Jaka kara za śmierć pracownika?

Gdy mężczyzna zasłabł w pracy, Grażyna F. nie tylko nie zadzwoniła po pogotowie, ale też wywiozła mężczyznę do lasu. Zwłoki znalazł leśniczy 125 km od zakładu, w którym 36-letni Wasyl Czornej pracował przy produkcji trumien.

Bo pracował na czarno

Do tragedii doszło na terenie zakładu produkującego trumny w jeden z upalnych dni w ubiegłym roku. Wasyl Czornej, który u Grażyny F. pracował na czarno, zasłabł podczas pracy. Wówczas, jak ustaliła prokuratura, inni pracownicy z Ukrainy – też zatrudnieni na czarno – poprosili szefową o wezwanie karetki. Kobieta obawiała się jednak konsekwencji z tytułu zatrudniania ludzi z pominięciem przepisów, więc po pomoc nie zadzwoniła i zabroniła tego również innym. Rozesłała całą załogę do domu, zostawiła na miejscu tylko innego ukraińskiego pracownika – Serhija H., któremu poleciła załadować kolegę do bagażnika samochodu.
– Ten odmówił, lecz Grażyna F. zagroziła, że nie wypłaci mu pensji. Serhii H. bał się zgłosić zdarzenie na policję, gdyż znajdował się w obcym kraju, nie znal języka, jak również nie miał umowy o pracę – portal RMF24 cytuje fragmenty ustaleń prokuratury.

Nieumyślne spowodowanie śmierci

Eksperci sądowi nie zdołali ustalić, czy 36-latek zmarł wskutek niewydolności oddechowo-krążeniowej jeszcze na hali, w samochodzie, czy dopiero w lesie. Niemniej niewezwanie pomocy i porzucenie go w odosobnionym miejscu mogło skończyć się tylko w jeden sposób. Prokuratura zakwalifikowała postępowanie Grażyny F. jako nieudzielenie pomocy i nieumyślne spowodowanie śmierci.

Oskarżona nie przyznała się do winy i podczas pierwszej rozprawy robiła wszystko, by obarczyć odpowiedzialnością za tragedię zatrudnianych przez siebie Ukraińców. Zeznała, że gdy zaalarmowano ją o złym samopoczuciu Wasyla Czorneja, poleciła, by pracownicy przerwali pracę, zabrali nieprzytomnego kolegę i „zajechali do lekarza”. Ci jednak mieli odmówić i stwierdzić, że nie chcą żadnych problemów.

Nie wiedziała, co robić

Grażyna F. zasugerowała również, że to Serhij H. zadeklarował, że pozbędzie się zwłok, podrzucając je na teren innego zakładu, których jest kilka w okolicy. – Postanowiłam więc, że wezmę to na siebie i sama się tym zajmę. Nie wiedząc, co zrobić, wywiozłam to ciało do lasu – przekonywała.
Serhij H. również jest oskarżonym w sprawie. Prokuratura stawia mu zarzuty utrudniania postępowania karnego poprzez pomoc w zatarciu śladów przestępstwa. Śledczy nie zamierzają jednak się sprzeciwiać, jeśli sąd potraktuje go łagodniej. Zauważyli, że mężczyzna działał pod presją – obawiał się, że jeśli nie pomoże szefowej, nie dostanie wypłaty, a jeśli wezwie policję, to będzie miał problemy z powodu pracy na czarno.
Ukraińskiego pracownika nie było na sali sądowej podczas pierwszego posiedzenia. Odczytano jego zeznania z prokuratury, stojące w całkowitej sprzeczności ze słowami drugiej oskarżonej. Mężczyzna opisał, jak próbował ratować kolegę i podkreślał, że trzy razy prosił Grażynę F. o wezwanie pogotowia.

Zarówno „rzutkiej przedsiębiorczyni”, która oszczędzała na kosztach pracy, dopóki nie zdarzyła się tragedia, jak i Serhijowi H. grozi 5 lat pozbawienia wolności.