Niech się święci 1 Maja!

W imieniu organizatorów – Społecznego Forum Wymiany Myśli w Warszawie
zapraszamy na demonstrację z okazji Święta Pracy.

„W imieniu organizacji tworzących Społeczne Forum Wymiany Myśli (Fundacja „Naprzód”, Fundacja „Stop Wykluczeniu i Degradacji Planety”, Kampania Historia Czerwona, portal strajk) informujemy, iż naszą demonstracją pragniemy połączyć odbywające się tradycyjne zgromadzenia organizowane przez środowiska lewicy oraz zaakcentować przywiązanie do tradycji ruchu robotniczego. Stąd wynika trasa i program naszych obchodów” – piszą Piotr Ciszewski oraz Czesław Kulesza.

„Demonstracja rozpocznie krótki wiec na Rondzie de Gaulle’a, potem przejdziemy ul. Nowy Świat, z której skręcimy w ul. Warecką aby złożyć kwiaty pod kamieniem upamiętniającym przedwojenną siedzibę władz naczelnych PPS i redakcję „Robotnika”. Pochód zakończymy pod kamieniem przypominającym o pierwszej na ziemiach polskich zbrojne demonstracji robotniczej 1904 roku”.
Jeszcze raz serdecznie zapraszamy czytelników Dziennika Trybuna!

Niech się święci 1 Maja!

W imieniu organizatorów – Społecznego Forum Wymiany Myśli w Warszawie zapraszamy na demonstrację z okazji Święta Pracy.

„W imieniu organizacji tworzących Społeczne Forum Wymiany Myśli (Fundacja „Naprzód”, Fundacja „Stop Wykluczeniu i Degradacji Planety”, Kampania Historia Czerwona, portal strajk) informujemy, iż naszą demonstracją pragniemy połączyć odbywające się tradycyjne zgromadzenia organizowane przez środowiska lewicy oraz zaakcentować przywiązanie do tradycji ruchu robotniczego. Stąd wynika trasa i program naszych obchodów” – piszą Piotr Ciszewski oraz Czesław Kulesza.
„Demonstracja rozpocznie krótki wiec na Rondzie de Gaulle’a, potem przejdziemy ul. Nowy Świat, z której skręcimy w ul. Warecką aby złożyć kwiaty pod kamieniem upamiętniającym przedwojenną siedzibę władz naczelnych PPS i redakcję „Robotnika”. Pochód zakończymy pod kamieniem przypominającym o pierwszej na ziemiach polskich zbrojnej demonstracji robotniczej 1904 roku”.
Jeszcze raz serdecznie zapraszamy czytelników Dziennika Trybuna!

Dramat w trzech aktach

Odsłona pierwsza

W wyborach do Rady Miejskiej Wrocławia, w ramach egzotycznego Sojuszu dla Wrocławia, mandaty radnych uzyskała trójka liderów wrocławskiego SLD. Zachwytom i triumfalizmom nie było końca. Po ogłoszeniu wyników wyborów pisałem o konieczności powołania w Radzie Miejskiej Klubu Radnych SLD. Uzasadniałem to tym, że aktywność SLD w Radzie tworzyć powinna grunt pod wybory dla SLD najważniejsze – pod październikowe wybory do Sejmu. Nie tylko pisałem, ale na spotkaniu Miejskiej Rady SLD postulowałem, aby podjęła ona w tej sprawie stosowną uchwałę, zobowiązującą radnych z SLD-owskim rodowodem do otwartych działań pod szyldem partii. Moje postulaty, kolokwialnie mówiąc, olano. Jeden z radnych bąknął coś, że może kiedyś, w przyszłości, ale teraz nie, bo teraz to oni „muszą dotrzymywać zobowiązań.” Inicjatywy uchwały nikt nie podjął.
Dzisiaj, dając upust mojemu sarkazmowi, powinienem kornie przyznać rację liderom SLD i przeprosić za mój poważny, niewybaczalny błąd. Rzeczywiście, powoływanie klubu radnych SLD byłoby nieporozumieniem. Jakby to bowiem wyglądało, gdybym dzisiaj czytał w gazecie, że oto Klub Radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej głosował za uchwałą otwierającą drogę do dalszej klerykalizacji oświaty w Polsce przez przekazanie kościołowi opieki nad młodzieżą specjalnej troski, sprawowanej dotychczas, od zarania jego powstania, przez miejski, Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 we Wrocławiu. Byłoby to przecież jaskrawie sprzeczne z powszechnie głoszonymi przez SLD hasłami programowymi. A tak: nie ma szyldu SLD, nie ma problemu. Za skandaliczną z punktu widzenia lewicowych wartości uchwałą Rady Miejskiej głosowali przecież, jak donosi prasa, nie członkowie SLD, ale członkowie koalicji Sojusz dla Wrocławia. To, że przeciwko takiej decyzji opowiadało się 150 ze 191 rodziców oraz 66 z 76 nauczycieli dla naszych radnych nie miało żadnego znaczenia.
A teraz poważnie. Rada Miejska Miasta Wrocławia działa już 4 miesiące. Przez ten okres czasu ani razu nie odnotowałem jakiejkolwiek wzmianki w prasie o aktywności radnych – członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jeżeli występują to zazwyczaj jako przedstawiciele 5-cio osobowego klubu Sojusz dla Wrocławia. Skandal z głosowaniem wrocławskich liderów SLD za uchwałą o wyzbyciu się przez miasto odpowiedzialności za kształcenie dzieci specjalnej troski jest tylko kropką nad „i”, potwierdzającą tezę, że ich lewicowość to deklaracja wyłącznie na użytek wewnętrzny Sojuszu. Usłyszę zapewne argumenty, że za taką uchwałą przemawiały względy ekonomiczne, że była ona w pełni racjonalna, itp. itd. Bez kitu. Miasto, które wydało ponad półtora miliarda złotych na pusty stadion, i które corocznie wydaje miliony na utrzymanie tego stadionu oraz klubu piłkarskiego rozpaczliwie walczącego ze spadkiem z ligi nie jest w stanie utrzymać małej, świeckiej szkoły dla dzieci, którym pomoc jest szczególnie potrzebna? Podważenie programowej wiarygodności SLD przez wrocławskich działaczy w przeddzień najważniejszych dla partii wyborów parlamentarnych jest ceną olbrzymią. Za co? Już tylko dla porządku odnotować należy, że przeciwko tej uchwale głosowali radni PiS.

Odsłona druga

Za dni kilka na Społecznym Forum Wymiany Myśli we Wrocławiu odbędzie się ciekawa – jak zwykle – dyskusja, tym razem na temat „Dlaczego młodzież nie głosuje na lewicę”. Tytuł jest oczywiście uproszczeniem. Młodzież na partie lewicowe przecież głosuje. Wprawdzie nie cała, a tak naprawdę znikoma jej część, ale zawsze. Uproszczeniem jest też termin „lewica”. Dokładny tytuł debaty powinien bowiem brzmieć: „Dlaczego tak mało młodzieży głosuje na partie deklarujące się jako lewicowe?” Tytuł debaty jest zapewne wyrazem frustracji lewicowych działaczy: chcieliby w swoich szeregach, a zwłaszcza w szeregach swoich wyborców widzieć zastępy całe młodych ludzi, a tu nic! Jak kot napłakał.
Na ogół bardzo trudno jest o w miarę jednoznaczne odpowiedzi na pytania z obszaru polityki, psychologii społecznej czy historii. W przypadku tej debaty jednakże odpowiedź na postawione przez organizatorów pytanie nie powinna nastręczać trudności. Kluczem do niej jest między innymi poezja, która odsłania całą jej oczywistość. Młodzieńcze zrywy, młodzieńcze uniesienia!
(…)
Tak, ruszyć z posad bryłę świata to przecież od zarania naturalny cel każdego młodego pokolenia! Przedwojennej i powojennej lewicy się to udało częściowo, ale zawsze. To dzięki niej europejskimi standardami są dzisiaj: opieka socjalna państwa od urodzenia do śmierci, opieka zdrowotna, prawo pracy, powszechna, bezpłatna oświata, awans społeczny robotników i chłopów i wiele innych. Jeszcze na początku XX wieku zdawały się te cele mrzonką, nieosiągalnym dobrodziejstwem – dzisiaj nie ma żadnej partii politycznej, która odważyła by się nie umieścić ich w swoich programach wyborczych. To jest właśnie wielką zdobyczą europejskiej lewicy i młodych ludzi niesionych między innymi siłą poezji. To, czego lewicy XX wieku się nie udało, to stworzenie własnego, trwałego systemu społeczno-gospodarczego. W efekcie europejska lewica stała się przybudówką, różową paprotką, partii liberalnych, a później neoliberalnych. Neoliberalizm trzeszczy dzisiaj w szwach, przeżywa najpoważniejszy ze wszystkich kryzysów. Afirmowane przy tym systemie partie, które okrzyknęły się, lub którym nadano miano partii lewicowych w zamian za akceptację reguł neoliberalnej gospodarki przeżywają więc także wielki kryzys społecznego poparcia. Cóż więc dzisiaj oznacza termin „lewica”? Z pewnością nie zamierza ona wszak ruszać z posad bryły świata – ruszając co najwyżej palcem w bucie.
Nie ma się więc co dziwić, że współczesna młodzież nie garnie się do współczesnych partii lewicowych – ich programy nie są po prostu dla młodzieży! I znowu kłania się poeta. Oczywistość odpowiedzi na pytanie „Dlaczego młodzież nie głosuje na lewicę” udzielił już dawno, dawno temu mistrz Gałczyński w swoim wierszu „Dlaczego ogórek nie śpiewa”. Tym, którzy być może zapomnieli przypomnę:

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba

prawdopodobnie nie może.

Odsłona trzecia

Wśród panelistów dywagujących na SFWM nad problemem młodzieżowym będą i liderzy wrocławskiego SLD – radni miejscy, którzy głosowali za dalszą klerykalizacją systemu oświaty w Polsce. Czy dostrzegą swój osobisty wkład w kształtowanie stosunku młodzieży do SLD? Zobaczymy.

Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Równość w praktyce

Społeczne Forum Wymiany Myśli zorganizowało w dniu 31 stycznia debatę na temat: „Równość w praktyce”. Panelistkami były dwie znane działaczki społeczno – polityczne, feministki oraz przedstawicielka środowiska akademickiego:
– dr hab. Joanna Hańderek, Uniwersytet Jagielloński, filozofka, antropolożka, kulturoznawczyni, feministka, działaczka ruchów ekologicznych.
– Sylwia Rapicka, socjolożka, feministka z Krakowa, reprezentowała krakowskie środowisko Społecznego Forum Wymiany Myśli.
– Irena Kamińska, działaczka społeczno-polityczna z Wrocławia, prezeska Dolnośląskiego Kongresu Kobiet, animatorka Czarnego Protestu we Wrocławiu.
Debatę poprowadziła sprawnie i nawet – brawurowo, zaprzyjaźniona z Forum, była pełnomocniczka Marszałka Woj. Dolnośląskiego ds. równości Katarzyna Lubiniecka-Różyło (w styczniu marszałek zlikwidował to stanowisko, ponieważ aktualnie zawiązana koalicja w naszym województwie „nie przewiduje zajmowania się tymi zagadnieniami”). W naszej debacie o równości, zgodnie z wystosowaniem zaproszenia do Prezydenta Wrocławia (dawniej do jego obowiązków służbowych należał cały pakiet spraw społecznych i z tego tytułu wystosowano do niego zaproszenie na tę debatę), wzięły udział trzy przedstawicielki wrocławskiego Ratusza zajmujące się w różnoraki sposób tymi akurat zagadnieniami. Uważamy to za spory sukces i zdobycie przez nasze przedsięwzięcie jakiejś pozycji we wrocławskiej przestrzeni spraw społeczno-politycznych.
Na sali obecne były też przedstawicielki lewicowych partii politycznych – RAZEM i SLD – które zabierały głos w dyskusji po wystąpieniach panelistek.
W tezach przedstawionych przed debatą chcieliśmy odpowiedzieć na dylemat: czym jest równość i jak ją dziś mierzyć, opisywać, pojmować ? Czy jest to immanentna część oświeceniowej triady – wolność / równość / braterstwo (siostrzeństwo), która od bez mała 300 lat kształtuje to co nazywamy kulturą zachodnią i która jej nadała wyjątkowe piętno czy jest to już przebrzmiały ozdobnik idei minionych wraz z XIX i XX wiekiem? Jak dziś mamy podejść do tego niezwykle humanistycznego i wzniosłego pojęcia, gdy wokół toczy się bezwzględny walec neoliberalizmu i rynkowego fundamentalizmu glajchszachtujący wszystko co nas otacza, co do tej pory znaliśmy, co było dla nas wartościami?
Zdawaliśmy sobie sprawę, iż równość to termin wieloznaczny i wielopłaszczyznowy. Zarówno w filozoficznym, socjologicznym, politologicznym, prawnym, etyczno-moralnym, ekonomicznym itd. wymiarze. Dotyczy w zasadzie wszystkich aspektów życia ludzkiego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę humanizm, człowieczeństwo, otwartość i solidarność. Równość ze swej istoty odrzuca wszelkie „naturalistyczne”, „konieczne” i dogmatyczne koncepcje człowieka akcentując podmiotowość i wyjątkowość każdej istoty ludzkiej. To efekt historycznych procesów i humanizacji naszej świadomości, naszego bytu. Nie przebiegają owe procesy linearnie, nie są ciągłą drogą do przodu, ku światłej przyszłości. Zdarzają się na tej drodze meandry i regresy. Tak jak zanik pewnych wartości i ich rozumienia. Ale ruch ku bardziej równym, sprawiedliwym, wolnym dla każdego (w sensie doczesnym jak i mentalnym) pojmowaniu naszego bytu postępuje. Z oporami, ale postępuje. Urzeczywistnianie tego ideału to dążenie do wszechstronnego rozwoju i takiego też patrzenia na świat i ludzi, każdego człowieka. Każdej osoby ludzkiej. Tu i teraz, na ziemi, podczas jej doczesnej egzystencji. Niestety, dyskusja poszła innymi torami. Może stało się tak z racji składu panelistek. Dyskusję zdominowały zagadnienia typowo kobiece; równość w przestrzeni relacji płci. O równości z płaszczyzny socjalno-doczesnej, wykluczeniu z racji ekonomicznej mizerii i kapitalistycznych, ultrarynkowych stosunków społecznych mówiono mało. Te elementy tylko podejmowała Sylwia Rapicka. Dr hab. Joanna Hańderek w swych wystąpieniach starała się głównie wytłumaczyć przyczyny poza ekonomicznych stratyfikacji i nierówności, jakie funkcjonują u nas w Polsce. Podobnie, choć nie z pozycji akademika, lecz działaczki feministycznej, tematykę ujmowała Irena Kamińska.
Przedstawicielki Ratusza skupiły się w swych polemicznych wystąpieniach na sprawach właśnie równości płci, aktywizacji zawodowej kobiet i zagadnieniach przemocy. Warto także zwrócić uwagę na głos reprezentantki RAZEM która podjęła także ten wątek w swoim wystąpieniu.
Na zakończenie warto tylko przytoczyć sąd dr hab. Joanny Hańderek, która stwierdziła iż równość – z punktu widzenia pluralizmu kulturowego, indywidualizmu i różnorodności ludzkich charakterów, jest w zasadzie niemożliwa. Niech ten kontrowersyjny sąd, choć przedstawiony i uzasadniany niezwykle realistycznie, będzie jakimś podsumowaniem tej debaty.

Debata „Równość w praktyce”

Czym jest równość? I jak ją dziś mierzyć, opisywać, pojmować?

Czy jest to immanentna część oświeceniowej triady – wolność / równość / braterstwo-siostrzeństwo – która od bez mała 300 lat kształtuje to, co nazywamy kulturą zachodnią i która jej nadała wyjątkowe piętno czy jest to już przebrzmiały ozdobnik idei minionych wraz z XIX i XX wiekiem?
Jak dziś mamy podejść do tego niezwykle humanistycznego i wzniosłego pojęcia, gdy wokół toczy się bezwzględny walec neoliberalizmu i rynkowego fundamentalizmu, glajchszaltujący wszystko co nas otacza, co do tej pory znaliśmy, co było dla nas wartościami?

Pojęcie równości

jest terminem wieloznacznym i wielopłaszczyznowym: zarówno filozoficznym socjologicznym, politologicznym, prawnym, etyczno-moralnym, ekonomicznym itd. Dotyczy w zasadzie wszystkich aspektów życia ludzkiego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę humanizm, człowieczeństwo, otwartość i solidarność. Równość ze swej istoty odrzuca wszelkie „naturalistyczne”, „konieczne” i dogmatyczne koncepcje człowieka akcentując podmiotowość i wyjątkowość każdej istoty ludzkiej. To efekt historycznych procesów i humanizacji naszej świadomości, naszego bytu. Nie przebiegają owe procesy linearnie, nie są ciągłą drogą do przodu, ku światłej przyszłości. Zdarzają się na tej drodze meandry i regresy.

Zanik pewnych wartości

i ich rozumienia. Ale ruch ku bardziej równym, sprawiedliwym, wolnym dla każdego (w sensie doczesnym jak i mentalnym) pojmowaniu naszego bytu postępuje.
Z oporami, ale postępuje. Urzeczywistnianie tego ideału to dążenie do wszechstronnego rozwoju i takiego też patrzenia na świat i ludzi, każdego człowieka. Każdej osoby ludzkiej. Tu i teraz, na ziemi, podczas jest doczesnej egzystencji.

Społeczne Forum Wymiany Myśli

w styczniu organizuje, jak co miesiąc, debatę na temat właśnie tego niezwykle szerokiego zagadnienia. Panelistkami będą znane działaczki społeczno-polityczne.
Zapraszamy serdecznie na debatę, która – biorąc pod uwagę skład panelistek – zapewni gorącą i owocną dyskusję. 31.01.2019, Wrocław ul. Kołłątaja 31, lokal nr 11 (I piętro) godz. 18.00.

Co lewica może zaoferować Warszawie czyli pięcioro zgodnych ludzi za stołem

„Co lewica może zaoferować Warszawie?” – na taki temat debatowali dzisiaj przedstawiciele i przedstawicielki wszystkich znaczących partii politycznych sytuujących się właśnie po lewej stronie sceny politycznej, na spotkaniu zorganizowanym przez Społeczne Forum Wymiany Myśli w Warszawie.

 

Notowałam wypowiedzi raczej dla porządku niż dlatego, żeby przedstawicielka Razem, działaczka Zielonych, lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, członkini Inicjatywy Polska czy też reprezentant SLD powiedzieli coś zaskakującego, coś, czego ich formacje już nie postulowały w studiach telewizyjnych czy na demonstracjach. Postulaty były to zresztą zupełnie słuszne, diagnozy właściwe. Tak, Warszawa potrzebuje prospołecznej polityki mieszkaniowej, wyrównywania różnic między dzielnicami, rozgrodzenia, większej roli samorządu na rynku pracy (klauzule społeczne!). Potrzebuje samorządowców, którzy nie będą obawiali się stosować już istniejącego prawa, zamiast przymykać oczy, gdy deweloperzy je łamią, i którzy będą chcieli kształtować miasto inaczej niż tylko pod kątem potrzeb najbogatszych. I nie tylko Warszawa potrzebuje polityczek i polityków, którzy tak, jak Hanna Gospodarczyk z Razem będą mówić, że jako socjaliści mają obowiązek występować po stronie pracujących i zmuszać kapitał do ustępstw, albo jak Piotr Ikonowicz wciągać zwykłych ludzi do aktywności.
Jedno wszakże stwierdzenie, które padło zza stołu, odnotowałam z niedowierzaniem (nie wzburzeniem, gdyż gorsze już rzeczy zdarzały się na polskiej lewicy). Oto oznajmił Sebastian Wierzbicki z SLD, a potwierdziła Dagmara Misztela z Zielonych, że najważniejsze było to, że delegaci pięciu partii usiedli, usłyszeli, że są zgodni w najważniejszych, ba, we wszystkich punktach i zadeklarowali gotowość do rozmów o dalszej współpracy. Sukcesem jest, zasugerowano, już wola rozmawiania, dzięki niej może powstaną trzy osobne listy wyborcze, a może jedna.
Otóż nie, warszawska lewico, to, że zasiedliście za jednym stołem i przez trzy godziny bardzo ożywionej momentami debaty nie oskarżyliście się po raz tysięczny o zdradę/oportunizm/brak doświadczenia/odwoływanie się do niewłaściwego elektoratu nie jest, w obecnym układzie sił, żadnym osiągnięciem. Do tego, by zrozumieć, że zajmujecie aktualnie (przynajmniej w słowach, bo w czynach rzadko macie okazję) podobne stanowisko w sprawach polityki społecznej, że podobnie widzicie swoje zadania w stołecznym samorządzie i że macie pod adresem PiS i PO zbliżone zarzuty, nie potrzebowaliście dzisiejszego spotkania. Wystarczyłoby wam doświadczenie dziesiątek demonstracji, na których zgodnie powiewały obok siebie wasze flagi, a aktywistki i aktywiści zbierali podpisy pod tymi samymi obywatelskimi inicjatywami. Dla ocenienia skutków obecnego rozdrobnienia dostateczna winna być świadomość tego, że wszystkie te protesty, poza najbardziej spektakularnymi, niczego nie były w stanie osiągnąć. Oraz doświadczenie pójścia w rozdrobnieniu do poprzednich warszawskich wyborów.
W tych natomiast, oprócz starych problemów, już towarzyszą wam – i będą się tylko wzmagały – naciski ze strony obozu liberalnego, który zaczął już drżeć o swojego faworyta i nawoływać: lewico, zrezygnuj nawet z pierwszej tury wyborów na prezydenta Warszawy, oddaj nam swoje głosy. I to za darmo, bo nawet nie w zamian za pustą obietnicę „zajęcia się problemami społecznymi” kiedyś, kiedy już uznamy polską demokrację za oficjalnie uratowaną. Wy o tym wiecie, na dzisiejszej debacie trafnie ocenialiście perspektywy rządów Rafała Trzaskowskiego. Wszyscy. Tak samo, jak zgodnie się uzupełniając wskazaliście, o jaki procent elektoratu mogłaby walczyć wasza lista, ilu radnych moglibyście mieć, ilu kandydatów potrzeba do skutecznego startu (w mieście i w dzielnicach).
Co jeszcze jest wam potrzebne, by wielogodzinne negocjacje o programie i możliwym kształcie list, które, jak zadeklarowała delegatka Razem, trwają, zaowocowały podjęciem choćby próby odejścia od dotychczasowych, jak widać nieskutecznych strategii? Jeszcze więcej ataków na „lewactwo”? Macie gwarantowane. Nowe doświadczenia bezradności w obliczu prawicowego szaleństwa? Tymi dzieliła się na debacie Paulina Piechna-Więckiewicz, mówiąc, że samotna radna-krytyczka neoliberalnego podejścia do miasta i mieszkańców sama nic nie może zrobić, nic zgłosić – ani projektu uchwały, ani projektu stanowiska.
Nie zaskoczyliście mnie propozycjami programowymi, zaskoczcie inaczej, pokazując, że naprawdę chcecie w następnej kadencji mieć narzędzia do wpływania na rzeczywistość. Mówiliście: pójście osobno jeszcze nie jest przesądzone. Udowodnijcie.

Jak lewicowe media mogą być lepsze

Dlaczego w Polsce dominują media prawicowe lub liberalne, a lewicowym trudno przebić się ze swoim przekazem? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwali uczestnicy spotkania w ramach Społecznego Forum Wymiany Myśli (SFWM) we Wrocławiu.

Organizatorom zależało na pluralizmie opinii i wielowątkowej debacie, więc za stołem dla panelistów zasiedli: właściciel internetowej telewizji TV Lubań oraz wydawca regionalnego portalu Przegląd Lubański Andrzej Ploch, redaktor naczelny RACJONALISTA.TV Jacek Tabisz oraz dziennikarka Strajku.eu Małgorzata Kulbaczewska-Figat. Obowiązki moderatora pełnił Radosław Czarnecki z SFWM.
Reprezentantka Strajku zwróciła uwagę na to, że sytuacja lewicowych mediów w Polsce jest pochodną słabości całej lewicy, która po upadku PRL dała się zepchnąć do narożnika, przyjęła do opisu rzeczywistości język politycznych przeciwników, nie broniła własnych osiągnięć ani własnej perspektywy widzenia rzeczywistości. Zamiast tego nieustannie przepraszała za swoje istnienie czy też starała się uzyskać aprobatę liberałów dla swojego istnienia. Małgorzata Kulbaczewska-Figat podkreślała również, że w systemie kapitalistycznym media lewicowe, przedstawiające odmienną i niekorzystną dla rządzących klas perspektywę, zawsze będą miały trudniejszy dostęp do sponsorów czy reklamodawców. To zaś wymaga od ich twórców dodatkowego wysiłku tyleż w zakresie tworzenia wartościowych treści, co konsolidowania odbiorców i przekonywania ich, że dane medium zasługuje na wspieranie. Z głosem tym poniekąd korespondowała wypowiedź Andrzeja Plocha, który mówił o decydującej roli właścicieli mediów w kształtowaniu ich ogólnego przekazu, a ponadto o tym, iż w obecnych warunkach „nadpodaży” informacji i „wyścigu newsów” powszechną tendencją jest cięcie kosztów, za którym idzie przyzwolenie na produkcję niepogłębionych, mało wartościowych publikacji. Natomiast Jacek Tabisz upatrywał przyczyn kryzysu lewicowych mediów w fakcie, iż lewicę społeczną, propracowniczą, zdominowała lewica „tożsamościowa”, skupiająca się np. na nawoływaniu do przyjmowania migrantów.
W dalszej części debaty uczestnicy zastanawiali się m.in. nad tym, czy i w jaki sposób lewica może promować swój przekaz za pomocą mediów społecznościowych i internetu w ogólności. Obok głosów bardzo optymistycznych, wskazujących na stosunkową łatwość zbudowania w sieci własnego bloga czy kanału wideo oraz mobilizowania odbiorców, padły wypowiedzi ostrożniejsze, przypominające o tym, że główne sieci społecznościowe to również kapitalistyczne korporacje, które w dłuższej perspektywie wolą wspierać treści mainstreamowe i wielkich wydawców, zdolnych płacić więcej za reklamę. Zwrócono także uwagę na inwigilację, jaka jest nieodłączną konsekwencją aktywności w sieci. Niektórzy dyskutanci, doceniając dorobek mediów takich, jak Strajk czy pisma „Przegląd” i „Dziennik Trybuna”, podnosili, że większe sukcesy w zakresie docierania do odbiorców lewica odnosi w Polsce, gdy związane z nią treści, choćby wycinkowo, trafią do mediów głównego nurtu.
Zastanawiając się nad perspektywami nie tylko mediów lewicowych, ale i polskiej lewicy w ogóle, członkowie SFWM doszli do wniosku, że lewicy potrzebna jest ogromna praca koncepcyjna – refleksja nad problemami współczesnego świata i sformułowanie nowych, śmiałych wizji (np. odpowiedzi na postępującą automatyzację pracy). A także odwaga w upominaniu się o swoje postulaty. O takim odważnym działaniu powiedziała, w kontekście mediów, uczestniczka dyskusji, Ewa Groszewska. Wskazała, że podczas trwających we Francji protestów przeciwko neoliberalnym, antyspołecznym reformom Emmanuela Macrona część uczestników, studentów, wzywa do okupacji głównych mediów, zarzucając im nierzetelność w relacjonowaniu wydarzeń.
Z problemem wycinkowego przedstawiania rzeczywistości przez prawicę (narodową czy też liberalną) polskie media lewicowe będą musiały zmierzyć się już niedługo – przy okazji wyborów samorządowych. Uczestnicy debaty nie mieli wątpliwości, że będzie to ważny moment i znaczące wyzwanie.