Europo, chroń dziennikarzy!

List otwarty wydawców prasy do europejskich rządów.

 

Przedmiotem dyskusji rządów państw UE i Parlamentu Europejskiego jest obecnie unijna reforma praw autorskich, która mogłaby wesprzeć profesjonalne dziennikarstwo umożliwiając dużym i małym wydawcom prasy kapitalizowanie ich wartościowych treści w internecie.
Jeśli pragniecie stabilnej przyszłości dla profesjonalnej, niezależnej prasy; jeśli leży Wam na sercu sprawa wysokiej jakości, opartych na faktach treści; jeśli chcecie, aby wydawcy mogli inwestować w profesjonalne dziennikarstwo; jeśli – podobnie jak nas – niepokoi Was perspektywa pustych stron, to nadszedł właśnie czas, aby zadziałać i wesprzeć prawo pokrewne wydawcy (Artykuł 11), zgodnie z wersją przyjętą przez Parlament Europejski 12 września. To kluczowy krok dla przyszłości różnorodnej i pluralistycznej europejskiej prasy, która stanowi fundament naszej demokracji.
Znajdujecie się obecnie pod presją cyfrowych gigantów, zmierzających ku ograniczeniu prawa dla wydawców prasy w sposób legitymizujący drapieżne praktyki, które prawo to pragnie właśnie ukrócić. Niektóre wyszukiwarki internetowe, agregatory treści i inne firmy opierające swe modele biznesowe na wykorzystywaniu wartościowych treści wydawców prasy bez zezwolenia i wynagrodzenia, nie chcą, aby ustawodawcy unijni przyjęli efektywnie działające i dające się wyegzekwować prawo pokrewne dla wydawców prasy (bez konieczności prowadzenia długotrwałych i kosztownych procesów sądowych, na które nie stać przede wszystkim małych i średnich wydawców).
Obecna reforma musi zniwelować istniejącą nierównowagę polegającą na słabej pozycji negocjacyjnej prasy względem wielkich platform internetowych. Ekosystem cyfrowy musi działać sprawiedliwie wobec wszystkich: twórców treści, dystrybutorów i użytkowników, a nie preferować tylko kilku potężnych i dominujących gigantów internetowych.
Zatwierdzenie prawa pokrewnego dla wydawców prasy w formie przyjętej przez Parlament Europejski, jest dla Was okazją do wsparcia inwestycji w profesjonalne dziennikarstwo, zabezpieczenia przyszłości wolnej i niezależnej prasy i tym samym do skutecznego zwalczania tzw. fake news.
Europy nie stać na rezygnację z suwerenności poprzez osłabianie roli prasy w demokratycznej debacie.

Więcej filtrowania

Tym razem Parlament Europejski zagłosował za dyrektywą o prawie autorskim w sieci. Jeśli zostanie wdrożona, efektem będzie większa odpowiedzialność stron za treści publikowane przez użytkowników, jeszcze wzrośnie rola filtrów treści, a także skończy się podawanie dalej linków w takiej postaci, jak to wygląda dziś.

 

Poprzednie głosowanie w tej sprawie odbyło się w lipcu i zakończyło się wynikiem odwrotnym. Tym razem organizacje zajmujące się kwestiami wolności w sieci nie zdołały przekonać eurodeputowanych, że wdrażanie dyrektywy w wersji opracowanej w Komisji Prawnej niesie za sobą określone zagrożenia. Przeszły również budzące największe kontrowersje paragrafy 11 i 13.
Pierwszy z nich nakłada na portale społecznościowe oraz wyszukiwarki obowiązek wykupienia licencji u wydawców mediów internetowych, których materiały będą miały być w nich cytowane. Wklejając link np. na Twitterze, będzie można umieścić jedynie sam adres URL, ewentualnie z własnym opisem. Podczas gdy pomysłodawcy nowych przepisów twierdzą, że w ten sposób wydawcy i autorzy treści będą w końcu zarabiać na ich rozprzestrzenianiu w sieci, krytycy argumentują, że nowy przepis doprowadzi do sytuacji, w której media społecznościowe wykupią licencje tylko u najpotężniejszych medialnych koncernów (by mieć pewność, że udostępniane materiały spotkają się z zainteresowaniem użytkowników). Mniejsze, lokalne, alternatywne czy wyspecjalizowane serwisy natomiast stracą możliwość poszukiwania odbiorców w mediach społecznościowych. To nie teoria – podobnie skonstruowane przepisy wprowadziły już u siebie Hiszpania i Niemcy.

Według europosłanki Julii Redy, jednej z liderek ruchu sprzeciwu, dziennikarze i wydawcy na tym nie skorzystali.
Artykuł 13 przewiduje, że wszystkie strony – poza najmniejszymi – które dają czytelnikom możliwość przesyłania treści, będą musiały je prewencyjnie sprawdzać pod kątem przestrzegania praw autorskich. Chodzi nie tylko o platformy z filmami czy zdjęciami. Także te strony, gdzie można np. skomentować artykuł, a które nie mają jeszcze filtrów treści, będą musiały je zainstalować, co nie jest tanie.

– Filtry są nie tylko niedoskonałe i zawodne, ale także mogą doprowadzić do nadużyć. Ponieważ zwolennicy filtrów odrzucili propozycję wprowadzenia jakichkolwiek kar za nieuczciwe dochodzenie roszczeń z tytułu praw autorskich, każdy będzie mógł cenzurować wszystko. Możesz zgłosić jako swoje wszystkie dzieła Szekspira do filtra WordPressa i nikt nie będzie w stanie cytować Szekspira, dopóki ludzie w firmie nie usuną twoich zgłoszeń ręcznie – komentuje absurdalność nowych mechanizmów Cory Doctorow, amerykański pisarz i działacz na rzecz praw twórców.

Teraz dyrektywa będzie przedmiotem rozmów między państwami członkowskimi, PE oraz Komisją Europejską. Ostateczna wersja zostanie przedstawiona do głosowania w PE wiosną 2019 r.