Prezydent polskich spraw

Wszyscy powtarzają, że to ostatnia kadencja pana prezydenta Dudy. Ale dlaczego ma być ostatnią?
Pan prezydent Duda złożył wymaganą przysięgę. W trakcie uroczystości parlamentarzyści PiS fetowali go jakby naprawdę wielkim politykiem był.
Pewnie dlatego nawet nie drgnęła mu powieka kiedy przedstawiał się jako „polski demokrata”. Kiedy mówił, że wszyscy obywatele naszej Polski są sobie równi. A tym prawdziwym, niekwestionowanym Polakiem jest „każda osoba lojalna wobec Rzeczpospolitej”. Każdy, kto „ma Polskę w sercu”.
Polskę, która, jak stwierdził, jest „krajem gościnnym” dla wszystkich. O czym zapewne wiedzą już ci wszyscy, niezależnie od ich koloru skóry, wyznania, orientacji politycznej i seksualnej, którzy mieli szczęście zakosztować polskiej gościnności w naszym kraju.
Nie drgnęła mu powieka nawet, kiedy zaprezentował się jako niezłomny obrońca zasady: „Pokój przez prawo, a nie prawo przez siłę”.
Zaprawdę pierwszy raz słyszałem w polskim parlamencie tak zakłamane wystąpienie nowo wybranego prezydenta. I trzeba też przyznać, że w kategoriach hipokryzja i zakłamanie pan prezydent Duda wielce podciągnął się przez ostatnie pięć lat.
Bo podczas swego zaprzysiężenia w 2015 roku mówił jedynie: „
Chciałem dzisiaj, proszę państwa, bardzo mocno powiedzieć: jednym z podstawowych oczekiwań jest to, byśmy zaczęli odbudowywać wspólnotę. Ludzie marzą o takiej wspólnocie, jaka wśród Polaków powstała w latach osiemdziesiątych, w czasach Solidarności i dlatego mówię dzisiaj do ludzi o różnych poglądach, o różnym światopoglądzie, wierzących i niewierzących.
I prosił: „O wzajemny szacunek. Proszę o to, abyśmy szanowali swoje prawa, oczywiście bez narzucania ich innym, ale żebyśmy umieli te prawa nawzajem szanować. Proszę, żebyśmy umieli szanować się nawzajem. Mówię do polskich polityków, mówię to także do siebie. Chciałbym, żebyśmy budowali wzajemny szacunek, bo to szacunek musi być podstawą wspólnoty, a tylko wtedy, kiedy będziemy wspólnotą, jesteśmy w stanie naprawić Polskę, a dzisiaj Polska – przede wszystkim Polacy – tej naprawy bardzo potrzebują.”
A politykę zagraniczną i relacje z Unia Europejską wtedy tak postrzegał:
„Polska polityka zagraniczna, która nie powinna podlegać rewolucji, bo polityka zagraniczna rewolucji nie lubi, potrzebuje dzisiaj korekty. Ta korekta to zwiększenie aktywności. Ta korekta to mówienie o naszych celach. To mówienie o naszych aspiracjach. To przedstawianie naszego punktu widzenia w sposób spokojny, ale zdecydowany i jednoznaczny poprzez komunikowanie tego partnerom w przestrzeni międzynarodowej.
W ten sposób powinniśmy dbać o spójność Unii Europejskiej, tak żeby przy budowaniu tej spójności nasze sprawy były także uwzględniane”.
Pięć lat temu mówił też o budowaniu bezwarunkowej wspólnoty. Teraz też budujemy wspólnotę, ale jej warunkiem jest wola współpracy ze strony opozycji. Zatem jeśli opozycja nie przyjmie warunków stawianych przez władzę, to właśnie ona będzie winną jej braku postulowanej wspólnoty, lub jej wad.
Pięć lat temu nowy prezydent mówił: „My, Polacy, mamy wielką historię i nie mamy się czego wstydzić, wręcz przeciwnie, powinniśmy być z niej dumni. Powinniśmy mówić prawdę, ale powinniśmy także walczyć o prawdę w stosunkach z naszymi sąsiadami, bo dobre stosunki międzysąsiedzkie, międzyludzkie mogą być zbudowane tylko na prawdzie.”
Teraz przestał już wspominać o „prawdzie” w historii. Teraz my Polacy jesteśmy wspaniałym narodem i mamy jedynie piękne karty w historii.
Jak choćby przywołany przez pana prezydenta Rząd Obrony Narodowej z roku 1920.Jako symbol porozumienia ponad partyjnymi podziałami i zgody narodowej.
Pewnie dlatego nie wspomniał, że dziesięć lat później wielce zasłużony premier tego rządu, czyli Wincenty Witos, został bezprawnie aresztowany, uwięziony w twierdzy brzeskiej, upokarzany tam, skazany w sfingowanym procesie politycznym i zmuszony do emigracji z Polski. Przez autorytarne władze sanacyjne, które tak dzisiaj elity PiS hołubią.
Nie mówił też pan prezydent Duda wiele o polityce zagranicznej. Czym wedle Konstytucji powinien się zajmować. O Unii Europejskiej wspomniał tylko raz, jedynie w kontekście Trójmorza. Inicjatywy powstałej w efekcie wielkomocarstwowych, wodzowskich ambicji elit PiS. Rozdmuchanej jak medialny balon. Prezentowanej jako alternatywa wobec integracji „starych” państw UE.
Jak jest naprawdę wystarczy porównać reklamowany w prezydenckim wystąpieniu Fundusz Trójmorza z Funduszem Odbudowy UE. Fundusz Trójmorza zebrał obecnie ponad 3 miliardy euro. Chce w najbliższych latach ambitnie pozyskać kolejne 2 miliardy. A na swe plany inwestycyjne do 2030roku potrzebuje około 500 miliardów euro.
Fundusz Odbudowy UE ma już 750 miliardów na lata 2021-2027. Ale pan prezydent Duda nie wspomina publicznie o Funduszu UE, bo przecież od lat eksponuje anty unijną retorykę. A miraż wielkiego Funduszu Trójmorza „ciemny lud” wyborczy z radością kupi.
Pan prezydent Duda zadeklarował w 2020 roku, że teraz chce być „prezydentem polskich spraw”. To pięknie brzmiące, pijarowskie określenie brzmi jak kalka, echo „Królowy ludzkich serc”. Tak określano brytyjską Lady Dianę.
Jako „prezydent polskich spraw” pan prezydent Duda ma szansę wybitnie wpisać się w nurt polityki celebrycko – twiterowej. Czyli pięknie wyglądać, gładko przemawiać, rozdawać uśmiechy i uczestniczyć w patriotyczno – religijnych imprezach. Śmigać na stokach narciarskich i na Tik-Toku. Wyciągać rękę do opozycji. Tej grzecznej, tej wspierającej pana prezydenta.
W czasie swej kampanii wyborczej pan prezydent Duda obwieścił, że podczas drugiej kadencji będzie już innym prezydentem. Bo wtedy będzie odpowiadał jedynie przez Bogiem i Historią.
Taką zapowiedź niektórzy komentatorzy odczytali jako deklarację zerwania z politycznej smyczy trzymanej przez jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Wybicie się pana prezydenta Duda na polityczną niepodległość.
Czy tak się stanie? Czy może pozostanie tak jak było, czyli nadal Bogiem i Historią będzie dla pana prezydenta Dudy jaśnie pan prezes Kaczyński?
Czas pokaże. Czas pokazać też może, że mówienie o „drugiej i ostatniej” kadencji pana prezydenta Dudy było nieuzasadnione.
Przecież pan prezydent Duda jest kochany na polskiej prowincji równie jak prezydent Łukaszenka na białoruskiej. Jest przystojny i wysportowany jak prezydent Putin.
Jeśli zatem jaśniepan prezes Kaczyński uzna, że Polska potrzebuje politycznego „pokoju przez prawo”, a nie stosowania prawa „na siłę”, to zrobi nam narodowe referendum. I zmieni prawo. Obejdzie Konstytucję.
A wtedy popularny jak Lady Diana pan „Prezydent ludzkich spraw” będzie nam prezydęcił kolejne pięć – siedem lat. Na zasadzie: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”.
Boże coś Polsce?

Lekarze czekają na egzamin

Co zrobić z „niedokończonymi specjalistami”, którzy z powodu epidemii koronawirusa nie mogli przystąpić do państwowego egzaminu specjalizacyjnego?

Nie są już lekarzami w trakcie szkolenia specjalizacyjnego, ale wciąż nie są specjalistami – takie konsekwencje dla kilkuset lekarzy niesie ze sobą decyzja Ministerstwa Zdrowia z dnia 13 marca 2020 roku o odwołaniu wszystkich państwowych egzaminów specjalizacyjnych. W rezultacie, mimo ogromnego zapotrzebowania w okresie pandemii COVID-19, wielu z nich pozostaje bez pracy i bez tytułu zawodowego.
Jeden z takich lekarzy opisał, dlaczego obecna sytuacja przyszłych specjalistów jest trudna. Zwrócił się także z prośbą o interwencję do serwisu medycznego Kompendium24.pl.
Lekarz podkreśla w swoim liście, że wielu z nich wraz z wygaśnięciem rezydentury zakończyło swoją pracę w dotychczasowym oddziale, przeznaczając ostatni okres na przygotowanie się do egzaminu i planując dalsze zatrudnienie (często w innym miejscu), ale już z uzyskanym tytułem specjalisty.
Osoby te pozostają chwilowo bez pracy (bo nastąpiło zakończenie rezydentury finansowanej z budżetu państwa), bez tytułu specjalisty („degradacja” do tytułu „zwykłego” lekarza w trakcie specjalizacji)- i nie chcą pracować jako lekarze ogólni bez specjalizacji, skoro rezydenturę już ukończyli. Pozostają zatem niejako w próżni. Czy więc należy im ułatwić przystąpienie do egzaminu specjalizacyjnego?
Rozwój narzędzi teleinformatycznych pozwala radzić sobie w wielu kwestiach bez konieczności wychodzenia z domu – choćby poprzez platformy e-learningowe czy teleporady w placówkach medycznych. Jednakże nie wdrożono takiego rozwiązania w przypadku egzaminów specjalizacyjnych – więc przyszli specjaliści muszą czekać.
Serwis lekarski Konsylium24.pl przeprowadził anonimową ankietę dotyczącą możliwości zdalnego zdawania państwowego egzaminu specjalizacyjnego. Wyniki sondy pokazały, że wśród 2877 ankietowanych połowa uważa, że egzaminy te mogłyby się odbywać zdalnie tylko w wyjątkowych sytuacjach, a 16 proc. – że zdalne zdawanie powinno być rutynowe. Ponadto większość z nich (69 proc.) chce ułatwień – i uważa, że lekarze, którzy zdążyli zdać jedynie część testową egzaminu specjalizacyjnego w sesji wiosennej 2020, powinni mieć zaliczony cały egzamin (z uwagi na szczególną sytuację wywołaną epidemią).
Lekarze generalnie dość krytycznie oceniają obecny kształt egzaminów specjalizacyjnych. Zwracają uwagę na niską jakość pracy egzaminatorów, wskazują, że brak jednolitych standardów przeprowadzania egzaminów, nie zawsze też precyzyjnie określony jest zakres materiału. Dlatego zależy im na utworzeniu banku kilku tysięcy pytań obowiązujących do egzaminu.
Szczególnie zaś lekarzom przeszkadza to, że nie mogą odwoływać się od wyniku egzaminu.

Naciągany sondaż resortu sprawiedliwości

Sondaż sondażem – ale jego wyniki muszą być takie, jak życzy sobie obecna władza.
Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia postanowiło wysłać list do ESOMAR (Europejskie Stowarzyszenie Badaczy Opinii Publicznej i Rynku) oraz OFBOR (Organizacja Firma Badania Opinii i Rynku) w sprawie niedawnego sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą Kantar Polska SA. na zlecenie Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości (podległego Ministrowi Sprawiedliwości).
W sondażu zawarto trzy kontrowersyjne pytania.
Czy sędziowie powinni odpowiadać dyscyplinarnie przed organem niezależnym od środowiska sędziów? (możliwości odpowiedzi: „Tak” albo „Nie”)?
Czy w systemie prawnym Polski powinien funkcjonować wyspecjalizowany organ do rozstrzygania i odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów (możliwości odpowiedzi: „Tak” „Nie”)?
Czy jest pan(i) za czy przeciwko, temu by Polacy mogli wpływać na kształt sądownictwa, tak jak obywatele niektórych krajów Unii Europejskiej?”(możliwości odpowiedzi „Tak” „Nie”)?
Sędziowie Stowarzyszenia Iustitia skonsultowali ów sposób sformułowania pytań z naukowcami zajmującymi się badaniami społecznymi.
Okazuje się, że zadane pytania są niedopuszczalne z punktu widzenia metodologii układania pytań i noszą znamiona celowej manipulacji.
Badani nie mieli możliwości udzielania „nie wiem”, ponadto zdaniem specjalistów są to pytania sugerujące, wieloznaczne i tendencyjne.
Nie wiadomo co znaczy określenie „przed organem niezależnym od środowiska sędziów” (czy badani woleliby aby sędziowie odpowiadali przed politykami? O jaki organ chodzi?).
Podobnie nie wiadomo co to znaczy „wyspecjalizowany organ do rozstrzygania i odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów”. W tym wypadku pada tu sugestia, że takiego organu nie było do tej pory, a to nie jest prawda. Ludzie mogą nabrać fałszywego przekonania, że kiedyś środowisko sędziowskie było pozbawione jakiegokolwiek systemu dyscyplinowania.
Fragment ostatniego pytania: „tak jak obywatele niektórych krajów Unii”, jest również niedopuszczalny zdaniem Iustitii, gdyż nie sposób oczekiwać aby badani mieli stosownie dużą wiedzę na temat systemów prawnych w EU. Ponadto jest tam zawarta sugestia, że wszędzie w Europie obywatele mają wpływ na kształt sądownictwa, a tylko w Polsce jest inaczej.
Zdaniem stowarzyszenia Iustitia powyższe pytania miały na celu wymuszenie na badanych odpowiedzi korzystnych dla Ministerstwa Sprawiedliwości, nie zaś rzetelne poznanie opinii społeczeństwa. Stąd interwencja u organizacji, które powinny dbać o standardy w badaniach sondażowych.
Jednocześnie, Stowarzyszenie Sędziów Iustitia krytycznie ocenia decyzję kolegium Sądu Okręgowego w Olsztynie o zwolnieniu sędziego Pawła Juszczyszyna z obowiązku rozpoznania przydzielonych mu spraw. Iustitia podkreśla, że dbałość o prawa obywateli wymaga sprzeciwienia się odsuwaniu od orzekania sędziów, których dotknęły represje w upolitycznionym postępowaniu dyscyplinarnym.
Stowarzyszenie ponadto zaznacza, że każdy sędzia, szanujący orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 listopada 2019 r. oraz uchwałę trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r. ma obowiązek ustalić, czy poszczególni członkowie Krajowej Rady Sądownictwa – a tym samym cała piętnastka sędziów, zasiadających w obecnej KRS – została prawidłowo wybrana.

Sędziowie we własnej sprawie

Czy działania Sądu Najwyższego były zgodne z prawem unijnym i wyrokami Trybunału Sprawiedliwości UE?

 

Sąd Najwyższy skierował pięć pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, dotyczących ostatnich zmian w ustawach regulujących ustrój sądownictwa (chodziło o interpretację prawa unijnego w kontekście przymusowego przeniesienia niektórych sędziów SN w stan spoczynku bądź uzależnienia ich dalszego orzekania od wydania im niczym nieskrępowanej zgody władzy wykonawczej).
Pytania uzupełniają postępowanie prowadzone przez Komisję Europejską, która również ma wątpliwości wobec ustawy o Sądzie Najwyższym.
Jednocześnie SN zawiesił stosowanie kilku przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym wobec niektórych sędziów.

 

Szukanie obiektywnych wskazówek

Dlaczego SN postanowił być sędzią we własnej sprawie?
Otóż zdaniem Sądu Najwyższego, unijna zasada skutecznej ochrony sądowej – która jest zasadą ogólną prawa UE i wynika ze wspólnych tradycji konstytucyjnych państw członkowskich – obejmuje również prawo do niezależnego sądu zagwarantowane w Karcie Praw Podstawowych UE i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Sąd Najwyższy uznał, że potrzebuje odpowiedzi Trybunału Sprawiedliwości UE. Wyjaśnienie wątpliwości, co do zgodności z prawem unijnym przepisów ustawy o SN obniżających wiek przejścia w stan spoczynku jest bowiem, zdaniem Sądu Najwyższego, jedynym skutecznym sposobem zapewnienia przestrzegania w porządku prawnym RP zasady państwa prawa jako wartości, na której opiera się UE – oraz zagwarantowania prawa do skutecznej ochrony sądowej.
W sytuacji kryzysu praworządności w Polsce tylko unijny TS może dostarczyć obiektywnych i pozbawionych politycznych uprzedzeń wskazówek interpretacyjnych.
Oczywiście, Sąd Najwyższy mógł równie dobrze przekazać do sprawę do rozstrzygnięcia Trybunałowi Konstytucyjnemu. Jednakże za skierowaniem pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE stoi – jak się wydaje – przekonanie SN, iż obecna sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego nie pozwala temu ostatniemu na niezależne i rzetelne wyjaśnienie sprawy.

 

Trzeba przestrzegać prawa UE

Decyzja Sądu Najwyższego o skierowaniu sprawy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości (a nie do polskiego Trybunału Konstytucyjnego) może być wskazówką dla sądów niższej instancji przekonanych o braku efektywnej kontroli konstytucyjności w Polsce.
Sąd Najwyższy miał pełne prawo zadać pięć pytań unijnemu Trybunałowi Sprawiedliwości. Dyskusję wzbudziło też jednak zastosowanie przez Sąd Najwyższy nowatorskiego, jak na polskie warunki, środka polegającego na zawieszeniu stosowania przepisów ustawy o SN wobec sędziów zagrożonych „czystką”.
Było oczywiste, że taki ruch ze strony SN spowoduje głosy o wejściu Sądu Najwyższego w rolę ustawodawcy. Jednak z faktu, iż konkretny instrument prawny zastosowano po raz pierwszy w historii w żadnym razie nie wynika, że jest on niezgodny z prawem.
Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy, wyrażoną w art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej, jak również z zasadą efektywności – na wszystkich organach państw członkowskich (w tym również na sądach) spoczywa obowiązek zapewnienia skuteczności prawa unijnego.
Przez kilkadziesiąt lat działalności Trybunału Sprawiedliwości UE wypracował on mechanizmy, które pozwalają sądom krajowym na urzeczywistnienie tego obowiązku. Zalicza się do nich m.in. odmowę zastosowania przepisu krajowego sprzecznego z prawem UE lub dokonywanie wykładni prawa krajowego, aby tak dalece jak to możliwe, zapewnić skuteczność prawa unijnego w krajowym porządku prawnym. Podobnie, prawo UE wymaga, by – dla zapewnienia skutecznej ochrony sądowej – sąd krajowy miał możliwość zastosowania środków tymczasowych.
W tej sprawie Sąd Najwyższy połączył trzy wskazane tu środki – i w oparciu o instytucję zabezpieczenia roszczeń niepieniężnych z kodeksu postępowania cywilnego, zawiesił stosowanie trzech przepisów ustawy o SN wobec sędziów tego sądu, zagrożonych skróceniem wieku emerytalnego za sprawą nieskrępowanej decyzji Prezydenta RP.

 

Wszyscy powinni to respektować

Nie widzę w decyzji Sądu Najwyższego niczego niezgodnego z prawem UE – nie zawiesił on całej ustawy o SN, nie zrobił tego wobec wszystkich obywateli i dokonał zawieszenia tylko do czasu wydania orzeczenia przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Zastosował więc najmniej inwazyjną metodę, która pozwala za zabezpieczenie skuteczności przyszłego wyroku TS, a tym samym zapewnienie właściwego stosowania prawa unijnego w Polsce.
Tego rodzaju zawieszenie przepisów powinno być respektowane przez wszystkie organy państwa – w tym nową Krajową Radę Sądownictwa i Prezydenta RP. Zaangażowani są oni bowiem (lub będą) w postępowania bezpośrednio dotyczące sędziów, którym skrócono wiek przejścia w stan spoczynku.
Można postawić tezę, że dotyczy to również Sejmu i Senatu i nakazuje powstrzymanie się od uchwalania nowych przepisów, które mogłyby wpłynąć na sytuację prawną sędziów SN.
Opisywana sprawa uzupełnia postępowanie, prowadzone obecnie przez Komisję Europejską, która również wyraża wątpliwości co do zgodności ustawy o SN z zasadami państwa prawa.

 

Nowy etap walki o państwo prawa

Komisja Europejska może podnieść przed TS kwestię każdego przepisu ustawy o SN, co pozwoli unijnemu Trybunałowi na rzetelną i wszechstronną ocenę sytuacji wokół Sądu Najwyższego w kontekście przestrzegania prawa unijnego.
Z drugiej strony, nierespektowanie postanowienia SN przez władzę wykonawczą może mieć daleko idące konsekwencje. Oznaczać będzie nie tylko podważenie prawa krajowego (co ma już miejsce od kilkunastu miesięcy), ale również wyraźne zakwestionowanie unijnego porządku prawnego.
Takie działanie z pewnością powinno się spotkać z stosowną odpowiedzią instytucji unijnych, gdyż godzi ono pośrednio sytuację w całej UE i państwach członkowskich. Podsumowując, Sąd Najwyższy podjął nowatorską i nieznaną wcześniej w Polsce decyzję, kierując do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pięć pytań i zawieszając przepisy ustawy o SN.
Jest to początek nowego etapu walki wymiaru sprawiedliwości z większością rządzącą o zgodność z prawem (i zasięg) zmian w ustawach regulujących sądownictwo – a tym samym o interpretację zasad państwa prawa.
Wyraźne włączenie w ten spór unijnego Trybunału Sprawiedliwości może być obecnie jednym skutecznym środkiem wstrzymania, lub chociażby spowolnienia bezprecedensowego podważania zasad praworządności przez obecną większość rządzącą.
Mam nadzieję, że podobną skargę wniesie również Komisja Europejska, a wszelkie próby podważania decyzji SN spotkają się z odpowiednią reakcją instytucji unijnych.