Ekstraklasa zarabia coraz mniej

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport na temat stanu finansów naszej piłkarskiej ekstraklasy. Jej kluby zarobiły w w 2018 roku w sumie 528 mln złotych, ale drugi rok z rzędu zanotowały jednak spadek przychodów.

To już trzynasty raport finansowy przygotowany przez Deloitte, a dotyczący stanu finansów klubów polskiej ekstraklasy piłkarskiej. Łączny przychód wszystkich 16 klubów w 2018 roku wyniósł 528 mln złotych. Największy kęs z tego tortu przypadł Legii Warszawa, która zarobiła 100,20 mln złotych, niemal o połowę więcej od zajmującego drugą lokatę w tym zestawieniu Lecha Poznań (zarobił 57,14 mln złotych) oraz ponad połowę od trzeciej Lechii Gdańsk (48,34 mln złotych). Co ciekawe, dopiero na jedenastym miejscu uplasował się tegoroczny mistrz Polski Piast Gliwice z przychodem 24,92 mln złotych.

Z raportu wynika też, że aż dziewięć klubów ekstraklasy musiało w ubiegłym roku pogodzić się z obniżką przychodów. Największy spadek zanotowała właśnie Legia – aż o 38 milionów. Suma przychodów wszystkich klubów, 528 mln zł, to o 22 mln mniej niż przed rokiem. To już drugi rok z rzędu jak ekstraklasa notuje spadek przychodów. W raporcie uwzględniono trzy źródła przychodów: komercyjne (278,3 mln złotych), z transmisji (166,5) oraz dnia meczowego (83,1). W porównaniu do 2017 roku łączny przychód klubów okazał się niższy o 22,4 mln złotych. Jeszcze większy spadek zanotowano względem 2016 roku – 50,9 mln zł.

Spadki przychodów mają wiele przyczyn – najpoważniejszą z nich jest spadek wpływów z UEFA za wyniki w europejskich pucharach, bo tych wyników w ostatnich sezonach nie ma. Spadają też zarobki z tytuły transferów, chociaż ekstraklasę opuszcza coraz więcej polskich piłkarzy. W 2018 roku kluby zarobiły na nich 96,8 mln zł, czyli o połowę mniej niż rok wcześniej. Spadły tez przychody ze sprzedaży biletów. W ostatnim sezonie, co ciekawe, frekwencja na ligowych stadionach pogorszyła się, chociaż w lidze nie grały już Bruk-Bet i Sandecja Nowy Sącz, przyjmujące rywali na kameralnym obiekcie w Niecieczy. Średnio spotkania zakończonego w maju sezonu oglądało 8878 widzów. Najwyższą frekwencją mogła pochwalić się Legia – 17609 widzów, która wyprzedziła Wisłę Kraków (16 135) i Lechię (14 746).

Deloitte przygotowuje raporty na podstawie danych otrzymywanych przez kluby. Uwzględnia w nich przychody z tzw. dnia meczowego (wpływy ze sprzedaży biletów, karnetów i cateringu), praw do transmisji meczów oraz źródeł komercyjnych.

 

Liga na peryferiach futbolowej Europy

W zakończonym sezonie Lotto Ekstraklasy Legia Warszawa znów najlepsza okazała się nie tylko na boisku, ale także przy kasie. W raporcie firmy Deloitte stołeczny klub znalazł się na czele stawki z przychodami 138 milionów złotych. To jest kwota mniejsza o ponad 70 milionów w porównaniu z poprzednim sezonem, ale wtedy legioniści grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Według wyliczeń firmy Deloitte przychody klubów ekstraklasy wyniosły w sumie 550 milionów złotych, o pięć procent mniej niż w roku poprzednim. Zmniejszenie wpływów to efekt nieobecności polskich zespołów w Champions League. Ten spadek jest stosunkowo niewielki dlatego, że kluby zrekompensowały straty większymi wpływami z krajowych rozgrywek ligowych oraz transferowania piłkarzy za granicę. „Królem polowania” w tej sferze działalności był Lech Poznań, który na transferach m. in. Dawida Kownackiego, Jana Bednarka i Tomasza Kędziory zyskał aż 56 milionów złotych. Kolejna w tym zestawieniu Legia była gorsza o 22 miliony. W sumie kluby ekstraklasy zarobiły na sprzedaży zawodników 156 milionów złotych, z czego 145 milionów złotych to transakcje z kontrahentami spoza Polski.

Wszystkim przybyło pieniędzy

Na krajowym podwórku pod względem finansów Legia bije konkurentów na głowę. Drugi w zestawieniu Lech Poznań odnotował wpływy w wysokości 65 milionów złotych, czyli niespełna połowę tego, co warszawski klub. Trzecia w stawce ligowych krezusów Lechia Gdańsk zarobiła niecałe 40 milionów złotych, a mimo to miała finansowe problemy i musiała być wsparta dotacją z miejskiego budżetu. Na dalszych miejscach w zestawieniu znalazły się Zagłębie Lubin (37 mln) i Cracovia (32 mln). W porównaniu do rankingu za rok 2016, aż dziewięć klubów poprawiło swoje wyniki finansowe, w tym Jagiellonia Białystok (plus 15 mln), Śląsk Wrocław (12 mln) i Lech Poznań (11 mln).

Mimo zdarzających się od czasu do czasu kibolskich ekscesów rośnie frekwencja na stadionach, co przekłada się na wzrost dochodów ze sprzedaży biletów. W 2017 roku wszystkie kluby Lotto Ekstraklasy zarobiły z tego tytułu 129 mln euro, co jest wynikiem na średnim poziomie europejskim. Dla porównania liga szkocka zarobiła w tym okresie 149 mln euro, a liga austriacka 160 mln euro. Nasza piłkarska ekstraklasa dystansuje jednak niektórych europejskich średniaków w wysokości wpływów z tzw. dnia meczowego (ma wyższe niż np. liga duńska) oraz wpływów ze sprzedaży praw telewizyjnych (przebija ligi w Szkocji, Szwecji i Austrii). Średnia frekwencji na stadionach ekstraklasy wyniosła 9,4 tys. kibiców, co jest wynikiem lepszym niż w wyżej od polskiej notowanych przez UEFA ligach ukraińskiej czy czeskiej.

Liderem poprzedniego roku został Lech Poznań, który mógł się pochwalić obecnością średnio ponad 20 tys. kibiców na mecz. Kolejne miejsca zajęły Górnik Zabrze i Legia. Średnia frekwencja w ekstraklasie byłaby wyższa gdyby nie karne zamykanie trybun, a także obecność w ekstraklasie zespołów Bruk-Betu Termaliki i Sandecji Nowy Sącz, które swoje mecze domowe rozgrywały na kameralnym stadionie w Niecieczy mogącym pomieści niewiele ponad cztery tysiące widzów.

Legia dominuje też przy kasie

Legia dominuje w ekstraklasie pod względem finansowym od 2011 roku. Aktualni mistrzowie Polski w 2017 r oku mieli łączne przychody na poziomie 138,3 mln zł. To znaczny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym zanotowali wpływy w wysokości 207,4 mln złotych. Przyczyna jest oczywista – brak awansu do fazy grupowej Champions League. Stołeczny klub nie zdołał zrekompensować tej straty transferami zawodników. Z tego tytuły Legia zarobiła niespełna 25 mln złotych, a za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów zgarnęła w 2016 roku około 94 mln złotych. Po zakończonym w miniony weekend sezonie 2017-2018 wpływy z transferów raczej nie przebiją osiągnięcia z poprzedniego roku, chyba że któryś z piłkarzy ekstraklasy zrobi furorę na mundialu w Rosji i latem przejdzie za średnią europejska cenę 20-30 mln euro.

Liga Mistrzów już nie dla nas

Po zmianie zasad kwalifikacji do Champions League Legia w drodze do fazy grupowej będzie musiała przebrnąć przez cztery rundy, zamiast trzech, co kwestię awansu czyni problematyczną. Nawet prezes i właściciel warszawskiego klubu Dariusz Mioduski nie żywi większych nadziei na awans i jasno stawia cel: „Liga Mistrzów to marzenie, Liga Europy to nasze zadanie.
Najpierw jednak legioniści będą musieli zmierzyć się w kwalifikacjach Champions League. W I rundzie ich potencjalnymi rywalami mogą być takie zespoły, jak: F91 Dudelange (Luksemburg), Spartak Trnawa (Słowacja), Valletta FC (Malta), Vikingur (Wyspy Owcze), Crusaders Belfast (Irlandia Północna), Santa Coloma (Andora), Alaszkert (Armenia), Sutjeska Niksić (Czarnogóra), Suduva Mariampol (Litwa), czy Cork City (Irlandia). Jeśli awansują do II rundy, znów zostaną w niej rozstawieni, ale rywale będą też mocniejsi. Legia może trafić np. na Crveną Zvezdę Belgrad (Serbia), Hapoel Beer-Szewa (Izrael), Rosenborg (Norwegia), HJK Helsinki (Finlandia), The New Saints (Walia), Kukesi (Albania) czy CFR Cluj (Rumunia).

Także w III rundzie mistrz Polski może liczyć na rozstawienie, ale przyjdzie mu mierzyć się z kimś z grona Karabach Agdam (Azerbejdżan), BATE Borysów (Białoruś), Dinamo Zagrzeb (Chorwacja), Sherif Tyraspol (Mołdawia) oraz AEK Ateny. W IV rundzie legioniści nie zostaną już rozstawieni. Ale dojście do tego etapu zapewnia miejsce w Lidze Europy. Bić się trzeba i o to.