Przemoc rodzi(c) przemoc Ważny tunajt

Przemocą gardzę i przemocą się brzydzę. Zarówno małą, domową, jak i wielką, na polu boju. Żadna nie jest ani sprawiedliwa, ani nie da się niczym usprawiedliwić. Bo czy bijesz ty czy ciebie biją, ból jest dokładnie taki sam, i takie same, opłakane skutki dla ludzkości-w skali makro i mikro. Z tym większą uwagą przeczytałem wywiad Magdaleny Rigamonti z Rzecznikiem Praw Dziecka Mikołajem Pawlakiem. I zbladłem.
We wzmiankowanym wywiadzie RPO, Mikołaj Pawlak, pytany o to, czy klaps to też bicie wspomina, że klapsy nie zostawiają zbyt dużego śladu, ale on sam swoich synów nigdy nie karał fizycznie, choć chłopaki potrafią dać mu w kość. Z kolei sam pan Rzecznik z estymą wspomina swojego ojca, który zlał mu tyłek, kiedy na to zasłużył, w myśl zasady, że cóż to za ojciec, który swych dzieci nie karci. Pan Mikołaj Pawlak urodził się w 1980 r. Jest starszy ode mnie o 2 lata, a czytając jego słowa odnosiłem wrażenie, że czytam wywiad z nobliwym starcem, który swoją kindersztubę i poglądy na rzeczywistość wyniósł z ziemiańskiego domu pod Wilnem, gdzie bursztynowy świerzop i gryka jak śnieg biała. Według pana Mikołaja Pawlaka, „trzeba odróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie”. Mało Państwu? To czytajmy dalej. Na pytanie, czy da się to odróżnić, stwierdza, że „wiele osób nawet podniesienie głosu może uznać za przemoc.”. Idąc tropem myślenia pana Rzecznika, przemoc, czy to fizyczną, czy psychiczną, zakładając, że Mikołaja Pawlak zakłada jej istnienie, można rozgraniczyć na tą małą, z niską szkodliwością społeczną i tą naprawdę dużą, gdzie zaczyna się granica działania jego uprawnień, jako tego, kto stoi na straży praw polskiej dziatwy. Darujcie Państwo, ale czegoś równie kuriozalnego nie słyszałem dawno. Aż nadto z kolei słyszałem, lub raczej, słyszę co dnia, litanie pohukiwań, wrzasków a czasami wręcz gróźb rodziców wobec ich własnych dzieci, bo codziennie bywam na placach zabaw ze swoją 3-letnią córeczką. Zwykle są to te same place na Żoliborzu. I nie ma dnia, żebym nie słyszał, jak opiekunowie swoich pociech strofują je za byle przewinienie. Na szczęście nie są to jakieś straszne przewiny, ale zawsze ze sporym absmakiem wychodzę z piaskownicy, gdy jestem świadkiem takich krzywych akcji. Raz nawet zwróciłem jednej pani uwagę, kiedy ostentacyjnie, na cały plac, krzyczała na swojego synka, który coś zmalował. Inne dzieci oderwały się od swoich klocków i babek z piasku, a ta obsobaczała go w najlepsze. Nawet jakbym chciał nie słyszeć, to i tak nie było gdzie uciec. Poprosiłem więc panią grzecznie, czy nie mogłaby jednak trochę się powściągnąć, bo inne dzieci się jej po prostu boją. Zaznaczam, że oprócz mnie i krzyczącej pani na placu zabaw byli też inni rodzice. Otrzymałem odpowiedź, żebym się od…czepił, i żebym zajął się własnym dzieckiem, a nie wtrącał się w cudze sprawy.
I teraz, Szanowni Państwo, połączcie sobie w głowach kropki-od komunikatu Rzecznika o tym, że niektórzy krzyk uznają za przemoc, po sytuację, którą przytoczyłem powyżej. Jaki przekaz dostają ci wszyscy, zdezorientowani rodzice, którzy wciąż się wahają, czy karcić dzieci fizycznie, czy na nie krzyczeć; czy kłócić się przy nich z partnerem, czy angażować je w konflikty między rodzicami, skoro Państwo, które daje im co miesiąc z łaskawością po 5 stów na malca, ustami swojego najlepszego syna od praw dzieci mówi, że w zasadzie jeden klaps to nic takiego, a krzyk ma działanie na wpół terapeutyczne. Na Zachodzie, tym lewackim i zdemoralizowanym najlepiej, zachowanie takie, jakie zaprezentował na łamach Pan Rzecznik, zostałoby w trymiga napiętnowane i uznane za skandaliczne. Zwłaszcza przez rządzących. U nas tymczasem, brawo biją Rzecznikowi Wojciech Cejrowski i jemu podobni, którzy XIX-wieczne kanony wychowania uznają za normę. Bo wszak dziadziuś bił pasem, tatuś bił, to i co mi się będzie Państwo wtrącało czym ja biję. Zawsze dzieciak dostawał w skórę i dobrze było. Zawsze kompot był na stole a obok niego schabowy, bo zawsze go babcia i mama smażyły na obiad. Wszystko fajnie, tylko że zawsze, to nie znaczy że dobrze. Mogły wszak smażyć go źle. A kiedy po 30 latach zbieranego, błędnego doświadczenia, ktoś próbuje towarzystwo nauczyć robienia rzeczy poprawnie, podnosi się rwetes, że to zamach na tradycyjne wartości i na rodzinę. I najsmutniejsze jest to, że w ten dyskurs wpisuje się relatywnie młody człowiek, który ma stać na straży tego, żeby dzieciom w Polsce nie działa się krzywda. Żeby nikt się na nie nie wydzierał ani ich nie bił. Nawet klapsem. Bo to przemoc jak każda inna.

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW. Występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Flaczki tygodnia

Na fotelu siedzi leń. Pan marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński zaplanował posiedzenia Sejmu RP na rok 2019. Na 16-18 stycznie, 20-22 lutego, 13-15 marca, 10-12kwietnia, 15-17 maja, 12-14 czerwca, 3-5 oraz 17-19 lipca i jeszcze ostatnie na 11-13 września. Czyli po trzy dni posiedzeń na każdy miesiąc.

 

***

Dawno temu za rządów SLD- PSL Sejm zbierał się przynajmniej dwa razy w miesiącu na posiedzeniach czterodniowych. Teraz pan marszałek Kuchciński prace Sejmu ogranicza do minimum.

 

***

Czy tylko dlatego, że nie radzi sobie na tym stanowisku? I ograniczając posiedzenia redukuje sobie obowiązki, którym nie potrafi podołać?

 

***

Sejm i Senat w ciągu ostatnich trzech lat rządów PiS przestały pełnić swe konstytucyjne funkcje. Polską rządzi, jak sułtan, pan prezes Kaczyński wraz ze swymi wezyrami i eunuchami politycznymi. Wszystkie najważniejsze decyzje zapadają na dworze sułtana, czyli w pałacu na ulicy Nowogrodzkiej. Ustawy piszą zaufani, wynajęci prawnicy. Sejm i Senat zobowiązane są jedynie do szybkiego przegłosowania projektów przysłanych im ustaw. Wielu parlamentarzystów już nawet nie kryje, że popierają projekty, których nie zdążyli przemyśleć, przeanalizować. Czasem nawet nie zdążyli przeczytać ich w całości. Zatem po co zwoływać dwa posiedzenia w miesiącu, skoro wszystko można przepchnąć na jednym?

 

***

W Sejmie krążą opinie, że pan marszałek zaplanował tak mało posiedzeń, bo uważa, że Sejm nie dotrwa do końca swej kadencji. Że pan prezes, sułtan Kaczyński podejmie decyzję o przyśpieszeniu wyborów parlamentarnych.

 

***

W tym celu Sejm RP nie przegłosuje projektu ustawy budżetowej do 25 stycznia 2019 roku. Wtedy zgodnie z Konstytucją RP pan prezydent Duda, zwany „pierwszym eunuchem pana prezesa”, niezwłocznie wykona kolejną decyzję sułtana Kaczyńskiego. Rozwiąże Sejm i Senat i nakaże przyśpieszone wybory parlamentarne. Wtedy odbędą się one w połowie marca tego roku. A ostatnie posiedzenia Sejmu i Senatu już w lutym.

 

***

PiS to formacja ludzi całujących kobiety w rączki i publicznie adorujących je. A jednocześnie są to ludzie, którzy akceptują domowe bicie kobiet. Oczywiście jednorazowo, wyjątkowo, incydentalnie. Bo nieporozumienia rodzinne mogą się zdarzyć i nie ma co z tego powodu robić wielkiego halo. Ważne by potem pobitą odpowiednio przeprosić. Kwiaty koniecznie kupić, do nóżek pani paść, i rączki po kawalersku wycałować. Szarmanckim być jak przedwojenny ułan.

 

***

PiS zaprezentował projekt ustawy aprobującej jednorazową przemoc w rodzinie, bo ta partia uważa, że rodziną powinien zajmować się wyłącznie kościół kat. No i sama rodzina. Instytucje państwowe i pozarządowe świecki nie powinny ingerować w sprawy rodzinne. Taki to XIX wieczny styl myślenia. Projekt upadł, bo nawet żony polityków PiS nie chcą być bite. Nawet jednorazowo.

 

***

Wielki rejwach wzbudziła nominacja pana posła Adama Andruszkiewicza na wice ministra cyfryzacji. Człowieka bez formalnego wykształcenia ku temu, bez doświadczeń i kwalifikacji w zarządzaniu. Ale, jak uzasadniły koła rządowe, Andruszkiewicz to znawca Facebooka i osoba niezwykle popularna na tym portalu. Cóż Jozin z Bazin miał więcej lajków na Fejsie, ale ministrem w rządzie pana Morawieckiego nie został. A siostry Godlewskie mają jeszcze więcej tam znajomych i polubień niż Andruszkiewicz. Udowodniły też, że potrafią zaśpiewać cały hymn polski, i to z pamięci! Mogą liczyć na posadę wicepremiera?

 

***

Nominację Andruszkiewicza, zdeklarowanego „patriotycznego antysemity”, oprotestowały już publicznie światowe organizacje żydowskie. Grozi to odgrzaniem wojny polsko- żydowskiej, czyli polsko- amerykańskiej też. Zwłaszcza, że w Izraelu rok wyborczy jest. Zwłaszcza, że pan poseł Andruszkiewicz gromko protestował przeciwko stacjonowaniu wojsk amerykańskich na polskiej ziemi.

 

***

Dodatkowo pan poseł Andruszkiewicz za pomocą interpelacji i zapytań poselskich zbierał informację interesujące naszych nie należących do NATO sąsiadów, zwłaszcza Białoruś i Rosję. Ale skoro został nominowany, to pewnie polski kontrwywiad musiał uznać go za czystego.

 

***

Pan minister Andruszkiewicz to pierwszy w IV RP przypadek polskiego antysemickiego narodowca, który dostał ministerialną posadę dzięki Facebookowi. Portalowi stworzonemu i posiadanemu przez Marka Zuckerberga. Żyda amerykańskiego. Można zatem rzec, że polsko- katolicki narodowiec Andruszkiewicz wszedł do rządu Morawieckiego po żydowskich plecach. Dzięki żydowskiemu wysiłkowi umysłowemu.

 

***

 Tak naprawdę nominacja najgłupszego z liderów polskich narodowców i najbardziej skłóconego ze środowiskiem narodowym, jest dla pana prezesa, sułtana wielce użyteczną. Daje sygnał wielu działaczom średniego szczebla w ruchu narodowym, że też mogą mieć rządowe lub samorządowe posady. Skoro taki Andruszkiewicz aż wiceministrem został. Trzeba tylko być lojalnym. Gębę w kubeł. Ale wtedy kubeł będzie pełny.

 

***

Pan prezes, sułtan Jarosław Kaczyński przyjmie na audiencji specjalnej włoskiego wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego. Włoski wicepremier Mateusz jest także liderem Ligii Północnej. Ugrupowania faszyzującego, dążącego do rozluźnienia integracji Unii Europejskiej, gorącego zwolennika polityki rosyjskiego prezydenta Putina. Czy dojdzie do sojuszu narodowo- katolickich kaczystów i faszyzujących salvinistów w przyszłym Parlamencie Europejski? Pan Andruszkiewicz może być mostkiem ku temu.

 

***

Władysław Kosiniak- Kamysz wygrał sondażowy plebiscyt na przyszłego premiera koalicyjnego, antyPiSowskiego rządu. Zapewne aktualny lider PSL- u takim premierem nie będzie, ale ten sondaż to prognoza na dobry wynik w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Może nawet jako kandydata koalicji „anty Dudowej”?

 

***

Około pięciu tysięcy kibiców wzięło udział w pielgrzymce na Jasną Górę. Byli gorąco tam przyjmowani, bo nie wspominali o powszechnej w kościele kat. pedofilii, „mafii homoseksualnej”, pazerności księży na pieniądze. Widać akceptują te zjawiska.

 

***

Pielgrzymka przebiegała pod hasłem „Zło dobrem zwyciężaj”. Podczas rozrywek ligowych zapewne zobaczymy to „dobro zwyciężające”. Po owocach na stadionach poznamy je.

 

Wydarzenia Częstochowa

Po zeszłorocznych ekscesach podczas 10. Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców, w tym roku upłynęła wyjątkowo spokojnie. Policja jednak zmobilizowała bardzo duże siły. Porządku pilnowali funkcjonariusze z I komisariatu w Częstochowie, nieumundurowani policjanci operacyjni jak i mundurowi z Samodzielnego Oddziału Prewencji KWP w Katowicach.

Dom zły

Medal, który nazywa się „wzmocnienie instytucjonalnej roli rodziny” pod rządami obecnej władzy ma dwie strony.  Jedna to same „plusy”: 500+, Wyprawka+, Mama+. Po drugiej jednak budzą się demony: wraca dyskusja o uświęconym klapsie, która, zdawać by się mogło – odeszła już w niebyt razem z epidemiami chorób zakaźnych.

 

Z przekonaniem o zbawiennym działaniu klapsa wraca zaś front obrony patriarchatu. Jego oficjalnymi twarzami są posłowie Zbonikowski i Piasecki. Oraz gratulująca radnym Zakopanego Beata Szydło.
O węzłowe tezy i kluczowe koncepcje nowej-starej prawicowej wizji wychowania dzieci zapytałam specjalistów: Dorotę Zawadzką, psycholożkę, szerzej znaną jako Supernianię i Andrzeja Gąsiorowskiego, adwokata i filozofa.

 

Klaps. Tradycja czy chochoł?

W prawicowych mediach ruch obrony klapsa zmobilizował się z początkiem wakacji: to szczególny czas. Nie dość że mamy rok wyborczy, to za chwilę kadencję skończy urzędujący rzecznik praw dziecka. Wszystko wskazuje na to, że zastąpi go kandydatka popierana przez PiS i Ordo Iuris, zrównująca prawo do niebycia cieleśnie karconym z pajdokracją.
Z tej okazji o dobroczynnym wpływie klapsa poczuli się w obowiązku przypomnieć m.in. Krzysztof Bosak („Poprawny politycznie chórek od klaps=bicie powinien pójść dalej w swoim pedagogicznym rewizjonizmie i postulować zakazania prowadzenia za rękę, potrząsania, przytrzymywania, kładzenia do łóżka, wkładania do wanny, zatrzymywania i zamykania w pokoju. To wszytko formy przemocy!”), Krzysztof Czabański („dzieci należy rozpieszczać, ale klaps nie przeszkadza w tym – czasem pomaga”) czy Łukasz Warzecha.
Ten ostatni pisze:
„Da lewicy charakterystyczne jest przekonanie, że niczego nie można pozostawić w sferze przychodzących w sposób naturalny interpretacji (…). Tam, gdzie lewica stara się zniweczyć tradycyjne wartości, jest to metoda nienowa. W sprawie kar cielesnych zdrowy rozsądek zlikwidowano (…). Najpierw zakaz stosowania kar cielesnych, potem zakaz ‘przemocy psychicznej’, a wreszcie – całkowite rozmontowanie mechanizmu władzy rodzicielskiej”.
Moi rozmówcy ciężko wzdychają, kiedy pytam o tekst „Klaps z ideologią” z 32. numeru „Do Rzeczy”:
– Niestety czytałam – krzywi się Dorota Zawadzka. – To faktycznie „klaps z ideologią”, bo wszystko jest w tym tekście pomieszane: polityka, bezpieczeństwo, wiedza naukowa z teoriami spiskowymi… przede wszystkim to powrót debaty, która trwa od początków PRL, debaty pt. „jak daleko państwo może się wtrącać rodzicom”. Kiedyś wtrącało się bardziej, później przyszła tzw. „wolność” i niektórym, zarówno rodzicom, jak i psychologom, uderzyła do głów tak bardzo, że poszło to w przeróżnych kierunkach: zarówno w „zasady są bez sensu, żadnych zasad, wolno wszystko!”, jak i w kierunku „nikt mi nie będzie mówił”. Tekst Warzechy to właśnie taki typowy manifest rodziców, „którym nikt nie będzie mówił”. Sami chcą decydować, czy kara ma być fizyczna, czy inna. Tu nie chodzi już o dziecko, tylko o nich samych, o poczucie, że ktoś im coś zabiera, do domu zagląda.
– Dla mnie to są fiksacje par excellence religijne, charakterystyczne dla prawicy – mówi z kolei Andrzej Gąsiorowski. – Myślenie religijne zakłada m.in. dychotomiczny podział świata, kult obrony nienarodzonych, bezwarunkową eksploatację przyrody oraz rodzicielską rolę karzącego sędziego. Oczywiście z większym naciskiem na rolę ojcowską niż macierzyńską. Kiedy dziecko dostaje lanie, to jakiś ład moralny zostaje przywrócony. Tylko, że nie. Dziecko jest tym absolutnie wstrząśnięte. Marksowsko rzecz ujmując, przemoc jest wynikiem pewnego ukształtowania stosunków społecznych. Mniej nas dziwi, kiedy przemoc stosują ludzie nieporadni, o niskim społecznym kapitale. Tacy, którzy nie znają innych sposobów wyrażania frustracji czy bezradności. Ale wykształceni ludzie, o pewnym pułapie wrażliwości, którzy przemoc stosują bądź aprobują, tak naprawdę przenoszą ją na nowy poziom, jest w tym coś obscenicznego. Powinni ponosić dotkliwsze kary. Dla autorów takich tekstów będzie osobne miejsce w piekle.
„Kolejny standardowy argu ment to ten, że każdy klaps jest wychowawczą porażką. I on jest fałszywy. O wychowawczej porażce lub sukcesie możemy mówić, gdy dziecko przestaje być dzieckiem i staje się dorosłym” – pisze dalej Warzecha.
Andrzej Gąsiorowski: – Dom rodzinny daje małemu człowiekowi jedyną szansę na przeżycie doświadczenia pewnej formy ziemskiego raju. Dawanie klapsów to w dziecku rujnuje. Dzieci, które te klapsy dostają, nie są później w stanie takiego raju dalej budować. Kiedy widzą własnych rodziców jako sąd i kata, nie są później w stanie ani dostać, ani dać bezpieczeństwa. Kara cielesna zawsze w jakimś sensie dziecko gwałci i daje mu w dorosłym życiu przekonanie, że nie ma na świecie ani jednej takiej takiej osoby, która go nie ukarze. A potem życie w świecie wymierzania kar kształtuje nie tylko relacje partnerskie czy rodzinne, ale również szersze, społeczne.
Dorota Zawadzka: – Wywoływaniem takiej debaty prawica niszczy to, co żeśmy przez ostatnie lata zbudowali: podmiotowość dziecka, prawo do autonomii, do tego, żeby je traktować jak pełnowartościowego człowieka. Ile jeszcze będziemy słuchać refrenu „przecież nas też bili i wyrośliśmy na porządnych ludzi”? No nie, jeśli bijesz kolejne pokolenia i nie widzisz w tym nic złego, to raczej nie wyszło ci to na zdrowie. Czasy się zmieniają, wiedza o wychowaniu się zmienia, a my nadal nie uczymy się jako społeczeństwo.
Tu czuję się w obowiązku uderzyć w pierś w imieniu środowiska, bo przez wiele lat psychologowie mówili rodzicom tylko o tym, czego nie wolno; zabraniali, nie podając alternatywy. Ale i to ewoluuje. Tymczasem Łukasz Warzecha pyta cynicznie: „To już nie mogę w nerwach uderzyć dziecka bo zostanę znęcaczem?”. Możesz – ale wiedz, że nie powinieneś. To się zdarza, każdy popełnia błędy – ale walcz z tym, edukuj się, edukuj w miarę możliwości innych. Nie legitymizuj przemocy stwierdzeniami, że to jest metoda wychowawcza oparta na tradycji. Tradycje, które mamy, i na które konserwatyści się powołują, to złe tradycje. Po prostu.

 

Nowy kodeks rodzinny. Odpowiedzialność czy władza?

„Kończący swoją kadencję jako rzecznik praw dziecka Marek Michalak proponuje zmiany w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, a w tym zastąpienie używanego tam pojęcia władzy rodzicielskiej pojęciem odpowiedzialności rodzicielskiej. To byłaby w istocie fatalna rewolucja. (…) Rodzice mają nad dzieckiem władzę, czyli mogą coś nakazać i wyegzekwować wykonanie polecenia, dziecko zaś ma się im podporządkować” – ocenia Łukasz Warzecha.
Nowy projekt kodeksu zrecenzował również (a opinia ta jest zdecydowanie bardziej wiążąca dla resortu Elżbiety Rafalskiej) Konrad Dyrda z Ordo Iuris:
– Wprowadzenie proponowanych rozwiązań może działać niezwykle destrukcyjnie na życie rodzinne. Powodem tego jest silne zaangażowanie dziecka w spory z rodzicami oraz przeniesienie ich na forum państwowe. Jednocześnie prymat przyznano tu niejasno określonej zasadzie „dobra dziecka”. Przeciwstawiono ją jednocześnie „dobru rodziny”, co jest zabiegiem sztucznym, a jego konsekwencją może być pozbawianie rodziny jej funkcji wychowawczych.
Nowy kodeks wydaje się przegraną sprawą.
– Projekt miał kilka niezręczności. Najpierw naraził się kobietom i lewicy, kiedy w pierwotnej wersji mówiło się o penalizowaniu spożywania alkoholu w ciąży, później – po debacie ze środowiskiem kobiecym – z tego zrezygnowano i poprzestano na edukacji i uświadamianiu. Ja osobiście miałam też wątpliwości co do użycia sformułowania „dzieci nienarodzone”. Nie jest przecież rolą rzecznika praw dziecka dekretować, od kiedy „zaczyna się człowiek” – choć człowiek w ustawie o rzeczniku zaczyna się od poczęcia właśnie. Stąd to sformułowanie. Natomiast „odpowiedzialność” jest szerszym pojęciem niż „władza”, ale przede wszystkim lepszym i bezpieczniejszym dla dziecka – uważa Superniania. – Dziecko nie jest niczyją własnością, lecz podlega odpowiedzialności dorosłych. To się nie spodobało.
Rozmowy trwają, zobaczymy, jak wyjdzie. Żyjemy w tak „ciekawych czasach”, że w naszej rzeczywistości politycznej możliwe jest wszystko – komentuje Zawadzka. – Rzecznik sam z siebie nie ma mocy ustawodawczej, może tylko coś zarekomendować. Projekt został zgłoszony do prezydenta i do konsultacji społecznych. Wiele zależy od Andrzeja Dudy. A nuż przyjdzie mu do głowy go poprzeć, tak jak pamiętną sprawę z solariami (teraz są dozwolone od 18 r. ż. – przyp. WK) – to też był pomysł rzecznika, choć wszyscy oklaskiwali go jako prezydencką inicjatywę.

 

Nowy rzecznik praw dziecka. Cywilizacja czy pajdokracja?

Jedną z publikacji Sabiny Zalewskiej, kandydatki PiS na RPD, napisaną dla Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Dorota Zawadzka odgrzebała i upubliczniła na Twitterze. Wywodząca się z katolickich środowisk pedagożka postawiła tezę, iż dążenie lewicy do całkowitego zakazu kar cielesnych jest utopią i jedną z form pajdokracji. Innym jej przejawem – wywodziła kandydatka PiS – jest samo funkcjonowanie urzędu RPD (na który autorka w 2018 kandyduje).
Czy można się spodziewać, że tak jak poprzedni rzecznik, po objęciu stanowiska Zalewska będzie interweniować w niekorzystne dla dzieci wyroki sądów (Marek Michalak w 2015 sprzeciwił się orzeczeniu, które zapadło w Warszawie i uznało klapsa za „jeden ze sposobów wyrażenia władzy rodzicielskiej”?).
Andrzej Gąsiorowski: – Na pewno w takich sprawach rzecznik będzie interweniować rzadziej albo wcale. Mamy już fasadowy Trybunał Konstytucyjny i taką samą Krajową Rade Sądownictwa, za chwilę będziemy mieli fasadowy Sąd Najwyższy. Tak samo będzie z RPD, co do tego nie ma wątpliwości. Na pewno będzie trochę inny klimat. Gorszy.
Z drugiej strony na pewno ci, którzy do tej pory nie dawali klapsów, nie będą chcieli dawać ich nadal. Osobiście nie wierzę w to, że sądy, kuratorzy czy pomoc społeczna są w stanie w takim stopniu zaingerować w rodzinę, aby całkowicie wyeliminować przemoc i kary cielesne jeśli nie ma ku temu woli i przekonania. Są w stanie łagodzić lub ograniczać sytuacje przemocowe. Należy się spodziewać, że kiedy przyjdzie nowy rzecznik i nastąpi zmiana myślenia na tym gruncie, będzie to ograniczane w mniejszym stopniu.
Dorota Zawadzka: – Przyzwolenie władzy czy organów administracyjnych jest kluczowe. Inaczej kształtuje się chociażby społeczeństwo, w którym policja chroni nie tych, co trzeba…
Byłam doradcą odchodzącego rzecznika, który konsekwentnie promował rodzicielstwo bez klapsów. Teraz absolutnie nie idziemy w dobrym kierunku. Pozostaje mieć nadzieję, że nowa pani rzecznik nie myśli tak, jak napisała w swojej pracy. Że pisała o pajdokracji i lewackich fanaberiach, bo takie było konkretne zamówienie. Wreszcie, jak mawiają, „tylko krowa nie zmienia poglądów”.
Bardziej bym się niepokoiła o to, że kwestionowała zasadność istnienia stanowiska, o które się ubiega. I o jej bezkrytyczne podejście do religii, wartości chrześcijańskich, jako jedynych godnych upowszechniania. Niedobrze by było, gdyby nowy RPD miał takie przekonania bo to grozi wylądowaniem w środku kruchty. Formalnie nadal jesteśmy krajem świeckim. Nie mówię, że nowy rzecznik musi koniecznie być lewicowy, ale warto żeby przynajmniej widział obie strony.

 

Nowelizacja ustawy. Przemoc czy konflikt?

Wirtualna Polska alarmuje: w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki społecznej trwają ciche prace nad nowelą Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Z obecnego zapisu o treści: „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste” przewiduje się wykreślenie słowa „jednorazowe”. Inne niepokojące zmiany, o których szepczą dziennikarze to możliwość wglądu sprawców przemocy w Niebieską Kartę jeszcze przed postawieniem zarzutów, odejście od możliwości odebrania dziecka rodzicom przez służby, a także zmiana definicji przemocy (nie będzie już „przemocy w rodzinie”, bo takie sformułowanie godzi w jej integralność). Z prac wyłączony został Marek Michalak. Ale o nich słyszał:
– Kierunek tych zmian nie zmierza do zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom w przypadku zagrożenia przemocą. Jeśli tylko zmiany przepisów wyżej wymienionej ustawy zostaną przedstawione do konsultacji, poddamy je szczegółowej analizie.
Na etapie anonimowych doniesień można było podejrzewać dziennikarską nadwrażliwość. Ale niepokojące sygnały się potwierdzają.
Superniania: – Owszem, mamy przecieki, że rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej; że nie będziemy mogli mówić o „przemocy w rodzinie”, bo to jest jej „patologizowanie”. Będziemy mogli mówić albo o przemocy „domowej”, albo o „konfliktach” – co jest absurdem, bo konflikt zakłada pewną równowagę, a między dzieckiem i rodzicem nie ma tej równowagi, jest typowa relacja władzy. Tam nie ma konfliktu, jest przemoc! Ale tak, są takie pomysły.
Przypominam mojej rozmówczyni wypowiedź Mateusza Morawieckiego o tym, że do przemocy częściej dochodzi w związkach nieformalnych.
– To typowa prawicowa manipulacja – słyszę. – Bazująca na tym, że w ogóle dziś jest więcej konkubinatów, a mniej małżeństw, bo ludzie się po prostu nie pobierają. Ta przemoc jest wszędzie, w związkach takich i siakich, ale już można ze spokojem sumienia obwieścić, że korzenie zła tkwią w konkubinatach. W podobny sposób manipulowano osiem lat temu, kiedy forsowaliśmy w Sejmie tę obowiązującą ustawę. Prawica przyprowadziła wtedy taką Szwedkę, która założyła sobie jakieś mikrostowarzyszenie (chodziło o Ruby Harrold-Claesson ze „Skandynawskiego Komitetu Praw Człowieka” – przyp. WK). Ta kobieta w rzeczywistości była no-namem, ale przedstawiano ją jako chodzący dowód na to, że postępowa Szwecja wycofuje się z zakazu klapsów i teraz będzie można bić dzieci. Oczywiście, i u nich istnieje grupa radykalnych posłów, która takie hasła czasem pokrzykuje, ale na tej samej zasadzie, co nasz Korwin.

 

Szarpał, ale nie bił

Administracyjny glejt na przemoc uderzy nie tylko w dzieci. Również w kobiety. Ogólnie – w słabszych.
Sąd umorzył postępowanie karne wobec posła Łukasza Zbonikowskiego, uznając, że szkodliwość społeczna czynu była znikoma. Odebranie telefonu żonie, by nie mogła go nagrywać – szkodliwość żadna. A szkodliwość publicznych stwierdzeń, takich jak „ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy w co trzeba”?
– Do tej pory polskie sądy całkiem nieźle radziły sobie ze sprawami o przemoc. Nie chciałbym na tym przykładzie przesądzać o jakimś procesowym trendzie – mówi Andrzej Gąsiorowski. – Taką zmianę będzie można ocenić po dwóch, trzech latach działania „nowego” systemu sądownictwa. Ale tak jak mówiłem wcześniej, wyrok sądu może eliminować skutki, nie przyczyny przemocy. Procedury naprawcze są w znacznej mierze fikcyjne. Jeśli baza jest zła, to nadbudowa w postaci wyroków czy magicznych zapisów w konwencjach niewiele zmieni. Co jest bazą? Bardzo często nadal uzależnienie ekonomiczne. Bogate kobiety rozwiązują problem przemocy przez kupienie bądź wynajęcie mieszkania i odizolowanie się od partnera.
Na pewno dziś opinia publiczna jest na takie historie bardziej znieczulona. Żyjemy w stanie pełzającej moralnej anomii. Jeszcze 15 lat temu ostracyzm społeczny nie pozwoliłby pełnić funkcji politykowi, który miałby zarzut znęcania się nad żoną. Ale kapitalizm tak ludzi wyniszczył, że myślą tylko o tym jak iść do pracy i po tej pracy odpocząć. A jakiegoś tam posła odbierają w charakterze sensacji. Tak nie powinno być, ale tak jest.

 

Zróbmy coś.

Ale co?
Zawadzka: – Marzy mi się, żeby temat dzieciństwa bez przemocy podjęli dziennikarze. Ale nie feministyczni, lewicowi, czy ci z Krytyki Politycznej. Tacy piszący do kolorowych gazetek za złoty pięćdziesiąt, które się pochłania w autobusie czy pociągu. Na stronie biura RPD znajduje się kapitalna kampania: filmik z babcią, która tłumaczy innym staruszkom: „Kiedyś to się dzieci biło… ale to nie było dobre”. Jednak problem z nawet najlepszą kampanią społeczną jest zawsze taki, że dociera do już przekonanych albo nie wychodzi szerzej poza krąg specjalistów. Tu potrzeba wyjścia do masowego odbiorcy, do starszych ludzi, do tego rolnika, z którego śmiał się „Fakt”, że głosował na Prawo i Sprawiedliwość.
Gąsiorowski: – Wszystkie narzędzia, którymi dysponuje dziś państwo, mądrze używane będą przyzwoicie spełniać swoją rolę. Naprawdę wartościową inicjatywą przynoszącą rodzinom korzyści jest wprowadzenie instytucji asystenta rodziny. To jest realny ukłon w stronę „podstawowej komórki społecznej”. Tam, gdzie rodzice są niewydolni wychowawczo, asystent podsuwa rozwiązania pozbawione elementu przemocy. To trochę taki edukator pierwszego kontaktu. Niestety przy instytucjonalnym przyzwoleniu na przemocowe zachowania (jak ten absolutnie obrzydliwy gest Beaty Szydło gratulującej radnym Zakopanego), ich głos może się zamienić w głos wołającego na puszczy.

Taka piękna przemoc

Beata Szydło oficjalnie pogratulowała Radzie Miasta Zakopane. Oto jedyny samorząd, który nie wdrożył u siebie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i jest z tego dumny. Dumny jak cholera.

 

Dla wszystkich jest jasne, że Beata Szydło będzie kandydować z tamtego okręgu – zapewne nawet uda jej się zostać europosłanką z Małopolski. Ale są pewne nieprzekraczalne granice przyzwoitości. Właśnie zostały przekroczone.
Beata Szydło stwierdziła tajemniczo: – Muszę państwu przede wszystkim pogratulować, boście są odważni. No, jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił, ale górale, no wiadomo, jest naród odważny.
Później jeden z radnych wyjaśnił dziennikarzom, o co chodzi: – Miasto Zakopane jest jedyną gminą w Polsce, która nie wdrożyła ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – powiedział z dumą.
Zakopane jako jedyne nie powołało zespołów interdyscyplinarnych zgodnie z wymogami znowelizowanej 8 at temu ustawy. Zespoły te mają za zadanie monitorować lokalną społeczność, współpracują z OPS-ami i policją. W ich skład wchodzą kuratorzy, nauczyciele, psychologowie, pracownicy socjalni. Okazuje się, że w Zakopanem nie są potrzebni.
Iwona Anna Wiśniewska, dyrektor Ośrodka dla Osób Dotkniętych Przemocą z siedzibą w Krakowie, powiedziała TVN24: – Podhale jest jedynym takim miejscem, gdzie udaje się, że przemocy nie ma. Ponieważ stereotypowo myślimy, że kto baby nie bije, temu wątroba gnije. O nocleg i schronienie w Tatrzańskim Ośrodku Interwencji Kryzysowej i Wsparcia Ofiar Przemocy w Rodzinie w Zakopanem nie prosi żadna góralka. Czemu góralki nie korzystają z ośrodka? – pyta retorycznie. Dobrze wie, czemu tak się dzieje. Opowiada historię sprzed kilku miesięcy. Historię kobiety, która zdecydowała się poprosić o pomoc. Raz.
– Jeden z pracowników socjalnych, do którego poszła, prosząc o pomoc, powiedział, że powinna iść do psychiatry, bo niemożliwe, żeby taki mężczyzna stosował przemoc – podsumowuje Wiśniewska.
Mówi, że góralki zwracają się o pomoc poza swoim rejonem. Bo policja odnotowuje rocznie około 70 przypadków przemocy domowej. Ale radni zamiast ustawę wdrożyć, chcą zaskarżyć ją do Trybunału Konstytucyjnego i liczą na to, że pomoże im w tym ich opiekunka i „matka Polka” – Beata.
To nie przypadek, że w tym samym czasie połowa Polaków opowiedziała się w sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” za karceniem dzieci poprzez klapsy. Sondaż ten opublikowała na Twitterze zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Sylwia Spurek z adnotacją: „Najsmutniejszy sondaż tego tygodnia – prawie połowa badanych akceptuje bicie dzieci”. Jakby tego było mało, do jej wypowiedzi odniósł się brunatny chłopiec Krzysztof Bosak, wiceszef Ruchu Narodowego – i uznał, że wyjaśni jej różnicę pomiędzy „stosowaniem klapsów” a „biciem”. Bo klaps to przecież nie przemoc, to życiowa konieczność i twarda polska pedagogika w praktyce.
„Ja sam dostawałem lanie i wyszedłem na ludzi” – to najczęstsze tłumaczenie zwolenników stosowania kar cielesnych. Przerażająca tendencja byłych ofiar, aby w dorosłym życiu stać się katami, w kraju nad Wisłą zyskuje oficjalną aprobatę rządzących.