Franusiowy bunt

Od kiedy posłanka Wielgus, znana orędowniczka praw zwierząt, z racji oddania dwóch swoich suczek do schroniska, stała się sławną celebrytką, wybuchł u mnie w domu pewien konflikt.

A oliwy do ognia dolała sama posłanka, obiecując, iż w chwilą, gdy wejdzie do europarlamentu i odbierze pierwsze „pobory” w wysokości circa 40 tys. zł miesięcznie, zaraz, natychmiast część tych pieniędzy przeznaczy na dokarmianie swoich suczek.
No i zaczęło się…
1.
Pieski: Franuś, Felek i Remik zawiązały koalicję i zażądały odpowiedzi na pytanie: Dlaczego nie jestem europosłanką a one nie są kundelkami europosłanki (koniec z tym makaronem, warzywkami i kiełbasą śląską).Odpowiedziałam, że aby skutecznie użyć swego biernego prawa wyborczego, trzeba wielkich pieniędzy własnych – na znaczące miejsca wyborcze, (czyli takie, do których wyborcy są w stanie doczytać, a doczytują zwykle do miejsca nr 1, dalej – „oczy bolą”) partie wpisują te osoby, które albo wnoszą „posag kampanijny” w wymiarze 10-20 tys. zł (wybory miejscowe, parlamentarne) lub są w stanie takie fundusze uruchomić. Czyli – dogadać się z biznesem małym lub wielkim, że w zamian za późniejsze „chodzenie w ich sprawach”, poproszą już dziś o kampanijne wsparcie w wysokości takiej to a takiej. Zapytałam Remika, Franusia i Felka, czy oni widzą gdzieś takie pieniądze albo takich wspólników”.
Remik, Franuś i Feluś rozejrzały sie i zgodnie odpowiedziały,
że nie widzą.
2.
W miejsce skreślonego postulatu nr 1 moje kundelki wpisały postulat nr 2. Chcą – mianowicie – nawiązać bliski kontakt z suczkami sławnej pani posłanki. Cel – matrymonialny, kłopot jedynie w tym, że suczki są dwie, a moich kundelków – trzy. Konieczne będą zatem jakieś „półfinały”. Ten, co odpadnie zostanie z suczką Stefcią. Ale i tu kłopot nie do przebycia: suczki pani posłanki zostały oddane do adopcji i nie da się podobno ustalić, gdzie przebywają.
3.
Aby uniknąć postulatu nr 3 i następnych, przystąpiłam do ataku. Pierwszy argument pochodził z obserwacji – w Polsce łatwiej wyżywić 4 pieski emerytom niż parlamentarnym posłankom, zaś drugi argument miał już postać ostrzeżenia: jeszcze kilka takich narad i fora z kanapy.
Co Kot Benio Trampek skwapliwie skwitował: Nareszcie będzie luz..

„Zerwiemy łańcuchy” już po raz dwunasty

W tym roku ogólnopolska akcja w obronie psów organizowana przez portal psy.pl odbędzie się 6 października. Tradycyjnie, w 50 miastach aktywiści przypną się do bud łańcuchami, aby zwrócić uwagę na pieski los.
Największa, niejako główna demonstracja, odbędzie się oczywiście na Placu Zamkowym w Warszawie – 6 października w samo południe. Będą jej towarzyszyły akcje w innych większych miastach Polski. W tym roku hasło przewodnie to „Uwolnij Przyjaciela!”.
Po entuzjazmie, z którym w zeszłym roku aktywiści poprowadzili manifestację, nie pozostał nawet ślad. Niestety nadal nie doczekaliśmy się rewolucyjnej ustawy o ochronie zwierząt, wprowadzającej całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi. Właśnie to zakładał rządowy projekt w swojej pierwotnej wersji. Obrońcom praw zwierząt, którzy symulowali w 2017 pieskie życie na łańcuchu, wydawało się, że są już o krok od wprowadzenia naprawdę dobrej zmiany. Ale później w PiS rozgorzała wojna o zwierzęta i trwa tak do dziś. Wiemy już, że partia Jarosława Kaczyńskiego pomimo szumnych zapowiedzi nie spuści psów z łańcuchów, a jedynie je wydłuży. Radykalne pomysły nagle przed wyborami zyskały łagodniejsze wersje.
Obecnie psa można przetrzymywać na 3-metrowym łańcuchu. Początkowo w projekcie noweli zamierzano do 2020 obowiązkowo zastąpić je kojcami, a wydłużyć na czas okresu przejściowego. Teraz jednak, jak donoszą rozmówcy gazety.pl, przestraszono się gniewu wiejskiego elektoratu, który będzie musiał zainwestować w duże kojce, taniej wyjdzie po prostu wydłużyć łańcuchy. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski otwarcie mówi o tym, że radykalne ruchy w obronie zwierząt uszczuplą wyborcze urny na wsi.
Dlatego mobilizacja w tym roku wskazana jest szczególnie. Każdą akcję „Zerwijmy łańcuchy” wspierają ludzie kultury i showbiznesu. W 2018 specjalnie z okazji manifestacji wypuszczona zostanie piosenka nagrana przez ambasadorkę akcji Kasię Moś. Słowa do niej napisał Artur Andrus, a muzykę Kuba Badach.
Polacy wczesną jesienią „zrywają łańcuchy” już od 12 lat. Nadal taka akcja jest bardzo potrzebna, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Już za tydzień będzie można po raz kolejny przekonać się, jak wygląda świat z perspektywy psa łańcuchowego i jak wielką krzywdę wyrządza to zwierzętom.

Igrzyska śmierci

Rzeź bezdomnych psów i kotów przed Mundialem trwa pomimo zapewnień Rosji, że problem ten w miastach-gospodarzach rozwiązywać będzie w sposób humanitarny.

 

Otwarte Klatki i Anima International w poniedziałek 21 maja wystartowały z akcją „Krwawa FIFA”. Przygotowują petycję do Federacji, aby wzięła odpowiedzialność za to, co dzieje się na ulicach rosyjskich miast-organizatorów. Bezdomne psy i koty umierają w męczarniach, otrute mięsem naszpikowanym chemikaliami.

Na filmach z Samary i Wołgogradu upublicznionych przez Otwarte Klatki widać psy krztuszące się własną krwią i umierające w straszliwych bólach. Jak alarmują obrońcy praw zwierząt, po miastach krążą też wolontaryjnie tzw. szwadrony śmierci, czyli samozwańczy hycle, którym miasta płacą niewielką ilość pieniędzy za każde zabite zwierzę. Ich ciała są później utylizowane masowo niczym śmieci.

Otwarte Klatki i Anima chcą, aby FIFA, oprócz przerwania piekła zwierząt w Rosji, umieściła w swoim Kodeksie Etycznym specjalną klauzulę dotyczącą dobrostanu zwierząt przy organizacji imprez sportowych. Przez dwa dni petycję podpisało ponad 20 tysięcy ludzi. W Kodeksie Etycznym istnieje zapis mówiący o „ochronie wizerunku piłki nożnej, zwłaszcza w ramach FIFA, przed niebezpieczeństwami i szkodami w wyniku nielegalnych, niemoralnych lub nieetycznych metod i praktyk”. Obrońcy udowadniają, że uśmiercanie bezdomnych zwierząt stanowi rażące naruszenie kodeksu i nie przyczynia się do ocieplenia wizerunku ani piłki nożnej ani samej Federacji.

– Puchar Świata FIFA jest jednym z najwspanialszych wydarzeń sportowych na świecie i powinien inspirować do zaangażowania i sukcesów. Zamiast tego, wydarzenie zostało naznaczone brutalnymi otruciami bezpańskich psów, które mają pomóc w „upiększeniu” wizerunku miast-gospodarzy. Zabijanie zwierząt, których jedyną zbrodnią jest nie posiadanie rodziny, którą mogłyby kochać, jest zarówno niemoralne, jak i nieefktywne. Wzywamy miłośników zwierząt na całym świecie do podpisania naszej petycji do FIFA i pomocy w zakończeniu na dobre tego rodzaju praktyk – powiedziała Iga Lebuda, koordynatorka kampanii.

Ale sygnały o piekle, jakie szykują zwierzętom Rosjanie, płynęły już na początku roku od tamtejszych działaczy. Jekaterina Dmitrijewa w rozmowie z RIA Novosti zwróciła uwagę na to, że władze niektórych miast organizatorów mistrzostw świata przeprowadziły przetargi na odłów i uśmiercenie bezdomnych psów na 2018 rok.

– Na stronie zamówień publicznych znalazłam przetargi miast, łącznie na 110 milionów rubli. W styczniu ogłoszono nowe przetargi. Ile ich jest, nie wiadomo. Wiemy, że jest taka niepisana „tradycja”, aby przeprowadzać czystki miast przed festiwalami i mistrzostwami. Być może nie ma bezpośredniego związku między zamówieniami, a mistrzostwami świata, ale mistrzostwa to jedyna możliwość dla ekologów, aby dotrzeć do władz i zwrócić uwagę na problem przetrzymywania zwierząt – mówiła.

Część takich „zamówień publicznych” m.in. w Wołgogradzie i Jekaterynburgu oprotestowano i w efekcie wycofano, ale część firm broniła się do ostatniej chwili. Na przykład Gorpitomnik – firma, która wygrała jeden z przetargów na przetrzymywanie psów.

– Na każdego odłowionego psa jest zgłoszenie. Zabijać na miejscu nie mamy prawa. Tym zajmuje się stacja walki z chorobami zwierząt i tylko w razie epidemii. Ale wiemy również, że w mieście są ludzie znęcający się nad zwierzętami. Czasami dostajemy zgłoszenie, że ktoś rozrzuca trujące tabletki na peryferiach miasta – bronił się szef Konstantin Jepifanow. Twierdził, że nie odstrzeliwuje zabitych zwierząt i działa wyłącznie po otrzymaniu zgłoszeń od obywateli.

Ręka w rękę z obrońcami sprawy bronił też deputowany Dumy Władimir Burnatow, który kierował do ministerstwa sportu wszelkie zastrzeżenia na bieżąco:
– Ważne dla nas jest nie tyle złapać kogoś za rękę i ukarać, ale działać prewencyjnie: wymusić na Ministerstwie Sportu, żeby dało odpowiednie rozporządzenia, aby liczebność zwierząt regulować w humanitarny sposób. Ministerstwo Sportu dało takie rozporządzenia regionom – twierdził.

Więcej – sprawa otarła się o administrację samego Władimira Putina, który wydał dokument, nakazujący samorządom oraz odpowiednim resortom „unikanie środków, które mogą być uznane za okrutne traktowanie zwierząt”. Jednak z materiałów udostępnionych przez Otwarte Klatki wynika, że samorządy jednak postanowiły działać „na skróty”.
Trucie jest nie tylko niehumanitarne – ale również nie rozwiąże w dłuższej perspektywie problemu bezdomności zwierząt. Jedynym skutecznym środkiem jest odławianie i sterylizacja. W samych miastach, organizujących rozgrywki ich liczna przekracza 2 miliony

W krwi psów i kotów wykąpała się już w 2012 roku Ukraina na Euro 2012. Według danych fundacji „Viva!” na Ukrainie w ciągu dwóch lat wymordowano 20 tysięcy psów. Również były otrute chemikaliami, działał tez cały system mobilnych krematoriów.