Gotowanie żaby

Kwestia śmieciowego zatrudnienia w Polsce została ostatecznie rozwiązana.

 

Maciej Łazowski, autor komiksu internetowego „Głosy w mojej głowie”, narysował kiedyś taki obrazek, który zapadł mi w pamięć: „Rasizm to złożony problem wynikający z wielu czynników” – mówi jakiś międzynarodowy oficjel na konferencji prasowej. – „Ale sądzę, że znalazłem rozwiązanie. Wystarczy, że na świecie zostanie tylko jedna rasa!”.

 

Mistrzowski plan

W podobny sposób Sąd Najwyższy rozwiązał problem śmieciowego zatrudnienia w Polsce. Nieźle to sobie wymyślili: pracodawca będzie zatrudniał na umowach o dzieło, ile mu się żywnie podoba, a jak jakiś roszczeniowy pasożyt pójdzie z tym do sądu – to będzie mu można powiedzieć: „lepiej uważaj czego sobie życzysz, bo jeszcze się spełni!”. I każą mu odprowadzić zaległe tysiące tysięcy na tak zwany ZUS. W ten sposób nikt się już nigdy nikomu nie poskarży. Znakomity plan, władzo z kartonu!

Adriana Rozwadowska i Ludmiła Anannikova nagłośniły sprawę Ewy, pracownicy TVP z Poznania, którą na śmieciówce przetrzymywano 9 lat. Sąd słusznie uznał, że kobieta przez cały ten czas wykonywała pracę etatową, zgodnie z grafikiem, z określonym miejscem, czasem i zakresem. Ale kiedy ZUS upomniał się o swoje, okazało się, że wraz ze wstecznym etatem na Ewę spadło prawie 70 tysięcy zaległych składek.

 

Wzbogaciła się

Łaskawy Sąd Najwyższy (i wszyscy razem: „KON-STY-TUC-JA!”) rozłożył jej litościwie na raty spłatę długu, w który sam ją wpędził, twierdząc przy tym, że można to uznać za nielegalne wzbogacenie się. Wzbogacenie na składkach – uwaga! – z których nigdy nie zrobiła użytku, pracując przez prawie dekadę na umowie, która nie przewiduje chorobowego, urlopu, dnia na żądanie. Wzbogacenie na składkach, których płacenie pracodawca omijał celowo i bezprawnie. Morał z tej opowieści płynie taki, że korporacja nie poniosła w zasadzie konsekwencji za swoje wieloletnie zaniechania, a wręcz zrobiła łaskę, że po wyroku dokonała ich korekty. Natomiast pokrzywdzona przez nią już wcześniej osoba została uznana współwinną. I tak sprawdziło się stare porzekadło o biednym, który zawsze dostaje w tyłek podwójnie, a za bogatym staje jeszcze więcej siły.

Jedna z autorek materiału z „Wyborczej” napisała na Facebooku, że Ewa zwróciła się o umorzenie absurdalnej spłaty do samego jaśnie wielmożnego Jacka Kurskiego, ale bez skutku. Zachciało jej się walczyć z molochem, to niech teraz wpier… zjada na śniadanie suchy chleb.

Ewa jest samotną matką dwójki dzieci. Spłata raty z odsetkami, która będzie nad nią wisiała jeszcze przez 6 lat, to tysiąc złotych z okładem – połowa jej miesięcznej pensji. Podobnych przypadków jest więcej. W ten sposób zatrudniało też m.in. Ministerstwo Kultury, bynajmniej nie kultury pracy.

 

Sama chciała

Najbardziej bolą komentarze w stylu „skoro przez tyle lat pracowała na śmieciówce, to widać jej to odpowiadało”; „takie są przepisy, nikt tej pani nie powiedział?”.

Dopóki umowy o dzieło dalej będą podpisywane po to, aby nie wszyscy musieli płacić składki do ZUS, dopóki Państwowa Inspekcja Pracy nie zacznie wzbudzać prawdziwego strachu, dopóki uzwiązkowienie w zakładach pracy będzie kojarzyło się tylko i wyłącznie z przemysłem ciężkim, dopóty każda kolejna władza będzie zainteresowana tworzeniem takich przepisów, które będą zabezpieczać interesy wielkich, nie małych. Społeczna Inspekcja Pracy na terenie każdej firmy powinna być podstawą, bo jak widać naiwnością jest liczyć w tej kwestii na ustawodawcę i na sądy, co nie chcą (to zrozumiałe) podpadać władzy.

 

Tymczasem

spokojnie zajmijmy się obchodami stulecia niepodległości: tym, z kim pójdzie albo nie pójdzie prezydent, albo tym, jaki procent Partii Razem nadal żywi odrazę do żółtego swetra Włodzimierza Czarzastego. A rząd spokojnie zafunduje nam nowy kodeks pracy w odcinkach. Bo doskonale wie, że skoro raz już żaba wyskoczyła z gorącego garnka, to teraz należy podgrzewać ją powoli.

Na 2019 będzie gotowa do schrupania.

Rynek wyzyskiwanego pracownika

W Polsce wyzysk kwitnie. PIP skontrolowała 7 tysięcy firm. Okazuje się, że w jednej czwartej stwierdzono nieprawidłowości w rozliczaniu godzinowej płacy minimalnej. Prócz tego nadal zalewa nas fala śmieciówek.
Mimo kwiecistych deklaracji rządu, nadal praca na czarno oraz śmieciówki tam, gdzie zachodzi stosunek pracy, to najmodniejsze kreacje w sezonie letnim 2018.
Najczęstszym błędem, jaki stwierdzili inspektorzy, była niepełna dokumentacja wypłaty. Nie pozwalała się zorientować, czy pracownicy rzeczywiście otrzymali umówioną stawkę. W większości jednak kontrolerzy uznali to nie za objaw alpejskich kombinacji czynionych przez pracodawców, ale za nieznajomość przepisów.
Osobny raport poświęcono pladze śmieciowego zatrudnienia. W 883 firmach, na ponad 7 tys. sprawdzanych, zamiast umów o pracę nadal podpisywano z zatrudnionymi „śmieciówki”. Najgorzej było w budowlance i branży gastronomicznej (15 oraz 14 procent umów, które powinny być etatami). 33 nieuczciwych zatrudniaczy na wniosek Inspekcji trafić ma przed sąd. 190 będzie musiało zapłacić grzywnę.
W tym sezonie nadal absolutnym klasykiem pozostaje czerń. „Część pracodawców nadal nieuczciwie i wbrew zasadom zdrowej konkurencji decyduje się na nielegalne zatrudnienie obywateli polskich i cudzoziemców. Zwalczanie pracy na czarno to jedno z głównych zadań Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy pracy przeprowadzili w roku ubiegłym 23,6 tys. kontroli, podczas których badana była legalność zatrudnienia i wykonywania innej pracy zarobkowej przez 176 tysięcy obywateli polskich. Nielegalne zatrudnienie ujawniono podczas 5,6 tys. kontroli, a nieprawidłowości dotyczyły 13,8 tys. osób. W tej grupie 2,6 tys. pracujących wykonywało pracę bez potwierdzenia na piśmie rodzaju i warunków umowy o pracą, a 12,8 tys. osób nie było zgłoszonych do ubezpieczenia społecznego. Najczęściej cudzoziemcy pracowali na czarno w sekcjach gospodarki: przetwórstwo przemysłowe, usługi administrowania i działalność wspierająca (agencje ochrony, serwis sprzątający), budownictwo, transport i gospodarka magazynowa.”.
Mówienie o „rynku pracownika” w naszym kraju to nadal opowieści z krainy mchu i paproci.