Rząd szkodzi przedsiębiorcom PROBLEMY PRZEDSIĘBIORCÓW

Zmiany prawne, wprowadzone w 2018 roku spędzają sen z powiek sporej części mikro, małych i średnich firm.

 

Z badań wynika, że przedsiębiorcy najbardziej obawiają się podzielonej płatności podatku od towarów i usług, tzw. split payment (14 proc. wskazań).
Negatywnie na sytuację firmy w opinii 13 proc. przedstawicieli MŚP, mogą wpłynąć zmiany dotyczące zaostrzenia ochrony danych osobowych (tzw. RODO).
Natomiast co dwudziesty zapytany obawia się wymogu dotyczącego podpisu elektronicznego.
Takie są wyniki ogólnopolskiego sondażu przygotowywanego przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa mikro, małych i średnich firm, odbyło się ono we wrześniu tego roku.

 

Będzie trudniej

– To bardzo istotne zmiany, które rzutują zarówno na ten najmniejszy jak i korporacyjny biznes. O ile jednak w przypadku dużych firm, najczęściej działają wydzielone komórki zajmujące się prawem czy informatyzacją, które analizują bieżące zmiany i wprowadzają je w życie firmy, o tyle mikroprzedsiębiorcy w jednych rękach skupiają wiele różnych obowiązków. Tutaj nikt nie ma czasu, żeby codziennie poświęcać czas na lekturę przepisów. Stąd ważne jest, aby zmiany prawa w Polsce odbywały się z uwzględnieniem interesów i możliwości wszystkich stron zainteresowanych – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.
Trzeba pamiętać, że obecnie największym problemem większości firm w Polsce jest ograniczona dostępność pracowników oraz stopniowo rosnąca presja płacowa, na co wskazała połowa zapytanych przedsiębiorców.
Jednak i trzy wymienione wcześniej czynniki mogą wpłynąć negatywnie na kondycję i dalszy rozwój przedsiębiorczości w naszym kraju.

 

Dłuższe czekanie, więcej pracy

Jeżeli chodzi o split payment, czyli mechanizm podzielonej płatności, to nowe przepisy obowiązują od 1 lipca 2018 r. i – mogą mieć istotny wpływ na sposób płatności za faktury.
W praktyce chodzi o to, że kwota netto płatności za usługi i towary jest wpłacana na rachunek rozliczeniowy dostawcy, a kwoty podatku od towarów i usług (VAT) – na oddzielny rachunek VAT-owski. Split payment dotyczy mikro, małych, średnich i dużych przedsiębiorstw, jednak na razie obowiązuje zasada dobrowolności (stosowanie przepisów zależy od dokonującego zapłaty, więc rozdzielenie rachunków nie jest obowiązkowe).
Jeśli jednak, czego należy się spodziewać, kontrahenci zdecydują się na wpłacanie pieniędzy na dwa oddzielne rachunki, to najbardziej obawiają się tego mikroprzedsiębiorcy (zatrudniający najwyżej do 5 osób). Wśród nich około 20 proc. wskazuje, że mechanizm podzielonej płatności może wpłynąć niekorzystnie na kondycję ich firmy. Boją się oni zwłaszcza pogorszenia płynności finansowej, co może być związane z opóźnieniami wpłat od kontrahentów, a także z zwiększonymi obowiązkami administracyjnymi.
Na drugim biegunie są średnie firmy – tylko 8 proc. obaw. Biorąc pod uwagę branże, to pesymistów jest najwięcej w produkcji i usługach (po 17 proc.), a najmniej wśród hotelarzy i restauratorów – 4 proc.
Przedstawiciele sektora małych i średnich przedsiębiorstw niewiele mniej niż mechanizmu podzielonej płatności, obawiają się RODO – czyli unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych.

 

Kłopotliwa ochrona danych

RODO weszło w życie w maju 2016 r., ale przedsiębiorcy mieli dwa lata czasu na dostosowanie swoich struktur i procedur do nowych przepisów – dlatego nowe przepisy są bezpośrednio stosowane dopiero od 25 maja tego roku. Rozporządzenie wprowadza szereg nowych obowiązków w obszarze ochrony danych osobowych klientów, kontrahentów, pracowników czy kandydatów do pracy – oraz poważne sankcje finansowe za ich nieprzestrzeganie. Obawy firm nie są wiec bezpodstawne.
Najbardziej za pan brat z RODO są średnie firmy – wśród nich tylko 4 proc. obawia się nowych regulacji. Za to wśród małych firm ten odsetek jest zdecydowanie wyższy i wynosi ponad 18 proc. Wśród badanych branż, RODO może najbardziej negatywnie wpłynąć na kondycję firm usługowych (21 proc. wskazań) oraz hotelarskich, restauracyjnych i cateringowych (18 proc.). Najmniej tej regulacji obawia się przemysł (4 proc.).
Trzecią prawną barierą, której na razie obawia się tylko 5 proc. mikro, małych i średnich firm (z tym, że nie dotyczy ona tych najmniejszych firm), jest wymóg stosowania podpisu elektronicznego. Od 21 lipca muszą z niego korzystać w kontaktach z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych ci przedsiębiorcy, którzy rozliczają składki więcej niż 5 osób. Nie obowiązuje to więc mikroprzedsiębiorców. Pozostali musieli wykupić bezpieczny podpis elektroniczny dla celów stosowania go w kontaktach z ZUS.
Podpis elektroniczny jest składany za pomocą specjalnej karty procesorowej lub tokena oraz stosownego oprogramowania. Pod względem prawnym, kwalifikowany podpis elektroniczny jest równoważny z podpisem własnoręcznym. Można go stosować między innymi do podpisywania umów i dokumentów czy składania deklaracji podatkowych. Jego instalacja wiąże się jednak z kosztem. Najbardziej e-podpisu obawiają się podmioty zatrudniające od 5 do 9 pracowników (7 proc. wskazań), najmniej zaś – średnie firmy (2 proc.).

Komornika można przystopować

Nie taki ten diabeł straszny, jak go malują – i na pewno nie wszystko mu wolno.

 

Spłata kredytu zaciągniętego na zakup nowego samochodu, wymarzonego nowe M., wakacje na kartę kredytową – tak wygląda rzeczywistość wielu Polaków.
Chętnie korzystamy z kredytów i pożyczek, dzięki którym w razie przejściowych trudności, możemy załatać dziurę w domowym budżecie lub sfinansować większy zakup bez konieczności posiadania oszczędności.

 

Przypadek wuja Archibalda

Może jednak zdarzyć się, że z powodu utraty pracy, choroby czy innych nieprzewidzianych zdarzeń losowych, zaczniemy mieć problemy z terminową spłatą zobowiązań. Kiedy taka sytuacja będzie się utrzymywać przez dłuższy czas, możemy spotkać na swojej drodze komornika – niczym wuj Archibald z piosenki Brassensa, który napotkał na swej drodze śmierć. Ale komornikowi, choć pełni mało sympatyczną rolę, daleko do ostatecznych rozwiązań, typowych dla śmierci.
W 2017 r. do komorników w Polsce spłynęło blisko 5 mln spraw. Nie znaczy to oczywiście, że rozpoczęli aż tyle postępowań egzekucyjnych. Wiele osób musi się jednak liczyć z tym, że „wejdą” im oni na wynagrodzenia czy zajmą rachunki bankowe.
Komornik to jak wiadomo osoba, która zajmuje się odzyskiwaniem należności od firm lub osób fizycznych, które zalegają z terminową spłatą kredytów, regulowaniem rachunków, itp. Z jego pomocy nie może skorzystać „zwykły Kowalski” pragnący ściągnąć od kogoś dług. Potrzebna jest do tego decyzja sądu. Dłużnicy zwykle narzekają na komorników – ale dla wierzycieli często są oni ostatnią nadzieją na zwrot pieniędzy od nieuczciwych klientów.

 

Musi być podstawa

W świetle prawa komornik to funkcjonariusz publiczny działający przy sądzie rejonowym. Każdy, kto chce wykonywać taką profesję, musi spełnić przesłanki wskazane w ustawie o komornikach sądowych i egzekucji, złożyć ślubowanie – i teoretycznie postępować zgodnie z regułami etyki zawodowej.
Głównym zadaniem komornika jest należyte wykonywanie orzeczeń sądowych nakazujących spełnienie roszczenia pieniężnego. Prawa i obowiązki komorników są regulowane przez ustawę z 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji. Od 1 stycznia przyszłego roku zostanie ona zastąpiona ustawą z dnia 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych oraz ustawą o kosztach komorniczych.
Wiedza o istnieniu wspomnianych aktów prawnych jest dość istotna, ponieważ te przepisy określają zakres działania komorników. Mają zaś oni niemało uprawnień, ale i sporo obowiązków.
Należy pamiętać o tym, że każde działanie egzekucyjne musi posiadać podstawę, bez której egzekucja nie może zostać wszczęta. Jest nią np. prawomocny wyrok sądu zaopatrzony w klauzulę wykonalności, zaakceptowana przez sąd ugoda, akt notarialny zawierający dobrowolne poddanie się egzekucji.

 

Nie wystawimy go za drzwi

Komornik zawsze musi doręczyć dłużnikowi postanowienie, w którym znajdują się informacje o wszczęciu egzekucji. Te najważniejsze to: oznaczenie orzeczenia sądowego, określenie sposobu egzekwowania długu, a zwłaszcza pouczenie o możliwości zaskarżenia wydanego postanowienia, wraz z określeniem sposobu i terminu, w którym osoba zadłużona może tego dokonać.
Każdy komornik pracujący w terenie, powinien mieć przy sobie identyfikator ze zdjęciem, danymi osobowymi, określeniem pełnionej funkcji oraz oznaczeniem sądu rejonowego, przy którym działa. Jest on wydawany przez Krajową Radę Komorniczą.
Taki dokument pozwala na jednoznaczną identyfikację komornika i zapobiega sytuacjom, w których osoby nie pełniące takiej funkcji podszywają się pod funkcjonariusza publicznego, którym jest komornik.
Komornik ma prawo wejść do mieszkania, aby wykonać orzeczenie sądu. Musi się przy tym wylegitymować i przedstawić tytuł prawny, na podstawie którego działa.
Jeżeli osoba wobec której komornik prowadzi postępowanie egzekucyjne odmówi wpuszczenia go, musi liczyć się z tym, że komornik może zarządzić przymusowe otwarcie lokalu i dokonać przeszukania w asyście policji. Powyższy przypadek to jednak ostateczność.

 

Zanim zlicytuje nam mieszkanie

– Należy się spodziewać, że komornik rozpocznie egzekucję należności od zajęcia rachunku bankowego. Bezpieczne pozostają otrzymywane alimenty, ale już nie pensja czy emerytura. Gdy takie rozwiązanie nie jest możliwe, komornik może zająć ruchomości, czyli przedmioty należące do osoby zadłużonej, np. samochód, (ale tylko wtedy, jeżeli nie jest potrzebny dłużnikowi do pracy zarobkowej), sprzęt RTV/AGD, a także nieruchomości – wyjaśnia ekspertka Justyna Drobot. Czyli, może zabrać nam dom czy mieszkanie – i sprzedać na licytacji.
Warto również wiedzieć, że istnieją przedmioty wyłączone spod egzekucji. Zaliczamy do nich rzeczy osobiste, takie jak np. odzież, niezbędne przedmioty urządzenia domowego, a także zapasy żywności, bądź opału, które pozwoliłyby funkcjonować osobie zadłużonej oraz jej rodzinie przez co najmniej miesiąc.
Komornik może zapukać do naszych drzwi także i w niedzielę, o ile ma na to stosowne zezwolenie, wydane przez prezesa danego sądu rejonowego. Nie powinien nas jednak zrywać o szóstej nad ranem. Może on wykonywać swe czynności służbowe w określonym przedziale czasowym, od 7 rano do 21.

 

Skarżmy się skutecznie

Nowe przepisy dotyczące komorników sądowych, które wejdą w życie na początku przyszłego roku, wprowadzają rozwiązania, za sprawą których ma zostać zwiększona kontrola nad działaniem tych funkcjonariuszy publicznych.
Jest to krok dla dobra osób zadłużonych, często krzywdzonych przez komorników, które nieco lepiej niż dotychczas mają być chronione przez prawo.
Chodzi np. o obowiązek nagrywania części czynności (niestety nie wszystkich) związanych z egzekucją należności, mających miejsce w domu dłużnika. Komornicy są już zobowiązani do poznania Peselu dłużnika, by uniknąć sytuacji, że ściągają dług od niewłaściwej osoby.
Komornik może być wydalony z zawodu czy odwołany z pełnionej funkcji jeżeli dopuścił się rażących naruszeń.
Dla dłużnika najważniejsze jest zaś to, że może on składać skuteczne skargi na działalność komorników. Ponieważ jednak przepisy dotyczące skargi na działalność komorników zawierają szereg niuansów, warto najpierw poradzić się prawnika, aby taka skarga przyniosła odpowiedni efekt. Ze skargą może wystąpić nie tylko dłużnik, ale każda osoba, której prawa zostały naruszone bądź zagrożone w związku z przeprowadzonymi przez komornika czynnościami
Wreszcie, od 1 stycznia 2019 r., zawód komornika będzie mogła wykonywać wyłącznie osoba o wyższym wykształceniu prawniczym, co dotychczas nie stanowiło niezbędnego wymogu ustawowego.
Większość komorników nie jest zachwycona tymi zmianami, tym bardziej, że nowe regulacje wiążą się z koniecznością zakupu sprzętu niezbędnego do utrwalania przebiegu czynności egzekucyjnych. Pewnie więc będą chcieli przerzucić te koszty na osoby przeciw którym toczą postępowania egzekucyjne.