Trybunał prezesa Jarosława Kaczyńskiego

Szef KRRiT ośmieszył się, wzywając by nazwiska Julii Przyłębskiej nie łączono z Trybunałem Konstytucyjnym. Mimowolnie, w ten sposob przypomniał jednak, kto w istocie stoi za wyrokami obecnego TK.
Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski wezwał, by media (chodzi mu zwłaszcza o TVN) przestały używać sformułowania „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”. Pan przewodniczący wprawdzie nie raczy zauważyć szczucia i nachalnej jednostronnej propagandy uprawianej w PiS-owskiej telewizji „publicznej”, ale jego uczucia rani tak bolesny problem, jak dodawanie do TK nazwiska pani Przyłębskiej przez niektóre media.
Wzruszająca jest ta troska pana przewodniczącego o stosowanie właściwego nazewnictwa instytucji, która według niego jest po prostu Trybunałem Konstytucyjnym. Można też oczywiście zrozumieć, że łączenie nazwiska pani Przyłębskiej z nazwą „Trybunał Konstytucyjny” uznaje on za uwłaczające dla samego Trybunału. To jednak odważna ocena, panie przewodniczący!.
Rzowijając swą myśl, pan przewodniczący Kołodziejski oświadczył, iż używanie terminologii „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” jest niewłaściwe, gdyż „tego rodzaju, niezgodne z prawdą informacje, wprowadzają odbiorców w błąd i utrwalają nie tylko nieprawdziwe przekonanie o indywidualnej, spersonifikowanej decyzji prezes Trybunału Julii Przyłębskiej, lecz przede wszystkim krytykę wyroku Trybunału Konstytucyjnego, dokonywaną przez część społeczeństwa kierując ją, w sposób zindywidualizowany, do konkretnej osoby uczestniczącej w podejmowaniu rozstrzygnięcia”.
Przekładając te słowa na ludzki język, wydaje się, iż panu przewodniczącemu Kołodziejskiemu chodzi o to, że „część społeczeństwa” może uważać, że to pani Przyłębska jest w jakiś sposób odpowiedzialna za orzeczenia wydawane przez Trybunał Konstytucyjny – a przecież, jego zdaniem, na pewno tak nie jest. Co więcej, pan przewodniczący Kołodziejski stwierdził, iż uznawanie odpowiedzialności pani Przyłębskiej za orzeczenia TK „może stanowić element nękania, zastraszenia, a nawet mowy nienawiści”. Tu również wypada się zgodzić z panem przewodniczącym Kołodziejskim: w istocie, orzeczenia obecnego Trybunału Konstytucyjnego mogą skłaniać do nękania i zastraszania oraz dobrze służą wywoływaniu uczuć nienawiści.
Pan przewodniczący Kołodziejski uważa, że poprzez używanie terminologii „”Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”, odbiorcy otrzymują „nieprawdziwe informacje” dotyczące konstytucyjnego organu państwa jakim jest TK.
A przecież rozdział VIII Konstytucji RP wskazuje, że Trybunał Konstytucyjny jest władzą odrębną i niezależną od innych władz, zaś wszyscy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji – mówi, całkiem serio, pan przewodniczący Kołodziejski. I dodaje, że nagminne używanie nazwiska, kieruje uwagę odbiorców na osobę prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, dając tym samym nieprawdziwe wskazanie, iż to nie konstytucyjny organ rozpatrywał sprawę i wydawał orzeczenie.
Szef KRRiT wezwał zatem zaprzestania używania określenia „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”. Na jego wezwanie odpowiedział Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który poradził przewodniczącemu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, żeby wycofał się z tego wezwania. Bodnar podkreślił też, że „z niedowierzaniem” przyjął informację o wezwaniu ze strony przewodniczącego Kołodziejskiego.
Rzecznik Praw Obywatelskich przypomniał przewodniczącemu KRRiT, że zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada stoi m.in. na straży wolności słowa, zaś według ustawy o radiofonii i telewizji, KRRiT stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności dostawców usług medialnych i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji.
– Przypomnienie to jest konieczne, ponieważ komunikat Rady zaprzecza podstawowym zadaniom, które powinna pełnić. Problem jest istotny z uwagi na naruszenie podstawowych wartości ustroju RP, tj. art. 14 Konstytucji, który zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, oraz art. 54 Konstytucji, gwarantującego każdemu wolność wypowiedzi oraz rozpowszechniania informacji – oświadczył rzecznik Adam Bodnar.
Według RPO, nazwa Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej „niezależnie od pejoratywnych konotacji i ewentualnego krytycznego ładunku” (dodajmy – czego RPO delikatnie już nie powiedział – że całkowicie uzasadnionych), nie tylko mieści się w pełni w granicach swobody informacyjnej środków masowego przekazu, ale również jest stwierdzeniem zgodnym z prawdą.
Sędzia TK Julia Przyłębska uważa się przecież za Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Poza tym, w sprawie ustawy aborcyjnej (a w tym kontekście media najczęściej używały ostatnio kwestionowanego określenia) była przewodniczącą składu, który wydał rozstrzygnięcie o niekonstytucyjności jednej z trzech przesłanek dopuszczających aborcję – zauważył RPO. Z tego też względu odżegnywanie się od imienia i nazwiska pani Julii Przyłębskiej byłoby niezgodne z faktami. Co więcej, mogłoby zostać odebrane jako niezgodna z faktami próba publicznego pozbawienia wpływu sędzi na treść wydanego rozstrzygnięcia – ocenił Adam Bodnar.
Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, w tej sytuacji wezwanie skierowane przez przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji „nie tylko narusza podstawowe zadania tego organu, lecz może stanowić próbę wywołania tzw. efektu mrożącego, to jest niedopuszczalnego wpływania na sposób formułowania przekazu przez media”. – A to co jest sprzeczne nie tylko z Konstytucją, lecz również z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – zaznaczył RPO.
Adama Bodnar dodał także, że wezwanie ze strony przewodniczącego Witolda Kołodziejskiego „może też być odczytywane jako aspiracja do dokonywania prewencyjnej kontroli środków społecznego przekazu, czego wyraźnie zabrania art. 54 ust. 2 Konstytucji”. Ten przepis stanowi, że „cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane”, przy czym „ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej”.
Bodnar przypomniał też, że nikomu jakoś nie przeszkadza używanie sformułowań „rząd Mateusza Morawieckiego” – co jest powszechnie stosowanym stwierdzeniem, całkowicie zgodnym z prawdą i w żadnym stopniu nie umniejszającym roli i funkcji konstytucyjnych organów państwa”.
Jak widać, między przewodniczącym KRRiT Witoldem Kołodziejskim, a RPO Adamem Bodnarem istnieje różnica zdań nie do pogodzenia. W tej sytuacji wydaje się, że najlepiej używać określenia: „Trybunał Konstytucyjny Jarosława Kaczyńskiego”. Ma ono tę zaletę, że jest chyba najbardziej zbliżone do coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości.

Bigos tygodniowy

Chyba przez nikogo nie spodziewane, ogromne rozmiary i ogólnopolski zasięg przybrał społeczny protest przeciwko barbarzyńskiemu zaostrzeniu prawa aborcyjnego poprzez zakwestionowanie zgodności z Konstytucją przesłanek embriopatologicznych. Trudno przypisać tu sprawstwo tzw. Trybunałowi Konstytucyjnemu Julii Przyłębskiej, bo wiadomo, że żadna ważna decyzja nie zapada bez woli, a co najmniej bez przyzwolenia Kaczyńskiego. Jednak – niezależnie od personaliów – jeśli wskazać dla tej kwestii największy wspólny mianownik, to przecież sprowadza się on do takiej oto oczywistości, że u źródeł trwającego od 27 lat zakazu aborcji w Polsce, czyli od zarania III RP, tkwi zaciekła, anachroniczna, przepełniona złymi emocjami kamienna postawa prawicy rozmaitych odcieni, prawicy zblatowanej z Kościołem katolickim. Do niekończącej się historii sporu o kształt prawa dotyczącego aborcji, który trwa już, dopisany został kolejny, haniebny rozdział.


Z obserwacji tego protestu, który trwa już kilka dobrych dni, wynika całkiem pokaźny pakiet wniosków. Po pierwsze, znacząca część młodego pokolenia, bo wśród protestujących dominują, z grubsza biorąc, młodzi ludzie urodzeni między rokiem 1990 a 2002, zakwestionowała symboliczne władztwo Kościoła katolickiego i tzw. tradycyjnych polskich wartości. Uczynili to na demonstracjach w formie werbalnej i ikonograficznej przesyconej przekazem ostrym, często czerpiącym z zasobu słownika wulgaryzmów, ale także pełnym dowcipu, sarkazmu, szyderstwa, ironii, świadczącym o zupełnie niezłym wrobieniu kulturowym. Po drugie, skala i zasięg protestu przewyższyły skalę i zasięg Czarnego Protestu z października 2016, który przecież uznany został za masowy. Sceną demonstracji i marszów były zarówno duże i średnie miasta, jak i (co było novum) także wiele małych miasteczek. Po trzecie, protest – obok ostrza antypisowskiego, czy antyprawicowego, przybrał także wyraźnie antyklerykalny, antykościelny, a fragmentami nawet antyreligijny charakter i koloryt. Można by rzec, że w realu, na polskich ulicach potwierdziło się to, o czym mówi się o kilka lat i co potwierdzają badania socjologiczne – obecne pokolenie polskiej młodzieży jest pierwszym w historii Polski, które w tym stopniu, in gremio wzięło rozbrat z tradycyjną religijnością. Wydaje się, że odwieczne hasło „Polonia semper fidelis” mające oznaczać splecenie polskości z katolicyzmem zaczyna przechodzić do historii. Polska młodzież trafnie zlokalizowała właśnie we władztwie Kościoła katolickiego przyczynę deficytu wolności, którego pokolenie to po raz pierwszy tak boleśnie poczuło na własnej skórze.


W miniony piątek, późnym popołudniem strapiony, omaskowany Mateo w towarzystwie ministra zdrowia Niedzielskiego i krajowego konsultanta ds. zakaźnych profesora Horbana (też omaskowanych) ogłosił m.in. zamknięcie cmentarzy na 3 dni. Jak było do przewidzenia, ta decyzja, mimo że większość Polaków musiała się z nią liczyć, wywołała niezadowolenie, a nawet gniew. Ludzie rzucili się na cmentarze, powodując to czego obawiali się rządzący czyli niekontrolowane tłumy przy grobach drogich zmarłych, a co za tym idzie znaczne zagrożenie epidemiologiczne. Ich niezadowolenie i gniew były niczym w porównaniu z niezadowoleniem i gniewem sprzedawców kwiatów i zniczy, którzy przy cmentarzach już rozłożyli swoje stragany, czekając na kupujących. W tej sytuacji, pozostali z zapasami towaru, w tym tak nietrwałym jak rzeczone kwiaty i długami, jakie większość z nich zaciągnęła na ich zakup. Pytani przez dziennikarzy różnych mediów, nie ukrywali złości, zwracali uwagę, że decyzja rządu ogłoszona na kilka godzin przed zamknięciem cmentarzy, uderzyła wprost w ich niejednokrotnie rodzinne biznesy, stawiając firmy na skraju bankructwa. Dopiero później, jeszcze w piątek, bodaj na TT, Mateo do którego musiały dotrzeć informacje na ten temat, zreflektował się i obiecał tym, którzy poniosą straty rekompensaty. W sobotę okazało się, że dwie agencje rządowe odkupią od sprzedawców i producentów kwiaty i rośliny, które mogłyby zostać sprzedane w Święto Zmarłych, zaś samorządom, które już zaangażowały się w ratowanie przedsiębiorców, odkupując od nich kwiaty i rośliny, zostaną zwrócone poniesione nakłady. Można zatem uznać sprawę za jakoś załatwioną, tylko dlaczego nie można było ogłosić tych propozycji w dacie konferencji Mateo? No dlaczego? I dlaczego rząd zwlekał z ogłoszeniem swojej decyzji o zamknięciu cmentarzy tak naprawdę do ostatniej chwili? No dlaczego?


Również w miniony piątek Duda złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, częściowo przywracającą tzw. przesłankę eugeniczną. Najprościej pisząc, chodzi o to, żeby można było stworzyć listę „wad” płodu pozwalających na jego terminację. Oczywiście, ta dudowa propozycja nie podoba się nikomu, no może za wyjątkiem części koalicji rządzącej, która ma nadzieję, że zachęci część protestujących kobiet do pozostania w domu. Bigos tygodniowy nie podziela tego optymizmu, bowiem już widać, że kobiety i dziewczyny, mężczyźni i chłopaki je wspierające, pod wodzą Marty Lempart, nie zadowolą się ułomną propozycją Dudy i chcą pełnej liberalizacji prawa w zakresie dopuszczalności przerywania ciąży. Na razie protesty wywołane wydaniem w dniu 22 października przez Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej tzw. wyroku zaostrzającego prawo aborcyjne, trwają i jak się zdaje trwać będą, po „podmiot nie zgadza się z orzeczeniem”.


We Wrocławiu, doszło do ataku na dwie dziennikarki „Gazety Wyborczej” relacjonujące przebieg protestu kobiet. Ubrany na czarno i zamaskowany osiłek, jak później ustalono kibic jednego z klubów wrocławskich, kibol po prostu, naruszył nietykalność cielesną jednej z nich. Ustalono jego personalia, dokonano przeszukania w miejscu zamieszkania ujawniając m.in. zakazane środki psychoaktywne. Nie został tymczasowo aresztowany, a pierwotnie skierowany do sądu wniosek o zastosowanie tego środka zapobiegawczego, został podobno na polecenie Prokuratury Krajowej wycofany. Jeżeli to prawda, to prawda ta budzi zdziwienie. Nie ma bowiem zgody na ataki na dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki, bez względu na to jakie media reprezentują!


W trzech sondażach PiS odnotowało znaczący spadek notowań. Bardzo prawdopodobne, że z tego powodu wycofano się z procedowania przyjętego już przez Sejm projektu „piątki dla zwierząt”. Ponoć będzie opracowywany nowy projekt znaczy się lepszy, tylko kiedy? Tego nie wie nikt…

Flaczki tygodnia

„Stary świat umiera, a nowy walczy o narodziny: teraz jest czas potworów”. To dawno temu napisał Antonio Gramsci, ale dziś znów staje się aktualne.

Władza PiS przestraszyła się masowych protestów Polek. Przestała mówić jednym głosem.

Pojawiła się w niej frakcja nieprzejednanych siłowników. „W państwie prawa nie może być zgody na łamanie prawa, w związku z czym prokurator generalny Zbigniew Ziobro wydał jednoznaczne wytyczne”, pogroził pan wiceminister sprawiedliwości i polityk Solidarnej Polski Michał Woś.
Nie próżnuje pan Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski.
Nakazał śledczym w całej Polsce ściganie organizatorów protestów oraz osoby, które namawiają do udziału w demonstracjach po haniebnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Może grozić kara więzienia do ośmiu lat.

Ciekawe czy do odpowiedzialności zostaną też pociągnięte pani Magdalena Cymańska, córka pana posła Tadeusza Cymańskiego z PiS, która regularnie uczestniczy w demonstracjach i zachęca do nich oraz pani Kinga Duda, doradca społeczny pana prezydenta Dudy, która wydała oświadczenie, że popiera „kompromis aborcyjny z roku 1993”?

„Flaczki” znają pana posła Cymańskiego z zakładu pracy przy ulicy Wiejskiej. Gratulują mu mądrej córki.

Kiedy słucham, że „Mój brzuch, moja sprawa”, to jest to dla mnie jakieś fundamentalne niezrozumienie jednostki ludzkiej. Wolność kobiety jednak kończy się, kiedy zachodzi w ciążę, bo jest ograniczona wolnością dziecka”, zwierzyła się Jadwiga Emilewicz, była wicepremier. Skonfliktowana dziś panem Jarosławem Gowinem, aktualnym wicepremierem.

„Udział ludzi wierzących w demonstracjach, żeby przerywać życie ludzkie, przerywać ciążę, to grzech”, powiedział rzecznik Episkopatu Polski pan ksiądz Leszek Gęsiak.
Mówcie tak dalej panowie biskupi, mówcie tak, a w waszym kościele pozostaną jedynie naziole i bojówkarze.

„Rozumiem kobiety i ich obawy wynikające z tej sytuacji”, oświadczył pan prezydent Andrzej Duda i złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. „Jestem przeciwnikiem aborcji eugenicznej, ale spodziewałem się, że Trybunał Konstytucyjny zostawi czas, aby te przepisy zostały doprecyzowane”, dodał pan prezydent.

To oznacza, że pan prezydent, i wspierający go taktycznie pan premier Morawiecki wraz z panem wicepremierem Gowinem, pragną politycznie uciec do przodu przywracając stan wczorajszy.
Nie da się tego teraz dokonać. Nie tylko dlatego, że prezydencki projekt to znów napisany naprędce bubel prawny. Że w klubie parlamentarnym PiS nie ma jeszcze większości niezbędnej do przegłosowania go. Nie uda się go przegłosować, bo to lepsze wczoraj umarło politycznie w minionym tygodniu. Szkoda czasu na galwanizowanie politycznego trupa.

A gdzie jest pan prezes Kaczyński? Takie pytanie teraz paść powinno. Ale dziś nie padnie. Dzisiaj Złego z lasu nie wywołujmy.

Władza PiS nie tylko przestała mówić jednym głosem. Zaczęła już donosić na siebie. W odpowiedzi na pojednawcze gesty pana prezydenta Dudy, żołnierze pana prezesa,wicepremiera przypomnieli, piórem redaktora Piotra Zaremby, że to przecież pan prezydent naciskał pana prezesa, wicepremiera by przyśpieszał wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. I nawet uzależniał od tego swój podpis na ustawie o ochronie zwierząt.

Ustawa o ochronie zwierząt pójdzie zaś do politycznej aborcji, pomimo udanego już jej poczęcia. Elity PiS nie chcą dalszej wojny z mordującymi zwierzęta dla zysku.

Jaśnie pana prezesa zaczął sypać też mecenas Roman Giertych. Twierdzi, że Kaczyński zwierzał mu się ze swych politycznych planów w 2007 roku. „Mówił mi o planach przejęcia Trybunału Konstytucyjnego poprzez zmianę ustawy. Mówił mi o planach powoływania specjalnych sędziów do spraw aresztowych, gdzie byłyby rozpatrywane sprawy dotyczące „układu”, czyli polityków opozycji. Mówił o specjalnym sądzie prasowym, który miał dyscyplinować media za „nieuczciwe ataki na polityków”. Nie miał kompletnie świadomości, że o jego planach informowałem opozycję, a przede wszystkim liderów PO. Widziałem u niego początki jakiejś paranoi politycznej, gdy snuł rozważania jak postawić zarzuty Tuskowi albo jak zachowa się Schetyna, gdy mu się zamknie żonę” – pisze mecenas, zwany „Koniem”, na Facebooku.

”Chcielibyśmy stanowczo zaprotestować przeciwko temu bezprecedensowemu, dokonanemu w środku pandemii atakowi na prawa i wolności kobiet w Polsce”, napisali w bardzo poważnym oświadczeniu przewodniczący głównych frakcji w Parlamencie Europejskim. Liderzy wszystkich, poważnych sił politycznych w Europie . Od socjalistów po chrześcijański demokratów i liberałów. Nawet partia węgierskiego premiera Orbana znalazła się wśród nich. Biedny ten pan prezes Kaczyński. Gdyby zechciał wypierdalać, to pozostaje mu jedynie kierunek na Mińsk białoruski lub Kaliningrad.

Zmarł Jurek Czepułtowski z Ełka. Wspaniały poseł SLD i kolega z pracy w zakładzie na Wiejskiej w latach 1997-2005. Żal.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

ANNUSZKA

Do pana mówię Panie Jarku,

choć ma pan sporo lat na karku,

dopadła pana dziś znienacka

znana klasyka literacka.

Chcę panu więc zaproponować

by pan poczytał Bułhakowa,

bo wtedy pan zrozumieć zdoła

co mówią ludzie dookoła.

Może to dziwne proszę pana,

ale wpadł do mnie sąsiad z rana

i w progu woła do mnie : „Polej –

Annuszka już kupiła olej…..”

Ryszard Grosset

Bigos tygodniowy

Najczarniejsze koszmary stają się rzeczywistością. Pandemia coraz bardziej, lawinowo się rozpędza, a władza PiS zdecydowała się na arcybarbarzyńskie posunięcie w stosunku do kobiet i ich praw. Piekło kobiet rozpęta się teraz z siłą, jakiej do tej pory nie znaliśmy. Podstępnie scedowano brudną robotę z Sejmu na atrapę tzw. Trybunału Konstytucyjnego. Obowiązująca w Polsce od 27 lat najbardziej drakońska ustawa antyaborcyjna w Europie zostanie zmieniona tak, że będzie to oznaczało praktycznie całkowity zakaz aborcji. Nie ma odpowiednich słów by adekwatnie nazwać to horrendum, tę hańbę, która dokonała się 22 października 2020 roku. Polska stała się tego dnia najbardziej opresyjnym i ponurym miejscem w Europie, europejskim Salwadorem. To co się stało, jest tak straszne i tak brzemienne w skutki, że powinno być właściwie jedynym tematem bigosu. Nie chce się wierzyć, że coś takiego mogło się stać w kraju członkowskim Unii Europejskiej. Nie ma też złudzeń, że na tym się skończy. Tylko czekać jak po zniesieniu legalności przesłanki embriopatologicznej, zniesiona zostanie także legalność dwóch pozostałych przesłanek uprawniających do przerwania ciąży – zagrożenia zdrowia i życia kobiety oraz przestępczego źródła ciąży. Tuż po ogłoszeniu wyroku przez tzw. Trybunał Konstytucyjny, w wielu polskich miastach, odbyły się protesty. W Warszawie, nieopodal domu Kaczyńskiego, doszło do starć z policją, która potraktowała demonstrantów gazem i zatrzymała kilkanaście osób. Więcej, protesty nie ustały w kolejnych dniach pomimo ograniczeń epidemicznych i trwają już blisko tydzień. Biorą w nich udział przede wszystkim bardzo młodzi ludzie, ich skala jest zapewne większa niż pamiętny, masowy Czarny Protest z października 2016 roku.

*****

A teraz kilka słów refleksji „na chłodno”, choć tak naprawdę nie sposób w tej kwestii zachować chłodnego dystansu. Układ sił politycznych w Polsce od wielu lat nie pozwalał nawet marzyć o szansach na liberalizację prawa aborcyjnego, ale z drugiej strony wydawało się, że nie ma także klimatu sprzyjającego co pewien czas podejmowanym przez fundamentalistów próbom jego zaostrzenia. Te próby, włącznie z projektem Godek i projektem Ordo Iuris jesienią 2016 roku nie powiodły się także wskutek postawy Kaczyńskiego. Wydawało się więc, że obecnie obowiązująca, ale pozostawiająca kilka wyjątków od zakazu aborcji restrykcyjna ustawa trwać będzie jeszcze długo. Co więc spowodowało ten nagły i mimo wszystko jednak zaskakujący ruch? Pojawił się argument, że chodziło o przykrycie nieudolności władzy w walce z pandemią, nadchodzącego wielkimi krokami kryzysu gospodarczego, bo to o czym donoszą media już jawi się jako katastrofa, apokalipsa. Zgodnie z innymi argumentami, Kaczyński zdecydował się na ten ruch, by zneutralizować nacierających od prawej strony fundamentalistów z Konfederacji i „Solidarnej Polski” Ziobry. Być może jest tu coś na rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że podstawową przyczyną tego, co się stało jest fakt, że PiS to formacja fundamentalistyczno-autorytarna, której celem jest podporządkowanie sobie wszystkich sfer życia. Czyli, nie chodzi tylko o taktykę, ale że oni – PIS-owcy mają po prostu taki pogląd na świat.

*****

Dziwisz, niegdysiejszy kapciowy Wojtyły w randze kardynała okazał swoją nicość. Indagowany o sprawę pedofilii wśród podległych sobie księży, na oczach widzów jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych wił się i kluczył, „szedł w zaparte”, po prostu „nie widział, nie słyszał, nie mówił”. Wypierał się w żywe oczy wszelkiej wiedzy i wszelkiej odpowiedzialności za czyny kapłanów, latami krzywdzących małoletnich, pomimo że przedstawiono świadectwa, że wiedzę taką miał, tylko nic, ale to nic z nią nie zrobił. Osobnik, który nie ma kwalifikacji nawet na wiejskiego proboszcza, nie był w stanie okazać nawet cienia empatii ofiarom pedofilii. A tak w ogóle ciekawe, jak i kiedy Kościół Katolicki w Polsce zamierza rozwiązać nabrzmiewający problem coraz większej liczby osób, pokrzywdzonych przez jego funkcjonariuszy, którzy zebrali się na odwagę i niejednokrotnie publicznie opowiadają o swojej traumie? Na razie oprócz okrągłych słów KK konkretnych rozwiązań nie proponuje.

*****

Mimo poparcia ponad tysiąca organizacji pozarządowych i szacownych instytucji, 201 posłanek i posłów, pisowska większość odrzuciła kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Przebieg posiedzenia Sejmu, a zwłaszcza stanowisko PiS, wyrażone właściwie jednym zdaniem przez Kanthaka Jana nie pozostawia wątpliwości, że rządzący najchętniej zlikwidowaliby RPO, ale skoro konstytucja nie daje takiej możliwości, wepchną na to stanowisko swojego funkcjonariusza o poglądach skrajnie fundamentalistycznych w rodzaju Czarnka czy Pawlaka, pseudorzecznika praw dziecka. Bigos tygodniowy stawia na niejakiego nomen omen Warchoła, obecnego sekretarza stanu w resorcie kierowanym przez Ziobro, piastującego dodatkowo funkcję rzecznika rządu do spraw praw człowieka albo kogoś bardzo, bardzo podobnego. Z tym, że jeszcze rządzący muszą się zastanowić co z senatem zrobić, bo niestety ten ma coś do powiedzenia w sprawie wyboru RPO. Najbardziej cieszy, że Zuzanna Rudzińska – Bluszcz nie wymięka i już zapowiada, że będzie ponownie kandydować. Bigos tygodniowy oczekuje zatem z niecierpliwością, kiedy prawica wystawi swojego kandydata, kto nim będzie i jaki program nam zwykłym obywatelom przedstawi. Będzie się działo!

*****

W miniony piątek, w plenerze odnalazł się Duda, z tym że ten plener to była tak naprawdę przebudowa Stadionu Narodowego na szpital tymczasowy. Duda i towarzyszący mu mężczyźni stali na tle krzątających się robotników i Duda prawił, jak będzie fajnie na tym stadionie, jak już zostanie przebudowany. Bigos tygodniowy nie wątpi, że może być fajnie, choć zważywszy sytuację epidemiologiczną kraju, uważa że może z tą fajnością to przesada. Co gorsze, Bigos tygodniowy nie może uwolnić się od kilku natrętnych pytań, które są związane z tą wiekopomną inwestycją. Mianowicie, ile lat tak przebudowany stadion będzie wykorzystywany jako szpital „tymczasowy”, ile taka przebudowa będzie kosztowała, ile będzie kosztował demontaż szpitala tymczasowego, gdy COVID 19 już się skończy i kto zarobi, na tych wszystkich montażach i demontażach, bez wątpienia, dużą kasę? I żeby nie było, Bigos tygodniowy uważa, że szpitali zakaźnych, medyków specjalizujących się tej dziedzinie jest mało, bardzo mało, w ogóle że polska służba zdrowia leży i kwiczy, bo po prostu w dobie koronawirusa zwyciężyło nasze narodowe zawołanie „Jakoś to będzie”, zamiast nudnej, rzetelnej roboty u podstaw. Tak tylko myśli, jaki ma sens taka przebudowa Narodowego oprócz propagandowego dymu? No jaki? Z różnych stron dobiegają wszak informacje, że w różnych miastach stoją szpitale, które w nieodległej przeszłości zostały zamknięte i należałoby je tylko otworzyć i doposażyć, aby mogły przyjmować pacjentów. Więcej, te szpitale zostałyby z nami na dłużej, tak na wszelki wypadek, bo naukowcy, ci wstrętni pesymiści, wieszczą, że ta pandemia to tak naprawdę uwertura tego co czeka ludzkość, również nas Polaków, w nieodległej przyszłości i zakaźne choróbska, przy których SARS – CoV-2 to pikuś, czają się za węgłem. A tak w ogóle, czy ktoś tak poważnie rozważał czy rzeczywiście, skoro istnieją gotowe budynki szpitalne (w tym podobno w Warszawie), adaptacja Narodowego prowadzona z takim rozmachem jest celowa, czy w ogóle ktoś policzył, a myślę tu przede wszystkim o Dworczyku Michale, ale nie tylko, ile to będzie kosztowało nas wszystkich, bo przecież środki pójdą z chudego budżetu ? Czy opinia publiczna nie powinna już teraz poznać faktycznych powodów przebudowy Stadionu Narodowego na szpital tymczasowy i kwoty za jaki zostanie zrealizowany ten fantastyczny pomysł? Najsmutniejsze jest to, że Stadion Narodowy to wisienka na torcie pomysłu forsowanego przez rządzących, media donoszą o kolejnych obiektach stadionach, halach targowych, centrach kongresowych, które za jak należy się domyślać za grubą, bardzo grubą kasę, będą adoptowane na tymczasowe szpitale. Ale co tam, Polska jest bogata i na pewno da radę.

*****

Wracam do rewolucji jaka od 22 października 2020r. dokonuje się na naszych oczach na ulicach polskich miast i miasteczek, bo to jest właściwie temat, który mógłby być jedynym tematem Bigosu tygodniowego. Tłumy, przede wszystkim młodych ludzi, w związku z wydaniem przez tzw. Trybunał Konstytucyjny wyroku prowadzącego tak naprawdę do całkowitego zakazu aborcji, protestują. Mają poczucie, że kobietom, ale nie tylko, także ich mężom, partnerom życiowym, odebrano prawo do decyzji w kwestii tak istotnej jak decyzja o terminacji uszkodzonego płodu. Mają poczucie, że pozbawia się ich podmiotowości, że rolę kobiet sprowadza się, jak ujęła trafnie jedna z uczestniczek protestu, do roli inkubatora. Póki co rządzący nie reagują na masowe protesty, nie wypowiedzieli się ani Duda ani Mateo, Jaro który zakończył kwarantannę milczy. Czyżby uważali, że sprawa przyschnie? No cóż Bigos tygodniowy uważa, że błądzą. Sprawa jest bardzo, ale to bardzo poważna, zaś sytuacja może się zakończyć tragicznie. Już tylko marginesowo Bigos zauważa, że epidemiolodzy apelują do demonstrujących o zachowanie dystansu społecznego, noszenie maseczek, wieszczą niekontrolowany wzrost zakażeń. Niestety, ich prognozy mogą się okazać trafne, a pod koniec listopada niestety zabraknie i łóżek covidowych i respiratorów, bo zakażeń będzie wiele.

Flaczki tygodnia

Nowa wojenka kulturowa miała przykryć klęskę rządu nieudolnie walczącego z zarazą. Jednak generałowie Kaczyńskiego źle skalkulowali. Nie spodziewali się aż tak licznych protestów podczas aż tak niesprzyjających protestom warunkach.

Po dwóch dniach propagandziści PiS dostrzegli, że ta wojna o aborcję ich wygraną nie będzie. Zapewne wyciszyliby ją szybko, jak niedawną wojnę z „ideologią LGBT”. Ale tym razem nagromadzana miesiącami frustracja społeczna, wywołana śmiertelną pandemią, gwałtownie wybuchła. Zapalnikiem stał się wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

W dniu ogłoszenia przymusu rodzenia nieżywych płodów, umarł też tak zwany „kompromis aborcyjny”. Stan powszechnej, polskiej hipokryzji. Zabraniający aborcji, ale też zezwalający na nią w pewnych przypadkach. Akceptujący podziemie i turystykę aborcyjną. Do tamtego stanu powrotu już nie ma.

UWAGA, UWAGA PARLAMENTATZYŚCI LEWICY !!! Parlamentarzyści prawicy, tacy jak Janusz Kowalski, Marek Suski i podobni im, notorycznie i bezczelnie KŁAMIĄ w medialnych dyskusjach, że liberalizacja aborcji to pomysł zaczerpnięty od Stalina i Hitlera. Niestety bywają parlamentarzyści Lewicy, którzy od razu nie zaprzeczają takim kłamstwom.
A przecież to Hitler, zaraz po dojściu do władzy w 1933 roku, zakazał w Niemczech aborcji. Benito Mussolini dokonał tego wcześniej, bo w 1930 roku. W 1936 roku aborcji w ZSRR zakazał Stalin, w 1939 roku general Franco, a w 1940 roku francuski, faszystowski reżim Vichy. Po 1945 roku aborcji zakazały wszystkie pro stalinowskie rządy w państwach Europy Środkowo- Wschodniej, także polski. Zakazy te zniesiono we wszystkich tych państwach po 1956 roku wraz z destalinizacją ich systemów politycznych. Jedynie w Albanii Envera Hodży utrzymano go do 1990 roku. W roku 1966 nowy rumuński dyktator Nicolae Ceausescu wprowadził ponownie zakaz aborcji.
Zatem to jaśniepan prezes Kaczyński i jego biskupi naśladują dziś Hitlera, Stalina, Mussoliniego i Ceausescu.

Zdecydowany sprzeciw wobec antyaborcyjnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego wyrazili parlamentarzyści Lewicy. I chwała im za to.

Parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej zaskoczył radykalizm i masowość kobiecych protestów. Lewe skrzydło KO poparło protesty, pozostali nie mogą rozstać się z ideą „kompromisu aborcyjnego”. I hasłem „Aby było tak jak było”. Niestety na wojnie, nawet tylko kulturowej, kiedy walczące strony radykalizują się, nie da się długo usiedzieć na barykadzie.

Na barykady nie chcą ruszyć parlamentarzyści PSL- Kukiz. Bo większość z nich nie chce krytykować swoich proboszczów z polskiego kościoła kat. Ale też większość z nich opowiadała się za dotychczasowym „kompromisem aborcyjnym”. Co zrobić by wskrzesić ów „kompromis”, głowią się teraz najtęższe umysły ludowco- kukizowców.

Największe zadowolenia z trybunalskiego wyroku prezentują parlamentarzyści Konfederacji. Przede wszystkim narodowcy. Bo stało się to, co przez lata postulowali. Bo protestujące kobiety to nie ich elektorat. Bo nie oni wywołali tę wojnę, nie oni poszli na pierwszą linię, ale to oni teraz najwięcej na takiej wojence wygrają.

Elity PiS nadrabiają minami. Widzą już, że nie zyskają dodatkowych głosów poparcia w efekcie tej wojny. Zabiorą je cwani dekownicy z Konfederacji. Za czasów rządów PO-PSL młodzi posłowie PiS dowodzeni przez Adama Hoffmana wszczynali podobne konflikty pod hasłem „Zróbmy im 100 Wietnamów”. Wikłali wtedy rząd PO-PSL w kompromitujące go spory. Teraz elity PiS urządzają kolejne „Wietnamy” swojemu rządowi. Po co im to?

Zadowolenie z trybunalskiego wyroku wyraził pan prezydent Duda i jego kanceliści. Głos prezydencki popłynął z kwarantanny, bo pan prezydent zaraził się wirusem, którego stale lekceważył. Wcześniej nawiedził Szpital Narodowy, gdzie mógł podzielić się z wirusem wielu budowniczych Szpitala. Oby nie złapał też grypy, bo wtedy w jej wirusy też musiałby uwierzyć.

Szef Kancelarii pana prezydenta Dudy, pan minister Krzysztof Szczerski przyjął pełniącą obowiązki prezydenta Białorusi na wychodźstwie, Swiatłanę Ciochanouską. Zachęcał ją gorąco do kontynuowania protestów, zwłaszcza kobiecych. Bo, jak zauważył, tylko one mogą „zagwarantować Białorusinom możliwości wolnego wyboru przyszłości kraju”.

Jak przysłowiowe norki ucieszyli się z trybunalskiego wyroku hierarchowie polskiego kościoła kat. Pan abepe Stanisław Gądecki
oświadczył, że „tą decyzją stwierdzono, że koncepcja „życia niewartego życia” stoi w jaskrawej sprzeczności z zasadą demokratycznego państwa prawnego”. Zaś rozradowany pan abepe Marek Jędraszewski powiedział: „Trudno sobie wyobrazić wspanialszą wiadomość”. Jest byczo, polski kościół kat. rośnie w siłę , a biskupi żyją dostatniej.

Wyrok trybunalski wywołał liczne społeczne protesty, o których piszemy w „Trybunie”. Zapowiedziano też specjalne protesty pod budynkami katolickich kościołów i nawet wewnątrz nich.
„Flaczki” pierwszy raz demonstrowały w obronie praw kobiet do aborcji w 1992 roku. Potem też o to prawo wielokrotnie walczyło nogami, rękami, i głową.
Dlatego teraz „Flaczki” apelują do protestujących, zwłaszcza do tych wkurwionych.
NIE PALCIE KOŚCIOŁÓW, BOJKOTUJCIE POLSKI KOŚCIÓŁ KAT.

Zamiast demonstrować podczas mszy, zorganizujcie wielki bojkot polskiego kościoła kat.
Nie chodźcie do kościołów.
Nie wpierajcie finansowo funkcjonariuszy kościoła kat.
Nie posyłajcie swoich dzieci na lekcje religii.
Nie przyjmujcie funkcjonariuszy podczas tradycyjnej kolędy. Nawet tej on- line.
Nie uczestniczcie w ceremoniach ślubów kościelnych.

Bojkotujcie tych diabłów wcielonych, zwłaszcza jeśli wierzycie w katolickiego boga. Nie musicie się z bogiem rozstawać. Usuńcie jedynie patologicznego, zbrodniczego, kosztownego pośrednika w waszych relacjach z bogiem.

Internetowe serwisy informacyjne podają, że radykalnie wzrosło zainteresowanie stronami informującymi jak dokonać apostazji. Czyli wypisać się z polskiego kościoła kat. W Polsce, jak każdy wie, setki tysięcy dzieci są chrzczone bez ich świadomości i zgody. Każdy ochrzczony nabija potem statystykę katolików w Polsce, nawet jeśli się potem z kościołem rozstał.
Dzięki takiemu fałszerstwu funkcjonariusze kościoła kat. mogą twierdzić, że reprezentują większość obywateli naszego państwa. Czas skończyć z tym zakłamaniem. Dlatego jeśli masz dość katolickiego Piekła Kobiet – dokonaj apostazji.

Codziennie słyszymy, że w Polsce brakuje lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, sprzątaczek szpitalnych. A Jedynie policji jest pod dostatkiem.
Dba o swe pały „Liliputin.”

Bigos tygodniowy

„Strefy wolne od LGBT” stały się strefami wolnymi od funduszy unijnych, przynajmniej dla sześciu miast, które to zadeklarowały, a wystąpiły o te fundusze. Unijna komisarz do spraw równości Helena Dalli przypomniała, że ten kto nie respektuje podstawowych wartości i praw Unii Europejskiej nie ma prawa do funduszy. Z kolei francuski minister do spraw europejskich Clement Beaune ostrzegł, że jeśli władza PiS wypowie konwencję stambulską, to Polskę powinny spotkać sankcje finansowe. Tak trzymać i nie popuszczać!


Propaganda reżymu rozpętała medialną histerię na cztery fajerki i rozdziera szaty, bo ktoś w nocy pozawieszał tęczowe flagi i chusty, ponaklejał kartki z manifestem („To miasto jest dla nas wszystkich”) na kilku warszawskich pomnikach, w tym na posągu Chrystusa, pomniku Kopernika, pomniku warszawskiej Syrenki, pomniku Witosa, pomniku Kilińskiego. Nazywają to profanacją i Bóg wie czym jeszcze, policja oczywiście intensywnie szuka sprawców. Ta sama policja, która jest tak pobłażliwa wobec osób nie noszących masek w przestrzeniach zamkniętych takich jak n.p. sklepy czy środkach komunikacji publicznej i stanowiących zagrożenie dla współobywateli z grup ryzyka. Tymczasem zawieszenie tęczowej tkaniny na jakimś obiekcie, choćby najbardziej szacownym i otoczonym czcią to najłagodniejsza, najdelikatniejsza i najmniej inwazyjna z form demonstracji. Czy figura Chrystusa, czy inne pomniki zostały w jakikolwiek sposób uszkodzone? Czy naklejenie przez n/n sprawców kartki papieru z manifestem naruszyło ich integralność? Nie wiem, nie byłem na miejscu tych aktów „wandalizmu”, ale mając na względzie mój wiek i doświadczenie życiowe śmiem przypuszczać, że nie. Usunięcie skutków tych aktów „wandalizmu” polegało, jak się zdaje na zdjęciu flag, chust i odklejeniu kartek papieru. I tyle… O, przepraszam i na zabezpieczeniu tych przedmiotów przez organy ścigania na potrzeby prowadzonego śledztwa. Do czego doszliśmy, skoro coś takiego z całą powagą jest obwoływane „przestępstwem”, a sprawcy/sprawczynie tych czynów z całą surowością ścigani przez wyspecjalizowane w ściganiu służby? Bigos rozumie, że następnie zaangażowane zostaną sądy, które również z całą surowością prawa mogą ukarać przestępców/przestępczynie, wszak okoliczności łagodzących brak. W jakim kraju my żyjemy? Czy ja śnię koszmar? Czy to jawa, czy sen? A tak na marginesie, czy Jezus Chrystus kocha swoich braci i siostry LGBT+? I czy tęcza nie jest znakiem przymierza Boga z ludźmi? Tak tylko pytam…


„Na balkonie w siedzibie biura partii – na trasie przemarszu nacjonalistów w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego – wywiesili trzy transparenty: „Powstań przeciwko faszyzmowi”, „feminizm, nie faszyzm” oraz transparent z powstańczą kotwicą” – napisał Onet. Z powodu tych napisów policja usiłowała wejść do lokalu parlamentarnej partii Lewica Razem, a nie weszła tylko dzięki interwencji posłanki Lewicy Pauliny Matysiak. A gdyby posłanka nie mogła pojawić się na czas? Policja próbowała wejść do lokalu legalnego ugrupowania parlamentarnego, które ma swojego wicemarszałka w prezydium Sejmu. Nie chcę się wdawać w szczegóły. To się nie miało prawa wydarzyć, a zdarzyło się wskutek działania faszyzującego kierownictwa MSW. Bo jak rozumiem, mocodawców policyjnej interwencji, uraziła antyfaszystowska wymowa haseł. Kogo rażą antyfaszystowskie hasła? No chyba tylko faszystów. To, że policja nie wystąpiła w obronie działaczy Lewicy Razem, gdy nie dyscyplinowała faszoli, gdy podczas przemarszu pod siedzibą partii wykrzykiwali groźby karalne i rzucali w nich butelkami, nie jest już zaskakujące.


Już wiemy co rząd Mateo, a właściwie sam Mateo postanowił w sprawie konwencji stambulskiej (tzw. antyprzemocowej), którą Polska miała zgodnie z życzeniem Ministra Sprawiedliwości natychmiast, od razu, już, wypowiedzieć. Taki radykalny pomysł, z różnych powodów, głównie europejskich mógłby być groźny dla wizerunku i kruchych finansów państwa, zatem Mateo i jego kumple (ale ci prawdziwi, nie Zbyszek Z. i jego przyjaciele) wymyślili, rozwiązanie proste, acz przewidywalne, konwencja „idzie” do Trybunału Konstytucyjnego. A ten Trybunał pod wodzą odkrycia towarzyskiego Prezesa Jarka, nieocenionej Prezeski Julii, po 5 latach od jej ratyfikowania i 5 latach rządów PiS sprawdzi czy jest zgodna z Konstytucją. Tak, tak, Trybunał Konstytucyjny po 5 latach od dnia wejścia konwencji stambulskiej do polskiego porządku prawnego będzie sprawdzał jej konstytucyjność. I ciekawe jest bardzo, jak długo poczekamy na wyznaczenie terminu rozprawy, a potem na wydanie orzeczenia? Nie ulega wątpliwości, że Trybunał Konstytucyjny będzie się nad konwencją z troską pochylać, ale czy będzie to trwało 3 lata (byle do kolejnych wyborów) czy jeszcze dłużej, tego nie wie nikt. Sumując powyższe podejrzewam, że Mateo posłał wniosek o zbadanie konwencji do Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej Julii, aby go uziemnić w rupieciarni ad calendas graecas. W końcu Mateo musi jeździć do Europy i z takiego świecenia oczami przed liderami europejskimi, jakie byłoby nieuchronne, mimo kilkuletniej już wprawy, nawet on nie wyszedłby obronną ręką.


Według szablonowej sztancy przekazu pisowskiego Jakubowska Aleksandra (tak, tak, ta sama millerowska „lwica lewicy”) oburza się na łamach w potylice.pl, gdzie służy porucznikom Karnowskim, na odrzucenie wniosków finansowych gmin, które uchwaliły „strefy wolne od LGBT”. I ostrzega, że tym samym może skończyć się uzależnienie przyznawania funduszy unijnych od przestrzegania praworządności przez pisowską władzę. A ja dziwię się, że ta pani choć przez jeden dzień mogła przynależeć do formacji lewicowej.


Tematem ubiegłego tygodnia, a jak się zdaje i bieżącego był i jest COVID -19.Po zapowiedziach, informacjach o tym, że koronawirus słabnie i nie należy się go bać, w przekazie polityków PiS nie ma śladu. Niestety, część naszych rodaków i to znaczna uwierzyła w te hurraoptymistyczne wieści głoszone zwłaszcza przez Mateo, i nie przyjmuje do wiadomości, że były to jedynie pobożne życzenia głoszone na potrzeby kampanii Dudy, że miały zachęcić wyborców PiS do tłumnego pójścia do urn. I teraz będzie trudno wytłumaczyć tymże rodakom, że jednak należy, a właściwie trzeba nakładać na twarze albo maski albo przyłbice w sklepach, środkach komunikacji publicznej, bo koronawirus jest z nami i rozpoczął hiperpolowanie na nasze płuca. Ciekawe czy Mateo stanie przed rodakami i np. w TVPPiS powie, że w czerwcu i na początku lipca w sprawie koronawirusa żartował?


W dniu 3 sierpnia 2020 r. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN stwierdziła ważność wyboru Andrzeja Sebastiana Dudy na prezydenta, dokonanego 12 lipca 2020 r. Boże, chroń Polskę.

Bigos tygodniowy

Naprawdę świetne było wystąpienie Adriana Zandberga, w imieniu klubu Lewicy, po exposé Morawieckiego Mateusza. Przemówienie Zandberga było dobre do tego stopnia, że nawet prawicowi i propisowscy komentatorzy, politycy i publicyści nie kwestionują jego klasy, choć z kwaśną miną i półgębkiem próbują ją relatywizować. Po raz pierwszy od „niepamiętnych czasów” byliśmy świadkami sytuacji, w której opozycyjny mówca, patrząc w oczy szefowi rządu pisowskiego miał nad nim integralną przewagę. Ale wyrazy najwyższego uznania należą się jeszcze komuś – wicemarszałkowi Sejmu Włodzimierzowi Czarzastemu, za pierwszorzędną polityczną inteligencję i klasę, z jaką współprowadzi obóz Lewicy. Otóż Czarzasty, który sam jest bardzo dobrym, sugestywnym mówcą, mógłby, tak jak to jest powszechnie w zwyczaju u liderów partyjnych, uznać, że to jemu należy się prawo do wystąpienia w tej debacie. A jednak zostawił to zadanie Zandbergowi, bo doskonale wie, że, po pierwsze, on sam na trybunie sejmowej byłby, zwłaszcza w tej sytuacji (jako „komunista z krypty”, jak sam siebie autoironicznie określił i polityk „z przeszłością”) bardzo dogodnym celem ataków przeciwników i wrogów z prawej strony. Po drugie, świetnie wiedział, że choć sam jest dobrym retorem, to właśnie Adrian Zandberg dysponuje najbardziej potrzebną w momencie petardą, składającą się z takiej mieszanki, która zadziała najmocniej i będzie dla przeciwników i wrogów najtrudniejszą do odparcia. Czarzasty zachował się z klasą rzadką u polityków – zamiast infantylnego narcyzmu i grania personalnie na siebie, okazał umiejętność samoograniczenia osobistych ambicji w imię nadrzędnych celów. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, ja stary rep, poczułem chwilę dumę z klasy i inteligencji liderów Lewicy. Szczypałem się przy tym w policzek, by sprawdzić, czy to nie senne marzenie. Chapeux bas, Panowie!
*****
Słuchając exposé Morawieckiego Mateusza, staro-nowego premiera staro-nowego rządu PiS miałem wrażenie, że słucham egzotycznej mieszaniny elementów z jakichś „bajek robotów”, „gwiezdnych wojen”, megalomańskiej propagandy sukcesu oraz fantazji o polskim przodownictwie w postępie technologicznym i „najlepszym w Europie kraju do życia” – z ciasną frazeologią kleronacjonalistyczną, z wrzaskami w „obronie rodziny” przed „ideologią gender”. Ze zmieszania tych dwóch rodzajów mąki chleba jednak nie będzie. Za to ani słowa o aferze Banasia, o niejasnościach z swoim majątkiem, w tym z działką pod Wrocławiem i całym pakiecie pisowskich przestępstw przeciw państwu prawa.
*****
Rząd PiS okradł niepełnosprawnych, którzy nie są jego targetem politycznym, aby wypłacić trzynastą emeryturę emerytom, których znacząca część jest takim targetem. Generalnie zawsze należy sprzyjać poprawie bytu emerytów, tylko dlaczego akurat kosztem zbiorowości ludzi najbardziej pokrzywdzonych przez los?
*****
„Moralność nie istnieje, są tylko okoliczności” – mówił Vautrin do Rastignaca w „Ojcu Goriot” Balzaca. To, czy ktoś lub coś jest ideowo-politycznie po prawej czy lewej stronie, zależy tyleż od naszej oceny, ile od aktualnych okoliczności i położenia względem osi poglądów. Dajmy na to ja, lewicowiec, jeszcze cztery lata temu uważałem Platformę Obywatelską za prawolstwo, reakcję pełną gębą, jeżdżącą na rekolekcje pod Kraków do kardynała Dziwisza, mającą w swych szeregach ekstremistów ideologicznych nie gorszych niż „Konfederacja”, tyle tylko, że PO była mniej krzykliwa i agresywna niż PiS, była jak letnia, jak „ciamcialamcia”, jak mówił Roman Giertych. A dziś? Toż to prawie moi jednolitofrontowi sojusznicy ideowi, niemal centrolewica (taki żarcik). Podobny mechanizm przesuwania się frontów ideowych dotyczy także PiS. Weźmy jego relacje z „Konfederacją”. Konfederaci ostro napierają na PiS z prawej flanki i przesuwają je do centrum, jak stare pudło. Jeszcze dojdzie do tego, że siłą rzeczy i praw fizyki zepchną partię Przewodniczącego Mało na pozycje luksemburgizmu. Z innych pozycji napierają gowinowcy i ziobryści. Ci pierwsi nawet uwalili PiS-owi pierwszą ważną ustawę o zniesieniu 30-krotności składek na ZUS. Ach, jakiej to rozkoszy komfortowej władzy dało się użyć w minionej kadencji. Ale to se ne vrati.
*****
Pawłowicz i Piotrowicz w jednym domu stanęli, to jest w tzw. Trybunale Konstytucyjnym, jako sędziowie. Pochwały tych śmiesznych i strasznych figur wypowiadane z trybuny sejmowej brzmiały jak frazeologia charakterystyczna dla zjawiska „ketmana” opisanego przez Czesława Miłosza w „Zniewolonym umyśle”. Przy okazji tego tych głosowań dokonało się bezczelne, oburzające pisowskie przecherstwo, szwindel z powtórzeniem głosowania w obawie o wynik, które tym razem firmowała Witek Elżbieta, pisowska marszałkini Sejmu. Przewodniczący Mało uparł się tak bardzo przy Pawłowicz i Piotrowicz, wierni żołnierze PiS, bo wie że oboje będą wierni do końca bezgranicznie i że nawet przypiekani na wolnym ogniu przez siepaczy liberalnych i lewicowych – nie zdradzą. Co do innych ewentualnych kandydatów, nawet bliskich PiS, takiej pewności nie ma, co pokazuje casus sędziego Pszczółkowskiego i „bunt Wyrębaka” Jeśli do tego dodać głosy o niesnaskach między Przyłębską a „agentem Muszyńskim”, to nic dziwnego że Przewodniczący mało zaczął dmuchać nawet na ten zimny, a nawet zamrożony Trybunał. Zachowanie marszałkini Witek pokazuje, że w stary spór o wyższość między formą a treścią wypada rozstrzygnąć na rzecz tej drugiej. Kuchciński Marek, marszałek poprzedni reprezentował złą formą i złą treść w jednym. U Witkowej forma jest lepsza, ale treść okazała się podobnie licha.
*****
Zmarł arcybiskup Juliusz Paetz, miłośnik młodych ciał kleryckich. Ten, który przywoził im z Rzymu, Wiecznego Miasta, prezenciki w postaci czerwonych jak młode wiśnie męskich majtek z napisem „ROMA”, co kazał im czytać od tyłu, jako „AMOR”.
*****
Walka polityczna między PiS (któremu lekko spadło w sondażu) i „Konfederacją” (której lekko wzrosło, podobnie jak Lewicy) sięga coraz głębiej w historię. Grzegorz Braun zarzucił, że za biurkiem ministra kultury wisi portret Stanisława Kostki-Potockiego (1755-1821), „masona i postaci z piekła rodem”. Gliński Piotr bronił Kostki, ale niemrawo i bez przekonania. Ja bronię zdecydowania mego urodzonego także w Lublinie historycznego krajana, wielkiej postaci polskiego Oświecenia.

Bigos tygodniowy

Młody Morawiecki zadebiutował jako komik stand-upowy. Z trybuny sejmowej perlił się dowcipem, kpił, ironizował, szydził. Pewien aktor, który postanowił wyjątkowo zabłysnąć w pewnej roli, więc dwoił się i troił na scenie, zapytał po spektaklu o opinię reżysera Kazimierza Dejmka. Ten mu odpowiedział: „Był taki bułgarski cyrkowiec. Jeździł na jednokołowym rowerze, jednocześnie lewą ręką żonglując piłeczkami a prawą wirował talerzykiem na czubku kija. Pan był lepszy”. Z rzeczy poważniejszych, które poruszył MM, to deklaracja wycofania się z podwyżki cen prądu. Pisiory przelękły się paryskiej lekcji „żółtych kamizelek”? Tylko jak to zbilansują finansowo? Zaczyna być pod górkę?

 

***

„Jest pan wybitnym mężem stanu i wielkim historykiem, w związku z tym chciałbym zapytać, czy do pana już dotarło, że w czasie II wojny światowej Węgry były sojusznikiem Hitlera, a nie koalicji antyhitlerowskiej. Jak słyszę wasze ujadania, jak widzę wasze narodowe twarze, to chciałbym sparafrazować wielkiego Wojciecha Młynarskiego, „bom ja już nie pachole, żebym ja bym taki zdrowy, jak ja was… szanuję” – powiedział w Sejmie Stefan Niesiołowski do Młodego Morawieckiego. I pomyśleć, że ja kiedyś, w zamierzchłych czasach nie cierpiałem „Niesioła” za ZChN i za klerykalizm. Tempora mutantur…

 

***

Po długotrwałym okresie martwego milczenia (spokój panował w Budapeszcie), w stolicy Węgier niepodziewanie wybuchła fala protestów społecznych przeciw posunięciom rządu Wiktora Orbana. W kilkudniowych już zamieszkach ulicznych, w których biorą udział tysiące ludzi, zatrzymano kilkadziesiąt osób, a kilkunastu policjantów odniosło rany. Doszło też do wtargnięcia protestujących do gmachu rządowej telewizji i do brutalnego potraktowania ich przez siły porządkowe. Impulsem, który sprowokował protesty była ustawa zwiększająca limit obowiązkowych nadgodzin i znacznie opóźniająca wypłatę za ich odpracowanie, nazwana ustawą „niewolniczą”. Wielu protestujących uważa jednak, że ten protest nie dotyczy tylko jednej konkretnej sprawy, lecz jest iskrą antyorbanowskiego przebudzenia na Węgrzech. Orban wydał oświadczenie, że za protestami stoi Soros i jacyś przestępcy i że nie jest to słuszny protest klasy robotniczej. Czyżby ci, którzy przewidywali, że rządy Orbana trwać będą tysiąc lat, jak III Rzesza, jednak się pomylili się i właśnie zaczął się początek końca węgierskiego dyktatora?

 

***

Powtórka serialu „Czarne chmury”. Doskonały humor i optymizm w propisowskich mediach (z wyjątkiem TVPiS) gdzieś prysnął. Zastąpiło je zwątpienie i jeremiada. W „Gazecie Polskiej” Jerzy Targalski: „W styczniu biegliśmy do centrum po większość konstytucyjną. Nic z tego. Pytania prejudycjalne podporządkowują polskie ustawodawstwo bezpośrednio TSUE. Hasło stabilizacji oznacza, że żadnych reform nie będzie. Remont Republiki Okrągłego Stołu okazał się jej cienkim przypudrowaniem. Mieszkańcy miast nie chcą głosować na PiS. Posłanka PiS Joanna Lichocka: „Warto napisać to wprost – istnieje realne prawdopodobieństwo, że ludzie systemu III RP mogą wrócić do władzy. Pokazał to niebezpiecznie wynik wyborczy do samorządów”. Nad „czarnymi chmurami” płacze też Robert Tekieli: „Coraz trudniej pisze mi się te felietony. Coraz ciemniejsze barwy mają te zdjęcia kolejnych tygodni” (…) „do tego wróg wewnętrzny, gdy rodzice w pewnym przedszkolu w Poznaniu dowiedzieli się, że ich dzieci mają wziąć udział w jasełkach, zaprotestowali. Zamiast tego chcą bałwankowo-snieżnego przedstawienia”. Trudno się dziwić rodzicom, że mają po uszy tej klerykalizacji szkół i dyktatury religianctwa. Także niektórzy radni warszawscy i Fundacja Wolność od Religii upominają się o przestrzeganie w końcu neutralności światopoglądowej państwa przez władze publiczne. Miejmy nadzieję, że przekształci się to w areligijny ruch „me to”, walczący o wolność od złego dotyku religijnego. A co do minorowych nastrojów w pisowskich szczujniach, to więcej wiary jest u Pawła Lisickiego w „Do rzeczy”, a w „Sieciach pisentuzjastów Karnowskich to niemal całkiem wesoło, alleluja i do przodu. Dobra mina do gorszej gry?

 

***

To, co odważni rodzice uskubali w szkole, PiS odrobiło na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka, którym został jakiś koszmarny klerykał o powierzchowności kleryka, niejaki Mikołaj Pawlak, prawnik jakichś sądów biskupich (czyżby zajmował się dziewicami konsystorskimi?). Ten jegomość jest oczywiście gorliwym zwolennikiem zakazu aborcji, a metodę in vitro określił jako „niegodziwą”. Wygląda na psychicznie przecwelonego wychowanka klechów. Oj, nie przysłuży się ten Mikołaj dzieciom, oj nie przysłuży.

 

***

Siedmioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego zbuntowało się przeciw sposobowi zarządzania firmą i napisało list protestacyjny do Przyłębskiej. Wśród nich jest Piotr Pszczółkowski, niegdyś pisowski kandydat, który był albo czyimś koniem trojańskim albo zbiesił się dopiero po objęciu stanowiska w TK. Tak czy owak PiS ma kolejny punkt zapalny w kolejnym organie sądownictwa. A Niezłomny musiał ukorzyć się przed TSUE i podpisać ustawę o SN. Uginanie się to jednak dla niego, Niezłomnego, chleb powszedni.

 

***

Po policjantach, także pracownicy administracyjni sądów i nauczyciele postanowili zastosować formułę strajku typu L4. To genialny sposób na strajki płacowe. I do tego uczciwy, uczciwszy niż typowy strajk stacjonarny. W końcu, kto z nas jest aż tak zdrowy, żeby nie zasługiwać na zwolnienie lekarskie w każdej chwili?

 

***

PiS pieni się z powodu dwóch spraw warszawskich. Po pierwsze, unosi się oburzeniem na perspektywę przywrócenia dawnych, „komunistycznych” nazw ulic, co oznacza pożegnanie się z patronami klerykalno-nacjonalistycznej reakcji w rodzaju nieszczęsnej „Inki”. W drugiej sprawie, nowe władze Warszawy zachowały się kompletnie niepolitycznie, dając PiS gotową amunicję przeciw sobie. Zmniejszenie bonifikaty mieszkaniowej z 98 procent do 60 procent było strzałem w stopę, a i tak prawdopodobnie będzie trzeba się z tego wycofać i zaproponować jakieś salomonowe rozwiązanie. A co do patronów ulic, to ja się pytam: dlaczego w przestrzeni publicznej ma nadal panować dyktat strony prawicowo-klerykalno-nacjonalistycznej? Z jakiej racji? Jeśli chcą mianować ulice swoimi „Inkami”, Wojtyłami itd., to niech szukają nowych, wolnych miejsc, a odczepią się od lewicowych patronów. Nie wszyscy z nich byli bez skazy, ale patroni nacjonalistyczno-klerykalni także nie, więc o co chodzi?