Zanim się udusimy

Czas ucieka, a Polacy umierają z powodu smogu. Czy po klęsce PiS-owskiego programu Czyste Powietrze są jeszcze szanse, aby na szczeblu centralnym wprowadzić jakieś rozwiązania rzeczywiście służące poprawie jakości powietrza?
Polska się dusi. Potrzeba radykalnych zmian w walce ze smogiem – oceniają polscy Zieloni. Dane zaprezentowane na koniec ubiegłego roku przez Polski Alarm Smogowy wskazują na kompletny kryzys w wymienianiu starych pieców węglowych na nowe źródła ciepła oraz klęskę rządowego programu Czyste Powietrze.
Dlatego właśnie pion propagandowy PiS, czyli tak zwana „telewizja publiczna”, ograniczył informacje dotyczące czystości powietrza w swoich programach (dez)informacyjnych – aby nie przypominać potencjalnemu elektoratowi Prawa i Sprawiedliwości o niedotrzymanych obietnicach. Nie da się jednak ukryć prawdy, skoro na mapach dotyczących skażeń powietrza Polska regularnie jest zaznaczana na fioletowo, jako jeden z paru najbardziej zatrutych krajów w Europie.
Warto przypomnieć, że budżet programu Czyste Powietrze zaplanowano na prawie 103 mld zł na lata 2018 – 2029. Tymczasem pierwsze dwa lata jego funkcjonowania przyniosły około 172 tys. wniosków o dofinansowanie wymiany pieców na łączną kwotę niecałych 3,3 mld zł. To zdecydowanie za mało, aby zrealizować ów program, zakładający modernizację 3 mln pieców w polskich domach przez 11 lat. – W ciągu najbliższych dwóch lat zdecydowanie powinna wzrosnąć liczba złożonych wniosków w programie antysmogowym Czyste Powietrze – taką właśnie nadzieję wyraził w ubiegłym roku premier Mateusz Morawiecki. W istocie, cały ten program opierał się na mniej lub bardziej nierealnych nadziejach.
Prawda zaś jest taka, że te gminy i miasta, które wymieniają piece węglowe, robią to głównie dzięki gminnym programom dotacyjnym, a nie programowi rządowemu. Jak wskazuje Partia Zieloni, we Wrocławiu w ramach dotacji z gminnego programu wymieniono 1427 kotłów, natomiast w ramach programu Czyste Powietrze zaledwie 15. W Krakowie proporcje są jeszcze większe i wynoszą 4186 kotłów wymienionych przez gminę do tylko 2 w ramach programu Czyste Powietrze. – Wymiana pieców – kopciuchów znalazła się w kompletnym kryzysie. Mamy smogowy armagedon. Polskie miasta znajdują się niejednokrotnie w pierwszej dziesiątce najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Polska się dusi, bo nie walczymy wystarczająco mocno ze smogiem – i stanowi fioletową plamę na mapie Europy – stwierdziły posłanki Małgorzata Tracz i Urszula Zielińska, komentując kolejne dni z rekordowym poziomem smogu w polskim powietrzu.
Czy program Czyste Powietrze można jeszcze tak przebudować, aby stał się bardziej dostępny i skuteczniejszy? To będzie trudne, bo ów program od początku został pomyślany głównie jako produkt PiS-owskiej propagandy sukcesu – a nie mechanizm mogący rzeczywiście coś zmienić na lepsze.
Tym niemniej jednak, obie posłanki postanowiły serio potraktować zapisane w nim zadania – i zaprezentowały zestaw propozycji, mogących prowadzić do reformy i usprawnienia rządowego programu Czyste Powietrze. Oto one:
Po pierwsze, należy natychmiast przestać dofinansowywać kotły węglowe. Wsparcie finansowe musi być oferowane tylko dla czystych i niskoemisyjnych źródeł ciepła. Dziś natomiast takie samo dofinansowanie można otrzymać zarówno dla kotła na węgiel, jak i do nowoczesnej pompy ciepła.
Po drugie, należy zwiększyć poziom dofinansowania dla osób mniej zamożnych z poziomu 60 proc. dziś, do 100 proc. kosztów instalacji – i wypłacać tę kwotę z góry przed zakupem nowego źródła ciepła. Od początku przecież było oczywiste, ze tak nikły, obecny poziom dofinansowania nie może stanowić skutecznej zachęty do rezygnowania z „kopciuchów”. Osoby, dla których przewidziano tzw. wyższy poziom dofinansowania, mają dochody na poziomie do 1400 zł miesięcznie. Oznacza to, że, zakup nawet najtańszego kotła węglowego piątej klasy wiąże się dla nich z wydatkiem dwóch do trzech miesięcznych pensji, na co z reguły nie mogą sobie pozwolić.
Po trzecie, wnioski aplikacyjne o dofinansowanie powinny zostać uproszczone, czas ich rozpatrywania – skrócony, a w dystrybucję dotacji powinny zostać włączone znacznie szerzej niż dziś, gminy i banki.
Po czwarte, niezbędne jest realne wsparcie wymiany „kopciuchów” także w budownictwie wielorodzinnym, w ramach Funduszu Termomodernizacji i Remontów.
I po piąte wreszcie, rząd powinien zapewnić realne wsparcie w przejściu przez procedurę wnioskowania i rozliczania programu. Mimo, że za sprawą telewizyjnej propagandy duża część Polek i Polaków mogła już usłyszeć o programie, to złożenie wniosku i rozliczenie go jest trudnym procesem, wyłączającym wiele osób ze skorzystania z programu. – Od początku istnienia programu Czyste Powietrze razem z organizacjami pozarządowymi wytykamy wiele barier i problemów, z którymi spotyka się przeciętna polska rodzina chcąc z niego skorzystać. Szereg ważnych spraw wymaga natychmiastowego załatwienia i pomocy ze strony państwa. Czasu jest mało, bo smog co roku zabija 50 tysięcy osób – oświadczyła Urszula Zielińska, wiceprzewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.
O podobne rozwiązania zabiegają wszystkie organizacje walczące ze smogiem, pragnące aby program Czyste Powietrze przestał być tylko nieudaną, propagandową atrapą. Najwyższy czas, aby rząd przyjął te propozycje. Zieloni chcą także, aby posłowie Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych zajęli się pilnym podsumowaniem efektywności programu Czyste Powietrze. Stawka jest duża, bo jeśli wierzyć rządowym obietnicom, pieniądze na walkę ze smogiem są – i należy je rozsądnie wykorzystać. – Większa efektywność programu Czyste Powietrze to także szansa dla polskiej gospodarki na odbudowę po pandemii. Rząd zapowiedział, że w ciągu 10 lat przeznaczy na ten cel 103 mld zł. Do dziś wydano zaledwie 3 mld. Mamy wciąż 100 mld zł do wydania i dodatkowe 8 mld euro z Funduszu Odbudowy, które mogą stanowić wielki zastrzyk dla polskiego biznesu – przypomniała pos. Małgorzata Tracz.

Krótsze życie ze smogiem

Skoro rząd nie chce tego robić, to coraz częściej sami próbujemy oczyszczać powietrze, którym musimy oddychać. Ale jednocześnie i sami też bardzo skutecznie zatruwamy siebie i innych dymem oraz spalinami.
Jakość powietrza ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Obecnie, w sezonie jesienno zimowym, gdy zmagamy się z problemami związanymi ze smogiem, zapyleniem, wtórną emisją pyłów itd., to niebezpieczeństwo zagrażające nam z atmosfery staje się coraz bardziej istotne.
Czym właściwie jest smog? W powietrzu unoszą się cząsteczki pochodzące ze spalania: w piecu, elektrowni, czy nawet w samochodowym silniku. Pochodzą również z zakładów przemysłowych i, o czym niewielu wie, ze zużycia opon, hamulców i asfaltu. Jest to tak zwany smog wtórny czy też wtórna emisja. Jeśli uświadomimy sobie, że brudny przydrożny śnieg zimą zawdzięcza swój koloryt właśnie tym cząsteczkom, to strach pomyśleć, czym oddychamy.
Wiele drobin pyłów jest na tyle lekkich, że nie opadają, a dryfują w atmosferze. Jeśli nie ma wiatru lub ukształtowanie terenu sprzyja zastojowi powietrza, to smog gęstnieje, tworząc mieszaninę bardzo szkodliwą dla zdrowia. W naszej strefie klimatycznej występuje głównie smog typu londyńskiego, zawierający m.in. tlenki azotu, tlenki węgla, dwutlenek siarki, ozon, benzen i pyły zawieszone: PM10 i PM2,5, wśród nich są też beznopireny i metale ciężkie, takie jak: nikiel, ołów, kadm czy arsen. Istny chemiczny koktajl, niestety, szkodliwy dla zdrowia. Smog szkodzi ludzkiemu organizmowi i to na bardzo wielu płaszczyznach. Jest szkodliwy dla skóry, o czym nie każdy wie, może powodować problemy ze zdrowiem psychicznym no i oczywiście jest śmiertelnie niebezpieczny dla płuc.
Zanieczyszczenia powietrza to palący (czasem dosłownie) problem współczesnych społeczeństw. Szacuje się, że 1 na 9 zgonów na świecie związanych jest z zanieczyszczonym powietrzem. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że 3,8 mln przedwczesnych śmierci spowodowanych jest zanieczyszczonym wewnętrznym powietrzem. Jest to liczba o milion większa niż liczba zgonów spowodowanych powietrzem na zewnątrz. Widać więc, że problem czystości powietrza, którym oddychamy w domu, jest niebagatelny. Nasz kraj nadal nie najlepiej radzi sobie z tym wyzwaniem.
Raporty krajowe i międzynarodowe nie pozostawiają złudzeń – jesteśmy w czołówce krajów europejskich jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. A niektóre z polskich miast okupują wciąż, niechlubne pierwsze miejsca w rankingach miast z najgorszym powietrzem. Niestety, rząd Prawa i Sprawiedliwości nie dba o podejmowanie jakichkolwiek skutecznych działań, by ograniczyć zatruwanie powietrza. W tej sytuacji można i trzeba sobie z tym zagrożeniem jakoś samemu radzić – na przykład inwestując w dobry, solidny i skuteczny oczyszczacz powietrza.
Należy zwrócić uwagę na możliwość wyposażenia oczyszczacza w różne filtry, które radzą sobie także z innymi zagrożeniami, mogącymi znajdować się w naszej najbliższej atmosferze. Przykładem może być filtr wychwytujący szkodliwe formaldehydy, który sprawdzi się doskonale podczas remontu. Jeśli na przykład nasza pociecha ciągle wraca z przedszkola czy szkoły przeziębiona, to z pomocą przyjdzie zaś filtr zdrowotny, który pomoże wychwycić drobnoustroje będące przyczyną przeziębień.
Gdy zmagamy się z alergią, co z kolei najczęściej ma miejsce wiosna i latem, to odpowiedni oczyszczacz także będzie odpowiedzią na to wyzwanie, gdyż ma on także możliwość wychwytywania wszelkich alergenów dzięki specjalistycznemu filtrowi, w który można urządzenie doposażyć. Dobrze dobrany oczyszczacz z powodzeniem zastąpi też odświeżacze powietrza, gdyż niezależnie od zastosowanego filtra, usuwa z powietrza różne zapachy.
Nie można niestety pominąć milczeniem faktu, ze sami Polacy, z właściwą sobie niefrasobliwością i brakiem troski o zdrowie innych, przyczyniają się do zatruwania powietrza, którym wszyscy musimy oddychać. Nagminnie, zwłaszcza zimą, widzi się (oraz słyszy i czuje) samochody stojące z włączonymi silnikami, które dymem z rury wydechowej zatruwają otoczenie. Kierowcom takich aut nawet przez myśl nie przejdzie, że mogliby zgasić silnik, bo przecież szkodzą innym. Ich to guzik obchodzi – sobie samym nie szkodzą, gdyż dym z rury zostaje przecież na zewnątrz z tyłu pojazdu, a poza tym za kilka minut pojadą gdzie indziej.
Innym, coraz dotkliwszym przykładem, jest zatruwanie miejskiego powietrza przez nowobogackich, nagminnie rozpalających kominki. Smród dymu z takich kominków jest wszechobecny w dzielnicach willowych dużych miast.
Oczywiście, ten kominkowo-piecowy dym jeszcze bardziej smrodzi i truje w małych miasteczkach, co się czuje szczególnie właśnie w zimie. Mieszkańców tych miasteczek czy wsi można jednak jakoś zrozumieć. Muszą przecież czymś palić w swoich kotłach czy piecykach i nie są zwykle na tyle zamożni, by szybko wymienić swoje „kopciuchy” na mniej trujące urządzenia grzewcze – zwłaszcza, że nie mogą liczyć na żadne znaczące wsparcie ze strony rządu.
Dla „kominkowych” trucicieli z miejskich willi nie ma jednak usprawiedliwienia, bo oni nie muszą się ogrzewać ciepłem z kominków – i zatruwają otoczenie tylko dla własnego widzimisię. Dochodzi do takich absurdów, że coraz częściej kominki zakładają sobie mieszkańcy wielopiętrowych budynków w dużych miastach!. Z powodu smogu, w czwartek 17 grudnia w Warszawie został wydany zakaz palenia w kominkach – po raz pierwszy w dziejach stolicy. Tak podła była bowiem jakość warszawskiego powietrza. Niestety, na razie nic pod tym względem nie zmienia się w Polsce na lepsze – a przez kłęby dymu trudno dostrzec nadzieję na poprawę sytuacji.

Smogu naszego powszedniego

Jest coś, co mamy niemal codziennie i w nadmiarze. Nie, to nie jest dobry nastrój. To powietrze, niezwykle zresztą bogate. Bogate w zanieczyszczenia. Jeszcze do niedawna symbolem zanieczyszczonego powietrza był krakowski smok (smog?). W maseczce.

Ale w odróżnieniu od całej reszty kraju Kraków, a głównie krakowianie, wzięli się do roboty. Niemal wszyscy przyłożyli ręce do tego, że w europejskich rankingach najbardziej zanieczyszczonych miast Kraków zniknął z czołówki, a tym trudniej już go szukać w rankingach krajowych, uwzględniających mniejsze miejscowości, o których Europejczykom nawet się nie śniło. Oczywiście tylko te, w których są stacje pomiarowe. Wiele miejscowości broniło się rękami, nogami i uchwałami organów przed instalowaniem na ich terenie stacji, które analizują stan powietrza, szczególnie jeśli miejscowości te miały status uzdrowiska. Teraz odrobinę się to zmieniło i już wiemy, dzięki pomiarom, że żadne polskie uzdrowisko poza kurortami nadmorskimi nie ma nie tylko zdrowego, ale i w miarę czystego powietrza.

Oddychanie, choć jest podstawą życia człowieka, nie jest dla PiS‑u szczególnie istotne. Nie, żeby dla poprzednich rządów było jakimś priorytetem, ale przynajmniej udawano, że dostrzega się problem. Za władzy PO pozwalano samorządom na podejmowanie działań (i uchwał) w celu ograniczania emisji zanieczyszczeń, a nawet na wykorzystywanie do tego unijnych funduszy. No, może poza jedną wpadką, kiedy samorządom zabroniono przekazywania pieniędzy osobom fizycznym. W efekcie na dwa lata w Krakowie zamarła akcja wymiany pieców. No i może poza tym, że PO nie była w stanie wypracować polityki energetycznej.

Dla PiS liczy się wyłącznie to, czym można się posłużyć w utrwalaniu dominacji politycznej i co przynosi szybkie efekty. Jeśli do tego dodamy właściwą dla wpływowych jednostek PiS‑u obojętność graniczącą z pogardą wobec nauki i wiedzy, to otrzymamy stosunkowo proste wyjaśnienie braku sukcesów tej partii w sprawie działań na rzecz poprawy stanu powietrza.

Już za chwilę najbardziej znane marki w Polsce, związane np. z Żywcem (dwunasta lokata w Polsce pod względem zanieczyszczenia pyłem PM10 w roku 2019) mogłyby się reklamować hasłem w rodzaju „Nasz produkt nie miał kontaktu z powietrzem!”. A sanatoria w polskich uzdrowiskach poproszą o przywożenie powietrza ze sobą. Krakowscy deweloperzy zyskają argumenty za zabudową korytarzy powietrznych, słusznie twierdząc, że dzięki temu spoza miasta nie napłynie zanieczyszczone powietrze – to ze Skawiny i Proszowic, i Zabierzowa. I z papieskich Wadowic, które co prawda nie załapały się do krajowej czołówki, ale są w czołówce wojewódzkiej. I z innych miejscowości, w których nikt stanu powietrza nie bada, więc ludzie nie wiedzą, czym oddychają. Z takiej Suchej Beskidzkiej na wszelki wypadek usunięto na żądanie władz lokalnych stację pomiarową, bo wciąż coś wskazywała. Gdy jednak wróciła, zaczęła uparcie wskazywać lokatę w pierwszej dziesiątce miast zanieczyszczonych, a jeśli chodzi o benzo(a)piren, to nawet w pierwszej trójce. Co tam palą, nikt nie wie na pewno, w każdym razie to nie tytoń ani marihuana. Wiem, że marihuany palić nie wolno, ale śmieci też nie… Podobno.

Rząd po rekonstrukcji dojrzał do tego, by zauważyć problem. Wcześniej minister Szyszko go nie dostrzegał. Kto wie, może uważał stacje pomiarowe za wysoce niepatriotyczne, stale na coś wskazywały, a w dodatku ich utrzymywanie kosztuje. Nie będzie stacji, to samopoczucie od razu się poprawi. Kolejna dobra zmiana. Oddychanie nie jest dziś politycznie istotne. Nie wpływa na najważniejsze dla PiS‑u wartości , czyli władzę za życia i życie po śmierci. Powietrze w Polsce jest pewnie mniej zanieczyszczone, niż było w czasach PRL. To nic, że trochę zatęchłe i trochę nieświeże. Skoro zwolennicy czystego powietrza nie obalili rządu PO, nie obalą też rządu PiS‑u. A przecież liczy się tylko rządzenie.

Kraków jako pierwsze miasto w Polsce zaczął się troszczyć o powietrze. W latach 1995–2019 na likwidację palenisk węglowych wydano tu ponad 400 mln złotych, z czego około 300 mln w okresie realizacji Programu Ograniczania Niskiej Emisji w latach 2016–2019. Do tego doszły w Krakowie fundusze na niezwykle ważne programy osłonowe dla osób o niskich dochodach. Można powiedzieć, że miasto zrealizowało wzorcowy program. I pewnie dlatego nie jest już ostatnie.

Tymczasem w ramach rządowego programu likwidacji palenisk przez półtora roku (dane na wrzesień 2020) podpisano umowy ze 131 tysiącami osób, które wymieniają piece. Wbrew pozorom to bardzo mało, bo z danych wynika, że do wymiany są 3 miliony pieców. W takim tempie paleniska zostaną zlikwidowane w niecałe 40 lat. To prawie dwa razy wolniej niż w Krakowie.

Tak to już jest, że polscy politycy generalnie nie lubią Polaków (poniekąd z wzajemnością) i traktują ich jak powietrze, którym sami oddychają: dosyć zatrute, ale jeszcze nie trujące. Polakom przydaje się kulturowy nawyk unikania przeciągów, gdyż nierzadko powietrze wewnątrz bywa lepsze od tego na zewnątrz. Trochę zatęchłe, ale swojskie. Trochę w zastoju, ale za to niegrożące wiatrem zmian. Taka nasza mała stabilizacja. Czasem bardzo mała. I wszystko się do tej stabilnej małości sprowadza. Jeśli potrwa dłużej, w Polsce jak na wyspie Flores wykształci się nowy gatunek człowieka: hobbit z Polski. Trochę zakatarzony, o zmniejszonych płucach. Prawdziwy Polak katolik, owoc dobrej zmiany.

Czy tak być musi? Puszczając wodze fantazji – niekoniecznie. Tyle że aby się cieszyć czystym powietrzem, trzeba mieć tanią energię elektryczną np. z elektrowni jądrowych. Trzeba mieć tani i sprawny transport publiczny. W miastach dostęp do parków. Równość i społeczną sprawiedliwość
Odrobinę wolności i rozsądku. I przede wszystkim szacunek i życzliwość dla ludzi. I klasę polityczną… o pewnej klasie.

https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-czlowiek-na-ziemi/aktualnosci/news-miejscowosci-z-najbardziej-rakotworczym-powietrzem-w-polsce-,nId,4886602

Dane na temat Krakowa dostępne na stronach UMK; agregacja danych dokonana przez autora.

Tu się nie da oddychać

Polski Alarm Smogowy przedstawił listę miejscowości w Polsce, w których każdy oddech jest potencjalnie śmiertelnie niebezpieczny dla człowieka.

Czy polski rząd rozwiąże w końcu ten problem? Na razie rozwiązania powstają głównie w sferze deklaracji. Jak wykazała kontrola NIK, ustawa o walce ze smogiem praktycznie nie spełnia swoich zadań.

Pandemia i związane z nią problemy odsunęły na dalszy plan inne zagrożenia dla zdrowia Polaków. Ale to nie znaczy, że przestały istnieć. Dramatyczną w swojej wymowie listę miejscowości, w których normy rakotwórczych substancji unoszących się w powietrzu otwiera Nowy Targ, zaś Pszczyna przoduje na liście miejscowości z największą liczbą dni w roku, w których dopuszczalny poziom pyłów M10 jest przekraczany.

Toksyczne powietrze

To wstrząsające dane: w Nowym Targu normy przekroczone były o 1800 proc. To tyle samo ile w roku poprzednim, co wskazuje na bierność władz lub całkowitą niemożność rozwiązania problemu. W Pszczynie jej mieszkańcy byli narażeni na oddziaływanie szkodliwych substancji przez 106 dni w roku.

Mapa, udostępniona na stronie Polskiego Alarmu Smogowego pokazuje, że największe problemy mają miejscowości na południu Polski. Na wybrzeżu sytuacja wygląda nieporównywalnie lepiej. Wyraźną czerwoną plamą jest aglomeracja śląsko-zagłębiowska, ale nie tylko: w spisie przeważają niewielkie miejscowości i wsie. Zatem problem szkodliwego powietrza w wielkich natężeniach nie dotyka przede wszystkim wielkich miast.

Może być gorzej

Zła wiadomość jest taka, że spis obejmuje tylko te miejsca, w których są stacje pomiarowe Państwowego Monitoringu Środowiska. Oznacza to, że zanieczyszczonym powietrzem oddychać może o wiele więcej osób, niż podają pomiary. Dobitnym przykładem na to jest fakt, że w podkrakowskim Zabierzowie, w którym w 2019 roku postawiono stację pomiarową, normy okazały się przekroczone pięciokrotnie. Zatem wyniki PAS, poza tym, że opierają się na danych za 2019 rok, to i tak nie przedstawiają pełnego obrazu sytuacji.

Dowodem na to, że problem zanieczyszczonego powietrza można jednak rozwiązać jest Kraków, który wypadł z listy smogowych rekordzistów po wdrożeniu przez miejskie władze programu walki z zanieczyszczeniami.
Rządowy program likwidacji pieców nie spełniających norm, posuwa się, ale zbyt wolno, poza tym, jak pisze portal interia.pl, program nie jest zakończony – brak jest wsparcia dla najuboższych gospodarstw, szwankuje kampania informacyjna i współpraca z samorządami.

Gospodarka 48 godzin

Złoże bez decyzji
Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uchyliła w całości decyzję środowiskową, określającą uwarunkowania potencjalnego wydobycia węgla kamiennego ze złoża Imielin Północ na Śląsku. Wcześniej, w 2018 r., taką decyzję wydała Regionalna Dyrekcja Ochrony Srodowiska w Katowicach. Oznacza to, że ewentualna budowa kopalni węgla kamiennego mającej eksploatować te złoże zostanie odłożona w czasie, bądź w ogóle zarzucona. Konieczne będzie teraz wydanie nowej decyzji środowiskowej przez katowicką RDOŚ. Jak oszacowano, w złożu Imielin Północ znajduje się ok. 70 mln ton węgla kamiennego wysokiej jakości. Polska Grupa Górnicza wstępnie planowała tam po 2025 r. rozpoczęcie wydobycia, ale ostatnio te plany stały się mało realne z powodu kłopotów finansowych polskiego górnictwa węgla kamiennego.

Sezon smogowy
Zbliża się szczyt polskiego sezonu smogowego. Szacuje się, że w Polsce smog powoduje przedwczesną śmierć około 20 tys. osób rocznie. Natomiast wszystkie koszty związane ze smogiem mają, zdaniem ekologów, wynosić około 100 mld zł rocznie – aczkolwiek nie jest znana metodologia sporządzania takich wyliczeń.

Co dają pieniądze
Podejście Polaków do kwestii finansów jest zróżnicowane. Podczas gdy część z nas czuje się bezpiecznie jedynie posiadając oszczędności na czarną godzinę, inni wolą wydawać i korzystać z życia. Tak więc, choć prawie połowa Polaków uważa, że pieniądze dają nam szczęście, to jednak sens ich wydawania jest rozumiany rozmaicie – tak wynika z raportu przygotowanego w lipcu 2020 r. dla ING przez Difference. Różnice są widoczne przede wszystkim w czerpaniu przyjemności z robienia zakupów. Prawie połowa z Polaków (45 proc.) uważa, że pieniądze dają szczęście. Podchodzimy do nich nie tylko w sposób ilościowy ale i jakościowy. Utożsamiamy nasze finanse z podróżami, wolnym czasem spędzanym z rodziną, komfortem życia i bezpieczeństwem. Co trzeci Polak przyznaje się, że uwielbia robić zakupy, czyli z tych pieniędzy w taki sposób korzysta i sprawia mu to przyjemność. Wspomniane podejście jakościowe potwierdzone jest też faktem, że niemal dwóch na trzech badanych mogłoby zamienić pieniądze na czas spędzony z rodziną. Oczywiście mając stabilność finansową. Tę natomiast można osiągnąć dzięki zgromadzeniu odpowiedniej ilości pieniędzy.
W kwestii sensu gromadzenia pieniędzy jesteśmy dosyć zgodni – prawie 80 proc. pytanych osób odpowiedziało, że oszczędności są dla nich ważne. Różnimy się natomiast niekiedy co do sposobów ich gromadzenia, a zwłaszcza wydawania. Jak pokazało badanie, zdania są podzielone niemal po równo. Część z nas uważa, że pieniądze powinny być zabezpieczeniem (22 proc. badanych), pozostali, że jedynie środkiem do korzystania (21 proc.). Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego, więc ta różnica poglądów zwykle nie wpływa na sposób zarządzania jednym budżetem rodzinnym. Różne podejścia do kasy nie muszą bowiem być przeszkodą, która nas podzieli. W badaniu ING wyszło, że w prawie 80 proc. przypadków, szczęśliwe pary są bardziej skłonne do rozmowy o pieniądzach. Szczęśliwe to zaś częściej takie, którym tych pieniędzy nie brakuje. Mogą wtedy coś wspólnie planować, zastanowić się, co jest pilne, a co nie, mówić otwarcie o własnych potrzebach. Gdy nie brakuje kasy, łatwo można przekonać jedną stronę na przykład do racjonalnego zakupu auta, a drugą do wycieczki nad morze (przez dłuższy czas, tylko nad krajowe).

W walce ze smogiem

Nie tylko koronawirus stanowi śmiertelne zagrożenie dla polskich obywateli. Grupa posłów i posłanek Lewicy przypomniała ministrowi zdrowia o innym, w poprzednich latach głośnym, ale zaniedbywanym.

– Opublikowane w mediach badania prof. Tima Nawrota z Uniwersytetu Hasselt wykazały dziewięciokrotne podwyższenie stężenia tzw. czarnego węgla w moczu u dzieci w Rybniku w porównaniu do dzieci w Strasburgu.- czytamy w interpelacji, pod którą podpisali się Maciej Kopiec, Joanna Senyszyn, Wanda Nowicka, Małgorzata Prokop-Paczkowska, Katarzyna Ueberhan, Monika Falej i Katarzyna Kretkowska. – Dzieci w Rybniku również znacznie częściej chorują na nowotwory mózgu, niż inne dzieci w Polsce. Częściej cierpią na zaburzenia koncentracji i ADHD – alarmują.
Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Naukowcy nie mają wątpliwości – najmłodsi mieszkańcy Śląska cierpią z powodu znacznego, przez wiele lat zaniedbywanego zanieczyszczenia powietrza w rejonie Rybnika i całego województwa śląskiego. Fatalna jakość powietrza już odbija się na zdrowiu najmłodszych, nie oszczędza również dorosłych.

Chociaż przywołany w interpelacji przykład dotyczy Rybnika i aglomeracji tradycyjnie związanej z przemysłem ciężkim, to jego znaczenie, wskazują parlamentarzyści, nie jest tylko lokalne.

– Problem dotyczy całej Polski.
W Unii Europejskiej wśród 50 miast z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem, 30 jest w Polsce
– zauważają posłowie Lewicy.

Wielu negatywnych skutków smogu i metali ciężkich w powietrzu nie da się już odwrócić, ale całkowite ignorowanie problemu byłoby jeszcze gorszą postawą. Dlatego w interpelacji posłowie pytają Ministerstwo Zdrowia, jakie konkretne działania podjęło i planuje w celu ochrony dzieci przed skutkami zanieczyszczeń powietrza? Jakie konkretnie czynności zostaną podjęte, lub zostały przynajmniej zaplanowane, w odniesieniu do poprawy stanu zdrowia dzieci w woj. śląskim?

Posłowie Lewicy chcieliby również otrzymać informację, czy ministerstwo przygotowało lub przygotowuje długofalowy program przeciwdziałania zdrowotnym skutkom zanieczyszczenia powietrza i wsparcia dla ofiar? Pytanie to wydaje się szczególnie uzasadnione teraz, gdy okazało się, że Polska nie była przygotowana na epidemię koronawirusa, tym bardziej o światowej skali. Posłowie Lewicy proszą o doprecyzowanie: jeśli nikt nie pokusił się o plan przeciwdziałania skutkom smogu, to, dlaczego? A jeśli jednak taki plan powstał, to w jakich granicach szacowane są jego koszty?

Skazany, bo biedny

Skazali w Krakowie człowieka za palenie węglem w piecu. Będzie musiał wykonać 20 godzin prac społecznych. Pierwsza myśl – znakomicie, w końcu ktoś wziął się na poważnie za walkę z syfem zalegającym w powietrzu.

W stolicy Małopolski od 1 września obowiązuje tzw. uchwała antysmogowa, zakazująca palenia węglem, drewnem i innymi paliwami stałymi w kotłach, piecach i kominkach. Za jej złamanie grozi kara ograniczenia wolności albo nawet 5 tys zł grzywny. Przepisy zostały ustanowione pod presją środowisk aktywistycznych, zajmujących się walką z zanieczyszczeniem powietrza. Kraków był do tej pory jednym z najbardziej zatrutych miast na świecie. Mieszkańcy oddychali toksycznym koktajlem średnio przez ponad 150 dni w roku.
A więc wszystko idzie w dobrym kierunku? Nie, kochani, to nie jest takie proste. Karać jest najłatwiej. Za pomocą strachu można oczywiście wymusić dostosowanie do ekologicznych konieczności. Szkopuł w tym, że w pierwszej kolejności odczują to osoby o najniższych dochodach.
Polacy nie palą węglem dlatego, że są wrednymi skurwysynami, lubią jak się wesoło w piecu hajcuje, cieszy ich smród czy bawią czarne obłoczki wydobywające się z kominów. Kupują ten węgiel i ładują do kopciuchów, bo tak im wychodzi najtaniej. Na krótką metę, e życie biednego jest nieprzewidywalne, przez co można zapomnieć o strategiach mikroekonomicznych, którymi bawią się klasośredniacy.
Zjawisko to nazywa się ubóstwem energetycznym. Dotyka ono ok 20 proc. polskich gospodarstw, dla których wydatki na ogrzewanie stanowią 10 do 20 procent budżetu, co – według europejskich norm – oznacza nadmierne obciążenie. Aż 23 procent skarży się także na tzw. dyskomfort cieplny – szmalu na ogrzewanie przeznaczają coraz więcej, oszczędzają wciąż na opale, a mimo to nadal marzną, mieszkają w niedogrzanych lokalach, a to oznacza szereg problemów. W zimnie kwitną grzyby i drobnoustroje; zapalenia dróg oddechowych stają się sezonową normą, z czasem przeradzają się w poważniejsze schorzenia. Dochodzi też do zaburzeń hormonalnych, układu krążenia oraz, co oczywiste – pogorszenia stanu psychicznego – depresji, apatii, zaburzeń nerwowych.
W Krakowie i w innych ośrodkach władze dopłacają nawet do 100 proc. kosztów wymiany instalacji cieplnej – z węglowej na gazową. Ale do rachunków już nie dorzucają. Tymczasem węgiel jest wciąż najtańszym paliwem do domowego ogrzewania. Pod warunkiem, że mamy dobry piec. Koszt 1 kWh energii z czarnego kruszcu wrzucanego do prawidłowo użytkowanego kotła podajnikowego to 0,14 zł, w przypadku gazu jest to 0,29 zł.
Nie wystarczy karać, trzeba też wyciągnąć rękę, szczególnie do tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. A tego polskie miasta, ani rząd centralny nie robią.
Nieodłącznym elementem polityki antysmogowej musi być zabezpieczenie potrzeb energetycznych obywateli. Rozwój miejskich sieci ciepłowniczych to podstawa. Dopłaty do ogrzewania gazowego, których beneficjentami będą gospodarstwa o najniższych dochodach powinny być drugim filarem. Jeśli polityka antysmogowa ma polegać wyłącznie na wymianie pieców, wysyłaniu patrolowych dronów i reagowaniu na sąsiedzkie donosy, nie będzie to polityka sprawiedliwa.

PiS nie chce zwalczać smogu

Rząd nic nie robi, by w Polsce było czystsze powietrze. Woli zwalać swoje obowiązki na samorządy lokalne.

Rząd PiS wymyślił sposób jak ukryć swoją indolencję i bezczynność w zwalczaniu zanieczyszczeń powietrza. Postanowił przerzucić ten obowiązek na samorządy.
Dlatego właśnie Rada Ministrów przyjęła nowelizację prawa ochrony środowiska oraz ustawy o zarządzaniu kryzysowym.
Projekt przewiduje przyspieszenie – rękami samorządów – eliminacji zagrożeń związanych z występowaniem nadmiernych stężeń niektórych zanieczyszczeń powietrza. Dotyczy to zwłaszcza przekroczeń dopuszczalnych poziomów pyłów PM10 i PM2,5, a także dwutlenku azotu oraz benzoapirenu.

Częściej umierają? No to trudno

Polska ma bardzo duże kłopoty z dotrzymaniem wymogów jakości powietrza, ze względu na zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi. Na 46 stref w Polsce, dopuszczalny poziom skażeń jest przekraczany w 44. Za przekroczenia te odpowiada zwłaszcza sektor bytowo-komunalny oraz transport.
Skala zaniedbań PiS-owskiej władzy jest tak duża, że według Światowej Organizacji Zdrowia zanieczyszczone powietrze w Polsce jest przyczyną przedwczesnej śmierci ok. 45 tys. osób rocznie. Z kolei tzw. niska emisja – wytwarzana w dużym stopniu przez małe zakłady i gospodarstwa wykorzystujące do ogrzewania kotły na paliwo stałe – odpowiada w Polsce za ok. 19 tys. przedwczesnych zgonów.
Rząd kompletnie nie przejmuje się rosnącą liczbą zgonów. Nic nie umie na to poradzić – a i absolutnie nie ma ochoty, bo musiałby ograniczyć spalanie węgla, co naruszyłoby interesy lobby górniczego.
Rada Ministrów uznała więc, że podstawą do działań naprawczych w sferze ochrony powietrza ma być aktywność samorządów – a konkretnie, uchwała sejmiku województwa w sprawie programu ochrony powietrza.
Mamy niby rządowy program „Czyste Powietrze” ale jest on już taką lipą, że sam rząd nie zwraca na niego uwagi, O czyste powietrze mają zatem walczyć samorządy. Rząd jest od ważniejszych spraw.

Będziemy więcej kontrolować

Dzisiejsze przepisy mówią, że sejmik województwa, w terminie 18 miesięcy od dnia otrzymania wyników oceny poziomów szkodliwych substancji w powietrzu (taką ocenę przeprowadzają wojewódzcy inspektorzy ochrony środowiska i klasyfikacji stref) – określa program ochrony powietrza w swojej uchwale.
Zgodnie z decyzją rządu, teraz samorządy będą miały mniej czasu na przygotowanie programów ochrony powietrza. Termin zostanie skrócony o 3 miesiące, więc będą musiały się zmieścić w 15 miesiącach. Ostateczny termin przyjęcia tych programów przez sejmiki wojewódzkie rząd wyznaczył na 15 czerwca 2020 r.
Rząd PiS postanowił też zająć się tym, co lubi najbardziej – czyli kontrolowaniem innych.
Aby wzmocnić kontrolę realizacji programów ochrony powierza, Rada Ministrów narzuciła samorządom obowiązek corocznego monitorowania przez zarząd województwa postępu działań naprawczych nawet na szczeblu gminnym. Kontrolowane będzie wykonanie planów ochrony powietrza oraz wynikających z nich planów działań krótkoterminowych.
„Nałożono dodatkowe zadania na administrację samorządową” – szczerze stwierdza Rada Ministrów, wskazując, iż działania kontrolne umożliwią monitorowanie skuteczności realizowanych zadań.
Tyle, że od samego monitorowania i kontrolowania nic się nie poprawi – tak jak od mieszania herbata nie zrobi się słodsza.
Wśród tych dodatkowych obowiązków, które rząd PiS, zamiast sobie, narzuca samorządom, znalazł się wymóg przygotowania dodatkowej dokumentacji i sprawozdawczości oraz monitorowanie stopnia realizacji działań, na poziomie od gminy do województwa.
Do nowych zadań urzędu marszałkowskiego należeć będzie teraz stała weryfikacja stanu zaawansowania poszczególnych działań i przygotowywanie szczegółowych informacji oraz sprawozdań dla ministra środowiska.
Nasilenie kontroli i sprawozdawczości – taka jest recepta PiS na zapewnienie czystszego powietrza w Polsce.
Rząd narzuci też samorządom nowy kształt planów ochrony powietrza – ale to, jakie zmiany będą one musiały wprowadzić do tych planów, zostanie określone szczegółowo w rozporządzeniu ministra środowiska. Rozporządzenie załatwi to po cichu, bez publicznego roztrząsania, nieuniknionego, gdy przepisy „stają na rządzie”.
Jednym z nowych obowiązków samorządów będzie też, jak podkreśla Rada Ministrów, „nawiązanie ciągłej, stałej współpracy z innymi podmiotami oraz prowadzenie bieżącej i systematycznej analizy skuteczności działań naprawczych wprowadzanych na poziomie regionalnym”.

To nie my, to rzecz samorządów

Jak wskazuje Rada Ministrów, samorządy zostaną wyraźnie zobowiązane do tego, by ich działania przewidziane w programie umożliwiały ograniczenie przekroczeń wartości dopuszczalnych, w możliwie najkrótszym terminie.
A może rząd PiS nałożyłby na siebie taki obowiązek, zamiast zwalać własne zadania na innych? Na to jednak nie można liczyć. „Dobra zmiana” do perfekcji opanowała sposoby migania się od roboty. A jeśli w dodatku przy okazji może wziąć pod but samorządy lokalne (bo idea samorządności jest wraża dla PiS), to jeszcze lepiej.
Dobrym przykładem na to, że rząd PiS tylko pozoruje walkę ze smogiem, jest rozporządzenie ministra rozwoju i finansów z 1 sierpnia 2017 r. w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe. Rozporządzenie wprowadziło restrykcyjne wymagania dla takich pieców. Od 1 października 2017 r. obowiązuje zaś zakaz stosowania tzw. rusztu awaryjnego, zaostrzono normy dotyczące tlenku węgla, związków gazowych oraz pyłów.
Wszystko to guzik pomogło, bo kotły-”kopciuchy’ są sprzedawane i użytkowane bez przeszkód, tyle, że pod inną nazwą. Rząd skąpi pieniędzy na sfinansowanie ich wymiany, szkodliwym miałem węglowym można handlować bez przeszkód, a poziom skażeń badany jest sporadycznie.
Dziś więc rząd stwierdza: „Mimo przeprowadzonej nowelizacji rozporządzenia z 1 sierpnia 2017 r., niezbędne okazało się wprowadzanie zmian na poziomie ustawowym”. I tradycyjnie, sposobem na zwalczenie smogu ma być poprawa „efektywności systemu kontroli przestrzegania przepisów dotyczących wymagań dla kotłów na paliwo stałe”.
Tym razem dodatkowe zadania nałożono na organy Inspekcji Handlowej. Będą one mogły nakładać na przedsiębiorców kary pieniężne do 5 proc. przychodu uzyskanego przez nich ze sprzedaży przestarzałych kotłów.
Rząd utrzymuje, że wyeliminuje to sprzedawców i producentów fałszujących świadectwa jakości pieców lub sprzedających kotły „bezklasowe” pod innymi nazwami. Nic takiego naturalnie się nie stanie, o czym rząd doskonale wie – ale wie też, że łatwiej wydawać wyssane z palca przepisy i w ten sposób pokazywać, że coś się robi, zamiast na serio wziąć się do poważnej walki ze smogiem.

Z dymem pożarów, czyli recycling po polsku

Palą się składowiska odpadów w naszym kraju. Od początku roku spłonęło już ponad 70, niektóre stawały w ogniu kilkakrotnie.

 

Siemianowice Śląskie, Zgierz, Olsztyn, Trzebinia, Wszedzień koło Mogilna to tylko niektóre z spalonych wysypisk. Tylko w kwietniu i maju spłonęło ich ponad 20.
Nie da się tego wytłumaczyć wyłącznie upałem, problem jest systemowy. Nie da się go zlikwidować monitoringiem, jak proponuje wiceminister Środowiska Sławomir Mazurek. Nie wystarczy gasić i nadzorować, trzeba przyjrzeć się przyczynom i je wyeliminować.

 

Zasypani śmieciami

Wszystko zaczęło się od stworzenia w 2010 roku możliwości wydawania zezwoleń na zbieranie i przetwarzanie odpadów w nieistniejących instalacjach oraz wyeliminowaniu możliwości udziału organizacji społecznych w wydawaniu takich zezwoleń (wyłączenie stosowania art. 31 kodeksu postępowania administracyjnego).
Te przepisy pozwalają przyjmować odpady właściwie bez ograniczeń i bez kontroli, przy zgodzie władz centralnych i samorządowych, które nie widzą problemu w robieniu z Polski wysypiska Europy.
Od 2010 roku w wielu polskich miejscowościach pojawiły się składowiska. Pieniądze na nich zarabiali lokalni lub zagraniczni biznesmeni. Skutki niebezpiecznego sąsiedztwa, to znaczy odór czy kłopoty zdrowotne wywołane uwalniającymi się gazami wysypiskowymi, pyłami, bakteriami czy toksynami, a także zagrożenie pożarem czy zanieczyszczeniem wód gruntowych ponosili mieszkańcy i mieszkanki okolicy – wskazuje Partia Zielonych.
Sytuacja Polski jako wysypiska Europy nasiliła się w tym roku, gdy w Chinach zaczęło obowiązywać prawo zakazujące importu odpadów. W efekcie odpady tj. plastik, chemikalia, złomy zaczęły trafiać w jeszcze większych ilościach do Polski.

 

Utylizacja w atmosferze

Recykling odpadów kosztuje, łatwiej więc je spalić i powiedzieć, że był to przypadek. Zyskują importerzy odpadów, tracimy my wszyscy.
Z naszych podatków, a nie na koszt właściciela składowiska, pracują strażacy gaszący pożary. To my jako mieszkańcy i mieszkanki miejscowości położonych obok składowisk jesteśmy narażeni na emisje szkodliwych substancji i oddychanie zanieczyszczony powietrzem, które wisi w naszych miastach i wdziera się do mieszkań. Smog jest problemem dotyczącym naszego zdrowia.
Ponad 50 tysięcy osób w Polsce umiera z powodu zanieczyszczonego powietrza, setki tysięcy jest leczonych na choroby układu krążenia i oddechowego. Każdy pożar składowiska to dodatkowe zagrożenie dla naszego zdrowia.
Pożary wybuchają na składowiskach odpadów, ale też w firmach recyklingowych i spalarniach. Konieczne jest systemowe podejście do problemu odpadów i położenie nacisku na realną segregację i zarządzanie odpadami.

 

Łatwo powiedzieć: stwórzcie system

Partia Zielonych podpowiada Ministrowi Środowiska, co zrobić, by ograniczyć ilość składowisk w Polsce, a tym samym zminimalizować zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi w ich pobliżu mieszkających.
Partia sformułowała 10 punktów walki ze składowiskami. Oto one:
1) Wprowadzenie zakazu importu śmieci do Polski, wzorem Chin i większości państw europejskich.
2) Stopniowe wygaszanie funkcjonowania obecnych składowisk, na których znajdują się śmieci importowane z innych krajów Unii Europejskiej. Władze samorządowe w kolejnych pozwoleniach powinny zmniejszać dopuszczalną rzędną składowania, aż do całkowitej likwidacji składowisk.
3) Włączenie organizacji społecznych oraz mieszkańców w proces konsultacji, czy na danym terenie może powstać składowisko. To nie może być tylko decyzja ustalana pomiędzy inwestorem a starostą czy marszałkiem województwa, to musi być decyzja mieszkańców.
4) Zwiększenie kontroli Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska na obecnych wysypiskach.
5) Wprowadzenie ustawą wysokich kar finansowych dla właścicieli składowisk za pożary i niepoddawanie śmieci recyklingowi lub odpowiedniej dla danego materiału utylizacji. Obecnie kary są niskie, a sprawy często umarzane w sądach. Inwestorzy nie ponoszą żadnych konsekwencji, zarabiając tylko pieniądze, a skutki sąsiedztwa składowisk i ich pożarów odczuwają mieszkańcy okolicy.
6) Wprowadzenie zapisów dotyczących opakowań sprzedawanych w Polsce produktów. Opakowania powinny być wykonane z surowców nadających się do recyklingu, składać się z jak najmniejszej ilości materiałów. Trzeba zrezygnować z barokowej formy wielomateriałowych opakowań, które stają się kłopotliwym odpadem.
7) Wprowadzenie 0-procentowej stawki VAT na naprawę zepsutych rzeczy. By dbać o zrównoważony rozwój i ochronę środowiska, trzeba przywiązywać większą wagę do konsumenckich wyborów. Jeśli koszty naprawy butów, roweru, ubrań czy sprzętu AGD będą dużo niższe niż kupno nowego produktu, skorzystają na tym nie tylko konsumenci, lecz także środowisko.
8) Stworzenie systemu skupu opakowań zwrotnych w automatach (butelki szklane, plastikowe). Dzięki temu lokalne sklepy nie będą przeciążone magazynowaniem zwrotnych butelek, ludzie chętnie będą segregować, jeśli otrzymają w automacie kaucję za opakowanie, a ilość plastiku do utylizacji ulegnie zmniejszeniu.
9) Dopracowanie zapisów dotyczących selektywnej zbiórki odpadów i ich egzekwowanie. Obecnie segregacja odpadów ma wiele niedociągnięć. Koniecznością jest podzielenie odpadów na biodegradowalne, tj. pozostałości żywności, odpady z drewna, oraz możliwe do recyklingu.
10) Przeprowadzenie kampanii społecznych zachęcających do kupowania produktów w prostych opakowaniach, korzystania z opakowań wielorazowego użytku, np. szklanych butelek na wodę, materiałowych toreb, słoików na sypkie produkty, własnych toreb na pieczywo i wyroby cukiernicze. Kampanie społeczne powinny edukować o konieczności rzetelnego segregowania odpadów i pokazywać, co dzieje się z produkowanymi przez nas śmieciami.
Czas pożegnać się z dotychczas stosowaną przez polskie rządy filozofią końca rury, czyli gaszenia pożarów – w tym przypadku dosłownego. Czas wprowadzić systemowe rozwiązania, dzięki którym ilość produkowanych śmieci, a co za tym idzie – także składowisk – ulegnie zmniejszeniu, a mieszkańcy okolicznych wysypisk oraz zanieczyszczane odpadami i pożarami środowisko naturalne odetchną z ulgą.