Obalmy mity

Pragnę przedstawić Państwu pięć mitów, które zdominowały w ostatnim czasie polską politykę. A z mitami jest tak, że nie zawsze są one prawdziwe.

Mit pierwszy,

Koalicja Europejska musi mieć jeden skonsolidowany program we wszystkich sprawach. Tak nie będzie. Należy powiedzieć, że tworzymy Koalicję Europejską, ale jesteśmy różni i mamy różne programy. Czarzasty nie będzie Schetyną, nie myślimy tak samo w sprawie aborcji, w sprawie państwa świeckiego, czy też związków partnerskich. Ktoś szanuje bardziej profesora Leszka Balcerowicza, ktoś wierzy bardziej w profesora Grzegorza Kołodkę. Każdy po wyborach pójdzie do swojej frakcji w Parlamencie Europejskim. Jesteśmy różni i nie przyjmujemy krytyki, że jest to złe, ale łączy nas kilka zasadniczych spraw. Wszyscy wierzymy w projekt pt. Unia Europejska, uważamy, że jest to drugi Plan Marshalla, a który w obecnym czasie dotyczy i Polski. Pierwszy Plan, ze względu na historię naszego kraju, Polski nie objął. Pragniemy być strażnikami tego projektu. Uważamy, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest wielką dla nas sprawą. Obserwujemy to co się dzieje z brexitem, jakie zamieszanie panuje obecnie w Europie. Łączy nas również to jak wielki mamy szacunek dla Unii Europejskiej i chcemy, aby i Polska była darzona szacunkiem w Unii. Szacunek to nie jest przegrywanie głosowań 27 do 1.
Mówią nam, że projekt Koalicji Europejskiej jest rzadki i niesłychany, że nie można się różnić i połączyć w ważnej sprawie. To jest nieprawda. Zwołaliśmy swego czasu Okrągły Stół, przy którym siedzieli przedstawiciele Episkopatu, strona opozycyjna – Solidarność, w tym i Lech Kaczyński; siedzieli przedstawiciele PZPR, którzy sprawowali władzę. A Okrągły Stół doprowadził do tego, że Polska przeszła przez pokojową transformację. Razem wprowadzaliśmy Polskę do Unii Europejskiej, bez względu na to czy ktoś był z Unii Wolności, Polskiego Stronnictwa Ludowego, czy tez Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wierzyliśmy, że to wielki projekt, ale byliśmy różni. Kiedy w RFN powstaje tzw. Wielka Koalicja CDU-CSU i SPD, to mówimy: jacy nasi sąsiedzi są mądrzy. A przecież te partie są różne i nie mają takich samych programów. Są takie momenty w życiu każdego kraju, w życie każdego narodu, że dostrzega się sprawy ważniejsze od różnic między partiami. Powinniśmy być dumni z tego, że ponad podziałami jesteśmy w stanie stworzyć jedność. Należy o tym mówić i nie poddawać się krytyce, że różnice programowe są złe, damy radę i w tej sprawie. Z drugiej strony należy przypomnieć, iż PiS tworzy Zjednoczoną Prawicę, w tej koalicji są trzy partie. Czy ktoś zna nazwy dwu pozostałych partii poza PiS-em? A może jest tak, że szefem wszystkich tych partii jest Jarosław Kaczyński? Ten sam Jarosław Kaczyński, który jest jednocześnie premierem, prezydentem oraz I sekretarzem wszystkich partii tworzących Zjednoczoną Prawicę. Jednocześnie PiS mówi, że są to trzy różne struktury, ale przecież są jedną partią. Marzą o różnorodności, ale jej nie mają. Marzą o wielu przywódcach, ale mają jednego. I zarzucają nam to, że dogadaliśmy się ponad podziałami. Zarzucają nam to, co jest naszym, PO, PSL-u, Nowoczesnej oraz Partii Zielonych plusem.

Mit drugi,

Koalicji Europejskiej zarzuca się, iż partie się jednoczą, aby odsunąć PiS od władzy. Co to jest za zarzut? Łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Powtórzę to raz jeszcze: łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Dlaczego? Ponieważ chcemy Polski tolerancyjnej, praworządnej, szanującej konstytucję, socjalnej, ale i demokratycznej; mówiącej prawdę o historii i nieskłóconej. Polski bez Misiewiczów, bez rządzenia bankami przez prezesów partii za pomocą telefonu. To jest nasza wojna, o Polskę naszych marzeń. Bądźmy dumni, że pragniemy odsunąć PiS od władzy i nie wstydźmy się tego. Jako partie demokratyczne szukamy różnych drug, aby ratować Polskę przed utratą samorządności, praworządności, żeby w Polsce nie była łamana konstytucja. Mój przyjaciel Władysław Kosiniak-Kamysz zgłosił projekt wpisania do konstytucji, iż Polska jest członkiem Unii Europejskiej oraz NATO. Już dziś prawo mówi, iż nie można łamać konstytucji, ale jest tylko jedna metoda zagwarantowania obecności Polski w UE oraz NATO zawsze kiedy będzie tego chciała – to odsunięcie PiS-u od władzy. To nie konstytucję trzeba dopasowywać do sytuacji politycznej, to rządy prawa powinny działać na bazie ustawy zasadniczej. Aby to osiągnąć, nie możemy się co trzy miesiące zastanawiać co nowego wpiszemy do konstytucji, aby PiS nie łamał prawa w Polsce, ponieważ oni i tak ją złamią. Droga jest jedna, trzeba PiS od władzy odsunąć!

Mit trzeci,

nie ma w Polsce populizmu. Populizm w Polsce ma dwa oblicza: ideologiczne oraz progresywne. Od trzech lat uprawia go PiS. PiS szuka wroga, którym jest – według niego i używając jego słów – Żyd, muzułmanin, pedał, uchodźca, edukacja seksualna i onanizujące się trzyletnie dzieci, Niemiec, mord smoleński, dzielenie Polek i Polaków na sorty. To jest wszystko to czym nas codziennie straszą i mówią: tylko pod naszymi rządami możecie być bezpieczni. I to jest właśnie populizm ideologiczny. Jest również populizm progresywny, który polega na obiecywaniu Polkom i Polakom wszystkiego bez pokrycia. To jest prezentacja programu, który kosztuje 1 bilion złotych i mówienie, że to kosztuje 35 mld zł. Zresztą nie usłyszeliśmy nawet skąd wziąć te 35 mld? Populizm progresywny i prawicowy mają jedną cechę wspólną: obiecać wszystko wszystkim. Bez pokrycia. Zaatakować i podzielić kraj, na sorty. Byle by zdobywać punkty procentowe i władzę. W tym wszystkim wydarzyła się sprawa szczególnie skandaliczna, uznano, że ludzie starsi do niczego się nie nadają i nie mogą nigdzie kandydować, są gorsi od młodych. Zawsze mówię, że i młodzi, i starsi są ważni dla naszego kraju. W plemionach ameryki północnej była rada starszych, która wiedziała kiedy bizony przyjdą, a kiedy bizony przyszły to młodsi na nie polowali.
My jesteśmy dumni z tego, że ludzie z doświadczeniem oraz dystansem, ludzie mądrzy będą nas reprezentowali w Unii Europejskiej. Jesteśmy przekonani, że to dobra – z naszej lewicowej strony – propozycja dla Polek i Polaków. Trzy lata temu przedstawiłem projekt, w którym trzech byłych premierów, którzy pełnili tę funkcję z rekomendacji SLD, startowało do Parlamentu Europejskiego. I stało się to, znowu jesteśmy razem. Witam Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belkę! Pozdrawiam również Leszka Millera! To są ludzie, którzy wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej. Młodzi biegają szybko, ale starsi wiedzą dokąd. I jedni i drudzy są potrzebni.

Mit czwarty,

PiS twierdzi, że jeżeli opozycja przejmie władzę to wszystkie sprawy socjalne, które wprowadziła ta partia, zostaną zlikwidowane. Nic bardziej wierutnego, to kłamstwo. Powołam się na autora słów, które są w tej chwili powtarzane przez wszystkie partie opozycyjne: damy Wam to co PiS Wam dał i oddamy to co PiS Wam zabrał. Autor jest przed Wami. Wszyscy powtarzają: to rozsądne słowa. Rozsądne, pod warunkiem, że kasa jest pełna. Gwarantujemy to, że 500 plus zostanie utrzymane i gwarantuje to partia socjalna – Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gwarantujemy to, że wiek emerytalny zostanie utrzymany. Jest jedna zasada, która nas różni od wszystkich partii: od PiS-u lub progresywnego populizmu. Zrobimy nowe projekty socjalne to tylko wtedy, kiedy nasze państwo będzie na to stać. Nie będzie żadnego rozdawnictwa. Jesteśmy poważną partią, odpowiedzialną oraz obywatelską. Jeżeli budżet państwa na to stać, to obywatelki i obywatele powinni z tego budżetu korzystać. Wolelibyśmy projekty, które systemowo pomagałaby Polkom i Polakom. Systemowo, a nie jednorazowo. Cieszymy się z tego, że emeryci dostaną dodatkową emeryturę, ale wolelibyśmy, aby nie dostawali jej raz w roku na trzy tygodnie przed wyborami. Zgłosiliśmy dwa projekty, które są odpowiedzią na pytanie, co byśmy zrobili gdybyśmy mieli co roku do wydania 40 miliardów złotych. Pierwszy dotyczył wybudowania 800 000 mieszkań, a projekt zakładał prosty pomysł, aby 50 000 złotych dać 800 000 osobom, aby mogły pokryć wkład własny na kredyt mieszkaniowy. Wierzymy, że byłoby to koło zamachowe dla polskiej gospodarki i wierzymy, że w przeciągu 10 lat problem mieszkań zostałby rozwiązany. Właśnie w sposób systemowy. 40 miliardów złotych sfinansowałoby nasz projekt, który mówi, iż najniższa renta i najniższa emerytura powinna być równa najniższemu wynagrodzeniu. Problem najniżej uposażonych emerytów zostałby rozwiązany na wiele lat, a nie raz przed wyborami.

Mit piąty,

Koalicja Europejska nie wypracuje wspólnego programu do Parlamentu Europejskiego. Bądźcie oto spokojni. Każda partia będzie wnosiła sprawy dla siebie najważniejsze. Dla SLD, dla socjaldemokracji będzie to kwestia ujednolicenia standardów socjalnych w Unii Europejskiej: płaca minimalna, usług medycznych, usług użyteczności publicznej, czy też świadczeń na rzecz niepełnosprawnych. Chcielibyśmy, aby w Polsce zostało wprowadzone euro, ale pod warunkiem, że będzie się to wiązało ze wzrostem płac Polek i Polaków.
Chciałbym podkreślić, że nasze kandydatki i kandydaci do Parlamentu Europejskiego zostaną wybrani, to wejdą do frakcji Socjalistów i Demokratów, tam jest ich miejsce.
Opowiedziałem Państwu o pięciu mitach, które bezmyślnie są powtarzane w mediach przez polityków, a przez nas, jako części Koalicji Europejskiej, w wielu miejscach bezkrytycznie przyjmowane. Nie wstydźmy się tego, że jesteśmy różni, że walczymy z PiS-em. Pragnę, aby SLD wraz ze swoimi partnerami w KE był gwarancją rozsądku, dystansu i doświadczenia, abyśmy trzymali się z dala od populizmu.

Kto kogo zje?

Wielki lament zobaczyłem w Internecie po sobotniej decyzji Konwencji SLD. O udziale Sojuszu w Koalicji Europejskiej podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Lament grzmiał złowrogą przepowiednią:
„To już koniec SLD, bo PO SLD zje”.
Bo, wedle opinii tych lamenciarzy, SLD na pewno straci w koalicji swą lewicową tożsamość. Przechrzci się szybko i masowo na ideologię PO.
Ponieważ będę uczestniczył w tej koalicji, i jako członek SLD i lewicowy publicysta, to widmo apostazji ideowej zajrzało mi do oczu. Muszę jednak zmartwić lamentujących. Nawet gdybym lizusowsko zechciał utracić swą lewicową tożsamość, to nie mam dla niej w tej koalicji alternatywy. Ani ja, ani inni posiadacze lewicowej tożsamości w SLD, nie mają atrakcyjnej oferty ideowej ze strony partii przewodniczącego Grzegorza Schetyny.
Pomimo wcześniejszych deklaracji jej liderów Platforma Obywatelska nadal nie jest partią podobną europejskiej chrześcijańskiej demokracji. Jest partią rządzoną przez pragmatyków politycznych, nie aktywistów ideowych. Ludzi dostosowujących swój program, zwłaszcza wyborczy, do sondażowych oczekiwań potencjalnych Wyborców i podpowiedzi ekspertów. Kiedyś udawało im się to PO lepiej, w roku 2015 było już gorzej. Do tej pory PO była partią centrum politycznego. Kiedy została partią władzy to grała na wielu instrumentach ideowych w zależności od aktualnego politycznego zapotrzebowania.
PO nie jest partią żarliwie ideologiczną jak obecny PiS. Nie jest partią kontrrewolucji systemowej, ideowej konkwisty. PO respektuje zasady demokracji parlamentarnej, trójpodziału władz, uważa członkostwo Polski w Unii Europejskiej za nasz atut. Czym nie różni się od SLD. Czym SLD i PO różni się od PiS.
Dotychczasowa praktyka polityczna PO, jej sukcesy wyborcze polegały na rozszerzaniu wpływów politycznych przez kooptację pojedynczych, popularnych ideowych liderów z szeregów swych przeciwników politycznych. Przyjmowanie ich wraz z ich tożsamością ideową, bez konieczności ich wcześniejszej apostazji, bez demonstracyjnego przechodzenia na „ ideologię PO”.
Zatem szanowni lamentujący, taka Koalicja Europejska z PO „utratą tożsamości ideowej” politykom SLD raczej nie grozi. Ci członkowie SLD, jak niżej podpisany, którzy mają swą lewicową tożsamość nie powinni jej w Koalicji Europejskiej utracić, bo przecież największy koalicjant w tej Koalicji nie będzie tego od nich wymagał.
Tym członkom SLD, którzy preferują pragmatyzm polityczny ponad każdą ideowość, tym bardziej utrata takiej „tożsamości” nie grozi.
Strach przed koalicją z PO wśród członków i przede wszystkim Wyborców SLD może być powodowany też obawą, że kierownictwo PO występując z pozycji siły zmusi kierownictwo SLD do zawarcia niekorzystnej umowy koalicyjnej. Że Schetyna wydyma Czarzastego, mówiąc językiem polskiej polityki.
Jednak w polityce, jak i w życiu, choć zwykle duży może więcej, to jednak nie zawsze ten duży może wszystko. To, znów mówiąc aktualnym językiem polskiej polityki, te duże dinozaury w końcu wyginęły, a mniejsze gady przetrwały. Bo one lepiej dostosowały się do nowych warunków.
Poza tym Koalicja Europejska składa się nie tylko z PO i SLD. Także „Nowoczesnej”, „Teraz”, ”Zielonych”. I zapewne jeszcze kilka innych partii do Koalicji Europejskiej dołączy. Bo w aktualnej rzeczywistości politycznej w interesie wszystkich podmiotów, także PO, jest Koalicja jak najszersza politycznie. Zbudowana na sprzeciwie wobec polityki wychodzenia Polski z Unii Europejskiej czynionej przez PiS. Polityki „Polexitu”.
Nie otwartego, jaką mamy teraz w przypadku Wielkiej Brytanii, lecz „Polexitu” hybrydowego. Wchodzenia Polski z Unii Europejskiej, stopniowo. Z poszczególnych jej segmentów Unii. Ograniczania tam polskiej aktywności i obecności.
Warto też zauważyć, że im więcej będzie partii w Koalicji Europejskiej tym większe pole do negocjacji dobrych warunków koalicyjnych dla partii mniejszych niż PO. Czyli dla kierownictwa SLD też.
Znam zdolności negocjacyjne przewodniczącego Czarzastego jeszcze od czasów studenckich. I zaprawdę powtarzam wam, że trudno go w tej dyscyplinie łatwo „wydymać”.
Zatem samo uczestnictwo w Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie grozi automatycznej utraty przez polityków i członków SLD ich tożsamości ideowej i politycznej.
Grozi utratą poparcia SLD przez jego wyborców. Jeśli liderzy i członkowie SLD nie będą wyraziście bronić ich tożsamości i ich interesów. Przypominać o nich w czasie najbliższej kampanii wyborczej. Wyjaśniać cierpliwie i rzeczowo zalety Koalicji Europejskiej. I prezentować też zagrożenia z takiego kompromisu płynące.
Ale nie tylko wtedy. Kompromis ideowy i programowy zawarty na potrzebę wyborów do Parlamentu Europejskiego nie może wyciszać bieżącej działalności lewicowego Sojuszu. Sporów ideowych. Wtedy SLD stanie się niestrawny dla politycznych pożeraczy.
Zwłaszcza, że spory polityczne i personalne znacznie osłabiły pozycję Partii Razem. Zmarginalizowały ją politycznie do roli klubu dyskusyjnego. Taka słabość Partii Razem i innych lewicowych ugrupowań także skłoniła SLD do udziału w Koalicji Europejskiej.
Na przekór licznym podpowiedziom internetowym, zwykle anonimowych, ale ponoć „życzliwych, ideowych członków SLD”. Dobrym radom, aby zamiast iść do Koalicji Europejskiej, lepiej już w wyborach europejskich „z honorem lec”.
Ciekawe skąd u tych ludzi, deklarujących się jako „prawdziwi lewicowcy”, słychać język rodem z sanacyjnego pułkownika Józefa Becka?
Skąd polityczna mentalność piłsudczykowskich pułkowników?
Dlatego warto przypomnieć, że tenże, tak pięknie mówiący o „honorze”, pułkownik i jego polityczni koledzy bardzo szybko zapomnieli we wrześniu 1939 roku o swych honorowych deklaracjach. Po pierwszych klęskach wybrali pragmatyczną ucieczkę.