Nie zaczynajmy od czarnych tras

Przygotowanie fizyczne, dieta, rozgrzewka, kask na głowie, no i ubezpieczenie – o tym trzeba pamiętać, zanim wyruszymy na stok czy lód.

Zima trzyma, ferie to czas białego szaleństwa, warunki na stokach są najlepsze od lat.
Jazda na nartach, snowboardzie czy łyżwach wymaga jednak tego, by się odpowiednio przygotować Brak zaprawy fizycznej może bowiem, co oczywiste, grozić licznymi urazami.
Wysiłek fizyczny zimą bywa nader obciążający dla organizmu – i dla osób generalnie mało aktywnych, może okazać się zbyt wymagającą formą wypoczynku.
Przed wyruszeniem na stok czy lód należy zatem trochę poćwiczyć, by ferie nie skończyły się smutno i zbyt szybko.

Zanim się wywrócimy

Do najczęstszych i niewątpliwie najbardziej niebezpiecznych urazów, na które narażone są osoby uprawiające sporty zimowe, zalicza się obrażenia głowy. Ich skutki bywają bardzo poważne, czasem nawet śmiertelne (np. aktorka Natasha Richardson).
Dlatego wszyscy uprawiający sporty zimowe, bez wyjątku, powinni bezwzględnie jeździć w kaskach. On nie zawsze nas uratuje, czego przykładem jest kierowca wyścigowy Michael Schumacher, który podczas swego wypadku narciarskiego miał kask. Na pewno osłabi jednak siłę uderzenia.
Natasha Richardson nie miała kasku i zginęła na łagodnym stoku, od samego uderzenia głową o śnieg. Schumacher, podczas szybkiej jazdy, uderzył głową w skałę i choć doznał poważnego porażenia mózgowego, jest sparaliżowany i praktycznie nie ma z nim kontaktu, to jednak ocalił życie – i cały czas istnieje nadzieja, że choć częściowo z tego wyjdzie.
Urazy głowy, choć najpoważniejsze, nie są na szczęście obrażeniami, na które jesteśmy najczęściej narażeni.
Generalnie, zimowe urazy możemy podzielić na dwie grupy: obrażenia tkanek miękkich oraz obrażenia kostne i stawów.
Najczęściej dochodzi do różnego rodzaju stłuczeń, naciągnięcia lub naderwania mięśnia, zerwania jego włókien albo przyczepów. Obrażenia te – zwłaszcza w przypadku naderwania mięśnia – są bolesne i na jakiś czas mogą wykluczyć z aktywności fizycznej.
Dość często dochodzi też do skręcenia i zwichnięcia stawów, zerwania więzadeł czy pęknięcia i złamania kości.
– Najbardziej narażone na urazy są stawy kolanowe. Narciarze o wiele częściej doznają tego typu obrażeń niż np. osoby jeżdżące na snowboardzie. Wynika to przede wszystkim z techniki jazdy. Snowboardziści mają obie nogi ustabilizowane na desce i dzięki temu są mniej narażeni na kontuzje kolan. Nie znaczy to jednak, że ten sport jest mało urazowy. Tu z kolei częściej dochodzi do złamań, skręceń nadgarstka lub urazów stawów skokowych – mówi lekarz Bogusław Rataj, chirurg, ortopeda-traumatolog.

Nie tylko nogi lecz i brzuch

Aby uniknąć urazów – warto zmienić nawyki przed wyjazdem. Wprawdzie sezon już trwa, ale zapowiada się na to, że jeszcze w kwietniu będzie można korzystać z uroków śniegu, więc jest trochę czasu, aby się przygotować.
Powinien zrobić to każdy, bez względu na to, jaki sport zimowy zamierza uprawiać. Osoby, które na co dzień prowadzą siedzący, mało aktywny tryb życia, powinny jednak zwiększyć poziom aktywności fizycznej już w okresie późno-jesiennym.
Przyjmuje się, że właściwe przygotowanie do sportów zimowych powinno trwać około dwóch miesięcy, przeprowadzając treningi najlepiej trzy razy w tygodniu.
To istotne, by odpowiednio wcześnie zahartować organizm i przygotować go do intensywnego wysiłku. Najczęstszą przyczyną urazów jest bowiem brak kondycji i osłabiona koordynacja ruchowa.
Konieczny jest więc odpowiednio zaplanowany cykl treningowy.
Ważne, by wybierać te ćwiczenia, które wzmacniają nie tylko siłę i wytrzymałość mięśni nóg – ale także brzucha, pleców i ramion, ponieważ te partie ciała biorą największy udział w trakcie uprawiania sportów zimowych.
Pamiętajmy również o ćwiczeniach poprawiających równowagę, koordynację i stabilizację oraz o treningach wytrzymałościowych.
– Prawidłowo zaplanowany trening powinien obejmować krótką, 15-minutową rozgrzewkę, około 30 minut ćwiczeń cardio, czyli bardziej intensywnych, które podnoszą tętno i poprawiają wydolność organizmu, a następnie ćwiczenia wzmacniające, równoważne i rozciągające – zwłaszcza rozciąganie to niezwykle istotny element, o którym często zapominamy – wskazuje lek. Bogusław Rataj.

Program nam pomoże

Istnieją też rozmaite programy medyczno-treningowe, które zapewniają kompleksowe wsparcie przygotowań osób, pragnących prowadzić bardziej aktywny tryb życia. Programy te mają rozmaite stopnie zaawansowania – od przeznaczonych dla początkujących i tych, którzy dopiero chcieliby zacząć uprawiać sport, do trudniejszych.
Dzięki takiemu programowi można wykonać niezbędne badania i pomiary oraz skorzystać z konsultacji specjalistów z zakresu medycyny sportowej, chirurgii urazowej, ortopedii, fizjoterapii, rehabilitacji czy treningu funkcjonalnego i dietetyki.
Specjaliści pomogą także dobrać najodpowiedniejszy do naszych możliwości rodzaj sportu.
Równie istotnym co trening elementem przygotowań do sezonu zimowego jest dieta. Posiłki warto wzbogacić w produkty, które wzmocnią kości i stawy, pomogą zbudować masę mięśniową oraz poprawią pracę układu odpornościowego. Prawidłowo skomponowana i zbilansowana dieta poprawi kondycję organizmu i przygotuje go do zwiększonego wysiłku. Tu także warto skorzystać z porad fachowca-dietetyka.
Przede wszystkim zaś, konieczne jest stosowanie się do zasad bezpieczeństwa na stoku. Grunt to nie stwarzać sytuacji mogących zagrozić zdrowiu lub życiu naszemu i innych. Nie można przesadzać z prędkością podczas zjazdów, a trasy należy dostosowywać do swoich możliwości.

 

Pamuk wierzy w powieść

Od lat Orhan Pamuk, sławny na cały świat pisarz turecki i noblista (2006) głosi odrodzenie powieści. Wierzy w jej siłę, a zwłaszcza apetyt czytelników. Sam zresztą nie ustaje w pisaniu, Nagroda Noble nie wytrąciła mu pióra z ręki.

 

Z jego czytanych w 60 językach powieści można dowiedzieć się, że niemal każdy Turek chce być poetą. Takie deklaracje padają na wielu stronach cenionej powieści „Śnieg”, której akcja toczy się w prowincjonalnym Karsie, będącym etniczną mieszanką wybuchową. Podobno wszyscy tutaj piszą wiersze, chociaż nikt ich nie publikuje. Toteż przybycie do tego pogranicznego, zapomnianego miasta poety Ka, którego wiersze drukowano w Stambule, wywołuje prawdziwą sensację.

Dziś jednak, jak wyznał pisarz w rozmowie z Maciejem w Nowickim,

 

każdy Turek marzy o pisaniu powieści.

Taką wiadomość można znaleźć także w przywołanej już na świadka powieści „Śnieg” – jeden z młodych bohaterów, uczeń szkoły koranicznej Necip marzy, aby stać się autorem powieści science-fiction.

Skąd ten zwrot w stronę powieści? Pamuk powiada, iż wynika to z wiary, że powieści mogą nas czegoś nauczyć. Myśl tę powtarzał podczas tegorocznych spotkań w Warszawie i Krakowie, kiedy przyjechał do Polski z okazji 65-lecia swojego polskiego wydawcy, Wydawnictwa Literackiego. Bez pretensji do wielkich odkryć mówił też o tym przed rokiem we wspomnianym wywiadzie: „Być może jest coś staroświeckiego w czytaniu powieści w erze blogów, internetu czy telewizji informacyjnej. To jednak nie zmienia faktu, że wielu ludzi wierzy, iż powieści uczą nas czegoś bardzo ważnego o życiu”.

To bardzo ważna konstatacja, dotycząca nie tylko czytania, ale – jak się zdaje – także pisania powieści. I w pisaniu powieści jest przecież coś staroświeckiego, zwłaszcza w takim pisaniu które uprawia Pamuk, który dba o sens i kształt opowieści. Korzystając obficie z wynalazków form narracyjnych, odkryć postmodernizmu i całej przebogatej tradycji prozy europejskiej – od Laurence’a Sterna po Dostojewskiego – pisarz pielęgnuje wewnętrzną logikę, nastrój, emocje, plastyczność i piękno obrazowania. Wszystko to daje w rezultacie prozę, którą czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem (ciągle mając na widoku pytanie: co dalej?), a zarazem, która wywołuje zadowolenie, cieszy czytelnika swoją wycyzelowaną formą.

Tak jest od lat i każda kolejna powieść Pamuka potwierdza tę regułę. Począwszy bodaj od „Domu ciszy” (1996), ulubionej powieści tureckiej (i nie tylko tureckiej) młodzieży. Młodych ludzi bowiem, ich tęsknoty, pragnienia, zagubienie, nadzieje i rozpacz uczynił autor tematem tej fascynującej prozy.

Gdyby nie

 

sztuka opowiadania,

umiejętność wniknięcia w psychikę bohaterów i ich mroczne obsesje, powieść „Dom ciszy” mogłaby uchodzić za zwiad socjologiczny, zbiorowy portret „duszy tureckiej” na tle konfliktów XX wieku – od czasów drugiej wojny światowej po początek lat 80. i narodziny terroryzmu. Pisarz maluje tu obraz pokolenia rozdartego między wojowniczym nacjonalizmem, eskapizmem, fascynacją Zachodem i komunizmem. Wszyscy młodzi bohaterowie – troje wnucząt sędziwej Fatmy (Faruk, Mitin i Nilgün), rezydującej w ponurym domu prowincjonalnego Cennethisar, a także ich powinowaty Hasan (syn Ismaila, pozamałżeńskiego dziecka nieżyjącego męża Fatmy, Selahattina) żywią poczucie głębokiej krzywdy czy to ze względów materialnych, czy politycznych, czy nawet historycznych. Historyk Faruk, nieodrodny syn i wnuk swoich przodków, ogarniętych nienawiścią do zacofanego Wschodu i oddających się obsesyjnej misji dogonienia Europy za wszelką cenę, wciąż zmaga się z wizją skarlałej Turcji. Tak jak jego dziad Selahattin całe życie strawił (daremnie) na pisaniu monumentalnej encyklopedii, która miała ostatecznie obalić Boga i postawić myślenie Wschodu na nogi, Faruk usiłuje stworzyć opowieść historyczną, złożoną z samych faktów, pozbawioną jakiejkolwiek porządkującej idei, zrywającej z wszelkimi uroszczeniami, aby ukazać świat, jaki naprawdę jest. Osiąga tyle, że opuszcza go żona i samotny nie potrafi wykrzesać z siebie dość energii. Podczas rozmowy z siostrą Nilgün powie: „w Turcji nikt nie może stać się dobrym w niczym”.

Pewnie dlatego ich brat Mitin rwie się do Ameryki. Zbiera pieniądze na wyjazd, kończy liceum, i daje korepetycje bogatym tępakom. A jednak lgnie do kolegów bogatych z domu, całymi dniami i nocami włóczy się z nimi, próbując rozkochać w sobie (bez większego powodzenia) piękną, ale pustą Ceylan. Jego myśli zaprząta wizja przyszłego bogactwa i osiągnięć naukowych, które wprawią świat w zdumienie.

O radykalnej zmianie marzy też Hasan, niezbyt utalentowany (powtarza klasę), początkujący nacjonalista – dobry materiał na terrorystę. Z zawiścią patrzy na świat bogaczy, powtarza hasła nacjonalistów walczących o utrzymanie tradycji przeciw europejskiej zarazie, razem z kolegami maluje farbą hasła na domach domniemanych komunistów, wymusza drobne haracze dla stowarzyszenia narodowców, a jednocześnie przeżywa męki rodzącej się miłości do Nilgün. Znają się z dzieciństwa, razem bawili się w ogrodzie z resztą rodzeństwa, mimo że należy do ubogiej warstwy, a jego kulejący ojciec Ismail trudni się sprzedażą losów na loterię. Jego ukochana nie zwraca na niego uwagi, unika go, nie chce rozmawiać, otacza więc kultem jej grzebień skradziony na plaży, ale przyłapany przez poniżających go kolegów zostanie postawiony przed wyborem między oddaniem sprawie a miłością. Wybierze sprawę. Gniewnie opuszcza senne miasteczko: „Zacznijcie się bać, zacznijcie się mnie bać”.

Losy młodych spaja

 

misterna konstrukcja narracyjna.

Nie ma tu bowiem jednego wszechwiedzącego narratora, ale wielokrotnie zmienia się punkt widzenia narracji pierwszoosobowej, którą snuje aż pięcioro bohaterów. Z ich opowieści powstaje całość obrazu, odsłaniającego skomplikowane relacje opowiadaczy i pozostałych bohaterów, którym autor nie udziela głosu jako narratorom, ale pośrednio, w licznych retrospekcjach prezentuje ich gwałtowne filipiki i erupcje emocji.

Jako pierwszy narrator objawia się Recep, sługa, karzeł z anielską cierpliwością obsługujący 90-letnią właścicielkę starego zimnego domu, tonącego w ciszy. Recep wygląda na człowieka pogodzonego ze swoich losem, niemal bez wymagań. Marzy jedynie o tym, aby z kimś porozmawiać na najbardziej banalne tematy, bez żadnych zobowiązań, żeby ktoś się do niego odezwał. Z czasem dowiemy się, że Recep jest bękartem zmarłego pana domu, synem służącej, z którą Selahattin związał się odtrącony przez zimną Fatmę. Opowieści Recepa przesycone są dziwnym spokojem, nawet wtedy, kiedy opowiada o irytującym zachowaniu jaśniepani. Przestrzega niepisanej zasady milczenia i trzyma język za zębami, stąd wnuki Fatmy nigdy nie dowiedzą się, że jest ich przyrodnim stryjem.

W przeciwieństwie do powściągliwej, niemal bezosobowej narracji Recepa, fragmenty powieści opowiadane przez Fatmę aż kipią od złej emocji. To nie tylko starość, zniedołężnienie, ale i wściekła nienawiść do życia, jakie wiodła u boku bezbożnego męża, z którym różniło ją wszystko. Ona – zapiekła obrończyni starych wartości, wielbicielka Wschodu, On – urodzony racjonalista, zapatrzony w ozdrowieńczy Zachód, pod koniec życia rozczarowany swoim nieukończonym dziełem. Fatma żyje przeszłością, wspomina z goryczą zaciekłą walkę o jej duszę, jaką toczył jej owładnięty manią mąż, w której najpotężniejszą bronią było jej wyniosłe milczenie. Teraz, żyjąca na łasce wnucząt i znienawidzonego karła, którego wciąż podejrzewa o matactwa i spiskowanie, z rosnącym wstrętem patrzy na zmieniający się świat.

Hasan, kolejny narrator, także nie wie, że jest spokrewniony z rodziną Darvinoĝlu, jego opowieści przenika tęsknota za wybiciem się, wyjściem z anonimowego tłumu, zadziwieniem świata i zdobyciem posłuchu, a zarazem nienawiść do wszystkich, którzy to osiągnęli. Dwójka pozostałych narratorów to bracia Darvinoĝlu, historyk Faruk i uczeń Matin. Tylko ich siostra Nilgün nie otrzyma samodzielnego głosu, wciąż zatopiona w książkach i lewicowych gazetach, ale to ona zapłaci najwyższą cenę za konflikty wybuchłe z lawinową siłą przy okazji, wydawałoby się, rutynowej wizyty wnuków u babci.

Powieść Pamuka ma jeszcze jeden istotny motyw – to

 

motyw ocalającej opowieści,

słowa pisanego jako sposobu na życie i ucieczki od życia. Dla Selahattina tą drogą ucieczki była wciąż rozrastająca się encyklopedia, dzieło monstrum, samopożerająca się hydra wiedzy. Dla Faruka ucieczką stają się studiowane z pasją archiwa miejskie, gdzie odnajduje zapisy starych sporów, procesów, decyzji, które w wielkim skrócie zamykały ludzkie życie. Wciąż o tym rozmyśla: „Nie ma sposobu, by zamienić historię, a zwłaszcza realne życie w słowa”.

Na koniec okaże się, że i Fatma, tak ostro sprzeciwiająca się inwazji zainfekowanych niebezpiecznymi nowinkami słów, ocalenie odnajduje w literaturze. We wspomnieniu wraca do lat dziecinnych, kiedy wypożyczyła od koleżanek „Robinsona Crusoe”. Nie rozumiała wszystkiego w tej powieści, ale czuła, że znajdzie w niej to, co potrzebne do życia: „gdy dobiegnie do końca ta podróż powozem w jedną stronę, nie można będzie znowu w nią wyruszyć, nie można będzie znowu zacząć życia. Ale jeśli ma się książkę, to choćby nie wiem jak zagmatwana i niezrozumiała, gdy jej lektura dobiegnie końca, można zacząć ją czytać od początku, by zrozumieć to, co przedtem było niejasne, i na nowo pojąć życie”. Oto prawdziwa, wzniosła misja literatury. Oto fundament wiary Orhana Pamuka w siłę powieści.

[Cytowane fragmenty „Domu ciszy” w tłumaczeniu Anny Akbike Sulimowicz, WL, Kraków 2009.]