Polityka ponad prawem

Ludzie w togach z czerwonymi żabotami muszą się przyzwyczaić, że przestają być strażnikami praworządności, zaś stają się strażnikami interesów ekipy rządzącej w naszym kraju.

Istnieją dwa główne zagrożenia dla właściwego funkcjonowania prokuratury w Polsce. Związane są one z nadużywaniem mechanizmów dyscyplinarnych w prokuraturze, na co pozwala obecne prawo, obowiązujące od 2016 r.
Po pierwsze, chodzi o przekazanie władzy nad prokuraturą w ręce jednej osoby – Prokuratora Generalnego, również aktywnie działającego polityka Ministra Sprawiedliwości. To powoduje, że w pełni może on uzależnić od swoich decyzji los zawodowy poszczególnych prokuratorów.
Drugim z zagrożeń jest nadużywanie obowiązujących przepisów o odpowiedzialności dyscyplinarnej i wykorzystywanie ich do karania prokuratorów nieposłusznych władzy.
Działania, które mają wywoływać pełne posłuszeństwo podwładnych, prowadzą zaś do słusznych obaw o rzetelność i niezależność postępowań prowadzonych wobec obywateli.

W jednym ręku

Ustawa z dnia 28 stycznia 2016 r. Prawo o prokuraturze, uchwalona głosami PiS przekazała władzę w prokuraturze w ręce jednej osoby – Prokuratora Generalnego i zarazem Ministra Sprawiedliwości.
Jak wskazuje w swoim raporcie Forum Obywatelskiego Rozwoju, te zmiany stworzyły dodatkowe narzędzia do wywierania nacisku na podwładnych prokuratorów.
Szeroka ingerencja Prokuratora Generalnego w toczące się postępowania przedsądowe, w tym wzmocnienie władzy szefa prokuratury do przenoszenia spraw, daje też możliwość ścigania niewygodnych dla władzy osób oraz umarzania postępowań wobec tych, którzy są władzy potrzebni lub jej sprzyjają.
Prokurator Generalny zyskał możliwość przenoszenia toczących się już postępowań, pomiędzy prokuratorami. Nie wymaga to szczególnego uzasadnienia, jak było to w poprzednio obowiązującym porządku prawnym. Wystarczy pisemna decyzja prokuratora przełożonego. Oznacza to, że Prokurator Generalny może dokonać tego rodzaju ingerencji w każdej sprawie prowadzonej przez każdego prokuratora.
Na przykład, przeniesione zostało postępowanie przeciwko prezesowi Zarządu Orlen S.A. Danielowi Obajtkowi za spowodowanie szkody w zarządzanej spółce i osiągnięcie korzyści majątkowej oraz o przyjęcie łapówki. Postępowanie wszczął w 2016 r. prokurator Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, po czym sprawa została przekazana krakowskiemu wydziałowi zamiejscowemu Prokuratury Krajowej, gdzie została umorzona przez prokuratora Tomasza Dudka.
Sprawa przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego, który zażądał od biznesmena Leszka Czarneckiego łapówki trafiła do katowickiego wydziału Prokuratury Krajowej. Nie trafiła do warszawskiej prokuratury, chociaż miejscem zdarzenia oraz przebywania świadków jest właśnie Warszawa.

Kijem i marchewką

Na mocy obecnie obowiązującej ustawy prokurator przełożony, w tym zwłaszcza Prokurator Generalny może ingerować w decyzje podejmowane przez prokuratora w określonej sprawie karnej, ale także w sprawie cywilnej oraz administracyjnej, jeżeli prokurator zgłosi w nich swój udział.
Mowa tu na przykład o poleceniu wszczęcia postępowania wyjaśniającego, skierowaniu wniosku o zastosowanie aresztu tymczasowego wobec podejrzanego lub też skierowaniu aktu oskarżenia do sądu, podczas gdy prokurator w wyniku śledztwa nie widzi do tego przesłanek.
Poprzednio obowiązująca ustawa dopuszczała taką ingerencję wyłącznie ze strony bezpośrednich przełożonych. W przypadku prokuratorów niższych szczebli nie mógł to być Prokurator Generalny.
Obecny mechanizm stanowi narzędzie do naciskania prokuratorów, aby podejmowali działania zgodne z wolą i oczekiwaniem władz prokuratury, zwłaszcza Prokuratora Generalnego.
Ponadto, w związku z połączeniem urzędów Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego można też dziś mówić o związanych z tym nadużyciach i wykorzystywaniu pozycji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego do realizacji zarówno celów prywatnych, jak i partyjnych.
Widać to zwłaszcza w kontekście karania prokuratorów i sędziów za decyzje podjęte wbrew woli lub oczekiwaniom przełożonych i partii rządzącej.
Jednym z przykładów może być osoba prokuratora Mariusza Krasonia, który 8 lipca br został oddelegowany z Prokuratury Regionalnej w Krakowie do odległej o prawie 300 km i niższej o dwa szczeble w hierarchii Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu. Jako przyczynę przeniesienia Komitet Obrony Sprawiedliwości KOS wskazuje zainicjowanie przez prokuratora Krasonia w maju 2019 r. uchwały Zgromadzenia Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Uchwała ta sygnalizowała m.in. ograniczanie niezależności prokuratorów.
Ustawa wprowadzająca zmienione Prawo o prokuraturze z 2016 r. umożliwiła degradację z najwyższych stanowisk prokuratorskich wykwalifikowanych prokuratorów z dużym doświadczeniem zawodowym. Na ich miejsca, do prokuratur pod zmienionymi nazwami, awansowano prokuratorów często z najniższego szczebla. Tym sposobem zdegradowano blisko jedną trzecią prokuratorów byłej Prokuratury Generalnej oraz byłych prokuratur apelacyjnych.
Mechanizm nagradzania i awansów, to kolejne narzędzie do wywierania presji przez władze prokuratury na podległych im prokuratorach. Obecnie możliwe jest awansowanie prokuratora z najniższego szczebla prokuratury do nawet najwyższego. Tym bardziej, że od 4 marca 2016 r., tj. od wejścia w życie ustawy Prawo o prokuraturze Prokurator Generalny ustala rodzaje wyróżnień i nagród oraz tryb ich przyznawania.
Przed nowelizacją nie było podobnej regulacji. Tą zmianą zniesiono również kadencyjność na stanowiskach kierowniczych w prokuraturze. Pomijane są też konkursy na stanowisko prokuratora rejonowego, a rola samorządu prokuratorskiego w tym zakresie uległa osłabieniu.
Ustawa dopuszcza pominięcie konkursu „w szczególnie uzasadnionych przypadkach”, wówczas na stanowisko powołuje się kandydata wskazanego we wniosku Prokuratora Krajowego. W ten sposób Prokurator Generalny może dowolnie sterować polityką kadrową w prokuraturze.
Prokurator Generalny, na wniosek Prokuratora Krajowego, powołuje i odwołuje szefów prokuratur regionalnych, okręgowych i rejonowych.
Przykładem choćby prokurator Katarzyna Fedeńczuk (powołana na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Lublinie po 41 dniach od powołania jej na stanowisko prokuratora Prokuratury Okręgowej w Lublinie), prok. Paweł Wilkoszewski (był prokuratorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz asystentem Zbigniewa Ziobry. Po niespełna 13 miesiącach został powołany na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Warszawie i oddelegowany do Prokuratury Krajowej), czy prok. Agata Gałuszka-Górska (do Prokuratury Krajowej awansowała z pominięciem bezpośrednio niższego stanowiska prokuratora prokuratury regionalnej. Obecnie jest zastępcą Prokuratora Krajowego).

Macie robić to co się wam każe

Oprócz wymienionych zmian, narzędziem odgórnej presji są postępowania dyscyplinarne, na które ma wpływ Minister Sprawiedliwości jako Prokurator Generalny. Powołuje on przewodniczącego i zastępcę przewodniczącego Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym oraz rzeczników dyscyplinarnych, którzy są oskarżycielami w postępowaniach dyscyplinarnych prokuratorów. Prokurator Generalny może też zażądać wszczęcia postępowania wyjaśniającego wobec konkretnego prokuratora.
To zwiększenie władzy wykorzystywane jest do karania nieposłusznych władzy prokuratorów i wpływania na ich decyzje. Może to więc budzić obawy o prawidłowy przebieg postępowań przedsądowych i sądowych.
Na dodatek, krytycznie należy ocenić ostatni z etapów postępowania dyscyplinarnego prokuratorów, jakim jest postępowanie przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Składa się ona obecnie wyłącznie z nowo powołanych osób, których zaopiniowała nowa Krajowa Rada Sądownictwa, zdominowana przez nominatów partii rządzącej, a powołał prezydent Andrzej Duda. Zatem trudno mówić o jej niezależności.
Najbardziej powszechną działalnością w zakresie edukacji, którą prowadzą osoby wykonujące zawody prawnicze są lekcje o Konstytucji. Ich celem jest przybliżanie tego najważniejszego w Polsce aktu prawnego obywatelom w różnym wieku, aby mogli świadomie korzystać z przepisów tam zawartych. Jednak taka działalność, zarówno w przypadku prokuratorów, jak i sędziów traktowana jest przez obecne władze państwowe (czyli PiS) jako działalność naruszająca zasady godności i etyki zawodów prawniczych.
Kolejna szkodliwa zmiana, jaką wprowadziła ustawa Prawo o prokuraturze z 2016 roku, polega na wyłączeniu odpowiedzialności w przypadku działania prokuratora „wyłącznie w interesie społecznym”. Tak niejasne sformułowanie daje możliwość nadużyć w tym zakresie i „podciągnięcia” wszystkich działań na korzyść władzy jako te realizowane w interesie społecznym. Faktyczny interes społeczny może nie mieć znaczenia. Sprawa prokuratora, który dopuścił się takiego nadużycia może w ogóle nie trafić do sądu dyscyplinarnego.
Nowa ustawa nie rozwiązała, a wręcz pogłębiła problem odpowiedzialności prokuratorów za działanie na szkodę prokuratury i społeczeństwa. Wszystkie błędne decyzje, zwłaszcza te podjęte pod naciskiem przełożonych negatywnie wpływają na życie niesłusznie oskarżonych oraz ofiar sprawców, którzy nigdy nie zostaną postawieni w stan oskarżenia. Nie niosą natomiast konsekwencji dla prokuratorów podejmujących błędne decyzje.
W kontekście wszystkich wymienionych powyżej zmian należy dopatrywać się chęci wpływania na zachowania i działania prokuratorów. Silny wpływ władzy na ich decyzje może prowadzić do ściągania niewinnych osób – lub nieścigania winnych.

Zmowa goni zmowę

Podobno przez zmowy cenowe płacimy drożej za różne usługi. Trudno jednak wyeliminować zmowy, a poza tym nie ma gwarancji, że gdy zostaną zwalczone, będziemy płacić mniej.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął właśnie dwa postępowania o dużym zasięgu, mające na celu walkę z nielegalnymi zmowami cenowymi.
Pierwsze z nich to postępowanie w sprawie zmowy, przez którą mieszkańcy Warszawy i okolic mogą płacić więcej za ogrzewanie mieszkań. Drugie – to zbieranie dowodów na podejrzane działania mogące mieć wpływ na ograniczenie konkurencji w sektorach informatycznym i farmaceutycznym, a w konsekwencji na ceny niektórych leków.

Ręka rękę myje

UOKiK podejrzewa, że doszło do nielegalnego podziału rynku energii cieplnej w Warszawie, a także zmowy cenowej i przetargowej. Urząd postawił zarzuty czterem podmiotom. Są to: Veolia Energia Polska, Veolia Energia Warszawa, PGNiG Termika oraz PGNiG.
Te warszawskie przedsiębiorstwa prowadzą działalność na rynku sprzedaży energii cieplnej do odbiorców końcowych, czyli spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot, zakładów przemysłowych, szkół, urzędów itp. Veolia Energia Warszawa korzysta przy tym z energii wyprodukowanej przez PGNiG Termika, która z kolei dostarcza ciepło poprzez system należący do Veolia Energia Warszawa.
Z informacji zebranych przez UOKiK wynika, że podejrzane działania zaczęły się około 2014 roku. Żeby zrozumieć, dlaczego mogło do nich dojść, należy cofnąć się jeszcze o rok. Otóż, w 2013 r. Veolia Energia Warszawa zaczęła planować budowę elektrociepłowni w warszawskiej dzielnicy Ursus, a PGNiG Termika postanowiła aktywniej podziałać na rynku sprzedaży ciepła do odbiorców końcowych. Spółki rozpoczęły walkę o klientów, która jeszcze bardziej zaczęła się nasilać po podjęciu budowy elektrociepłowni przez Veolię. Wkrótce jednak, zamiast konkurowania, przedsiębiorcy nawiązali współpracę, która zdaniem urzędu może naruszać zasady wolnej konkurencję. Doszło do wkroczenia do siedzib obu firm i dokonania przeszukań.
– Podczas przeszukania w siedzibach tych firm zdobyliśmy dowody na to, że spółki wspólnie ustaliły, że nie będą ze sobą rywalizować i skupią się na swojej podstawowej działalności, czyli PGNiG Termika na wytwarzaniu ciepła, a Veolia Energia Warszawa na jego sprzedaży. Jeżeli takie działania zostały uzgodnione wspólnie przez rywalizujące ze sobą pierwotnie podmioty, to może to być naruszenie reguł konkurencji poprzez podział rynku – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
Zgodnie z ustaleniami Veolia Energia Warszawa zrezygnowała z budowy elektrociepłowni, natomiast PGNiG Termika ograniczyła – i zamierzała zaprzestać sprzedaży – energii cieplnej. Ponadto, są podejrzenia, iż spółki wspólnie mogły ustalać swoje taryfy, które przedstawiały do akceptacji prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki.
– Budowa nowego źródła ciepła zwiększyłaby bezpieczeństwo energetyczne aglomeracji warszawskiej. Badane przez nas spółki miały tego świadomość, mimo to zgodnie z ustaleniami między sobą zrezygnowały z tej inwestycji. Zaniechanie budowy elektrociepłowni może mieć konsekwencje w przyszłości i wpłynąć bezpośrednio na mieszkańców Warszawy i okolic podczas rozległych awarii – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. ich, niemałego obrotu. Zarzuty postawiono również dwóm menadżerom, którzy pełnią lub pełnili wysokie funkcje w Veolia Energia Warszawa i PGNiG Termika. Urząd ma dowody, że brali aktywny udział w zakwestionowanych uzgodnieniach. Maksymalna sankcja w tym przypadku to 2 mln zł.

Apteki pod specjalną opieką

Jeżeli chodzi o przemysł farmaceutyczny i sektor ochrony zdrowia, to pod koniec lutego UOKiK rozpoczął przeszukania w siedzibach trzech przedsiębiorców: Kamsoft i OSOZ z Katowic oraz PEX PharmaSequence z Warszawy.
Sprawa ta ma związek z licznymi skargami, które wpływały do urzędu. Wynika z nich między innymi to, że apteki, które chciały uczestniczyć w promocjach niektórych leków, mogły być zmuszone do korzystania tylko z określonego systemu informatycznego lub zintegrowanych z nim systemów innych firm. Jednocześnie, integracja tych systemów mogła przebiegać z problemami.
Skarżący podkreślali również, że niektóre z promocyjnych leków są trudno dostępne, przez co te apteki, które bez problemu mają je w swej ofercie i proponują korzystne ceny, są bardziej atrakcyjne dla klientów.
Te podejrzane działania mogą mieć dwojakie konsekwencje. Prawdopodobne jest, iż ograniczają konkurencję pomiędzy aptekami i są niekorzystne dla tych placówek, które nie posiadały wymaganego oprogramowania i nie mogły w związku z tym sprzedawać wybranych leków w promocyjnych cenach. Po drugie zaś, może to niekorzystnie wpływać na sytuację rynkową producentów systemów informatycznych innych, niż wskazywane aptekom. Ich oferta stawała się bowiem mniej atrakcyjna dla farmaceutów.
– Zdobyliśmy informacje, że przedsiębiorcy mogą posiadać ważne dowody w sprawie i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające. Dlatego zwróciliśmy się do sądu i uzyskaliśmy zgodę na przeszukanie – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
– Zebraliśmy materiał w formie elektronicznej, jak i papierowej. Te dokumenty szczegółowo sprawdzimy i zdecydujemy, czy i komu mogą zostać postawione konkretne zarzuty – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przeszukanie w siedzibie przedsiębiorcy prowadzone jest wyłącznie po uzyskaniu przez UOKiK zgody sądu i najczęściej w asyście policji. Przedsiębiorca ma wówczas obowiązek wpuścić przeszukujących do budynków i lokali, a także udostępnić dokumenty oraz nośniki danych.

Będą donosić?

Gdyby UOKiK chciał ukarać oszukańcze firmy, to mogą one skorzystać z programu łagodzenia kar, który daje przedsiębiorcy uczestniczącemu w nielegalnym porozumieniu szansę uniknięcia kary pieniężnej lub jej obniżenia.
Można z niego skorzystać pod warunkiem podjęcia współpracy z UOKiK oraz dostarczenia informacji dotyczących istnienia niedozwolonego porozumienia.
Chętnych do pójścia na współpracę nie brakuje, ale nawet i ci oporni dosyć łatwo mogą się wymigać. Od decyzji UOKiK służy bowiem odwołanie do sądu. Takie sprawy są bardzo skomplikowane i toczą się latami. Często też jest tak, że firmy podejrzewane o różne nielegalne zmowy zmieniają nazwy i siedziby, tworzą spółki córki – i dalej robią to samo. Wtedy trzeba je po raz kolejny od początku ścigać, co kosztuje i daje niewielkie szanse na sukces.