Kasa kontra pieluchomajtki

Minister Rafalska wyjaśniła w jaki sposób będą rozdysponowane pieniądze, po 300 złotych, na wyprawki szkolne dla uczniów. Wyjaśniła, że rząd daje gotówkę do ręki, bo rodzice wiedzą najlepiej jak te pieniądze wydać. W przypadku programu 500+ argumentacja dawania pieniędzy do ręki też była taka sama. Jednak tej, chyba słusznej zasady, w przypadku niepełnosprawnych, minister Rafalska nie zastosowała. Zaproponowała ekwiwalent w pieluchomajtkach. Oznacza to, że rząd nie daje tej grupie pieniędzy do ręki, bo uważa ją także za niepełnosprawną umysłowo, niegodną dawania pieniędzy do ręki. Ta grupa może nie wiedzieć jak najlepiej wydać te pieniądze i dlatego należy się im ekwiwalent w pieluchomajtkach.
To esencja traktowania obywateli przez PiS. Dajemy tym, których jest dużo i którzy potem masowo pójdą do wyborów wdzięczni za gotówkę w kieszeni. Oto budowanie klientyzmu politycznego w najczystszej postaci. Zapowiadane są także jakieś dodatki dla emerytów. Pewnie nie będzie to ekwiwalent w zniżkach na komunikację, czy ulgach na paliwo, a tylko gotówka, bo wiadomo, obywatel sam wie jak najlepiej wydać przyznane mu pieniądze.
PiS toczy polityczną grę rozdając, albo obiecując, że rozda gotówkę milionom obywateli. Te miliony decydują potem przy urnach wyborczych. Takie rozdawnictwo przypomina trochę rozdawanie pieniędzy przed lokalami wyborczymi, przed aktem głosowania, co jest karalne. Jeszcze lepiej byłoby rozdawać po głosowaniu. Aż dziw bierze, że PiS, w nowej ordynacji wyborczej, nie zapisał takiego triku, który umożliwiałby sprawdzenie kto na kogo głosował. Wtedy istniałaby możliwość odebrania danych wcześniej pieniędzy. PiS traktuje obywateli jak mięso wyborcze. Zabiera jednym, by dać tym, którzy dają większe gwarancje na sukces wyborczy.
Niedawno wszyscy pracownicy nauki zostali pozbawieni opodatkowania dochodów należnego twórcom, ludziom nauki, dziennikarzom i artystom. Tym sposobem zabrano pracownikom nauki po kilkaset złotych miesięcznie. Oto tylko jeden z przykładów: by dać komuś, trzeba innym zabrać. Ale naukowcy to zgniła elita, na PiS raczej nie głosująca więc im zabrać należało się. Oto przykład skłócania społeczeństwa i szczucia jednych na drugich. Oczywiście potrzebującym pieniądze się należą. Tylko odnoszę wrażenie, że obywatel jest tu przedmiotem, a nie podmiotem. Obywatel nie jest celem. Obywatel jest narzędziem, które ma pójść do urn wyborczych i dać zwycięstwo PiS-owi. Dlatego PiS daje jednym pieniądze do ręki, innym proponuje pieluchomajtki, a trzecim pieniądze zabiera. Urna wyborcza, jest tu ponad wszystko, by partii żyło się coraz lepiej i dostatniej.

Tolerancja na sprzedaż

Kiedyś pewien stary dziennikarz zwrócił uwagę na dość oczywistą rzecz, o której jednak nagminnie zapominamy: rozumienie słowa „tolerancja”.

 

Oznacza to ni mniej, ni więcej, że gotowi jesteśmy dopuszczać w swoim otoczeniu zjawiska i zachowania, z którymi się nie zgadzamy lub którym jesteśmy przeciwni. Robimy tak, dopuszczając zaburzanie swojego spokoju i ułożonego już obrazu świata, ponieważ uważamy, że są wartości, w imię których ci inni, z którymi się nie zgadzamy, mają prawo funkcjonować tak samo jak i my. Może to wynikać nie tylko z naszej szlachetności, może też być zimną kalkulacją: jeżeli ja pozwolę tym innym funkcjonować obok mnie, kiedy jestem od nich silniejszy i mam instrumenty uniemożliwiające ich aktywność, to kiedy role się odwrócą, oni zachowają się tak samo wobec mnie.

Czasem, słusznie lub nie, patrzę na to, jak na pewną grę. Protestujący rodzice niepełnosprawnych w Sejmie skorzystali z jej reguł. Weszli do parlamentu, by wyrazić swoje stanowisko. Czy skorzystali z pomocy opozycyjnego parlamentarzysty? Być może. A co, nie mogli? Mogli, jak najbardziej. Władza, przeciwko której demonstrowali, robiła co mogła, by protest ich jak najbardziej im uprzykrzyć, jednocześnie stwarzając wrażenie, że jest otwarta na dialog i wysłuchuje postulatów protestujących i nachyla się nad ich problemami. Choć niewiele miało to wspólnego z prawdą.

Protest eskalował w emocjach i politycznym znaczeniu. Jakaś nieszczęśliwa kobiecina mówiła, że jej śmierdzi, straż marszałkowska popychała i wyrywała hasła, protestujące chciały zwrócić na siebie uwagę międzynarodowych gości, mówiąc krótko, wszystko to mieściło się w regułach wzajemnych relacji.

Teraz jednak pan marszałek Kuchciński poszedł krok dalej. Oświadczył, że protestujący muszą za swą akcję po prostu zapłacić. Podano podstawy obliczeń:

„Kancelaria Sejmu zapewniła osobom protestującym całodzienne wyżywienie, także w dni wolne od pracy i święta. Były to codziennie przygotowywane przez pracowników Kancelarii posiłki, składające się ze śniadania, dwudaniowego obiadu oraz kolacji. Były one dostarczane w godzinach uzgodnionych z protestującymi. Kancelaria Sejmu uwzględniła też sugestie osób protestujących np. co do rodzajów pieczywa”.

Niesłusznie Kancelaria Sejmu zatrzymała się w pół drogi. A gdzie wyliczenia kosztów zużytej wody, papieru toaletowego, prądu, który szedł do rozmaitych urządzeń podtrzymujących telepiące się w niepełnosprawnych ludziach życie? Ale spokojnie, jestem pewien, że te wyliczenia zostaną dopisane do rachunku, podobnie jak ilość środków dezynfekcyjnych, którymi odkażano miejsca po koczujących protestujących i pewnie cena remontu tego kącika, który zajmowali przez 40 dni też się tam pojawi. Myślę, że i pewna posłanka powinna śmiało dorzucić wartość perfum, którymi zraszała swe nozdrza, by jej nie cuchnęli ludzie na wózkach inwalidzkich. Nie zapominajmy też o rodzajach pieczywa, to bardzo ważne i humanitarne przecież.

A przecież było wyjście: można było ich nie karmić, zamknąć łazienki i odciąć prąd. A niech cierpią, aż do ostatecznego rozwiązania swej kwestii. „Ostatecznego” proszę rozumieć dosłownie.

Ta skrupulatność pisowskiego funkcjonariusza w obliczaniu kosztów, którymi chcą obciążyć ludzi, wyrażających zgodnie z demokracją swoją niezgodę na rzeczywistość, doprawdy przypomina mi, z zachowaniem wszelkich proporcji, rachunek dla rodzin skazańców za kulę, którą ich zabijano.

3 tysiące wzięte z sufitu

Dzięki protestowi w Sejmie pozyskaliśmy nieco świadomości i wiedzy o warunkach życia osób z niepełnosprawnościami, ich potrzebach i pragnieniach oraz barierach, jakie muszą pokonywać. W przestrzeni społecznej pojawiło się jednak równocześnie wiele wątpliwych tez dotyczących życia rodzin, w których przebywa osoba ze znaczną niepełnosprawnością. Jedna z nich wielokrotnie padała i w prorządowych mediach, i z ust samych urzędników państwa, łącznie z premierem Morawieckim. Chodzi o stwierdzenie, jakoby takie rodziny otrzymywały od państwa nawet 3 tys. złotych i że te kwoty bardzo wzrosły właśnie na skutek działać obecnej władzy. Takie postawienie sprawy to delikatnie mówiąc nadużycie. Jak jest naprawdę?

 

Problem polega na tym, że nie da się dokładnie, ani nawet w przybliżeniu powiedzieć, ile otrzymuje rodzina, w której pozostaje znacznie niepełnosprawna osoba dorosła, bowiem to zależy od wielu czynników.

Jedni dostają daną kwotę wsparcia po zsumowaniu wszystkich form pieniężnej pomocy, ale inni – przy zbliżonym poziomie ograniczeń funkcjonowania w związku z niepełnosprawnością – nawet o tysiąc złotych lub dwa tysiące mniej. Rzucanie w przestrzeni publicznej kwotą odnoszącą się do doświadczenia jednej podgrupy osób niepełnosprawnych ( i to będącej w liczebnej mniejszości), i to jeszcze w sposób nieprecyzyjny, jest społecznie nieodpowiedzialne.

 

Skąd wzięło się powtarzane 3 tys. złotych, o których mówił Morawiecki?

Wskazówki znajdujemy na stronie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Zgodnie z obecnym tam wyliczeniem na wsparcie pieniężne składa się:

• 1477 zł netto – świadczenie pielęgnacyjne dla opiekuna,
• 878,12 zł netto – renta socjalna podniesiona od czerwca br. (1029,80 zł brutto) dla podopiecznego,
• 153 zł netto – zasiłek pielęgnacyjny, który od przyszłego roku wzrośnie o 62 zł i wyniesie 215 zł (dla podopiecznego),
• 539 zł – opłacane ze środków budżetu państwa składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe i zdrowotne.

Łącznie uzyskujemy kwotę co najmniej 3047,12 zł bezpośredniego wsparcia finansowego w formie wypłaty pieniędzy, wpłaty na konto emerytalno-rentowe do ZUS oraz do NFZ.

W materiale jest wprawdzie na początku mowa, że chodzi o osoby niepełnosprawne od urodzenia (choć i tu nasuwa się pytanie, dlaczego mielibyśmy brać pod uwagę akurat tylko tę grupę) ale w zakończeniu mowa jest już „ o łącznym wsparciu osoby niepełnosprawnej wraz z opiekunem”

 

Takie zestawienie wymaga jednak gruntowej polemiki.

Po pierwsze, w ramach owych 3 tys. uwzględniono także oskładkowanie. Jeśli nawet decydujemy się to liczyć, trzeba to bardzo wyraźnie zaznaczyć jaka część jest na rękę, a jaka odprowadzana jest w formie składek. Tymczasem osoby wypowiadające się na ten temat lub – co gorsza – piszące o tym bardzo często nie dbały o takie uściślenie, lub świadomie jego nie dokonywały.

Niezaznajomiony z tematem odbiorca faktycznie może mieć poczucie że osoba niepełnosprawna może liczyć na 3 tys. na rękę, co wszak jest kwotą przekraczają medianę zarobków. Tymczasem tak nie jest.

Po drugie, nawet, jeśli posługiwalibyśmy się kwotą niższą, mówiącą o tym na co rodziny te mogą liczyć w gotówce, wielkość rzędu ok. 2,5 tys. nie oddaje rzeczywistości. Takie łączne wsparcie wypłacane jest tylko wówczas, gdy spełnione są przynajmniej trzy warunki: 1) niepełnosprawność powstała przed 18 rokiem życia; 2) osoba niesamodzielna żyje wraz z opiekującym się członkiem najbliższej rodziny, który ( 3) jest całkowicie poza jakąkolwiek aktywnością zawodową.

 

Jeśli któryś z tych warunków nie jest spełniony, wsparcie radykalnie spada.

Weźmy taki oto przykład. Niepełnosprawność powstała w 19. roku życia, osoba niesamodzielna pozostaje pod opieką niepracującej matki. Osoba taka nie dostanie renty socjalnej, a matka – świadczenia pielęgnacyjnego. Niepełnosprawna może liczyć jedynie na zasiłek z pomocy społecznej – maksymalnie 514 złotych według obecnie obowiązujących kryteriów z pomocy społecznej dla osób w wieloosobowym gospodarstwie domowym, zaś jej opiekunka – maksymalnie 520 złotych specjalnego zasiłku opiekuńczego, jeśli zostanie spełnione kryterium dochodowe (poniżej 764 złotych na osobę). Do tego dochodzi 153 złotych zasiłku pielęgnacyjnego. W sumie wychodzi nieco ponad 1200 złotych, ale jeśli się przekroczy któreś kryterium dochodowe (bo np. w domu jest inna osoba, która pracuje lub otrzymuje świadczenie emerytalno-rentowe), wówczas pomoc związana z niepełnosprawnością i opieką może spaść znacznie poniżej 1000 złotych.

Możliwe są różne sytuacje życiowe rzutujące na poziom uzyskiwanego wsparcia. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu przypadkach jest to nie tylko dużo mniej niż 3 tys. złotych, ale nawet znacznie poniżej 2 tys., a bywa, że poniżej tysiąca.

Kwota, którą operuje rząd odnosi się jedynie do rencistów socjalnych, którzy żyją wraz z niepracująco zawodowo opiekunami. Pamiętajmy jednak, że możliwość sprawowania opieki przed bliskich też jest ograniczona. Bywa, że opiekunowie umierają lub na skutek wieku czy stanu zdrowia nie mogą już pełnić swojej dotychczasowej roli. Wówczas wsparcie opiera się na wysokości świadczeń rentowych, które jednak nie obejmują wszystkich osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji.

 

Świadczenia wzrosły, ale nie jest to zasługa aktualnej władzy.

Różnice we wsparciu jakie otrzymuje część rodzin z niepełnosprawnymi dorosłymi w porównaniu z tym, co otrzymywały pod koniec poprzednich rządów w ograniczonym stopniu wynikają ze szczodrej polityki obecnej władzy. Na wzrost łącznego wsparcia wpływ ma głównie podwyżka świadczenia pielęgnacyjnego. Tyle, że ów wzrost nie jest rezultatem dobrowolnej decyzji obecnego rządu.

To poprzedni rząd Donalda Tuska (i to dopiero pod wpływem protestu sprzed czterech lat) podjął decyzję o stopniowym zrównaniu świadczenia pielęgnacyjnego z wysokością minimalnego wynagrodzenia oraz corocznej waloryzacji jego wysokości według wzrostu płacy minimalnej. Obecny rząd przyczynił się więc do tego wzrostu tylko pośrednio, za sprawą podnoszenia płacy minimalnej, co również przekłada się na wysokość świadczenia. Tyle tylko, że płaca minimalna była podnoszona także za czasów rządów PO-PSL podnoszona, łącznie podwajając nominalną wysokość w ciągu 8 lat. Pamiętajmy, że mówimy ciągle jedynie o świadczeniu pielęgnacyjnym, a więc tym które otrzymują opiekunowie osób niepełnosprawnych (także dorosłych) od dziecka.

Dla tych zajmujących się bliskimi, którzy stali się niesamodzielnymi już po wejściu w dorosłość wielkość wsparcia stanęła w miejscu.

Nadal jest to ledwie 520 złotych, choć od listopada może wzrośnie… o raptem 100 złotych.

Drugim czynnikiem który wpływa na to, że kwoty wsparcia są istotnie wyższe niż były wcześniej jest znaczący wzrost, od czerwca, renty socjalnej. Stanowi to realizację jednego z dwóch postulatów protestujących. Dodajmy, postulatu, który podnoszony był od dawna i dopiero teraz został wysłuchany za sprawą ostrości protestu. Gdyby nie to, nie byłoby tak szybkiej zmiany. I w tym więc trudno widzieć zasługę PiS. Każda inna władza prawdopodobnie postąpiłaby podobnie w obliczu tak nagłośnionego protestu.

Ponadto zestawianie kwot dzisiejszego wsparcia z tym sprzed 3 czy 4 lat w wielkościach bezwzględnych jest zawsze obarczone pewną niedoskonałością. Trzeba pamiętać, że koszty życia, w tym koszty leczenia, rehabilitacji etc. w międzyczasie też wzrosły, wartości nominalne nieco zwodzą.

Te szczegóły warto przytaczać, operując konkretem, a nieraz i przykładem, aby nie dać sobie i innym wmówić, że osoby wymagające stałej opieki są obecnie całkiem nieźle zabezpieczone socjalnie i że stało się to dzięki rzekomej prospołeczności obecnych rządów.

Głos prawicy

Niewinne prześladowanie Żydów?

– Znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy zniszczyli mural mjr. Baumana. Otóż źle zrobiliście. Nie niszczcie tych murali, niech one tam wiszą. Niech tam jeszcze będzie pani Wolińska-Brus. Trzeba Polakom przypominać, że Marzec ‚68, to nie było tylko niewinne prześladowanie Żydów, ale wewnętrzna dintojra w partii, dzięki czemu zyskali i uciekli od odpowiedzialności zbrodniarze stalinowscy pokroju mjr. Baumana. Wreszcie muzeum POLIN robi coś dobrego – stwierdził w wideokomentarzu opublikowanym na portalu tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.

 

Następca prezesa?

Aleksander Majewski na portalu wPolityce.pl zastanawia się, kto będzie następcą Jarosława Kaczyńskiego: IBRiS opublikował sondaż, z którego wynika, że najwięcej badanych w roli naturalnego następcy Jarosława Kaczyńskiego widzi Mateusza Morawieckiego (14,4 proc.). Kolejne miejsca przypadły Joachimowi Brudzińskiemu (9 proc.) i Beacie Szydło (8,6 proc.). Dopiero czwarte miejsce zajął prezydent Andrzej Duda (7,4 proc.). Oczywiście to tylko sondaż, ale sygnał jest czytelny. I nie jest to bynajmniej sygnał korzystny dla PiS. (…) Kolano prezesa PiS stało się sprawą wagi państwowej. Chwilowe wyautowanie lidera partii rządzącej skłania do dyskusji na temat przywództwa w razie dłuższej absencji polityka. I trudno szukać murowanego kandydata do przejęcia partyjnych sterów. Wyniki sondażu są tego symptomem. Oczywiście kwestia przejęcia schedy po zdecydowanym liderze zawsze jest olbrzymim wyzwaniem, którego podjęcie często kończy się niepowodzeniem. PiS musi zdawać sobie z tego sprawę.

 

Niepełnosprawni szantażyści

Ten protest miał się zacząć tydzień wcześniej – w rocznicę katastrofy smoleńskiej – co pokazuje, że nie chodzi w nim tylko o dobro niepełnosprawnych, lecz także o polityczną awanturę. A twardy upór przy postulacie, którego spełnić się nie da, każe nam twierdzić, że ten spór po prostu ma trwać. Jest to oczywiście na rękę opozycji, która schowana za naprawdę potrzebującymi gorliwie pilnuje, by zapał protestujących nie przygasał – piszą na łamach tygodnika „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło.
Zajście przy oknie pokazuje, że dziś w tym proteście chodzi już tylko o medialną zadymę. Mają być emocje – najlepiej wymykające się spod kontroli – a właściwie prowokacje. Wszystko obliczone na odpowiednie zrelacjonowanie w niechętnych władzy mediach. – Jaki minister wypadnie dobrze, stojąc naprzeciwko niepełnosprawnego na wózku inwalidzkim? Po czyjej stronie będzie sympatia? Choćby polityk miał do zaproponowania cuda, w tym starciu nie ma szans. To jest coś na pograniczu szantażu, tak skutecznego, że nam nawet nie wolno głośno o tym mówić. A opozycja gra swoją gierkę – mówi nam jeden z polityków PiS. (…) Dla części polityków hucpa w Sejmie jest okazją do perfidnego lansu. Dopiero po miesiącu od początku okupacji losem niepełnosprawnych przejął się Ryszard Petru. Spacerował po parlamentarnym dziedzińcu, pchając wózek z chorą Magdą Milewicz. Oczywiście w asyście licznych fotoreporterów. To rzeczywiście moment wart uchwycenia w obiektywie: zatwardziały liberał domagający się interwencji państwa opiekuńczego. Szczytem autopromocji była wizyta u protestujących Lecha Wałęsy. W czasie ponadgodzinnego spotkania były prezydent nie zaskoczył – mówił głównie o sobie i swoich „zwycięstwach”. Na apel o pozostanie z opiekunkami w Sejmie i skorzystanie z czekającego na niego materaca odparł, że nie może być o tym mowy, bo ma mnóstwo innych obowiązków, „czekają na niego w Puławach” – piszą.

Po czynach ich poznacie

Wielu działaczy PiS – u lubi używać powiedzenia: „po czynach nas poznacie” . No i poznajemy, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że największą wrażliwość mają członkowie PiS – u na własne potrzeby…

 

W ubiegłym miesiącu zakończyłem swój felieton słowami o protestujących w Sejmie osobach niepełnosprawnych i ich opiekunach pytaniem retorycznym: Czy tak być powinno? Nie przyszło mi jeszcze wtedy do głowy, że protestujący spędzą w Sejmie dramatyczne 40 dni. Wszakże trudno było uwierzyć w to, że rząd PiS-u pod przewodnictwem Mateusza Morawieckiego, chwalący się i chełpiący przy każdej okazji swoimi sukcesami gospodarczymi, ekonomicznymi i zyskami wynikającymi z uszczelnienia VAT-u do dziś nie załatwi dwóch postulatów protestujących rodziców i ich dorosłych dzieci z niepełnosprawnością. Owszem, uchwalono ustawę o zrównaniu renty socjalnej dla osób z niepełnosprawnością do poziomu obowiązującej w kraju minimalnej renty inwalidzkiej 1029, 80 zł brutto, co w efekcie podniosło kwotę renty o 133 zł netto. Rząd jednak nie spełnił pierwszego postulatu protestujących, to znaczy podniesienia kwoty zasiłku rehabilitacyjnego ze 153 zł do 500 zł. Od samego początku protestu ten właśnie postulat był stawiany na pierwszym miejscu. Spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą, jego małżonką, premierem, minister Elżbietą Rafalską nie przyniosły pozytywnego rozstrzygnięcia. W zamian za to rząd PiS -u przyjął rozwiązanie obchodzące przyznanie pieniędzy na rzecz świadczeń rzeczowych w kwocie podobno równowartej 520 zł, choć przecież wiadomo, że od początku osobom niepełnosprawnym zależało na otrzymaniu tej kwoty w gotówce. Nawet wypłaconej stopniowo i rozłożonej w czasie. 80 % ankietowanych Polaków według różnych sondaży jest zdania, że rząd te oczekiwania protestujących powinien spełnić, ponieważ ich postulaty są słuszne i logicznie uzasadnione. Protestujący uzyskali duże wsparcie nie tylko ogółu społeczeństwa, ale również autorytetów w osobach Lecha Wałęsy, Janiny Ochojskiej, kardynała Kazimierza Nycza, biskupa Tadeusza Pieronka, bohaterki Powstania Warszawskiego Wandy Traczyk-Stawskiej oraz wielu ludzi kultury i sztuki. Rząd PiS-u oświadczał jednak kategorycznie, że nie ma pieniędzy. Premier Mateusz Morawiecki zaproponował więc tak zwaną daninę solidarnościową, czyli opodatkowanie osób najbogatszych na rzecz niepełnosprawnych. Postawił tym samym osoby niepełnosprawne i ich opiekunów w bardzo przykrej sytuacji, bo dał im do zrozumienia, że komuś trzeba zabrać, by im dać. Trudno z całą pewnością orzec o intencjach premiera, ale taki pomysł jest wysoce niefortunny, a może tylko zwyczajnie podły. Trzeba być człowiekiem pozbawionym podstawowych zasad przyzwoitości, żeby najsłabszym dać wyraźnie odczuć, że stanowią ciężar dla społeczeństwa i w ten sposób dodatkowo ich upokorzyć. Nie do zaakceptowania powinno być w odbiorze społecznym i zwyczajnie ludzkim, aby w bogatym, dostatnim budżecie państwa nie było środków finansowych na zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych ludzi najbardziej tego potrzebujących. Słyszymy o dalszych deklaracjach rządu PiS-uu dotyczących budowy 22 mostów, o przyjętej ustawie dotyczącej budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, o przyznaniu 300 zł dla każdego dziecka na wyprawkę do szkoły, słyszymy o zapowiedziach finansowania telewizji publicznej z budżetu państwa, w końcu widzimy, że rząd płaci po 500 zł na każde drugie dziecko z pominięciem górnego progu dochodowego, a przecież ludzie bogaci, których w Polsce przybywa, niekoniecznie powinni być adresatami programu 500+.
Jest więc możliwe zabezpieczenie środków finansowych na zasiłek rehabilitacyjny dla osób niepełnosprawnych zamiast świadczenia rzeczowego. Trzeba jedynie faktycznie kierować się solidaryzmem społecznym , a nie tylko go deklarować. Należy też przypomnieć obecnej władzy, że w 2014 r. w czasie podobnego protestu w Sejmie ówcześni liderzy opozycyjnego wtedy PiS-u z Jarosławem Kaczyńskim na czele zapewniali o zrozumieniu potrzeb osób z niepełnosprawnością i krytykowali ówczesny rząd PO-PSL za obojętność. Środowisko osób niepełnosprawnych uwierzyło wtedy w obietnice PiS-u, wielu z tego powodu oddało swój głos w wyborach parlamentarnych na PiS. Po wygranych wyborach PiS zwodził osoby niepełnosprawne obietnicami przez kolejne dwa lata swoich rządów. Trudno się dziwić, że środowisko osób niepełnosprawnych miało dość pukania do drzwi i przypominania o złożonych przez PiS obietnicach. Postanowiono bardziej zdecydowanie walczyć o swoje prawo do godnego życia. Ne spodziewano się jednak, że ci, którzy składali im obietnice, dzisiaj będą ich traktować nie tylko jak „gorszy sort” , ale swoimi publicznymi wypowiedziami będą ich krzywdzić i upokarzać. W środowisku działaczy PiS-u pojawiły się szybko wypowiedzi skandaliczne. Jacek Żalek, kandydat PiS-u na prezydenta Białegostoku określił protest mianem „reality show”, w którym dzieci są zakładnikami , a ich opiekunowie zwyrodnialcami. Po lawinie krytyki poseł Żalek z bukietem kwiatów poszedł przepraszać osoby protestujące, ale trudno orzec, na ile ten gest był szczery, a na ile wynikał z obawy o wycofanie poparcia na prezydenta miasta i zachwianie jego osobistej pozycji w Klubie Parlamentarnym PiS. Z kolei posłanka Bernadetta Krynicka zagroziła protestującym „paragrafem”. Jest to wypowiedź tym bardziej zdumiewająca, że sama jest matką dziecka z niepełnosprawnością. Poseł Stanisław Pięta oświadczył, że „straż marszałkowska powinna protestujące osoby usunąć z Sejmu i przekazać policji”. Zdziwienie budzi również wypowiedź marszałka Sejmu zatroskanego przede wszystkim o koszty wyżywienia protestujących jak również marszałka Senatu, lekarza, widzącego w proteście rzekome zagrożenie epidemiologiczne dla Sejmu. Słów Krystyny Pawłowicz po prostu nie wypada już przytaczać, bo dla przeciętnego ucha są nie do przyjęcia. Tak więc najsłabszej grupie społecznej odmówiono wypłaty gotówki, a zaproponowano świadczenia rzeczowe. Jednak realizacja programów 500+ i 300+ odbywa się właśnie w formie pieniężnej. Dlaczego w takim razie tylko osoby niepełnosprawne rząd „uszczęśliwia” na siłę świadczeniami rzeczowymi ? Trafnie ten absurd ujął protestujący przed Sejmem Pan Andrzej Sucholewski: „Propozycja rządu sprowadza się do tego, że będę handlował wózkami, cewnikami i pampersami”.
Wielu działaczy PiS-u lubi używać powiedzenia: „po czynach nas poznacie” . No i poznajemy, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że największą wrażliwość mają członkowie PiS – u na własne potrzeby. Od szeregu miesięcy posłowie opozycji i niezależne media ujawniają kolejne przykłady uwłaszczania się działaczy PiS-uu różnych szczebli na majątku spółek Skarbu Państwa. Super Express ujawnił, że w latach 2016-2017 czterdziestu działaczy samorządowych PiS – u zarobiło aż 17, 7 mln zł, a Prezes Fundacji Młodych Ludowców Miłosz Motyka mówi, że dysponują już listą 53 takich nazwisk. Kolejna lista ma zawierać już 150 nazwisk. Jak podaje Agencja Informacyjna Polska Press tych 53 lokalnych działaczy PiS – u zarobiło około 24 mln zł. Przeciętnie są to kwoty około 300-500 tys. zł, choć „liderzy” zarobili ponad milion złotych. Kwoty kosmiczne dla przeciętnego Polaka. Kolejne dni przyniosą nowe, pełniejsze informacje, ponieważ więcej oświadczeń majątkowych za 2017 r. dotrze do opinii publicznej i uświadomi Polakom skalę pazerności działaczy PiS-u. Przykładem skali procederu uprawianego przez działaczy PiS-u niech będzie informacja Miłosza Motyki o udokumentowanych nawet 20-krotnych wzrostach uposażeń lokalnych działaczy PiS-u od momentu, gdy wygrali wybory w 2015 roku. Zapowiadane przez PiS skromność, umiar i pokora mają więc dotyczyć wszystkich innych obywateli naszego kraju, ale bynajmniej nie rządzącego PiS-u, który karmi Polaków bajką o równości żywcem przeniesionej z „Folwarku zwierzęcego” G. Orwella, gdzie „Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”. Bo działacze PiS-u nie wypłacają sobie uposażeń i nagród w formie rzeczowej tylko w gotówce. Natomiast protestującym ludziom walczącym o podstawowe środki do godnego życia oferują „wózki, cewniki i pampersy”.
Na czas obrad Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, które pod koniec maja odbędzie się w Sejmie, protestujący w parlamencie niepełnosprawni i ich rodzice zostaną odgrodzeni” – poinformował szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Zgodnie z zapowiedzią w Sejmie pojawiła się KURTYNA WSTYDU, aby świat nie zobaczył jak PiS traktuje najsłabszych Polaków. Główne wejście do Sali Obrad zostało natomiast zabite dyktą z groteskowo wyglądającym w tej sytuacji napisem „550-lecie Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej”. Drwina z polskiego parlamentu. Protestujące osoby niepełnosprawne, którym już wcześniej odmówiono prawa otwierania okien, zostały dodatkowo odcięte od możliwości otrzymywania korespondencji, od dostępu do windy, możliwości schodzenia po schodach i prysznica. Łaskawie zostawiono im możliwość korzystania z jednej toalety. W tej sytuacji protestujące osoby, które dodatkowo zostały poturbowane przez straż marszałkowską podczas próby wywieszenia baneru, mającego zwrócić uwagę świata na ich dramat, zdecydowały się zawiesić protest. „Manifestacją słabości przeciwko manifestacji siły” nazwał już wcześniej Biskup Tadeusz Pieronek ów 40-dniowy heroiczny protest jakby w przeczuciu biblijnej analogii do Chrystusowego postu na pustyni. A rządzący? Po czynach ich poznawajcie!

PiS zawiodło

– SLD jako pierwsza partia złożył projekt ustawy w tej sprawie. Dotyczy on podwyższenia wysokości renty socjalnej do 2,1 tys. zł, czyli zrównania go z najniższą płacą. Postulowaliśmy też o zwiększenie dodatku rehabilitacyjnego o 500 zł. Zrobiliśmy to jako pierwsi! Dopiero po SLD swoją konferencję w podobnej sprawie zorganizowała Nowoczesna. W Sojuszu nie mamy więc sobie nic do zarzucenia – mówi w rozmowie z Natemat.pl Krzysztof Gawkowski. – SLD jako pierwsza partia złożył projekt ustawy w tej sprawie. Dotyczy on podwyższenia wysokości renty socjalnej do 2,1 tys. zł, czyli zrównania go z najniższą płacą. Postulowaliśmy też o zwiększenie dodatku rehabilitacyjnego o 500 zł. Zrobiliśmy to jako pierwsi! Dopiero po SLD swoją konferencję w podobnej sprawie zorganizowała Nowoczesna. W Sojuszu nie mamy więc sobie nic do zarzucenia – mówi w rozmowie z Natemat.pl Krzysztof Gawkowski.
– Mamy za to wiele do zarzucenia rządowi. Uważam, że PiS zawiodło na całej linii. Protestujący musieli walczyć na sejmowym korytarzu 40 dni, bo wicepremier Beata Szydło okazała się nieudacznikiem i stojąc na czele Komitetu Społecznego Rady Ministrów nie potrafiła rozwiązać tego problemu. Ten protest skończył się klęską PiS! Rządzący pokazali, że potrafią pomagać tylko na chwilę, a potem mówią, że nie ma pieniędzy. Przez wiele miesięcy – najpierw z ust Beaty Szydło, a teraz od Mateusza Morawickiego – słyszeliśmy, iż „wystarczy nie kraść, a na wszystko będą pieniądze”.
Tymczasem właśnie dowiedzieliśmy się, że PiS tak sobie poczyna, iż nie ma dla najbardziej potrzebujących Polaków – podsumowuje wiceprzewodniczący SLD.

Głos lewicy

Protest zawieszony

Marcin Ilski z Fundacji „Polska Myśląca” komentuje zawieszenie protestu niepełnosprawnych w Sejmie:

Najbardziej przeraża mnie to, że sprawę rodziców osób niepełnosprawnych i samych niepełnosprawnych spokojnie można było rozwiązać tak, że i rządzący wyszliby na empatycznych i sami zainteresowaniu otrzymaliby to, czego zwyczajnie potrzebują. Dlaczego mnie to przeraża? Bo ważniejsza okazała się partyjna polityka, skrajna nieufność wobec intencji obywateli i wizja państwa, które obywatelami zarządza, a nie tworzy z nimi relację partnerską. No i okazało się, że rządzą nami osoby bez wyobraźni, bez umiejętności myślenia strategicznego, bez jakiejkolwiek wizji realnego, a nie symbolicznego tylko państwa dodatkowo zamknięte mentalnie w syndromie oblężonej przez wrogów twierdzy. I że nawet nie umieją one zatrudnić dobrych fachowców od negocjacji.

 

Prestiż niepatriotyczny

Czesław Cyrul tym razem komentuje życie kulturalne:

Olga Tokarczuk otrzymała prestiżową nagrodę Bookera za powieść „Bieguni”. To prawie Nobel. Ale nasza prawica rada by zapomnieć o tej postępowej pisarce. Swego czasu powiedziała, w wywiadzie telewizyjnym, że Polacy powinni swoją historię i zachowania względem mniejszości narodowych poważnie zweryfikować. Bardzo to nie spodobało się „Noworudzkim patriotom”, młodzieży chowanej na wzór nacjonalistyczno-patriotyczny z domieszką kibolstwa. Owi patrioci domagali się od władz miasta, by te pozbawiły pisarki honorowego obywatelstwa Nowej Rudy, bo jest ona tego niegodna. …Pisze za żydowskie pieniądze jest ukraińską k.. i takie tam podobne określenia kierowano pod adresem Olgi Tokarczuk. Pisarka w pobliżu Nowej Rudy ma swój dom. Nie sądzę, aby noworudzcy patrioci czytali jakieś książki pisarki, oni kierują się wytycznymi swoich politycznych mentorów. W minionym roku organizowali historyczną rekonstrukcję. Patronatem objął ją prezydent Andrzej Duda i to wiele wyjaśnia. Nie wiem czy pogratulował on pisarce tej prestiżowej nagrody.
Prawica reprezentowana w wysokiej kulturze jest dość ubogo. Zdecydowana większość twórców odcina się od obecnej „dobrej zmiany”. Ta władza marzy o kulturze na wysokie „c” z domieszką aktualnej polityki historycznej. Były takie plany, ale jakoś o ich realizacji cicho. Wyprodukowano film o Smoleńsku, ale czym prędzej schowano go do szafy. Było jeszcze kilka innych, ”słusznych” prób z podobnym skutkiem. Wrocławski Teatr Polski przejęty przez prawicowego dyrektora i popierany przez prawicowe władze popadł w zapomnienie, a był czołową sceną w kraju. I tak można sypać przykładami. W kulturze za co prawica się weźmie to to zaraz w nicość się obraca. Czy obywatelom nie zależy na dobrych książkach, dobrych filmach i spektaklach, bo widać, że choć PiS ma duże poparcie to do kultury w wydaniu tej partii obywatele się nie garną. Jest więc jakaś nadzieja, że przyszła władza, bo nie ta, będzie nagradzać twórców za dobre książki, spektakle i filmy zamiast topić pieniądze w patriotycznych jasełkach.

 

W kupie siła

Działacz lewicowy Piotr Ciszewski proponuje na Facebooku receptę na uleczenie problemów trawiących rozproszoną lewicę przed wyborami:

Mam pomysł – siądźmy wreszcie w realu i porozmawiajmy jak można by ogarnąć ekipę na zdrowych zasadach (bez gwiazdorstwa i „znanych działaczy”) i zacząć wreszcie robić jakąś zorganizowaną grupę polityczną mającą podstawy programowe i plan akcji. Nie da się skutecznie działać jako „wolne elektrony” czy też różne komitety występujące od mobilizacji do mobilizacji.
(…) Niestety, ale koalicje na wybory to trzeba było robić pół roku temu, a teraz zaraz przyjdzie sezon wakacyjny i we wrześniu wszyscy obudzą się z ręką w nocniku. W Warszawie będziemy mieli co najmniej 3 lewicowych czy okołolewicowych kandydatów na prezydenta (Ikonowicz, Śpiewak, kandytdat/kandydatka ruchów miejskich, kandydat/kandydatka SLD) i po kilka konkurujących list do rad dzielnic i rady miasta.