Kubot górą w Meksyku

Łukasz Kubot i Marcelo Melo wygrali debla w turnieju rangi ATP Tour 500 na kortach twardych w Acapulco (z pulą nagród 1,9 mln dolarów). W finale pokonali kolumbijski duet Juan Sebastian Cabal – Robert Farah.

Finał gry podwójnej otwartych mistrzostw Meksyku był interesującym widowiskiem, bowiem na korcie zmierzyły się dwa najwyżej rozstawione w turnieju duety – z numerem 1 grali w Acapulco Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, zaś z „dwójką” Łukasz Kubot i jego brazylijski partner Marcelo Melo. Z siedmiu wcześniejszych potyczek tych dwóch znakomitych par deblowych aż pięć wygrali Cabal i Farah. Kolumbijscy tenisiści w Acapulco musieli jednak posmakować goryczy porażki i nie zdobyli swojego wspólnego 17. turniejowego trofeum. Po trwającym dwie godziny i 32 minuty meczu lepsi tym razem okazali się Kubot i Melo, wygrywając spotkanie 7:6(6), 6:7(4), 11-9. „Jesteśmy rzecz jasna bardzo zadowoleni z tego zwycięstwa. Ten tytuł wiele dla nas znaczy. Byliśmy w stanie dać z siebie wszystko co najlepsze. Mecz był bardzo trudny, a o jego rozstrzygnięciu zadecydowały niuanse” – przyznał po meczu Melo, który w 2015 roku wygrał debla w Acapulco w parze z Chorwatem Ivanem Dodigiem. Kubot miał natomiast na koncie dwa wcześniejsze triumfy w tym turnieju. Zwyciężał tu w 2010 roku grając w parze z Austriakiem Oliverem Marachem oraz trzy lata później w parze z Hiszpanem Davidem Marrero Santaną.
Dla Kubota i Melo sobotnia wygrana w Acapulco była już 14. wspólnie zdobytym tytułem w turniejach ATP. Polski tenisista ma już w dorobku 26 deblowe triumfy w imprezach głównego cyklu, zaś jego brazylijski partner 34. Zwycięstwo w mistrzostwach Meksyku było ich pierwszym w tym roku. Otrzymają za to po 500 punktów do rankingu ATP deblistów oraz do podziału finansową premię w wysokości 119 tys. dolarów amerykańskich. Dla porównania: turniej singla w Acapulco wygrał Hiszpan Rafael Nadal, który pokonał Amerykanina Taylora Fritza 6:3, 6:2. On także dostał 500 punków rankingowych, ale znacznie wyższą premię finansową – 372 tys. dolarów.

Kolumbijczyka uniewinniono, Brazylijkę już nie

Znakomity kolumbijski deblista Robert Farah ostatecznie nie będzie zdyskwalifikowany za wykrycie w jego organizmie środka dopingującego. Za podobne przewinienie ukarano natomiast brazylijską tenisistkę Beatriz Haddad Maię, którą zawieszona na 10 miesięcy.

W styczniu 2020 roku Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) poinformowała o tymczasowej dyskwalifikacji Roberta Faraha. Triumfator Wimbledonu i US Open 2019 nie wystąpił z tego powodu ze swoim partnerem Juanem Sebastianem Cabalem w tegorocznym Australian Open, bo jego w organizmie wykryto zakazany boldenon. Farah zapewniał, że specyfik ten w jego kraju jest stosowany w hodowli bydła, dlatego w jego teście dopingowym został znaleziony w próbce pobranej 17 października w Cali, chociaż dwa tygodnie wcześniej tenisista był kontrolowany w Szanghaju i wynik był negatywny. „Przez cały rok byłem badany co najmniej 15 razy i zawsze wyniki były negatywne” – twierdził Farah. ITF po analizie sprawy uznała argumentację Kolumbijczyka i oczyściła go z zarzutu celowego stosowanie dopingu. Farah może już wrócić do rywalizacji i wspólnie z Cabalem zgłosił się do turnieju ATP Tour 500 w Rio de Janeiro.
Kary za doping nie uniknie natomiast Brazylijka Beatriz Haddad Maia, klasyfikowana na 58. miejscu w światowym rankingu. Została przyłapana na stosowaniu enobosarmu i ligandrolu. ITF nie dał wiary jej tłumaczeniom i nałożył na nią 10-miesięczną dyskwalifikację z uwzględnieniem już trwającego zawieszenia. Haddad Maia będzie mogła wrócić do rywalizacji po 21 maja 2020 roku.

Dopingowa wpadka kolumbijskiego mistrza

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) poinformowała o przyłapaniu na dopingu Kolumbijczyka Roberta Faraha, obecnie najlepszego deblisty na świecie. On i jego rodak Juan Sebastian Cabal prowadzą ex aequo w rankingu deblowym ATP, a w 2019 roku wspólnie wygrali wielkoszlemowe Wimbledon i US Open.

Farah i jego rodak Juan Sebastian Cabal prowadzą ex aequo w rankingu deblowym ATP, a w 2019 roku wspólnie wygrali wielkoszlemowe Wimbledon i US Open. W organizmie Faraha wykryto boldenon, steryd używany zwykle w kulturystyce w celu zwiększenia siły fizycznej. Kolumbijski tenisista pozytywny wynik testu antydopingowego miał w listopadzie zeszłego roku. „Dwa tygodnie wcześniej miałem test antydopingowy w Szanghaju, a jego wynik był negatywny. Przez cały rok byłem badany co najmniej 15 razy i zawsze wyniki były negatywne” – przekonuje Farah i zapewnia, że zakazany substancja musiał najprawdopodobniej wina mięsa, które spożywał.
Kolumbijski Komitet Olimpijski potwierdził wersję tenisisty, dostarczając dowody, że boldenon używany jest w tym kraju w hodowli zwierząt i przez to często znajduje się w sprzedawanym na jego terytorium mięsie, co może tłumaczyć dlaczego ten specyfik wykryto u Faraha akurat w czasie, gdy po sezonie przebywał w Kolumbii. „Przeżywam obecnie jedną z najsmutniejszych chwil w moim życiu i na pewno najsmutniejszą w mojej karierze” – żali się w mediach tenisista.
Farah nie jest jedynym graczem ze światowej czołówki, którego w ostatnim czasie przyłapano na dopingu. Jego los podzielił tez Chilijczyk Nicolas Jarry (ATP 78), który wpadł podczas zeszłorocznego turnieju finałowego Pucharu Davisa w Madrycie. W jego próbce wykryto ligandrol i stanozolol. Obaj zawodnicy zostali rzecz jasna zawieszeni przez ITF i teraz czekają na sankcje. Z tego powodu nie mogli wystartować w rozpoczynającym się w poniedziałek w Melbourne wielkoszlemowym Australian Open.
Surowe kary raczej na nich nie spadną, bo przykłady z ostatnich lat, choćby Chorwata Marina Cilicia, Serba Viktora Troickiego, Rosjanki Marii Szarapowej czy Włoszki Sary Errani dowodzą, iż ITF jest w sprawach karania za doping bardziej tolerancyjny niż inne sportowe federacje.
Krytycy światowej federacji uważają, że kary za przyłapanie na dopingu są w tenisie zbyt niskie. I przypominają, że Szarapowej groziła czteroletnia dyskwalifikacja, a skończyło się na 15 miesiącach. Mało tego, chociaż po powrocie nie zdołał wrócić do czołówki, a teraz zajmuje w rankingu dopiero 145. miejsce, nadal może liczyć na tzw. dzikie karty od organizatorów wielkich turniejów. W tegorocznym Australian Open Rosjanka również zagra dzięki „dzikiej karcie”, a powinna startować w kwalifikacjach. Co ciekawe, ITF nie odbiera przyłapanym dopingowiczom wywalczonych w turniejach premii finansowych. Należy zatem przypuszczać, że podobnie będzie w przypadku Faraha. Kolumbijczyk straci jednak nie startując w Australian Open. Organizatorzy australijskiego turnieju przed tegoroczną edycją zwiększyli pulę nagród do kwoty 49 mln dolarów amerykańskich.

Niezwykły finał Wimbledonu

Kobiecy finał tegorocznego Wimbledonu zawiódł oczekiwania, bo po jednostronnym pojedynku Simona Halep w niespełna godzinę pokonała Serenę Williams. W męskim finale walka o mistrzowski tytuł trwała blisko pięć godzin i zakończyła się pierwszym w historii tego turnieju tie-breakiem. Novak Djoković pokonał Rogera Federera 7:6(5), 1:6, 7:6(4), 4:6, 13:12(3).

Takiego finału w 142-letniej historii Wimbledonu jeszcze nie było. Nie tylko dlatego, że po raz pierwszy o zwycięstwie w meczu zadecydował tie-break w piątym secie pojedynku. Spotkanie o tytuł nie miało faworyta i przed pojedynkiem każdemu z tenisistów przyznawano pięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo. Federer wcześniej wygrywał Wimbledon osiem razy, dwa razy częściej niż Djoković, który miał na koncie cztery triumfy. Obaj jednak uwielbiają grać na trawiastych kortach i notują na tej nawierzchni znakomite wyniki.

Szwajcar jest co prawda starszy o kilka lat od Serba, ale w tym roku od pierwszej rundy demonstrował znakomitą formę, a w półfinale z równie znakomicie grającym w tej imprezie Hiszpanem Rafaelem Nadalem zagrał wręcz koncertowo, nie ujawniając żadnych słabych punktów. Nie było po nim widać, że ma już na karku 37 lat także w heroicznej potyczce z Djokoviciem. Ale Serb nie bez powodu jest numerem 1 w rankingu ATP. „Dla mnie to zaszczyt, że wciąż mogę rywalizować z Federerem i Nadalem. To wspaniali zawodnicy, grający w tenisa na niebotycznym poziomie od wielu, wielu lat. Ich obecność zmusza mnie do ciągłej i coraz bardziej wytężonej pracy, żeby im dorównać. Są dla mnie inspiracją i motywują mnie do ciągłego doskonalenia mojej gry” – powiedział Djoković po odebraniu trofeum.

Federer trzymał fason, ale było widać, że jest mocno rozczarowany porażką. „No cóż, postaram się o tym meczu zapomnieć, chociaż na pewno nie będzie to łatwe” – przyznał szczerze. To prawda, w drugiej fazie piątego seta miał już Djokovicia na widelcu. Przełamał go i objął prowadzenie 8:7, a w kolejnym gemie serwował. Publiczność na korcie centralnym już szykowała się do fetowania sukcesu Szwajcara, bo od początku pojedynku wyraźnie mu sprzyjała. Niestety, „Maestro”, żywa legenda światowego tenisa i wzór do naśladowania dla kolejnych pokoleń adeptów tenisa, pokpił sprawę i spalił się nerwowo jak początkujący junior. Federer miał dwie piłki meczowe, lecz Djoković poradził sobie lepiej ze stresem i obronił oba meczbole i walka trwała dalej, aż przy stanie 12:12 w gemach sędzia zarządził tie-breaka. I w tej rozstrzygającej o wszystkim rozgrywce Djoković okazał się lepszy, wygrywając 7-3.

„Jeżeli nie był to jeden z najbardziej ekscytujących finałów w jakich grałem, to na pewno jeden z najlepszych” – przyznał po walce serbski tenisista. Tak więc Djoković wygrał Wimbledon po raz piąty i w liczbie zwycięstw dogonił legendarnego Szweda Bjoerna Borga. Ale do dorobku Federera brakuje mu jeszcze trzech wimbledońskich „skalpów”.
W deblu pań triumfowały Czeszka Barbora Strycova i Tajwanka Su-Wei Hsieh, w deblu panów Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, a w mikście Tajwanka Latisha Chan i Chorwat Ivan Doddig.