Złoto dla zuchwałych List

1 sierpnia b.r. minęła siedemdziesiąta piąta rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Przeczytałam wiele książek i artykułów publicystycznych na ten temat i nijak nie mogę pojąć sensu tego powstania.

Moja przyjaciółka, bardzo blisko związana z „Solidarnością” i Kościołem tłumaczyła mi, że to bardzo proste, a mianowicie:
„Powstanie skierowane było militarnie przeciwko Niemcom a politycznie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Gdyby Sowieci zachowali się tak, jak liczył na to polski rząd, przebywający na uchodźctwie w Londynie i dowództwo Armii Krajowej, Warszawa zostałaby wyswobodzona już w pierwszych dniach powstania, a władzę w Polsce sprawowałby obóz prolondyński”.
Wyobraziłam sobie tę koncepcję polityczno-militarną.
Armia Czerwona, zgodnie z oczekiwaniami, zachowuje się szlachetnie. Wkracza w pierwszych dniach sierpnia do Warszawy, przegania Niemców, kłania się przywódcom Armii Krajowej, którzy wywołali powstanie i oświadcza: Warszawa jest do waszej dyspozycji, chłopaki!. Zasłużyliście!, Gdyby nie wasze butelki z benzyną, kto wie, co by było. A my teraz tylko pozbieramy naszych zabitych i rannych, po cichutku wycofamy się z waszej stolicy i pogonimy Niemców dalej – do Berlina.
Stało się inaczej. W powstaniu zginęło 200 tysięcy ludzi , Warszawa została prawie całkowicie zmieciona z powierzchni ziemi, w wyniku kapitulacji (2 pażdziernika 1944 r) do niewoli poszło 17 tys. Powstańców a na nędzę i poniewierkę zostało wygnanych kilkaset tysięcy Warszawiaków
200 tysięcy ofiar powstania!
To byli powstańcy, bohaterska młodzież, która szła na śmierć wierząc, że wyzwoli Warszawę, Zginęło ich około 40 tysięcy. To byli cywile, którzy we własnym zakresie organizowali się do walki przeciwko najeżdżcy hitlerowskiemu. To byli również mieszkańcy Warszawy nie zdolni do stawiania oporu, którzy pozostali w domach i tam ginęli: chorzy i starzy. Ginęły również dzieci. Nie znam tych statystyk, ale rodziny były wówczas wielodzietne. A więc musiało być kilkadziesiąt tysięcy ofiar wśród dzieci. Dzieci , od tych– w łonie matek, poprzez niemowlęta, dzieci kilku – i kilkunastoletnie. Ginęły w najróżniejszy sposób. Gdybym wyobraziła sobie w tej chwili najbardziej okrutną śmierć, zapewne było wiele dzieci, które w taki właśnie sposób zapłaciły za powstanie.
Jest w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego, jest ulica T. Komorowskiego „Bora” – przywódcy powstania, który po kapitulacji otrzymał awans od prezydenta Raczkiewicza na wodza naczelnego, nie ma natomiast dotychczas żadnego pomnika dla ofiar.
Niech więc powstanie PIRAMIDA-KOPIEC, zbudowany z 200 tysięcy kamieni dla uhonorowania WSZYSTKICH POLEGŁYCH W POWSTANIU WARSZAWSKIM.

 

„Chłopi chcą być gospodarzami”

Obchodzimy 82. rocznicę sierpniowego, antysanacyjnego strajku chłopskiego z 1937 roku.

Dokładnie 82 lata temu pomiędzy 16 a 25 sierpnia 1937 roku miał miejsce w ówczesnej Drugiej Rzeczypospolitej ogłoszony przez Stronnictwo Ludowe (SL) masowy strajk chłopski. Był on skierowany swoim politycznym ostrzem przeciwko jawnie faszyzującemu, antydemokratycznemu, antychłopskiemu i antyrobotniczemu reżimowi sanacyjnemu.
Służalcza i wyjątkowo dyspozycyjna wobec sanacji tzw. policja państwowa zastosowała wtedy z pełną premedytacją wobec słusznie strajkujących, zmęczonych nieudolnymi rządami „sanacyjnych wizjonerów” chłopów wyjątkowo brutalne i krwawe represje. Ówcześni nad wyraz bezmyślni i politycznie krótkowzroczni i do tego rzecz warta podkreślenia samozwańczy włodarze państwa polskiego tak właśnie „rozwiązywali” wszystkie palące od środka przedwrześniowe społeczeństwo Drugiej RP problemy. Zamiast kulturalnego i cywilizowanego dialogu z obywatelami wyłącznie pięść, pałka i kula! Strajkujący w sierpniu 1937 roku chłopi domagali się przede wszystkim przywrócenia w Polsce zdeptanych i pohańbionych przez piłsudczykowski obóz rządzący zasad demokracji parlamentarnej, wszystkich swobód obywatelskich, skasowania wszystkich wyroków brzeskich oraz natychmiastowego, swobodnego powrotu emigrantów politycznych do Polski.

Chłopska fala strajkowa

objęła ówczesne województwa: białostockie, lubelskie, lwowskie, kieleckie, krakowskie, pomorskie, stanisławowskie, tarnopolskie, warszawskie. Częściowo również województwa: poleskie oraz wołyńskie.
W okresie strajku od policyjnych kul zginęło 42 chłopów. Około 6 tysięcy chłopów zostało aresztowanych. Na kary więzienia sanacyjne sądy skazały natomiast 600 chłopów.
Jak podkreślał profesor Józef Buszko: „Strajk chłopski w sierpniu 1937 r. stanowił ostatnią wielką bitwę mas pracujących w burzliwych latach 1935–1937, poważnie wstrząsając systemem rządzącym, nie zdołał jednak doprowadzić do jego obalenia. Nie ulega wątpliwości, że podstawową przyczyną niepowodzenia tak tej ostatniej, jak i poprzednich robotniczych antysanacyjnych wystąpień, stanowiło rozproszenie sił obozu demokratycznego, zwłaszcza rozbicie ruchu robotniczego. Obalenie sanacji mogło się dokonać jedynie w drodze bliskiej współpracy wszystkich sił lewicowych, reprezentujących masy ludowe, w pierwszym rzędzie KPP, PPS i SL, na co wskazywali komuniści nawołując do realizacji frontu ludowego”. (Cyt. za: J. Buszko, Historia Polski 1864–1948, Warszawa 1989, s. 318).
W związku z 82. rocznicą tamtych niezwykle ważnych dla polskiej lewicy socjalnej wydarzeń chciałbym poniżej przytoczyć ku koniecznej refleksji wymowny w swojej treści materiał pochodzący z kompletnie zapomnianej dziś publikacji autorstwa Józefa Gójskiego zatytułowanej: „Strajki i bunty chłopskie w Polsce”. „W okresie trwania strajku prasa nie podawała żadnych wiadomości o przebiegu akcji, mimo że już w pierwszych dniach jego wybuchu opinia publiczna w miastach dowiedziała się za pomocą ustnej propagandy, że Stronnictwo Ludowe zorganizowało strajk i że ogarnął on prawie całą wieś w Polsce.
Poza tym miasta odczuły na rynku brak pewnych produktów rolniczych, co bardziej jeszcze zaniepokoiło opinię, która żądna była dowiedzieć się prawdy.
Cenzura wszelkich wiadomości o strajku była bezwzględna.
Jedynie za pomocą tajnych komunikatów Stronnictwa Ludowego dowiadywano się, że odbywa się strajk chłopski w Polsce i że nie ma on na celu wygłodzenia miast, ale przede wszystkim jest aktem skierowanym przeciwko polityce rządów sanacyjnych.
Dopiero w dniu 25 sierpnia ukazał się pierwszy komunikat rządu i drugi w dniu 30 sierpnia 1937 r.
Z komunikatów tych, (…) zainteresowana opinia publiczna dowiedziała się o przebiegu akcji strajkowej, naturalnie w oświetleniu rządowym, tendencyjnym i wrogim ruchowi ludowemu.
Od tej chwili, a więcej jeszcze po interpelacji w sejmie posłów: ks. Lubelskiego, Zakliki i gen. Żeligowskiego w sprawie strajku, prasa mogła (naturalnie w ramach zakreślonych przez cenzurę) pisać i zająć stanowisko wobec strajku chłopskiego.
Stanowisko prasy polskiej w tej sprawie było różne i podzielone.
Prasa obozu rządowego wraz z endecką zajęła jak najbardziej wrogie stanowisko, nazywając strajkujących i organizatorów pachołkami komunistycznymi, warchołami i zwolennikami folks – frontu.
Prasa konserwatywna starała się zająć stanowisko zbliżone do obiektywnego z domieszką uszczypliwości w stosunku do organizatorów strajku, tj. do Stronnictwa Ludowego, chcąc obronić bardziej zachowawczy kierunek w stronnictwie i wśród chłopów, nie szczędząc oszczerstw w stosunku do grup radykalnych ruchu ludowego.
Prasa socjalistyczna, niezależna i prasa ludowa w bezstronny sposób naświetliły podłoże wybuchu i przebiegu strajku, wskazując niebezpieczeństwo i szkodę, jakie grożą państwu w wypadku dalszego ignorowania przez władze żądań chłopskich i robotniczych.
Przejdźmy z kolei pokrótce do wypowiedzi i stanowiska niektórych dzienników i czasopism wobec strajku.
„Gazeta Polska”(nr 241 i inne, rok 1937) pod szumnym tytułem „Stłumienie anarchicznej akcji Stronnictwa Ludowego” zajęła stanowisko sfer rządowych, atakując Stronnictwo Ludowe, stawiając mu zarzuty pracy antypaństwowej, współpracy z komunistami itp.
„Kurier Poranny” nazwał strajk chłopski zbrodnią, a „Express Poranny” i cała prasa czerwona „świętokradztwem”.
„Samowola i gwałty – pisał „Kurier Poranny” – zorganizowane na pewnych obszarach Rzeczypospolitej, zostały odparte. I tak będzie zawsze. Polska dzisiejsza nie może sobie pozwolić na żaden objaw słabości, musi żelazną, twardą, bezwzględną ręką bronić u siebie ładu i porządku, bez względu na motywy, w których imieniu występują wichrzyciele. Siewcy zamętu sami przybliżają chwilę, kiedy okres pobłażania się wyczerpie”.
„Polska Zbrojna” – organ wojska polskiego – dopatrywała się w akcji Stronnictwa Ludowego „widma Szeli”. „Ilustrowany Kurier Codzienny” zarzucał Stronnictwu Ludowemu, że do akcji strajkowej wciągnęło obce elementy, szczególnie komunistów. Podobne stanowisko zajęła prasa endecka.
Konserwatywny „Czas” ubolewał nad przebiegiem strajku, obciążył władze Stronnictwa Ludowego za wypadki, ale jednocześnie na innym miejscu dodał, że:
„(…) nie byłoby słuszne obarczanie odpowiedzialnością za ostatnie wypadki wyłącznie Stronnictwa Ludowego. Zarówno bowiem w przeszłości popełniano i nadal popełnia się błędy, polegające na niedocenianiu i niezrozumieniu świadomości politycznej oraz politycznych dążeń wsi.”.
Podobne stanowisko zajął „Kurier Polski”, organ ciężkiego przemysłu „Lewiatana”.
Nieco odmienne stanowisko zajęła prasa socjalistyczna.„Robotnik” – naczelny organ P. P. S. – zamieścił wiele artykułów odpierających ataki na Stronnictwo Ludowe, podając najbardziej obiektywną ocenę strajku chłopskiego. Redaktor naczelny M. Niedziałkowski, odpierając ataki prasy Stronnictwa Narodowego na Stronnictwo Ludowe, pisze m.in.:
„Chłopi chcą być gospodarzami w Polsce niepodległej. Chcą być gospodarzami, nie przedmiotem doświadczeń „elity” biurokratycznej. Robotnicy chcą być tak samo gospodarzami i pracownicy umysłowi też. Taka jest prawda, od tej prawdy już nikt nie odstąpi, bo rzeczywistość dostarczyła argumentów bez końca. Elita biurokratyczna nie zdała egzaminu. Musi tedy zaistnieć kontrola skuteczna. Kontrolę skuteczną gwarantuje tylko demokracja. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w wyrażaniu swych myśli i uczuć wykazały masy chłopskie upór, zawziętość, poświęcenie daleko idące, że były to masy chłopskie w okolicach, gdzie ma swą główną siedzibę umiarkowany Ruch Ludowy, gdzie szeregi tego ruchu składają się, jak to doświadczyliśmy wiele razy, z ludzi, którzy rozumieją nie tylko swoje stanowe interesy. „Warszawski Dziennik Narodowy” – pisze autor – widzący zrazu w wydarzeniach chłopskich tylko przejaw „folks – frontu” i rękę komunistyczną, spostrzegł jednak, że zbytnio sobie uprościł to zjawisko socjalno–polityczne, jakim był strajk rolny, i że za daleko posunął się w insynuacjach i atakach na polski Ruch Ludowy”.
Dosyć dziwne stanowisko zajęła prasa naprawiacka, która atakując stale Stronnictwo Ludowe, szczególnie jego kierownictwo, po strajku chłopskim starała się przypodobać chłopom, biorąc w obronę ruch ludowy. Stanowisko takie zajęło pismo naprawy „Naród i Państwo” oraz „Jutro Pracy”, organ grupy płka Sławka.
Bezstronne, rzeczowe stanowisko zajął wobec strajku chłopskiego „Kurier Warszawski”. W artykule podpisanym inicjałami B. K. (Bolesław Koskowski) czytamy między innymi:
„Nikt nie zaprzeczy, że Stronnictwo Ludowe zajmuje niemałe miejsce co najmniej w dwu najdojrzalszych politycznie dzielnicach Polski i że jest na wsi prawdziwą siłą polityczną. Kto zdobędzie się na lekceważenie tak ważkiego czynnika i kto może się łudzić, że potrafi go unicestwić albo przynajmniej osłabić? Od 30 lat w Małopolsce, a od dziewiętnastu lat w całej Polsce ludowcy grali znaczną rolę i nie nie zapowiada, żeby ta rola miała im wypaść z rąk”.

Prasa Stronnictwa Ludowego

starała się w miarę dobrego humoru cenzora przedstawić jak najbardziej bezstronnie stan faktyczny przebiegu strajku, podkreślając na każdym miejscu podłoże strajku, które tkwiło głęboko w ciężkiej sytuacji prawno–politycznej wsi, upominającej się o słuszne prawa polityczne dla największej warstwy w narodzie – chłopów. „Zielony Sztandar” – organ naczelny Stronnictwa Ludowego – w artykule „Nie przeciągać struny” pisze m.in. o chłopskich żądaniach :
„(…) chłopi polscy wołają już o najrozmaitsze sprawy od szeregu lat. Wołają i byli jak rzadko kto cierpliwi w oczekiwaniu odpowiedzi. Wołają o zmianę warunków gospodarczych ich bytu, o reformy społeczne, a otrzymują tylko cienkie plasterki chwilowej poprawy. Wołają o oświatę, a tymczasem nic się nie zmienia w dziedzinie stosunków na wsi. Słyszeliśmy niedawno, że czas wreszcie oprzeć stosunki w Polsce na prawdzie. Nie należy więc przed prawdą zamykać oczu ani uszu”.
Tygodnik „Piast” – organ Stronnictwa Ludowego wychodzący w Krakowie – zamieścił artykuł W. Witosa, przebywającego wówczas na emigracji, w którym m.in. czytamy:
„Nawet leniwie myślący powinni zdać sobie z tego sprawę że chłopi niezadowoleni, od państwa odepchnięci, prawa pozbawieni, głodni i ciemni tego zadania nie spełnią, ale nic nie uczynią, aby ten stan zmienić (mowa o związaniu chłopów jak najbardziej z państwem). Powołani milczą, a różnym młokosom wydaje się, że chłop to tylko cyfra w ich rachunku którą oni mogą posuwać stosownie do ich woli, a nawet kaprysu. Jeśli zaś chłopi upomną się nieco śmielej albo popełnią jakiś akt rozpaczy, to jedni natychmiast ujrzą widmo Szeli, drudzy w nich znajdą komunistów, przychodząc z pomocą policji, nawet nieproszeni. Zapominają jedni i drudzy, że najpierw nie czas na podobne eksperymenty, bo wypadki i rozum domagają się czego innego, następnie, że chłop nie da się zrobić popychadłem, a w końcu, że oni są wobec niego znikomą mniejszością”.
To jest naturalnie pobieżny tylko przegląd prasy krajowej, która sprawą strajku zajmowała się przez okres kilku miesięcy.

Lewica palestyńska

Jeszcze w latach 80. XX wieku nurt islamistyczny miał w palestyńskim ruchu narodowym marginalne znaczenie. Prym wiodły organizacje sekularne i lewicowe jak Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny i jego pochodne, bądź choćby  centrolewicowe jak Al-Fatah Jasira Arafata. Co stało się z palestyńską lewicą i dlaczego ustąpiła ona miejsca ludowym tworom konserwatywnym i radykalnie muzułmańskim?

Palestyna jako jedno z najbardziej zapalnych miejsc na mapie Azji pozostaje nie bez znaczenia w geopolitycznej rywalizacji światowych mocarstw. Zasobny w ropę i gaz Bliski Wschód w przeszłości był miejscem walki o kolonialne i neokolonialne wpływy państw Starego Kontynentu oraz polem bitwy w konflikcie pomiędzy NATO a Układem Warszawskim. W XXI wieku w świecie arabskim krzyżują się wpływy supermocarstw (Stany Zjednoczone, Federacja Rosyjska i ChRL), jak i potęg regionalnych (Arabia Saudyjska i Iran).
Sytuacja w Palestynie i Izraelu w znacznym stopniu determinuje politykę państw ościennych. Wystarczy zwrócić uwagę na zależność pomiędzy sytuacją na Terytoriach Okupowanych a działaniami Hezbollahu i baasowskiej Syrii skierowanymi w izraelskie wpływy na zasobnych w źródła wody Wzgórzach Golan i na farmach Shebaa. W tej skomplikowanej układance palestyńska lewica jest jednym z wielu pionków nierzadko sterowanych przez siły zewnętrze i wykorzystywanych do realizowania ich strategicznych interesów.
Na palestyńską lewicę składa się szereg ugrupowań i partii politycznych czerpiących z palestyńskiego nacjonalizmu świeckiego, panarabizmu lub marksizmu. Łączy je jedynie świeckie podejście do miejsca religii w państwie oraz marzenie o niepodległości. W niniejszym tekście skupie się na przybliżeniu działalności wyłącznie organizacji militarnych lub posiadających frakcje o takim charakterze.
Pierwsze organizacje fedainów czerpały z naseryzmu i panarabizmu. Jedną z takich grup był osławiony Arabski Ruch Narodowy założony w latach 50. przez dwójkę prawosławnych chrześcijan, Georgesa Habasza i Wadi Haddada. Ruch jako jeden z pierwszych sięgnął po broń i zaczął formować oddziały paramilitarne. W 1967 roku Arabski Ruch Narodowy połączył się z mniejszymi jednostkami i utworzył Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny. Bezpośrednią przyczyną sformowania LFWP była porażka sił arabskich w wojnie sześciodniowej, a co za tym idzie ostateczne fiasko idei panarabizmu i upadek autorytetu egipskiego prezydenta, Gamala Abdela Nasera.
Habasz i Haddad zdecydowali, że nowa organizacja musi być niezależna i „spalestynizowana”. Liderzy LFWP zerwali powiązania z Egipcjanami i narzucili organizacji doktrynę marksizmu-leninizmu. Ważnymi dla Ludowego Frontu wartościami były również republikanizm, antyimperializm, antykapitalizm i sekularyzm. Skrajnie pojmowany republikanizm zakładał, że wszelkie monarchie Bliskiego Wschodu skłonne są do kolaboracji z „syjonistami”. Ludowy Front otwarcie głosił potrzebę likwidacji monarchii i zastąpienie ich prawdziwymi rządami ludu. Antymonarchizm był jedną z przyczyn krwawej wojny stoczonej przez LFWP z rządem Jordanii w latach 1970-71 (tzw. Czarny Wrzesień).
Marksiści z LFWP byli pierwszym ugrupowaniem fedainów, które sięgnęło po terroryzm międzynarodowy jako metodę walki z „syjonizmem” i „zachodnim imperializmem”. Antykapitalizm pchnął w objęcia Habasza licznych przedstawicieli skrajnej lewicy z całego świata. Ekstremiści z ruchów takich jak Japońska Czerwona Armia, RAF i ASALA odwiedzali jordańskie oraz libańskie obozy fedainów, gdzie przechodzili terrorystyczno-partyzanckie szkolenia. Najsłynniejszym zagranicznym ochotnikiem, czy jak kto woli najemnikiem LFWP był Wenezuelczyk „Carlos-Szakal”.
Kryzys Ludowego Frontu nastąpił w trakcie pierwszej intifady. Pozostające na wygnaniu kierownictwo LFWP nie było w stanie koordynować walk powstańczych, nad którymi ster objęli fundamentaliści z Islamskiego Ruchu Oporu (Hamas) i Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu. Wielu dotychczasowych marksistów wstąpiło do muzułmańskich ruchów ludowych. Kryzys w LFWP jeszcze bardziej pogłębiła ideologiczna pustka, jaka nastąpiła wraz z rozpadem bloku wschodniego i śmiercią Związku Radzieckiego. Ludowy Front, aby zachować, chociaż ułamek dawnego poparcia skierował się w kierunku Islamskiej Republiki Iranu. Od wczesnych lat 90. nominalni marksiści uczestniczą w konferencjach organizowanych pod auspicjami Teheranu i Damaszku oraz pozostają w zażyłych stosunkach z Hamasem i szyicką Partią Boga.
Priorytetem Ludowego Frontu po dziś dzień jest całkowite unicestwienie Państwa Izrael i utworzenie w jego miejscu socjalistycznej Palestyny. W wyborach do parlamentu Autonomii Palestyńskiej w 2006 roku lista wystawiona przez LFWP zdobyła 4,25% głosów. Ludowy Front dysponuje własnymi bojówkami, Brygadami Męczennika Abu Alego Mustafy, których członkowie brali udział w intifadzie Al-Aksa oraz w wojnach w Gazie w latach 2008-09, 2012 i 2014.
Z rozłamów w LFWP jak grzyby po deszczu wyrastały kolejne grupy różnorodnej lewicy. Największymi i najtrwalszymi okazały się Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – Główne Dowództwo oraz Front Wyzwolenia Palestyny.
Demokratyczny Front powstał jako lewackie odgałęzienie LFWP. Jego założycielem jest chrześcijanin Najjif Hawatima, który do dzisiaj pozostaje przywódcą organizacji. DFWP ideologicznie wywodzi się z komunizmu, a ściślej z nietypowego mariażu maoizmu i trockizmu. Tak oryginalna doktryna grupy wskazywać mogłaby na jej antysowietyzm. Było jednak zgoła inaczej; Demokratyczny Front uchodził za głównego stronnika Związku Sowieckiego w Organizacji Wyzwolenia Palestyny.
Pierwotnie Hawatima zakładał prowadzenie długotrwałej, partyzanckiej „wojny ludowej” przeciwko „reżimowi syjonistycznemu” aż do czasu jego całkowitej likwidacji i utworzenia niepodległej „ludowo-demokratycznej” Palestyny. Już w połowie lat 70. dowódcy Demokratycznego Frontu zmienili strategię i nawiązali relacje z przedstawicielami komunistycznej lewicy izraelskiej. Kontakty pomiędzy DFWP a Izraelczykami były pionierskie i stworzyły podstawy do całkowitego przeorientowania strategii palestyńskiej formacji. Demokratyczny Front uznał prawo Izraela do samostanowienia oraz poparł rozwiązanie dwupaństwowe konfliktu, co w późniejszych latach zostało podchwycone przez główny nurt OWP.
DFWP obronił swoją świeckość kosztem marginalizacji. W XXI wieku zwolennikami Hawatima są niemal wyłącznie chrześcijanie z Zachodniego Brzegu Jordanu. W 2006 roku politycy DFWP wystartowali do wyborów w AP w koalicji z komunistami, zdobywając zaledwie 2,72% głosów. W 2008 roku liczebność formacji szacowano na zaledwie stu członków, co czyniło ją jedną z najmniejszych organizacji ruchu oporu na Terytoriach Okupowanych. W 2014 roku Demokratyczny Front przypomniał o sobie przy okazji operacji „Ochronny Brzeg”, w której trakcie fedaini podporządkowanej mu Narodowej Brygady Oporu wystrzelili na obszar Izraela ponad sto rakiet typu Kassam i Grad.
Silniejszy od DFWP jest Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – Główne Dowództwo Ahmada Dżibrila. Ta rezydująca w Syrii i Libanie organizacja liczyła w 2008 roku około pół tysiąca członków. Przez lata zimnej wojny zajmowała ona lewicowo-nacjonalistyczne pozycje. Po upadku bloku wschodniego coraz bardziej sprzyja Iranowi i Hezbollahowi, a nawet przyjęła część programu charakterystycznego dla religijnych fundamentalistów. Grupa Dżibrila domaga się likwidacji Izraela oraz budowy niepodległej i islamskiej Palestyny, w której obowiązującym prawem byłby szariat. W przypadku współczesnego Głównego Dowództwa ciężko jest mówić o jakiejkolwiek lewicowości, niemniej jednak wspominam o ugrupowaniu ze względu na historyczne konotacje. Warto nadmienić, że siepacze Dżibrila czynnie uczestniczyli w rozbijaniu antyasadowskiej rewolucji.
Główne Dowództwo nie uczestniczy w polityce Autonomii Palestyńskiej. Z jednej strony ugrupowanie podkreśla, że jest stricte militarne, z drugiej zaś jest ono bojkotowane przez resztę ugrupowań palestyńskich za swoje przewinienia z czasów wojny libańskiej (udział w walkach przeciw OWP).
Ostatnim liczącym się stronnictwem wywodzącym się z ruchu marksistowskiego jest Front Wyzwolenia Palestyny. Organizacja powstała w latach 70., a jej twórcą był ex-członek Głównego Dowództwa, Abu Abbas. Ugrupowanie jest palestyńskim „planktonem politycznym”, niemniej jednak źródła amerykańskie informują o jego rzekomych powiązaniach z dyktaturą w Teheranie. Liczba członków organizacji szacowana jest na 300-400. Przez lata FWP zaliczany był do grona przyjaciół Al-Fatahu. W XXI wieku kierownictwo zmarginalizowanego Frontu zaostrzyło nacjonalistyczny kierunek (przynajmniej w deklaracjach); grupa domaga się faktycznego zepchnięcia Izraela do Morza Śródziemnego.
Najmniej znaczą na lewicy palestyńskiej ugrupowania panarabskie. Największymi grupami o tym profilu są As-Saika i Arabski Front Wyzwolenia. Pierwsza z wymienionych organizacji została założona z inicjatywy syryjskiego odłamu Baas, drugą natomiast utworzyli baasiści iraccy. Obie organizacje podporządkowane były obcym państwom i optowały za „arabizacją” sprawy palestyńskiej. Jeszcze w latach 70. inspirowane z Syrii i Iraku ruchy utrzymywały własne ruchy partyzanckie. Obecnie nie posiadają poparcia społecznego, a ich znaczenie jest wyłącznie symboliczne.
Pozbawione struktur w Palestynie organizacje panarabskie działają przede wszystkim w obozach uchodźczych na południu Libanu. Według szacunków As-Saika liczy około 300 członków, Arabski Front Wyzwolenia natomiast około pół tysiąca. Ruch panarabski jest nieprzejednany w swoim podejściu do Państwa Izrael, jest za to w stanie zrezygnować z suwerenności Palestyny na rzecz hipotetycznej federacji państw arabskich. Kto wie, skoro baasiści przetrwali upadek reżimu Saddama Husajna i wojnę domową w Syrii, to może mają jeszcze zadanie do wykonania w Palestynie?
Największym i najsilniejszym ruchem palestyńskim jest Al-Fatah. Kwestią sporną jest to, czy ugrupowanie prezydenta Mahmuda Abbasa dalej można nazywać lewicą. Część badaczy wyodrębnia świecki nacjonalizm w wydaniu Al-Fatahu i nie zalicza go do szerokiego grona lewicy palestyńskiej. Podporządkowane Abbasowi służby Autonomii Palestyńskiej zwalczają zresztą ruchy postępowe, traktując je jako potencjalne zagrożenie dla stabilności Zachodniego Brzegu. Współczesny Al-Fatah jest typową aideologiczną partią władzy, która nie słabnie tylko i wyłącznie ze względu na strach części Palestyńczyków przed Hamasem. Al-Fatah oprócz oficjalnych służb Autonomii Palestyńskiej dysponuje własnymi bojówkami, w tym Brygadami Męczenników Al-Aksa oraz Tanzimem.
Blisko Al-Fatahu znajduje się Palestyński Ludowy Front Walki, który notabene był dawniej częścią partii Arafata. Formacji bliżej jest do umiarkowanego świeckiego nacjonalizmu aniżeli nacjonalizmu lewicowego. Ludowy Front Walki z reguły popiera działania OWP i Autonomii Palestyńskiej, zachowując przy tym pozory własnej samodzielności. Partia startowała w wyborach parlamentarnych w AP w 1996 i 2006 roku, zdobywając odpowiednio 0,76% i 0,72% głosów. Z Al-Fatahu wywodzi się również Fatah – Powstanie dowodzony przez Abu Musę. Powstańczy Fatah założony został w latach 80. z inicjatywy syryjskiego wywiadu i zasłynął uczestnictwem w bratobójczych walkach pomiędzy Palestyńczykami, do których doszło w trakcie wojny libańskiej. Od porozumień z Oslo formacja Abu Musy jest czarną owcą palestyńskiego ruchu oporu, a kontakty z nią utrzymują jedynie islamiści i część radykalnej lewicy.
Perspektywy na rozwój większości wspomnianych organizacji są znikome. Lewica palestyńska jest podzielona, brakuje jej spójnego programu i celów. Część ugrupowań dąży do całkowitej likwidacji Izraela, kolejne oferują wariant dwupaństwowy, a jeszcze inne marzą o wspólnym państwie Żydów i Palestyńczyków. Brak spójnej wizji i struktur zepchnął lewicę na ubocze palestyńskiej polityki, w której i tak pełni ona już rolę „planktonu politycznego” (z wyjątkiem Al-Fatahu rzecz jasna).
Wpływ na obecną sytuację mają błędy strategiczne lewicy popełniane w ubiegłych dekadach, ale również czynniki zewnętrzne. Lewica nie potrafiła odnaleźć należytego miejsca w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, dając pole do popisu islamistom z Hamasu i PID.
Ugrupowania postępowe zdziesiątkowane zostały nadto przez nadmierne angażowanie się w konflikty, w tym wojnę domową w Jordanii, wojnę libańską, aż w końcu bratobójczą wojnę toczoną w latach 70. i 80. przez poszczególne frakcje palestyńskie. Przywódcy OWP nie zauważyli w porę narastającej islamizacji Terytoriów Okupowanych i nie potrafili zahamować tego procesu, który związany był przede wszystkim z odrodzeniem wartości islamu na całym Bliskim Wschodzie. Nie bez znaczenia pozostała miałkość i oportunizm Al-Fatahu. Organizacja nie potrafiła doprowadzić do końca rozmów pokojowych z Izraelem, co w oczach wielu Arabów z klas ludowych uczyniło ją formacją kolaborancką i nazbyt ugodową.
Całkowite wymarcie lewicy palestyńskiej może być kwestią najbliższych lat. Palestyna bez sił świeckich stanie się jeszcze bardziej narażona na ataki islamofobów, a co za tym idzie, na proces pokojowy przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Chwała Armii Ludowej!

W dniu 26 sierpnia (niedziela godz.12.00) na warszawskim Nowym Mieście przy ul. Freta 16 zgromadziło się kilkadziesiąt osób dla upamiętnienia – 6.08.1944 – daty tragicznej śmierci sztabu Armii Ludowej Ten tragiczny dzień powstania intensywnego bombardowania Starówki opisał szczegółowo dowódca czwartaków – „Gustaw” w publikacji „O Czwartakach AL” – 2003 str.146 pt: „Dzień ognia i śmierci”. Na tę okoliczność na odbudowanym po działaniach wojennych budynku została wmurowana tablica z nazwiskami głównych poległych osób tworzących sztab sterujący udziałem w powstaniu oddziałów zbrojnych AL – „Czwartakow.”. Uroczystość polegała na złożeniu wieńców i kwiatów przez przybyłe działające w stolicy organizacje kombatanckiei . W uroczystości wzięła udziaa asysta wojskowa..ta okoliczność nadała znaczenie i wagę tej tragicznej rocznicy. Czwartacy – powstańcy to członkowie powstałego na Żoliborzu w1943 r. Związku Walki Młodych (ZWM). W powstaniu warszawskim zginęło tych młodych ludzi – zetwuemowców-czwartaków – ponad 300. Najwięcej na warszawskiej Starówce, gdzie dzielnie i z sukcesami bojowymi bronili wielu barykad. W walce powstańczej nie istotne były poglądy polityczne. Walczyli czwartacy razem z akowcami. Po upadku powstania 200 razem z e swoim dowódca „Gustawemm” – Edwinem Rozłubirskim poszło jako powstańcy z akowcami do niewoli . Po wojnie za tę wspólną walkę w powstaniu dowódca czwartaków – E. Rozłubirski został przez Bora – Komorowskiego odznaczony najwyższym odznaczeniem powstańczym. Na uroczystości nie zabrakło przedstawicieli mieszkańców ulicy ZWM na warszawskim Ursynowie. Nie bez przyczyny podczas budowy powojennego osiedla na warszawskim Ursynowie jedna z ulic osiedlowych na Stokłosach otrzymała nazwę Związku Walki Młodych.(ZWM). Uznano że śmierć 300 zetwuemowców-czwartaków podczas powstania warszawskiego w pełni zasługuje na taka nazwę.
Zasiedlający te ulice mieszkańcy nigdy nie kwestionowali tej nazwy. Wręcz odwrotnie z tej nazwy byli dumni. Taki klimat uznania i nie kwestionowania tej nazwy trwał do czasu objęcia (na szczęście krótko) prezydentury Warszawy przez Lecha K. Owczesna Rada Warszawy zaproponowała w 1997 r. zmianę nazwy tej ulicy ZWM. Zrobiono ten „manewr nazwy” w sposób sprzeczny z prawem polskim i prawem tzw. Europejskiej Karty o Samorządzie Terytorialnym który Polska podpisała ,a także wbrew woli mieszkańców tej ulicy.(przeprowadzone referendum wykazało 92 proc. sprzeciwu) .Sprawa trafiła w 1998 r. na wokandę do NSA a ten uchylił bezprawna uchwałę Rady Warszawy! Było to zwycięstwo prawa i mieszkańców! Wydawało się nam mieszkańcom, że po takiej porażce prawnej naszej nazwie nic nie grozi. Myliliśmy sie jednak. Przyszedł nowy atak na nazwę naszej ulicy w 2018 r. kiedy to nasza nazwę ulicy ZWM „podciągnięto” pod ustawę dezubekizacyjną. Dzieło to wymyślił IPN i wąskie grono „dobrej zmiany”.ZWM-owcom przypisano powstanie i propagowanie komuny w Polsce? Mieszkańcy ulicy i rozsądni działacze społeczni radni, samorząd Dzielnicy i Rady Warszawy i tym razem postawili opór i sprzeciw.. Sprawa kolejny raz trafiła na wokandę WSA przeciw wojewodzie mazowieckiemu.. I tym razem przy tak licznym wsparciu społecznym Sąd Administracyjny stanął po stronie prawa i po stronie demokracji ale także po stronie mieszkańców tej lokalnej ulicy. Jednak opór przegranego wojewody trwa. Postanowił on „załatwić”sprzeciw mieszkańców przez wniesienie odwołania od wyroku WSA do wyższej instancji tj NSA. Taka wojna z mieszkańcami to wątpliwa wizytówka mazowieckiego wojewody. Mieszkańcy ulicy ZWM (2300 mieszkańców) liczą jednak, że NSA stanie na wysokości zadanie i po właściwej stronie za co w imieniu mieszkańców z góry dziękuję.
Przewodniczący Społecznego Komitetu Obrońców nazwy ul. ZWM

Nieodrobiona lekcja z historii

Policja państwowa zignorowała decyzję urzędu miasta Warszawy o rozwiązaniu marszu ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Zwołanego w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Złamała tym obowiązujące prawo.

 

Dzięki biernej postawie policji faszyzujące organizacje mogły demonstrować w centrum Warszawy swoją nienawiść do innych narodów i Polaków „gorszego sorta”.
Wsparcia w sporze z urzędem miasta Warszawy udzielił faszyzującym demonstrantom pan minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. Podziękował jego uczestnikom, że „nie dali się sprowokować”.
Dał też sygnał policji państwowej żeby nie blokowała narodowców. Nawet jeśli eksponują hasła zabronione przez prawo. To jeszcze przez PiS nie zmienione.
Politycy PiS nie pierwszy raz kokietują radykalną, faszyzująca prawicę. Bo to przecież ich sojusznicy w walce z liberalno-demokratyczną opozycją parlamentarną z PO i Nowoczesnej. Wierni sojusznicy w walce z „lewactwem” i postkomuną.
Aktywiści „Młodzieży Wszechpolskiej” i ONR-u często krzyczą hasła z jakimi elity PiS identyfikują się, tylko jeszcze wstydzą się tego publicznie powiedzieć. Kalkulacja polityczna PiS-owkich elit nie jest wyrafinowana. Otworzymy parasol ochronny nad radykałami. Niech sobie demonstrują, a zwłaszcza niechaj kontrdemonstrują.
Niech rozbijają demonstracje KOD-u. Marsze i parady równości. Niech pogonią te feministki ze Strajku Kobiet. Władza i jej policja państwowa będzie arbitrem podczas tych politycznych meczów. W razie ewidentnych fauli usunie najbardziej zapalczywych z boiska. W razie politycznej potrzeby tych najbardziej aktywnych, choć granic demonstracyjnego fair play jeszcze nie przekraczających.
Postawa elit PiS przypomina nadzieje niemieckiego i włoskiego mieszczaństwa wobec rodzącego się tam faszyzmu. Nowy ruch przełamujący wszelkie niemożności i ospałość liberalnej demokracji miał też być batem na komunistów i skłóconych z nimi socjaldemokratów. Miał przetrzepać stare społeczne struktury i spacyfikować aktywną lewicę.
A po wykonaniu brudnej roboty miał być odesłany do rekwizytorni politycznego teatru. Rzeczywistość pokazała, że zachęcone szybkimi sukcesami panów Mussoliniego i Hitlera społeczeństwa włoskie i niemieckie skutecznie zbrązowiały. I im udzieliły politycznego poparcia. Chłopcy do bicia Żydów, lewaków i liberałów stali się warstwą panującą. Przywódcami globalnej wojny. Wiara pana ministra Brudzińskiego, że on i jego policja zawsze będą kontrolować radykalnych narodowców oparta jest na niewiedzy i wybujałej pysze rządzących obecnie Polską polityków.
Może zdarzyć się, że kiedy zechcą już zamknąć ów parasol ochronny, to okaże się, że dawno wypadł im z rąk.