sympatia nie jest już tajemnicą. Bergoglio odmówił mu audiencji, dotąd aż będzie odpierał migrantów. Ministrowi nie wypada atakować papieża, ale Krajewskiego może.
Jak tłumaczy Watykan – papież zajmuje się Rzymem jako swoją diecezją – jest w końcu spadkobiercą kluczy Piotrowych i biskupem Romy.
Za pontyfikatu Bergoglia, Watykan przeznacza olbrzymie sumy na pomoc potrzebującym w rzymskiej diecezji. W zeszłym roku na ten cel poszło 3,5 mln euro. Kościół płaci rachunki za światło, wodę i wynajem – tym, którzy tego naprawdę potrzebują i robi to przez doskonale zorganizowane parafie, w których wie się wszystko o najbiedniejszych i potrzebujących. Papieski „Robi Hood” jeździ nocą w zwykłym ubraniu białym vanem po Rzymie i rozdaje bezdomnym koce i jedzenie. Dba też o „Ambulatoria solidarne”, gdzie najbiedniejsi mogą leczyć się bezpłatnie. Prawie połowa osób, którym pomaga Watykan to Włosi, którzy na skutek kryzysu gospodarczego znajdują się w trudnej sytuacji.
Kardynał Krajewski, który chciał tylko pomóc, nieopatrznie wpadł w młyn kampanii przedwyborczej, która wszystko mieli i wykorzystuje.
Są też inni dłużnicy
Sprawa papieskiego jałmużnika zajmuje we Włoszech zdominowała media i politykę przez kilka dni. Dziennik telewizyjny La7, w kontekście gestu Krajewskiego przypomniał, że od 15 lat również inny budynek w Rzymie jest zajmowany nielegalnie i nie płaci za światło mając dług 300 tys. euro. Chodzi o siedzibę włoskiego ruchu narodowo-rewolucyjnego i neofaszystowskiego zwanego CasaPound, znajdującą się obok Termini. Również im dostawca energii odciął światło jakiś czas temu, ale 27 rodzin nie żyje w ciemności. Skąd czerpią prąd nie wiadomo – bo do wewnątrz siedziby nikt nie może wejść. CasaPound, której sympatycy sami definiują się jako „neofaszyści trzeciego tysiącleci”, nie znajduje się jednak na liście budynków, które zostaną poddane eksmisji. To od dawna problem sporów pomiędzy prezydent Rzymu – Virginią Raggi z Ruchu Pięciu Gwiazd i ministrem Salvinim. Raggi żąda by Salvini umieścił budynek zajmowany przez CasaPound na liście – on odpowiada, że najpierw struktury niebezpieczne, później te które stanowią zagrożenie publiczne, a później przyjdzie kolej na innych.