Łaska pańska

We wtorek 17 lipca Julia Przyłębska wzięła do ręki tradycję 30 lat ułaskawień przez prezydentów RP i grzmotnęła nią o ścianę.
A w zasadzie to właściwie tradycję wywodzącą się z czasów trochę tylko późniejszych od momentu wynalezienia koła.
W Konstytucji 3 Maja napisano: „Król, któremu wszelka moc dobrze czynienia zostawiona być powinna, mieć będzie ius agratiandi [prawo łaski] na śmierć wskazanych, prócz in criminibus status [zbrodni stanu]”.
W Konstytucji Księstwa Warszawskiego: „Ius agratiandi służy królowi: on tylko może darować lub zwolnić karę”.
Konstytucja Marcowa: „Prawo darowania i złagodzenia kary, oraz darowania skutków zasądzenia karno-sądowego w poszczególnych wypadkach — przysługuje Prezydentowi Rzeczypospolitej”.
Nawet Prezydentowi RP na uchodźstwie przysługiwało prawo łaski wobec „skazanego podczas II wojny światowej wyrokiem wojskowego sądu polowego”.
Wiecie, rozumiecie (puszczenie oka) – „skazanego”. Skazanym ludzi czyni się poprzez wydanie wyroku (dwukrotne puszczenie oka). Chyba nikt w historii naszego kraju nie słyszał jeszcze, żeby król, prezydent czy inny marszałek podjechał swoim czarnym mercem i przerwał policjantom aresztowanie groźnego bandyty mówiąc: „A przepraszam, ten pan jest ze mną”.
W Polsce zresztą prawo łaski nigdy nie było nadużywane (poza budzącym uzasadnione zaniepokojenie przypadkiem, kiedy Lech Kaczyński ułaskawił kolegę swojego zięcia, Marcina Dubienieckiego). Choć jeśli chodzi o ilość ułaskawionych to tutaj złoty medal wędruje do Aleksandra Kwaśniewskiego – 4288 uniknęło kary bądź została ona złagodzona. Odmowę od prezydenta usłyszało natomiast 2112 osób. Ale to w końcu 10 lat urzędowania. W przeliczeniu na pojedynczą kadencję Kwaśniewski ułaskawiał standardowo.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych ułaskawień dokonanych przez prezydenta z SLD było z pewnością złagodzenie kary Zbigniewowi Sobotce. Były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji był związany z tzw. aferą starachowicką. Kwaśniewski zajął się nim pod koniec swojej drugiej kadencji, w 2005. „Kwachu” darował też karę Sławomirowi Sikorze i Arturowi Brylińskiemu – zabójcom, których historię opowiedziano w filmie „Dług” Krzysztofa Krauzego.
Obaj biznesmeni dostali 25 lat za zabójstwo gangstera, który terroryzował ich i domagał się zwrotu nieistniejącego długu. W marcu 1994 r. mężczyźni zamordowali go i jego ochroniarza w lesie pod Maciejowicami. Bronili się, twierdząc, że ich desperacja sięgnęła zenitu. Procedurę ułaskawienia rozpoczął prezydent Kwaśniewski, dokończył już Komorowski. Sławomir Sikora wyszedł na wolność w2005 roku, a Artur Bryliński 5 lat później.
3454 osób ułaskawił Lech Wałęsa – między innymi Andrzeja Z., pseudonim „Słowik” – pruszkowskiego mafiosa. Który potem narobił prezydentowi niezłego pasztetu wizerunkowego. Stwierdził, że za ułaskawienie wręczył łapówkę, ukrywając się na wolności podczas przepustki, z której nie miał zamiaru wrócić.
– Wykorzystałem ludzką chciwość i akt łaski po prostu kupiłem – mówił. Ponoć Kancelaria Wałęsy miała przyjąć od niego 150 tys, dolarów. Jak podaje TVP Info, najmniej ułaskawionych osób mają na koncie Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski. Ten pierwszy 201, drugi 360. Kaczyński odmówił 913 osobom, a Komorowski 1546.
Najgłośniejszym przypadkiem, oprócz przypadku kolegi Dubienieckiego, był przypadek ułaskawienia trzech braci Winków skazanych za lincz we Włodowie. Mieli zabić lokalną zakałę – mężczyznę, który okradał i terroryzował wieś. U prezydenta „bula” natomiast nie było sensacji: kilku pijanych rowerzystów, jeden uciekinier od służby wojskowej, jeden znęcacz.
Andrzej Duda z pewnością jest tu fenomenem. Takiego ułaskawienia jak on, nie zrobił nikt w dziejach. A może by w ogóle wszystkie sądy, począwszy od pierwszej instancji a skończywszy na Najwyższym, zastąpić Andrzejem Dudą?