Po czterech latach wracamy do Sejmu!

To już pewne jak śmierć i podatki: SLD wraca do Sejmu! Przez cztery lata Polacy przekonali się, że parlament bez lewicy jest ułomny. Z trybuny sejmowej nie ma kto upomnieć się o prawa kobiet, świecką szkołę, równe traktowanie wszystkich obywateli, zniesienie finansowych przywilejów kościoła i kleru.

Nie ma kto bronić Dąbrowszczaków, dorobku Polski Ludowej, bezprawnie pozbawianych honoru, emerytur i rent funkcjonariuszy policji i służb specjalnych PRL oraz ich rodzin. To się zmieni w nowej kadencji.
Niewiadomą jest tylko liczba lewicowych posłów: 50, 60, a może więcej. Wszystko jest w rękach wyborców. Oczywiście tylko tych, którzy pójdą głosować. Profrekwencyjne apele polityków są dość obłudne. Naprawdę każde ugrupowanie chce, żeby do urn poszedł masowo tylko jego elektorat. Katoprawica wręcz modli się, żeby inni, a zwłaszcza lewicowcy zostali w domu. Dlatego apeluję nie tylko do zwolenników SLD, Wiosny, Lewicy Razem, PPS, Strajku Kobiet, Inicjatywy Feministycznej, Koalicji Ateistycznej, Kongresu Świeckości, KOD, ale do wszystkich, którzy chcą spokojnie, bezpiecznie żyć w demokratycznym, świeckim państwie: Głosujcie na listę nr 3. Nie ma obawy, że będzie to głos stracony. Teraz Zandberg, jako lider Lewicy, w znakomitym stylu wygrywa debaty dla nas.
Reszta startujących do Sejmu komitetów to mniej lub bardziej skrajna prawica. Niczego nie zmienia przypięcie kilku lewicowych kwiatków do Schetynowego kożucha. Platforma do świeckiego państwa ma tak samo negatywny stosunek jak PiS, bo z pochodzenia i poglądów też jest przykościelna. Cierpi, że kaczyści przytulili już prawie cały Episkopat Polski i nadzieję odbić część biskupów, wystawiając na listach KO dawnych, prominentnych, katolickich polityków PiS: Kowala, Poncyliusza i wyjątkowego klęcznika – Ujazdowskiego.
Złudzeń nie zostawia nowa twarz KO, rzekoma kandydatka na premierkę Małgorzata Kidawa-Błońska, bo kocha wszystkich, kleru nie wyłączając. Nie chce podpisać lewicowego Paktu dla kobiet, bo Platformie bardzo pasuje uchwalona pod naciskiem Kościoła restrykcyjna, łamiąca prawa człowieka ustawa antyaborcyjna. O opodatkowaniu oraz likwidacji przywilejów Kościoła i kleru w ogóle nie chce słyszeć ani Schetyna, ani Kidawa-Błońska. Chcieli koalicji z PSL, bo to ta sama, dziewiętnastowieczna, biskupobojna mentalność. Nawet jakiejkolwiek dyskusji w kwestiach światopoglądowych boją się jak diabeł święconej wody.
Tylko Lewica ma w programie świeckie państwo, którego chce 64 proc. Polaków. Główne punkty deklerykalizacji Polski to:
• likwidacja przywilejów podatkowych Kościoła, w tym Funduszu Kościelnego,
• kasy fiskalne dla księży,
• wycofanie lekcji religii ze szkół,
• zniesienie klauzuli sumienia,
• zeświecczenie ceremoniału państwowego,
• liberalizacja ustawy antyaborcyjnej,
• obowiązkowa edukacja seksualna w szkołach,
• refundacja antykoncepcji,
• ustawa o związkach partnerskich.
13 października skierujmy Polskę na właściwe tory: sprawiedliwości społecznej, demokracji, świeckości, równości, praworządności, przestrzegania konstytucji… wystarczy zagłosować na listę nr 3.

Wybory wrogiem stoją

Wróg konsoliduje społeczeństwo wokół partii rządzącej, bo obywatele wierzą, że władza ma realną siłę, by ich obronić.

Politycy bezwzględnie tę wiarę wykorzystują, zwłaszcza przed wyborami.
W marcu 2014 r., kiedy notowania PO niebezpiecznie spadały, premier Tusk, nawiązując do zaogniającej się sytuacji na Ukrainie, powiedział: „Te wybory europejskie być może są o tym, czy dzieci w Polsce 1 września w ogóle pójdą do szkoły”. Strach podziałał i Platforma wygrała wynikiem 32,1 proc.
W 2015 r., przed wyborami do Sejmu, podobny manewr, ale z uchodźcami-terrorystami, zastosowało PiS i jako pierwsza partia w historii, uzyskało bezwzględną większość w Sejmie. Z pomocą 61 senatorów i prezydenta umożliwiło to demontaż demokracji. W 2018 r. zarządzanie strachem przed obcymi w połączeniu z promocją nacjonalizmu przyniosło kaczystom sukces wyborczy w samorządzie. PiS przejęło 9 z 16 sejmików.
Na wybory 2019 katoprawica i KEP wykreowały nowego wroga – LGBT. To skrzyżowanie dwóch starych, już sprawdzonych w wyborczych bojach: gender i imigrantów. Wg PiS i kościoła, stanowią zagrożenie dla polskości, rodziny, dzieci, wiary, narodowej tradycji. Okrutne słowa krzywdzące osoby nieheteronormatywne padają często z ust sutannowych i świeckich kryptogejów, którzy w ten sposób chcą odwrócić uwagę od swojej orientacji seksualnej.
W gronie kaczystowskich homofobów wyróżniają się prezes, premier, minister edukacji, wojewoda lubelski, a wśród biskupów – Gądecki, Depo, Wojda i oczywiście Jędraszewski. Główny atak Kościół przypuścił na Marsze Równości, bo przestrzeń publiczną uważa za zarezerwowaną wyłącznie dla pielgrzymek i kościelnych procesji. Szczytem bezczelności było nazwanie przez Jędraszewskiego społeczności LGBT „tęczową zarazą” i tłumaczenie, że jak w przypadku hasła „Strefa wolna od LGBT”, chodzi nie o ludzi, a o ideologię. To absurdalny wykręt, jak kiedyś słynny „skrót myślowy” abp. Michalika. Nie ma bowiem ideologii LGBT, jak nie istnieje też ideologia heteronormatywna.
W ramach sojuszu tronu z ołtarzem do chóru kościelnych obrońców Jędraszewskiego dołączyli prezydent, premier i sam prezes. W zamian kler zrobi kaczystom jesienną kampanię wyborczą, bo nic tak nie łączy jak wspólny wróg i państwowa kasa do przepuszczenia. A tej PiS kościołowi nie żałuje. Wszak trzeba jakoś opłacić agitację wyborczą z ambony.