Pamięć ofiarom, hańba mordercom

Pod koniec lutego w Hajnówce lewica razem z mieszkańcami czci pamięć prawosławnych zamordowanych przez „żołnierzy wyklętych”. W ubiegłych latach pełna zadumy uroczystość odbywała się przed prowokacyjnym marszem nacjonalistów wychwalających krwawy oddział „Burego”. Tym razem było inaczej.

W poczuciu, że inaczej nie da się powstrzymać nacjonalistów, depczących uczucia i pamięć większości mieszkańców regionu hajnowskiego, aktywistki Obywateli RP zarejestrowały w terminach, gdy w ubiegłym roku odbywały się marsze, własne zgromadzenia. Zakazywanie nacjonalistycznego pochodu było bowiem uchylane przez sądy. Podziałało o tyle, że narodowcy zrezygnowali z przemarszu przez Hajnówkę. Zamiast tego zorganizowali w niedzielę rajd samochodowy z Hajnówki do Narewki, też prowokacyjnie, bo przez wsie, gdzie „wyklęci” Romualda Rajsa siali śmierć i zniszczenie.

W sobotę jednak w upamiętnieniu ofiar nie przeszkodzili. Uroczystość zgromadziła kilkadziesiąt osób, w tym delegacje organizacji lewicowych.

Nie ma zgody na pochwałę zbrodni

– Oddaliśmy hołd, pozostawiliśmy po sobie znicze i minutę ciszy, aby zsolidaryzować się z rodzinami ofiar i upamiętnić osoby, które były bite, gwałcone, palone i zabijane za to, że wyznawały inną religię, porozumiewały się innym językiem, czy żegnały się inaczej niż katolicy. Wydarzenie, w którym wzięliśmy udział jest wyraźnym podkreśleniem, że nie ma zgody na to co będzie się działo w najbliższych dniach, czyli gloryfikację zbrodniarzy i marsze faszystowskich organizacji nacjonalistycznych, takich jak ONR – .wyjaśnili na Facebooku sens swojej obecności w Hajnówce działacze Młodych Razem. Obok nich kwiaty i znicze składali aktywiści podlaskiego okręgu Lewicy Razem oraz poseł Paweł Krutul z SLD. Zabrakło, inaczej niż w poprzednich latach Adriana Zandberga – w Warszawie zatrzymała go kwarantanna.

Po stronie ofiar, a nie morderców stanęli również delegacji Platformy Obywatelskiej i reprezentacja miejscowych samorządowców. A politycy PiS? Cóż, oni zabiegają raczej o elektorat maszerujących w pochodach „wyklętych”.

79 imion

Podczas uroczystości wymieniono wszystkie 79 ofiar „żołnierzy wyklętych”, zabitych w Zaleszanach, Zaniach, Szpakach i Puchałach Starych w 1946 r. Uczestnicy zgromadzenia mieli też przy sobie tablice z wypisanymi imionami i wiekiem ofiar – od kilku dni do wieku podeszłego.

Przed świecką uroczystością przy pomniku miała miejsce modlitwa w cerkwi Narodzenia św. Jana Chrzciciela, jednej z trzech hajnowskich świątyń prawosławnych. Część ofiar „Burego”, w tym wszyscy porwani, zmuszeni do przewożenia oddziału „wyklętych”, a na koniec rozstrzelani prawosławni furmani zostali w ubiegłym roku uznani przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny za świętych. Ośrodkiem ich kultu jest monaster w Zaleszanach, tych samych, które w 1946 r. spalili „wyklęci”.

Policja rozczarowała

Publiczna uroczystość ku czci ofiar „Burego” to już w Hajnówce tradycja. Świadczy o tym frekwencja na niej, mimo pandemii. Niestety smutną tradycję kuriozalnego wręcz zachowania kontynuowała miejscowa policja, której „udało się” na chwilę zaburzyć pełen zadumy nastrój.

W poprzednich latach mieszkańcy Hajnówki nie raz z niedowierzaniem patrzyli na spychanie pod płot i za podwójny kordon ludzi z transparentami „Bury nie jest bohaterem” czy deptanie białych róż przynoszonych na znak niewinności ofiar przez Obywateli RP stających na trasie przemarszu. W tym roku spora grupa funkcjonariuszy pilnie obserwowała, czy uczestnicy ściśle pokojowego, apolitycznego zgromadzenia stosują się do przepisów pandemicznych i, jak relacjonowała na Facebooku jednak z uczestniczek wydarzenia, natychmiast zatrzymała człowieka, który zdjął na chwilę maseczkę, by zjeść bułkę. Funkcjonariusze wylegitymowali część zgromadzonych, a cztery osoby, które odmówiły poddania się tej procedurze, odwieziono na komisariat.

W poprzednich latach żadne zachowanie maszerujących nacjonalistów nie skłaniało policji do interwencji – ani groźby zabijania wrogów ojczyzny, ani nawet przynoszenie przez uczestników ewidentnie nazistowskich symboli. Policja żądała natomiast karania blokujących marsz nacjonalistów – uniewinniały ich sądy.

„Zbrodnicze bandy podziemia” – przewrotnie „wyklęte” cz. I

„Kościół katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, zwalczać będzie również zbrodniczą działalność band podziemia oraz będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych, winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej”
Z „Porozumienia”… 14 kwietnia 1950 r.

Zbliża się 10 rocznica przyjęcia przez Sejm ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, którym z mocy prawa stał się 1 marca. Tak, już mija 10 lat. Czas na refleksję. Mijająca dekada dostarczyła wielu powodów, natury faktograficznej i tej- powiedzmy etyczno- moralnej, ludzkiej. Każdego roku Ministerstwo Edukacji …wydawało stosowne pisma, wytyczne odnośnie organizowania „patriotycznych lekcji” historii i udziału w uroczystościach kościelnych. Telewizja, media, także Kościół świadomie przypominały lata 1944-1947 i późniejsze, jako okres i czyny godne święta państwowego-Narodowego Dnia Pamięci. Ludność, mocą tej ustawy uznano za „komunę”. Zbrojna walka z bezbronnymi jest od 10 lat patriotycznym, chwalebnym wzorcem w wychowaniu młodego pokolenia Polaków. Refleksje płynące z tego zakłamania historii, ujmuję w tym i kolejnych tekstach odnośnie „wyklętych” oraz „martwicy sumień”. Zachęcam Państwa do sięgnięcia po wspomnienia rodzinne, na „świadectwo prawdzie” naszym następcom.

Sens „Porozumienia”

Proszę o ponowne przeczytanie powyższej oceny. Jest w „Porozumieniu zawartym między przedstawicielami rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Episkopatu Polski”, podpisanym 14 kwietnia 1950 r. Działalność podziemia była już śladowa, m.in. na skutek dwóch amnestii z 22 września 1945 r. i 22 lutego 1947 r. Pisał o tym Redaktor Tadeusz Jasiński, Trybuna z 28 lutego-1 marca 2020 r. Ponadto, operacja „Wisła” KBW i MO przeciwko podziemiu, akcja wyjaśniająca (celowo nie piszę propagandowa), nawoływania do udziału w odbudowie kraju, wyjazdów na Ziemie Odzyskane, podejmowania nauki, usuwania analfabetyzmu, itp. były prowadzone przez PSL, PPS, PPR (PZPR) organizacje młodzieżowe, także przez rozumnych księży i biskupów- nie zapominajmy tego- miały w tym chwalebny udział.
Pamiętajmy o reformie rolnej. Spełniała dwa zasadnicze cele-była praktyczną realizacją programu PPR i PPS oraz marzenia małorolnego i bezrolnego chłopstwa. Choć tego nikt nie mówił, że niektórym sędziwym mieszkańcom przypominała carskie uwłaszczenie po powstaniu styczniowym. Skoro niektórzy uczeni chcą być tacy „pryncypialni w prawdzie” -niech o tym też nie zapominają. Parcelacja majątków ziemiaństwa służyła też oddolnym inicjatywom, np. tworzeniu uspołecznionych ogniw „Samopomoc chłopska”, wiejskich sklepów. W południowo-wschodniej i centralnej Polsce spotkały się z szerokim poparciem ludności. Tu przypomnę Państwu taki fakt- ciekawostkę. Kardynał August Hlond w 1933 r. powołał Radę Społeczną, która w założeniu przyjęła potrzebę reformy rolnej, parcelacji wielkich majątków. Ziemiaństwo wywołało histerię- „czerwony biskup chce odebrać ziemię”! Endecja nazwała go robociarzem, choć z pochodzenia był Ślązakiem. Tłumaczył -że tych problemów społecznych nie da się rozwiązać, dając jałmużnę. Radził -„Kościół niech odda swoje ziemie i skupi się na pracy duszpasterskiej. Nie chcecie? przyjdzie chwila, że będziecie musieli”- prorocze myśli, chciałoby się powiedzieć. Jego następca, wspomniany kard. Stefan Wyszyński, był zwolennikiem takich poglądów, poparł więc tę reformę i zalecał taką postawę księżom. A jak do reformy rolnej odniosło się podziemie? Większość podziemia podjęła rabunkową działalność: napady na sklepy wiejskie, kradzieże, palenie domów, niszczenie mienia „Samopomocy chłopskiej”, połączone z morderstwami i zbrodniami. Pamięć o nich po 3-6 latach, była wciąż żywa. I znów ciekawostka. Jednym z dowódców pododdziałów AK na Podkarpaciu był Józef Gucwa, późniejszy biskup tarnowski, który uważnie obserwował tę reformę i reakcję ludzi. O jego poglądach i refleksjach, gdy powstawała Polska Ludowa i po zmianie ustroju w 1989 r.- zasługujących na szacunek, usłyszałem od Profesora, członka b. ZSL i Generała, podczas procesu sądowego. Ale to osobny temat.
Można z dozą wyrozumiałości przyjąć, że wtedy- 1950 r. gdy pisano „Porozumienie” nikomu do głowy- ze strony Kościoła jak i władzy nie przyszło roztrząsać jaki, czyj oddział popełniał zbrodnie. „Fakty masowe”, głównie w woj. rzeszowskim, lubelskim, podlaskim, były widoczne gołym okiem. Proszę zauważyć, że od 1948 r. Prymasem Polski był kardynał Stefan Wyszyński, wcześniej biskup lubelski. Znał sytuację wewnętrzną w kraju na bieżąco i nie było żadnej potrzeby „naukowego badania” bestialstw. Należy pamiętać, że „zbrodnia” jako taka, z ducha, nauki Kościoła podlegała potępieniu. Stanowisko Kościoła miało i ma charakter zasadniczy, doktrynalny. Posądzanie Prymasa, Episkopatu o koniunkturalizm wobec władzy wówczas i z dystansu70 lat byłoby historycznym błędem. „Porozumienie” oraz określenie „zbrodnicza działalność band podziemia” ma sens- powtórzę- oparty w faktach. Niektóre porażające przykłady morderstw, bestialstw, sadyzmu, podaję niżej.

Zbrodnicze bandy

Proszę o chwilę namysłu nad zwrotem- „zbrodnicza działalność band podziemia” Zwraca uwagę brak rozróżnienia na AK, BCh (część partyzantów z tych oddziałów zasiliła szeregi 1 i 2 AWP, to istotny szczegół), NSZ, WiN i inne-wszyscy mają jedno miano. Nie trudno postawić pytanie – dlaczego? Odpowiedzi niżej.

1. kpt. Romuald Rajs „Bury”
– 29-31.01.1946 oraz 2.02.46 oddział kpt. Romualda Rajsa „Bury” spalił 5 wsi: Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska, zabijając w okrutny sposób 82 osoby, w tym starców, kobiety i dzieci, których spalono żywcem w zamkniętych budynkach; w Zaleszanach spalił żywcem 14 osób, w tym 7 dzieci,(ciężarną Marię żonę, Sergiusza Niczyporuka, 3 synów, brata z żoną i dzieckiem), 2 zastrzelił. W Zaniach i Szpakach nie spalono katolickich domów i ich prawosławnych sąsiadów;
– w styczniu 1946 oddział „Burego” zatrzymał we wsi Łozice 40 chłopów na „szarwarku” przy pracy. Chłopi zawieźli ich do Hajnówki, potem do Zaleszan. Mieszkańców stłoczono w jednym domu i spalono. 30 furmanów zamordowano we wsi Puchały Stare, a 10 jako katolików puszczono wolno.
Dla oszczędności amunicji, ludzi palono żywcem w domach, zabijano obuchami siekier; strzelano tylko do uciekających i rannych.

„Z Polakami nie ma żartów”

„Ja tam nie żałuję ich, broń Boże, bo to kacapy. Cholera, ale jednak to człowiek był. Nie wiem jak strzelali inni, bo to zależało od ludzi, ale ja to nie przepuścił. Ja byłem okropnie cięty na nich, ale lepiej niech to między nami zostanie. Ale jednak taka walka to nie dla katolika. Mogłem ich puścić, ale nie puściłem. Nie wypuściłem nikogo”- opowiadał Czesław Popławski, „Pliszka”, o rajdzie przez wioski prawosławne.

„Żadnych tam dyskusji po tym nie było. Chłopaki wspominali, a ten to zrobił, a ten to. Większość z nas była cięta na Białorusinów. To nauczka-mówili chłopaki- żeby się nauczyli, że z Polakami nie ma żartów”- opowiadał Marian Maliszewski „Wyrwa” (Karta 1990, ze wspomnień bandytów „Burego”). .

Oddział IPN w Białymstoku 30.6.2005 uznał „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa. Akcje „Burego” w „żadnym wypadku nie sprzyjały poprawie stosunków narodowych polsko- białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski”.18.11.2008 wyrok ten utrzymał Sąd Okręgowy w Białymstoku.

Film „Podwójnie wyklęty”, wyemitowany w 2019 r., na którym obecny był jego syn, wybiela „Burego”. Podlaski Oddział Partii Razem, napisał taką ocenę tego filmu-„Ciężko ponownie apelować o przyzwoitość i uczciwość. Trudno mówić o rzetelności naukowej, kiedy IPN ignoruje ustalenia końcowe śledztwa prowadzonego przez własną placówkę w Białymstoku, gdzie wprost padają stwierdzenia o zbrodni, której w żaden sposób nie można powiązać z walką o niepodległy byt państwa polskiego. Zbrodni, która nosi znamiona ludobójstwa”.

„Bury” dla Białorusinów mieszkających na Białostocczyźnie – ocenia prof. Eugeniusz Mironowicz z Uniwersytetu w Białymstoku – jest symbolem bezmyślnego okrucieństwa, sadyzmu, sprawcą mordu bezbronnej ludności, w tym dzieci, kobiet i starców”.

2. Józef Kuraś „Ogień” i jego oddział:
-23.6.1945, w Maniowej koło Nowego Targu, zamordował 4 osoby narodowości żydowskiej;
-10.12.1945 w Ostrowsku, na słupie telegraficznym powieszono ciężarną Katarzynę Kościelną, z d. Remierz, bo w rozmowie z sąsiadką nazwała „Ognia” bandytą;
-30.12.1945 w m. Gronków zamordowano 6 osób;
-21.1.1946 w Trybusiu zamordowano młynarza Pawła Bizuna i jego syna, Słowaków;
-28.1.1946 w Nowym Targu zamordowano Żyda Rudolfa Ozorowskiego;
-30.1.1946 w Porębie Wielkiej koło Limanowej zamordowano repatrianta Władysława Godfryda;
-10.2.1946 zamordowano Dawida Grazgerina, wójta gminy żydowskiej;
-29.2.1946 zamordowano kierownika Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem;
-2/3.5.1946 w Krościenku obrabowano i zamordowano 12 Żydów, 7 raniono;
-15.8.1946 w Rabce zamordowano kierownika Straży Pożarnej St. Mankiewicza;
-25.8.1946, ze szpitala św. Łazarza w Krakowie porwano 2 osoby, a pielęgniarkę Barbarę Kowalę zabito;
Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu- Czubiakową, matkę 2 dzieci, a jego podwładny, który ją odprowadzał, także zgwałcił i zastrzelił.
„Ogień” w latach 19 45-1947 dokonał ok. 120 zwykłych napadów rabunkowych.

3. Inne bandy:
– 23.6.1944, banda „Łupaszki” zamordowała we wsi Dubinki 27 osób, w tym kobiety i dzieci, np. Annę Górską z 4-letnim synem;
-13.4.1945 we wsi Horeszkowie banda NSZ „Sokoła” zamordowała 8 przesiedleńców, w tym ciężarną kobietę, którą zakopano żywcem;
– 27.5.1945 w Przedborzu banda NSZ Władysława Kołacińskiego„Żbik” zamordowała 9 ocalałych Żydów, w tym kobietę i dziecko;
– wieś Piskorowice, kilka razy napadały bandy NZW, m.in. Józefa Zadzierskiego, „Wołyniaka”- zamordowano 178 osób. Proszę przeczytać opisy bandytyzmu w Przeglądzie, nr 17 z 2020, „Morderca na pomniku” (ma pomnik w Bostonie!);
– 8.6.1945 banda NSZ „Szarego” w Wierzchowinach zamordowała 194 osoby, w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety i 65 dzieci do 11 lat (najstarszy 92 lata, najmłodszy 2 tygodnie). Tu taka relacja i ocena prof. Andrzeja Werblana – książka „Polaka Ludowa”, Wyd. Iskry, 2017- bardzo zachęcam do przeczytania. „To była wieś, głównie ukraińska, choć trochę i polska, w powiecie hrubieszowskim…Duże zgrupowanie oddziałów NSZ i poakowskich, w sumie dwustu wojaków, wieś tę wymordowało. Po to chyba, żeby postraszyć chłopów ukraińskich w tamtym regionie i >zachęcić< do wyniesienia się za Bug, a może dlatego, że posądzano tych chłopów o sprzyjanie nowej władzy. Rzetelnie to opisał historyk lubelski Rafał Wnuk. Początkowo >żołnierzom wyklętym< szło jak po maśle. Wysłane przeciw nim oddziały MO oraz elewów oficerskiej szkoły z Chełma łatwo rozbili, broń odebrali, nawet samochód pancerny zdobyli. Popełnili błąd. Idąc na Wierzchowiny napadli na małe polowe lotnisko radzieckie, wybili nieliczną załogę, spalili dwa samoloty, wymontowawszy przedtem – w celu dozbrojenia się, cztery działka. To ich zgubiło. W pościg ruszyła kompania wojsk pogranicznych NKWD z Brześcia. O połowę mniej liczna, około setki ludzi, uzbrojona podobnie, w broń piechoty, ckm-y i rkm-y. Jednak zmotoryzowana i z lepszą łącznością, ale przede wszystkim dobrze wyszkolona, z frontowym doświadczeniem. Dwa dni po Wierzchowinach dopadli ten dwustuosobowy oddział i w trwającej kilkanaście godzin bitwie wybili do nogi. Jeńców nie brali, rannych chyba dobijali, zginęło stu siedemdziesięciu partyzantów, odbito ten samochód pancerny i te działka. Straty Rosjan wyniosły sześciu poległych i jedenastu rannych”. Właśnie, gdyby nie „zaczepili” Rosjan. Przypomnę, iż mieli oni zakaz włączania się do walk wewnętrznych- z przestrzeganiem bywało różnie, zasadniczo się stosowali, co potwierdza w opracowaniach np. prof. Rafał Wnuk. Natomiast kilka przykładów bandyckich wyczynów „zbrodniczych band” na Dolnym Śląsku, przypomniał prof. Zbigniew Wiktor (DT, 24-26 kwietnia 2020). Ocena działalności podziemia Poddaję Państwu pod rozwagę – czy atakując przedstawicieli władzy, administracji, np. sołtysów, starostów, można było w ten sposób zmusić do demokratycznego sprawowania władzy? Wniknijcie Państwo myślą w głoszone dziś oceny o walce z „komuną”, zastanówcie się- czy oni byli „komuną”? Przecież wtedy w latach 1944- 1950, byli to ludzie we wsiach, miasteczkach umiejący czytać i pisać, po 2-4 klasach przedwojennej szkoły. Potrafili się sensownie „wygadać”, umieli napisać pismo do gromadzkiej rady narodowej (gminy) np. w sprawie podatku, którego chłop nie mógł zapłacić jednorazowo, by rozłożono na raty – pisał mój Ojciec. Były przypadki zabijania wiejskich nauczycieli, traktując ich jako „propagatorów komuny”, a nie jako ludzi niosących „kaganek oświaty”- jak to rozumieć? Dziś apologeci „zbrodniczych band” podnoszą, że podziemie atakowało posterunki MO, więzienia, „kazamaty komuny”. Zgoda, tak było. Zapytam- kto tam trafiał? Przecież, dla przykładu- komendantem MO w Nowym Targu był Józef Kuraś, ps. „Ogień”. Potem „robotę porzucił” i zajął się „obroną wolności” lub „krzewienia demokracji”- przyjmijcie Państwo wg własnego uznania! Przypomnę powyższy dowód -10 grudnia 1945 w Ostrowsku, na słupie telegraficznym powieszono ciężarną Katarzynę Kościelną, z d. Remierz, bo w rozmowie z sąsiadką nazwała „Ognia” bandytą. Wymierzył więc „karę” za obrazę „takiej władzy”. Kto powie, że „nie słuszną”? Co myśleć o sąsiadce? A napady rabunkowe, za co jego rabusie- bandyci złapani przez MO i KBW trafiali do więzień. Pytam – czyżby niesłusznie? Jednakże w MO, w niewielkiej liczbie byli przedwojenni policjanci, ale głównie zdemobilizowani wojskowi oraz „młody narybek” ci, którzy umieli czytać i pisać, proszę sięgnąć do przedwojennej ustawy o policji i zobaczyć, że to był podstawowy warunek naboru. Uparcie pytam- to też była „komuna”?

Więzienia. Były zapełnione częściowo np. przez chłopów nie mających pieniędzy na podatek, pomówieni w różnych waśniach, często bici trzymani kilka tygodni i zwalniani -znam od Ojca. Były sadystyczne przesłuchania, nie wyłączając tortur. Oto przykład – jeden z wielu. Żona płk Janusza Przymanowskiego (Autor „Czterech pancernych”)- Maria Hulewicz, b. sekretarka Mikołajczyka. Za próbę ucieczki przez granicę skazana na 7 lat więzienia, była torturowana, zmarła w 1978 r. Takie „praktyki” władzy, „sądowe morderstwa” należy ocenić jednoznacznie- ból i cierpienie, często nie zawiniona krzywda. Błąd, który zamiast odstraszać „rodził” przeciwników, a nie zwolenników. Jednakże główny „skład” przetrzymywanych, to członkowie właśnie „zbrodniczych band”. Kto to był? Głównie młodzi chłopcy, zwiedzeni „patriotyczną, narodową” propagandą różnych miejscowych oddziałów, nie rozróżniający ich politycznej orientacji, bo kto miał im objaśniać. Najczęściej pochodzili z wiejskiej i miejskiej biedoty, z „pańskich czworaków”, mieli w znacznej części od 16-25 lat. Dla przykładu, chyba w 2008 r. dowiedziałem się od gen. Wojciecha Jaruzelskiego, że prof. Zdzisław Sadowski, mający niepodważalne zasługi w przygotowaniu i wdrażaniu reformy gospodarczej- obok prof. Władysława Baki, Zbigniewa Madeja, jako 16-latek był w NSZ. Szczęśliwie objęła go amnestia, trafił na studia. Wywiad z Profesorem na początku 2018 zamieścił Przegląd. Nie sposób go czytać, by uniknąć refleksji. Ocena generalna Dostępna literatura, środowiskowe rozmowy, dyskusje i przemyślenia oraz publikacje prasowe np. na łamach Trybuny, Gazety Wyborczej i Przeglądu, za które serdecznie dziękuję Redaktorom Naczelnym i Redakcjom dają faktograficzne podstawy, by działalność podziemia oceniać jako zbrodniczą. Nieliczne zachowania mające znamiona poprawności należy nie tylko dostrzec. Należy je pamiętać! Ale nie przesłonią okrucieństw zadawanych bezbronnym ludziom – dzieciom, kobietom… „Uświęcanie” tych zbrodni czyni Polaka bezdusznym. Było to podziemie samozwańcze. Władza ogłosiła dwie amnestie- w styczniu 1945 i dwa lata później, w lutym 1947. Dlaczego z tego nie skorzystano? Można nie było szanować, nie „uważać za władzę”. Była daleko, w Warszawie. Wojna się skończyła, należało „urządzić siebie w cywilu”, także podwładnym dać zacząć normalne życie. Osobliwe wyjaśnienie tej zawiłości spotkałem u Hieronima Dekutowskiego, „Zapory”-„Amnestia jest dla przestępców, a my jesteśmy Wojsko Polskie”.

Zastanówcie się Państwo. Skoro tak, dlaczego to „Wojsko” nie zgłosiło się do pokojowej służby? Czyżby miał „coś” na sumieniu, a może podwładni też popełniali przestępstwa? Podczas wojny był w AK, która od stycznia1946 r. była rozwiązana. Czy jestem w błędzie uważając „jego Wojsko” za samozwańcze? Na obronę jego myślenia może przemawiać tylko propagandowe oddziaływanie, docierające ze Wschodu i Zachodu, z różnych politycznych ugrupowań, gdzie trudno doszukać się prawdy. Fakty z działalności zbrojnego podziemia wtedy, lata 1944-1947 i później, nie dają podstaw do pozytywnych ocen, tym bardziej ubranych w„patriotyczny garnitur”. Zachęcam Państwa do namysłu nad naszą „krwią pisaną” przeszłością. Temu celowi będą służyć kolejne teksty. Co możemy uczynić, by obiektywna prawda, nawet bolesna dla naszego poczucia dumy i godności narodowej, zajęła właściwe jej miejsce w wychowaniu młodego pokolenia? Proszę- pomyślcie Państwo!

Warszawa, 21 stycznia 2021

Poseł PiS broni zbrodniarza

Poseł PiS Dominik Tarczyński uczcił rocznicę śmierci Romualda Rajsa „Burego”, podoficera Wojska Polskiego, odpowiedzialnego za zbrodnie na prawosławnych mieszkańcach Podlasia, okolicznościowym wpisem na Twitterze.

Człowiek, który w swoim rajdzie przez podlaskie wsie palił domostwa i nie oszczędzał kobiet i dzieci, to dla prawicowego parlamentarzysty „patriota, Polak, katolik”.

Według posła Tarczyńskiego Rajs jest bohaterem, żołnierzem wyklętym, ofiarą komunistycznego państwa. Tymczasem w 2005 roku Instytut Pamięci Narodowej określił czyny „Burego” jako noszące znamiona ludobójstwa. Do dzisiaj pseudonim tego „żołnierza wyklętego” budzi w regionie hajnowskim zgrozę i oburzenie. Żyją jeszcze ludzie, których bliscy zginęli z rąk jego podkomendnych, a pod koniec lutego, gdy wypada rocznica spalenia wsi Zaleszany, Zanie, Szpaki i Końcowizna, odbywają się uroczystości ku pamięci niewinnych ofiar. Nigdy nie brakuje na nich przedstawicieli podlaskiej lewicy.

PiS stoi wtedy po innej stronie. Środowiska skrajnej prawicy organizują od 2016 roku w Hajnówce marsz pamięci „wyklętych”, na którym nie może obyć się bez zdjęć „Burego”. Politycy rządzącej partii nie raz szukali usprawiedliwień dla tej inicjatywy, potępianej przez większość mieszkańców Hajnówki. Gdy hajnowska rada miejska uchwalała rezolucje przeciwko marszowi, politycy PiS starali się udowadniać, że Romuald Rajs to jednak bohater, bo walczył z komunistami i o niepodległą Polskę. Zresztą nie tylko na Podlasiu PiS często idzie ramię w ramię ze skrajnymi nacjonalistami (wręcz faszystami) i nie ustaje w próbach fałszowania historii. Żołnierze wyklęci nadal mają się dobrze na państwowych sztandarach i bluzach skrajnych prawicowców..

Do zmiany stosunku do „Burego” prawicowców nie skłania nawet jego postawa po aresztowaniu. W nadziei na zwolnienie Romuald Rajs ujawnił wszystkie swoje kontakty, podał imię i nazwisko oraz domniemany adres zamieszkania dawnego zastępcy. Trudno nazywać go „żołnierzem niezłomnym”…