Kasa się znalazła

Przez całe lata nie mogą znaleźć kilku miliardów złotych na zdrowie. Przez całe lata system uśmierca dziesiątki tysięcy ludzi przez zbyt długie kolejki, brak środków i brak nowoczesnych terapii. Przez całe lata kłamią w żywe oczy, że tak być musi!!!

A potem zaczyna się kryzys wywołany epidemią. Rząd czuje, że musi coś zrobić.

Kiedy przychodzi do ratowania prywatnych firm i banków, w ułamku sekundy znajdują na to 212 miliardów złotych!

A przynajmniej deklarują, bo część analityków już wyraża obawę, że to liczba z powietrza.

W 212 miliardach jest marne 7,5 na służbę zdrowia. Wniosek jest prosty: mamy w Polsce rząd banksterów i morderców.

Przecież te dodatkowe 7,5 mld złotych na opiekę zdrowotną przy ponad 200 na całą resztę to żart i kpina. To nawet nie jest tyle, ile przyniosłaby rozsądna na czas spokoju podwyżka wydatków na zdrowie do 7,2 proc. PKB, którą od miesięcy postulujemy jako Lewica, wspierani przy tym przez środowiska pracowników medycznych, widzących na co dzień, jak wiele im brakuje do normalnej pracy i niesienia pomocy.

To są absurdalne grosze w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia dla setek tysięcy polskich obywateli.

Poważna moc dla szpitali? Zrzutka.pl, może środki z UE…
A pomoc dla firm? Instant 200 mld z budżetu i podatków.

Hiszpania przejmuje prywatną służbę zdrowia

Lewicowy rząd Hiszpanii w ramach ogłoszonego w niedzielę stanu wyjątkowego przejmie kontrolę nad prywatnymi placówkami medycznymi. Ponadto wszystkie prywatne podmioty, które produkują lub mają na stanie maseczki ochronne, preparaty odkażające i testy na koronawirusa mają obowiązek w ciągu 48 godzin o tym poinformować.

Centrolewicowy rząd Pedro Sancheza chce zrobić wszystko, by powstrzymać dalsze postępy epidemii. I nie ograniczył się do wezwania obywateli, by nie wychodzili z domów w absolutnie żadnym wypadku, chyba że potrzebują kupić żywność lub lekarstwa.
W wygłoszonym w niedzielę wieczorem oświadczeniu minister zdrowia Salvador Illa oznajmił, że wszystkie prywatne placówki medyczne zostaną podporządkowane potrzebom państwowego systemu służby zdrowia. Hiszpańskie media nie wahają się pisać – na wyrost – o „nacjonalizacji”, chociaż środek będzie tymczasowy: prywatne szpitale przejdą pod kontrolę regionalnych władz jedynie na czas stanu wyjątkowego, póki będzie trwała walka z koronawirusem. Na tym jednak nie koniec. Decyzją władz regionalnych dowolne obiekty, publiczne i prywatne, będą mogły zostać zaadaptowane na cele walki z epidemią.
Rząd wydał również specjalne polecenie wszystkim firmom, które produkują lub mają na stanie leki i sprzęt medyczny, a także ochronne maski i rękawiczki. Podmioty takie dostały 48 godzin (począwszy od niedzieli wieczorem) na poinformowanie władz publicznych o swoich zapasach i możliwościach produkcyjnych, pod groźbą mandatów. Łatwo się domyślić, że kolejnym krokiem może być rekwizycja i/lub przymusowe zwiększenie produkcji preparatów i przedmiotów ratujących życie. Do walki z epidemią zostaną zaangażowani również studenci ostatniego roku studiów medycznych; ich obowiązkowa rezydentura w szpitalach zostanie wydłużona.
Hiszpania zamierza również ograniczyć o 50 proc. liczbę wewnętrznych połączeń lotniczych i morskich, a nawet o 85 proc. – kursy państwowego przewoźnika kolejowego Renfe. O tym, co z transportem publicznym na skalę lokalną, zdecydują samorządy. Stan wyjątkowy w kraju potrwa co najmniej 15 dni.

Antykryzysowy pakiet Lewicy

Gdy diagnozowane są kolejne przypadki koronawirusa w Polsce, państwo zamyka szkoły i odwołuje imprezy masowe, Lewica przypomina, że to jeszcze nie wszystko, co musi zostać zrobione. Ciężar walki z chorobą spoczywa przede wszystkim na służbie zdrowia, permanentnie niedofinansowanej i zaniedbywanej. Socjaldemokraci przypomnieli również, że kryzys uderzy nie tylko w przedsiębiorstwa (o ich kłopotach pisze się bardzo dużo), ale też w pracowników, zwłaszcza tych zatrudnionych na tzw. śmieciówkach. Przedstawiamy antykryzysowy pakiet rozwiązań zaproponowanych przez kandydata Lewicy na prezydenta, Roberta Biedronia.

FILAR 1: Pracownicy

Wynagrodzenie na chorobowym płatne w 100% – Dziś wiele osób obawia się iść na zwolnienie ze względu na utratę części wynagrodzenia. Jednocześnie chodzenie do pracy podczas choroby sprzyja rozprzestrzenianiu się infekcji. Choroba nie może zagrażać bezpieczeństwu finansowemu rodzin w Polsce.

L4 przez 3 dni na podstawie oświadczenia pracownika – Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której ktoś chory idzie do pracy z obawy, że nie dostanie zwolnienia. Albo że biegnie do lekarza, gdy wcale nie jest chory, i ryzykuje zakażenie.

Rozszerzenie praw pracowniczych na umowy zlecenia – dziś osoby zatrudnione na jednoosobowej działalności gospodarczej oraz na umowach o dzieło nie mają podstawowego zabezpieczenia w przypadku choroby. Mówimy tu o ponad trzech milionach osób. Tak nie może być. Żadna z takich osób nie powinna być pozbawiona wsparcia.

FILAR 2: Lekarze, pielęgniarki i personel medyczny

Lekarze, pielęgniarki i personel pracujący w szpitalach i karetkach to prawdziwe bohaterki i bohaterowie w walce z epidemią. Pracują, pomimo zagrożenia własnego zdrowia, żeby chronić zdrowie i bezpieczeństwo innych. Nie może ich zabraknąć. Ich praca, szczególnie teraz, musi zostać doceniona.

Dodatkowe 50% stawki dla lekarzy i personelu medycznego leczącego pacjentów z koronawirusem za nadgodziny – personel medyczny miał fatalne warunki płacowe, zanim pojawił się jakikolwiek wirus. Teraz czeka ich jeszcze więcej wysiłku. Musimy ich za to wynagrodzić.
Specjalna dotacja dla każdego szpitala, w którym wystąpiło podejrzenie koronawirusa – tak samo jest ze szpitalami. Zadłużenie szpitali to nie nowy problem. Nie możemy pozwolić, by koronawirus zrujnował je na zawsze. Ale przede wszystkim, musimy dopilnować, by wszystkie były gotowe na sytuację powiększenia się liczby chorych.
Stworzenie funduszu na odszkodowania i pomoc dla personelu medycznego pracującego z pacjentami z koronawirusem na wypadek zakażenia.

FILAR 3: Przedsiębiorcy

Epidemia to także zagrożenie dla gospodarki, a potencjalne efekty kryzysu gospodarczego mogą zostać z nami dużo dłużej niż sama epidemia. Dlatego musimy temu przeciwdziałać już dziś.

Finansowanie składek ZUS z budżetu na 6 miesięcy w firmach, które ucierpiały w wyniku epidemii – by pomóc firmom przetrwać najtrudniejszy okres.
Chorobowe płatne przez ZUS od pierwszego dnia zwolnienia chorobowego – przedsiębiorcy będą się mierzyć z wieloma zwolnieniami chorobowymi swoich pracowników. Nie możemy pozwolić, by tracili na tym ani przedsiębiorcy,ani pracownicy.
Specjalny, tani kredyt z Banku Gospodarstwa Krajowego dla firm, które odnotowały straty w wyniku rozprzestrzeniania się wirusa – dużo problemów mają obecnie firmy z sektora gastronomii, transportu, turystyki i hotelarstwa, kultury i rozrywki. To tysiące miejsc pracy. Nie możemy pozwolić im upaść.

FILAR 4: Media

Powołanie przy ministrze zdrowia Rady ds. Mediów i Informacji Publicznej, złożonej z 5 grup: 1. przedstawicieli rządu, 2. lekarzy, 3. organizacji pozarządowych, 4. przedstawicieli wszystkich klubów parlamentarnych, 5. przedstawicieli mediów o zasięgu ogólnopolskim – W czasie epidemii szczególnie ważne jest, by media przekazywały opinii publicznej rzetelne informację. I żeby Polki i Polacy mieli pewność, że mogą tym informacjom ufać. Nad rzetelnością informacji przekazywanych Polkom i Polakom powinny czuwać środowiska rządu, opozycji, mediów publicznych i komercyjnych, organizacji społecznych.
Ochrona przed fake newsami – weryfikacja informacji (fact checking) w mediach społecznościowych przy współpracy z organizacjami pozarządowymi – epidemia to idealny moment dla rozsiewania paniki przy pomocy fałszywych informacji. Musimy temu przeciwdziałać.
Kampania informacyjna w mediach tradycyjnych, mediach społecznościowych, na nośnikach tradycyjnych i w Internecie.

FILAR 5: Dzieci i Rodzice

Wprowadzenie zasiłku opiekuńczego dla samozatrudnionych i na umowach cywilnoprawnych – co stanie się, gdy zamkniemy szkoły? Kto będzie zajmował się dziećmi. Część rodziców będzie mogła przejść na zasiłek wychowawczy. Ale co z osobami, które nie mają.
Wprowadzenie programów edukacyjnych “Domowe przedszkole” i “Domowa podstawówka” w telewizji publicznej – w ramach organizowania czasu dzieciom po zamknięciu szkół.

FILAR 6: Wsparcie wojska

Dotacja dla Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii – laboratoria wojskowe, które mają walczyć z epidemią koronawirusa, doznały ostatnio poważnych strat kadrowych. Nie czas na rozliczenia, czas na dotację na zakup testów i sprzętu, które pomogą rozpoznawać i opisywać przypadki w Polsce.

Dofinansowanie i zaopatrzenie dla wojska na wsparcie w przypadku masowej kwarantanny – jeśli dojdzie do najtrudniejszej sytuacji i wprowadzona zostanie masowa kwarantanna, wojsko musi być gotowe do wsparcia. Ktoś będzie musiał sprawdzać stan zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów, dystrybuować racje żywnościowe.

A może będzie tak

W Europie pojawił się nowy wirus z Chin. Na świecie już zakażonych jest nań kilkadziesiąt tysięcy osób. Zmarło prawie trzy tysiące. W Europie wirus wykryto już prawie wszędzie. Najwięcej przypadków stwierdzono w północnych Włoszech, gdzie zmarło dotąd prawie 30 chorych. W Polsce, jak zapewnia rząd koronawirusa nie ma. Na prośbę prezydenta w tej sprawie zwołano jednak specjalne posiedzenie sejmu. Media publikują zapewnienia, że sprawnie działają wszystkie niezbędne służby. Posiedzenie sejmu opozycja wykorzystała dla formułowania podejrzeń, że rząd „ukrywa prawdę”, a co najmniej nie mówi wszystkiego. Istotnie wybór premiera znanego z łagodnie mówiąc skłonności do mijania się z prawdą – dwukrotnie już stwierdził to sąd – jako tego, kto uspokoi rodzący się strach przed epidemią nie był chyba najlepszym z możliwych. A niechęć do wyjawienia tego ile testów wykrywających obecność wirusa dotychczas zrobiono, przy jednoczesnym zapewnianiu, że robi się je tylko tym, co wracają z miejsc „występowania wirusa” i to tylko wtedy, gdy wystąpią u nich określone objawy, każe jednak podejrzewać o tzw. „ekonomikę medycyny”. Czyli kupimy możliwie mało testów, a użyjemy jeszcze mniej. To będzie ekonomiczne. Tę metodę jak pamiętamy zastosowała przy poprzedniej epidemii minister zdrowia Ewa Kopacz. I potem się tym długo i głośno chwaliła. Polska nie kupiła szczepionki na tamtą grypę i dobrze na tym wyszła. Inni kupili, dużo wydali, a epidemia się skończyła! Rząd myśli, że i tym razem się uda? Jednocześnie słyszymy ze strony rządowych ekspertów i samego ministra zdrowia solenne zapewnienia, że wprowadzono wszystkie stosowne procedury. Niektóre wprowadzono nawet szybciej niż w Europie. A jeszcze będzie nawet „specustawa”. Opozycja wątpi w jej sens i jakość, bo kiedy sama proponowała ustawę parlamentarna większość jak zwykle wysłała ją na grzybki. A tak w ogóle „wystarczy myć dokładnie ręce”!

Słucham i słucham, a słysząc to wszystko wyobraziłam sobie, że do przychodni zdrowia zwanej obecnie SPZOZ Lekarz Rodzinny w Warszawie przyszła urocza starsza pani. Weszła do zatłoczonej jak zwykle w poniedziałek poczekalni i stojąc grzecznie w recepcji w długiej kolejce po numerek, otrzymała numerek 10 do doktora Kowalskiego. Usiadła i pokasłując lekko wdała się w miłą pogawędkę z sąsiadką, która przyszła do lekarza, bo skoczyło jej ciśnienie. Już po godzinie kaszląca starsza pani dostała się przed oblicze lekarza, który zajrzał jej do gardła, osłuchał płuca, stwierdził lekkie przeziębienie i odesłał starszą panią do domu z przepisanymi „zwykłymi” w takich przypadkach lekami. Pani wróciła do domu i natychmiast poprosiła najbliższą sąsiadkę o pomoc w zakupach. Sąsiadka oczywiście chętnie pomogła i przyniosła sąsiadce ciepły obiadek zostając u chorej na miłą pogawędkę. I tak było przez dwa dni. Po trzech dniach starsza pani niestety trafiła z wysoką już gorączką i jak się okazało z zapaleniem płuc do szpitala. Tu powoli zdrowieje. W „zwykłej” 4 osobowej sali. A po tygodniu okazało się, że ktoś w szpitalu wykrył nieoczekiwanego gościa – koronawirus. Pierwsza zachorowała pielęgniarka, potem wirusa wykryto u kolejnych i jak się okazało u pacjentów też. Oddział co oczywiste zamknięto. I ogłoszono kwarantannę. A dlaczego tak się stało – a może dlatego, że nikt nie zapytał na samym początku starszej pani czy ona lub ktoś z jej rodziny był właśnie podczas ferii we włoskich Alpach. Nie wierzycie, że nie zapytał. To uwierzcie. W ostatnim tygodniu trzykrotnie z infekcją byłam w mojej przychodni lekarza rodzinnego. Dwukrotnie badali mnie mili i kompetentni lekarze, a raz pobrano mi krew do badania. Nikt mnie o moje podróże, ani tym bardziej o podróże rodziny nie zapytał. Brak najprostszej procedury?

Bardzo bym chciała, żeby ta wzmożona gotowość służb medycznych oraz wszelkich innych i szczególne oraz nadzwyczajne przygotowanie nie skończyło się tak jak w krążącym po Internecie memie – podobno w szpitalu w Lublinie pojawił się koronawirus. I co? Nie przyjęli go. Najbliższy wolny termin mają na czerwiec 2022 r.
Obyśmy wszyscy zdrowi byli!

Fizjoterapeuci zdesperowani

Protesty tej grupy zawodowej w ubiegłym roku przeszły niemalże niezauważone. Jednak fizjoterapeuci się nie poddają.

Fizjoterapeuci z Hajnówki, Łomży, Moniek i Sokółki rozpoczęli spory zbiorowe ze swoimi pracodawcami. Walczą o podwyżki. Dołączenie ich kolegów po fachu z innych miejscowości wydaje się kwestią czasu. Sprawa dotyczy tyleż pieniędzy, co elementarnej pracowniczej godności. Protestujący chcą być traktowani na równi z pozostałym personelem medycznym.

W ubiegłym roku pracownicy SP ZOZ w Hajnówce wywalczyli 400 zł podwyżki. Nie brzmi to najgorzej, ale co w kontekście tegorocznego wzrostu płacy minimalnej o 350 zł przestaje być imponujące.

Dlatego teraz podlascy fizjoterapeuci zawiesili poprzeczkę wyżej: chcą, by ich pensje wzrosły o 1200 zł netto, a jeśli dyrekcja nie podejdzie do nich ze zrozumieniem – są gotowi nawet na głodówkę.

Będzie protest w całej Polsce

Związki zawodowe reprezentujące fizjoterapeutów zapowiadają protest w całej Polsce, który miałby się rozpocząć już wiosną. Szykują się spory zbiorowe z dyrekcjami kolejnych szpitali, demonstracje, być może solidarnie z innymi zawodami medycznymi, które – jak np. pielęgniarki – czują się lekceważone.

Ich główne postulaty to godna płaca, bezpłatne szkolenia, adekwatna wycena świadczeń wreszcie łatwiejszy dostęp pacjenta do fizjoterapii.
W przekonaniu związkowców fizjoterapia od dawna nie jest traktowana poważnie. Niedofinansowanie tej usługi medycznej powoduje wydłużanie się kolejek pacjentów do specjalistów, których z kolei ubywa. Nieuchronną konsekwencją będzie wyrzuceniem zabiegów fizjoterapeutycznych z systemu NFZ.

Ujmując sprawę jeszcze prościej: fizjoterapia, tak jak stomatologia, zostanie wówczas praktycznie sprywatyzowana. Dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, zapisany przecież w konstytucji, stanie się jeszcze bardziej ograniczony.

W Lublinie lepiej nie chorować

„Dziennik Wschodni” podał 24 stycznia, iż działania podjęte w związku z zadłużeniem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie tylko w ciągu pierwszych trzech tygodni bieżącego roku kosztowały placówkę aż 70 łóżek. Tyle miejsc dla potencjalnych pacjentów zostało już zlikwidowanych.
A to bynajmniej nie koniec restrukturyzacji.
„Od początku roku w oddziale są permanentne dostawki umożliwiające przyjęcia planowe pacjentów przy zredukowanej liczbie łóżek, ale one mają bezwzględnie zniknąć w wyniku restrukturyzacji. Tym samym wydłużą się kolejki, co stworzy zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów” – piszą lekarze z Oddziału Kardiologii WSS.
22 stycznia z funkcji ordynatora tego oddziału ustąpił dr Ryszard Grzywna. Swoją decyzję motywował przede wszystkim przesłankami etycznymi – nie chciał zwalniać załogi. Tymczasem restrukturyzacja wymagała między innymi okrojenia ponad 20 proc. łóżek. Pracownicy wydali oświadczenie, w którym deklarują zrozumienie dla jego decyzji.
„Obawiamy się jednak o bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców województwa oraz tego, że tak drastyczna redukcja potencjału diagnostyczno-terapeutycznego Oddziału Kardiologii spowoduje utrudnienia w dostępie do wysokospecjalistycznych procedur medycznych i narazi pacjentów na zagrożenie zdrowia lub życia” – piszą dalej.
Jak wyliczył Urząd Marszałkowski, zadłużenie szpitali podległych samorządowi województwa przekroczyło już 900 mln zł. Z tego prawie jedna trzecia – 360 mln zł – to dług Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego, który dziś dysponuje ponad 600 miejscami dla pacjentów. Będzie ich jednak coraz mniej.
– Zmniejszenie liczby łóżek w żaden sposób nie zdezorganizuje pracy szpitala, ale wręcz przeciwnie – wpłynie na jej poprawę. Ta zmiana poprawi jakość leczenia, zmniejszy ryzyko zakażeń szpitalnych, zwiększy komfort pobytu pacjentów na oddziale oraz poprawi warunki pracy personelu medycznego – odpowiada na obawy lekarzy Remigiusz Małecki, rzecznik marszałka województwa lubelskiego.

Z pewnością! Nic tak nie zmniejsza ryzyka szpitalnych zakażeń jak zmniejszanie liczby pacjentów. Można w ogóle zamknąć wszystkie szpitale. Wówczas, w ogóle nie będzie tego problemu.

Hipokryci i służba zdrowia

Jeśli jesteś bogaczem, celebrytą i wrzucasz do puszki, a jednocześnie chcesz niskich podatków i prywatyzacji zdrowia to jesteś nie tylko hipokrytą, ale i mordercą.

Znani i bogaci przekazują na WOŚP fanty z szerokim uśmiechem. Żaden z nich nie walczy o podniesienie podatków, wyższe składki na zdrowie, czy o naprawę służby zdrowia. Magia? Nie. Prosta kalkulacja.

Te zmiany kosztowałyby ich odprowadzenie milionów do urzędu skarbowego… WOŚP jest tymczasem dużo tańsza i jeszcze daje okazję się wypromować. Po co komu anonimowe płacenie składek, skoro można zlicytować np. wyjście ze sobą na kawę? Warte najwyraźniej wszystkie te miliony złotych i zgonów.

Gdyby chociaż 10 proc. tej uwagi, którą poświęca się promocji charytatywy poświęcono społecznej walce o podniesienie wydatków na zdrowie do 7,2 proc. PKB to NAPRAWDĘ uratowano by życie setek tysięcy ludzi.

Koncerty WOŚP niech zostaną. Ale powinny zwracać uwagę na niedofinansowanie NFZ. Wolontariusze powinni zadręczać polityków PiS i roznosić ulotki informujące o tym, ile ofiar przynosi neoliberalne podejście do opieki zdrowia. A zamiast licytacji i promowania celebrytów powinny być zbierane ankiety od ludzi by wskazywali, gdzie i jakich oddziałów szpitalnych im brakuje.

Z tymi środkami i tysiącami ludzi rząd szybko musiałby się ugiąć. No ale zamiast tego lepiej pozorować, że prywatna inicjatywa i charytatywa rozwiążą problem, a publiczny system musi być niewydolny i smutny.

Nr 1 rządu: wojsko, nie zdrowie

Zamykane oddziały, czy nawet całe szpitale, brak lekarzy specjalistów, umieranie w kilkuletniej kolejce na zabieg. To obraz ochrony zdrowia za rządów PiS. Powodem jest dramatyczne niedofinansowanie i brak planu uzdrowienia systemu. Ekipa Kaczyńskiego nie żałuje jednak pieniędzy na armię. Jej budżet w 2020 roku będzie rekordowy.

Nie dalej jak na pierwszym sejmowym posiedzeniu posłowie PiS opuścili salę obrad, kiedy przyszła pora na wystąpienie posłanki Koalicji Obywatelskiej o szpitalach powiatowych, zamykanych z powodu braków kadrowych. 16 listopada poznaliśmy kolejne niepokojące informacje o skali zniszczenia publicznej ochrony zdrowia.

Zadłużenie szpitali podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości wzrosło o 3 miliardy złotych od czasów nastania „dobrej” zmiany. Obecnie łącznie zaległości publicznych placówek wynoszą 14 mld złotych.

Sytuacja jest dramatyczna. Ostatnie badania ankietowe Ministerstwa Zdrowia wskazują, że szybko przybywa zobowiązań wymagalnych, czyli takich, po które zaraz się ustawią komornicy, o ile już nie stoją w kolejce. W czerwcu było ich 1,6 mld zł, czyli o 10 proc. więcej niż w marcu.

Efekt jest taki, że lekarzy jest za mało i pracują przemęczeni, a pacjenci często nie doczekują zabiegu. – Co jakiś czas dowiadujemy się, że lekarz umarł na dyżurze. Pacjenci natomiast umierają po cichu. Jeśli porównamy statystki leczenia chorób nowotworowych, to przekonamy się, że rocznie kilkanaście tysięcy Polaków umiera, bo jest za niskie finansowanie – mówił Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy podczas czerwcowej demonstracji „Czas na zdrowie! – Pacjenci i Medycy razem”.

Na brak środków nie może narzekać armia. Na przełomie sierpnia i września rząd zadekretował przeznaczenie w 2020 roku na zbrojenia rekordowej kwoty 50 mld złotych. Oznacza to wzrost o 11 mld od roku 2015. Nasz kraj jeszcze nigdy nie zwiększał wydatków na ten cel w takim tempie. To aż o 5 mld złotych więcej niż w roku 2018.

Z jednej strony – dopieszczenie przemysłu potencjalnego zabijania, z drugiej – obywatele umierający w kolejkach na operacje – czy można znaleźć bardziej odpowiednią alegorię „dobrej zmiany”?

Szpitale nie obchodzą posłów

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości podczas pierwszego posiedzenia Sejmu nie mieli ochoty słuchać o sprawach dla nich przykrych.

Kiedy na mównicy pojawiła się posłanka KO Katarzyna Skowrońska aby zreferować temat zamykanych szpitali powiatowych, deputowani PiS gremialnie opuścili salę obrad. Nie zawiodła natomiast Lewica.

Trwa dramat pacjentów w mniejszych miastach. Zamykane są kolejne placówki. Zamykane były oddziały w szpitalach w Wodzisławiu Śląskim, Opolu, Bielsko-Białej, Sanoku, Zakopanem, Cieszynie, Mrągowie czy Głubczycach. W niebezpieczeństwie znaleźli się najmłodsi mieszkańcy Barlinka – oddział dziecięcy został zawieszony do końca roku. Powodem są niedobory kadrowe. Lista deficytowych profesji jest długa: chirurdzy, interniści, anestezjolodzy czy pediatrzy.

Wczoraj, tuż po tym jak deputowani wybrali składy osobowe komisji stałych i sekretarzy Sejmu, głos zabrała posłanka Koalicji Obywatelskiej, Katarzyna Skowrońska, omawiając problem degrengolady służby zdrowia na przykładzie szpitali. Posłów PiS jej przemówienie nie interesowało, niemal wszyscy zrobili sobie czas wolny, ignorując zupełnie referat na temat zjawiska, do którego walnie przyczyniły się rządy ich ugrupowania.

Na sali pozostali natomiast członkowie i członkinie klubu Lewicy. Nowa przewodnicząca sejmowej komisji polityki społecznej, Magdalena Biejat podkreśliła, że to „z szacunku dla koleżanki, dla wyborców, do własnej pracy”.

– Wczoraj wszyscy, od prawa do lewa, zarzekali się, że ten Sejm będzie inny. Że będą pracować sumiennie i konstruktywnie. Mam nadzieję, że ta scena to dowód na to, że stare nawyki trudno jest wykorzenić, a nie na to, że wczorajsze obietnice kompletnie nic nie znaczyły – zaznaczyła posłanka Lewicy.

Szczepienie na szczycie absurdu

Ładna pogoda, jak na drugą połowę października. Korzystając z tego, że mieszkam dość daleko od gwaru Stolicy, usiadłem na przyzbie i zacząłem czytać powieść Olgi Tokarczuk o Annie „w grobowcach świata”. W końcu trzeba jakoś nadążać za Premierem i Ministrem Kultury. Przerwał mi dzwonek telefonu…

Odebrałem. Miły, kobiecy głos zapytał, czy ja to ja, ile mam lat i czy względnie dobrze się czuję, bo chce mnie zaprosić na spotkanie.

Zaproszenie

Na chwilę zakwitła we mnie nadzieja, że – wzorem Krakowa – zaproszą mnie do jednego z pobliskich hotelików, świadczących także usługi na godziny. Sił już nie mam, ale chętnie bym popatrzył! Głos rozwiał jednak tą nadzieję. „Chcemy pana zaprosić na szkolenie dotyczące potrzeby szczepienia przeciw grypie i zapisać, jako „seniora”, na szczepienie nieodpłatne”.
Zaprotestowałem. Proszę pani – powiedziałem z wrodzoną nieśmiałością – ja się szczepię od 15 lat, więc raczej nie trzeba mnie przekonywać. Może pójdę, jak w poprzednich latach, do przychodni, dam się obejrzeć lekarzowi i dostanę zastrzyk. Obojętne, czy bezpłatny, czy płatny. W ostatnich latach były nieodpłatne, chociaż nigdy o to nie prosiłem. A na szkolenie zaprosicie tych, którzy się nie szczepią.
Pani przyznała mi rację, ale powiedziała, że tego zrobić nie może. Ma polecenie „od góry”, aby zaprosić wszystkich seniorów, odnotowanych w ewidencji miejscowej przychodni. Od tego roku ma tak być, bo takie są „nowe wymogi”. Dała mi do zrozumienia, że bezpłatnie szczepienie to jednak „świadczenie medyczne plus”, więc trzeba je wreszcie zaliczyć do „dobrych zmian” i odpowiednio kontrolować. „Jak pan nie przyjdzie, to może potem dla pana nie wystarczyć szczepionki. W tym roku dostaliśmy ich mniej”.

Impreza rozrywkowa

Nie miałem wyjścia. Wyznaczonego dnia wsparłem się na ramieniu znacznie młodszej, ale także zaproszonej, żony i doczołgaliśmy się pod wskazany adres. Było około 40 osób, z których większość szczepiła się już od kilku lat. Przyszły też dwie panie organizatorki, i chciały przygotowywać pomoce wizualne do wykładu. Ale im przerwano. Kilka osób zaczęło używać języka i tonu zapożyczonych z Sejmu. Mieli pretensje, że szczepią się od lat, niepotrzebnie wzywa się ich na jakieś szkolenia, używa się szantażu, że jak się nie stawią, to nie zostaną zaszczepieni – a w każdym razie nie „za darmo”. Miejscowość jest rozległa – niektórzy przyjechali z odległych zakątków, tracąc pół dnia na tą „imprezę”. Przypominali, że w poprzednich latach, można się było zaszczepić bez takiej biurokracji.
Atmosfera zrobiła się tak gorąca, że w końcu zrezygnowano z wykładu i proszono tylko o wypełnienie „niezbędnej dokumentacji. Rozdano 6-stronicowy plik papierów w formacie A4. Trzy strony zawierały mało zrozumiałe opowieści o grypie i szczepieniach, kończące się rodzajem oświadczenia, że czytający świadomie zgadza się na pokrycie kosztów szczepienia z funduszów gminy. Pozostałe trzy strony były fatalnie skonstruowaną ankietą ośrodka zdrowia, która zapewne miała pomóc w ocenie stopnia zadowolenia pacjentów z jego usług. Poinformowano, że wypełnienie ankiety nie jest obowiązkowe, ale bardzo pożądane. W kilku miejscach trzeba było złożyć podpisy. Zebrano papiery i poradzono, aby szybko zamówić wizytę u lekarza i „załatwić” szczepienie powołując się na udział w tym spotkaniu, bo szczepionek jest rzeczywiście mało.
Jako ostatnio ciągle straszony obywatel drugiej kategorii, tak zrobiłem. Pokuśtykałem natychmiast do przychodni i zarezerwowałem termin wizyty. W dwa dni później stawiłem się u lekarza i zostałem zaszczepiony. Sprawdzono, czy byłem na zebraniu i tym samym mogę być zwolniony z opłaty.
W sumie zalecane na całym świecie i reklamowane w naszych telewizjach szczepienie przeciwko grypie, wymagało więc w tym sezonie trzech wizyt, nieproporcjonalnego wysiłku i straty czasu – zamiast jednej wizyty, jaka wystarczała przed „dobrą zmianą”. Kosztowało też niepotrzebną pracę kilku ludzi i marnowanie papieru. Jeżeli było (czy jest) konieczne potwierdzenie, czy pokwitowanie obywatela, że został na koszt gminy czy państwa zaszczepiony, to mogło być przecież pobrane przy szczepieniu i na arkusiku nie większym niż połowa A4.

A jednak organizacja

Po powrocie do domu z „imprezy” odebrałem drugi telefon, który utwierdził mnie w przekonaniu, że miałem rację zwracając publicznie uwagę (Trybuna z dnia 16.10.2019r.), że nie tylko pieniądze decydują o sprawności działania służby zdrowia i proponując specjalistom, aby zajęli się także organizacją. No i właśnie ktoś – nie wiem, czy ministerstwo zdrowia czy samorządy, czy też jedni i drudzy – osiągnął w organizacji szczepień w tym roku, szczyt organizacyjnego absurdu.
Telefonował przyjaciel – także zaawansowany „senior” -, mieszkający w jednej z północnych dzielnic Warszawy. Był skrajnie wkurzony. Też poszedł się zaszczepić do przychodni, w której jest zarejestrowany. W recepcji powiedziano mu, że jest deficyt szczepionek i lekarze dostali określone limity. Ale jego „lekarz pierwszego kontaktu” powinien jeszcze mieć coś wolnego. Poszedł. Uśmiechnięta lekarka powiedziała mu, że ma jeszcze limit kilku szczepionek, ale musi je trzymać dla „swoich” stałych pacjentów, którzy już je telefonicznie zarezerwowali.

Senior za pieniądze

On wprawdzie też jest jej pacjentem, ale się u niej rzadko pokazuje!! Po ostrej i bezskutecznej rozmowie wrócił więc do recepcji, oświadczył, że rezygnuje z przywilejów „seniora”, i zażądał zaszczepienia „za pieniądze”. Niechętnie zgodzono się przyjąć od niego i jego żony po 54 złote i w końcu zrobiono wymarzone zastrzyki.
Ta krótka opowieść właściwie nie wymaga komentarza. Podtrzymuję sugestię wywieszenia w gabinetach ministra zdrowia, dyrektorów departamentów, osób odpowiedzialnych za „ulepszanie” systemu zdrowia w „centrali i w terenie” napisów „Organizacja – głuptasie”. Boję się tylko tego, że organizacja wymaga jednak myślenia. A tegoroczna zabawa ze szczepieniami budzi obawy, że z tym nie jest najlepiej.