PiS nie chce zwalczać smogu

Rząd nic nie robi, by w Polsce było czystsze powietrze. Woli zwalać swoje obowiązki na samorządy lokalne.

Rząd PiS wymyślił sposób jak ukryć swoją indolencję i bezczynność w zwalczaniu zanieczyszczeń powietrza. Postanowił przerzucić ten obowiązek na samorządy.
Dlatego właśnie Rada Ministrów przyjęła nowelizację prawa ochrony środowiska oraz ustawy o zarządzaniu kryzysowym.
Projekt przewiduje przyspieszenie – rękami samorządów – eliminacji zagrożeń związanych z występowaniem nadmiernych stężeń niektórych zanieczyszczeń powietrza. Dotyczy to zwłaszcza przekroczeń dopuszczalnych poziomów pyłów PM10 i PM2,5, a także dwutlenku azotu oraz benzoapirenu.

Częściej umierają? No to trudno

Polska ma bardzo duże kłopoty z dotrzymaniem wymogów jakości powietrza, ze względu na zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi. Na 46 stref w Polsce, dopuszczalny poziom skażeń jest przekraczany w 44. Za przekroczenia te odpowiada zwłaszcza sektor bytowo-komunalny oraz transport.
Skala zaniedbań PiS-owskiej władzy jest tak duża, że według Światowej Organizacji Zdrowia zanieczyszczone powietrze w Polsce jest przyczyną przedwczesnej śmierci ok. 45 tys. osób rocznie. Z kolei tzw. niska emisja – wytwarzana w dużym stopniu przez małe zakłady i gospodarstwa wykorzystujące do ogrzewania kotły na paliwo stałe – odpowiada w Polsce za ok. 19 tys. przedwczesnych zgonów.
Rząd kompletnie nie przejmuje się rosnącą liczbą zgonów. Nic nie umie na to poradzić – a i absolutnie nie ma ochoty, bo musiałby ograniczyć spalanie węgla, co naruszyłoby interesy lobby górniczego.
Rada Ministrów uznała więc, że podstawą do działań naprawczych w sferze ochrony powietrza ma być aktywność samorządów – a konkretnie, uchwała sejmiku województwa w sprawie programu ochrony powietrza.
Mamy niby rządowy program „Czyste Powietrze” ale jest on już taką lipą, że sam rząd nie zwraca na niego uwagi, O czyste powietrze mają zatem walczyć samorządy. Rząd jest od ważniejszych spraw.

Będziemy więcej kontrolować

Dzisiejsze przepisy mówią, że sejmik województwa, w terminie 18 miesięcy od dnia otrzymania wyników oceny poziomów szkodliwych substancji w powietrzu (taką ocenę przeprowadzają wojewódzcy inspektorzy ochrony środowiska i klasyfikacji stref) – określa program ochrony powietrza w swojej uchwale.
Zgodnie z decyzją rządu, teraz samorządy będą miały mniej czasu na przygotowanie programów ochrony powietrza. Termin zostanie skrócony o 3 miesiące, więc będą musiały się zmieścić w 15 miesiącach. Ostateczny termin przyjęcia tych programów przez sejmiki wojewódzkie rząd wyznaczył na 15 czerwca 2020 r.
Rząd PiS postanowił też zająć się tym, co lubi najbardziej – czyli kontrolowaniem innych.
Aby wzmocnić kontrolę realizacji programów ochrony powierza, Rada Ministrów narzuciła samorządom obowiązek corocznego monitorowania przez zarząd województwa postępu działań naprawczych nawet na szczeblu gminnym. Kontrolowane będzie wykonanie planów ochrony powietrza oraz wynikających z nich planów działań krótkoterminowych.
„Nałożono dodatkowe zadania na administrację samorządową” – szczerze stwierdza Rada Ministrów, wskazując, iż działania kontrolne umożliwią monitorowanie skuteczności realizowanych zadań.
Tyle, że od samego monitorowania i kontrolowania nic się nie poprawi – tak jak od mieszania herbata nie zrobi się słodsza.
Wśród tych dodatkowych obowiązków, które rząd PiS, zamiast sobie, narzuca samorządom, znalazł się wymóg przygotowania dodatkowej dokumentacji i sprawozdawczości oraz monitorowanie stopnia realizacji działań, na poziomie od gminy do województwa.
Do nowych zadań urzędu marszałkowskiego należeć będzie teraz stała weryfikacja stanu zaawansowania poszczególnych działań i przygotowywanie szczegółowych informacji oraz sprawozdań dla ministra środowiska.
Nasilenie kontroli i sprawozdawczości – taka jest recepta PiS na zapewnienie czystszego powietrza w Polsce.
Rząd narzuci też samorządom nowy kształt planów ochrony powietrza – ale to, jakie zmiany będą one musiały wprowadzić do tych planów, zostanie określone szczegółowo w rozporządzeniu ministra środowiska. Rozporządzenie załatwi to po cichu, bez publicznego roztrząsania, nieuniknionego, gdy przepisy „stają na rządzie”.
Jednym z nowych obowiązków samorządów będzie też, jak podkreśla Rada Ministrów, „nawiązanie ciągłej, stałej współpracy z innymi podmiotami oraz prowadzenie bieżącej i systematycznej analizy skuteczności działań naprawczych wprowadzanych na poziomie regionalnym”.

To nie my, to rzecz samorządów

Jak wskazuje Rada Ministrów, samorządy zostaną wyraźnie zobowiązane do tego, by ich działania przewidziane w programie umożliwiały ograniczenie przekroczeń wartości dopuszczalnych, w możliwie najkrótszym terminie.
A może rząd PiS nałożyłby na siebie taki obowiązek, zamiast zwalać własne zadania na innych? Na to jednak nie można liczyć. „Dobra zmiana” do perfekcji opanowała sposoby migania się od roboty. A jeśli w dodatku przy okazji może wziąć pod but samorządy lokalne (bo idea samorządności jest wraża dla PiS), to jeszcze lepiej.
Dobrym przykładem na to, że rząd PiS tylko pozoruje walkę ze smogiem, jest rozporządzenie ministra rozwoju i finansów z 1 sierpnia 2017 r. w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe. Rozporządzenie wprowadziło restrykcyjne wymagania dla takich pieców. Od 1 października 2017 r. obowiązuje zaś zakaz stosowania tzw. rusztu awaryjnego, zaostrzono normy dotyczące tlenku węgla, związków gazowych oraz pyłów.
Wszystko to guzik pomogło, bo kotły-”kopciuchy’ są sprzedawane i użytkowane bez przeszkód, tyle, że pod inną nazwą. Rząd skąpi pieniędzy na sfinansowanie ich wymiany, szkodliwym miałem węglowym można handlować bez przeszkód, a poziom skażeń badany jest sporadycznie.
Dziś więc rząd stwierdza: „Mimo przeprowadzonej nowelizacji rozporządzenia z 1 sierpnia 2017 r., niezbędne okazało się wprowadzanie zmian na poziomie ustawowym”. I tradycyjnie, sposobem na zwalczenie smogu ma być poprawa „efektywności systemu kontroli przestrzegania przepisów dotyczących wymagań dla kotłów na paliwo stałe”.
Tym razem dodatkowe zadania nałożono na organy Inspekcji Handlowej. Będą one mogły nakładać na przedsiębiorców kary pieniężne do 5 proc. przychodu uzyskanego przez nich ze sprzedaży przestarzałych kotłów.
Rząd utrzymuje, że wyeliminuje to sprzedawców i producentów fałszujących świadectwa jakości pieców lub sprzedających kotły „bezklasowe” pod innymi nazwami. Nic takiego naturalnie się nie stanie, o czym rząd doskonale wie – ale wie też, że łatwiej wydawać wyssane z palca przepisy i w ten sposób pokazywać, że coś się robi, zamiast na serio wziąć się do poważnej walki ze smogiem.

Z dymem pożarów, czyli recycling po polsku

Palą się składowiska odpadów w naszym kraju. Od początku roku spłonęło już ponad 70, niektóre stawały w ogniu kilkakrotnie.

 

Siemianowice Śląskie, Zgierz, Olsztyn, Trzebinia, Wszedzień koło Mogilna to tylko niektóre z spalonych wysypisk. Tylko w kwietniu i maju spłonęło ich ponad 20.
Nie da się tego wytłumaczyć wyłącznie upałem, problem jest systemowy. Nie da się go zlikwidować monitoringiem, jak proponuje wiceminister Środowiska Sławomir Mazurek. Nie wystarczy gasić i nadzorować, trzeba przyjrzeć się przyczynom i je wyeliminować.

 

Zasypani śmieciami

Wszystko zaczęło się od stworzenia w 2010 roku możliwości wydawania zezwoleń na zbieranie i przetwarzanie odpadów w nieistniejących instalacjach oraz wyeliminowaniu możliwości udziału organizacji społecznych w wydawaniu takich zezwoleń (wyłączenie stosowania art. 31 kodeksu postępowania administracyjnego).
Te przepisy pozwalają przyjmować odpady właściwie bez ograniczeń i bez kontroli, przy zgodzie władz centralnych i samorządowych, które nie widzą problemu w robieniu z Polski wysypiska Europy.
Od 2010 roku w wielu polskich miejscowościach pojawiły się składowiska. Pieniądze na nich zarabiali lokalni lub zagraniczni biznesmeni. Skutki niebezpiecznego sąsiedztwa, to znaczy odór czy kłopoty zdrowotne wywołane uwalniającymi się gazami wysypiskowymi, pyłami, bakteriami czy toksynami, a także zagrożenie pożarem czy zanieczyszczeniem wód gruntowych ponosili mieszkańcy i mieszkanki okolicy – wskazuje Partia Zielonych.
Sytuacja Polski jako wysypiska Europy nasiliła się w tym roku, gdy w Chinach zaczęło obowiązywać prawo zakazujące importu odpadów. W efekcie odpady tj. plastik, chemikalia, złomy zaczęły trafiać w jeszcze większych ilościach do Polski.

 

Utylizacja w atmosferze

Recykling odpadów kosztuje, łatwiej więc je spalić i powiedzieć, że był to przypadek. Zyskują importerzy odpadów, tracimy my wszyscy.
Z naszych podatków, a nie na koszt właściciela składowiska, pracują strażacy gaszący pożary. To my jako mieszkańcy i mieszkanki miejscowości położonych obok składowisk jesteśmy narażeni na emisje szkodliwych substancji i oddychanie zanieczyszczony powietrzem, które wisi w naszych miastach i wdziera się do mieszkań. Smog jest problemem dotyczącym naszego zdrowia.
Ponad 50 tysięcy osób w Polsce umiera z powodu zanieczyszczonego powietrza, setki tysięcy jest leczonych na choroby układu krążenia i oddechowego. Każdy pożar składowiska to dodatkowe zagrożenie dla naszego zdrowia.
Pożary wybuchają na składowiskach odpadów, ale też w firmach recyklingowych i spalarniach. Konieczne jest systemowe podejście do problemu odpadów i położenie nacisku na realną segregację i zarządzanie odpadami.

 

Łatwo powiedzieć: stwórzcie system

Partia Zielonych podpowiada Ministrowi Środowiska, co zrobić, by ograniczyć ilość składowisk w Polsce, a tym samym zminimalizować zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi w ich pobliżu mieszkających.
Partia sformułowała 10 punktów walki ze składowiskami. Oto one:
1) Wprowadzenie zakazu importu śmieci do Polski, wzorem Chin i większości państw europejskich.
2) Stopniowe wygaszanie funkcjonowania obecnych składowisk, na których znajdują się śmieci importowane z innych krajów Unii Europejskiej. Władze samorządowe w kolejnych pozwoleniach powinny zmniejszać dopuszczalną rzędną składowania, aż do całkowitej likwidacji składowisk.
3) Włączenie organizacji społecznych oraz mieszkańców w proces konsultacji, czy na danym terenie może powstać składowisko. To nie może być tylko decyzja ustalana pomiędzy inwestorem a starostą czy marszałkiem województwa, to musi być decyzja mieszkańców.
4) Zwiększenie kontroli Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska na obecnych wysypiskach.
5) Wprowadzenie ustawą wysokich kar finansowych dla właścicieli składowisk za pożary i niepoddawanie śmieci recyklingowi lub odpowiedniej dla danego materiału utylizacji. Obecnie kary są niskie, a sprawy często umarzane w sądach. Inwestorzy nie ponoszą żadnych konsekwencji, zarabiając tylko pieniądze, a skutki sąsiedztwa składowisk i ich pożarów odczuwają mieszkańcy okolicy.
6) Wprowadzenie zapisów dotyczących opakowań sprzedawanych w Polsce produktów. Opakowania powinny być wykonane z surowców nadających się do recyklingu, składać się z jak najmniejszej ilości materiałów. Trzeba zrezygnować z barokowej formy wielomateriałowych opakowań, które stają się kłopotliwym odpadem.
7) Wprowadzenie 0-procentowej stawki VAT na naprawę zepsutych rzeczy. By dbać o zrównoważony rozwój i ochronę środowiska, trzeba przywiązywać większą wagę do konsumenckich wyborów. Jeśli koszty naprawy butów, roweru, ubrań czy sprzętu AGD będą dużo niższe niż kupno nowego produktu, skorzystają na tym nie tylko konsumenci, lecz także środowisko.
8) Stworzenie systemu skupu opakowań zwrotnych w automatach (butelki szklane, plastikowe). Dzięki temu lokalne sklepy nie będą przeciążone magazynowaniem zwrotnych butelek, ludzie chętnie będą segregować, jeśli otrzymają w automacie kaucję za opakowanie, a ilość plastiku do utylizacji ulegnie zmniejszeniu.
9) Dopracowanie zapisów dotyczących selektywnej zbiórki odpadów i ich egzekwowanie. Obecnie segregacja odpadów ma wiele niedociągnięć. Koniecznością jest podzielenie odpadów na biodegradowalne, tj. pozostałości żywności, odpady z drewna, oraz możliwe do recyklingu.
10) Przeprowadzenie kampanii społecznych zachęcających do kupowania produktów w prostych opakowaniach, korzystania z opakowań wielorazowego użytku, np. szklanych butelek na wodę, materiałowych toreb, słoików na sypkie produkty, własnych toreb na pieczywo i wyroby cukiernicze. Kampanie społeczne powinny edukować o konieczności rzetelnego segregowania odpadów i pokazywać, co dzieje się z produkowanymi przez nas śmieciami.
Czas pożegnać się z dotychczas stosowaną przez polskie rządy filozofią końca rury, czyli gaszenia pożarów – w tym przypadku dosłownego. Czas wprowadzić systemowe rozwiązania, dzięki którym ilość produkowanych śmieci, a co za tym idzie – także składowisk – ulegnie zmniejszeniu, a mieszkańcy okolicznych wysypisk oraz zanieczyszczane odpadami i pożarami środowisko naturalne odetchną z ulgą.