Fundusz na rzecz sukcesu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości

Tak mógłby się nazywać Fundusz Sprawiedliwości. Albo po prostu: Fundusz Prawa i Sprawiedliwości. Jego wydatki mają bowiem służyć zwycięstwu PiS w wyborach.
Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła co do grosza: spośród 681 409,2 tys. zł dotacji przyznanych ze środków Funduszu w okresie objętym kontrolą (1 stycznia 2018 r. – 30 października 2020 r.), jedynie 228 502,0 tys. zł (34 proc.) przeznaczono na pomoc świadczoną bezpośrednio osobom pokrzywdzonym przestępstwem i ich najbliższym.
Jak stwierdziła NIK, z środków Funduszu Sprawiedliwości można było finansować „nieograniczoną kategorię działań”. Minister Sprawiedliwości (Zbigniew Ziobro) nie zapewnił zaś wszystkim potencjalnym beneficjentom równoprawnego i transparentnego dostępu do środków publicznych.
„Zarówno w przypadku konkursów ofert dla organizacji pozarządowych, jak i dotacji dla jednostek sektora finansów publicznych, decyzje o udzieleniu dofinansowania były podejmowane w sposób uznaniowy i nie były należycie dokumentowane” – wskazuje NIK.
Decyzje o dofinansowaniu nie wynikały także z kryteriów merytorycznych. Regularnie dotowano bowiem przedsięwzięcia nie mające w praktyce żadnego lub mające jedynie marginalny związek z celami Funduszu Sprawiedliwości. „Dysponent Funduszu (Minister Sprawiedliwości) finansował zadania niezwiązane z celami Funduszu oraz niemające bezpośredniego związku z tematyką przeciwdziałania przestępczości”. Działania Ministra Sprawiedliwości oraz znacznej części beneficjentów prowadziły do niegospodarnego i niecelowego wydatkowania środków publicznych, a także sprzyjały powstawaniu mechanizmów korupcjogennych. Tu w jednym punkcie nie można się zgodzić z NIK: otóż było to niezwykle celowe wydawanie środków publicznych, bo służące zwiększaniu poparcia dla PiS. Jakiż cel w Polsce mógłby być jeszcze bardziej celowy?
Nie ma więc co, jak czyni to NIK, zarzucać, że gospodarka finansowa Funduszu Sprawiedliwości była prowadzona „z naruszeniem nadrzędnych zasad finansów publicznych”, to jest jawności oraz celowości i oszczędności wydatków. No i cóż z tego, że wydatki Funduszu Sprawiedliwości były tajne, niecelowe i rozrzutne? Ważne, że wspierały świętą sprawę zwycięstwa wyborczego PiS.
Fundusz Sprawiedliwości nie od dziś służy partyjnym celom Prawa i Sprawiedliwości. Warto przypomnieć, że początkowo nosił on nazwę Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym, został utworzony przez rząd Platformy Obywatelskiej w 2012 r. i przez pierwsze lata spełniał swą funkcję, zawartą w nazwie. Gdy PiS zdobyło władzę, zmieniło przeznaczenie Funduszu, a także nazwę. Słusznie. Trudno, by nadal był to Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym, skoro już w pierwszym roku po objęciu władzy przez PiS, z 385 mln zł będących w Funduszu, na bezpośrednią pomoc ofiarom przestępstw wydano jedynie 19,7 mln zł. W planie na 2017 rok zaplanowano wydanie aż 117,9 mln zł – a dla ofiar przestępstw przeznaczono zaledwie 16,4 mln zł
Jest to jedna z największych afer za rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale jej sprawcy dopiero wtedy będą mogli zostać ukarani, gdy obecna ekipa odda władzę. Na razie bowiem trudno liczyć na to, żeby CBA zbadała „mechanizmy korupcjogenne” wspomniane w raporcie pokontrolnym.
To, co obecnie ujawniła kontrola NIK nie jest niczym nowym. Już w 2018 r. miażdżące rezultaty przyniosła kontrola, przeprowadzona gdy szefem Izby był jeszcze Krzysztof Kwiatkowski. Wszystko spłynęło jak woda po kaczce, a jeśli cokolwiek się zmieniło w Funduszu Sprawiedliwości, to raczej na gorsze.
W ówczesnej (i wciąż aktualnej) ocenie NIK, potencjał Funduszu Sprawiedliwości, który przy udziale organizacji pozarządowych mógłby być narzędziem kompleksowej i efektywnej pomocy pokrzywdzonym, był wykorzystywany w stopniu dalece niewystarczającym.
W naszym kraju popełniano wtedy rocznie średnio około 800 tys rozmaitych przestępstw. Jednakże nawet z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynikało, że pomoc z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym otrzymuje niewiele ponad 24 tys. osób. W rzeczywistości – bo dane resortu nie były wiarygodne – było ich zapewne znacznie mniej. „Kontrola wykazała, że wartość ta (24 tys.) może być kilkukrotnie zawyżona” – stwierdziła NIK.
Szczytne słowa, jakimi chwali się Fundusz Sprawiedliwości, brzmią jak jawna kpina z ofiar przestępstw, które nie otrzymały pomocy z tego Funduszu, choć powinny. Na stronie FS czytamy: „Wspieramy wszystkie osoby pokrzywdzone przestępstwem, osoby im najbliższe oraz świadków przestępstw /…/ Sprawiedliwe państwo to takie, które staje w obronie bezbronnych i słabych. Które niesie im skutecznie pomoc, gdy jest ona najbardziej potrzebna. Nie opuszcza ich w dramatycznych momentach, gdy padli ofiarą przestępstwa albo innego nieszczęścia, lecz ich wspiera. Pomagać sprawiedliwie to znaczy przyjąć takie reguły postępowania, które wynikają z poczucia solidarności z ofiarą przestępstwa”.
W rzeczywistości, Fundusz okazuje solidarność i pomoc, ale dla „dzieł” ojca Tadeusza Rydzyka. I tak, wsparcie z Funduszu Sprawiedliwości otrzymała fundacja Lux Veritatis, nadawca Telewizji Trwam. Lux Veritatis zajmuje się też badaniem postaw Polaków wobec Żydów w czasie wojny oraz „upowszechnianiem edukacji religijnej i społecznej”, a także zarządza Centrum Ochrony Praw Chrześcijan (które to prawa, jak wiadomo, są w Polsce nagminnie łamane).
Wśród beneficjentów Funduszu Sprawiedliwości znalazły się się też stowarzyszenie religijne Diakonia Ruchu Światło-Życie, Instytut Mediów Fundacja Niedziela, fundacja Życie, która „promuje wartości będące fundamentem życia rodzinnego”, Radio Warszawa (będące własnością kurii), fundacja Strażnik Pamięci (walcząca z „polonofobią”), fundacja Mamy i Taty zajmująca się „promocją małżeństwa i rodziny” oraz przeciwdziałająca „zjawiskom, które zagrażają lub godzą w moralność publiczną i dobre obyczaje”, fundacja Czyste Serca, która podejmuje „działania, aby każde małżeństwo było sakramentalne”, promuje „integralną wizja seksualności 3d” i pragnie „stale towarzyszyć młodzieży i dorosłym w życiu uczuciowym i seksualnym”. I tak dalej.
Oczywiste jest, że skoro rozmaite instytucje religijne w Polsce są wspierane przez Fundusz Sprawiedliwości, to będą gorliwie działać, aby Prawo i Sprawiedliwość wygrało kolejne wybory i utrzymało władzę. Natomiast wykorzystywanie środków Funduszu na rzeczywistą pomoc pokrzywdzonym, było praktycznie żadne. Przykład – wsparcie finansowe miało dostawać ponad 12 tys. ofiar najcięższych przestępstw przeciwko życiu i zdrowi w skali roku. W rzeczywistości, otrzymywało je około 30 osób rocznie. NIK w 2018 r. podkreśliła też, że działania resortu uniemożliwiły likwidację barier w dostępie do pomocy ze środków Funduszu – czyli, zamiast pomagać ofiarom przestępstw, w istocie im szkodziły. Być może o to właśnie chodziło, by pomagać jak najmniejszej liczbie ofiar przestępstw – a środki Funduszu Sprawiedliwości przeznaczać na różne inne cele. Przyczyniło się do tego również zmniejszenie w 2017 r. liczby punktów pomocy z Funduszu Sprawiedliwości: z 281 do zaledwie 78.
Drastyczne ograniczenie pomocy dla osób pokrzywdzonych przestępstwem spowodowały przepisy PiS-owskiego prawa o ustroju sądów powszechnych (weszło w życie z dniem 12 sierpnia 2017 r.). Od tego czasu, formalnie zgodnie z prawem, pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości można wydawać także na przedsięwzięcia w ogóle niezwiązane z pomocą pokrzywdzonym. „Może to skutkować dalszym ograniczeniem realizacji podstawowych zadań Funduszu, czyli pomocy ofiarom przestępstw i ich rodzinom” – podkreśliła wówczas proroczo NIK.
Podstawowe zadanie Funduszu, czyli bezpośrednia pomoc pokrzywdzonym przestępstwem stało się niemal fikcją. Jak już w 2018 r. stwierdziła NIK, „w ogóle nie było bezpośredniego rekompensowania szkód”. Tak więc, obecne ustalenia Izby nie mogą bulwersować. To, co się dzieje z Funduszem Sprawiedliwości jest normalką pod rządami PiS.