20.XII – Dzień Ryby

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało z tej okazji nagrania z tegorocznego odłowu, zachęcając do podpisania petycji postulującej całkowite zaprzestanie sprzedaży żywych karpi. Według badań CBOS z marca tego roku aż 86% Polaków popiera zakaz transportu żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie. Jak pokazują materiały opublikowane dzisiaj przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki, w trakcie procesu odłowu i sprzedaży karpi sytuacje, w których zwierzęta są pakowane w foliowe torby, przenoszone bez dostępu do wody, często w nienaturalnej pozycji, zdarzają się nagminnie.
Na pozyskanych przez aktywistów nagraniach widoczne są kolejne etapy ostatniej podróży karpi. Najpierw ze stawu, w którym są hodowane, spuszczana jest woda. Następnie rybacy okrążają łowisko coraz ciaśniej sieciami, tak aby ryby trafiły kanałami do basenów. Wiele z nich już na tym etapie zostaje poranionych przez ostre sieci. Karpie przerzucane są w dalszej kolejności do koszy, bez dostępu do wody, co powoduje, że duszą się i wiją w poszukiwaniu ucieczki. Na koniec przenoszone są do sortowni, gdzie oczekują w basenach transportowych na podróż do sklepu. To właśnie ten ostatni etap jest przedmiotem ostrej krytyki ze strony obrońców zwierząt.– Handel żywymi karpiami co roku wiąże się z ich ogromnym, a jednocześnie zupełnie zbędnym cierpieniem. Ryby doznają obrażeń w trakcie transportu, często nie mają też zapewnionych odpowiednich warunków na terenie sklepu, gdzie stłoczone i poranione z trudem przemieszczają się po zbiorniku w niedotlenionej, brudnej wodzie – mówi Marta Cendrowicz, Dyrektorka ds. kampanii biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Należy też pamiętać, że przenoszenie ryby w plastikowej torebce, nawet jeśli nie doprowadzi do jej śmierci, będzie dla niej zawsze torturą. Ponadto sprzedając żywą rybę, sklep nigdy nie będzie miał pewności, jak dalej potraktuje ją klient – dodaje. Według rekomendacji Głównego Inspektoratu Weterynarii, sprzedaż żywych ryb bez ich wcześniejszego uboju powinna być traktowana jako ostateczność. Teoretycznie dopuszczalna jest forma transportu bez wody, w specjalnej torbie oddzielającej ciało ryby od folii, jednak jak alarmują eksperci, wymiana gazowa przez powierzchnię skóry nie powinna być traktowana jako alternatywa dla pobytu w wodzie.
– W sprawie dotyczącej sprzedaży żywych karpi, w której reprezentowałam Fundację Noga w Łapę, Sąd Najwyższy orzekł, że fakt, iż karp wytrzymuje bez wody, nie oznacza, że w tym czasie nie cierpi – mówi Karolina Kuszlewicz, prawniczka i autorka bloga „W imieniu zwierząt” – Również samo utrzymywanie karpia w nienaturalnej pozycji ciała, w nadmiernej ciasnocie wprost narusza ustawę o ochronie zwierząt. Cieszymy się, że kolejne sieci sklepów rezygnują ze sprzedaży żywych ryb w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną – dodaje.
W tym roku część sklepów postanowiła ograniczyć sprzedaż żywych karpi Aktywiści liczą, że kolejne sieci będą podejmowały podobną decyzję w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną.

Ekosukces!

Największa sieć hotelarska na świecie, Marriott International, wycofuje jajka pochodzące z chowu klatkowego we wszystkich swoich placówkach. Decyzja Marriott została opublikowana po trwającej niecałe dwa dni globalnej kampanii 59 organizacji prozwierzęcych.

 

Największa sieć hoteli na świecie zadeklarowała, że tzw. jajka „trójki” przestaną być używane przez wszystkie 30 marki hoteli należących do Marriott International nie później niż w 2025 roku.
W oficjalnym oświadczeniu firma informuje, że jajka świeże, proszek jajeczny, masa jajeczna i jajka będące składnikiem gotowych produktów zostaną zastąpione jajkami pochodzącymi z hodowli bezklatkowej.
Decyzja dotyczy wszystkich hoteli – zarządzanych bezpośrednio przez Marriott Int. jak i tych działających na zasadach franczyzy. Deklaracja dotyczy zatem 6700 hoteli na całym świecie.
Decyzja o publikacji zobowiązania nastąpiła po trwającej niespełna dwie doby globalnej kampanii organizacji prozwierzęcych z całego świata.
W środę 5. grudnia, blisko 60 organizacji z 55 krajów rozpoczęło przełomową kampanię przeciwko hotelarskiemu gigantowi.
Aktywiści domagali się, by Marriott International dotrzymał swojej obietnicy i zrezygnował z wykorzystywania jaj klatkowych we wszystkich swoich placówkach, na całym świecie.
Warto przypomnieć, że Marriott już w 2013 roku wydał oficjalne oświadczenie o całkowitej rezygnacji z jaj klatkowych do końca 2015 roku.
Niestety, pomimo faktu, że wycofywanie się ze wspierania hodowli klatkowej jest obecnie ogólnie przyjętym standardem jakości, Marriott nie wywiązał się ze swojej obietnicy.
Aby podobna sytuacja nie miała miejsca, tym razem gigant zobowiązał się również do informowania konsumentów o postępach w procesie wycofywania jaj z chowu klatkowego w publikowanych co roku raportach. Oświadczenie firmy oraz raporty zostaną również przetłumaczone i opublikowane we wszystkich krajach, w których operuje Marriott.
„Deklaracje firm traktujemy jako wiążące. Oferujemy swoją pomoc we wdrażaniu koniecznych zmian poprzez monitorowanie postępów w procesie wycofywania jaj z chowu klatkowego i jesteśmy zawsze otwarci na dialog.
Chcemy zapobiec w przyszłości takim sytuacjom jaka miała miejsce w wypadku Marriott International, ale to na zobowiązującej się firmie spoczywa odpowiedzialność dotrzymania danego słowa.” – mówi Marta Cendrowicz, dyrektorka kampanii biznesowych Stowarzyszenia Otwarte Klatki. „Cieszy nas szybka decyzja firmy i jestem przekonana, że Marriott dołoży wszelkich starań by cel został osiągnięty, a sam proces wycofywania jaj z chowu klatkowego był transparentny”.

Ekologia górą

Prestiżowy francuski dom mody Chanel ogłosił, że od tej pory nie będzie wykorzystywał w swoich kolekcjach skór zwierząt egzotycznych. Decyzja obejmuje krokodyle, jaszczurki, węże oraz płaszczki. Chanel rezygnuje też z futer, które od kilku lat stopniowo wycofywane były z oferty marki.
Jak poinformował Bruno Pavlovsky, powodem takiej decyzji były coraz większe problemy z zakupem egzotycznych skór pochodzących ze źródeł spełniających etyczne wymagania marki. Obecnie firma zamierza skupić się na rozwoju materiałów i skór generowanych przez branżę spożywczą.
Decyzja marki spotkała się z uznaniem ze strony organizacji walczących o prawa zwierząt.
– Chanel jest kolejnym uznanym i cenionym domem mody z tradycjami, który rezygnuje z wykorzystywania materiałów przyczyniających się do ogromnego cierpienia zwierząt. Zarówno futra, jak i egzotyczne skóry już od jakiegoś czasu przestały być synonimem luksusu, a stały się symbolem nieetycznej mody. Obecnie większość konsumentów oraz coraz więcej marek i projektantów, również tych z najwyższej półki, sprzeciwia się tak bezsensownemu zabijaniu zwierząt – komentuje Aleksandra Majchrzak, koordynatorka kampanii Sklepy Wolne Od Futer ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Można mieć nadzieję, że świat mody wolny od okrucieństwa staje się coraz bardziej realny, a tak znani gracze jak Chanel na pewno wskazują właściwy kierunek – dodaje.
Jak podkreślają aktywiści, hodowla zwierząt na futra wiąże się z ich ogromnym cierpieniem. Ponadto jest bardzo uciążliwa dla środowiska. W związku z rosnącym oporem społecznym wobec tej gałęzi przemysłu coraz więcej krajów decyduje się całkowicie zakazać produkcji futer. Do tej grupy należą już m.in. Holandia, Czechy, Austria, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Norwegia i Belgia. W Wielkiej Brytanii trwają dodatkowo prace nad zakazaniem importu futer naturalnych.
– Ikony światowej mody lawinowo deklarują rezygnację z używania futer odzwierzęcych. Nie jest to jedynie decyzja o braku takich futer w ofercie, ale jest to odcinanie się grubą linią od przemysłu futrzarskiego – mówi Paweł Rawicki, koordynujący w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki kampanię Cena Futra – Największe marki nie chcą być kojarzone z trzymaniem zwierząt w maleńkich klatkach i zdzieraniem z nich futer – dodaje.
Do tej pory ponad 950 marek modowych zdecydowało się na wycofanie futer naturalnych. Znajdują się wśród nich m.in. Gucci, Versace, Armani, Michael Kors, Donna Karan i HUGO BOSS. W ostatnim czasie do grona sklepów wolnych od futer dołączyły również Burberry i Jean Paul Gaultier, motywując swoją decyzję pobudkami etycznymi.

Szpital dla słoni

W mieście Mathura aktywiści dzięki pomocy lokalnego Departamentu Myśliwstwa otworzyli specjalistyczną placówkę, która zajmie się leczeniem zwierząt zagrożonych wyginięciem, ale wykorzystywanych na masową skalę w hodowli użytkowej.

 

Szpital znajduje się koło Centrum Ochrony i Opieki nad Słoniami, również prowadzonego przez Wildlife SOS. Zajmuje łącznie 1114,84 metrów kwadratowych. Schronienie znajdują tam chore, ranne lub stare zwierzęta. Mają specjalnie wydzielone strefy leczenia, odpoczynku, rehabilitacji, a także kwarantanny.

Słonie indyjskie mają oficjalnie status „świętych zwierząt”, ale kornakowie często się nad nimi znęcają, okaleczając je podczas tresury metalowymi haczykami. W Indiach na porządku dziennym są również wypadki komunikacyjne z udziałem słoni – często zwierzęta zostają poturbowane przez samochody lub pociągi. Padają też ofiarą kłusowników: w skali roku zabija się około 150 dzikich słoni. W szpitalu pomoc uzyskać będą mogły również chore zwierzęta z ferm hodowlanych. Założyciele placówki zamierzają prowadzić szkolenia dla lekarzy weterynarii z całego świata.

Od 2012 roku całkowita populacja słoni indyjskich zmalała z 30 tysięcy do 27 tysięcy. Ponad połowa słoni w całej Azji żyje w niewoli. W sąsiadującym ze szpitalem ośrodku Wildlife SOS żyje 22 rezydentów.

– To ogromny przełom w kwestii ochrony słoni w Indiach. Uważam, że budując szpital, podkreślamy fakt, że słonie potrzebują opieki tak samo, jak każde inne zwierzę – powiedziała współzałożycielka organizacji Geeta Seshamani – Znajdujące się tutaj, w niewoli, słonie nie są maltretowane i wykorzystywane. Okazujemy im należyty szacunek, jakiego potrzebuje zwierzę, jeśli jest w jakikolwiek sposób używane.

Veganmania 2018 w Warszawie

Festiwal inicjatyw wegańskich – Veganmania po raz pierwszy od kilku lat zagości w stolicy. Wydarzenie odbędzie się w niedzielę, 25 listopada 2018 r. w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25 w Warszawie. Event organizowany jest przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki i ma na celu promocję roślinnego stylu życia.

 

Veganmania to największe tego typu targi w Polsce. Festiwal organizowany jest na terenie całego kraju, w największych miastach Polski. Z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem – w zeszłym roku w Krakowie odwiedziło go około 6 tysięcy osób.
Uczestnicy warszawskiej edycji festiwalu będą mieli okazję spróbować wegańskich potraw serwowanych przez restauracje i firmy z całej Polski, zapoznać się z szeroką ofertą kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, a także zakupić modną odzież i akcesoria wykonane bez użycia materiałów pochodzenia zwierzęcego.
Goście będą także mogli wziąć udział w zaplanowanych spotkaniach i wykładach. Prelegentami tej edycji będą m.in. Jakub Stencel, aktywista związany od wielu lat z ruchem prozwierzęcym oraz Radosław Zarzyski z kanału „Być jak Herkules”, trener personalny i pasjonata zdrowego stylu życia. Na uczestników wydarzenia czekają także interesujące warsztaty m.in. wspólne gotowanie dań roślinnych oraz wytwarzanie własnych kosmetyków naturalnych. Dodatkowo organizatorzy przewidzieli konkurs kulinarny dla kucharzy-amatorów.
Nie zabraknie także inspirujących spotkań z osobami związanymi ze środowiskiem wegańskim, autorami książek (m. in. z Dariuszem Gzyrą, Jasiem Kapelą), czy przedstawicielami ciekawych inicjatyw wegańskich. Goście w trakcie wydarzenia będą mieli okazję wziąć udział w loterii z nagrodami, a także wykonać tatuaż w ramach akcji Tatuaże Zamiast Futra.
Drzwi Domu Towarowego Braci Jabłkowskich dla uczestników wydarzenia otwarte będą w godzinach 11:00-19:00.

Chcemy lepszej ochrony prosiąt

Hodowcy świń rutynowo naruszają unijne prawo dobrostanowe – alarmują obrońcy zwierząt zrzeszeni w koalicji Eurogroup for Animals. Ponad milion obywateli UE poparło ich żądanie wprowadzenia bardziej restrykcyjnych przepisów w tym zakresie w ramach kampanii „End Pig Pain”.Unia Europejska jest jednym z największych światowych eksporterów mięsa wieprzowego. Na jej terenie obowiązuje teoretycznie zakaz takich praktyk jak obcinanie prosiętom ogonów i zębów, jednak jak wykazały śledztwa zrealizowane przez koalicję Eurogroup for Animals, średnio w przypadku ponad 90% hodowanych w Europie świń zakaz ten nie jest respektowany.
Ponad 60 organizacji pozarządowych zrzeszonych w koalicji rozpoczęło więc kampanię “End Pig Pain”, w ramach której domagają się od krajowych ministrów rolnictwa i Komisji Europejskiej podjęcia zdecydowanych działań, które pozwolą lepiej egzekwować europejską dyrektywę dotyczącą ochrony prosiąt. Pod inicjatywą udało się już zgromadzić ponad milion podpisów obywateli Unii.
– Taki wynik pokazuje wyraźnie, że Europejczycy są coraz bardziej świadomi warunków w jakich hodowane są zwierzęta w warunkach przemysłowych i domagają się od polityków lepszego nadzoru nad kwestiami dobrostanowymi – komentuje Paweł Rawicki ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki, będącego członkiem koalicji – Do tej pory Komisja Europejska nie podejmowała zdecydowanych działań, aby wymusić lepsze przestrzeganie dyrektywy. Wizyty studyjne, audyty, czy wymiana dobrych praktyk nie wystarczają, aby powstrzymać powszechne w branży naruszenia, dlatego mamy nadzieję, że sukces kampanii “End Pig Pain” będzie impulsem do wdrożenia bardziej stanowczych środków – dodaje.
Prawo wymaga obecnie od hodowców zapewnienia warunków, dzięki którym zabiegi takie jak rutynowe przycinanie zębów i ogonów u prosiąt nie będą potrzebne – zwierzęta utrzymywane w zbyt dużym stłoczeniu, pozbawione jakichkolwiek bodźców w otoczeniu, zaczynają gryźć ogony innych osobników w wyniku niezrealizowania potrzeb gatunkowych. Według aktywistów wciąż nie zostało zrobione wystarczająco dużo na rzecz wzbogacania środowiska, w jakim hoduje się świnie.
Męskie prosięta są także poddawane chirurgicznej kastracji, aby zapobiec występowaniu tzw. knurzego zapachu, który może być wyczuwalny przy obróbce termicznej mięsa. Jednakże, jak wskazuje Europejska Federacja Weterynarzy w Europejskiej Deklaracji w Sprawie Alternatywy dla Chirurgicznych Metod Kastracji Trzody Chlewnej, taki zabieg jest bardzo bolesny, jeśli jest wykonywany bez żadnego znieczulenia, nawet w przypadku bardzo młodych prosiąt.
– Według naszych danych kastracji bez znieczulenia poddawanych jest obecnie ponad
70 milionów prosiąt rocznie. To oburzające, że tak niehumanitarne praktyki nadal są normą w Europie w momencie, kiedy dostępne są alternatywne metody. Liczymy, że Komisja Europejska zakaże także tej procedury, a ponadto wymusi lepsze przestrzeganie już obowiązującego prawa dotyczącego przycinania ogonów i zębów – podsumowuje Paweł Rawicki.

„Zerwiemy łańcuchy” już po raz dwunasty

W tym roku ogólnopolska akcja w obronie psów organizowana przez portal psy.pl odbędzie się 6 października. Tradycyjnie, w 50 miastach aktywiści przypną się do bud łańcuchami, aby zwrócić uwagę na pieski los.
Największa, niejako główna demonstracja, odbędzie się oczywiście na Placu Zamkowym w Warszawie – 6 października w samo południe. Będą jej towarzyszyły akcje w innych większych miastach Polski. W tym roku hasło przewodnie to „Uwolnij Przyjaciela!”.
Po entuzjazmie, z którym w zeszłym roku aktywiści poprowadzili manifestację, nie pozostał nawet ślad. Niestety nadal nie doczekaliśmy się rewolucyjnej ustawy o ochronie zwierząt, wprowadzającej całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi. Właśnie to zakładał rządowy projekt w swojej pierwotnej wersji. Obrońcom praw zwierząt, którzy symulowali w 2017 pieskie życie na łańcuchu, wydawało się, że są już o krok od wprowadzenia naprawdę dobrej zmiany. Ale później w PiS rozgorzała wojna o zwierzęta i trwa tak do dziś. Wiemy już, że partia Jarosława Kaczyńskiego pomimo szumnych zapowiedzi nie spuści psów z łańcuchów, a jedynie je wydłuży. Radykalne pomysły nagle przed wyborami zyskały łagodniejsze wersje.
Obecnie psa można przetrzymywać na 3-metrowym łańcuchu. Początkowo w projekcie noweli zamierzano do 2020 obowiązkowo zastąpić je kojcami, a wydłużyć na czas okresu przejściowego. Teraz jednak, jak donoszą rozmówcy gazety.pl, przestraszono się gniewu wiejskiego elektoratu, który będzie musiał zainwestować w duże kojce, taniej wyjdzie po prostu wydłużyć łańcuchy. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski otwarcie mówi o tym, że radykalne ruchy w obronie zwierząt uszczuplą wyborcze urny na wsi.
Dlatego mobilizacja w tym roku wskazana jest szczególnie. Każdą akcję „Zerwijmy łańcuchy” wspierają ludzie kultury i showbiznesu. W 2018 specjalnie z okazji manifestacji wypuszczona zostanie piosenka nagrana przez ambasadorkę akcji Kasię Moś. Słowa do niej napisał Artur Andrus, a muzykę Kuba Badach.
Polacy wczesną jesienią „zrywają łańcuchy” już od 12 lat. Nadal taka akcja jest bardzo potrzebna, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Już za tydzień będzie można po raz kolejny przekonać się, jak wygląda świat z perspektywy psa łańcuchowego i jak wielką krzywdę wyrządza to zwierzętom.

Korporacje pochylają się nad dobrostanem zwierząt

Firmy Nestlé, Sodexo, Unilever, Ikea Food Services, Aramark, Compass Group oraz Elior Group stworzyły Globalną Koalicję na Rzecz Dobrostanu Zwierząt (Global Coalition for Animal Welfare), w ramach której dążyły będą do poprawy warunków życia zwierząt hodowlanych. Wśród priorytetów koalicji znalazły się dobrostan kur niosek oraz kurczaków hodowanych na mięso, czyli brojlerów.

 

Global Coalition for Animal Welfare (GCAW) została powołana do życia przez siedem największych międzynarodowych firm spożywczych – Nestlé, Sodexo, Unilever, Ikea Food Services, Aramark, Compass Group oraz Elior Group. Jest to pierwsza tego typu globalna współpraca w branży spożywczej, mająca na celu poprawę standardów dobrostanu zwierząt hodowlanych.
Szczegółowy program działania koalicji ma zostać opublikowany dopiero w pierwszej połowie 2019 roku, jednak już teraz firmy zapowiedziały, że swoje działania będą koncentrować na 5 priorytetach, czyli:
• wycofaniu jaj z chowu klatkowego,
• wprowadzeniu wyższych norm dobrostanowych dla hodowli kurczaków,
• dobrostanie ryb hodowlanych,
• oporności na antybiotyki,
• globalnych standardach dotyczących transportu i uboju zwierząt.

– Trudno jest powiedzieć coś więcej bez zapoznania się ze szczegółowym planem działania GCAW, który ma ujrzeć światło dzienne dopiero w 2019, ale jesteśmy dobrej myśli. Podjęcie problemu dobrostanu zwierząt hodowlanych przez globalnych graczy branży spożywczej to bez wątpienia dobry znak – komentuje Marta Cendrowicz, dyrektorka kampanii korporacyjnych Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Warunki życia zwierząt nie są już sprawą wyłącznie aktywistów. Działania na rzecz poprawy dobrostanu to kwestia odpowiedzialności społecznej firm, której konsumenci coraz głośniej się domagają – dodaje.

Jak informuje firma Nestlé, współzałożyciel GCAW, decyzja o powołaniu do życia koalicji jest odpowiedzią na potrzeby rosnącej grupy konsumentów, którzy oczekują wprowadzenia i przestrzegania wyższych standardów hodowli zwierząt, uwzględniających ich naturalne potrzeby. Kwestia pochodzenia produktu jest coraz ważniejsza także dla polskich konsumentów. Potwierdzają to ostatnie badania CBOS, z których wynika, że najważniejszy przy zakupie jajek jest dla Polaków sposób chowu kur – 35% przyznaje, że zwraca na to największą uwagę. Najmniej istotna jest cena jaj – jedynie 11% badanych określiło ją za kluczową przy dokonywaniu codziennych wyborów konsumenckich.

Dobre wieści z ekoświata

Kawiarnie sieciowe wprowadzają więcej opcji roślinnych

 

Eksperci kampanii RoślinnieJemy sprawdzili dostępność opcji roślinnych w największych kawiarniach sieciowych. Według opublikowanego przez nich rankingu najbardziej aktywnie na zmieniające się trendy konsumenckie odpowiadają sieci Green Caffe Nero oraz Starbucks.
Badania INSE z 2013 roku wskazały, że statystyczny Polak odwiedza kawiarnie 11 razy w roku. Jednocześnie z sondażu IBRiS z lutego 2018 roku wynika, że coraz więcej konsumentów skłania się ku roślinnym alternatywom dla konwencjonalnych produktów – aż 57,8% Polaków planuje ograniczyć spożycie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Mleko sojowe można obecnie znaleźć w większości sklepów, a producenci żywności coraz częściej żywo reagują na zmianę nawyków żywieniowych Polaków.
– Zdecydowaliśmy się przeprowadzić ranking kawiarni sieciowych pod kątem dostępności produktów roślinnych, ponieważ dostrzegamy wzmożone zainteresowanie roślinnymi alternatywami, chociażby dla nabiału – komentuje Maciej Otrębski, strategic partnerships manager kampanii RoślinnieJemy – Jak wskazuje badanie Mintel, mleko roślinne do kawy przestało być kaprysem “wielkomiejskiego hipstera” – 90% osób, które decydują się na wybór napojów roślinnych kupuje także mleko krowie. Produkty roślinne stają się po prostu coraz bardziej atrakcyjne dla konsumentów – dodaje.
W raporcie najlepiej wypadły sieci Green Caffe Nero, Starbucks, Etno Cafe oraz kawiarnie Gorąco Polecam, w których napoje roślinne do kawy dostępne są w kilku opcjach. Wariant sojowy zazwyczaj można wybrać bez dodatkowej dopłaty, a napoje kokosowe, czy migdałowe dostępne są za dodatkową opłatą. Zarówno Green Caffe Nero, jak i Starbucks, oferują swoim klientom w 100% roślinne słone i słodkie przekąski – w Green Caffe Nero dostać można sernik z tofu (serka z soi) oraz kanapki z hummusem i pastą baba ghanoush (na bazie bakłażana), a w kawiarniach Starbucks szarlotkę i roślinny lunchbox.
W rankingu najgorzej wypadły kawiarnie Tchibo i McCafe oraz lokalne kawiarnie sieciowe zlokalizowane przy piekarniach, takie jak Awiteks czy Lajkonik.
Wyniki raportu wskazują także na fakt, że sieci niechętnie chwalą się dostępnością produktów roślinnych, jedynie okazjonalnie informując o wegańskich przekąskach czy słodkich deserach. Według CB Insights, to właśnie dieta roślinna jest jednym z megatrendów na nadchodzące lata, a konsumenci w coraz większym stopniu oczekiwali będą zdrowszych, bardziej przyjaznych środowisku dań i produktów. Większość kawiarni sieciowych zdaje się według autorów raportu nie dostrzegać tego trendu.
– Zainteresowanie produktami roślinnymi potwierdza sukces szeregu rzemieślniczych kawiarni, oferujących wegańskie dania – warszawskiego lokalu Nancy Lee, czy krakowskiej Karmy. Roślinne napoje czy przekąski trafiają w gusta konsumentów zainteresowanych ciekawymi smakami, czy osób nietolerujących laktozy – podsumowuje Otrębski.

 

Coraz więcej restauracji rezygnuje z jaj klatkowych

Niemal 60 restauracji, knajp i barów szybkiej obsługi na terenie całej Polski przyłączyło się do światowego trendu wycofywania jajek z chowu klatkowego (tzw. „trójek”). Kierują się względami etycznymi oraz chęcią podążania za oczekiwaniami konsumentów.
W oświadczeniach restauracji dotyczących wycofania jaj z chowu klatkowego znaleźć można m.in. argumenty dotyczące sprzeciwu wobec warunków, w jakich przetrzymywane są kury nioski – bez dostępu do świeżego powietrza, w ciasnych klatkach, które nie zapewniają im możliwości spełniania naturalnych potrzeb. Restauratorzy swoje decyzje motywują także potrzebą sprostania wymaganiom konsumentów, którzy preferują bardziej etyczne produkty dostępne na rynku i oczekują tego samego od lokali, które odwiedzają.

 

Które restauracje zdecydowały się na takie zmiany?

Na potrawy bez jaj „trójek” można wybrać się już teraz do Restauracji Polska Różana i N31 restaurant&bar, a niedługo – od 2020 roku – do Restauracji Stolicy, sieci 7th Street Bar & Grill oraz do burgerowni Meet&Fit, która nie tylko wycofuje „trójki”, ale zmieniła także nazwę z poprzedniej Meat&Fit ze względu na stale poszerzającą się liczbę opcji wegańskich w menu.
Do grona firm wycofujących jaja pochodzenia klatkowego dołączyły także większe sieci restauracji, pokazując, że duża gastronomia i szacunek do zwierząt idą w parze: restauracje Sphinx, Bobby Burger, MJM Group S.A. ze swoimi markami Road American Restaurant, Gra Smaków, Choice i oferującym włoską kuchnię Benvenuti in Italia, Restauracje Krawczyk, do których należą Sukiennice 7, Steak’N’Roll, The Irish Pub Guinness, Butchery Grill, Warszawski Sznyt, Burger Bistro, hołdujące polskim klasykom z nutką orientalną Sami Swoi oraz Domowe Smaki.
Zaangażowanie na rzecz poprawy dobrostanu kur zadeklarowała również firma Wojtex – właściciel Pizzerii Biesiadowo i licznych konceptów gastronomicznych takich jak Western Chicken czy Rybkodajnia, jak również North Food ze swoimi markami North Fish i John Burg.
Takie decyzje coraz częściej podejmują też firmy cateringowe – potrawy wolne od jaj klatkowych zamówić można w cateringu Optidiet, a od 2025 roku w Eurest Polska.

 

Zmiany globalne

Zmiany w zakresie rezygnacji z jaj tzw. „trójek” nie dotyczą jedynie polskiej branży gastronomicznej – mają zasięg globalny. Już ponad 500 restauracji na całym świecie, w tym sieć barów Subway, obecna w ponad 100 krajach, oraz ogromna sieć włoskich restauracji Vapiano, dołączyły do tego światowego trendu.
Restauracje, które podjęły taką decyzję, znaleźć można także na lotniskach. Dzięki deklaracjom Lagardère Travel Retail i Grupy Baltona już niedługo podróżujący będą mogli cieszyć się wolnymi od jaj klatkowych potrawami w lokalach takich jak m.in. Travel Chef – od 2020, Business Shark Pub & Restaurant, Flying Bistro, Gourmet Bistro – od 2025 roku.
Także liczne obecne na rynku polskim i międzynarodowym pizzerie zdecydowały się na wycofanie „trójek” z sosów, deserów i dodatków do pizzy – Da Grasso, Telepizza, Pizza Dominium, Pizzeria Presto oraz wspomniana wcześniej Pizzeria Biesiadowo.

 

Polska gastronomia (i nie tylko) wolna od hodowli klatkowej

Z jaj pochodzenia klatkowego zrezygnowały już największe firmy działające w Polsce.– Restauratorzy to kolejna grupa przedsiębiorców, którzy pokazują nam, że wizja Polski wolnej od zbędnego cierpienia zwierząt wcale nie należy do odległych – komentuje Marta Cendrowicz, koordynatorka kampanii „Jak one to znoszą” ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W taką Polskę, obok wspomnianej gastronomii oraz ponad 80 proc. konsumentów, wierzy już ponad 100 firm obejmujących także sieci sklepów spożywczych, producentów żywności oraz hotele – dodaje.
Polityki firm odnośnie wycofywania jaj klatkowych są wynikiem globalnej kampanii międzynarodowej koalicji Open Wing Alliance, zrzeszającej ponad 55 organizacji ochrony zwierząt z całego świata. Członkami koalicji w Polsce jest Stowarzyszenie Otwarte Klatki oraz Fundacja Alberta Schweitzera.

Obrońcy praw zwierząt usłyszeli wyrok

17 września nastąpiło rozstrzygnięcie sprawy wytoczonej aktywistom Stowarzyszenia Otwarte Klatki przez właściciela fermy norek w Pawłowie Rajmunda Gąsiorka, który po przegraniu sprawy o zniesławienie oskarżył obrońców zwierząt o wtargnięcie na fermę.

 

Wymiar kary to warunkowe umorzenie postępowania karnego na okres jednego roku.
W listopadzie 2013 roku Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało wyniki śledztwa na fermie norek w Pawłowie (woj. wielkopolskie) należącej do Rajmunda Gąsiorka, obecnie prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych.
Zdjęcia i filmy, ujawniające skandaliczne warunki i stan zwierząt, zainicjowały publiczną debatę na temat branży futrzarskiej w Polsce.
W odpowiedzi Rajmund Gąsiorek wniósł do sądu oskarżenie przeciwko członkom zarządu Otwartych Klatek, zarzucając aktywistom zniesławienie. Jak twierdził, materiały nie pochodziły z fermy w Pawłowie.
Po trwającym cztery lata procesie, w styczniu 2018 roku zapadł wyrok: sędzia uznał dowody za przekonywujące na tyle, że nie można mieć wątpliwości co do autentyczności nagrań. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku Rajmund Gąsiorek zdecydował się na kolejny krok – wniósł prywatny akt oskarżenia przeciwko obrońcom zwierząt dotyczący wtargnięcia na jego fermę. Oskarżeni aktywiści złożyli wyjaśnienia, w których nie zaprzeczali, że to oni są autorami zdjęć i filmów z fermy w Pawłowie.
– Naszą intencją nie było działanie na czyjąś szkodę, lecz ujawnienie prawdy o realiach funkcjonowania ferm norek, a więc działanie w imię niezwykle ważnego interesu społecznego, jakim jest ochrona zwierząt – tłumaczy Paweł Rawicki ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Kiedy inspekcja weterynaryjna z uwagi na ograniczone zasoby ludzkie i finansowe nie jest w stanie dobrze chronić zwierząt, czujemy się zobowiązani do ujawniania nieprawidłowości na fermach – dodaje.
Sąd uznał, że obrażenia zwierząt nie były wynikiem pracy Rajmunda Gąsiorka. Powołując się na legalność fermy, podkreślił, że hodowcy nie można winić za to, że zwierzęta się okaleczają. Dodatkowo uznał, że aktywiści powinni zwrócić się o pomoc do odpowiednich organów, które przeprowadzają kontrole (zapowiedziane).
Wymiar kary to warunkowe umorzenie postępowania karnego na okres jednego roku. Sąd nie przychylił się do zarzutów oskarżyciela, że aktywiści działali dla własnego zysku – choć działanie według sądu było bezprawne, to aktywiści kierowali się troską o zwierzęta.
– Sąd wskazał, że istnieją odpowiednie organy kontroli, do których można się zwracać – jednak jak wiemy, zapowiedziane kontrole na fermach prawdopodobnie nie wykażą zaniedbań, które odkryliśmy podczas naszych śledztw – komentuje Paweł Rawicki – Najważniejsze natomiast jest dla nas w tym wyroku to, że po raz kolejny mogliśmy pokazać, że zdjęcia i filmy, które opublikowaliśmy w 2013 roku, rzeczywiście pochodziły z fermy norek Rajmunda Gąsiorka. Autentyczność naszych nagrań nie ulega wątpliwości. Naszym celem nie jest walka z Rajmundem Gąsiorkiem czy też z fermą w Pawłowie, lecz zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. To śledztwo z pewnością przybliżyło ten cel – dodaje.