Euro 2020/21: Włoska robota na Wembley

Bijatyka w katakumbach stadionu, wdarcie się na obiekt kibiców, którzy nie posiadali biletów, to skazy na wizerunku finałowego meczu mistrzostw Europy Anglia – Włochy. Na szczęście pod względem sportowym widowisko stworzone przez graczy dwóch najlepszych bezsprzecznie zespołów w tym turnieju było fascynujące.

Zespoły Włochy i Anglii nie miały sobie równych w tych mistrzostwach, czego dowodzą choćby statystyki. Jeśli policzy się ich punktowy dorobek według ligowych zasad, to ekipy finalistów w siedmiu rozegranych meczach zgromadziły po 17 punktów – najwięcej w stawce 24 zespołów. Trzecią lokatę pod tym względem zajęli Belgowi z dorobkiem 12 punktów, chociaż odpadli już w ćwierćfinale, czyli po pięciu spotkaniach. Anglicy i Włosi w całym turnieju nie ponieśli porażki, a takim wyczynem mogli się jeszcze pochwalić w tym turnieju Hiszpanie i Francuzi (te dwa zespoły odpadły z imprezy po porażkach w konkursach rzutów karnych). Pięć lat temu niepokonana pożegnała się z turniejem reprezentacja Polski, odpadając w 1/4 finału remisie z Portugalią i przegranych „jedenastkach”. W tegorocznym czempionacie biało-czerwonym poszło dużo gorzej. W swojej grupie nie wygrali ani jednego meczu (przegrali 1:2 ze Słowacją i 2:3 ze Szwecją oraz zremisowali 1:1 z Hiszpanią) i zajęli ostatnie miejsce z jednym punktem na koncie i bramkowym bilansem 4:6. Ten dorobek zapewnił im 21. lokatę w stawce 24 drużyn – gorsze od naszej były tylko reprezentacje Szkocji, Turcji i Macedonii Północnej.
Nie było na turnieju drużyny, która nie zdobyłaby żadnej bramki, ani takiej, która goli nie traciła. W 51 meczach strzelono 142 gole – 94 w fazie grupowej i 48 w fazie pucharowej, co daje średnią 2,78 bramki na jedno spotkanie. Euro 2020/21 był dopiero drugim turniejem rozegranym z udziałem 24 drużyn (51 meczów, w tym 36 w fazie grupowej i 15 w pucharowej). Można zatem porównać statystyki tylko z poprzednia imprezą, Euro 2016 we Francji. Tegoroczny czempionat pod względem strzeleckich dokonań piłkarzy wypada znacznie lepiej, bo pięć lat temu padło w 51 meczach tylko 108 goli (średnia 2,12 bramki na jedno spotkanie).
W zakończony w niedzielę turnieju ustanowiony został też rekord goli samobójczych – padło ich aż 10, co oznacza, że siedem procent ze 142 zdobytych bramek było „swojakami”. Jeden z nich zapisano na koncie Wojciecha Szczęsnego, chociaż jego udział w tym samobóju był niewielki – po prostu piłka odbita od słupka trafiła go w bark i wpadła do bramki. Gol powinien zostać zapisany słowackiemu piłkarzowi, ale głupawe zasady interpretacji takich zdarzeń przez UEFA takie uproszczeń nie przewidują.
Wracając do oceny turnieju Euro 2020/21 wypada zauważyć, że piłkarze na ogół trzymali się zasad fair play, bo sędziowie pokazali zawodnikom 151 żółtych kartek (2,96 na mecz) i 6 czerwonych (0,04 na mecz). Wśród graczy wyrzuconych z boiska za czerwoną kartkę znalazł się jeden Polak – Grzegorz Krychowiak, ukarany w ten sposób w spotkaniu ze Słowacją. Dla porównania – w Euro 2016 we Francji sędziowie po czerwone kartki sięgali tylko trzy razy, za to po żółte aż 205 razy.
Po fazie grupowej w turnieju zostało 16 najlepszych zespołów i rywalizacja zrobiła się jeszcze bardziej wyrównana. Aż w ośmiu spotkaniach fazy pucharowej konieczna była dogrywka – w połowie z nich dodatkowe 30 minut gry nie przyniosło rozstrzygnięcia i konieczny był konkurs rzutów karnych. Pięć lat temu na francuskich stadionach dogrywek było tylko pięć i trzy konkursy „jedenastek”.
W finałowym spotkaniu Anglia – Włochy też ustanowiono rekord – gol Luke’a Shawa dla angielskiej drużyny, strzelony już w 2. minucie meczu, jest w tej chwili najszybciej uzyskanym trafieniem w historii finałów mistrzostw Europy. Poprzedni rekord należał do Hiszpana Jesusa Pereda, który w 1964 roku w finałowym spotkaniu z ekipą ZSRR (2:1) strzelił pierwszego gola dla swojej drużyny w 6. minucie.
Tegoroczny czempionat rozegrano na 11 stadionach w 11 europejskich stadionach, ale trzy rozstrzygające spotkania odbyły się na Wembley. Niestety, angielscy kibice przypomnieli światu o swojej złej sławie i zafundowali nam wszystkim dramatycznie wyglądające sceny bijatyk z policją i między sobą. W przypadku podobnych zdarzeń na meczach drużyn klubowych, choćby w europejskich pucharach, UEFA nakłada na organizatorów dotkliwe kary, ale na Wembley sama była organizatorem finałowego meczu Anglii z Włochami, więc karać siebie nie będzie. Impreza się skończyła, w kasie wszystko się zgadza, można więc wracać do domów bez obawa, a za kilka tygodni nikt o tym już nie będzie pamiętał. I tak dzieje się zawsze, gdy zadufani w sobie piłkarscy działacze coś sknocą.

Euro 2020/21: Początek turnieju w cieniu dramatu

W miniony piątek na Stadionie Olimpijskim w Rzymie odbyła się ceremonia otwarcia finałów mistrzostw Europy. A potem reprezentacja Włoch w spotkaniu inauguracyjnym pokonał Turcję 3:0. Wyczekiwana przez kibiców impreza zaczęła się więc efektownie. Niestety, już następnego dnia w Kopenhadze w meczu Danii z Finlandią doszło do dramatycznych wydarzeń.

Zdaniem większości futbolowych ekspertów największym faworytem turnieju Euro 2020/21 jest reprezentacja Francji, ale w piątkowy wieczór na Stadio Olimpico w Rzymie zespół Italii mógł zasiać w ich umysłach ziarno zwątpienia. Prowadzona przez trenera Roberto Manciniego ekipa squadra azzurra w efektownym stylu rozbiła mocną drużynę Turcji 3:0, odnosząc dziewiąte zwycięstwo z rzędu i notując 28 mecz bez porażki. Włoscy piłkarze oddali w tym meczu 24 strzały na bramkę rywali, w tym osiem celnych), mieli w posiadaniu piłkę przez 64 procent czasu gry, wymienili między sobą 616 podań przy 87 procentach celności. Innymi słowy robili na boisku co chcieli przez 90 minut. Gole strzelili Ciro Immobile i Lorenzo Insigne, a jeden padł po strzele samobójczym.
Przed spotkaniem Mancini obiecał włoskim kibicom piłkarski spektakl i słowa dotrzymał. Jego podopieczni pokazali kawał naprawdę świetnego futbolu i dali tym sygnał, że także ich trzeba traktować jak faworytów mistrzostw. Włosi mają na koncie tylko jeden triumf w europejskim czempionacie, wywalczony w 1969 roku. Potem jeszcze dwukrotnie docierali do finału – w 2000 roku przegrali z Francuzami, a w 2012 z Hiszpanami. Wygląda na to, że także w tej edycji te trzy zespoły będą nadawać ton rywalizacji. „Italia wróciła i jest naprawdę piękna” – komentują media w Hiszpanii, bo Mancini, który wcześniej pracował we Włoszech, Anglii, Turcji i Rosji, pomysł na grę reprezentacji Włoch w znacznej mierze oparł jednak na hiszpańskich wzorcach.
Sami Hiszpanie mają jednak w tej chwili większy ból głowy, bo trener Luis Enrique przed poniedziałkowym meczem ze Szwecją nie mógł normalnie pracować z kadrą z powodu zakażeń koronawirusem. Podobny problem mieli też Szwedzi, więc dopiero po spotkaniu w Sewilli będzie można coś więcej powiedzieć o aktualnych możliwościach tych zespołów. A na ile wiarygodne są opinie ekspertów o sile reprezentacji Francji, przekonamy się we wtorek po jej meczu z zespołem Niemiec.
Wiadomo już natomiast to, że swoje trzy grosze do rozgrywki potentatów wtrąci drużyna Belgii, która w sobotę na stadionie Kriestowskij w Petersburgu na oczach ponad 24 tysięcy widzów bez większego trudu rozbiła 3:0 ekipę Rosji, potwierdzając tym zwycięstwem, że nie bez powodu znajduje się na pierwszym miejscu rankingu FIFA. Dwa gole dla belgijskiej drużyny strzelił napastnik Interu Mediolan Romelu Lukaku, a trzecią dorzucił obrońca Borussii Dortmund Thomas Meunier. Wygrana dała Belgom prowadzenie w grupie B, lecz w sobotę wieczorem uwagę świata przykuwały dramatyczne wydarzenia dziejące się w drugim meczu tej grupy – Danii z Finlandią. Spotkanie rozpoczęło się o 18:00 na stadionie Parken w Kopenhadze, na którego trybunach zasiadło ponad 15 tysięcy widzów. Murowanym faworytem tego meczu byli Duńczycy, z którymi Finowie wcześniej w 60 meczach wygrywali tylko 11 razy. Największą piłkarską gwiazdą na boisku był kolega Lukaku z formacji ofensywnej Interu Mediolan, 29-letni Christian Eriksen. W 43. minucie meczu duński piłkarz bez kontaktu z przeciwnikiem nagle upadł na murawę boiska. Natychmiast udzielono mu pomocy, ale szybko się okazało, że piłkarz stracił przytomność, nie wykazuje funkcji życiowych i wymaga reanimacji. Pozostali piłkarze reprezentacji Danii utworzyli kordon i zasłonili przed kamerami telewizyjnymi leżącego na murawie kolegę, a potem eskortowali tak ratowników wynoszących Eriksona na noszach ze stadionu. Mecz został przerwany i obie drużyny zeszły do szatni. Spiker na stadionie poprosił jednak obecnych na stadionie kibiców, by nie opuszczali obiektu do czasu ogłoszenia oficjalnego komunikatu.
W oficjalnym komunikacie UEFA przekazała, że stan piłkarza został ustabilizowany. „Po nagłym wypadku z udziałem duńskiego gracza Christiana Eriksena, odbyło się spotkanie kryzysowe z obiema drużynami i sędziami tego meczu, po którym postanowiono wznowić zawody o 20:30”.
Spotkanie wznowiono, ale Duńczycy chyba nie mieli głowy do grania w piłkę, bo chociaż na boisku uzyskali wręcz miażdżąca przewagę na drużyną Finlandii, to przegrali sensacyjnie 0:1. Mieli doskonałą okazję na wyrównanie, bo sędzia podyktował na ich korzyść rzut karny, lecz Pierre-Emile Hoejbjerg dosłownie kopnął piłkę w ręce fińskiego bramkarza. Porażka reprezentacji Danii to pierwsze wielka sensacja tegorocznych mistrzostw Europy, ale wypada mieć nadzieję, że kolejne nie będą miały już tak dramatycznych okoliczności.

48 godzin sport

Świetne wyniki lekkoatletów
Michał Haratyk podczas rozegranego w miniona sobotę w Warszawie Memoriału im. Zygmunta Szelesta wygrał konkurs pchnięcia kulą rewelacyjnym rezultatem 22,17 m. To najlepszy tegoroczny wynik w Europie i czwarty na świecie. Na czoło europejskich tabel wynikowych wysunął się także młociarz Paweł Fajdek, który w Memoriale Szelesta uzyskał odległość 78,67 m, co jest najlepszym rezultatem w Europie i drugim na świecie. Najlepszy wynik w tym roku wykręciła też w tych zawodach skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko. Zawodniczka Podlasia Białystok skoczyła 1.94 m.

Pierwsza porażka Stali Gorzów
W rozegranej w miniony weekend 6. kolejce żużlowej PGE Ekstraligi pierwszej porażki w tym sezonie doznała ekipa Stali Gorzów, która przegrała wyjazdowe spotkanie ze Sparta Wrocław 38:52. W pozostałych meczach Apator Toruń przegrał u siebie z Włókniarzem Częstochowa 41:49, Unia Leszno pokonała na własnym torze Falubaz Zielona Góra 54:36, a GKM Grudziądz zremisował u siebie z Motorem Lublin 45:45. Mimo porażki Stal Gorzów utrzymała pozycję lidera PGE Ekstraligi, a kolejne lokaty w tabeli zajmują Motor, Sparta, Unia, Włókniarz, Apator, GKM Grudziądz, a ostatnie spadkowe miejsce zajmuje Falubaz.

Mancini z nowym kontraktem
Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Włoch Roberto Mancini przedłużył kontrakt i pozostanie trenerem „Squadra Azurra” do końca mistrzostw świata w 2026 roku. Pod jego wodzą włoska drużyna narodowa od maja 2018 roku rozegrała 30 meczów, z który 21 wygrała, sześć zremisowała, a tylko w dwóch doznała porażek.

Gracz Legii w kadrze Chorwacji
Portugalski trener polskiej reprezentacji nie powołał do kadry na Euro 2021 ani jednego piłkarza Legii Warszawa. Takich oporów nie miał selekcjoner zespołu Chorwacji Zlatko Dalić, który w gronie 26 zawodników znalazł miejsce dla 25-letniego obrońcy warszawskiego klubu Josipa Juranovicia. Warto przypomnieć, że ekipa Chorwacji to aktualni wicemistrzowie świata.

Fury podał datę walki z Joshuą
Brytyjski bokser wagi ciężkiej Tyson Fury (30-0-1, 21 KO) wyjawił, kiedy dojdzie do jego wyczekiwanej walki z rodakiem Anthonym Joshuą (24-1, 22 KO). Pojedynek ma się odbyć 14 sierpnia w Arabii Saudyjskiej. Fury zapewnił swoich fanów, że wiadomość tę otrzymał od sekretarza obrony Arabii Saudyjskiej księcia Khalida Adbdulaziza Al Sauda.

Puchacz w Unionie Berlin
Lewy obrońca Lecha Poznań Tymoteusz Puchacz przeszedł we wtorek testy medyczne w Unionie Berlin. 23-letni piłkarz przejdzie do klubu niemieckiej 1.Bundesligi za 3,5 mln euro. Puchacz zwiąże się z Unionem umową do końca czerwca 2025 roku.

Polacy nie mogli przegrać z Włochami

Reprezentacja Francji w 5. kolejce Ligi Narodów pokonała na wyjeździe broniącą trofeum Portugalię 1:0 i jako pierwsza zapewniła sobie awans do finału tych rozgrywek. W niedzielę szanse na wywalczenie pierwszego miejsca w swojej grupie mieli także Polacy, ale nie mogli przegrać z Włochami.

Na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej Ligi Narodów biało-czerwoni z dorobkiem siedmiu punktów byli na pierwszym miejscu w grupie A1. Wyprzedzali o jeden punkt Włochów i o dwa Holendrów oraz o pięć zamykającą stawkę reprezentację Bośni i Hercegowiny. Z prostego wyliczenia wynikało, że jeśli ekipa Jerzego Brzęczka w niedzielnym meczu z Włochami i środowym z Holandią wywalczy co najmniej cztery punkty, to na pewno wywalczy awans do turnieju finałowego bez oglądania się na wyniki innych spotkań. Inne scenariusze były już jednak od tego uzależnione. Naszej reprezentacji do awansu mogły wystarczyć także dwa remisy, ale wówczas musieli liczyć na pomoc zespołu Bośni i Hercegowiny, który w takim wariancie nie mógłby przegrać z Holandią i Włochami. W przypadku wygranej z Włochami oraz porażki z Holandią biało-czerwoni uzyskaliby awans jeśli Bośniacy w niedzielę nie przegraliby z Holendrami. Natomiast w scenariuszu zakładającym porażkę z Włochami i wygraną z Holandią, Polakom do awansu potrzebne byłaby porażka włoskiej ekipy w ostatniej kolejce w meczu z Bośniakami. Selekcjoner biało-czerwonych nie mierzył jednak tak wysoko. Na przedmeczowej konferencji przed niedzielnym spotkaniem z przetrzebionym przez Covid-19 zespołem Italii (zakończyło się po zamknięciu wydania) przypomniał dla formalności: „Potrzebujemy jednego punktu, żeby wykonać nasz plan minimum, czyli utrzymać się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Dwa ostatnie mecze gramy z faworytami, czyli z Włochami i Holendrami. Wiadomo jednak, że futbol lubi niespodzianki i mam nadzieję, że będziemy w stanie taką sprawić”.
Zwycięzca grupy A1 zorganizuje turniej finałowy Ligi Narodów. Pierwszy finalista jest już znany – awans wywalczyli aktualni mistrzowie świata Francuzi, którzy w „grupie śmierci” okazali się lepsi od broniących trofeum aktualnych mistrzów Europy Portugalczyków oraz aktualnych wicemistrzów świata Chorwatów.
Z reprezentacją Włoch polski zespół w niedzielę zagrał po raz 18. We wcześniejszych 17 spotkaniach biało-czerwoni wygrali tylko trzykrotnie, a w meczu o stawkę tylko raz – podczas pamiętnych dla nas mistrzostw świata w 1974 roku. Osiem razy wywalczyli remis, a sześć zwycięstw odnieśli Włosi. W niedzielę mieliśmy jednak powody aby liczyć na sukces naszych piłkarzy, bo włoski zespół został mocno przetrzebiony przez koronawirusa, który nie oszczędził nawet trenera kadry „Squadra Azzurra” Roberto Manciniego. Z powołanych przez niego do kadry 40 zawodników wielu wypadło z powodu decyzji włoskich służb epidemicznych, a niektórych na zgrupowanie reprezentacji nie puściły kluby. Z tego powodu w kadrze Polski zabrakło bramkarza Fiorentiny Bartłomieja Drągowskiego. Ale on i tak przeciwko ekipie Italii by nie zagrał, bo Brzęczek już wcześniej ogłosił, że w tym meczu na bramce zagra Wojciech Szczęsny. Z podaniem reszty wyjściowego składu selekcjoner biało-czerwonych się już tak nie spieszył. Wiadomo było tylko tyle, że na pewno nie zagra pauzujący za żółte kartki Mateusz Klich, ale reszta powołanych piłkarzy, w tym ośmiu z klubów Serie A (oprócz Szczęsnego we włoskiej ekstraklasie występują na co dzień jeszcze Kamil Glik, Bartosz Bereszyński, Arkadiusz Reca, Karol Linetty, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Sebastian Walukiewicz) była gotowa do gry.
Brzęczek musiał jednak szykować równolegle skład na środowe spotkanie z Holandią. Z ekipą „Oranje” nasz zespół przegrał pierwszy mecz w obecnej edycji Ligi Narodów, ale bilans spotkań z holenderską drużyną ma równie kiepski jak z Włochami – trzy zwycięstwa, przy czym ostatnie odniesione w 1979 roku, sześć remisów i siedem porażek. Czasu na przygotowanie się do środowej potyczki nie będzie wiele, chociaż PZPN wynajął samolot czarterowy, którym kadra przyleciała na mecz w sobotę i którym wróci do Polski niemal zaraz po niedzielnym meczu z Włochami w Reggio Emilia.

Włosi już czekają na reprezentację Polski

Trener reprezentacji Włoch Roberto Mancini powołał kadrę na mecz z Polską. Nie zabrakło w niej żadnego z najlepszych obecnie włoskich graczy.

 

Kadra na mecz z Polską.

Bramkarze: Alessio Cragno (Cagliari Calcio), Gianluigi Donnarumma (AC Milan), Mattia Perin (Juventus Turyn), Salvatore Sirigu (AC Torino).
Obrońcy: Cristiano Biraghi (ACF Fiorentina), Leonardo Bonucci (Juventus Turyn), Mattia Caldara (AC Milan), Giorgio Chiellini (Juventus Turyn), Domenico Criscito (Genoa), Emerson Palmieri (Chelsea Londyn, Anglia), Manuel Lazzari (SPAL 2013), Alessio Romagnoli (AC Milan), Daniele Rugani (Juventus Turyn), Davide Zappacosta (Chelsea Londyn, Anglia).
Pomocnicy: Nicolò Barella (Cagliari Calcio), Marco Benassi (ACF Fiorentina), Bryan Cristante (AS Roma), Roberto Gagliardini (Inter Mediolan), Jorginho (Chelsea Londyn, Anglia), Lorenzo Pellegrini (AS Roma), Nicolò Zaniolo (AS Roma).
Napastnicy: Mario Balotelli (OGC Nice, Francja), Andrea Belotti (AC Torino), Domenico Berardi (US Sassuolo Calcio), Federico Bernardeschi (Juventus Turyn), Giacomo Bonaventura (AC Milan), Federico Chiesa (ACF Fiorentina), Ciro Immobile (Lazio Rzym), Lorenzo Insigne (SSC Napoli), Pietro Pellegri (AS Monaco, Monako), Simone Zaza (AC Torino).