Brazylia bez aborcji

Pastorka sygnowana na szefową nowego Ministerstwa Praw Człowieka, Rodziny i Kobiet chce kraju „bez aborcji”. Twierdzi, że kobiety mają przede wszystkim rodzić dzieci. Jej resortowi będą też podlegać sprawy mniejszości indiańskich, a ona sama jest przeciwniczką rezerwatów.

 

Jair Bolsonaro, który 1 stycznia obejmie urząd prezydenta Brazylii, wskazał osobę, która stanie na czele połączonego Ministerstwa Praw Człowieka, Rodziny i Kobiet. Jest nią Damares Alves, pastorka jednego z kościołów ewangelikalnych, które entuzjastycznie wspierały Bolsonaro w kampanii wyborczej. Alves jest zdecydowaną przeciwniczką przerywania ciąży – obiecuje “Brazylię bez aborcji”, za to z dużym udziałem “wartości rodzinnych”. Obecnie jest ona doradczynią grupy parlamentarzystów ściśle związanych z kościołami ewengelikalnymi. Od lat działa w politycznych ruchach konserwatywnych. Angażowała się również w poparcie wyborcze Jaira Bolsonaro.

Resort, któremu będzie szefować Alves powstanie z połączenia dotychczasowych Ministerstwa Praw Człowieka i Ministerwstwa ds. Kobiet. Do nazwy nowej instytucji Bolsonaro postanowił dodać też “rodzinę”, żeby było jasne, jakie teraz będą priorytety.

Po zapowiedzi mianowania jej na stanowisko, wypowiadała się po raz kolejny w duchu antyaborcyjnym. Oświadczyła np. że “ciąża trwa tylko dziewięć miesięcy, a problem aborcji ciągnie się za kobietą przez całe życie”, i że „przeznaczeniem kobiety jest macierzyństwo”. Przyszła ministra nie składała żadnych konkretnych obietnic legislacyjnych. Nie wiadomo, jak zamierza uzyskać “Brazylię bez aborcji”, skoro obecnie w tym kraju dokonywanych jest około miliona nielegalnych zabiegów rocznie, a dane z 2016 r. mówią, że śmierć poniosło w nich ponad 200 kobiet. To efekt obowiązywania bardzo restrykcyjnego prawa aborcyjnego: przerwanie ciąży dozwolone jest tylko wtedy, kiedy powstała w wyniku gwałtu, zagrożone jest życie ciężarnej, lub płód jest nieodwracalnie uszkodzony.

Alves jest też przeciwniczką edukacji seksualnej w szkołach, ale – co ciekawe – opowiada się za polityką przyjazną wobec ruchów LGBT. Tłumaczy to następująco: “Priorytetem nowego rządu będzie ochrona każdego człowieka przed przemocą, niezależnie od motywacji.” Niektóre źródła opisują ją nawet jako zwolenniczkę dopuszczalności małżeństw jednopłciowych.
Ochrona “wszystkich” przed przemocą może jednak wyglądać marnie w przypadku stosunku rządu Bolsonaro do praw rdzennych plemion indiańskich. Ich sprawy również będą podlegać nowemu ministerstwu, a zarówno Bolsonaro, jak i sama Alves, są przeciwnikami odrębności prawnej rezerwatów, którą zamierzają ograniczać, uzasadniając to tym, że Brazylia musi stanowić jedność. Od nowego roku rdzenne ludy Amazonii będą zdecydowanie bardziej zagrożone, bo interes firm prowadzących wycinkę Puszczy weźmie górę nad ich prawami.

Puszcza do wycinki

Jair Bolsonaro nie kryje, że zamierza ekspoloatować „płuca świata” najbardziej jak się da – czyli przeznaczyć pod wycinkę i uprawy bądź hodowle oraz wydobycie węgla. Do tej pory otwarcie sprzyjał lobby rolniczemu i występował przeciwko indiańskim rezerwatom na terenie puszczy. Teraz zastosował inną argumentację: już nie chce siłą zamykać rezerwatów. Stwierdził natomiast, że Indianie też zasługują na to, aby być przesiębiorcami. A więc karczowanie lasów odbywa się dla ich dobra.

 

Prawdopodobnie Bolsonaro pozostawi na stanowisku ministra rolnictwa największego magnata sojowego na świecie Blairo Maggiego, który produkuje 20 proc. brazylijskiej soi. Ów polityk i przedsiębiorca otrzymał swego czasu tytuł „Pan Złota Piła Mechaniczna” od Greenpeace za „zasługi” w wycince Puszczy Amazońskiej.

Bolsonaro uważa, że gospodarka brazylijska padła ofiarą międzynarodowego spisku – aby ją zatrzymać, inne państwa straszą ociepleniem klimatu, które nie istnieje. Dlatego też, jak donosi biznesalert.pl. Prezydent elekt chce m.in wycofać przepis wymuszający uzyskanie zgód środowiskowych na projekty infrastrukturalne, realizowane w Amazonii. Jeżeli mu się to uda, według analizy brazylijskiego Instytutu Globiom, w ciągu najbliższych 10 lat poziom wylesienia Amazonii może się potroić. To z kolei doprowadzi do wielkiej suszy.

Wycofanie się z paryskiego porozumienia klimatycznego, zdelegalizowanie na terenie Brazylii WWF oraz Greenpeace’u, a także likwidację ministerstwa środowiska i otwarcie rezerwatów rdzennej ludności na górnictwo – zapowiadał otwarcie już w kampanii wyborczej. Stosunkowo nowym jego pomysłem jest „uwolnienie od ziemi” potomków czarnych niewolników (quilombolas) zbiegłych niegdyś z plantacji kolonialnych, których ziemie nie mają statusu chronionych rezerwatów. Bolsonaro swoje zabójcze reformy wprowadzi z łatwością – brazylijski system prawny przewiduje swobodne manipulowanie konstytucją za pomocą poprawek. Pod presją partnerów gospodarczych Brazylii wycofał się wprawdzie z deklaracji o zerwaniu porozumienia klimatycznego (przestraszył się, że brazylijskie produkty rolnicze zaczną być bojkotowane), na razie również nie chce likwidować resortu środowiska, ale na stanowisko jego szefa szuka kogoś, kto „nie będzie ekologicznym szyitą” – czytaj: pozwoli mu wyciąć Puszczę Amazońską bez przeszkód.