Flaczki tygodnia

Na fotelu siedzi leń. Pan marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński zaplanował posiedzenia Sejmu RP na rok 2019. Na 16-18 stycznie, 20-22 lutego, 13-15 marca, 10-12kwietnia, 15-17 maja, 12-14 czerwca, 3-5 oraz 17-19 lipca i jeszcze ostatnie na 11-13 września. Czyli po trzy dni posiedzeń na każdy miesiąc.

 

***

Dawno temu za rządów SLD- PSL Sejm zbierał się przynajmniej dwa razy w miesiącu na posiedzeniach czterodniowych. Teraz pan marszałek Kuchciński prace Sejmu ogranicza do minimum.

 

***

Czy tylko dlatego, że nie radzi sobie na tym stanowisku? I ograniczając posiedzenia redukuje sobie obowiązki, którym nie potrafi podołać?

 

***

Sejm i Senat w ciągu ostatnich trzech lat rządów PiS przestały pełnić swe konstytucyjne funkcje. Polską rządzi, jak sułtan, pan prezes Kaczyński wraz ze swymi wezyrami i eunuchami politycznymi. Wszystkie najważniejsze decyzje zapadają na dworze sułtana, czyli w pałacu na ulicy Nowogrodzkiej. Ustawy piszą zaufani, wynajęci prawnicy. Sejm i Senat zobowiązane są jedynie do szybkiego przegłosowania projektów przysłanych im ustaw. Wielu parlamentarzystów już nawet nie kryje, że popierają projekty, których nie zdążyli przemyśleć, przeanalizować. Czasem nawet nie zdążyli przeczytać ich w całości. Zatem po co zwoływać dwa posiedzenia w miesiącu, skoro wszystko można przepchnąć na jednym?

 

***

W Sejmie krążą opinie, że pan marszałek zaplanował tak mało posiedzeń, bo uważa, że Sejm nie dotrwa do końca swej kadencji. Że pan prezes, sułtan Kaczyński podejmie decyzję o przyśpieszeniu wyborów parlamentarnych.

 

***

W tym celu Sejm RP nie przegłosuje projektu ustawy budżetowej do 25 stycznia 2019 roku. Wtedy zgodnie z Konstytucją RP pan prezydent Duda, zwany „pierwszym eunuchem pana prezesa”, niezwłocznie wykona kolejną decyzję sułtana Kaczyńskiego. Rozwiąże Sejm i Senat i nakaże przyśpieszone wybory parlamentarne. Wtedy odbędą się one w połowie marca tego roku. A ostatnie posiedzenia Sejmu i Senatu już w lutym.

 

***

PiS to formacja ludzi całujących kobiety w rączki i publicznie adorujących je. A jednocześnie są to ludzie, którzy akceptują domowe bicie kobiet. Oczywiście jednorazowo, wyjątkowo, incydentalnie. Bo nieporozumienia rodzinne mogą się zdarzyć i nie ma co z tego powodu robić wielkiego halo. Ważne by potem pobitą odpowiednio przeprosić. Kwiaty koniecznie kupić, do nóżek pani paść, i rączki po kawalersku wycałować. Szarmanckim być jak przedwojenny ułan.

 

***

PiS zaprezentował projekt ustawy aprobującej jednorazową przemoc w rodzinie, bo ta partia uważa, że rodziną powinien zajmować się wyłącznie kościół kat. No i sama rodzina. Instytucje państwowe i pozarządowe świecki nie powinny ingerować w sprawy rodzinne. Taki to XIX wieczny styl myślenia. Projekt upadł, bo nawet żony polityków PiS nie chcą być bite. Nawet jednorazowo.

 

***

Wielki rejwach wzbudziła nominacja pana posła Adama Andruszkiewicza na wice ministra cyfryzacji. Człowieka bez formalnego wykształcenia ku temu, bez doświadczeń i kwalifikacji w zarządzaniu. Ale, jak uzasadniły koła rządowe, Andruszkiewicz to znawca Facebooka i osoba niezwykle popularna na tym portalu. Cóż Jozin z Bazin miał więcej lajków na Fejsie, ale ministrem w rządzie pana Morawieckiego nie został. A siostry Godlewskie mają jeszcze więcej tam znajomych i polubień niż Andruszkiewicz. Udowodniły też, że potrafią zaśpiewać cały hymn polski, i to z pamięci! Mogą liczyć na posadę wicepremiera?

 

***

Nominację Andruszkiewicza, zdeklarowanego „patriotycznego antysemity”, oprotestowały już publicznie światowe organizacje żydowskie. Grozi to odgrzaniem wojny polsko- żydowskiej, czyli polsko- amerykańskiej też. Zwłaszcza, że w Izraelu rok wyborczy jest. Zwłaszcza, że pan poseł Andruszkiewicz gromko protestował przeciwko stacjonowaniu wojsk amerykańskich na polskiej ziemi.

 

***

Dodatkowo pan poseł Andruszkiewicz za pomocą interpelacji i zapytań poselskich zbierał informację interesujące naszych nie należących do NATO sąsiadów, zwłaszcza Białoruś i Rosję. Ale skoro został nominowany, to pewnie polski kontrwywiad musiał uznać go za czystego.

 

***

Pan minister Andruszkiewicz to pierwszy w IV RP przypadek polskiego antysemickiego narodowca, który dostał ministerialną posadę dzięki Facebookowi. Portalowi stworzonemu i posiadanemu przez Marka Zuckerberga. Żyda amerykańskiego. Można zatem rzec, że polsko- katolicki narodowiec Andruszkiewicz wszedł do rządu Morawieckiego po żydowskich plecach. Dzięki żydowskiemu wysiłkowi umysłowemu.

 

***

 Tak naprawdę nominacja najgłupszego z liderów polskich narodowców i najbardziej skłóconego ze środowiskiem narodowym, jest dla pana prezesa, sułtana wielce użyteczną. Daje sygnał wielu działaczom średniego szczebla w ruchu narodowym, że też mogą mieć rządowe lub samorządowe posady. Skoro taki Andruszkiewicz aż wiceministrem został. Trzeba tylko być lojalnym. Gębę w kubeł. Ale wtedy kubeł będzie pełny.

 

***

Pan prezes, sułtan Jarosław Kaczyński przyjmie na audiencji specjalnej włoskiego wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego. Włoski wicepremier Mateusz jest także liderem Ligii Północnej. Ugrupowania faszyzującego, dążącego do rozluźnienia integracji Unii Europejskiej, gorącego zwolennika polityki rosyjskiego prezydenta Putina. Czy dojdzie do sojuszu narodowo- katolickich kaczystów i faszyzujących salvinistów w przyszłym Parlamencie Europejski? Pan Andruszkiewicz może być mostkiem ku temu.

 

***

Władysław Kosiniak- Kamysz wygrał sondażowy plebiscyt na przyszłego premiera koalicyjnego, antyPiSowskiego rządu. Zapewne aktualny lider PSL- u takim premierem nie będzie, ale ten sondaż to prognoza na dobry wynik w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Może nawet jako kandydata koalicji „anty Dudowej”?

 

***

Około pięciu tysięcy kibiców wzięło udział w pielgrzymce na Jasną Górę. Byli gorąco tam przyjmowani, bo nie wspominali o powszechnej w kościele kat. pedofilii, „mafii homoseksualnej”, pazerności księży na pieniądze. Widać akceptują te zjawiska.

 

***

Pielgrzymka przebiegała pod hasłem „Zło dobrem zwyciężaj”. Podczas rozrywek ligowych zapewne zobaczymy to „dobro zwyciężające”. Po owocach na stadionach poznamy je.

 

Wydarzenia Częstochowa

Po zeszłorocznych ekscesach podczas 10. Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców, w tym roku upłynęła wyjątkowo spokojnie. Policja jednak zmobilizowała bardzo duże siły. Porządku pilnowali funkcjonariusze z I komisariatu w Częstochowie, nieumundurowani policjanci operacyjni jak i mundurowi z Samodzielnego Oddziału Prewencji KWP w Katowicach.

Śmieszne żarciki z narodzin dyktatury

Mężczyźni w mundurach pobili Dawida Winiarskiego. Wykręcili mu ręce, podduszali, rzucali na ściany i po podłodze.

 

Tak żeby go bolało. Tak żeby bał się o życie. Ich było kilku, on był jeden. Bawiła ich bezdyskusyjna przewaga i bezradność ofiary. Kiedy uznali, że sadystyczny seans dobiegł końca, Dawid musiał został przewieziony do szpitala. Zdjęcie młodego chłopaka leżącego w kołnierzu ortopedycznym stało się symbolem brutalnych i całkowicie nieuzasadnionych represji stosowanych przez aparat państwowy wobec uczestników protestów przeciwko likwidacji polskiej demokracji. Trudno ich nazywać „policjantami”. To są zwykłe bandziory, a do tego zdrajcy. Typy w mundurach zdradzili podwójnie – społeczeństwo, któremu przysięgali służyć oraz konstytucje, której przyrzekali bronić. Wczoraj bili ludzi, którzy występowali w imię tej konstytucji. Bo taki dostali rozkaz – bić mocno. Pobity Dawid, dwa dni wcześniej poszarpana, zakuta w kajdany Klementyna Suchanow. Dziesiątki innych – poturbowanych, z siniakami, guzami i obtarciami. PiS stosuje oręż intensyfikacji lęku. Władza celowo (nad)używa przemocy, tak aby zasiać strach w umysłach tych, którzy mogliby przyjść protestować kolejnego dnia. Wykręcanie ramion, zakładanie dźwigni, zadawanie bólu – to wszystko miało zostać zarejestrowane i opisane.
Jeszcze rok temu protesty w obronie niezależności sądownictwa ściągnęły na ulice setki tysięcy obywateli. Oburzonych i zdeterminowanych. Dotarło do nich, że PiS posunął się za daleko, a celem reformy wymiaru sprawiedliwości jest podporządkowanie go władzy politycznej. Pewnie większość z tych protestujących nie miała dobrych doświadczeń z sądami. Bo te w III RP faktycznie żałośnie rzadko stawały po stronie zwykłych ludzi. Ale zastąpienie dysfunkcyjnego systemu takim, w którym za wszystkie sznurki pociąga Ziobro było wizją wystarczająco sugestywną i przerażającą. Dlaczego więc obecnie, kiedy PiS dopina swego – przejmują kontrolę nad sądami, pod Sejmem protestuje jedynie garstka dzielnych ludzi? Odpowiedź jest prosta – obywatele są zmęczeni. Kaczyński ich wyczekał. Protestowali wiele miesięcy, a jedyna świadomość jaka się w tym czasie wykluła, to świadomość tego, że PiS i tak zrobi co będzie chciał. Bezradność, poczucie braku sensu i celu uczestnictwa w ulicznych wystąpieniach. Apatia i rezygnacja aktywnej i świadomej części społeczeństwa – to największy sukces Prawa i Sprawiedliwości.
Partia Kaczyńskiego wkracza w decydującą fazę budowania w Polsce dyktatury w stylu tureckim. Sądy ma już w kieszeni, w tym Sąd Najwyższy, który przyklepuje wynik wyborów. Trybunał Konstytucyjny padł już ponad dwa lata temu. Prokuratura, media publiczne, korzystna ordynacja – wszystko załatwione na cacy. Wkrótce przekonamy się, że w tym kraju nie ma już miejsca na wolne związki zawodowe i protesty pracownicze. Zresztą – sprawa brutalnych represji wobec przewodniczącej związku stewardess i pilotów w LOT już nam to unaoczniła. Lewica przepadnie w wyborach do europarlamentu, bo zmiana zasad przeliczania głosów na mandaty podwyższyła próg wyborczy do ok 15 proc., a więc granicy o przekroczeniu której możemy sobie pomarzyć. Nieciekawy i przygnębiający to pejzaż.
Są jednak tacy, co bawią się świetnie. Łukasz Moll drze łacha z Klementyny Suchanow, tej, którą przedwczoraj po raz piąty za czasów „dobrej zmiany” skończyła skuta kajdankami i poturbowana. Moll nazywa uczestniczkę protestów „jaśnie panią artystką” i zarzuca jej brak aktywności, kiedy neoliberałowie gnoili lud pracujący. „Zachowuje się jak mieszczka, która w 2018 roku, dowiedziała się, że „odbierają nam wolność”. Gdzie była gdy pałowano górników? Ignorowano pielęgniarki? Szykanowano nauczycieli? Terroryzowano rolników w gminach łupkowych? Pacyfikowano KDT? Zamykano huty i stocznie? Nie wpuszczano związkowców do Sejmu? Oszukiwano emerytów ws. OFE pod palmami? Prywatyzowano mieszkania zakładowe?” – stwierdza Moll. Wtóruje mu niejaki Remigiusz Okraska. „W kraju biedy z nędzą, problemów z pracą, śmieciówek, milionowej emigracji zarobkowej, trzydziestoletnich kredytów na byle klitkę, zapaści całych mieścin i regionów w Polsce B, pani artystka bohatersko broni „demokracji” i sądzi, że jest taka arcyodważna” – pisze naczelny Nowego Obywatela. W dalszej części tych żenujących podrygów wychodzi na jaw, że obaj stratedzy walki klasowej nie mają zielonego pojecia kim jest osoba, która stanowi dla nich ucieleśnienie odrealnionej warszawski. Nie wiedzą, że w 2012 roku jako redaktorka „Przekroju”, którego naczelnym był Roman Kurkiewicz, mieszała z błotem wszystkie dogmaty neolibu i występowała w obronie pokrzywdzonych przez kapitalizm. W tym samym okresie Okraska kończył swój flircik z naziolami, a Moll pisywał dla „Zielonych Wiadomości”. Moll z Okraską nie widzą powodu by protestować. Przerzucają się żarcikami o styropianie i dyktaturze. Lud siedzi w domach, więc oni razem z nim gnuśnieją i głupieją solidarnie. A Kaczyński realizuje swoje marzenie o polskim autorytaryzmie.