Będzie „adekwatna odpowiedź”

Rosjanie zapowiedzieli „adekwatne” działania na wrogi krok Izraela – zabicie 14 rosyjskich pilotów i zestrzelenie samolotu.

 

Rzecznik ministerstwa obrony Rosji, Generał Igor Konaszenkow, na specjalnej konferencji prasowej potwierdził fakt zestrzelenia nad Syrią rosyjskiego samolotu w wyniku działań lotnictwa Izraela. „17 września o godzinie 22.00 cztery izraelskie samoloty F-16 atakując, zrzuciły kierowane bomby na cele syryjskie w pobliżu miasta Latakia” – powiedział.

„Podejście do celów zostało przeprowadzone na niewielkiej wysokości nad Morzem Śródziemnym.

Jednocześnie izraelskie samoloty celowo stworzyły niebezpieczną sytuację dla okrętów nawodnych i samolotów na tym obszarze. Bombardowanie przeprowadzono w pobliżu francuskiej fregaty „Auvergne” oraz w bezpośrednim sąsiedztwie samolotu Ił-20 rosyjskiego lotnictwa wojskowego, który w eskorcie myśliwców schodził do lądowania.

Lecąc pod radarową osłoną rosyjskiego samolotu izraelscy piloci podprowadzili go pod ostrzał syryjskiej obrony powietrznej. W rezultacie Ił-20, którego skuteczna powierzchnia odbijająca fale radarowe jest o rząd wielkości większa niż F-16, został zestrzelony przez syryjski pocisk rakietowy C-200 który samonaprowadził się na rosyjski samolot.

Izraelskie środki kontroli powietrznej i piloci F-16 nie mogli nie widzieć rosyjskiego samolotu, ponieważ przybył on tu i schodził do lądowania z wysokości 5 km. Niemniej jednak celowo przeprowadzili tę prowokację.

Dowództwa rosyjskiej grupy wojsk w Syrii nie ostrzeżono o planowanej operacji.

Powiadomienie „gorącą linią” otrzymano mniej niż minutę przed atakiem, co uniemożliwiło wyprowadzenie rosyjskiego samolotu do strefy bezpiecznej.

Obecnie trwa akcja poszukiwawczo-ratownicza w rejonie katastrofy samolotu IL-20.

Uważamy prowokacyjne działania danych Izraela za wrogie. W wyniku nieodpowiedzialnych działań izraelskich wojskowych zabito 15 rosyjskich żołnierzy.
Jest to absolutnie niezgodne z duchem rosyjsko-izraelskiego partnerstwa.

Zastrzegamy sobie prawo do odpowiedniej reakcji” – powiedział generał.

Od jakichkolwiek działań, które spowodowały zestrzelenie rosyjskiej maszyny odżegnała się Francja, choć Rosja uważa, że z fregat „Auvergne” także były wystrzelone pociski.

W Syrii sytuacja ulega przyspieszonej ewolucji. Spotkanie prezydentów Rosji – Władimira Putina – i Turcji – Recepa Tayyipa Erdoğana – w Soczi przyniosło kolejne ustalenia, w wyniku których Rosjanie zrezygnowali z operacji w prowincji Idlib. Zająć mają ją wojska tureckie. Ma również być stworzona strefa zdemilitaryzowana. „Do 10 października ze strefy, szerokiej na 15-20 km, ma być wycofana ciężka broń. Strefa ma być stworzona do 15 października” – poinformował prezydent Putin. Strefę będą patrolować wojska tureckie i rosyjskie. – Nie dojdzie do nowej operacji zbrojnej syryjskiego wojska z sojusznikami w Idlibie, ostatniej dużej rebelianckiej enklawie w Syrii – powiedział po spotkaniu prezydentów Rosji i Turcji minister obrony Rosji Siergiej Szojgu.

Jeden kraj, jedna flaga i jeden wódz – po turecku

Recep Tayyip Erdoğan dopiął swego – wygrał w pierwszej turze wybory prezydenckie. Przez ponad piętnaście lat rządził Turcją jako premier, potem prezydent, teraz będzie głową państwa o znacznie szerszych, zagwarantowanych przez zmienioną konstytucję uprawnieniach.

 

Oficjalne wyniki po zliczeniu 97,7 proc. kart wyborczych wskazują na sukces dotychczasowego prezydenta w pierwszej turze, chociaż nie jest to zwycięstwo przytłaczające. Erdoğanowi nadal ufa, według państwowej agencji informacyjnej Anadolu, 52,5 proc. obywatelek i obywateli. Jego najpoważniejszy rywal, Muharrem Ince z kemalistowskiej Republikańskiej Partii Ludowej, po brawurowej kampanii wyborczej liczył na drugą turę wyborów. Wywalczył jednak „tylko” 30,8 proc. Nieco ponad 8 proc. zagłosowało na przebywającego w więzieniu Selahattina Demirtasa, byłego współprzewodniczącego lewicowej i prokurdyjskiej Demokratycznej Partii Ludowej (HDP). Nacjonalistka Meral Aksener osiągnęła wynik 7,4 proc.

Równocześnie Turcy głosowali w wyborach parlamentarnych. Tutaj również na pierwszym miejscu znalazła się Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (42,4 proc. głosów). Jej nacjonalistyczny koalicjant, MHP, dołożył 11,2 proc. Po stronie opozycyjnej pierwszą siłą znowu okazali się kemaliści z 22,7 proc. Oznacza to, że partia rządząca i jej coraz bardziej wpływowy koalicjant będą mieć w 600-osobowym parlamencie odpowiednio 293 i 49 miejsc – wystarczająco, by mieć większość, ale nieznacznie za mało, by była to większość konstytucyjna. Republikańska Partia Ludowa wywalczyła 146 mandatów, 45 przypadnie jej sojusznikom w szerokiej koalicji Sojusz Narodowy. Można się spodziewać, że współpracę z kemalistami podejmie w parlamencie HDP, która z wynikiem 11,1 proc. wprowadzi do ciała ustawodawczego 66 reprezentantów. Pytanie tylko, czy tureckie władze pod pierwszym nadarzającym się pretekstem nie wyeliminują ich z parlamentu jako „ekstremistów”.

To wszystko oficjalne dane – tymczasem jeszcze w trakcie głosowania napływały doniesienia o nieprawidłowościach i fałszerstwach. Alarmowano, iż głosy oddane na HDP i jej reprezentanta są niszczone i nieuwzględniane przy liczeniu. Do tego, by patrzeć na ręce komisjom wyborczym, wzywali również kemaliści. Już po ogłoszeniu wyników oficjalne stanowisko o uznaniu wyborów za nieuczciwe wydały trzy największe partie opozycyjne.

Prezydent Erdoğan oczywiście żadnych problemów nie zauważył. – Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował podważać wyników wyborów i szkodzić demokracji, by przykryć własne niepowodzenie – powiedział do tłumu wiwatujących wyborców. Pełne wyniki będą znane za kilka dni. Wybory odbyły się przy rekordowej 87-procentowej frekwencji.

Koniec ery Erdoğana?

24 czerwca w niedzielę w Turcji odbywały się przyspieszone wybory parlamentarne i prezydenckie. Dla Turcji są one bardzo ważne, gdyż wraz z nimi zmienia się system rządów na prezydencki. Obywatele, obok parlamentu, wybiorą także prezydenta, w ręce którego powierzą całą władzę w kraju. Kraj wszedł w ostatni zakręt, sondaże pokazują, że stołek Erdoğana tym razem naprawdę jest zagrożony.

 

Drogę, która doprowadzi być może do kresu rządów Erdoğana, otworzył lider Partii Ruchu Narodowego (MHP) Devlet Bahçeli. Bahçeli, widząc rosnącą siłę Dobrej Partii, która powstała w wyniku rozłamu w jego partii, nie chciał tracić więcej elektoratu i w połowie kwietnia wezwał Erdoğana do przeprowadzenia przyspieszonych wyborów. Ten z kolei, widząc zbliżający się wielkimi krokami kryzys gospodarczy, z obawy przed jego potencjalnym przełożeniem na wybory, które miały być przeprowadzone w listopadzie 2019, odpowiedział na to wezwanie pozytywnie.

 

Na dobiegu

Po dwumiesięcznej, oszałamiającej kampanii do wyborów zostało tylko kilka dni. W wyborach prezydenckich wystartuje 5 kandydatów: Recep Tayyip Erdoğan jako kandydat Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) oraz MHP, Muharrem İnce – z ramienia kemalistowskiej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), Selahattin Demirtaş – jako przedstawiciel Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) Meral Akşener – to z kolei kandydatka Dobrej Partii (İyi Parti), Temel Karamollaoğlu – Partii Szczęśliwości i Doğu Perinçek – Partii Patriotycznej. Według nowej ustawy do zwycięstwa potrzeba 50 proc. poparcie elektoratu. Jak podają sondaże (jeśli nie są one prorządowe) w pierwszym turze żaden z tych kandydatów nie uzyska takiego poparcia. Szacuje się, że Erdoğan uzyska najwyżej 45 proc. głosów, a İnce ok. 30 proc.

I tu się zaczyna czarny scenariusz, który spędza sen z powiek Erdoğana. Wszystkie partie opozycyjne ogłosiły bowiem, że jeśli będzie druga tura wyborów prezydenckich, to poprą Muharrema İnce. A ten, dzięki populistycznemu dyskursowi podczas kampanii uzyskał do tej pory więcej poparcia obywateli niż jego partia. Jako nauczyciel fizyki obiecuje ludziom m. in. nanotechnologię i przyciąga na swoje wiece dziesiątki tysięcy ludzi. Rządzący Turcją od prawie 16 lat Erdoğan, do dyspozycji którego są wszystkie instrumenty państwa, już nie mówi do wypełnionych po brzegi placów. Obiecuje wyborcom zniesienie stanu wyjątkowego trwającego od dwóch lat, mocniejszą gospodarkę oraz więcej wolności. İnce odpowiada na to: Kto cię powstrzymuje przed zniesieniem stanu wyjątkowego? Dlaczego zrobisz to po wyborach, a nie teraz? Więcej wolności i mocniejsza gospodarka? Przecież rządzicie od 16 lat i to samodzielnie. Dlaczego nie mogliście tego dokonać?

 

Wolność czy keksiki?

W XXI wieku Erdoğan w ramach kampanii obiecuje obywatelom ogrody ludowe, w których lud turecki wraz z dziećmi oraz wnukami będzie leżeć i się turlać, oraz kawiarnie ludowe, w których gości będzie się częstować darmowymi herbatami, ciastami, napojami o smaku pomarańczy czy cytryny. Na te obietnice İnce znowu odpowiada: „Ja mówię hak, hukuk, adalet – wolność, prawo, sprawiedliwość, a on mowi çay, kek, oralet – herbata, ciasto, napój o smaku owocowym. Kto chce ciasto, niech zagłosuje na Erdoğana, kto chce pracę w fabryce, niech zagłosuje na mnie”. Na razie wygląda na to, że w tym wzajemnym dogryzaniu sobie zyskuje W czarnym dla Erdoğanaİnce, jednak przed nim jeszcze daleka droga, żeby przegonić Erdoğana.
Jeśli chodzi o wybory parlamentarne, to partia Erdoğana AKP wystartuje z MHP pod nazwą Sojusz Ludu. Odpowiedź opozycji na ten krok nie była spóźniona. CHP, Dobra Partia oraz Partia Szczęśliwości stworzyły Sojusz Narodowy. To już pewne, że wszystkie te partie wejdą do parlamentu, jednak koszmar Erdoğana stanowi ewentualne przekroczenie progu wyborczego przez HDP. W takiej bowiem sytuacji AKP nie osiągnie większości parlamentarnej. Wedle zmian w konstytucji, które zostały wprowadzone po ubiegłorocznym głośnym referendum, prezydent m.in. będzie stać na czele rządu, samodzielnie będzie mianować ministrów oraz będzie miał prawo do wydawania dekretów z mocą ustawy. Jeśli prezydentem zostanie Erdoğan, to samodzielnie będzie rządził Turcją, nawet nie będzie potrzebował większości parlamentarnej. Ale jeśli HDP przekroczy 10-procentowy próg wyborczy, to AKP ma uzyskać 60 mandatów mniej.

 

Koniec z dekretami

Jeśli HDP w parlamencie będzie współpracować z Sojuszem Narodowym, Erdoğan nie będzie mógł rządzić krajem przez wydawanie dekretów, bo te mogą obowiązywać tylko do czasu stworzenia w tym samym temacie prawa przez parlament. Wiedząc o tej niebezpiecznej dla siebie sytuacji, obecny prezydent 9 czerwca podczas zamkniętego spotkania ze swoimi lokalnymi przedstawicielami w Stambule, powiedział: „Przyjaciele, nasza partia musi zupełnie inaczej pracować nad HDP. O tym nie będę rozmawiał na zewnątrz, tu z wami rozmawiam… Jeśli oni nie przekroczą progu wyborczego, to nasza sytuacja będzie znacznie lepsza. W związku z tym w każdej dzielnicy, moi przyjaciele, powinniście pracować nad nimi zupełnie inaczej.” Erdoğan nie wyjaśnił szczegółowo na tym spotkaniu, którego treść wyciekła do internetu, o jaką „pracę” mu chodziło.

 

Scenariusze

W przypadku przekroczenia progu wyborczego przez HDP, Erdoğan nie wyklucza ponownych przyspieszonych wyborów parlamentarnych, o których od jakiegoś czasu mówią posłowie AKP. Jednak najpierw prezydent, który podejmie tę decyzję, musi zostać wybrany. Jeśli w wyborach parlamentarnych opozycyjne partie – w tym HDP – uzyskają większość poparcia elektoratu, przystąpią do drugiej tury wyborów prezydenckich bardziej pewne i mocne. A zatem podczas wiecu Muharrema İnce, który odbył się w Diyarbakırze, uznawanym przez Kurdów za stolicę Kurdystanu, słowa o tym, że “W wyborach parlamentarnych dajcie nam – abyśmy nie zostali za progiem – 1 milion głosów, a my podczas drugiej tury przy wyborach prezydenckich zwrócimy to jako 6 milionów” wskazują na to, że będzie zażarta walka między obozem opozycyjnym a Erdoğana. Prezydent i jego sojusz wiele daliby, aby zamknąć tę sprawę w pierwszej turze.
Według ostatnich sondaży HDP może liczyć na poparcie w granicach 9-13 proc. Ze wskazanych powyżej powodów znaczenie obecności HDP w tureckim Meclisie jest ogromne i właśnie dlatego niektórzy z wyborców CHP – jak w ostatnich wyborach parlamentarnych – oddadzą głos na HDP. Dziś HDP jest trzecią siłą w parlamencie, wśród jej elektoratu są Kurdowie, alawici, lewicowcy, liberałowie, zwolennicy ochrony środowiska, obrońcy praw osób homoseksualnych oraz pobożni muzułmanie. Tysiące działaczy tej partii oraz 9 posłów, w tym poprzedni przewodniczący Selahattin Demirtaş oraz Figen Yüksekdağ od kilkunastu miesięcy znajdują się w więzieniu.

 

Nierówne warunki

Wybory te także przyniosły ze sobą nowości w prowadzeniu kampanii wyborczej. Gdy Erdoğan podczas kampanii wyborczej korzystał ze wszystkich możliwości państwa, wszyscy gubernatorzy, starostowie powiatowi, urzędnicy oraz większość burmistrzów są do jego dyspozycji, kiedy telewizja publiczna TRT oraz 90 proc. mediów prywatnych są pod jego kontrolą i wreszcie kiedy machina propagandowa działa pełną parą, aresztowany kandydat na prezydenta Selahattin Demirtaş organizował – być może po raz pierwszy na świecie – wiec telefoniczny. W więzieniu, korzystając z prawa dzwonienia do żony, zatelefonował do niej, a ta, znajdując się z gośćmi w domu, podłączyła aparat do głośnika i Demirtaş wygłosił swoje przemówienie. Cały wiec został nagrany, a następnie opublikowany w mediach społecznościowych.

Dla partii opozycyjnych walka przed niedzielnymi wyborami nie toczyła się sprawiedliwie i nadal się nie toczy. Mimo tego nie składały broni, próbowały walczyć do ostatniego tchu, bo wiedzą, że to już ostatnie wyście przed tunelem, który się nazywa tyrania.