Puchar Narodów Afryki

W Gizie na tle Sfinksa i piramid przeprowadzono losowanie grup 32. turnieju o Puchar Narodów Afryki, który w dniach 21 czerwca – 19 lipca odbędzie się w Egipcie. Tytułu bronić będzie reprezentacja Kamerunu.

Gospodarze turnieju Egipcjanie, uważani za faworytów imprezy, trafili do grupy A, w której zmierzą się z drużynami DR Konga, Ugandy i Zimbabwe. To jedna z najmocniejszych grup w 32. Pucharze Narodów Afryki, ale „Faraonowie” ze znakomitym Mohamedem Salahem nie przewidują problemów w tej fazie rozgrywek, skoro mierzą w zdobycie najważniejszego piłkarskiego trofeum na kontynencie afrykańskim. Egipcjanie mają na koncie siedem zwycięstw w turniejach PNA, ale po raz ostatni wygrali w 2010 roku. Na swoim terenie już kiedyś zdobyli Puchar Narodów Afryki, jako gospodarz turnieju w 2006 roku.
W innych grupach nie brakuje jednak mocnych zespołów. W grupie D w trudnej sytuacji będzie trener drużyny Maroka Herve Renard, bo jego obecny zespół będzie rywalizował z ekipa Wybrzeża Kości Słoniowej, z którą ten francuski szkoleniowiec w 2015 roku zdobył PNA.

Broniący trofeum zdobytego dwa lata Kamerun zagra w grupie F. Zespół tego kraju, prowadzony obecnie przez znakomitego przed laty holenderskiego piłkarza Clarence Seedorfa, zmierzy się z Ghaną, Beninem i Gwineą-Bissau. Tegoroczny turniej po raz pierwszy zostanie rozegrany z udziałem 24 reprezentacje. Awans do 1/8 wywalczą zdobywcy pierwszych i drugich miejsc oraz cztery zespoły z najlepszym bilansem z trzecich miejsc.

Podział na grupy PNA:
Grupa A: Egipt, DR Konga, Uganda, Zimbabwe; Grupa B: Nigeria, Gwinea, Madagaskar, Burundi; Grupa C: Senegal, Algieria, Kenia, Tanzania; Grupa D: Maroko, WKS, RPA, Namibia; Grupa E: Tunezja, Mali, Mauretania, Angola; Grupa F: Kamerun, Ghana, Benin, Gwinea-Bissau.

 

Śmierć kłusownika

Internet z satysfakcją odnotował wynik potyczki pomiędzy kłusownikiem w rezerwacie Krugera w RPA a zwierzętami.

Z ciała kłusownika, który postanowił zapolować na nosorożce, zostały praktycznie resztki. Mężczyzna zginął stratowany przez słonia, a jego ciało zjadły lwy. Takie sensacyjne historie zwykle długo niosą się po mediach społecznościowych. Tylko że kłusownictwo to nadal realny problem w krajach afrykańskich.
– Nielegalne wejście na teren parku nie jest mądrym pomysłem i wiąże się z dużym niebezpieczeństwem, czego dostaliśmy dowód. Jednocześnie składamy kondolencje córkom zmarłego i ubolewamy, że nie będą mogły pochować w całości jego ciała – stwierdził dyrektor Narodowego Parku Krugera Glenn Phillips. – Wszystko wskazuje na to, że ciało zmarłego zjadło stado lwów, pozostawiając jedynie czaszkę i parę spodni.
Do wypadku doszło ponoć w ubiegły poniedziałek 1 kwietnia, ale nie był to primaaprilisowy żart. O śmierci mężczyzny poinformowali jego koledzy, którzy wybrali się razem z nim na nielegalne polowanie na nosorożce. Kiedy jednego z nich śmiertelnie zaatakował słoń, zostawili przy drodze ciało kompana i uciekli, ale w odruchu człowieczeństwa następnego dnia powiadomili rodzinę. Ta zaalarmowała władze parku i policję. Poszukiwania ciała kłusownika trwały dwa dni, ponieważ pierwsze dotarły do niego głodne lwy. Pozostawiły tylko poszarpane spodnie i fragmenty dłoni oraz czaszkę.
Policji udało się w środę zatrzymać resztę grupy polującej w parku narodowym: to czterej mężczyźni. Znaleziono przy nich dwa karabiny myśliwskie i zapas amunicji. Postawiono im zarzuty wtargnięcia na teren parku, nielegalnego polowania i posiadania broni bez licencji. Rozpoczęto też śledztwo w celu ustalenia dokładnego przebiegu zdarzenia.
Afrykańskie nosorożce powoli znikają z powierzchni ziemi. Mimo to nadal pozostają celem kłusowników. Jak podała BBC, władze portu lotniczego w Hongkongu w ostatnią sobotę zatrzymały największy przemyt rogów nosorożca w ciągu ostatnich pięciu lat. Wartość przemytu szacowana jest na 2,1 miliona dolarów. W niektórych częściach globu rogi nosorożca można sprzedać drożej niż kokainę.

Nadchodzi reforma

Gdy kończył się apartheid, a zaczynała „tęczowa” Południowa Afryka, sprawy reformy rolnej nie podjęto. Teraz wraca ona po latach, wywołując wśród białych farmerów panikę. ANC ujawnił zasady parcelacji.

 

Pogarszająca się sytuacja polityczna Republiki Południowej Afryki i potęgujące się rozwarstwienie społeczne spowodowały, że temat reformy rolnej odżył. Najpierw kilka lat temu podjął go Julius Malema i jego partia – Bojownicy o Wolność Ekonomiczną (EFF). Rządzący Afrykański Kongres Narodowy (ANC), choć miał tę kwestię wpisaną do dokumentów programowych wolał jej nie ruszać. Tymczasem jednak sytuacja zaczęła się zmieniać – poparcie dla ANC z wyborów na wybory słabnie, za to w okręgach wiejskich EFF zaczynają sobie budować coraz silniejszą pozycję. Spektakularne wystąpienia Malemy, który przyrzeka, że nie odpuści parcelacji zjednują mu zwolenników wśród uboższych mieszkańców południowoafrykańskiej wsi. A problem, ignorowany przez lata istnieje, bo biali stanowią zaledwie 7 proc. ludności RPA, w ich rękach pozostaje 72 proc. ziemi będącej w prywatnych rękach.

Jesienią ANC ocknął się z marazmu. Pozbył się kompromitującego RPA prezydenta Jacoba Zumy, postanowił także nie dać sobie odebrać elektoratu na wsi, która dotąd była jego ostoją. Ogłosił zatem że reforma będzie, i to bez odszkodowania. Co prawda prezydent Cyril Ramaphosa równocześnie zapewniał, że nie chodzi o chaotyczną parcelację, jak by to było, gdyby robił to Malema lub też tak, jak to odbywało się w sąsiednim Zimbabwe, ale i tak samo przyjęcie ustawy wyznaczającej ramy dla tego procesu wystarczyło, aby wywołać panikę wśród białych latyfundystów oraz nadzieje wśród czarnych parobków i drobnych rolników.

Zanim parcelacja się zacznie, musi jeszcze wypowiedzieć się komisja konstytucyjna parlamentu, gdyż ustawa wymaga zmiany konstytucji, w której jest zapis o ochronie własności prywatnej), ale tymczasem zaczęły pojawiać się spekulacje, jak będzie to wyglądać w praktyce. W mediach pojawiła się list prawie 200 posiadłości, które miałyby podlegać ustawie. Niedługo potem przewodniczący ANC Gwede Mantashe oznajmił, że parcelacji mają podlegać farmy o powierzchni powyżej 25 tys. akrów.

Wykopana po latach sprawa nabiera więc tempa, bo presji na dokonanie sprawiedliwszego podziału ziemi nie da się już wygasić, nawet jeśli ze strony ANC miał być to tylko element rozgrywki przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.