Jest skarga na Polskę do Luksemburga

Za Sąd Najwyższy.

 

Komisja Europejska wystąpiła o rozpatrzenie sprawy przez sędziów w Luksemburgu w trybie przyspieszonym. Ponadto chce, aby w ramach zastosowania tzw. tymczasowego zabezpieczenia zawiesić niektóre przepisy nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. To inicjatywa wiceszefa Komisji Fransa Timmermansa.
Bruksela twierdzi, że przepisy wprowadzone przez obecnych rządzących – między innym te pozwalające odesłać w stan spoczynku Małgorzatę Gersdorf i część dotychczasowych sędziów – to upolitycznianie instytucji.
Decyzja o skierowaniu pozwu miała być podjęta w ubiegłym tygodniu. Jak podaje Polskie Radio, Komisja jeszcze się wstrzymała, dając Warszawie ostatnią szansę na rozmowy na temat możliwych zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym. Jednak kiedy w ubiegły piątek nie przyniosły one przełomu, Komisja podjęła decyzję, by z początkiem tygodnia zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości w przyspieszonym trybie.
Ponadto Timmermans wystąpił o zastosowanie środków nadzwyczajnych. Rozpatrzenie pozwu przez TSUE to skomplikowana i długotrwała procedura, która średnio zamyka się w 1,5 roku. KE uznała, że sprawa polskiego Sadu Najwyższego jest zbyt pilna, a zwykły tryb prowadzenia postępowania może spowodować nieodwracalne szkody w systemie sądowniczym kraju. Takie same środki zastosowano przy sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. KE chce, aby do czasu zapadnięcia orzeczenia nie obowiązywały przynajmniej niektóre zapisy ustawy.
„KE zarzuca władzom w Warszawie, że poprzez zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym (dotyczące wieku emerytalnego), chcą zastąpić sędziów upolityczniając tym samym tę instytucję. Polski rząd odpiera takie twierdzenia podkreślając, że ma prawo do dokonywania reform” – podaje Polskie Radio. Postępowanie to jest niezależne od tego wszczętego z osławionego Artykułu 7.

Prawo, niesprawiedliwość, konstytucja i sądy

Wydaje się, że już wieki minęły odkąd PiS wygrało wybory. I cóż? Pomimo strachu i całej tej alarmistycznej prasy szarzy obywatele w zasadzie nie odczuwają, by działa się jakaś straszna tragedia, chociaż ewidentnie burzone są fundamenty instytucji prawnych.

 

Część społeczeństwa wierzy, że nic groźnego się nie dzieje, a być może nawet ta nowa rewolucyjna władza ma trochę racji, że robi takie gwałtowne ruchy. Bo sądy działały zbyt wolno – a trzeba, by działały szybko; bo sędziowie tworzą uprzywilejowaną kastę – a nikt nie powinien stać ponad prawem; bo jakiś sędzia gdzieś się upił – a nie powinien!

 

Perfidia

Perfidia tej sytuacji polega na tym, że zasłaniając się tymi zarzutami, rządzący burzą trójpodział władzy i naruszają konstytucję. Zyskują przy tym kredyt zaufania i czas, bo wyborcy mimowolnie chcą osądzić, czy te nowe zmiany realnie pozbawią sędziów przywileju bycia nietykalnymi, czy młodsi nowi sędziowie Sądu Naczelnego, będą w stu procentach nieskazitelni, a procesy szybkie i bezstronne. Czy sędziowie SN będą znakomici i rano i z wieczora – i czy nie będą „donosili” do Brukseli na ukochaną ojczyznę. Wysuwając miałkie oskarżenia, PiS sprawia, że naród skupia się na duperelkach i traci z oczu rzecz najważniejszą” mianowicie to, że w tej grze nie chodzi wcale o naprawienie drobnych, choć realnych mankamentów, lecz o całkowite, trwałe przejęcie władzy i gwarancję, że się jej już nie utraci.
Nikt o zdrowych zmysłach nigdy przecież nie da gwarancji, że wśród tysięcy sędziów nie znajdzie się jakaś jedna czarna owca. Zarzut „to kasta” niema w dodatku żadnego uzasadnienia. Sędziowie muszą być kastą, aby móc wykonywać swoje obowiązki bez obaw o ingerencję ze strony twórców bieżącej polityki. Oskarżanie Sądu Najwyższego, że „donosi” na polskie władze do Brukseli to czysty idiotyzm. Unia Europejska nie jest wrogiem polskiego państwa. Jest dla nas niczym dobra i wyrozumiała matka, która i doradzi i wysłucha skargi. Porównywanie UE do niegdysiejszej „wrogiej Rosji” czy do morderczego nazizmu jest skrajnym nieporozumieniem. Jeżeli PiS zamierza dalej podążać tą ścieżką, powinno natychmiast wycofać wszystkich swoich europarlamentarzystów. Ale tego nie zrobi, bo najwyraźniej ich politykom smakują „judaszowe” pieniądze.

 

Centralizacja

W sprawie reformy sądownictwa ogół skupia się na drobiazgach, zamiast dostrzec, że tak naprawdę chodzi o coś innego: wyłącznie o centralizację władzy i zniesienie świętej do tej pory zasady trójpodziału, istniejącego właśnie po to, by nikt nie mógł zbudować sobie dyktatury.
Teraz chodzi o stworzenie instytucji podległych jednej partii, o to, by władzę obsadzić ludźmi niegodnymi jej sprawowania, ale posłusznymi i uległymi wobec tych, którzy rozdają wysokie stanowiska.
Profesor Strzębosz mógł być niepokorny, bo miał dorobek i uznaną już w świecie prawniczym pozycję. Sędzia Przyłębska nie ma żadnego tytułu naukowego, nie mówiąc o dorobku – jest, zatem skazana na to, aby wiecznie pamiętać, kto ją na stanowisku postawił. Prokurator z Podkarpacia również doskonale zdaje sobie sprawę, kto przymknął oko na jego PRL-owską przeszłość i komu zawdzięcza godności. Nawet niezwykle wymowna, złotousta pani profesor wie, że jej rzekomy tytuł profesorski jest lansowany tylko przez PiS, nigdy nie posiadała prezydenckiej nominacji do tego tytułu – może nim epatować tylko w murach swojej uczelni i nigdzie indziej. Jest doktorem habilitowanym.

 

Mierni, nadaktywni i do tego wierni

Tak, więc obsadzanie najwyższych urzędów ludźmi o marnych referencjach, albo bez dorobku czy społecznej pozycji, gwarantuje tej formacji, że będą jej wierni po grób. Taki sam manewr zastosował Stalin po przejęciu władzy. „Starych” bolszewików z autorytetem i dorobkiem zastąpił swoimi figurantami. Dopiero ten zestaw ludzi umożliwił mu na realizację krwawego imperium.
Przyjrzyjmy się przez chwilę ludziom teraz trzymających władzę: czy po przegranych wyborach mają jakąś godną przyszłość, szansę by utrzymać wysoki jak teraz status społeczny Czy może pan Misiewicz, któremu oficerowie salutowali jak ministrowi, wróci dobrowolnie zamiatać aptekę? Czy minister Błaszczak wróci chętnie na radnego do Wołomina za 2 tys. zł? Minister Kołodko miał zapewniony powrót na uczelnię, Ćwiąkalski – do praktyki prawnika. Minister Ziobro nie ma, dokąd wrócić. Ci ludzie i tysiące im podobnych zrobią wszystko by utrzymać swój wysoki status.
Znajdujemy się w zaklętym kręgu, bowiem dyspozytor tego układu jest poza odpowiedzialnością, a wykonawcy, by przetrwać na prestiżowych pozycjach – muszą akceptować jego ryzykowne polecenia. Ten układ paradoksalnie jest wewnętrznie trwały i z biegiem czasu wspólne poczucie zagrożenia wynikające z popełnionych wykroczeń czy nadużyć jeszcze go scementuje. Ja nawet nie mówię o naruszaniu konstytucji, ja mówię o tysiącach bogobojnych ludzi wyrzucanych z pracy bez merytorycznego uzasadnienia. Jaką to wielką wojnę przegrało Polskie Wojsko, że 70% najwyższych oficerów, generałów, straciło swoją karierę zawodową. Gdy przyjdzie czas próby: kryzys gospodarczy, zwyrodnienie jedynowładztwa, ferment społeczny dopiero wtedy niektórzy przejrzą na oczy i dostrzegą, czemu te wszystkie „reformy sądownictwa” miały służyć. Mając taką silną władzę da się siłą opanować każdy kryzys.

 

A qui bono?

Czekają nas nowe wybory. Książę Rochefoucauld mawiał: „niech żadna dama nie chwali się swoim honorem, gdy jeszcze żaden sprawny i elegancki kawaler nie dybał na jej cnotę”. Czy uczciwe partie mają szansę równej walki politycznej z ugrupowaniem, które bez żenady używa potęgi państwa, by organizować swoje działania? Która kusi młodych ludzi tysiącami posad z uposażeniami wywołującymi zawrót głowy? Czy partie przestrzegające rozdziału państwa i kościoła mają jakieś szanse z blokiem politycznym, który używa autorytetu kościoła, by wygrywać polityczne batalie?. Wynik tych zmagań poznamy wkrótce, a jest się, czego obawiać. Znając te wszystkie wyzwania – działajmy w dobrej wierze. A będzie, co Bóg da.